Dodaj do ulubionych

Popychanie.

09.07.12, 13:19
Tak sobie czytam różne wątki i problemy i coraz bardziej dziwi mnie, jak wiele piszących tu osób uważa popychanie dziecka za oczywiste i słuszne.
Bynajmniej nie chodzi mi o rękoczyny. Mam na myśli popychanie dziecka do bycia starszym niż jest. W sensie: dojrzalszym. Boi się ciemności? Nie chce rozstawać się z rodzicami na dwa tygodnie? Nie lubi nocować poza domem? Nie dajboziu ulegać, wychowamy maminsynka, rozmemłanego, mazgajowatego i z nadwagą. Pomysł, że to samo dziecko z rozkoszą spakuje plecaczek na cały weekend u dziadków, ale za pół roku a nie w tej chwili, więc może by tak spokojnie poczekać, aż do tego dojrzeje, jakoś nie świta w głowach. Teraz, zaraz, wysłać, odwieźć do dziadków, niech nie histeryzuje, bo co będzie później? Ano będzie co będzie, może w wieku 8 lat nadal nie będzie chciało jechać na dwudniową wycieczkę z klasą i trzeba będzie zacząć interweniować, ale podejrzewam że znakomita większość dzieci spokojnie swoim tempem sobie do różnych rzeczy dojrzewa. Po co im dowalać dźganiem do robienia czegoś, na co nie mają chęci? Jaka idea temu ma przyświecać?
Jako żywo przypomina mi to plombowanie mojego zęba jakieś dwadzieścia lat temu - pani doktór nie dała mi znieczulenia, chociaż jak najbardziej miałam świadomość, że trzeba będzie za to zapłacić i nie wzdragałam się przed tym. Bolało tak, że łzy ciekły mi po policzkach, a koronnym argumentem pani doktór było: a jak pani nie będzie stać na znieczulenie, to co pani zrobi? Jak dotąd mnie stać, borowania na żywca nie polubiłam i goowno mnie obchodzi że nie jestem dzielna. Cierpienie dla idei mnie nie interesuje.
Po cóż zatem fundować kilkulatkowi takowe?
Obserwuj wątek
    • chipsi Re: Popychanie. 09.07.12, 13:26
      Do Twojej listy dodałabym jeszcze "poród musi boleć" ale to trochę nie na temat.
      Co prawda trzymanie dzieci w domu do 20-tego roku życia "bo sobie zrobi kuku" mnie przeraża ale i nie rozumiem parcia na np. to że dziecko musi samo zasypiać (skoro ja lubię moją 5-latkę kłaść do łóżka).
    • marzeka1 Re: Popychanie. 09.07.12, 13:31
      Swego czasu wyleczyłam się z takiego popychania na siłę,bo "inni w jego/jej wieku to...".
      Pamiętam, jak starszy syn długo uczył się jazdy na rowerze, inni juz dawno umieli;gdy w końcu się nauczył, chciałabym niepotrzebnie przyspieszyć czas, gdy ruszy na rower sam, bez nas: no i wysłałam, po pół godzinie dzwoni jego komórka, a tam głos obcej kobiety, ze syn miał wypadek: przestraszył się ciężarówki na drodze, zjechał, walnął zębami w krawężnik (jedyna, stała, ułamała się, rozwalona warga i ogólne potłuczenie). A tak wtedy uważałam, że inne dzieci to już nie dość, że super jeżdżą, to jeżdżą same. Wyleczyłam się.
      • niutaki Re: Popychanie. 09.07.12, 13:39
        Mi tak ciezko wyposrodkowac miedzy tym co "powinna bo inni", a "niech idzie swoim tempem", jestem ogolnie osoba przewrazliwiona i matka nadopiekuncza i sama siebie bije po lapach, jednak nie popycham za wszelka cene, kosztem dziecka. Jednak nie chronie nadmiernie przed szeroko pojetym stresem, bo cale nasze zycie jest stresogenne.
    • lauren6 Re: Popychanie. 09.07.12, 13:47
      > Jaka idea temu ma przyświecać?

      Presja społeczna wywierana na matki, które mają dorównać niedoścignionemu ideałowi matki polki. Odstajesz = jesteś złą matką. Twoje dziecko nie chce ssać piersi = zła matka. Niemowlę w wieku 6 miesięcy nie załatwia się do nocnika = pokpiłaś jego trening toaletowy. Dwulatek nie je kaszki łyżeczką = rozpieściłaś, wyręczałaś. Stąd krok do histerii i przesadnego, jak to nazwałaś, popychania dziecka, by zmieściło się w ramach sąsiedzkiej lub forumowej normy. Wielu lekarzy zamiast stopować zapędy takich matek, wręcz je wzmacniają, bo na diagnozowaniu i leczeniu zdrowego dziecka też można zarobić. Wydawcy poradników też mają się dobrze.
      Kiedyś na placu zabaw rozmawiałam z matką, która zdążyła swojego 1,5 roczniaka przeciągnąć po kilku lekarzach, bo syn w tym wieku jeszcze nie mówi pełnymi zdaniami. Zanim do tego doszło, pewnie się naczytała na forum lub naoglądała w Dzień dobry TVN programów o idealnych matkach i ich idealnych dzieciach, w porównaniu z którymi jej statystyczny 1,5 roczniak wypadł blado.

      > Po cóż zatem fundować kilkulatkowi takowe?

      W ramach źle rozumianego dobra dziecka.
      • marzeka1 Re: Popychanie. 09.07.12, 13:53
        Zgadzam się; dlatego m.in. na e-matce bywam z przyjemnością, a gdy miałam małe dzieci, nie odnalazłam się na forach dla małych dzieci, właśnie ze względu na te przechwalanki, co które już "nie powinno, nie umie".
    • rosapulchra-0 Re: Popychanie. 09.07.12, 14:00
      Jakoś nigdy nie przejmowałam się opinią znajomych na temat moich dzieci i mojego postępowania z nimi. Jeśli to był zbyt chamski tekst, to się obrażałam, bo nie widzę powodu, aby mnie i moje dzieci obrażać, męża również.
      • niutaki Re: Popychanie. 09.07.12, 14:05
        Ja mam tylko jedno dziecko, wiec czesto slysze, ze jakbym miala drugie to bym byla inna, mniej "kwocza", ale nie jestem o tym przekonanawink
        • rosapulchra-0 Re: Popychanie. 09.07.12, 14:08
          Mam trójkę i to prawie dorosłych, a jestem kwocza bardzo.
          • andaba Re: Popychanie. 09.07.12, 14:11
            I tu zaliczyłabym popychanie nastolatki do noszenia czapeczki na słoneczko.
            • kanga_roo Re: Popychanie. 09.07.12, 14:20
              ja wiem, dlaczego tak się dzieje: większość ludzi jest przekonana, że dzieci należy wychowywać "czynnie". to znaczy, pamietać cały czas, że się wychowuje dziecko, po to, żeby wychować, uczy, po to, żeby nauczyć, itd. ot, takie zadaniowe nastawienie. zdobyć umiejętność. wysilić się i natężyć, aby osiągnąć.
              mało kto zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę dzieci wychowują się same, większość umiejetności nabywają same, i jesli im tylko nie przeszkadzać, rozwijają się całkiem dobrze bez tej całej szopki wokół. ważne sa wzorce, ważny jest dostęp do wiedzy, ale sadzanie na siłę na rowerek - czy nocnik - czy do rysunków, klocków, innych stymulacji - nie jest ani potrzebne, ani specjalnie dobre dla dziecka.

