Gość: Urwisek
IP: *.chello.pl
09.08.02, 16:29
Szedłem sobie z narzeczoną wieczorkiem spacerkiem do domu. Przy parku
bródnowskim widzę leżącego człowieka. Podchodzę bliżej gdyż leży głową przy
krawężniku jezdni i widzę że z nosa leci mu krew. Niestety telefon komórkowy
zostawiłem w domku ponieważ wieczorami łatwo można go "zgubić" Rozejrzałem
się dookoła aby wezwac jakąś pomoc dla człowieka, który wcale nie wygląda
na "zmęczonego". Widzę taksówkę zatrzymuję i słyszę - daj mi Pan spokój nie
masz większych zmartwień. Myśle sobie jedź złotóweczko bo zaraz i Ty
będziesz uszkodzony. Podbiegłem do sklepu nocnego i przez okienko proszę
żeby może ktoś wykonał mały telefonik trzeba przecież człowiekowi pomóc i
słyszę - nigdzie dzwonić nie będę nie ma szefa a wszystkie rozmowy muszą byc
z nim uzgodnione... dobrze, że rozmowę usłyszał niedaleko stojący chłopak,
który z komórki z samochodu wreszcie zadzwonił po pomoc...
Mam takie pytanie. Czy w tym kraju ludziom już się do końca w głowach
popierdoliło?