wilczycam
20.03.09, 11:22
Witam,
na początku mojego posta chcę podkreślić, że jestem zadowolona ze
żłobka, uważam, że dzieko się świetnie w nim rozwija i podziwiam
panie, które poświęcają 8 godzin dziennie gromadce dzieci (nie
mogłabym pracować w takim miejscu).
Wczoraj jednak zwątpiłam.
Zacznijmy od początku:
Syn przez pierwszych 7 miesięcy swojego życia w ogóle nie chorował,
później trafił do żłobka i zaczęło się: co miesiąc dwa do trzech
tygodni na zwolnieniu. Ostatnią chorobę przepędziliśmy bez
antybiotyku: bańkami i inhalacjami z mucosolvanu, berodualu i
pulmikortu. W poniedziałek poszedł do żłobka i był przeszczęśliwy.
Zapowiedziaam też paniom, ze ponieważ mały coraz lepiej znosi żłobek
bedę go odbierała teraz trochę później (czyli ok 15.30 a może od
września wróciłabym na cały etat do pracy, chcę małego powoli
przyzwyczajać do coraz późniejszego odbierania)
Kiedy wczoraj odbierałam synka pani powiedziała, że kaszlał tak, że
zwymiotował cały obiad. Ja z kolei wyczułam zapach domestosa na sali.
Po południu mały zachowywał się dziwnie, czasem pokasływał. Później
zwymiotował dwa razy kaszląc. W nocy oczywiście kaszlał jak szalony
ale już bez wymiotów. Rano dostał rozwolnienia (teraz już mu
przeszło).
Postawiliśmy mu bańki i daliśmy inhalacje.
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mały jest zatruty oparami domestosa.
Nie ma gorączki,nie ma kataru.
Co o tym sądzicie?