              ps. właśnie uświadomiłam sobie, że moje uzdolnione plastycznie dziecko nie ma kompletu porządnych kredek. jakieś tam dostał w szkole (12 sztuk), ale one są kiepskiej jakości, dobre, kupowane na sztuki, gdzieś pogubił, rysuje tym, co podleci, i jest OK. a na sąsiednim forum dziewczyny się zastanawiają, czy komplet 20 kolorów dla pierwszaka wystarczy...czy od razu 36 albo więcej. no litości.
            • nisar Re: Popychanie. 09.07.12, 14:23
              Ale do czego byś zaliczyła? wink

              Bo dźgałam nastolatkę do pamiętania o czapeczce na słoneczko póki tego potrzebowała. A teraz ma 18 lat i wiem, że sobie poradzi: albo sobie czapeczkę kupi, albo zawiąże chustkę, albo będzie uważała żeby być w cieniu, albo zwyczajnie zapamięta żeby ją spakować. Idealny przykład na poparcie mojej tezy.
              Tak samo jak nie puściłam piętnastolatki samej pociągiem do Krakowa, a teraz jeździ po całej Polsce sama. Jakoś się nauczyła, widzisz, wszystkiego co potrzeba, bez ryzyka kolejnego udaru cieplnego czy pomylenia pociągów (wprawdzie jak się zaczyta to pociągi pomylić może teraz również, tylko że teraz to ona będzie wiedziała co zrobić, jak się raptem objawi w Lublinie zamiast w Łodzi).
              Dorosła do wielu rzeczy, do których nie była dorosła parę lat temu i jakoś nie trzyma się mnie kurczowo, a sporą część ryzyka udało się nam ominąć. I o to chodzi smile
              • andaba Re: Popychanie. 09.07.12, 14:29
                > Bo dźgałam nastolatkę do pamiętania o czapeczce na słoneczko póki tego potrzebo
                > wała. A teraz ma 18 lat i wiem, że sobie poradzi: albo sobie czapeczkę kupi, al
                > bo zawiąże chustkę, albo będzie uważała żeby być w cieniu, albo zwyczajnie zapa
                > mięta żeby ją spakować.


                Taaa, bo 14 latka z pewnością dostałaby udaru, bo stałaby jak kołek na palącym słońcu czekając aż jej słońce dziurę w czaszce wypali. Naprawdę uważasz, ze osiemnastki potrzeba do wyżej wymienionych rozwiązań?

                Popychanie może nie jest ok, ale upupianie tym bardziej.

                Ty masz tendencje do tego drugiego, inni do pierwszego.
                Różnica mom zdaniem żadna.
                • nisar Re: Popychanie. 09.07.12, 14:35
                  No być może jestem kwoką, ale tak jak pisałam powyżej, jakoś nie wyrosła mi z upupianej czternastolatki osiemnastoletnia ciamajda, więc nie widzę problemu.
                  A co do słońca: akurat widzisz przeżyłam udar cieplny u córki i nie chciałam drugiego. I nie widziałam żadnego powodu, by dla idei go ryzykować.
                  Generalnie mój wątek dotyczył dzieci młodszych niż nastolatki, ale istotnie, przywołane przez Ciebie sytuacje z moim starszym dzieckiem idealnie moje zdanie popierają smile
                  • andaba Re: Popychanie. 09.07.12, 14:41
                    Wiesz, te dzieci "popychane" też przeważnie wyrastają normalne.
                    • nisar Re: Popychanie. 09.07.12, 14:45
                      andaba napisała:

                      > Wiesz, te dzieci "popychane" też przeważnie wyrastają normalne.

                      Ależ oczywiście. Tylko widzisz, większym kosztem emocjonalnym i często przy duuuużym ryzyku które - wg mnie - spokojnie można sobie darować. Wystarczy tylko obserwować, wyciągać wnioski i pozwalać na tyle samodzielności ile są w stanie unieść.
                      • andaba Re: Popychanie. 09.07.12, 19:12
                        nisar napisała:

                        > Ależ oczywiście. Tylko widzisz, większym kosztem emocjonalnym i często przy duu
                        > uużym ryzyku które - wg mnie - spokojnie można sobie darować. Wystarczy tylko o
                        > bserwować, wyciągać wnioski i pozwalać na tyle samodzielności ile są w stanie u
                        > nieść.

                        Wybacz, ale kobieta, która nie jest w stanie zaakceptować, że 14-latka może udźwignąć samodzielność związaną z założeniem czapki na słońce nie powinna zakładać takich wątków. Podkładasz się, wystawając swojego bzika nadopiekuńczości na widok publiczny.
                        Twoja córka jak rozumiem wyrosła na normalna kobietę, ale co sie pewnie obciachu dzięki tobie najadła, to jej. Nie nazwałabym tego małym kosztem emocjonalnym. Zwłaszcza na tle innych twoich wątków jej dotyczacych.


        • tosterowa Re: Popychanie. 09.07.12, 14:14
          Ja mam jedno i w ogóle nie jestem kwocza.
          I raczej nie będę, bo nigdy nie miałam ciśnienia.
          Ale np z tego powodu, jak tylko zajdę na forum "małe dziecko" to czym prędzej czmycham, nudne te przechwalanki.
        • nanuk24 Re: Popychanie. 09.07.12, 18:28

          > Ja mam tylko jedno dziecko, wiec czesto slysze, ze jakbym miala drugie to bym b
          > yla inna, mniej "kwocza",

          Moje doswiadczenie mi kowi, ze niekoniecznie. Ja dopiero przy drugim skwoczalamtongue_out
    • wuika Re: Popychanie. 09.07.12, 14:22
      Bo rodzice, gó...arzami będąc, lepiej nie mieli, to co się będą nad bachorami rozczulać.
    • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 14:33
      Twój post to jak policzek w twarz-niestety ból czuje sie zawsze po czasie. Po czasie dopiero zorientowaliśmy się, że Starszą córke traktowaliśmy nieadekwatnie do wieku, że wymagaliśmy zbyt wiele, że traktowaliśmy jako Starszę i właśnie 'popychaliśmy'(fajnie nazwałaś ale auuuuu jak to boli uncertain). Naszym jedynym wytłumaczeniem jest, że chcieliśmy dobrze....Owszem, częściowo wyszło na dobre-bo jako dziecko niepełnosprawne MUSIAŁA większym wysiłkiem stać sie samodzielna, MUSIELISMY (a może nie ?) ją motywować, stymulować, zmuszać...Wielokrotnie byłam nazwana wyrodną matką ...teraz widzę że trochę było w tym racji bo więcej we mnie było dystansu i przymykania oczy na to, czego ona nie może niż czułości-ona musiała móc....zresztą, Starsza to w ogóle osobna historia z jej masakrycznie trudnym charakterem , którym rozwaliła wszystkich psychologów u których byliśmy. Co jakiś czas myślimy o psychiatrze i stale szukamy drogi do niej, raz sie udaje, a raz porażka....Moja przyjaciółka-pedagog i terapeutka, która zna ją od małego powiedziała ostatnio : Starsza jest zbyt dojrzala do swego wieku....Z drugiej strony Starsza jest tak infantylna, że czasami zachowuje sie jak 2 latek..... Jej Młodsza siostra , której nie 'popychamy" jest dojrzalsza nieraz od niej, i to mala śpi w lózku z jedną zabawką albo bez niej a Starsza ma pół łożka pluszaków....Ehh...no nic..trza sie pogodzić i...walczyć dalej...
      Dzięki za ten post nisar
      • bi_scotti Re: Popychanie. 09.07.12, 14:52
        Popychalismy, stawialismy wysokie wymagania (zawsze troche wyzej niz mogli doskoczyc) i nigdy nie zalowalismy, powtorzylibysmy dokladnie ten sam schemat moze wrecz w pewnych sprawach bylibysmy bardziej wymagajacy. Jestem jak najbardziej za popychaniem i stawianiem wymagan tudziez rozliczaniem z obowiazkow etc. Ale ja ogolnie po staroswiecku doceniam stiff upper lip etc. I mam zupelnie inne doswiadczenia niz Guderianka - moj niepelnosprawny syn jest samodzielny i samowystarczalny wlasnie dlatego, ze nigdy nie mial odpuszczone, ze zawsze musial byc perfect i ze nie bylo zmiluj sie. Nie tylko jego fizycznosc na tym zyskala, ale przede wszyskimi "dusza" - on wie, ze nie ma takiej bariery, ktorej by nie byl w stanie pokonac - "the force is with him" tongue_out I wiem, ze to jest dzieki naszej "wredziznie" i wlozonej pracy - lekarze, rehabilitanci, psycholodzy, z ktorymi przez lata wspolpracowalismy w Sick Kids dokladnie tego od nas oczekiwali - bycia konsekwentnie wymagajacymi, bo lata doswiadczen z tysiacami malych pacjentow pokazuja, ze jednak wbrew wszystkiemu tylko to dziala w przypadku dzieci, ktore zwyczajnie "musza". A poniewaz Sredni "musial", nie bylo powodu zeby Najstarsza i Najmlodszy nie musieli - im przeciez i tak bylo z zalozenia latwiej na swiecie niz Sredniemu.
        W doroslym zyciu tez wole miec do czynienia z ludzmi odwaznymi i pracowitymi niz z tymi, ktorym zawsze mama pomogla, podpowiedziala, odpuscila etc. Ale to sa, oczywiscie, wylacznie moze, indywidualne preferencje, ktore zapewne staja sie juz mocno antyczne, bo swiat zaczyna byc pelen ludzi, ktorym nikt nigdy wymagan nie stawial ... dopoki nie musieli znalezc pierwszej pracy wink
        • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 14:57
          Fajnie, może z czasem jak Starsza dorośnie tez okaże sie, że wszystko zrobilismy ok. Póki co jednak jest taką mieszanka z jednej strony infantylizmu a z drugiej dojrzalości- że widzę w tym nasz "udział". To, że świat nalezy do niej powtarzane ma i werbalnie i pozawerbalnie za każdym razem na równi z tym, że zawsze może na nas liczyć.

          Gdzie pracuje Twój syn ?
          • bi_scotti Re: Popychanie. 09.07.12, 15:11
            A ile starsza ma lat? Bo jest taki wiek, w ktorym niezaleznie od zdrowia czy jego braku, dzieci zwyczajnie takie sa (11-15 mniej-wiecej) - potrafia dyskutowac i zachowywac sie jak super-dorosli a wieczorem zasypiac z misiem albo prosic zeby mama zaspiewala przed snem. Life.
            Praca mojego syna to troche jak to, co robil Ross z serialu "Friends" tylko moj syn zajmuje sie bardziej skamielinami - pracuje w duzym muzeum w dziale edukacji.
            • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 15:15
              Ma 12 lat ale nie wiem czy to ma znaczenie bo ona taka "stara malutka' a zarazem 'dzieciuch' jest od zawsze. Jak była mała to moja mama mówiła, że "to dziecko ma przepłakane dzieciństwo" i faktycznie, nieraz potrafi ryczeń 3 razy dziennie -o pierdołę dosłownie, Jest bardzo wrażliwa, tak bardzo, że jak widzi zdjęcie maltretowane psa to ryczy, a ostatnio jak Młodza sie poparzyła a Starsza usłyszala jej przeraźliwy krzyk to od razu zaczęła wyć -i wyły obie...

