Swieta, swieta i po swietach. Uff
U nas byly to piekne swieta bo po raz pierwszy we trojke z nasza 3.5 miesieczna coreczka, ale.... No wlasnie duuze "ale". Nie wiem czy nasze dziecko to domator czy po prostu jeszcze jest za mala na wizyty. Ale przeciez ludzie wychodza z dziecmi do ludzi! A u nas niestety to nie lada wyczyn poczawszy od wsadzenie do fotelika, poprzez jazde samochodem i same odwiedziny.
1. Ubieranie. Rozumiem, ze dzieci nie lubia sie ubierac i protestuja. Dlatego najpierw my jestesmy w kurtkach i cali zgrzami szykujemy dziecko, zeby to trwalo jak najkrocej, ale niestety pojawiaja sie krokodyle lzy.
2. Auto. Przeciez kazde dziecko lubi (?) jazde samochodem! Czy nie powinna jazda na nia wplywac kojaco i usypuajaco? U nas jest protest, jeki, marudzenie a raz byl taki wrzask, ze az mi serce pekalo i wyjelam ja podczas jazdy z fotelika!!
3. Wizyta. Nasze odwiedziny trwaja krotko. Przyjezdzamy wykonczeni (wszyscy) po 10-20 minutach jazdy. Wyciagamy zaplakane dziecko i tulimy, tulimy. W miedzy czasie jest czas na jedzienie. Karmie piersia, wiec teoretycznie nie powinno byc problemu. Znajduje sobie cichy kacik i probuje karmic. A Moda pociagnie ze trzy lyki a potem sie rozglada i zaczyna plakac! Mam nosidelko, w ktorym tez czesto lubi sobie przysnac, ale na wyjsciach raz dziala raz nie. Tak wiec czasami ani dziecko nie zje, ani nigdzie sie nie zdrzemnie i musimy wychodzic!
W zasazie tylko Wigilia byla spokona. Mloda zrobila nam niespodzianke i obiad udal sie doskonale (i zjadla w nowym miejsciu i przespala sie i nie przeszkadzal jej halas bawiacych sie dzieci).
Moje pytanie: czy tez tak mialyscie? I do jakiego mniej wiecej okresu wizyty z dzieckiem byly spokojnieksze, bez nerwow Waszych i Waszych dzieci?