Gość: Michal
IP: *.bph.pl
07.09.06, 14:10
Witam,
Na początku opiszę w miarę obiektywnie sytuację :)
W ubiegłym roku miałem problemy z internetem i zadzwoniłem do pewnej dużej
firmy telekomunikacyjnej (o dziwo nie TPSA ;) ) i złożyłem reklamację.
Zadzwoniłem kolejny raz bo zależało mi na pewności, że po powrocie do domu
będę miał internet bo musiałem wykonać pewną pracę.. Jak się domyślacie nic z
tego nie wyszło. Zadzwoniłem znowu i znów otrzymałem zapewnienie, że za
godzinę wszystko będzie ok. Nie bylo to 'może', 'postaramy się' tylko 'na
pewno' :)
Po godzinie sytuacja się nie zmieniła, więc ponownie zadzwoniłem i poprosiłem
już naprawdę wkurzony z kimś z kierownictwa ponieważ chciałem zgłosić
reklamację na biuro obsługi klienta. Okazało się, że nikogo już z kierownictwa
nie ma i otrzymałem zapewnienie, że skontaktuje się ktoś ze mną dnia
następnego rano. Nikt nie zadzwonił. Ja już miałem dosyć dzwonienia i czekałem
cierpliwie na kontakt. Przestałem używać łącza od tego operatora i czekałem na
przyjęcie mojej reklamacji. Niestety. Po paru miesiącach przysłali mi
wypowiedzenie umowy. Nawet się ucieszyłem, że w końcu jakiś kontakt z ich
strony, tylko że policzyli mi pareset złoty za okres miedzy moją próbą
złożenia reklamacji a wypowiedzeniem umowy. Oczywiście nie zgadzam się z tymi
opłatami i napisałem im pisemko z opisem sytuacji - dokładnie takim jak
zamieściłem wyżej. Mimo wszystko nie uznali mi reklamacji, mówiąc mi że nie
złożyłem reklamacji w ubiegłym roku.
Grzecznie odwołałem się od tej decyzji, wyjaśniając że chciałem złożyć tą
reklamację jednak nikt się ze mną nie skontaktował z kierownictwa...
Jeszcze nie przyszła mi odpowiedz na odwołanie a dostałem dziś telefon od
firmy windykacyjnej.
Co w tej sytuacji zrobić? Czy mieli prawo przekazać moje dane do firmy
windykacyjnej przed zakończeniem postępowania reklamacyjnego?
Dodam jeszcze, że w umowie jest zapis, że reklamacje można zgłosić listownie
lub telefonicznie(!).