              My kierukujemy Starszą w stronę sportu -wyczynowego-i połączenie tej pasji (ruch lubi i dobrze na nią wpływa również psychicznie) z nauką zawodu-terapeuta lub pedagog (świetnie dogaduje sie z dzieciakami)
              • poppy_pi Re: Popychanie. 09.07.12, 15:20
                Hmmm ja mam 27 lat i potrafię popłakać się na widok zdjęcia maltretowanego psa a co dopiero dziecko 12 lat. W jej wieku też ciągle płakałam, łzy same mi leciały ciurkiem mimo, że bardzo się starałam je zatrzymać pod powiekami wink Przeszło kolo 16 rż chyba.
                • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 15:34
                  Nie, no, ja też sie wzruszam. Ale ona wzrusza się często i przesadnie. (chyba). Była taka sytuacja na koniec roku że nauczycielka zaproponowała by Starsza próbowała poprawic ocenę na wyższa bo ma szanse. No i ja czytałam maila i się poryczałam. Ona zobaczyla że ja się wzruszyła i tez guupia sie poryczała wink
                  • poppy_pi Re: Popychanie. 09.07.12, 15:41
                    Hahaha Ty chyba też należysz do tych wrażliwych big_grin Wiele osób tak ma, że płacze gdy inni płaczą wink
                    • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 15:43
                      jestem w 9 m-cu ciązy , hormonki szaleją wink
                      • bi_scotti Re: Popychanie. 09.07.12, 15:54
                        Ja sie czerwienie. Stara baba jestem i wciaz "rumiencem plone" gdy ktos cos milego albo gdy sie zawstydze, albo cos-tam-cos-tam ... Nic na to nie poradze, nie da sie zwalczyc, serdecznie tego nienawidze. Chyba juz wolalbym sie lzawo wzruszac wink
                        12 lat to ona ma jeszcze pelne prawo byc troche mazgaj i maruda, bo jednoczesnie jest przeciez madra, sensowna dziewczynka z ambicjami. Kazdy potrzebuje jakiegos ujscia stresu. Jedni biegaja, inni sprzataja, niektorzy placza a jeszcze inni jedza albo ida fryzjera smile Moze to i dziecinne ale bez tego nie da sie zyc. Placz przeczysza kanaliki lzowe - dobrze dla oczu smile
                        • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 16:32
                          Nie patrzyłam na to w ten sposób-skupiałam się bardziej na tym, jakie to jst męczące i wk...rzające. Ale dzięki, musze zmienić perspektywę . dzięki kiss
                          • poppy_pi Re: Popychanie. 09.07.12, 16:40
                            Dokładnie, córka jeszcze ma czas, znajdzie w końcu inne ujście dla stresu. Może jeszcze zatęsknisz za tym płaczem big_grin
                            • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 16:41
                              wszystko możliwe
                              dzięki smile)
    • antyideal Re: Popychanie. 09.07.12, 14:35
      Ja mam luzik w tym temacie, nigdy nie czulam presji.
      Moje dziecko zawsze rozwijalo sie intelektualnie
      z predkoscią światła, natomiast do innych rzeczy
      dojrzewal sobie spokojnie i pomalutku,
      bo raczej delikatny, wrazliwy jest, popychanie, zmuszanie,
      uwazam, mogloby mu zaszkodzic.
      Sam decyduje do czego juz jest gotowy, robi to zwykle
      chwilke pozniej niz rowiesnicy, gdy widzi, ze oni juz cos robią
      samodzielnie, ale nie mam z tym problemu.
    • deelandra Re: Popychanie. 09.07.12, 14:35
      w większości przypadków nie jest to popychanie dziecka, a popychanie siebie, z tego, co tu czytam, to jednak większość matek ma problemy z usamodzielnianiem się dziecka i przelewa to na dziecko - świadomie lub nie
      • gazeta_mi_placi Re: Popychanie. 09.07.12, 14:45
        I znowu się z Tobą zgadzam big_grin
        Ale jesteśmy w mniejszości, dziś trend jest odwrotny czyli prędzej robienie kaleki z dzieci niż nakazywanie zrobienia czegoś do czego jeszcze się nie nadają.
        • deelandra Re: Popychanie. 09.07.12, 15:13
          zawsze byłam frontem do siebie a doopą do świata, więc przywykłam do bycia w mniejszości
          uważam, że dostajemy dziecko na pewien czas właśnie po to, żeby ukształtować go na rozsądnego, pewnego siebie i SAMODZIELNEGO dorosłego, a potem delikatny kop z gniazdka i fru w szeroki świat
          sama kręcę głową na swoją 23 letnią szwagierkę nadal wiszącą na cycku mamusi, która uważa, że dorosłość to same przywileje i żadnych obowiązków, podczas gdy ja wyprowadziłam się z domu w wieku 19 lat i wróciłam do niego raz, jak miałam 24 lata i powinęła mi się noga, poukładałam sobie życie i znowu fru w świat
          traumy na tym punkcie nie mam i w dodatku tak samo zamierzam wychować swoje dzieci - bo dziećmi długo nie będą, większość życia jest się dorosłym, dam im teraz, co mogę, potem muszą wyfrunąć w świat, MUSZĄ i basta, takie jest życie stety/niestety, zawsze znajdą we mnie wsparcie, bo zawsze będę ich matką, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której po prostu się na mnie uwieszą do 30stki
          • lampka_witoszowska Re: Popychanie. 10.07.12, 07:51
            o dziwo najmocniej na cycku wisza dzieci niedopieszczone, którym się odmawiało ciepła czułości, zrozumienia, wybaczania i zwyczajnej bliskości mamusi (bo ktoto widział dziekco PRZYWIĄZYWAĆ)

            ciekawe, conie?

            moja przywiązywana, jak samodzielnie jak ruszyła na podbój świata, to póki co nei ustaje
            i już wiem, że na cholerę jej będzie kiedyś mamusia i ciągła opieka - to już dostała, spakowała w zyciowy bagażyk i sobie zadowolona niesie
      • niutaki deelandra 09.07.12, 14:54
        masz calkowita racje w moim przypadku, no ale ja walcze ze soba, zeby nie lkac jak gnoj znika za zakretemwink
    • lampka_witoszowska Re: Popychanie. 09.07.12, 14:59
      a ja ulegałam dziecku ile się dało - nosiam, lulałam, pozwalałam rozpaczać z błahych powodów, zostałam w domu na wychowawczym, do przedszkola puściłam o zgrozo dopiero 5latkę, za to sama o to poprosiła i do owego przedszkola leciała w podskokach, z radością, nie z płaczem
      u babć nie nocuje, bo chce być z mamą

      w przedszkolu póki co jest mocno chwalona za samodzielność i dostaję opinie, że ciągnie dzieci do góry w kwestii logicznego myślenia

      no
      jakoś się nie przyzwyczaiła, za to jest spełnina, zadowlona, mówi jak czego hce i jest wyjątkowo ugodowa
      da się
      • antyideal Re: Popychanie. 09.07.12, 15:11
        Oooo, jakbys o mnie i o moim dziecku pisała.
        I też poszedł do przedszkola jako 5latek, sam chcial
        i okazalo sie, ze asertywnoscią, rozwojem mowy,
        zasobem słownictwa, otwartoscią na nowosci,
        umiejetnościa wyrazania swojego zdania
        i jeszcze paroma innymi rzeczami
        nie odstaje od grupy, a wlasciwie znacznie ją przewyzsza.
    • gepardzica_z_mlodymi Re: Popychanie. 09.07.12, 15:12
      A ja myślę, że dzieci są różne. Jednym zwyczajnie nie należy przeszkadzać w rozwoju a inne motywować, nagradzać, wymagać, bo mają np. genetyczną skłonność do reakcji lękowych i niepodejmowania ryzyka. Te dzieci z drugiej grupy, trzeba popchnąć, jednocześnie nieco je asekurując, by zobaczyły, że dadzą radę, że świat też do nich należy a nie są tylko po to, by stać z boku. Jeszcze inną kategorią są dzieci zaburzone, które nie uczą się same z siebie a przyswajają tylko to, co im się poda i konsekwentnie wymaga - bez tak zdobytej wiedzy zginą i nigdy nie będzie nawet szansy na ich samodzielność.
      Piszę to, bo dawniej miałam przekonanie o towarzyszeniu, wspieraniu, nie popędzaniu ale życie z moimi dziećmi zrewidowało je. Uważam, że w przypadku każdego dziecka trzeba przyjąć inny styl wychowawczy. Ja mam troje dzieci i trzy stylewink
      • deelandra Re: Popychanie. 09.07.12, 15:37
        > woju a inne motywować, nagradzać, wymagać, bo mają np. genetyczną skłonność do
        > reakcji lękowych i niepodejmowania ryzyka
        genetyczną? WTF?
        • gepardzica_z_mlodymi Re: Popychanie. 09.07.12, 16:14
          Noż, przecież ludzie rodzą się z różnym temperamentem. Widać to już od pierwszych dni/tygodni życia. Obrazowo - po parunastu miesiącach jedno uczące się chodzić dziecko klapnie na tyłek i bez zniechęcenia, podniesie się znowu, inne zablokuje się z powodu lęku na długie kolejne miesiące a potem powtarza się to w kolejnych sytuacjach. Ostrożność (lęk przed niebezpieczeństwem) a skłonność do ryzyka jest w dużej mierze wrodzona i dziedziczna (Czasem się wydaje, że dzieciak ostrożny, bo matka nadopiekuńcza a może być tak, że małe odziedziczyło "to" po dużej. Najtrudniejsze dla obu stron są jednak połączenia rodzic ostrożny - ryzykowny dzieciak lub odwrotnie - widziałam takie diady). Dzieci ostrożne IMHO należy wzmacniać, by się odważyły czegoś spróbować, dzieci ryzykantów warto uczyć ostrożności i przewidywania niebezpieczeństw.
      • kanga_roo Re: Popychanie. 09.07.12, 15:53
        gepardzica_z_mlodymi napisała:

        Te dzieci z drugiej grupy, trzeba popchnąć, jednocześnie nieco je asekurując, by zobaczyły, że dadzą radę, że świat też do nich należy a nie są tylko po to, by stać z boku

        zgoda, jeśli chcą. bo często mogą zwyczajnie nie chcieć, i dlaczego niby ich niechęć do podejmowania ryzyka jest czymś gorszym, niż chęć do podejmowania ryzyka innego dziecka?
        no chyba, że okazywany przez mnie entuzjazm, gdy ostrożne dziecko samo zdecydowało się na odrobinę ryzyka jest popychaniem - ale imo nie jest.
        • bi_scotti Re: Popychanie. 09.07.12, 15:59
          Proces wychowania podejmuje sie z jakas wizja. Kogo chce sie spotkac na koncu drogi - z jakim 20-paro-latkiem wychowanym w naszym domu chce sie isc na kawe pogadac i o czym maja byc te pogawedki. I majac te jakas wizje tudziez zywego czlowieka przed soba (ze wszystkimi tegoz czlowieka mozliwosciami/niemozliwosciami i cala reszta bagazu, ktory ze soba przyniuosl na swiat) modyfikuje sie w czasie procesu postepowanie tak zeby ta wymyslona rozmowa przy kawie mogla sie odbyc z przyjemnoscia i satysfakcja dla obu stron. Nie wychowuje sie teoretycznego dziecka tylko jakies konkretne. I wychowawcami nie sa jacys "idealni" rodzice tylko konkretnych dwoje ludzi z ich wlasnymi mozliwosciami i niemozliwosciami tudziez cala reszta ...
          • prawdziwy_ewelina22 Re: Popychanie. 09.07.12, 16:15
            I zgodziłabym się z autorką i nie. Zgadzam się w tym sensie, kiedy "szlachetnym" rodzicielskim intencjom towarzyszy jakaś taka złość na dziecko, że się maże, że ma przy tym być "dzielne." Z drugiej strony okazywanie w takiej sytuacji "współczucia" jest niestety samobójcze, dziecko od razu to wyczuwa i wpada prawie w histerię.
            W tym sensie się nie zgadzam, że z własnych obserwacji widzę (i często zdarza się to w przypadku dziecka bez rodzeństwa w zbliżonym wieku), że w wyniku różnych przeoczeń i zaniedbań rodzica, dziecko staje się takie, że najchętniej to by we własnym pokoju siedziało i telewizję oglądało/w gry grało/książki czytało - no, jak już naprawdę musi to ostatecznie coś tam w domu zrobi, ale zaistnienie w jakiejś grupie staje się dla niego zamiast przyjemnością poświęceniem, rodzice dostrzegają jakieś swoje zaniedbania, starają się je nadrobić i dochodzi do mało komfortowej sytuacji: chcący dobrze rodzice czy rodzic kontra rozżalone dziecko. Często tak się jednak dzieje w sytuacji, kiedy brak takiego popychania też nie prowadzi do niczego dobrego, aczkolwiek samo popychanie to za mało, żeby dziecko nie miało tylko bolesnych wspomnień jak to było na siłę zmuszane do czegoś.
          • guderianka Re: Popychanie. 09.07.12, 16:33
            podejmuje sie z jakas wizja. Kogo chce sie spotkac na koncu d
            > rogi - z jakim 20-paro-latkiem wychowanym w naszym domu chce sie isc na kawe po
            > gadac i o czym maja byc te pogawedk



            kurde, no kocham Cię normalnie..
            wink
        • gepardzica_z_mlodymi Re: Popychanie. 09.07.12, 16:23
          Moim zdaniem, niechęć do podejmowania ryzyka jest gorsza, ponieważ dziecko wtedy niczego nowego się nie uczy. I tak np. masz lękowego autystę, który kręci się w kółko.
          Dlatego warto podejmować ryzyko i np. zdolnemu, choć nieśmiałemu, z matematyki dziecku zaproponować udział w konkursie/projekcie matematycznym - da mu to nowe doświadczenia, może pozwoli uzyskać jakieś laury.
          Jeśli nie podejmiesz ryzyka, nie odezwiesz się w obcym języku, nie poznasz nikogo nowego, nie znajdziesz pracy, czy partnera życiowego. Ktoś taki stoi wtedy i przyjmuje to, co rzeka wyrzuci a nie sam łowi swoje ryby.
          A jak gdzieś napisałam - dzieci nadmiernie ryzykowne, należy uczyć ostrożności.
          Ja tam uważam, że wychowanie to proces uczestniczący.
          • gepardzica_z_mlodymi Re: Popychanie. 09.07.12, 16:31
            A jeszcze dodam, że ja odróżniam takie lekkie popychanie/zachęcanie/stawianie wymagań od wymuszania, gdy dziecko całym sobą broni się przed jakimś wyzwaniem. W tej drugiej sytuacji zadanie dzielę na części, przybliżam sobie cel małymi krokami. Cały czas mam na uwadze, że ogólnie biorąc chcę wychować człowieka pewnego siebie, samodzielnego, który umie się zatroszczyć o siebie i innych oraz sam sobie stawia zadania - trudne zadania.
            • lampka_witoszowska Re: Popychanie. 10.07.12, 08:00
              widziałam kilka zachęcających mamuś, na różne sposoby, na zajęciach tanecznych dla małych dzieci

              lekka zachęta polegała na milion razy powtórzonym: no, idź potańczyć! poprzez: inni się bawią, a ty nie! a potem: to nie będziemy tu przychodzić! i: nie pot o tu przyszłam, żeby patrzeć, jak stoisz i ryczysz!

              a dziecko nie chce tańczyć, bo może nie ma chęci, wstydzi się, boi, chce czegoś innego - i fakt, że dostąło śliczną spódniczkę na tance wcale nei oznacza, że musi zechcieć tańczyć

              wystarczy zapytać: są organizowane zajęcia taneczne, pan prowadzi, dzieci tańczą - chcesz zobaczyć, jak to jest? - i POSŁUCHAĆ dziecka, jeśli powie: "tak" albo "nie", albo "tak", ale jednak się mu nie spodoba...
              • pade Re: Popychanie. 10.07.12, 09:08
                Wszystko zalezy od tego w jakim wieku jest dziecko i jaki ma temperament.
                Mój syn ma aktualnie żal do mnie, że go nie zmusiłam do pozostania w drużynie.
                Córce pozwoliłam zrezygnować z jednych zajęć-wypisała się ze wszystkich.

                Pamiętam jak poszła na pierwsze zajęcia ze śpiewu-myślałam, że spalę się ze wstydu. Po silnej perswazji została. Na nastepne leciała biegiem i w podskokach.

                Owszem, są mamy, których dzieci muszą chodzić na zajęcia. jakiekolwiek a najlepiej modne.
                Ale to jest jakis tam procent matek. Nie uogólniałabym, że to powszechne zjawisko.
                • lampka_witoszowska Re: Popychanie. 10.07.12, 10:11
                  moim zdaniem, póki istnieje masowe przejmowanie się opinią publiczną w kwestii powinności, masowo wtłacza się dzieci w tak czy inaczej widziany "sukces" społeczny

                  inna sprawa, dziecko uczone, że odpowiada za siebie i swoje decyzje, niekoniecznie ma podstawy potem do pretensji, że ktoś nei zmusił - ja Cię przepraszam, jeśli porównanie Cię urazi, ale mama usiłowała zmusić mnie do ćwiczeń korekcyjnych -
                  usiłowała, ale nie za bardzo -
                  kregosłup mam krzywy możliwe, że dzięki temu, iż te ćwiczenia olałam, a nie dlatego, że mnie nei zmusiła bardziej
                  • pade Re: Popychanie. 10.07.12, 10:18
                    nastolatek jak najbardziej powinien przewidziec konsekwencje swoich czynów
                    ale taka siedmiolatka nie bardzo jest w stanie wyobrazić sobie, że za kilkanaście lat będzie miała krzywy kręgosłup, będzie ją bolał, nieestetycznie wygladał, itp
                    odpowiedzialność za decyzje musi być adekwatna do wieku
                    rodzice są od tego by przewidzieć, uświadamiać, a czasami docisnąć
                    dla dobra dziecka, nie swojego

                    a co do kręgosłupa jeszcze, moje dzieci korekcyjnej nie cierpiały, ale basen już tak
                    więc chodziły na basen a do gimnastyki nie zmuszałam
                    na wszystko jest sposób tylko trzeba go znaleźć
                    czasami trzeba też po prostu poczekaćsmile
                    • lampka_witoszowska Re: Popychanie. 10.07.12, 10:54
                      miałam jakieś 12-14 lat

                      basenów wtedy nei było poza największymi miastami big_grin
                  • sarling Re: Popychanie. 10.07.12, 10:20
                    Ej, ale ćwiczenia korekcyjne, to nie zmuszanie dziecka do robienia czegoś ponad możliwości dziecka. Trzeba też odróżniać rzeczy niezbędne w danym momencie od tych, które można zrobić później i nic złego się nie stanie.
                    Mnie też ciągano po różych basenach i ćwiczeniach korekcyjnych i za to akurat jestem wdzięczna. Choć było nudne i wkurzające, czasem nawet bolesne.
                    Mnie jednak dużo bardziej bolał strach przed wielkim światem, na który jednak w momencie wybranym przez rodziców - nie byłam gotowa.
                    • lampka_witoszowska Re: Popychanie. 10.07.12, 10:52
                      no i?
                      moja mama do krekcji mnie nei zmusiła i mam co mam, sama sobie dziękując smile
                      syn na treningi nei chodził i pretensje dla odmiany ma

                      jakaś różnica w sytuacji?
                      jak dla mnie własnie jedynie w kierunku ewentualnych pretensji, ale każdemu, co potrzebuje, jak najbardziej smile
                      • pade Re: Popychanie. 10.07.12, 11:50
                        a skąd Ty te pretensje wzięłaś?
                        wspomniał kiedyś z żalem, że szkoda, że mnie nie posłuchał, ze nie namawiałam intensywniej..
                        opatrzyłam to odpowiednim komentarzem i tyle
                        nie dopowiadaj sobie czegoś, czego nie ma

                        trochę się dziwie twojej mamie
                        ważniejszy był spokój niż zdrowie dziecka...

                        w kwestii zdrowia to u mnie nie ma dyskusji, jak trzeba to trzeba, koniec kropka

                        • lampka_witoszowska re: 10.07.12, 12:05
                          smile
                          ano, stąd: "Mój syn ma aktualnie żal do mnie, że go nie zmusiłam do pozostania w drużynie."

                          ale na pewno to Ty wiesz lepiej, co miałaś na myśli, przyjmuję

                          nie wiesz, co dla mojej mamy było wazniejsze, co z kolei nie ma najmniejszego znaczenia dla forum - ja zawsze się dziwi stawianiu sprawy: "nie ma dyskusji" - ale to tez nikomu nie powinno przeszkadzać smile

                          tak samo kompletnie Twoje zdziwienie mojej mamie nie przeszkadza wink
                          a dziecko ma zdrowe
                          może trochę krzywe, ale zdrowe, na szczęście big_grin

                          miłego dnia
                          • pade Re: re: 10.07.12, 12:42
                            żal a pretensje, to dwie różne rzeczysmile

                            nie ma dyskusji w kwestii zdrowia bo niby dlaczego miałaby być?
                            miałabym sluchać dziecka, które nie chce iść do dentysty, nosić okularów czy brać leków?
                            • lampka_witoszowska Re: re: 10.07.12, 14:38
                              generalnie słuchanie dziecka i dyskusja z argumentami zamiast pozycji siłowej jest ok i buduje fajne relacje na teraz i na daleką przyszłość smile
                              • pade Re: re: 10.07.12, 18:32
                                taka dyskusja jest słuszna gdy mozna wypracować kompromis
                                w kwestii noszenia np. aparatu ortodontycznego nie wyobrażam sobie kompromisu, albo niezbędnej rehabilitacji, badań lekarskich itp.
                                pozwól, że pozostanę przy swoim zdaniusmile
          • bi_scotti Re: Popychanie. 09.07.12, 16:42
            gepardzica_z_mlodymi napisała:

            > Ja tam uważam, że wychowanie to proces uczestniczący.

            Oczywiscie, zgadzam sie w 100%. Wychowujemy sie w gore i dol - ja wplywam na dziecko, dziecko wplywa na mnie etc. Z tym, ze poniewaz to ja ten proces rozpoczelam "tworzac zycie" smile na mnie spoczywa obowiazek zeby przynajmniej w znacznym stopniu byl to proces zmierzajacy ku czemus ... najlepiej jesli czemus pozytywnemu wink Przy czym "pozytyw" pozostaje kategoria wybitnie subiektywna - to, co dla mnie pozytywne, dla innych moze byc wrecz zabojcze i odwrotnie. Co w sumie jest najfajniejsze w tym wszystkim, ze badac roznymi ludzmi i majac rozne pomysly na wychowywanie wychowujemy roznych ludzi. Nigdy nie bedzie nudno smile
            PS. Moje dzieci zmienily mnie nieslychanie; jesli kiedys bede miala wnuki, licze na duzych zmian ciag dalszy wink
    • kropkacom Re: Popychanie. 09.07.12, 17:58
      Nigdy nie popychałam. Dzieci mają mieć dzieciństwo i troskliwych rodziców. Co dziwne te popychające matki i ojcowie potem nad trzydziestoletnim synkiem zmieniają front. big_grin
    • sarling Re: Popychanie. 09.07.12, 21:32
      Ja byłam "popychanym" dzieckiem.
      Moje zdolności łechtały rodziców i kazały podnosić poprzeczkę (mi, nie im uncertain)
      Posłali mnie rok wcześniej do szkoły, a zjestem z grudnia, to miałam niecałe 6 lat wśród dzieci, które w styczniu kończyły 8 i ciągle musialam gonić, gonić.
      Nie wiem jak daleko bym zaszła, gdybym do wszystkiego dochodziła we własnym tempie.
      Osiągęłam w życiu wiele, ale koszt emocjonalny - nikomu nie życzę tych przeżyć.
      Samoocena - ciągle niejasna - czy jestem wybitna czy nie dość dobra i dlatego muszę tyle pracować. Perfekcjonizm, brak satysfakcji po każdym odfajkowanym zadaniu.
      Gonić, gonić.
      A przy tym strach, że w końcu się wyda jak bardzo jestem do niczego, słaba i przerażona.
      Więc trzeba było się izolować, dystansować. Obnosieć się z rolą księżniczki - lepszej, niedostępnej, żeby nikt nie zobaczył jak jest naprawdę.
      Kilka lat terapii potrzebowałam, żeby poczuć się wreszcie SOBĄ i odpuścić.
      Dalej mam zapędy do bycia perfekcyjną, ale to tylko zapędy wink

      A moje dzieci staram sie słuchać. Proponować i obserwować. Nie chcę wpaść w pułapkę "odwrócenego koszmaru dzieciństwa" i pobłażać, bo mi dociskali.
      Starszy dojrzewa do wszystkiego wybitnie w swoim rytmie - np. sikać do pieluchy przestał przed 2 r, bo zobaczył jak to się robi, ale kupę walił prawie do 5. Sam poprosił, żeby go zostawić w zerówce i tu bym chyba trupem padła, gdybym się na TO nie zgodziła.
      Młodszy rozwija się też jak najbardziej po swojemu.
      Za to ja nadal jestem popychana - teraz właśnie w kwestii dzieci - "a one jeszcze nie....??!!" - i tu litania koniecznych do życia 6 i 3 latka umiejętności.
      Na szczęście - już mnie to nie rusza smile
      • gazeta_mi_placi Re: Popychanie. 10.07.12, 08:24
        Lepiej być popychanym jak Ty w dzieciństwie i coś osiągnąć niż nie być i skończyć na kasie w Tesco sad
    • edelstein Re: Popychanie. 09.07.12, 22:37
      Ja na tym forum widze co innego.Pepowine wzmocniona kropelka.Ogolnie to jest tak,ze jak sie dziecko trzyma przy sobie jak kangurzyca to nie ma sie co dziwic,ze dzieciak potem dlugo sie ogarnac nie moze.Rozkminki jak ono sobie poradzi beze mnie w przedszkolu itd.pogadanki o wspanialej wiezi gdy sie karmi piersia to domena forum.Jak przychodzi opamietanie to dziecko jak przyspawane.Mnie rozwalil tekst forumki,ze od 4lat nigdzie nie poszla z mezem,bo jak to tak zostawic dziecko z obca osoba i niezliczone teksty o mezach na kanapach.Paranoja jakas.Akurat tegi “popychania“nie widuje.
      • gazeta_mi_placi Re: Popychanie. 10.07.12, 08:23
        Otóż to.
        • verdana Re: Popychanie. 10.07.12, 08:57
          Ale tu są pomylone dwie różne rzeczy. Popychanie jako zmuszanie całkowicie niegotowego dziecka do zrobiebnia czegoś, co je przerasta lub na co nie ma absolutnie ochoty, a nie jest to konieczne. Ma to robić, bo "przecież inne dzieci", "ja w jego wieku", "lepiej aby teraz pracował, niż skończył w Tesco na kasie".
          Ale "popychaniem" moze tez być po prostu stawianie dziecku pewnych wyzwań, nieco powyżej jego codziennych możliwości, aby po prostu to umiało. Akurat wczoraj z okazji pakowania się najmłodszego na wakacje, najstarszy zauwazył, ze moje dzieci pakowały sie same tak od 9 roku życia, a jego dziewczyna była pakowana przez rodziców do końca liceum. Czy samodzielne zakupy, poruszanie sie po ulicy itd - jesli to jest "na wyrost" , a dziecko jest gotowe, to dlaczego nie?
          Dla mnie rónie złe, jesli nie gorsze jest upupianie, traktowanie dziecka jak dużo mlodszego "na wszelki wypadek", dla własnego spokoju. Przy czym mam wrażenie, zę i z tych przyspieeszanych na siłę i upupianych wyrastają zupełnie normalni dorośli - tylko szkoda mi ich dzieciństwa i mlodości, często zmarnowanej przez rodziców, którzy bardziej myślą o swoich ambicjach czy spokoju, niż o dzieciach.
    • pade Re: Popychanie. 10.07.12, 09:01
      Ja bym jednak odróżniła popychanie od nadopiekuńczości. Popychanie wynika raczej z ambicji a nadopiekuńczość z przewrażliwienia. Może zaistnieć jedno i drugie jednocześnie, ale to są dwa różne zjawiska.
      Mój starszy był popychany. Przez kilka lat, z niewiedzy, mojej.
      Po diagnozie ulzyło mi i wtedy zaserwowałam tylko i wyłącznie wsparcie, pozytywne wzmocnienie i masę zrozumienia. Zaprocentowało.
      Starszy był w dzieciństwie z tych unikających wyzwań, ryzyka i to szerokim łukiem. Młodsza- zero strachu, jakiegokolwiek. Odważna jak mało kto.
      Probowałam popychać starszego i kwoczyłam nad młodszą, teraz wszystko się ładnie wyrównuje.
      Ale jakie naprawdę będą efekty teggo popychania i kwoczenia okaże się za parę lat.
    • yoko0202 kluczem jest równowaga 10.07.12, 11:21
      jeżeli maluch boi się ciemności, to niech śpi przy lampce, nie widzę problemu,
      jeżeli ma odruch wymiotny jak widzi brokuły, to niech nie je
      itp itd.
      jeżeli z kolei zaprasza mnie najbliższa przyjaciółka na swoje wesele, które będzie trwało 2 dni i odbywa się na drugim końcu Polski, to co mam ją poprosić, żeby przełożyła na przyszły rok bo mój kilkulatek chyba nie jest gotowy na weekend u dziadków? tu kłania się socjalizacja dziecka, jeżeli nie wypuszcza się go z rąk przez pierwsze kilkanaście miesięcy życia, to faktycznie na weekend bez rodziców raczej nie jest gotowy i jeszcze dłuuuuuuuugo nie będzie.
      • lampka_witoszowska Re: kluczem jest równowaga 10.07.12, 11:51
        na czym opierasz opinię, że jeśli rodzice zabiora malucha na wesele, to nie będzie długo - "usocjalizowany" czy jakoś tak? i socjalizacja dziecka to nocowanie u dziadków? a jak jedni dziadkowi nei żyją, a drudzy piją, to dziecko po prostu społecznie niezdatne wyrośnie? wink

        nie dajmy się zwariować smile
        • yoko0202 Re: kluczem jest równowaga 10.07.12, 12:42
          lampka_witoszowska napisała:

          > na czym opierasz opinię, że jeśli rodzice zabiora malucha na wesele, to nie będ
          > zie długo - "usocjalizowany" czy jakoś tak?
          maluch jedzie do dziadków np. z tej prostej przyczyny, że rodzice potrzebują czasami odetchnąć.
          Nie jestem i nigdy nie byłam fanką ciągania ze sobą potomstwa wszędzie i zawsze, i przyznaję bez bicia, że na kolonie i zimowiska mojej pociechy co roku czekałam z ogromnym utęsknieniemsmile

          > u dziadków? a jak jedni dziadkowi nei żyją, a drudzy piją, to dziecko po prost
          > u społecznie niezdatne wyrośnie? wink

          niekoniecznie, ale są jeszcze ciotki, wujki, przyjaciele, koleżanki i płatne opiekunki, dzięki którym dziecko może się nauczyć, że świat bez mamy przy boku 24/7 wcale nie jest taki straszny i krzywda mu się nie stanie
          • lampka_witoszowska Re: kluczem jest równowaga 10.07.12, 14:43
            sadzę, że taka nauka jest potrzebna i możliwa ze strony mamy i taty, cała rodzina bliższa czy dalsza nei jest konieczna

            zresztą bywa, że mama lub oboje rodzice są sami z dzieckiem, a rodzina kilkaset km dalej smile

            myslę, że zawsze warto słuchac dziecka - każdy człowiek chce być brany jednak pod uwagę
            • bi_scotti Re: kluczem jest równowaga 10.07.12, 14:53
              lampka_witoszowska napisała:

              > zresztą bywa, że mama lub oboje rodzice są sami z dzieckiem, a rodzina kilkaset
              > km dalej smile

              Lub kilka tysiecy km dalej. I tym bardziej w takich okolicznosciach warto dziecko/dzieci uspoleczniac jak najwczesniej samemu sie "uspoleczniajac" przez nawiazywanie nowych kontaktow. Gdyby nie wymiany uslug babysitting ze znajomymi w czasach gdy dzieci byly male/bardzo male/za male na samodzielne zostanie w domu, chyba bysmy oszaleli! To jest takie samo-napedzajace sie kolo - im wczesniej i czesciej dziecko/dzieci zostaja z "obcymi" tym bardziej im to odpowiada i odwrotnie. Odwrotnie jeszcze bywa potegowane przez samych rodzicow, ktorzy maja wielokrotnie wieksze problemy z odcieciem pepowiny niz same dzieci. Widze to co roku we wrzesniu gdy JK (4 lata) wsiadaja po raz pierwszy do school bus - 99.9% dzieci jest exctatic, super happy i w ogole marza jedynie o tym zeby mamy/taty wreszcie zniknely z horyzontu. Za to mamy ... szkoda gadac. Zawsze sie znajdzie kilka, ktore jada samochodami za school bus'em, bo nie sa w stanie zaakceptowac tego, ze dzieciak zaczyna szkole i wlasne zycie bez nich. Bol przeciagly wink
              • lampka_witoszowska Re: kluczem jest równowaga 10.07.12, 17:04
                a nie zależy to aby czasem od podejścia rodziców? wink

                Młoda, mając 3,5 lat, gdy wróciłam po wychowawczym - spędzonym ciurkiem razem dzień i noc (nie, nie sądziłam że zwariuję) - do pracy, mając zostac z nianią dopytywała się z niecierpliwością, kiedy w końcu idę do tej pracy smile

                jak słuchasz dziecka, rozmawiasz z nim i nie świrujesz na jakimś punkcie powinności, to oszczędzisz dziecięciu napięć i niepotrzebnego wymuszania choćby społecznych zachowań - i wszystko pójdzie gładko i bez większego stresu

                a jak to urządzisz, to nie masz ustalić recepty na każde dziecko, tylko towarzyszyć i kierować się w miarę możliwości swoim rozumem i sercem (odwrotnie nawet lepiej wink)
    • anorektycznazdzira Re: Popychanie. 10.07.12, 17:03
      Fajne uwagismile
      Mam podobne odczucia i o ile rozmemłanych maminsynków nie lubię, o tyle równie beznadziejne wydaje mi się zmuszanie dziecka dla samej ideologii. W skrajnych prypadkach powstają znerwicowane jednostki, które dopiero sa strachliwe mają problemy w normalnym funkcjonowaniu w śwecie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka