prawdziwystarywirus
22.01.05, 08:16
Paszport z humorem
Po całym świecie krążą ludzie posługujący się dokumentami nie istniejących
państw i papierami fikcyjnych republik.
Na południowym wybrzeżu Republiki Południowej Afryki, nad zatoczką Hout
znajduje się miasteczko Houtbay. Kilka lat temu grupa mieszkańców tej
rybacko - turystycznej gminy wpadła na pomysł założenia państwa. Pomysł
Republiki Houtbay przybrał realne kształty, gdy wydrukowano pierwsze
paszporty; z herbem, numeracją, znakiem wodnym i... zabezpieczeniami przed
fałszerzami. Na ostatniej stronie drobnym maczkiem zastrzeżono jednak, że
dokument ten wydany został dla zabawy i dobrego samopoczucia mieszkańców
Houtbay. Ktos jednak wypróbował jego moc. Jeden z ''obywateli republiki'' na
londyńskim Heathrow postanowił posłużyć się paszportem Houtbay. Urzędnik
imigracyjny nie okazał zdziwienia. Zapytał tylko, gdzie leży to państwo.
Otrzymał prawidłową odpowiedź - na południowym Atlantyku. Wszystko wyszło na
jaw, gdy Anglik, cierpliwie kartkujący ''dokument'', nie znalazł pieczątki
wizowej. W swoim wykazie nie miał bowiem żadnego zapisu o bezwizowym ruchu
między Republiką Houtbay a Zjednoczonym Królestwem. Sprawa nie zakończyła się
odsiadką, bo podróżny zręcznie wytłumaczył Brytyjczykowi, że nie ma mowy o
próbie popełnienia przestępstwa, a jedynie formie protestu przeciwko państwu
segregacji rasowej, jakim wówczas była RPA. Jak baśń o żelaznym wilku w
środowisku celników przyjmowana jest całkowicie prawdziwa, potwierdzona
agencyjnymi doniesieniami historia pewnego spryciarza z Singapuru, który swój
paszport oparł na schemacie - paszport wyjątkowo egzotycznego kraju. Zaczął
od zdobycia... karty dań luksusowej restauracji malajskiej. Na czerpanym
papierze, ze złoceniami i znakami wodnymi. Z tak przygotowanym ''paszportem''
udało mu się dostać na obszar ówczesnej EWG. Tam, przemieszczając się przez
prawie nie istniejące granice, zdobywał pieczątki uwiarygodniające
jego ''papiery''. Miał jednak pecha, bo kiedy dotarł już do wymarzonej
Szwecji, los postawił na jego drodze urzędnika uczącego się języka
malajskiego... Kiedy o problem spytałem w Polskiej Straży Granicznej,
usłyszałem, że w Polsce taki numer by nie przeszedł. Już kontrole
przeprowadzane przez towarzystwa lotnicze są wystarczającą
przeszkodą.Tymczasem MSWiA skrupulatnie uzupełnia zbiór dokumentów podróżnych
z całego globu. Z wiadomych względów nie zdradzono mi jednak, czy wśród nich
znajduje się np. wzór paszportu niepodległej od 1994 roku Republiki
Palau...Tymczasem zdarza się jeszcze, że obywatele WNP próbują wjechać do
Polski na podstawie paszportu Związku Radzieckiego. Część z tych państw
bowiem ze względów ekonomicznych zmieniła dokumenty dodając jedynie pieczęć z
nową nazwa kraju. Lista paszportowców wzbogaciła się ostatnio o pewnego
Australijczyka, który ogłosił się królem swej posiadłości. Twierdzi, że
precedens prawny stanowi, iż jeśli rząd przez sześć lat nie wypowie wojny
secesjoniście, ma on pełne prawo do utrzymania suwerenności. Kto wie?
Za: W.Ł. (SM) POMOC / REDAKCJA / REKLAMA / KONTAKT / WSPÓŁPRACA