Dodaj do ulubionych

a jednak nie jestem sama

02.08.04, 15:33
Chciałabym opowiedzieć wam moją historię może po to by po prostu móc w końcu
się komuś wyżalić, wam , które moze bardziej zrozumiecie mnie i moje
problemy, bo macie podobne. Mam 25 lat i jestem w 4. miesiącu ciąży. Sama.
Jeszcze rok temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej, miałam owszem jakieś
swoje problemy, większe lub mniejsze, jak każdy,ale generalnie chyba byłam
zadowolona ze swojego życia. Studiowałam na kierunku, ktory mnie interesował,
choc więkzość , na wiadomość o tym ,że to historia pukała się w głowę,
mówiąc :po co ci to, co ty z tego będziesz miała, itp...Uśmiechałam się
tylko. Należę do ludzi, którzy w zyciu kierują się ideami, którzy robią to co
lubią, a nie co akurat jest na fali. Poza historią moją , chyba jeszcze
wiekszą pasją był taniec, taniec ludowy iw ogóle wszystko co się wiaze z
folklorem, zwlaszcza w polskim wydaniu. Dlatego od dziecka tańczyłam w
zespołach folklorystycznych, to był mój świat , tam się spełniałam,
realizowałam. Wyobraźcie więc sobie, jak czułam się gdy zostałam przyjeta
do "Mazowsza". Dzień ten byl najwspanialszym w moim zyciu, a jednoczesnie
okazał się początkiem pasma nieszczęść jakie na mnie miały spaść . Zeby nie
rozwodzić sie nad tym długo dość szybko okazało się, że nie dane mi będzie
jednak zostac zawodową tancerką, a to za sprawą mojego kręgosłupa, ktory, jak
się okazało nie wytrzymał kilkugodzinnych treningow 5 razy w tygodniu. To był
dla mnie wielki cios, bo wiedziałam ze nic się juz nie da zrobić. Nie mogłam
przecież wymienic kregoslupa, gdybybyła to sprawa moich umiejętności
zrobiłabym wszystk zeby je podnieść, ale tego przeskoczyc nie mogłam.
Załamałam się kompletnie. Sama nie wiem jakim cudem zdolałam napisac moją
pracę magisterską( i jeszcze obronic ją na 5 ), poza tym moje życie legło w
gruzach. nie napisałam jeszcze , że na to wszystko nałożyło się rozstanie z
moim chłopakiem, z którym byliśmy 5 lat, a wczesniej jeszcze roczna agonia
tego związku, ktora rowiniez kosztowała mnie wiele.Depresja to ostatnio
bardzo modne slowo, ale to w czym wlasnie ka sie wtedy znalazlam mozna tylko
tak okreslic. przestalo mi zalezec wlasciwie na wszystkim, zaczęlam
wplatywacsie w jakies chore zwiazki opatre glownie na seksie, chociaz
potrzebowałam czegos wiecej, ale ta druga strona byla jakos mniej
zainteresowana takim ukladem. Wreszcie poznalam jego. Byl ode mnie starszy o
11 lat i choc wczesniej nie wyobrazalam sobie ,że moglabymzwiazac sie z kims
takim (rozwodnik, jedno dziecko), to teraz cale moje zycie bylo przeciez
inne, wiec i to nie wydao mi sie az tak nienormalne. musze powiedziec, ze w
wielu sprawach nadawalismy na tych samych falach, byl bardzo
inteligentny,oczytany, wiele rzeczy mi w nim imponowalo. Tak ,pomyslalam pzez
chwile, ze moze teraz wszystko sie odmieni, ze moze to est ten czlowiek,
dzieki ktoremu znowu moge bc szczesliwa. Czar prysl kiedy dowiedzialam
sie ,ze jego pracownica spodziewa sie z nim dziecka. Wiedzialam uz ze nie mog
z nim byc, ani nie chce tkwic w takim ukladzie.Jednak , choc sama tego nie
rozumiem , spotkalam sie z nim jescze kilka razy. I stalo się. Zaszlam w
ciaze. to byl dla mnie prawdziw szok. Wiedzialam ze na pewno nie chce z nim
być i nic mni do tego nie zmusi. Oczywiście w mojej glowie pojawialy sie
mysli o usunieciu ciazy. On jakby czytając w moich myslach powtarzal mi prez
tel( mieszkamy daleko od siebie), ze aborcja to morderstwo. Jakonzareagował
na ciąże? Wyrazil swoja radość, a nastepnie zaproponowal cos, co mnie
kompetnie zalamalo. Oznajmil mi, ze zawsze byl zwolennikiem poligamii, ze wg
niego posiadanie kilu kobiet i mnostwa dzieci to rzcz jak najbardziej zdrowa
i on zupelnie nie rozumie, ze kultura zachodna nie akceptuje takiej formy
związków itp...W zwiazkuz tym zatem stwierdzil, ze najlepiej bedzie jak
wszyscy tazem zamieszkamy, tzn. on, ja , tamta dziewczyna (ktora zreszta jak
sie okazalo do tej pory nie ma pojecia o moim istnieniu) i dzieci. W
pierwszym momoencie jak to uslyszalam, pomyslalam sobie, ze to mki sie na
pewno sni, ze to zapewne jakis wycinek z taniej telenoweli brazylijskiej. ale
to byla rzeczywistość. moja rzeczywistość. oczywiśćie nie zgodzialm sie na
taki uklad i oswiadczylam ze wybieram samotność. Nie zamierzalam robic mu
problemow w kontaktach z dzieckiem, w koncu jest jego ojcem, ale jesli chodzi
o mnie to cala moja fascynacja tym czlowiekiem odeszla bezpowrotnie. I w tym
momencie zaczely sie schody. Postawil warunek zepomoze mi finansowo (a jest
xzlowiekiem zamoznym) pod warunkiem ze bede mieszkala odpowiednio blisko
jego, tzn przeprowadze sie do jego miasta (400 km). nie zgodzilam sie na taki
uklad , nie chce zmieniac zycia , odcinac sie od tego co znam. A do tego po
prostu nie mam ochoty na czeste z nim kontakty. Myslalam, ze jakos sobie
poradze. Jak bardzo bylam naiwna!!! OD kilku miesięcy pracowalam, niestety na
umowe -zlecenie. Wyobraźcie sobie, ze w swojej naiwności pomyslalam, ze jak
powiem o wszystkim to kierowniczka(osoba prawie w moim wieku)zatrudni mnie na
takich warunkach, zebym mogla miec prawo do jakis swiadczen. Tym bardziej
spodziewalam sie pozytywnej odpowiedzi, ze pracowalam w ogromnej, bogatej ,
zagranicznej firmie,która dodoatkowo szczycila sie tym, że tak bardzo dba o
swoich pracowników. Rzecywistośc okazala sie dla mnie znow straszna.
Kierowniczka wrecz wsmiala mnie, mowiac przy tym ironiczne, ze chyba nie
spodziewalam sie, ze mnie zatrudni, ze w jej mniemaniu zdradzialam firme
zachodzac w ciązę, ze to nie instytucja charytatywna itp... po czym
trimfalnie zakteslila dzien, w ktorym koczy mi sie umowa ( tak na marginesie
konczy sie za 3 tyg. a poniewaz mam placone za godz.wiec ustalono mi taki
grafik, ze łaczie mam jszcze do przepracowania...8 godz!). Zaczela rowniez
traktowac mnie w sposob arcyniemily i lekcewazacy. Tak wiec oprocz problemow
natury psychicznej nalozyly sie rowniez te finansowe. prawda jest taka, ze
nic mi się nie nalezy, bo nie mialam umowy o prace, bo nie prepracowalam roku
na takiej umowie, w zwiazku z tym nie mam prawa do zasilku dla bezrobotnych.
Jedyneco moge teraz zrobic to zarejestrowac sie jako bezrobotny, by otrzymac
ubezpieczenie dla siebie i dziecka. dla wszystkich stalam sie niewygodna i
czuje sie jak stary mebel, z ktorym nie wiadomo co zrobic. Moja rodzina...to
byl dla nich szok, taki wstyd, co ludzie powiedza, jestem ich kleska,
skurwilam sie, nie obchodzi ich jak sobieporadze to moja sprawa, a jesli chce
u nich mieszkac to mam oplacac rachunki za gaz, swiatlo, czynsz.nie masz za
co? to znajdz sobie chlopa, to jedyne wyjscie... to tylko niektore wypowiedzi
na temat mojej sytuacji. Paradoksalnie jedyna osoba ktora stara sie mnie
wspierac jest...moj byly chlopak( ten, z ktorym bylam 5 lat)! oczywiscie
wiem ,ze nie moge liczyc na to ze bedziemy znow razem ani to ze bedzie mi
pomagal do konca zycia. ale w tej chwili jest i to sie liczy. gdyby nie on to
nie wiem czy pisalabym to dzisiaj. NIE wiem co bedze dalej, nie wiem co sie
ze mną stanie, nie wiem czy pschicznie i finansowo udzwigne to wzystko( czy
pisalam juz ze za rok musze zaczac splacac moj kredyt studencki?).ale
dziekiforum dowiedzialam sie ze nie tylko ja mam problemy i moze to straszne
ale pocieszylo mnie to. Przeczytajcie to prosze, może macie jakies rady lub
wskazówki, moze ktoaz was lub waszch znajomych byla w podobnyej sytuacji?
tylko prosze nie piszcie jak bardzo mnie zalujeie albo jak glupia jestem, bo
ja to wszystko wiem.NA koniec napisze jeszcze oglwnym bohaterze , tj, o
dziecku. Jednak zecydowalam sie nie usuwac go, nie wiem wlasciie dlaczego.
moze dlatego ,ze choco tym myslalam, to w glebi duzy nie moglabym pozbawic go
zycia, moze ze strachu, moze balam sie ze wyrzuty sumienia nie dadza mi zyc?
nie wiem . nie czuje siezwiazana emocjonalnie z nim, nie czuje tego
wszystkiego o czym mowia kobiety, ktore planowaly s
Obserwuj wątek
    • darcia73 Re: a jednak nie jestem sama 02.08.04, 19:18
      Dobrze, że pomyślałaś o zarejestrowaniu się w Urzędzie pracy. KOniecznie
      dowiedz sie tam jakie przysługuja Ci przywileje. I zgłoś sie do Opieki
      Społecznej w swojej Gminie. Na pewno będizesz mogła ubiegać sie o jednorazowy
      zasiłkek porodowy. A po urodzeniu dziecka koniecznie musisz uzyskac prawo do
      alimentow.
    • carri Re: a jednak nie jestem sama 03.08.04, 08:24
      Z tego co się orientuję, to możesz się ubiegać o alimenty na siebie i dziecko
      jeszcze kiedy jesteś w ciąży. Skoro to nie biedny człowiek, to zrób to
      koniecznie!
      • delfina6 Re: a jednak nie jestem sama 03.08.04, 19:05
        zobaczysz jak urodzi sie dzidzia, rodzina zmieknie, pomoga Ci nie zostawie cie
        i koniecznie zacznij sie juz ubiegac o alimenty

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka