Dodaj do ulubionych

Wspominki cycowe...

29.10.07, 21:11
Wkrótce mija 6 miesięcy jak moja Małgosia jest na świecie, a co za
tym idzie 6 miesięcy jak się cycujemy. No i jak tak sobie dziś o tym
pomyślałam to mnie wzięło na wspominki...
Pamiętam jak mi Ją położyli zaraz po urodzeniu na brzuchu - była
taka malutka, zwinięta w kłębuszek, nieporadna... Małe ciepłe
ciałko... Potem zabrali Ją na dogrzanie. Gdy znów mi Ją przynieśli
po 2 godzinach, natychmiast przystawiłam Ją do piersi. Pomogła mi
położna. Mała possała chwilkę i usnęła. I tak zaczęła się nasza
przygoda z cycowaniem:-)
W szpitalu cycowanie szło nam bardzo różnie. Leżałyśmy w pokoju 6-
osobowym i niestety było tam tak duszno, że Mała potrzebowała pić.
Dostała 2 razy po 20ml glukozy z butli. Ale to nie zaburzyło Jej
odruchu - ssała pierś jak mały odkurzaczyk. No i przyszły ranki na
piersiach, smarowanie Bepantenem, wietrzenie... Potem nawał -
laktator przynosił ogromną ulgę. Na całe szczęście położne były
naprawdę fajne i pokazały mi dokładnie jak przystawiać, nauczyły
pozycji spod pachy. Także Mamy z sali były bardzo pomocne.
W domu szło nam już całkiem nieźle. Aż nagle okazało się, że mam
taki turbowypływ, że aż Mała się krztusi i nie może jeść. Więc
zbudowałam sobie legowisko z poduszek i karmiłyśmy się od tego czasu
wyłącznie w pozycji "pod górkę".
A potem nadszedł skok aptetytu zwany kryzysem laktacyjnym (w 7
tygodniu). Opcja położenia się na cały dzień do łóżka z Małą była
niewykonalna bo... nie umiałam karmić na leżąco. I po dziś dzień się
nie nauczyłam;-) Uratowało nas cycowanie nosząc Małą na rękach. Ale
Mała bestyjka się przez te 2 dni przyzwyczaiła i potem, zwłaszcza
wieczorami, domagała się abym karmiła Ją trzymając na rękach i
chodząc. Ale sama też to wykorzystywałam i tak mogłam sobie
spokojnie oglądać siatkówkę;-)
A potem nadszedł pierwszy poważny kryzys. Mała w wieku około 3-3,5 m-
ca zaczęła robić coraz większe cyrki przy karmieniu. Doszło do tego,
że z lewej piersi nie jadła wcale, a z prawej od święta. Miewałyśmy
nawet tylko 3 pożądne karmienia na dobę. Oczywiście odbiło się to na
przyrostach. Trwało to do ukończenia 4 miesiąca.
Nagle znów wszystko wróciło do normy - Mała pięknie ssała w dzień, w
nocy tylko raz lub dwa, spokojnie przybierała... aż nagle ostatnio
znów szok - przez 6 miesiąc swojego życia przybrała okrągłe zero. Do
tego pojawiła się krew w kupce.
Telefon do Pani Moniki i zaczęła się walka: karmienie w nocy co 3
godziny, laktator 7-7..., picie herbatek i karmi, odstawienie
nowości i powrót do tylko cyca.
I znów sukces - krwi w kupce już prawie nie ma, Mała przybrała w
ostatnie 6 dni 90 gram (chwalę się tym w osobnym wątku).

7 listopada idę do pracy... Mam już pomrożone trochę zapasiku.
Zobaczymy jak to będzie, ale nastawiam się pozytywnie - utrzymamy
laktację i będziemy się cycować jeszcze z rok albo i dłużej.
Bo bardzo uwielbiam karmić piersią:-)
Obserwuj wątek
    • pitu_finka Re: Wspominki cycowe... 30.10.07, 11:26
      Gratulacje:)

      To i ja się dopiszę, co tam:) Też już jakis czas miałam ochotę
      załozyc taki wątek:))) Bo nam niedługo stuknie rok odkąd sie
      karmimy. Pamiętam te pierwsze ssanie. Zosia urodziła się przez cc,
      po jakichś trzech godzinach przenieśli mnie na oddział noworodkowy i
      przynieśli małą. Miała tylko pieluszkę i takie włoski całe jeszcze
      utaplane w tej mazi. I taki mały pomarszczony pyszczek:) Połżna
      położyła mi ją na piersi ale początki nie były łatwe bo mała sie
      ześlizgiwała a ja nie mogłam sie jeszcze ruszać, nie maiłam czucia
      w nogach więc mąż mi ją poprawiał na piersi - płakała jak wypadała
      jej pierś z buzi. I tak leżałysmy nie pamiętam nawet ile. Wieczorem
      położne wzięły ją na oddział noworodkowy a ja zostałam wygoniona z
      łóżka i zagoniona pod prysznic. W nocy mi ją przywieźli i sobie
      poszli. Tego karmienia nie wspominam miło bo kompletnie nie
      wiedziałam co mam z nią zrobić, na szczeście ona wiedziała lepiej
      niż ja:) I tak karmiłyśmy się, nikt do nas nie przychodził więc w
      końcu musiałam wstac i ja wsadzić do tego jej "pudełka". Generalnie
      w szpiatlu łatwo nie było bo przystawianie po cc jest jednak
      cięzkie. Ale jakoś szło. Ja niestety bałam się cały czas że nie będę
      miałą pokarmu, chodziłam, jęczałam ale mała zaczęła w drugiej dobie
      przybierać. Nawału żadnego nie miałam, mleko mi nigdy samo nie
      pociekło. Wróciłysmy do domu, piersi dalej miałam miękie cały czas i
      coraz bardziej zaczynałam sie stresowac czy mała się najada, tym
      bardziej że nie robiła kupki i płakała cały czas. Po tygodniu
      podczas którego coś mi podpowiadało że jest nie tak poszłam do
      poradni laktacyjnej no i okazało się że w ciągu tygodnia Zosia
      przytyła 100 g czyli mało. I zaczęla sie walka, która trwała prawie
      miesiąc. Laktator, dokarmianie sondą, wieczne niedospanie, płacz i
      mój i jej, codzienne ważenie. Po prostu koszmar - co tu dużo kryć.
      Ale się udało. Po dwóch tygodniach odstawiłyśmy dokarmianie,
      odciągałam też coraz rzadziej. Ale i tak ja i laktator to nie jest
      dobra kombinacja. W szczycie formy z obu piersi odciągam 40 ml. I
      tak przez pierwsze trzy miesiące non stop karmiłam, potem coraz
      rzadziej ale cały czas często. Wszystko szło ładnie, ale żeby nie
      było za różowo okazało się ze Zosia ma skazę białkową i musze
      przejśc na dietę. Nie jest łatwo, ale już prawie rok tak ciągnę:)
      Teraz powoli moge jeść coraz więcej. Na samej piersi byłysmy
      praktycznie do końca ósmego miesiaca ponieważ po wszystkim małą
      wysypywało. Karmienie w tej chwili to dla mnie ogromna przyjemność.
      Nie oddałabym tych chwil nikomu:) Ja teraz karmię tylko na leżąco i
      Zosia juz wie że jak kłade ją do naszego dużego łóżka to oznacza
      karmienie. I ona się wtedy glośno śmieje. Uwielbiam to:))))
      Chciałabym jeszcze karmić długo ale powoli musze myślec o końcu bo
      jestem w ciąży. Wprawdzie lekarz nie widzi przeciwwskazań do
      karmienia wiec ciągle ją karmię dosyc sporo i mam taki zamiar do 20
      tyg. Chyba że coś mi sie odmieni:))) Jestem dumna z siebie i z tego
      że dałam radę, bo naparwdę sprawa wyglądała beznadziejne. Już się
      wydawało że zasilę rzeszę kobiet twierdzących że się po cc nie ma
      pokarmu:) A wniosek dla innych karmiących matek? Nie trzeba mieć
      nawału, od początku można mieć piersi jak flaki:), nie trzeba
      uczucia mrowienia czy samoistnie wypływającego mleka, nie trzeba
      dużych sukcesów w odciąganiu laktatorem żeby z powodzeniem karmić!
      • fergie1975 Re: Wspominki cycowe... 31.10.07, 23:59
        och ty pitu-finko jedna, wyczytałam miedzy zdaniami i GRATULUJĘ!!!!!!
        :DDDDDD

        p.s. pozniej tez opisze moja historie, teraz juz jest późno :)
        • fergie1975 Re: Wspominki cycowe... 05.11.07, 23:48
          Jak obiecałam, tak też czynię.

          Moje wspominki…

          Pamiętam, że jak zostałam już z maleństwem sama na sali, po porodzie, to bardzo
          chciałam zasnąć i odpocząć, ale jakoś nie mogłam zmrużyć oka, pomimo że nie
          spałam od prawie 38 godzin. Te pierwsze wspólne chwile wspominam teraz wesoło,
          chociaż wcale nie było mi wtedy do śmiechu . Najpierw nie mogłam uwierzyć, że
          to już (tzn. mam dziecko!), ale szybko uwierzyłam, jak Wiktor zapłakał a tu …
          nie dali instrukcji!! Druga godzina w nocy, ja nie mogę się ruszać, guzik za
          daleko, strach że obudzą się inne mamy i dzieciaczki. I wtedy jedna z mam na
          sali odezwała się „niech pani przystawi dziecko do piersi”, dobrze powiedzieć,
          ale jak to zrobić??? Ta mama była naprawdę uprzejma, podeszła i podała mi synka,
          nie wiele myśląc przystawiłam go do piersi i stał się CUD, Wiktorek pięknie
          chwycił brodawkę, possał chwilkę i zasnął i tak jakoś dotrwaliśmy do rana (ja z
          wrażenia nie zasnęłam, trwałam w jakimś dziwny stanie). Gdy rano przybył mój
          mąż, to już z dumą prezentowałam się jako doświadczona matka karmiąca . Ale
          oczywiście zaraz zaczęły się „problemy”: a to te piersi jakieś nie takie, a to
          brodawki jakieś nie takie, a to nie umiem przystawiać do prawej piersi, zaczęły
          pękać i boleć brodawki, ból przy zassaniu, smsy do doświadczonej przyjaciółki,
          że nie mam pokarmu, a tu już drugi dzień ! :). Potem ogarnęło mnie przerażenie,
          bo właściwie nikt mnie nie uświadomił, ani nigdzie się nie doczytałam, że
          pierwsze tygodnie (miesiące), to w zasadzie się leży i karmi, nie ma czasu na
          nic, nie ma czasu na jedzenie, toaletę itd. Do koleżanki napisałam w tych
          pierwszych dniach: „naprawdę trzeba mieć wiele zaparcia w sobie, żeby sie nie
          załamać”. Ale jakoś się zaparłam .
          W 11 dniu życia mojego synka pisałam już tak: „Najwięcej czasu spędza sie na
          karmieniu piersią, co jak sobie zorganizuję nie jest takie złe :). Organizacja
          polega na tym, aby w porę blisko położyć sobie pilota lub gazetę. Nie zawsze o
          tym pamiętam, a w chwili jak karmię często nie mam już takiej możliwości i mam
          zapewnione 40 minut rozmyślań” . Innego dnia Wiktor uśmiechnął się szeroko, co
          było bardzo wzruszające. Wcześniej oczywiście też delikatnie się uśmiechał, że
          tak powiem do piersi. Tym razem piersi nie było, wiec ten pierwszy szeroki
          uśmiech był tylko dla mnie. Mogę powiedzieć, że pierwszy miesiąc jest zarazem
          najgorszy i najwspanialszy....
          Później zaczęło się słabsze przybieranie na wadze, ale okazało się że synek po
          prostu jest drobny i że wszystko jest w porządku. Następnie czas powrotu do
          pracy, musiałam poczynić zapasy i zapchałam cała zamrażarkę, ale były z tym
          problemy, początkowo ściąganie pokarmu szło mi gładko i nawet były to spore
          ilości, później udawało mi się ściągać coraz mniej. Później był etap
          wprowadzania nowości, a po nich pojawiły się dziwne kupki, lub właśnie nie
          pojawiały się bardzo długo, więc wykonywałam telefony do pani Moniki i zadawałam
          standardowe pytania „czy najpierw kaszka czy owoc i ile ml ?”.
          Myślę, że „przetrwałam” dzięki wytłumaczeniu sobie, że tylko TERAZ jest czas na
          karmienie piersią i niepowtarzalne chwile bliskości z dzieckiem, czas który
          jeżeli teraz nie będzie tak wykorzystany, to już nigdy nie wróci, nie cofnie
          się. Szczególnie, że wiedziałam że wracam do pracy, więc starałam się bardzo
          mocno uchwycić i utrwalić sobie te chwile w pamięci. Jak w ten sposób o tym
          myślałam, to juz się nie złościłam, że Stwórca tylko kobiety obdarował
          piersiami. Ha, nawet zaczęłam to doceniać, bo nie musiałam się z nikim dzielić
          karmieniem , bo do butelki byłoby wielu chętnych, a tak byłam niezastąpiona .
          I tak mogłabym ciągnąć te wspominki w nieskończoności, ale co będę przynudzać .
          A minęło już 16 miesięcy….
          • fergie1975 dodatek 05.11.07, 23:51
            wyjasnienie: nie wiem dlaczego komputer powstawiał mi znaki zapytania w
            niektórych miejscach zupełnie bez sensu :(.
    • awonas Re: Wspominki cycowe... 31.10.07, 10:52
      Przed chwilą dziękowałam wszystkim, którzy tu piszą, bo to forum bardzo mnie
      wsparło w karmieniu piersią.
      Sądziłam, że karmienie piersią jest tak bardzo naturalne, że nie będę miała
      większych kłopotów, by sprostać oczekiwaniom wszystkich naokoło i swoim.
      W szpitalu miałam synka przy piersi po godzince od narodzin. Co za przeżycie!
      Położna pomogła przystawić i poszła spać, bo była godz. 2 w nocy. Leżałam do
      rana z synkiem przy jednej piersi. Na szczęście dziewczyna leżąca obok pomogła
      mi przekręcić się na drugi bok.
      Waga Filipka spadała i usłyszałam, że nie mam pokarmu od jednej położnej.
      Wystrzegajcie się takich "fachowców". Zdołowała mnie na samym początku. Pokarm
      miałam, tylko Filip przysypiał mi przy cycu po kilku zassaniach. Walczyłam o
      każdy Jego łyk mleka , o dobre przystawienie do piersi, o ten "rybi" pyszczek,
      by jak najszybciej opuścić ten szpital.
      Wiedziałam z książek, by karmić dziecko co 2 godziny, ale maluszek nie tego
      przestrzegał i popołudniami chciał być tylko przy piersi. Słyszałam, że mam
      chude mleko, że Mały nie najada się, że pewnie mam za mało mleka. Zwłaszcza
      wtedy gdy synek dobierał sie do cyca i go puszczał płacząc. Byłam zmęczona,
      przerażona i coraz bardziej nieszczęśliwa. Na forum dowiedziałam się, że nie ma
      chudego mleka, że często dzieci chcą tej bliskości z mamą i że mam objawy
      wieczornego braku wypływu mleka z piersi z powodu stresu. Uwierzyłam, że mój
      stan psychiczny wpływa na to, że mleko leci lub nie. Właśnie nie książkom a
      doświadczeniom mam z forum i p. Monice uwierzyłam i przeszły wieczorne dramaty.
      Chociaż Filip potrafił przytrzymać mnie przy sobie nawet przez cały dzień. Gdy
      spał, nie mogłam od niego odejść, bo płakał.
      Dużo wyrzeczeń musiałam ponieść, by karmić. Jest to oczywiście moje subiektywne
      odczucie. Filip potrafił ssać długo i często. Nie było mowy o 2-godzinnych
      odstępach między karmieniami. Ryczał w wózku na spacerach, bo chciał do piersi.
      Wynosiłam go na trochę na dwór na rękach, by nie siedział non stop w domu.
      Czułam się jak więzień mego synka. Nie widziałam niczego poza domem, a chciało
      mi się do ludzi.
      Nie miałam nawałów, choć raz synek przysnął na dłużej w nocy i ja ręcznie
      wyciskałam mleko z piersi, bo nie mogłam go dobudzić się. On się wyspał. A ja
      byłam obolała i wykończona. Mąż mi kupił laktator następnego dnia. Filip nie
      pogryzł mi piersi. Miałam 2 zastoje, które mały Ssak szybko wyssał. Więc nie
      było najgorzej.
      Filip ma ponad 4 miesiące i jest cycomaniakiem. Niestety zasypia tylko przy
      piersi. Robi już dłuższe przerwy między jedzeniem, ale ma napady, że cały dzień
      chce być przy cycu. Od końca 3 miesiąca budzi się w nocy co godzinę tak od
      północy na mleczko, a wcześniej już był nawet tylko 1 raz.
      Uwielbiam Go karmić. Lubię patrzeć jak przysuwa się do piersi, nie mogę nawet
      porządnie Go ułożyć i już łapie pierś.
      Właśnie domaga się mojej uwagi.
      Pozdrawiam
    • martuszkakh Re: Wspominki cycowe... 01.11.07, 02:21
      super watek! a moja historia niedluga, bo tylko 2 miesieczna, ale
      zawsze... ;)
      mlody urodzil sie przez cesarke i dali mi go od razu, zanim mnie
      zszyli, na klatke. mlody siedzial cicho i badawczo mnie ogladal a ja
      jego. to bylo cudowne. potem wyjechalismy z sali operacyjnej do sali
      poporodowej, siedzielismy we trojke:ja, maz i potomek nasz i
      patrzylismy na niego a on na nas i bylo fajnie przez 2h. po czym
      (nawet tego dokladnie nie pamietam, musialo to byc dzialanie
      absolutnie instynktowne) przystawilam go do piersi. mlody zawisl na
      2,5h a ja go tylko przestawialm z lewej na prawa i odwrotnie a on
      ssal i ssal i ssal. potem przestal na chwilke, ale wkroce wrocil do
      piersi i od tej pory przez 3 kolejne doby spedzone w szpitalu
      karmilam go niemalze non stop... bylam jak zombi ale szczesliwa. na
      3cia noc bylam juz tak wykonczona ze trzymajac go na rekach
      zasypialam, a mlody nie dal sie odlozyc, do swego szklanego lozka
      szpitalnego, bo ciagle chcial cycka. owej nocy polozna zauwazyla,
      jak mlody mi wypada z reki (Bogu niech beda dzieki!) zabrala go i
      kazala mi sie przespac. potem, jeszcze tej samej nocy, przyniosla
      go, bo byl glodny i maraton sie zaczal znow. ale ja naprawde padalam
      na pysk, wiec po jakims czasie go odlozylam, mlody w ryk po jakis 10
      min, kiedy ja juz przysnelam. ze zmeczenia slyszalam jego placz jak
      przez mgle. wtedy pomyslalam sobie: niech jeszcze chwile poplacze,
      ja go wezme za chwilunie, tylko choc jeszcze 5 min sobie
      podrzemie... no i zasnelam na dobre... az przyszla polozna i mnie
      obudzila mowiac ze maly placze juz b. dlugo i pewnie trzeba go
      nakarmic... znow maraton. wtedy to sutki bolaly mnie do granic
      mozliwosci - jak przystawialam malego to az skakalam z bolu! maz
      przywioz krem z lanolina na obolale sutki, bo smarowanie mlekiem nie
      starczalo by usmierzyc bol... ale w koncu sutki zaczely wracac do
      normy.
      przy wyjsciu ze szpitala mlody w 4tej dobie przybral troche, ale nie
      przekroczyl wagi urodzeniowej. nadal musialam go karmic non stop,
      mlody przysypial przy piersi zawsze, w nocy spal ze mna, bo go
      ciagle karmilam, ale przestalam wygladac jak zombi, calymi dniami
      tez wisial na cycku - nie bylo mowy o spacerze, nawet zdarzylo sie
      ze nie poszlam na wizyte lekarska bo mlody sie przyssal i za nic nie
      mozna bylo go odessac...malo tego zdarzylo mi sie isc z nim do... no
      wiecie.... wychodka...
      ale mimo ciaglego karmienia, nie bylo rozowo - b wolno przybieral na
      wadze, czasem nawet 40g w tyg. a ja tak chcialam karmic tylko
      piersia! niektorzy znajomi mowili: slaby pokarm, albo go nie ma, ze
      powinnam dokarmiac... a ja tego w ogole nie bralam pod uwage!
      musialam (i nadal jeszcze musze) chodzic co tydz. na wazenie, no i w
      klinice po 3 tyg. slabego przyrostu zaproponowali mi kupic mleko
      modyfikowane i po kazdym karmieniu piersia dac mu to mleko... bylam
      zrezygnowana wtedy, wiec z bolem serca przygotowalam porcje
      mieszanki i probowalam mu to dac: najpierw butla: mlody wyplul smok
      ku mojej uciesze (bo na pocieszenie pomyslalam ze on woli cycka ;)
      a poza tym przyznam sie, ze poczulam sie zazdrosna o butelke!!!)
      druga proba - to samo + odruch wymiotny, wowczas powiedzialam dosc -
      wiecej nie bede maltretowac dziecka! zaczela sie zabawa lyzeczka.
      mlody oczy w slup i patrzy co sie dzieje i nadziwic sie nie moze, po
      chwili wymyslil sobie ze to pewnie jest zabawa i zaczal sie smiac.
      zjadl ze 20 ml a potem zaczely sie cyrki, ryk nie z tej ziemi: bo on
      juz nie mial ochoty na zabawe, on byl glodny a oni (czyli ja i maz)
      wyglupiamy sie z ta smieszna lycha! on chce po prostu cycka! no wiec
      tu skonczyla sie zabawa lyzka owego dnia i powrot do cycka (nie ma
      jak to maminy cyc!)
      dzien nastepny - byl cycek + zabawa laktatorem pozyczonym od
      kolezanki, by sciagnac wieksza ilosc mleka i upewnic sie za on zje
      wieksza ilosc na jeden raz. wieczorem po cycku, znow podejscie z
      odciagnietym mlekiem i z lycha - w ogole nie bylo mowy o choc jednym
      lyku! nie i koniec kropka! mlody tylko sie wydarl, poczerwienial,
      zaczal sie prezyc i mleko bylo rozlewane, no i na tym sie skonczylo -
      powrot do cycka. owego wieczoru, jak juz go przystawilam do cycka
      jak sobie lezelismy w lozku, mlody sie przyssal, a ja tak sobie na
      niego patrzylam, nagle podniosl te swoje male piekne oczeta pelne
      lez po poprzednim cyrku z lyzka i tak cudownie na mnie spojrzal az
      zrobilam sie absolutnie 'mientowa', a malo tego on trzymajac cycka w
      buzi zaczal sie do mnie usmiechac! normalnie lezka mi w oku stanela!
      od tej pory byl koniec cudaczenia, tylko cycek i basta! a mlody
      zaczal przybierac na wadze bardziej w granicach normy: najpierw
      154g, po tyg. 80g, po kolejnym tygodniu 180g... no i zobaczymy jak
      to bedzie dalej. na pewno jedna z przyczyn i podstawowa jest jego
      technika ssania - raz robi to lepiej a czasem jak ma gorszy dzien to
      wisi se na cycku i zasypia prawie caly dzien, troche poje sobie ale
      glownie chce ciamkac... pracujemy nad tym. no i widze poprawe, coraz
      czesciej tez je aktywnie i jedzenie juz nie zawsze konczy sie
      spaniem, coraz czesciej sam odrywa sie od cycka jak sie naje i
      rozglada sie dookola. rowniez zaczynaja sie zaznaczac przerwy miedzy
      karmieniami, czaem nawet i 3h! wszystko jest na jak najlepszej
      drodze.
      kocham go karmic piersia! szczegolnie jak tak patrzy tymi swoimi
      slepkami mi w oczy znad piersi - normalnie kosmos!!!na pewno cycowac
      sie bedziemy dlugo.... ;)
    • monika_staszewska Re: Wspominki cycowe... 05.11.07, 18:39
      O mamo, jaki fajny wątek, to fantasyczny pomysł żeby opisywć
      historie konkretnych par mam i dzieci. Myślę, że szczególnie dla
      zaglądajacych do nas poczatkujących mam będzie to ogrmomnym
      wsparciem, a i starym wyjadaczom przyda się taka lektura od której i
      usmiech murowany i łza wzruszenia się w oku zakreci. Zaraz poproszę
      władze żeby wyciągnęły ten atek do góry.
      pozdrawiam wszystkich baaardzo serdecznie :)
      monika staszewska
      • kamisa7 Re: Wspominki cycowe... 08.11.07, 20:57
        Ojej...i nam puknęło pół roku. Moja Basieńka, dłuuuugo wyczekiwana przyszła na
        świat 3 maja. Miałam cesarkę a Basia w pierwszej dobie dostała silnej zółtaczki.
        Pierwszy raz karmiłam ją po kilku godzinach od porodu. Pamiętam jak przynieśli
        mi moją śliczną brzoskwinkę-już była żółta. Było mi ciężko ją przystawić ale
        położna mi pomogła. Do sali pooperacyjnej zajrzał akurat maż i w oczach stanęły
        mu łzy. Późniejsze doby były cięższe, bo nie miałam krztyny pokarmu, mała
        płakała leżąc pod lampami a ja w pokoju z dwiema po naturalnym porodzie, którym
        juz ładnie szło karmienie. Czwartego dnia przyszedł dół hormonalny i płakałam
        cały dzień. Małą dokarmiali, żeby spokojnie spała przy naświetlaniach.
        Dziewczyny wyszły ze szpitala i zostałam sama w sali na kilka godzin. Wtedy
        dopiero trysnął pokarm. Boże! Jaka byłam dumna zanosząc 20ml do położnej, żeby
        podała małej leżącej pod lampą mój pokarm!Teraz wiem dlaczego tak dziwnie na
        mnie spojrzała. Po wyjściu ze szpitala karmiłam tylko piersią nie zważając na
        nic. Kupiłam wagę, bo Basia w szpitalu straciła 0,5 kg. Baśka szybko nadrobiła
        straty. Teraz mam 8 kilowego pulpeta na samym cycku.
        Po drodze miewałam nawały pokarmu, zastoje i zagryzanie zębów z bólu jak głodny
        ssak wgryzał się w obolała i nabrzmiałą pierś. Dziś nie wiem dla kogo będzie
        trudniejsze odstawienie-dla mnie czy dla niej. Uwielbiam to robić. Każdej
        przyszłej mamie życzę takich chwil. I oby nasze mleczne fabryki pracowały jak
        najdłużej:)
        • kamisa7 Re: Wspominki cycowe... 19.11.07, 12:06
          Ach zapomniałam dodac o cycku wielorybie. To ten prawy. Czasem w czasach nawałów
          potrafił sikac na pół pokoju dwoma strumieniami...jak wieloryb. No i o
          "niecierpliwym głośnym śmiechu" Baśki do cycka. To jej jeszcze zostało do tej
          pory...
    • bathilda Re: Wspominki cycowe... 06.11.07, 10:51
      A co mi tam, to ja też.

      Piotrek strasznie długo nie chciał się wyprowadzić - rodziłam 36 godzin. Kiedy w
      końcu się udało i po chwili przynieśli mi go, od razu złapał pierś i zaczął
      ssać. I ssać. I ssać. Po jakimś czasie przestawiłam go do drugiej piersi. A on
      dalej ssał. W sumie ponad 1,5 godziny. A potem zaczął spać. I wcale się nie
      budził na jedzenie. No i zaczął się chaos. Każdy w szpitalu mówił co innego.
      "Niech śpi, musi poród odespać", "budzić i karmić", "musi ssać 2 x 15 minut"
      "wystarczy jak possie 3 minutki". Pierwszy dzień Piotrek przespał a pierwszą noc
      przebeczał - zatykał się tylko piersią. A ja kompletnie nie wiedziałam co robić.
      Po dwóch nieprzespanych nocach porodu trwała trzecia noc bez snu. A ja beczałam
      po cichu żeby innych mam nie obudzić.

      No i nadeszło pierwsze ważenie, półtorej doby po porodzie. Junior spadł z wagi,
      ale powiedziano mi że to naturalne. Kolejna noc w czasie której spałam godzinę
      bo mały beczał. Prosiłam położne o pomoc, ale przerwałam im oglądanie telewizji
      więc z wielką obrazą i fochami ("no ale co ja mam pani zrobić") dały małemu
      mieszankę drenem. Nie chciał ssać więc orzekły że nie głodny.

      Rano kolejne ważenie i kolejna utrata wagi. Lekarka mówi - nie wypuszczę was jak
      tak będzie dalej. Na to ja "ale co ja mam robić, przecież karmię"?. No to ona
      "widocznie mało ma pani pokarmu". Na to ja naciskam pierś a tam leci. No to ona
      "widocznie słaby ten pokarm" (jakbym ją dziś spotkała to chyba bym jej
      nawrzucała jak świni do koryta, że to przez takie jak ona ten szpital ma
      najgorszą ocenę w Warszawie w rankingu "Rodzić po ludzku"), trzeba kupić
      mieszankę. No to ja telefon do męża, żeby kupił NAN bo dziecko głodne. I dalej
      beczeć że co ze mnie za matka, że klęska i porażka. A przecież siarę miałam w
      piersiach już od 20 tygodnia ciąży. Aha, i jeszcze ta gwiazda wśród lekarzy
      nacisnęła mi pierś i jak się pojawiło kilka kropli to orzekła że jednak mam mało
      pokarmu. Jakby kurcze siara miała tryskać pod ciśnieniem.

      A potem przyjechał mąż. Przytulił, pogłaskał i poleciał po doradcę laktacyjnego.
      Przyszła koło południa i zaświeciło słońce. Po pierwsze pokarm jest i to w
      dobrej ilości. Po drugie maluch bawi się brodawką zamiast ssać, mam bardziej
      pilnować żeby przełykał (i wreszcie pokazała mi do czego mam dążyć). Kazała
      karmić co 3 godziny, z 2 piersi po 20 minut i jak trzeba to budzić. I zgłosić
      się na kontrolę po weekendzie (wypisywali mnie w piątek).

      Po powrocie do domu zaczęłam wdrażać instrukcje. Tyle że junior był już taki
      osłabiony że zasypiał momentalnie przy piersi. I w ogóle nie budził się na
      karmienia. Nie sposób było go dobudzić. W sobotę wieczorem pojechałam na zdjęcie
      szwów i płaczem wyprosiłam zważenie młodego. Okazało się że jeszcze spadł. No to
      już dostałam histerii. I wtedy położna kazała nakarmić. No i oberwało mi się.
      "Co to ma być za głaskanie? Tak go chce pani obudzić do jedzenia? Toż on z głodu
      padnie. Mocno pocierać żuchwę, tak żeby pani kość czuła. Nie odpuszczać małemu
      leniowi".

      No i zaczął się okres, który nazywamy z mężem "przemysłowym tuczem gęsi" (jak na
      pasztety sztrasburskie). Młody był budzony co 3 godziny i karmiony tak, że
      ciągle budziłam i liczyłam ile minut je (odliczałam mu czas spania przy cycu).
      Miało być 20 minut ssania to było, bawet jeśli w sumie przy jednej piersi
      spędzał 40 minut. Potem przewijanie, spirytusowanie pępka i dawaj druga pierś. W
      poniedziałek rano okazało się że w półtorej doby przybrał 140 gram. No i
      ruszyło. Młody zaczął jeść a to szaleństwo tak mi nakręciło laktację, że zaczął
      się mlekiem krztusić, aż musiałam szałwię pić.

      Oczywiście potem też mieliśmy swoje atrakcje. Mlaskanie przy jedzeniu (nic nie
      pomagało, minęło samo koło 3 miesiąca). Cyrki przy wieczornych karmieniach,
      wierzganie, wykręcanie, płakanie, zmienianie piersi po kilkanaście razy (minęło
      samo j.w.). Pobudki w nocy po 5-6 razy, nawet po 45 minutach. Szalone ulewanie,
      praktycznie po każdym jedzeniu (minęło samo koło 4 miesiąca). Skoki wzrostowe.
      Zastoje.

      Ale to wszystko to NIC w porównaniu do tego co czuję kiedy mąż podaje mi go dziś
      do karmienia a Piotrek już widząc że siedzę na fotelu do karmienia zaczyna się
      śmiać w głos. A pyszczek szuka kiedy jest jeszcze w powietrzu. I ten błogostan
      na jego twarzy jak się już zassie ... Dziewczyny, naprawdę warto.
    • kasia-mama2 Re: Wspominki cycowe... 06.11.07, 11:54
      Z MAŁŚĄ początki były trudne. Długo karmilam w pozycji szpitalne -
      na leżąco. PEkaly sutki- pomagał krem Aventu, NA POCZĄTKU
      ODCHODZIŁAM NA KARMIENIE NA BOK.Karmiłam 11 miesięcy. Z Małym nie ma
      problemów - wlaśnie go karmię pozdrawiam
    • dorib Re: Wspominki cycowe... 06.11.07, 15:31
      Jestem mama juz 2 letniego chłopczyka i kiedy był jeszcze maleństwem czesto zagladałam na to forum szukac pomocy. Oj, czasami bylo ciężko. Wczoraj weszłam na to forum, ot tak - z ciekawosci co sie tu nowego dzieje i trafilam na ten watek. Spodobal mi sie bardzo :))) Moja - wlasciwie powinnam napisac "nasza" historia zaczyna sie tak....
      Bibuś po długim niezdecydowaniu urodził sie we wczesne, niedzielne, wrzesniowe popołudnie. Radość jak same wiecie była OGROMNA - a mój mąż był chyba zaraz po mnie :) najszczesliwsza osoba na świecie. Z Bibim zaraz po porodzie, na brzuchu pojechalismy na sale. Jak sobie przypominam te sklejone mazia wloski, spuchniete oczka, to pewnie tak jak Wam az sciska serducho ze wzruszenia :)))

      I po tym moze zbyt dlugim wstepie dochodzimy do karmienia... :( Bylam przekonana, ze nie bedze miala z tym klopotu. Ale bylo odwrotnie... Zadnej położnej, przyszla dopiero na prosbe meza, zeby pokazac jak Małego przstawić. Wpakowała moja brodawke kilka razy do buzki malego, skwitowala, ze ssie jak wczesniak... i po chwili wyszla, stwierdzajac jednynie, zebym przystawiala malenstwo jak najczesciej. Zostawiono mni esamej sobie. W szpitalu nie bylo oczywiscie doradcy laktacyjnego, a i informacji o tym, ze jest taki w moim miescie nie dostalam. Niestety nie udawalo mi sie :( Bibi nie chwytał brodawki, bolało strasznie..., nie spał. Dokarmiono go glukoza ze strzykawki.

      Wrocilismy do domu. Wlasciwie caly czas chciał byc przy piersi, ale chyba faktycznie zle chwytał, miałam mało pokarmu. W domu bylam sama, maz w pracy, maly cały czas przy piersi, nie spał, przybierał ale mało. Ciagle bycie sama i swiadomosc, ze nie tak jest z karmieniem, ze moge stracic poarm, spowodowało ze wpadłam w depresje (zawsze sadzialam, ze to dotyczy tylko rozkapryszonych panienek). Nakrecałam sie równo. Nie mam pokarmu, nie bede mogla karmic (a tak bardzo tego pragnelam)powodowalo, ze wpadalam w wiekszy smutek a to powodowalo, ze mlenia bylo mniej i mniej... Nie potrafiłam nawet wyjsc z domu, nie wyobrazałam soebie jak mozna zrobic zakupy, cały czas myslalam o tym, ze jestem straszna matka, bo nie potrafie nawet wykarmic malenstwa - nikomu nie zycze...

      Na dodatek pojawila sie Tesciowa (raczej dobra kobieta) "przeciez On jest glodny, trzeba mu dac sztuczne" No i dostał (w 3 tygodniu) :( z butli leciało mu dobrze, wiec zaczal rezygnowac z piersi. (Ale bylam zla kiedy dowiedzialam sie, ze córeczka kolezanki ssie piers i rownoczesnie pije herbatke z butli i byla tak samo malutka. No i znow stres :((( Stwierdzilam, ze Bibus MUSI dostac moje mleko. Zaczelam odciagac - ale po jakich 15 minutach laktatorem recznym odciagnelam jakies 30 ml - i miał sie tym najesc? Kupilismy elektryczny laktator. Odciagalam dłużej, zeby pobudzic laktacje. Oczywiscie była wizyta w poradni laktacyjnej ale raczej bylo juz zbyt pozno. W poradni Mały przyssał sie świetnie. Bylam pełna nadziei ale w domu przy piersi płakał bardzo. Nie miałam sumienia go zmuszac :( zdecydowałam - bedzie jadł moj pokarm z butli...

      No i zaczeło sie :)))) Odciagalam co 2 godziny - w dzien i w nocy, przez jakies 15-20 minut z jednej piersi. Potem mycie laktatorów, sterylizacja... Herbatki laktacyjne i po kilku dniach udało sie!!!! Mlenia starczało na tyle, by Bibus jadł tylko moje!!!!! Odciaganie bylo dosc meczace. Kupilismy drugi laktator elektryczny, czas skrócił sie o polowe. Mąż wstawał do Małego noca, wiec mogłam odciagac i w nocy (no i tu powinnam przesłac mojemu mezowi ogromnego buziaka, bo bez niego by sie nie udało!!!! :) On uwielbiał karmic malego. Myslalam, o tym, zeby wytrzymac do Bozego Narodzenie - Bibus bedzie miał 3 miesiace, a ze sie udalo i mleczka byco wiecej i wiecej stwierdziłam, ze wytrzymamy do 6 miesiecy i czasu wprowadzania nowych pokarmów. Nadszedł ten dzien ale niestety Bibi nie miał ochoty na nowosci az do ukonczenia 9 miesiecy. No a jak tak odciagalam to mleko :))))) i bylam bardzo szczesliwa!!!! Zaczelismy wprowadzac Bebiko. Niestey Bibiemu smakowało tylko mleko mamy. Zaczelismy mieszac. Pół mojego/pół sztucznego - gdzie tam - wypluwał smoczek. Dopiero zaczal jesc kiedy na 120 ml pokarmu bylo 110 mojego i 10ml sztucznego. Cwaniaczek byl z niego niesamowity. Ziwekszalismy ilosc sztucznego mleka o 10 ml i jakos poszlo. Wszystko skonczylo sie tym, ze "karmilam" synka do ukonczenia 1 roku. I wiecie co, zdaje siebie sprawe, z tego jak trudne dla mam jest rozstanie z cycusiem. Mi było tak strasznie smutno, ze synek nie bedzie juz jadł mojego mleka - płakałam, ze rozstaje sie z laktatorami :((( MOje piersi były juz starsznie wymeczone. nie obywało sie bez krwawien i bólu przy odciaganiu...

      Tak strasznie sie ciesze, ze dalam mu to co najlepsze - moze nie w oryginalnym opakowaniu ale.... :) Kocham go nad zycie i pewnie gdyby jadł z cycusia chciałaby, zeby to robił do tej pory. Moze jesli bede miała drugie malenstwo bedzie lepiej. W kazdym razie jestem bogatsza o swoje doswiadczenie i postaram sie...



    • fizula Re: Wspominki cycowe... 10.11.07, 00:28
      Najpiękniejsze sapanie świata: tuż po urodzniu moja Lidunia ssała
      godzinę z taką energią, że w międzyczasie aż się zasapywała.
      Lubię też wspominać zakończenia ssania Daniela (3 lata i 1 miesiąc):
      najpierw któregoś wieczoru na moją propozycję nakarmienia
      odpowiedział "nie". Potem kolejnego ranka zapomniał o ssaniu i
      pobiegł się bawić, a ja poczułam iskierkę dumy (że tak pięknie
      chłopak sam wyrósł) pomieszaną ze spokojną radością, że warto było
      czekać.
      A z karmienia najmłodszej Tosi lubię wspominać, jak sama lubiła
      przejmować inicjatywę w przystawianiu się i najlepiej jej to
      wychodziło, gdy kładłam ją sobie na brzuchu, a ona dziobała mnie
      noskiem zanim pocelowała w "mleczne źródełko".
      I mnóstwo moich błędów w karmieniu, ale moje dzieci chętnie mnie
      uczyły z błogim wyrazem oczu wybaczając mi wszystko :o)
    • india78 Re: Wspominki cycowe... 10.11.07, 01:05

      Początek karmienia był dla mnie walką. Cesarka. Mały nie chciał
      ssać. Jak zaczął to strasznie mnie poranił. Płaskie sutki.
      Początkowo nie miałam mleka. Pamiętam tą straszną bezsilność jaką
      czułam. Nie mogłam nakarmić własnego dziecka!
      I wtedy poznałam wspaniałą położną. Do dziś w domu mówimy na nią
      ciocia Grażynka. I chyba tak zostanie. Wiem, że w dużej mierze udało
      mi się dzięki niej. Dzięki jej wiedzy i cierpliwości.
      I było warto walczyć! Walczyć z późniejszymi nawałami i zastojami
      (dzięki Bogu za kapustę!)
      Minęło ponad 20 miesięcy. Udało mi się odstawić małego w dzień.
      Nawet bezboleśnie. Mały nauczył się zasypiać samodzielnie. Czuję, że
      nadszedł odpowiedni moment. Teraz tylko najgorsze. Odstawianie nad
      ranem...
      Pozdrawiam!
    • druuna Re: Wspominki cycowe... 13.11.07, 11:32
      To ja się też dopiszę: ...
      Zuzia urodziła się szybciutko jak na mój gust (pomogła obecność męża i piłka na
      której siedziałam przez całe skurcze, dzięki której nie zdążyli mi założyć
      znieczulenia bo nagle rozwarcie było już duże!). Zuzia "wychlapnęła" na świat z
      moim chyba 8 parciem! Od razu mi ja pokazali a ona zrobiła "kupkę" na mój widok!
      ;) hihihihi :p To tak z miłości od pierwszego wejrzenia. Przystawili mi ja od
      razu do piersi na chwilę (dość drastycznie to wyglądało bo położna "nasadziła"
      dzióbek otwarty Zuzi na moja pierś gwałtownie) i za moment zabrali ją i poszli
      ważyć i mierzyć. Wrócili i jeszcze leżała sobie na mnie przy cycku - nie wiem
      jak długo. Może ze 2 godziny? ;) A my nie mogliśmy się z mężem nadziwić jakie to
      małe i nieporadne!
      Pierwsza noc była ciężka bo mimo, że byłam okropnie zmęczona (cała się
      telepałam) to zasnąć nie mogłam bo bałam się Zuzi odłożyć do jej szklanego
      łóżeczka. Dobrze, że była ze mną bo w pewnej chwili wyglądało to tak jakby
      zwymiotowała! Spanikowałam. Na szczęście położna szybko ją zabrała i wyczyściła
      buzię i przełyk z wód płodowych które się odkrztusiły.
      Potem już spałam z Zuzią na zmianę budząc się albo ją! ;) Nie było kolorowo!
      Zuzia oczywiście zaczęła spadać z wagi (norma!) ale ja się martwiłam i
      postanowiłam sie dać się wypisać dopóki nie zacznie przybierać. Byłyśmy przez to
      o dzień dłużej. W nocy Zuzia spała a ja nie mogłam jej dobudzić na jedzenie a
      potem Zuzia płakała a ja nie mogłam jej uspokoić. Położne w nocy były zaspane i
      dawały mi butelki z NAN HAH :( zamiast pomóc przystawić dziecko do piersi! Po
      czym przychodziły rano i biadoliły jakie dziecko jest zagłodzone bo "ma
      spierzchnięte usta" :(( Na szczęście w trzeciej dobie przyszła położna
      laktacyjna i pokazała jak przystawiać a raczej patrzyła jak ja to robie i
      powiedziała, że dobrze to robię.
      Wyszłyśmy ze szpitala pełne nadziei na pogodne jutro! na szczęście nic wielkiego
      sie nie działo na początku oprócz nawału i zastoju sztuk jeden (gorączka 38,5,
      głupi ginekolog, który przylazł na wizytę domową i mi wyciskał mleko bo "widzi
      Pani to takie przeźroczyste mleko to jest zepsute"!!!!). Jakbym wtedy wiedziała,
      że jest to forum to bym go pogoniła z tego mojego siódmego piętra na skróty
      przez balkon! Bolało jak jasna cholera a on cisnął i cisnął! :((((( A na dodatek
      musiałam za to zapłacić 50 pln :((( Przepisał antybiotyk Dumomax czy coś
      takiego. Zastój zszedł po kapuście. Gorączka minęła!
      Potem były już tylko 2-3 ciężkie chwile jak Zuzia odmawiała ssania (albo skok
      rozwojowy albo bolały ją uszy po katarze). Dochodziło do tego, ze nie jadła
      nawet i 5 godzin w ciągu dnia ciurkiem! :(( Ale przeszło! metoda: usypiałam ją
      najpierw na rękach często podając jej pierś jak ją lulałam chodząc i wtedy
      ładnie ssała! Na szczęście nikt mi nie mówił nigdy, że mam mało wartościowy
      pokarm ani nic z tych rzeczy: rodzina jest raczej "ustawiona" prze mnie żeby się
      nie wtrącać!
      Pamiętam pierwszy uśmiech Zuzi - jak to mówi jakaś jedna autorka/autor z
      "Dziecka": DZIąSLAK :)))) Karmiłyśmy się na siedząco a ona popatrzyła mi w oczy,
      wypuściła pierś i "szczeliła" uśmiech od ucha do ucha z tym mleczkiem
      wypływającym jej z kącików ust jeszcze ;) Rozkosz nad rozkoszami! Popłakałam
      się! Potem jeszcze często sobie "rozmawiałyśmy" karmiąc się: przerywała ssanie i
      gadała do mnie po swojemu! Takie objawy super-inteligencji Zuzia miewa zwykle
      rano zaraz po przebudzeniu podczas karmienia i przewijania ;))
      Co mogę doradzić młodym mamom?:
      1. Śpijcie razem z dziećmi w łóżku wtedy nocne karmienia nie będą was pozbawiały snu
      2. W ciągu dnia karmcie w wygodnej pozycji obłożone pilotami do TV, książkami,
      gazetami, przekąskami, piciem! Niech to będzie czas dla was i dla dziecka.
      3. Cieszcie sie tym, że maluch leży spokojniutko i się w was wtula: za niedługo
      będzie bardziej ruchliwy a jako nastolatek już nie będzie chciał się przytulać
      tak chętnie ;))
      4. Nie dajcie sobie wmówić, że wasze mleczko jest "złe" - jest idealne i
      perfekcyjne i w ogóle "naj" dla waszego malucha!
      Dobra już nie "mentorzę"!
      Powodzenia wszystkim młodym mamom!
    • maniulka25 Re: Wspominki cycowe... 07.12.07, 14:39
      Opowiem Wam moją historię!
      W ciąży czułam się fajnie, ładnie wyglądałam, miałam brzuch w szpic (na
      chłopaka, na usg usłyszałam chłopczyk!!!).
      Dziecko było ułożone miednicowo. Lekarz zdecydował cc. Przyjęłam to z ulgą, bo
      chciałam mieć cesarkę. A ostatnie 2 miesiące nie były za fajne. Podejrzewano
      "wsteczniactwo wewnątrzmaciczne", lekarz kierował mnie na patologię a inna pani
      dr stwierdziła "wie pani co, czasami przy tak małej wadze i krótkich
      kończynach... to jest duże prawdopodobieństwo zespołu downa". A ja na to "mam 25
      lat". A pani dr na to " i co z tego? ". Załamałam się. Mój ukochany zabierał
      mnie na obiady i kolacje do knajpek i tuczył ! Zajadałam się grecką sałatką,
      kebabami, golonką, pierogami... W nocy wsuwałam chłodnik.
      I w końcu wielki dzień.
      Godzina 9.45 27.07.2007 !!! Dziewczynka, 52 cm, 2660 kg. Zdrowa jak ryba. Moje
      szczęście przyszło na świat. Julia.
      Łzy szczęścia, niesamowite uczucie, duma...
      Przyjechałam na salę. Przywieźli Małą Julę. Leżała obok mnie, oczka zamknięte,
      pomarszczony dziób. Zawiniątko.
      Zeszło znieczulenie.... A ja nawyzywałam personel od najgorszych! Padały
      brzydkie słowa, ból nie do zniesienia. Dostałam dziwne zastrzyki, kroplówki lały
      się po mojej koszuli, popękały żyły.
      Zabrali Julę. Pamiętam tylko zastrzyki w pupę, brzuch, uda. Zwymiotowałam i
      zasnęłam. Przespałam całą noc.
      Rano obchód i przez sen słyszę - ostrożnie z tą panią, bo bardzo cierpi.
      Personel świetny, miły i kochany. I w końcu przyjechała Jula.
      Siostra spytała, czy była przystawiana. A ja na to, że nie i że jestem płaska
      jak deska. A ona fachowym tonem, proszę rozpiąć koszule i przystawiła ssaka.
      Niesamowite uczucie i znowu zły szczęścia.
      Nigdy nie zapomnę pierwszego karmienia i mojego porodu. Było super!
      A jak jest teraz? Fajnie, Jula waży 6 kg. Jest roześmianym dzieckiem.
      Rośnie zdrowo! Śmieje się, gaworzy, rwie się do siadania, kocha jabłka, ma
      uśmiech swojego taty i moje pucołowate poliki.
      Więcej info o nas we wpisie "Do Pani Moniki - Dziękuję".
      P.S. Dumnie prezentuję biust Pameli. A walka o ten biust była trudna!
      Ale wolę wspominać miłe chwile... Kolki zostawiam za sobą.
    • hannia78 Re: Wspominki cycowe... 09.12.07, 14:03
      Dopisuję hisotorię laktatorowo/cycową :)
      Mój synek od dnia narodzin poukładał sobie w główce, że cycki są okropne i nie chciał na nie nawet patrzec a co dopiero ssac. Wrzeszczał i bił pięściami. W szpitalu wszystkie Panie położne starały się pomóc. Próbowałam karmic i "klasycznie" i na leżąco i z pod pachy i przez kapturki i w nocy, jak był rozespany (wtedy tak gwałtownie nie reagował tylko lizał brodawki jak mały kotek). Nic z tego. Zaczęłam sciągac laktatorem i podawac butlą. Po powrocie do domu wezwaliśmy Panią z poradni laktacyjnej. Przez tydzień karmienie po palcu sciąganym mlekiem (do palca przyklejony drenik, w łapie strzykawka - mleko podawane wtedy, kiedy leniuch ssie). Koszmarny był ten tydzień i nic nie dał. Na drugiej wizycie Pani z poradni stwierdziła, że mały ma odruch ssania w porządku, ja mam brodawki też ok a przyczyna tkwi "w głowie". Stwierdziła, że może za mocno chcę karmic piersią...
      Kontynuowałam sciąganie i podawanie butlą przez następne 5 miesięcy. Pomagało mi forum dla "karmiących piersią inaczej". Co jakiś czas bez większych nadziei przystawiałam młodego. I ni z tego ni z owego po 5 miesiącach mały zassał. Elegancko przystawił dzioba, jak na zdjęciu z poradnika:). Potem miałam jeszcze tydzień zastojów ( w tym jedną noc z gorączką i dreszczami brrryy)- piersi przestawiały się na nowy "system pracy". Synek dał sobie radę z zastojami nie musiałam sciągac. I tak sobie już cycamy ponad miesiąc, młody przybiera a ja mam duuużo więcej czasu. Nie muszę cały czas patrzec na zegarek, czy to czasem nie "pora na dojenie". Tylko cały czas pozostaje zagadką dlaczego się tak nagle i po takim czasie jedzenia z butli przekonał do piersi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka