beatulek
18.06.12, 21:04
No i stało się od 2 roku życia zajęcia umuzykalniające, następnie pianino - nauka trwała kilka lat....uczyłam sama...gra głównie Bacha (mój ulubiony kompozytor), zna gamy, pasaże, śpiewamy solfeże (głównie Lasockiego) i generalnie Zasady Muzyki - Wesołowskiego dzieć ma opanowanie (prawie bo można by jeszcze się trochę douczyć) ......długo nie chciałam posyłać do Szkoły Muzycznej bojąc się zbyt dużego obowiązku, tym bardziej, że u nas w mieście jest tylko popołudniowa....No ale któregoś razu córka przyniosła ze szkoły ulotkę o naborze i prosiła by pozwolić jej spróbować...pozwoliłam z przekonaniem, że jak się dostanie to na fortepian, na którym jak pisałam już gra więc jakoś dwóm szkołom podoła....dostała się na flet poprzeczny....instrument, którego ja nigdy nie miałam w ręku....zupełnie nie będę umiała jej pomóc.....na pianinie nie bałam się uczyć bo wiem, że robię to dobrze, do fletu nie dam jej żadnych wskazówek bo mogę zrobić jej więcej krzywdy niż pomóc...wiem, ze łatwiej się uczy od nowa niż zmienia złe nawyki......o zmianie instrumentu nie ma mowy bo córka chce ten flet a ja....zwyczajnie się boję...dzieć ma 9 lat.
Oczywiście, że pozwolę jej się uczyć...nie zmuszę do zmiany instrumentu... i tak będzie miała łatwiej bo zna teorię muzyki...ale musiałam się wyżalić/pochwalić* (niepotrzebne skreślić w/g uznania)