Dodaj do ulubionych

Bialostocki Teatr Lalek

28.02.08, 14:37
W odpowiedzi na watek o slabej "ogolnopolskosci" tego forum,
chcialam rozpoczac nowy watek poswiecony spektaklom w BTL.
Nie mam jeszcze rozeznania w jakosci aktualnego repertuaru, ostatnio
bylismy tylko na "Panu Kuleczce" (rewelacyjnym!), ale to wystep
goscinny Teatru "Szklana Kula, Zielone Slonce".
Co mozecie szczegolnie polecic z BTL dla dzieci?
www.btl.bialystok.pl/
Obserwuj wątek
    • wojciech.widlak Pan Kuleczka w Bialostockim Teatrze Lalek 11.03.08, 21:57
      Witam, witam!
      Jako osoba skądinąd zainteresowana Panem Kuleczką we wszelkiej
      postaci byłbym bardzo wdzięczny za rozwinięcie
      określenia "rewelacyjny". :-) No, niekoniecznie. Proszę po prostu
      napisać prawdę. Nie widziałem, niestety, tego przedstawienia i
      ciekaw jestem zarówno wrażeń "po prostu", jak i porównania z
      literackim pierwowzorem.
      Z panakuleczkowym pozdrowieniem!
      • metis1 Re: Pan Kuleczka w Bialostockim Teatrze Lalek 13.03.08, 12:25
        Juz spiesze z wyjasnienieniami:
        Spektakl w BTL grany jest na scenie prob, w bardzo "przytulnej",
        kameralnej salce. Dzieciaki (i rodzice) siedza w najdziwniejszych
        pozycjach na dywanie przed niewielka scena, pod sciana jest pare
        krzesel dla weteranow. Pojemnosc sali jest niewielka, co razem z ww
        tworzy specyficzny, cieply klimat i pozwala na bardzo bliski kontakt
        z bohaterami. Dzieciaki reaguja niezwykle zywiolowo, sa przeciez nos
        w nos i dziob w dziob z Katastrofa i Pypciem! :) Wisza wrecz na
        stopniu sceny, zbieraja "snieg", zagaduja aktorow, dotykaja psa i
        kaczke... Pod tym wzgledem spektakl jest zdecydowanie bardziej
        spotkaniem z ulubionymi bohaterami niz klasyczna sztuka teatralna. I
        w tym wielka jego sila!
        Trescia teatralnego "Pana Kuleczki" sa oczywiscie fragmenty Pana
        opowiadan, zgrabnie polaczone i plynnie przechodzace z jednego w
        drugie. Nie brakuje, rzecz jasna, kultowych juz powiedzonek
        typu "porzadek, porzadek to wrog zwierzadek" czy naszego
        ulubionego "gancko, gancko, elegancko", wzbudzajacego wielki
        entuzjazm dzieci.
        Bohaterow jest -jak wiadomo- trzech, mucha pojawia sie incydentalnie
        i w niewidzialnej postaci (Pan Kuleczka glaszcze ja, albo chowa pod
        muszke). Mozna ich zobaczyc tutaj:
        www.btl.bialystok.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=340&Itemid=6&limit=1&limitstart=2&lan
        g=pl lub odnalezc opis ze zdjeciami na www.btl.bialystok.pl
        Rekwizyty sa nieliczne, ale uniwersalne, latwo poddajace sie
        transformacji na scenie: trzy kolorowe stoleczki i ... wlasnie, co?
        Cos, co w kazdej ze scen spelnia inna role: raz jest kloszem lampy,
        innym razem czapka Pypcia, chroniaca przed halasem, pozniej miseczka
        na zupe lub kierownica itp...
        A aktorzy? Widac bylo, ze graja z przyjemnoscia, z sercem, ze oni
        tez sie swietnie bawia. Mozna powiedziec, ze w ich wykonaniu kaczka
        to kaczka, a pies to pies - wszystko na swoim miejscu! :) Byli
        bardzo sugestywni i profesjonalni. Opinie dzieci po spektaklu byly
        bez wyjatku pozytywne, a uczucia podzielone mniej wiecej po rowno:
        czesci dzieci bardziej podobala sie kaczka Katastrofa, a czesci pies
        Pypec (do nich i ja sie zaliczam, jako duze dziecko). Pan Kuleczka
        nie rozkochal w sobie tak bardzo malych widzow, no, ale to z jednej
        strony zrozumiale...
        Znajac tylko informacje z www BTL balam sie, ze spektakl bedzie
        zbyt "suchy" i niezbyt czytelny dla kilkulatka, ale okazalo sie, ze
        nie. Dziwilam sie troche, ze Katastrofa i Pypec zupelnie nie
        przypominaja wygladem swojego pierwowzoru, ale to w koncu nie
        ksiazka tylko sztuka teatralna! Chociaz przyznam, ze na pewno z
        wieksza przyjemnoscia wszyscy ogladaliby kaczke i psa, jesli bylyby
        one blizsze rysunkom p. E. Wasiuczynskiej. Moze warto byloby
        podretuszowac nieco te sztywne, pilsniowe zwierzaczki, umilic i
        zmiekczyc je troche? W kazdym razie puszysta kaczka Katastrofa z
        ksiazeczek na pewno wygrywa z ta teatralna. No, ale nie czepiajmy
        sie szczegolow. W koncu nie chodzi o to, zeby "przekalkowac" Pana
        Kuleczke z ksiazki na scene. Liczy sie tez wizja rezysera (tu: caly
        trzyosobowy zespol).
        Troche groznie ;) brzmiala tez informacja, ze robi to "teatr
        eksperymentalny"... W polaczeniu z informacja, ze to sztuka dla
        dzieci (malych), budzilo to moje obawy, ale i ciekawosc
        jednoczesnie. Okazalo sie, ze eksperyment sie powiodl :)
        Naprawde z wielkim zainteresowaniem i przyjemnoscia obejrzelismy ten
        spektakl.
        Mysle, ze moze Pan byc spokojny o to drugie wcielenie Pana Kuleczki.
        Na pewno nie przynosi Panu wstydu! ;)

        A zmieniajac temat: czy nie myslal Pan o tym, zeby wypuscic Pana
        Kuleczke z ksiazki? Drzemie w nim ogromy potencjal, na pewno
        znalazloby sie wielu chetnych na koszulki czy inne drobiazgi z
        ulubionymi bohaterami, ktorzy sa przeciez bardzo charakterystyczni i
        tak rozni od kiczowatych Disneyow... No, w kazdym razie zglaszam
        zapotrzebowanie! :)
        Serdecznie pozdrawiam i mam nadzieje, ze uspokoilam Pana swoja mala
        recenzja. To tylko jeden glos, ale chyba reprezentatywny...


        • wojciech.widlak Re: Pan Kuleczka w Bialostockim Teatrze Lalek 13.03.08, 15:58
          Bardzo, bardzo dziękuję. To nie jest tak, że w ogóle nie wiedziałem o tym
          przedstawieniu (jego twórcy zwracali się do mnie wcześniej z pytaniem o zgodę i
          zapraszali), ale nie udało mi się na nim być, więc oczywiście byłem ciekaw wrażeń.
          Cieszę się, że przedstawienie się Pani (i małym widzom) podobało. Pan Kuleczka
          żyje już w tylu miejscach... Najpierw "Dziecko", a potem książki, kalendarze,
          oprawione reprodukcje, naklejki, internet, płyty, teatr. Niesamowite.
          Co do koszulek i innych gadżetów, to - kto wie? Może kiedyś? W każdym razie
          dziękuję za dobre słowo i doping.
          Z panakuleczkowym pozdrowieniem
          WW
          • metis1 Re: Pan Kuleczka w Bialostockim Teatrze Lalek 14.03.08, 10:46
            Tak... >>"Dziecko", a potem książki, kalendarze, oprawione
            reprodukcje, naklejki, internet, płyty, teatr...>>, ale to wciaz za
            malo dla malych i duzych kuleczkozercow... ;) Poza tym,
            zlokalizowanie tych gadzetow wymaga nie lada wysilku. Krecik ma swoj
            sklep na Marszalkowskiej, disney'ow pelno jest w kazdym Smyku, a Pan
            Kuleczka??? :( No coz, zaraz rozpoczne prywatne sledztwo! Jesli
            moglby Pan cos podpowiedziec, to bede wdzieczna...

            No i zapraszam do Bialegostoku na spektakl! :) To tylko nieco ponad
            2 godziny pociagiem, a z dworca kilka minut spacerkiem do teatru. Do
            konca maja co prawda nie jest planowany przyjazd "Szklanej Kuli...",
            ale co sie odwlecze, to nie uciecze. My w kazdym razie przy okazji
            odwiedzin u dziadkow na pewno jeszcze raz sie wybierzemy :)

      • szczura Re: Pan Kuleczka w Bialostockim Teatrze Lalek 01.04.08, 01:53
        cieszę się Panie Wojtku, że nie tylko na forum o książkach dla dzieci Pan:-) Nawiązuję do prośby o podzielenie się wrażeniami ze spaktaklu. Bbyło nas czworo: 4-latek i 6 latek oraz rodzice x2. Ja znam Pana od ponad 7 lat:-), moje dzieci od 'samego swojego początku'. Wiedzieliśmy więc na co jedziemy do Białegostoku.

        najkrótsza recenzja? Dzieciaki do dzisiaj wspominają np. Jasia i Małgosię z warszawskiej Lalki, a po tym przedstawieniu cisza...

        plusy:
        - oryginalny pomysł. Osobiście podobało mi się. Zachwycona byłam rzetelną grą Katastrofy. Tyle tylko, że ja jestem dorosła.
        A przedstawienie było adresowane do maluchów.

        minusy:
        - uważam, że totalnie chybionym pomysłem jest eksperymentowanie na maluchach. Tekst (tu: recytowany na scenie) jest adresowany przede wszystkim do młodszych dzieci. I takie przeważały na sali. A pomysł i jego plastyczna oprawa były zdecydowanie 'pod' dzieci z podstawówki,
        - niewiele przesadzę, jeżeli napiszę, że moje dzieci znają 80% opowiadań na pamięć (z wszystkich czterech części). Więc, wysłuchiwanie recytacji w ubogiej scenografii, gdzie aktor mówi o sobie "Pan Kuleczka przytulił..", zamiast przylutić to nieporozumienie.
        - ogólnie dzieciakom nie podobał się Pan Kuleczka, bo był taki był niekuleczkowy. Popieram ich opinię: był sztywny, zimny i ... za młody.
        - lalki? dla mnie żadna rewelacja, aczkolwiek...
        - starszym dzieciom bardzo się podobała możliwość zaczepiania lalek, to z kolei nie podobało się aktorom. Pierwsi nie byli zadowoleni upominaniem, drudzy tym, że trudno im się grało.
        - sześciolatka powinny zaintrygować pomysły z różnorodnym wykorzystaniem tego samego rekwizytu (np. abażuru od lampy). Dla małego odbiorcy, te autorskie wizje były (niezrozumiałą) abstrakcją.

        - w mojej opinii ogólnie było trochę inaczej, niż pisała przedmówczyni. To co jej zdaniem było atutem (każdy siedzi gdzie chce, wolny dostęp do sceny) to nic innego jak bałagan,
        - całość trwała ok. 45 minut, już po 25 min. dzieciaki zaczęły się wiercić, rozglądać, kilka odważniejszych zaczęło zaczepiać rekwizyty na scenie,
        - miałam wrażenie, że tym spokojniejszym dzieciom, które siedziały dalej od sceny, albo blisko rodziców ścisk i tłok nazwany tu kameralnym nastrojem przeszkadzał w odbiorze sztuki.

        refleksja ogólna - trochę na tym 'ukulturnianiu' ucierpiał nasz domowy fan-club Pypcia i Katastrofci. Już nie bawimy w domu, tylko czytamy. I tu absolutnie rewelacyjna książka broni się sama.

        pozdrawiam

        p.s. Panie Wojtku, chcemy więcej przygód naszych bohaterów!!!!!
        ---
        • metis1 Re: Pan Kuleczka w Bialostockim Teatrze Lalek 03.04.08, 12:53
          No to teraz jest juz wystarczacy powod do tego, zeby samemu obejrzec
          spektakl i miec wlasna opinie :)

          Tak, szczura, podzielam Twoja opinie, ze "oprawa plastyczna", czyli
          wyglad Katastrofy i Pypcia, nie jest najmocniejsza strona tego
          przedsiewziecia... Dobrze byloby, gdyby pani E.Wasiuczynska
          przylozyla do tego swoja ciepla reke - na wystawie w Stupociechach
          widac, ze z postaciami trojwymiarowymi tez ma do czynienia, wiec
          efekt na pewno bylby swietny :)
          Dlaczego piszesz, ze aktorom nie podobalo sie zaczepianie lalek?
          Interweniowali w czasie spektaklu? Byli z tego powodu nieprzyjemni?
          Na "naszym" przedstawieniu szczegolnie jeden chlopiec byl bardzo...
          hm, powiedzmy, ze odwazny - wisial na podescie sceny polowa swojego
          cialka, pierwszy rzucil sie, zeby zbierac "snieg", dotykal lalki,
          wiercil sie... Chyba dwukrotnie zwrocila mu uwage pani z obslugi
          teatru, ktora po to wlasnie siedziala z boku sceny - zeby
          interweniowac w takich przypadkach. Na aktorach nie robilo to
          wlasciwie zadnego wrazenia, pewnie sa przyzwyczajeni...
          Mi tez Pan Kuleczka wydal sie troche za bardzo nijaki, za
          bardzo "sztywny i zimny", jak piszesz. Ale ze za mlody??? Czy to ma
          naprawde tak wielkie znaczenie w teatrze, gdzie wszystko jest
          umowne? Idac dalej tym tropem, wcale nie uwazam tez, zeby brakowalo
          mu np. czerwonego, kartoflanego nosa jak u clowna. Przeciwnie -
          gdyby go mial, wygladalby nie jak Pan Kuleczka, tylko jak pajac
          wyjety z innej bajki (chociaz w ksiazce ma wlasnie taki nos, jednak
          na papierze nie wyglada z nim smiesznie). Na scenie braki Pana
          Kuleczki nadrabiaja z nawiazka kaczka Katastrofa i pies Pypec. Oboje
          aktorsko sa swietni. Osobiscie minimalnie bardziej podobal mi sie
          Kamil Katolik jako Pypec (dzieci chyba wolaly kaczke = Magdalene
          Korczynska - ale na pewno nie ze wzgledu na analize warsztatu czy
          predyspozycji aktorskich, hehe...) Z innymi doroslymi widzami nie
          wymienialam opinii.
          Zupelnie nie moge sie zgodzic z tym, ze "pomysły z różnorodnym
          wykorzystaniem tego samego rekwizytu (np. abażuru od lampy) (...)
          dla małego odbiorcy (...) były (niezrozumiałą) abstrakcją". Ja bylam
          z jeszcze mlodszym "odbiorca" (2,5 r) i zdaje sie, ze swietnie pojal
          te koncepcje ;) Przeciez wlasnie najmlodsze dzieci uwielbiaja zabawy
          jakims koleczkiem, patykiem czy jednym klockiem, ktore w zaleznosci
          od sytuacji moga zmieniac swoje przeznaczenie i funkcje (mowie to z
          wlasnego doswiadczenia oraz obserwacji znanych mi dzieci w podobnym
          wieku). Maluchy sa w tym mistrzami swiata! :D Uwazam, ze
          lampa/miseczka/czapka swietnie sie w te dzieciece praktyki wpisuje i
          jest wyjeta z zycia :) Poza tym, jedna z funcji teatru, szczegolnie
          tego dla dzieci, jest rozwijanie wyobrazni i abstrakcyjnego
          myslenia - wezmy chocby jedne z najstarszych form teatralnych jak
          pantomima czy teatr cieni. Teatr czesto operuje symbolem
          (dostosowanym do wieku, rzecz jasna), uproszczeniem, schematem. Ten
          rekwizyt jest swietnym tego przykladem. I upieram sie przy tym, ze
          dostosowanym do wieku widzow... ;)

          Na "naszym" spektaklu nie zauwazylam wiekszego balaganu z usadzaniem
          sie malych widzow. Bylo zwyczajnie, jak przez spektaklem w zwyklym
          teatrze. Zajmowaniu miejsc zawsze towarzyszy mile podniecenie i
          niecierpliwe oczekiwanie na to, co wyloni sie zza kurtyny...
          Osobiscie bardzo lubie ten moment, to jak wachanie nowej, pachnacej
          farba drukarska ksiazki :) Ale przyznam, ze owszem, bywaja spektakle
          o gorszej atmosferze i przykrym zachowaniu widzow. Przekonalam sie
          ostatnio o tym, gdy poszlam z synkiem na "Na jagody" do T.Baj w W-
          wie w srodku tygodnia. (Przedstawienie - CUDO! Goraco polecam!) Trzy
          czwarte sali zajmowaly przedszkolaki w grupach ze swoimi
          wychowawczyniami. Pozostale rzedy byly puste. Owszem, byl harmider
          przy usadzaniu dzieci, ale potem - co za luksus! :) Maluchy
          grzecznie wpatrywaly sie w scene, te bardziej niepokorne byly od
          razu musztrowane i przywolywane do porzadku, ale najwazniejsze jest
          to, ze dzieci byly BEZ RODZICOW! Kilka dni wczesniej poszlismy do
          tego samego teatru na "Slonce w Dolinie Muminkow" i musze przyznac,
          ze wyszlam z teatru zmeczona i troche zla :( Wiekszosc maluchow
          siedziala na kolanach swoich rodzicieli, ktorzy przez caly czas NA
          GLOS (!!!) tlumaczyli swoim pociechom "co autor mial na mysli"...
          Efekt byl taki, ze nawet siedzac w 3. rzedzie mielismy problemy ze
          slyszeniem postaci (a kukielki, jak wiadomo, mowia na dokladke "spod
          ziemi"). Nie moglam sie powstrzymac i zwrocilam uwage sasiadowi z
          ukosa (skoro wspominam tu tego pana o watpliwej kulturze osobistej,
          to warto powiedziec rowniez o stroju... Nie sadze, zeby dres byl
          stosowny do tego miejsca :/ "W moich czasach" uczono dzieci, ze do
          teatru, filharmonii i kosciola nalezy sie "ladnie ubrac", cokolwiek
          by to nie znaczylo... Czyzby czasy sie az tak zmienily???). Wszystko
          to sprawilo, ze spektakl byl meczacy w odbiorze, trudno bylo sie
          skupic i wczuc w klimat. Szkoda, bo moglo byc bardzo fajnie...
          Wracajac do "Pana Kuleczki" w BTL: bilety byly wyprzedane do konca,
          ale na sali nie czulo sie wielkiego scisku. Moglam swobodnie
          zmieniac pozycje, a powiedzmy, ze siedzialam "w drugim rzedzie".
          Wiekszosc rodzicow usunela sie pod sciany.
          To, co bym zmienila, to dzwiek. Byc moze glosniejsze efekty
          dzwiekowe nie przeszkadzaly starszym dzieciom, ale maluchy, w tym i
          moj synek, mocniej wtulaly sie wtedy w rodzicow. Strach przed
          halasem "ucieka jak ciemnosc od lampki", gdy siedzi sie na kolach
          mamy... Ale nie musialby uciekac, gdyby dzwiek byl po prostu
          przyciszony i nie tak donosny.

          W naszym fanklubie Pana Kuleczki ogien nie przygasl - wprost
          przeciwnie!

          Na koniec skopiuje PS szczury:

          > p.s. Panie Wojtku, chcemy więcej przygód naszych bohaterów!!!!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka