agnieszka_z-d
29.10.07, 21:11
Wkrótce mija 6 miesięcy jak moja Małgosia jest na świecie, a co za
tym idzie 6 miesięcy jak się cycujemy. No i jak tak sobie dziś o tym
pomyślałam to mnie wzięło na wspominki...
Pamiętam jak mi Ją położyli zaraz po urodzeniu na brzuchu - była
taka malutka, zwinięta w kłębuszek, nieporadna... Małe ciepłe
ciałko... Potem zabrali Ją na dogrzanie. Gdy znów mi Ją przynieśli
po 2 godzinach, natychmiast przystawiłam Ją do piersi. Pomogła mi
położna. Mała possała chwilkę i usnęła. I tak zaczęła się nasza
przygoda z cycowaniem:-)
W szpitalu cycowanie szło nam bardzo różnie. Leżałyśmy w pokoju 6-
osobowym i niestety było tam tak duszno, że Mała potrzebowała pić.
Dostała 2 razy po 20ml glukozy z butli. Ale to nie zaburzyło Jej
odruchu - ssała pierś jak mały odkurzaczyk. No i przyszły ranki na
piersiach, smarowanie Bepantenem, wietrzenie... Potem nawał -
laktator przynosił ogromną ulgę. Na całe szczęście położne były
naprawdę fajne i pokazały mi dokładnie jak przystawiać, nauczyły
pozycji spod pachy. Także Mamy z sali były bardzo pomocne.
W domu szło nam już całkiem nieźle. Aż nagle okazało się, że mam
taki turbowypływ, że aż Mała się krztusi i nie może jeść. Więc
zbudowałam sobie legowisko z poduszek i karmiłyśmy się od tego czasu
wyłącznie w pozycji "pod górkę".
A potem nadszedł skok aptetytu zwany kryzysem laktacyjnym (w 7
tygodniu). Opcja położenia się na cały dzień do łóżka z Małą była
niewykonalna bo... nie umiałam karmić na leżąco. I po dziś dzień się
nie nauczyłam;-) Uratowało nas cycowanie nosząc Małą na rękach. Ale
Mała bestyjka się przez te 2 dni przyzwyczaiła i potem, zwłaszcza
wieczorami, domagała się abym karmiła Ją trzymając na rękach i
chodząc. Ale sama też to wykorzystywałam i tak mogłam sobie
spokojnie oglądać siatkówkę;-)
A potem nadszedł pierwszy poważny kryzys. Mała w wieku około 3-3,5 m-
ca zaczęła robić coraz większe cyrki przy karmieniu. Doszło do tego,
że z lewej piersi nie jadła wcale, a z prawej od święta. Miewałyśmy
nawet tylko 3 pożądne karmienia na dobę. Oczywiście odbiło się to na
przyrostach. Trwało to do ukończenia 4 miesiąca.
Nagle znów wszystko wróciło do normy - Mała pięknie ssała w dzień, w
nocy tylko raz lub dwa, spokojnie przybierała... aż nagle ostatnio
znów szok - przez 6 miesiąc swojego życia przybrała okrągłe zero. Do
tego pojawiła się krew w kupce.
Telefon do Pani Moniki i zaczęła się walka: karmienie w nocy co 3
godziny, laktator 7-7..., picie herbatek i karmi, odstawienie
nowości i powrót do tylko cyca.
I znów sukces - krwi w kupce już prawie nie ma, Mała przybrała w
ostatnie 6 dni 90 gram (chwalę się tym w osobnym wątku).
7 listopada idę do pracy... Mam już pomrożone trochę zapasiku.
Zobaczymy jak to będzie, ale nastawiam się pozytywnie - utrzymamy
laktację i będziemy się cycować jeszcze z rok albo i dłużej.
Bo bardzo uwielbiam karmić piersią:-)