Świństwa

IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.05.03, 15:51
Boze, jak mnie draznia te "cudowne przepisy" z kostkami rosolowymi! Naprawde
wszyscy "ulepszacie" dania tymi swinstwami?!
    • Gość: Rafał Re: Świństwa IP: 213.77.24.* 29.05.03, 15:54
      kostkowym skrytożercom mówimy stanowcze NIE !!!
      :-)
    • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 15:54
      uzywam kostki wtedy, gdy potrzebny jest bulion do podlania potrawy no
      baklazanow zapiekanych. I tyle. jak daje sol to nie daje kostki, nie lubie
      slonych potraw. XChoc podobno te bazyliowo cos tam sa bardzo dobre., A znowu
      nie zamierzam gotowac rosolu tylko po to by miec bulion.
    • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 15:56
      Nie, od dłuższego czasu nie używam kostek rosołowych. Zamiast, tzn. jeśli nie
      mam gotowego bulionu własnej roboty, używam bulionu wegetariańskiego w proszku -
      składa się wyłącznie z suszonych warzyw z dodatkiem soli. No i tani jest jak
      barszcz :-)
    • Gość: mandarynka Re: Świństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.05.03, 16:04
      Kiedy potrzebny mi szklanka bulionu to gotuje w malym kubeczku wode z dodatkiem
      warzyw i tyle. Czasami jakis ochlapek miesa tam wrzucam. Gotuje sie
      blyskawicznie a chemii nie jem i juz.

      Kiedy widze mlode kobiety w marketach, jak zaapychaja wozki zupami w proszkach,
      sosami w proszkach, gotowymi daniami, rosolami w kostkach, to zal mi sie robi
      ich rodzin. W takich rodzinkach spozycie glutaminianu sody i innych pysznosci o
      rownie wdziecznych nazwach przekracza chyba norme 1000krotnie. Brrr...

      A co do kostek majerankowo-czosnkowych i innych Knorra to raz dalam sie
      namowic. Podstawowy smak to sol, nastepny ktory sie ujawnia to sol, kolejny -
      sol, pozniej cos co ma robic za czosnek i na tym koniec. Nie lepiej rozgniesc
      czosnek, dokruszyc majeranku, posolic, dodac oliwy i juz? Lepiej ale po co,
      prawda? Z glutaminianem lepsze
      • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 16:09
        Gość portalu: mandarynka napisał(a):

        > Kiedy potrzebny mi szklanka bulionu to gotuje w malym kubeczku wode z
        dodatkiem
        >
        > warzyw i tyle. Czasami jakis ochlapek miesa tam wrzucam. Gotuje sie
        > blyskawicznie a chemii nie jem i juz.
        >
        > Kiedy widze mlode kobiety w marketach, jak zaapychaja wozki zupami w
        proszkach,
        >
        > sosami w proszkach, gotowymi daniami, rosolami w kostkach, to zal mi sie robi
        > ich rodzin. W takich rodzinkach spozycie glutaminianu sody i innych pysznosci
        o
        >
        > rownie wdziecznych nazwach przekracza chyba norme 1000krotnie. Brrr...
        >
        > A co do kostek majerankowo-czosnkowych i innych Knorra to raz dalam sie
        > namowic. Podstawowy smak to sol, nastepny ktory sie ujawnia to sol, kolejny -
        > sol, pozniej cos co ma robic za czosnek i na tym koniec. Nie lepiej rozgniesc
        > czosnek, dokruszyc majeranku, posolic, dodac oliwy i juz? Lepiej ale po co,
        > prawda? Z glutaminianem lepsze

        Nie lubie soli! Ale moze te mlode kobiety nie potrafia gotowac albo zwyczajnie
        nie maja czasu???
      • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 16:11
        Gość portalu: mandarynka napisał(a):

        > Kiedy potrzebny mi szklanka bulionu to gotuje w malym kubeczku wode z
        dodatkiem
        >
        > warzyw i tyle. Czasami jakis ochlapek miesa tam wrzucam. Gotuje sie
        > blyskawicznie a chemii nie jem i juz.
        >
        > Kiedy widze mlode kobiety w marketach, jak zaapychaja wozki zupami w
        proszkach,
        >
        > sosami w proszkach, gotowymi daniami, rosolami w kostkach, to zal mi sie robi
        > ich rodzin. W takich rodzinkach spozycie glutaminianu sody i innych pysznosci
        o
        >
        > rownie wdziecznych nazwach przekracza chyba norme 1000krotnie. Brrr...
        >
        > A co do kostek majerankowo-czosnkowych i innych Knorra to raz dalam sie
        > namowic. Podstawowy smak to sol, nastepny ktory sie ujawnia to sol, kolejny -
        > sol, pozniej cos co ma robic za czosnek i na tym koniec. Nie lepiej rozgniesc
        > czosnek, dokruszyc majeranku, posolic, dodac oliwy i juz? Lepiej ale po co,
        > prawda? Z glutaminianem lepsze

        Mandarynko, moi koledzy i koleżanki z pracy prezentują na co dzień pełen
        przegląd jadalnych chemikaliów w kuchni - owsianka albo kasza manna instant na
        śniadanie, na drugie śniadanie gorący kubek albo chińska zupka. Hardcorowcy -
        puree w proszku - zalane wrzątkiem w ciągu minuty zamienia się w cuchnącą
        fabryką lekarstw breję. Obiad - pizza na wynos albo kolejny gorący kubek.
        Strach myśleć co jedzą na kolację ;-) To nie wynika z braku pieniędzy na
        jedzenia ani z chronicznego braku czasu tylko z .... no właśnie - z czego?
        Braku kubków smakowych? Braku wyobraźni?

        Pozdrawiam :-)
        • Gość: mandarynka Re: Świństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.05.03, 16:22
          No, ciesze sie ze sa ludzie ktorzy uwazaja, ze zarcie swinstw to nie wynik
          braku czasu. Ja tez pracuje, wieksza czesc dnia spedzam w firmie i jakos
          potrafie zorganizowac przygotowywanie jedzenia. Stad draznia mnie te
          westchnienia: "tobie to dobrze, zawsze te salatki o domowe sosiki. Ja to nie
          mam czasu. Daj sprobowac!". To rusz dupsko, wstan godzine wczesniej i zrob!
          Ech zdenerwowalam sie a wszystko przez ksiegowa:)
          • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 16:41
            Gość portalu: mandarynka napisał(a):

            > No, ciesze sie ze sa ludzie ktorzy uwazaja, ze zarcie swinstw to nie wynik
            > braku czasu.

            Oczywiście, że nie.
            Ostatnio co raz bardziej zwracam uwagę na to co jemy w domu, tzn. w miarę
            możliwości wykluczam jakąkolwiek chemię. Na szczęście powolutku coś zmienia się
            na rynku, np. te nieszczęsne kostki bulionowe można zastąpic bulionem
            wegetariańskim, o którym pisałam. Wszelkie vegety-śmety i podravki-niestrawki
            już dawno powędrowały do kosza, bo przy takim wyborze suszonych i świeżych
            ziółek i przypraw, aż grzech faszerować jedzenie glutaminianem sodu. Można też
            dostać dżemy, soki, których producenci nie wzbogacają produktami z
            laboratorium.

            Jeszcze raz pozdrawiam!
        • Gość: kinga Re: Świństwa IP: 149.156.28.* 30.05.03, 11:18
          hania_76 napisała:

          owsianka albo kasza manna instant na śniadanie


          To dla mnie totalny absurd bo przeciez owsiankę czy kaszę mannę robi sie w
          kilka minut, tak około 5, wiec to na pewno nie jest kwestia braku czasu
          tylko "amerykanizacji" życia. Po co się męczyć, gotować, mieszać itd itp kiedy
          można po prostu zalac wrzątkiem.

          zajadająca się chlebem własnej produkcji
          Kinga
        • Gość: ola Re: Świństwa IP: *.gdansk.sdi.tpnet.pl 06.06.03, 22:03
          nie gotuja nie z braku czasu tylko z lenistwa, kto chce smacznie zjesc to
          zawsze znajdzie czas na ugotowanie czegos tam.
    • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 16:19
      Haniu, moja koelzanka z Lodzi pracuje w wyadwnicwtei w ktorym nie ma kuchni,
      siedzi tam nieraz do 21, 22, wiec zjada po prostu pizze ew. chinskie zarcie na
      wynos. Wieczoremw domu juz jej sie nie chce gotowac i nic dziwnego. I ja to
      rozumiem. Ja pracuje w warszawie, ale mieszkam w krakowie wiec mam czas na
      gotowanie, ale moje kolezanki z pracy w warszawie, ktore siedza do 18 lub 19
      nieraz jedza w tzw barku w pracy - nota bene dosc donry ale jakich produktow
      uzywaja to tylko oni wiedza......
      • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 16:47
        Gość portalu: kaska napisał(a):

        > Haniu, moja koelzanka z Lodzi pracuje w wyadwnicwtei w ktorym nie ma kuchni,
        > siedzi tam nieraz do 21, 22, wiec zjada po prostu pizze ew. chinskie zarcie
        na
        > wynos. Wieczoremw domu juz jej sie nie chce gotowac i nic dziwnego. I ja to
        > rozumiem. Ja pracuje w warszawie, ale mieszkam w krakowie wiec mam czas na
        > gotowanie, ale moje kolezanki z pracy w warszawie, ktore siedza do 18 lub 19
        > nieraz jedza w tzw barku w pracy - nota bene dosc donry ale jakich produktow
        > uzywaja to tylko oni wiedza......

        Kasiu, ja pracuję od 9 rano co najmniej do 18, chociaż to jest najczęściej
        teoria. Mój ukochany tak samo. Śniadania jemy zawsze w domu. Drugie śniadanie -
        sok z marchewki + jakiś owoc albo jogurt, czy kefir. Na obiad zazwyczaj
        wychodzimy - mamy sprawdzone miejsca. Kolacja w domu - w tygodniu nic
        specjalnie wymyślnego, ale ile czasu zabiera np. ugotowanie szpinaku z mrożonki
        i zrobienie jajek sadzonych albo upieczenie piersi z kurczaka i zrobienie
        surówki? Tyle co obejrzenie Wiadomości. Zakupy robimy raz w tygodniu w
        sprawdzonych miejscach. Fakt - wszystko zabiera więcej czasu niż kupienie i
        zrobienie gorącego kubka, ale może warto?
    • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 16:29
      jedzenie to owszem, przyjemnosc. Ale wstawac o swicie zeby obiad byl???
      Pamietam, kiedys spotkalam sie - nie prywatnie - z taka pania Swiderkowna, ona
      pisze ksiazki, starsza pani, itd. Akurat byal pora obiadsy u podala mi: gotowy
      barszcz czerwony i gotowe pierzoki do tego. I juz! Tez da sie zjesc, a jej po
      prostus zkoda czasu na gotowanie. I mozna i to zrozumiec....chyba?
      • Gość: mandarynka Re: Świństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 29.05.03, 16:44
        Jasne ze mozna. Ale niech tacy ludzie nie bucza za kazdym razem jedzac zupke z
        kubka na drugie sniadanie i patrzac na moja salatke albo wiosenne kanapki. I
        niech do cholery nie zaltuja sie wszyscy "zeby tych pysznosci poprobowac"!
      • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 16:52
        Gość portalu: kaska napisał(a):

        > jedzenie to owszem, przyjemnosc. Ale wstawac o swicie zeby obiad byl???
        > Pamietam, kiedys spotkalam sie - nie prywatnie - z taka pania Swiderkowna,
        ona
        > pisze ksiazki, starsza pani, itd. Akurat byal pora obiadsy u podala mi:
        gotowy
        > barszcz czerwony i gotowe pierzoki do tego. I juz! Tez da sie zjesc, a jej po
        > prostus zkoda czasu na gotowanie. I mozna i to zrozumiec....chyba?

        Prof. Annę Świderkównę znam i bardzo cenię, ale czy muszę odżywiać się tak jak
        ona? ;-) U mnie w domu zawsze przykładało się wagę do dobrego jedzenia - nawet
        w siermiężnej komunie było smacznie, chociaż bez frykasów. Takie tradycje
        wynieśli z domów moi rodzice. Mój ukochany też jest przyzwyczajony do dobrego
        jedzenia i zwracania uwagi na to, co się je. Sam zresztą dobrze gotuje. Obojgu
        nie mieści nam się w głowie, że można zamiast normalnego sosu vinaigrette
        zrobić sos z fixa Knorra, albo zamiast zupy pomidorowej ze świeżych, pachnących
        pomidorów sezonie, wrzucać na kostkę bulionową przecier i dosmaczać vegetą.
        Jeśli ktoś tak lubi - proszę bardzo. Ale podobnie jak Mandarynkę, mnie też
        wkurzają komentarze pracowych knorrożerców a propos tego "że też tak mi się
        chce".
        Pozdrowionka :-)
        • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 17:10
          no wiec JA wole wszystko sama robic bo mnie gotowanie sprawia duza przyjemnosc,
          tylko po prostu rozumiem np moja mame ktora niekiedy zajada sie gotowcami bo po
          prostu nie ma czasu ani ochoty czy taka prof Swiderkowne. Pod warunkiem wlasnie
          ze nie bucza tylko wystarcza im to co jedza.
          Ja sama, jesli chodzi o tzw gotowce, kupuje gotowe pierogi w znajomej knajpie
          bo nie umiem i pewnie nie naucze sie robic;-)
        • Gość: meg Re: Świństwa IP: *.chello.fr 29.05.03, 17:36
          Ja tez sie staram kupowac i gotowac jak najwiecej produktow swiezych, z jak
          najmnejszym dodatkiem chemi.

          Niestety dobre produkty sa czesto 2 lub 3 razy drozsze :-(
          mieso, warzywa, owoce kupowane od 'malych' producentow, ktorzy nie produkuja
          dla ILOSCI ale dla JAKOSCI nie sa na kazda kieszen :-(
          i chyba dlatego jest tak wiele ludzi, ktorzy woleliby jesc zdrowo bez chemi,
          nawozow, niemodyfikowanych genetycznie, ale niestety nie jest ich na to stac;

          idziemy wiec do Auchan lub Carrefour, pchamy wozek wypelniony owocami,
          warzywami, miesem i nawet sie nie zastanawiamy jak one byly wyprodukowane; bo
          przeciez marchewka w Auchan i marchewka z ogrodka ma taki sam ksztalt i kolor
          ale napewno nie taki sam SMAK

          sposob odzywiania sie chyba bedzie jeszcze dlugo zalezal od stanu naszego
          portefela.....niestety :-(((((

          Pozd.
          :-)
          • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 17:54
            Gość portalu: meg napisał(a):

            > sposob odzywiania sie chyba bedzie jeszcze dlugo zalezal od stanu naszego
            > portefela.....niestety :-(((((
            >
            > Pozd.
            > :-)

            Oczywiście, że tak, ale ja akurat pisałam o kolegach i koleżankach z pracy,
            którzy na pewno nie kupują gorących kubków ponieważ nie mogą sobie pozwolić
            na "normalne" jedzenie. Ekonomicznego aspektu sprawy w ogóle nie poruszałam,
            ponieważ jest dla mnie bezdyskusyjny. Zastanawia mnie tylko co kieruje dość
            dobrze i dobrze zarabiającymi ludźmi, kiedy zjadają gotowe puree Knorra
            zapijając puszką pepsi czy innego sprite'a. Znam jeszcze lepszy przypadek:
            pewni państwo wybudowali i wykończyli dom. Zaprosili na kolację + "zwiedzanie"
            kilka osób, m.in. moich rodziców. Kiedy już skończyła się prezentacja sauny,
            barku, żywopłotu i kominka, wszyscy zasiedli w jadalni, pan domu zaczął
            rozlewać wymyślne aperitify a pani domu tryumfalnie wyniosła z kuchni siatki z
            pudełkami z KFC...

            Pozdrawiam :-)
            • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 17:59
              no tak Hania, te pudelka z KFC ---
            • Gość: meg Re: Świństwa IP: *.chello.fr 29.05.03, 18:21
              hania_76 napisała:



              Zastanawia mnie tylko co kieruje dość
              > dobrze i dobrze zarabiającymi ludźmi, kiedy zjadają gotowe puree Knorra
              > zapijając puszką pepsi czy innego sprite'a.

              to tak jak z samochodami: sa tacy dla ktorych najwazniejszy jest rozmiar
              silnika, marka ( najlepiej niemiecka :-)), szybkosc.....
              i sa tez tacy dla ktorych liczy sie konfort, bezpieczenstwo, airbag...ect

              jedni inwestuja w zdrowie i forme fizyczna, inni jeszcze tego nie zrozumieli
              albo tez nie widza zwiazku miedzy sposobem odzywiania sie a zdrowiem ....szkoda




              Znam jeszcze lepszy przypadek:
              > pewni państwo wybudowali i wykończyli dom. Zaprosili na kolację
              + "zwiedzanie"
              > kilka osób, m.in. moich rodziców. Kiedy już skończyła się prezentacja sauny,
              > barku, żywopłotu i kominka, wszyscy zasiedli w jadalni, pan domu zaczął
              > rozlewać wymyślne aperitify a pani domu tryumfalnie wyniosła z kuchni siatki
              z
              > pudełkami z KFC...


              ach ten wyglad, ta marka, jaki prestiz!!!.....to co jest wsrodku i szczegolnie
              jak zostalo prygotowane to juz sie nie liczy :-(

              jest tak czesto, w wielu dziedzinach zycia ,nie tylko w kuchni....niestety

              tu na forum kuchnia chyba juz wiele z nas zrozumialo wartosc zdrowego odzywiania
              i niestety jakis tam McDo nam juz nie imponuje :-DDDD

              kuchnia to SZTUKA i sama przyjemnosc

              Pozd.serdecznie
              :-)

              • Gość: vesna Re: Świństwa IP: *.torun.mm.pl 29.05.03, 19:20
                Hmm... co to komu przeszkadza, ze ktos sobie je paskudztwo w proszku? Lubie
                gotowac, lubie dobre jedzenie, ale czesto jem rozne sztuczne "pysznosci".
                Jestem studentka, ktora ma to szczescie (?) ze mieszka jeszcze z rodzicami i
                moze cieszyc sie domowymi obiadkam. Ale moj dzien to czesto kursowanie miedzy
                uczelnia, biblioteka a studenckim radiem i w ciagu tego dnia nie bardzo mam
                czas i okazje na zjedzenie czegos innego niz goracy kubek. Sniadanie w locie,
                obiad w formie szczatkowej i dopiero kolacja solidniejsza, za to pozno
                wieczorem ;)

                Po co sie oburzac na kogos kto jada zupy w proszku, jakby byl ohydnym i
                potepienia godnym smieciozerca. Moze lepiej mu wspolczuc? Nie znam nikogo
                (poza-o zgrozo - mlodszym bratem) kto by takie rzeczy lubil jesc. Skoro wiec
                je, to znaczy, ze okolicznosci - czas, pieniadze, warunki - go do tego
                zmuszaja. Nikogo nie krzywdzi, czemu ma zaslugiwac na pogarde? A taki jest ton
                tych postow, co mnie uderzylo.
                • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 19:24
                  Gość portalu: vesna napisał(a):

                  >
                  > Po co sie oburzac na kogos kto jada zupy w proszku, jakby byl ohydnym i
                  > potepienia godnym smieciozerca. Moze lepiej mu wspolczuc? Nie znam nikogo
                  > (poza-o zgrozo - mlodszym bratem) kto by takie rzeczy lubil jesc. Skoro wiec
                  > je, to znaczy, ze okolicznosci - czas, pieniadze, warunki - go do tego
                  > zmuszaja. Nikogo nie krzywdzi, czemu ma zaslugiwac na pogarde? A taki jest
                  ton
                  > tych postow, co mnie uderzylo.

                  Mysle, ze tu nie ma pogardy, tylko jakis brak zrozumienia...Po pierwsze
                  niektorzy nie maja czasu ( a jednak!), lub nie maja nawet gdzie gotowac. A po
                  drugie sa ludzie, dla ktorych nie jest najwazniejsze w zyciu ugotowanie
                  szczawiowej zmlodego szczawiu tylko np w tym samym czasie napisanie
                  czegos....jedzenie, gotowanie ..to sa same przyjemnosci, ale nie najwazniejsze.
                  No chyba zeby;-)
                • hania_76 Re: Świństwa 29.05.03, 20:03
                  Gość portalu: vesna napisał(a):

                  >
                  >
                  > Po co sie oburzac na kogos kto jada zupy w proszku, jakby byl ohydnym i
                  > potepienia godnym smieciozerca. Moze lepiej mu wspolczuc? Nie znam nikogo
                  > (poza-o zgrozo - mlodszym bratem) kto by takie rzeczy lubil jesc. Skoro wiec
                  > je, to znaczy, ze okolicznosci - czas, pieniadze, warunki - go do tego
                  > zmuszaja. Nikogo nie krzywdzi, czemu ma zaslugiwac na pogarde? A taki jest
                  ton
                  > tych postow, co mnie uderzylo.


                  Na pewno nie gardzę ludźmi jedzącymi zupki z proszku, tylko pewnych zachowań
                  nie rozumiem. Tak jak napisałam wcześniej - nie dyskutuję aspektu
                  ekonomicznego, tzn. ktoś je tak, jak pozwalają mu na to warunki finansowe, bo
                  takie tematy dyskusji nie podlegają i koniec. Natomiast (powtórzę jeszcze raz)
                  zastanawia mnie, że ludzie, którzy mogą sobie na pewną różnorodność menu
                  pozwolić, tego nie robią i jeszcze dziwią się, że komuś chce się wyszukiwać
                  zdrowe jedzenie i uważać na to co je. Ok, chcą wcinać owsiankę instant na
                  pierwsze śniadanie, zamiast poświęcić 30 sekund więcej na skrojenie banana
                  albo jabłka i zalanie tego jogurtem - super. Nie chce im się poświęcić 10
                  minut na zrobienie sałatki albo 15 na ugotowanie makaronu z własnoręcznie
                  zrobionym sosem i wolą np. danie Opycha albo chińską zupkę z proszku -
                  rewelacja. Tylko, kurczę, niech ja nie słyszę "Po co się tak męczysz z tym czy
                  z tamtym jak można kupić gotowe do odgrzania w mikrofali" albo "Ciągle mnie
                  żołądek boli - ciekawe od czego" albo "Znowu przytyłam/przytyłem. Przecież nic
                  nie jem". I nie masz racji mówiąc, że Ci ludzie nikogo nie krzywdzą. Rodzice
                  karmiący dzieci McDonalds'em na zmianę z Pizza Hut albo gotowymi daniami z
                  mikrofali, robią i sobie i dzieciom krzywdę.

                  Powtarzam, sama pracuję dużo i mogę narzekać na wiele rzeczy ale nie na
                  nadmiar wolnego czasu. Nie wygotowuję codziennie wyszukanych dań, ale po
                  prostu uważam na to co jem i pewne rzeczy, w tym właśnie zupki i dania w
                  proszku, różne fixy mixy, kostki bulionowe, chipsy, dania z mrożonki,
                  wykluczyłam z domowego menu. Mogę tylko powiedzieć, że czuję się i wyglądam
                  znacznie lepiej niż, kiedy zaczęłam pracować i zachłyśnięta nowym trybem życia
                  pojadałam właśnie różne wynalazki, które niemalże świeciły na talerzu.

                  Pozdrawiam wszystkie dyskutantki! :-)
                  • Gość: kaska Re: Świństwa IP: *.tele2.pl 29.05.03, 20:10
                    hania_76 napisała:

                    Mogę tylko powiedzieć, że czuję się i wyglądam
                    > znacznie lepiej niż, kiedy zaczęłam pracować i zachłyśnięta nowym trybem
                    życia
                    > pojadałam właśnie różne wynalazki, które niemalże świeciły na talerzu.
                    >
                    > Pozdrawiam wszystkie dyskutantki! :-)

                    Ja, pamietam, na pocztaku lat 90 uwielbialam Mac Donaldsa;-) Teraz patrzec nie
                    moge i tez wole wszystko sama robic choc bez przesady, w koncu makaron kupuje,
                    a nie robie go sama. Nie mieszkam tez na farmie by miec kozi ser i mleko czy
                    oscypek. Ale np wiem gdzie to kupic i tak tez robie;-) A robie tak dlatego, ze
                    mi to sprawia przyjemnosc - i tyle. A jak ktos woli kupic KFC i sprawia mu to
                    przyjemnosc - no to to najwazniejsze. I tyle.
                • Gość: meg Re: Świństwa IP: *.chello.fr 29.05.03, 21:12
                  Jesli Cie urazilam to bardzo przepraszam, ale to nie bylo moim celem :)
                  napewno nie patrze na Ciebie z pogarda dlatego ze jesz zarcie w torebce, to nie
                  sa moje kryteria oceny osoby ( na szczescie!!! ) :-))) Rozumiem ze nie masz
                  czasu a moze ochoty na przygotowywanie 'prawdziwego' jedzonka - sama tez tak
                  robilam :) nawet dzisiaj gdy jestem sama i mam malo czasu zdarza mi sie zjesc
                  jakiegos tam 'mrozonca'; nie powiem nie przepadam ;-)


                  moze to jest tez kwestia wieku: 20lat - hamburgery, pizza, itp... smakuje,
                  10 lat pozniej trudno sie tym zadowolic bez bycia zmuszonym (brak czasu ) :-))

                  dzisiaj wole pichcic dobry obiadek ( przepisy forum kuchnia!!) dla mojej
                  rodzinki ( ach te zapachy z kuchni ) albo isc do dobrej restauracji niz jesc
                  mrozona pizze :) ale od czasu do czasu ide z dziecmi do McDo i zjem tez
                  jakiegos humburgera :( nie powiem bez szczegolnej przyjemnosci ( ah te
                  dzieci!!! ) :-)))


                  Pozd. serdecznie
    • Gość: sz i vegeta .. IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 29.05.03, 17:49
      ale to tylko kobiety potrafią tak ..
      naprawdę
    • Gość: Magda Re: Świństwa IP: *.SNVACAID.covad.net 29.05.03, 19:08
      A co myslicie o kostkach z bulionem grzybowym? Jedyny w kostce jakiego uzywam,
      ale tylko z tej prostej przyczyny, ze tu gdzie mieszkam nie ma generalnie
      pachnacych, lesnych grzybow/wszystko oprocz pieczarek jest uwazane za
      niejadalne..../. Nie mam wiec wyjscia, jak chce miec namiastke sosu grzybowego!

      A co do gotowych jedzen ze sklepu- po prostu ten temat dziala na mnie jak
      plachta na byka- zawsze sie smieje, ze ja, Polka i moja sasiadka Wietnamka,
      jestesmy jedynymi osobami na naszej ulicy, ktore gotuja normalne obiady.
      Smutna jest przyszlosc tych wszystkich dzieci, ktore zyja na hotdogach i pizzy.
      • Gość: mandarynka Do Magdy IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.06.03, 12:13
        Ja mam to szczescie i mieszkam wsrod "zagrzybionych" lasów. Zupe grzybowa
        ubostwiam ale mam z czego ja robic. Polataj po lasach tam, gdzie mieszkasz. Na
        pewno znajdziesz poczciwe maślaki, podgrzybki czy borowiki. Moj znajomy bedac w
        Australii odkryl, ze za niejadalne uchodza tam rydze, a rosnie ich tam cale
        mnostwo!:) Czestowal wszystkich znajomych tubylcow a oni sie bali otrucia;)
        A jesli nic nie znajdziesz tp daj znac, jesli znajde jeszcze jakas puszke
        suszonych podgrzybkow to z checia ci wysle;))
    • Gość: Annette Re: Świństwa IP: *.de.ibm.com 30.05.03, 09:09
      Myślę, że ludzie, którzy jedzą różne "sztuczności" mają po prostu nieco inną
      hierachię wartości i podporządkowani sojego życia dbałości o zdrowie nie jest u
      nich na pierwszym miejscu. I mają do tego prawo, bo to ich zdrowie i ich
      prywatna sprawa. Po za tym trzeba sobie zdać sprawę, że nie wszyscy
      uważają "zupki z kubka" i inne tego typu rzeczy za śmiertelnie trujące. Wielu
      ludzi uważa, że skoro to leży na półce w sklepie spożywczym, to jest to do
      jedzenia.
      Ja osobiście nie wiem, jak to jest. Nie przepadam za tymi "jadalnymi
      przetworami odpadów z produkcji ropy naftowej", nie mam zaufania do ich
      nieszkodliwości, ale też nie patrzę na ludzi jadających takie rzeczy jak na
      nieszczęśników, którzy się zabijają i w swojej bezgranicznej głupocie nawet o
      tym nie wiedzą. W ogóle nie patrzę ludziom do koszyka, bo to nie moja sprawa.
      Bo kim ja niby jestem, żeby mówić ludziom co mają jeść?
      Pozdrawiam!
      A.
      • Gość: Maria Re: Świństwa IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.05.03, 12:10
        Miła Mandarynko piszesz, że nie używasz tych wszystkich "świństw" w postaci
        kostek bulionowych. Robisz sobie sama bulion w maleńkim kubeczku, dodając do
        wody warzywka i kawałek ochłapka.
        A czy zdajesz sobie sprawę, że te warzywka aby były dorodne takie jak lubisz
        są uprawiane na sztucznych nawozach, żeby ich robactwo nie zjadło i nie zgniły
        z powodu przeróżnych grzybów są opryskiwane chemią? A czy zdajesz sobie
        sprawę, ze ten ochłapek dodany do warzyw z wołu, wieprzowiny czy drobiu ma w
        sobie jakieś tam ilości hormonów i antybiotyków? To są naprawdę wielkie
        świństwa i my je wszystkie jemy, nie mówiąc już o wielkich ilościach wypijanej
        coca-coli czy pepsi. Czytałam na forum "zdrowie", że niektórzy forumowicze
        piją coca-colę jako lekarstwo na dolegliwości żołądkowe.
        Więc jak to jest z tymi "świństwami"?
        Z gorącymi pozdrowieniami - Maria
        • Gość: Magda Re: Świństwa IP: *.SNVACAID.covad.net 30.05.03, 18:02
          Gość portalu: Maria napisał(a):

          > Miła Mandarynko piszesz, że nie używasz tych wszystkich "świństw" w postaci
          > kostek bulionowych. Robisz sobie sama bulion w maleńkim kubeczku, dodając do
          > wody warzywka i kawałek ochłapka.
          > A czy zdajesz sobie sprawę, że te warzywka aby były dorodne takie jak lubisz
          > są uprawiane na sztucznych nawozach, żeby ich robactwo nie zjadło i nie
          zgniły
          > z powodu przeróżnych grzybów są opryskiwane chemią? A czy zdajesz sobie
          > sprawę, ze ten ochłapek dodany do warzyw z wołu, wieprzowiny czy drobiu ma w
          > sobie jakieś tam ilości hormonów i antybiotyków? To są naprawdę wielkie
          > świństwa i my je wszystkie jemy, nie mówiąc już o wielkich ilościach
          wypijanej
          > coca-coli czy pepsi. Czytałam na forum "zdrowie", że niektórzy forumowicze
          > piją coca-colę jako lekarstwo na dolegliwości żołądkowe.
          > Więc jak to jest z tymi "świństwami"?
          > Z gorącymi pozdrowieniami - Maria

          Tak, sama sie o tym przekonalam - pediatra mojego dziecka zalecil mi dawanie
          7UP na bole brzucha dla 2-latka...Ale to sie oczywiscie zdarzylo w Ameryce.
          • Gość: lola Re: Świństwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.03, 20:01
            Gość portalu: Magda napisał(a):

            > Gość portalu: Maria napisał(a):
            >
            > > Miła Mandarynko piszesz, że nie używasz tych wszystkich "świństw" w postac
            > i
            > > kostek bulionowych. Robisz sobie sama bulion w maleńkim kubeczku, dodając
            > do
            > > wody warzywka i kawałek ochłapka.
            > > A czy zdajesz sobie sprawę, że te warzywka aby były dorodne takie jak lubi
            > sz
            > > są uprawiane na sztucznych nawozach, żeby ich robactwo nie zjadło i nie
            > zgniły
            > > z powodu przeróżnych grzybów są opryskiwane chemią? A czy zdajesz sobie
            > > sprawę, ze ten ochłapek dodany do warzyw z wołu, wieprzowiny czy drobiu ma
            > w
            > > sobie jakieś tam ilości hormonów i antybiotyków? To są naprawdę wielkie
            > > świństwa i my je wszystkie jemy, nie mówiąc już o wielkich ilościach
            > wypijanej
            > > coca-coli czy pepsi. Czytałam na forum "zdrowie", że niektórzy forumowicze
            > > piją coca-colę jako lekarstwo na dolegliwości żołądkowe.
            > > Więc jak to jest z tymi "świństwami"?
            > > Z gorącymi pozdrowieniami - Maria
            >
            > Tak, sama sie o tym przekonalam - pediatra mojego dziecka zalecil mi dawanie
            > 7UP na bole brzucha dla 2-latka...Ale to sie oczywiscie zdarzylo w Ameryce.
            Wyobraz sobie ze nawet w tak zacofanym kraju jak Polska lekarze zalecaja to
            samo
        • Gość: mandarynka Re: Świństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.06.03, 11:57
          Mario droga, oczywiscie ze zdaje sobie z tego sprawe. Mysle jednak, ze nawoz
          jako dodatek do marchewki szkodzi mi mniej niz swinstewko w kostce, ktore jest
          swinstwem samym w sobie, bez najmniejszego dodatku czegos wartosciowego. No i
          kwestia podstawowa - smak! Nie da sie niestety uniknac chemii w jedzeniu, mozna
          go jednak znacznie ograniczyc.
          Poza tym, ak pisalam, najbardziej wkurzaja mnie nie ci, co zra te paskudztwa
          tylko ci ktorzy zra i dziwia sie mi ze gotuje sama, albo wyjadaja mi moje
          sniadanie!
        • Gość: lola Re: Świństwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.07.03, 20:00
          Gość portalu: Maria napisał(a):

          > Miła Mandarynko piszesz, że nie używasz tych wszystkich "świństw" w postaci
          > kostek bulionowych. Robisz sobie sama bulion w maleńkim kubeczku, dodając do
          > wody warzywka i kawałek ochłapka.
          > A czy zdajesz sobie sprawę, że te warzywka aby były dorodne takie jak lubisz
          > są uprawiane na sztucznych nawozach, żeby ich robactwo nie zjadło i nie
          zgniły
          > z powodu przeróżnych grzybów są opryskiwane chemią? A czy zdajesz sobie
          > sprawę, ze ten ochłapek dodany do warzyw z wołu, wieprzowiny czy drobiu ma w
          > sobie jakieś tam ilości hormonów i antybiotyków? To są naprawdę wielkie
          > świństwa i my je wszystkie jemy, nie mówiąc już o wielkich ilościach
          wypijanej
          > coca-coli czy pepsi. Czytałam na forum "zdrowie", że niektórzy forumowicze
          > piją coca-colę jako lekarstwo na dolegliwości żołądkowe.
          > Więc jak to jest z tymi "świństwami"?
          > Z gorącymi pozdrowieniami - Maria


          Nie chodzi tu o wyeliminowanie wszystkich swiństw, jakimi pasą nas producenci,
          bo to oznaczałoby smierc głodowa,ale przynajmniej o zastapienie gorszego
          lepszym lub eliminacja pewnych produktów.Mozna gotowac bez tych kostek, mozna
          zamiast vegety uzywac zdrowych ziól, mozna przezyc bez fast foodów. Trzeba
          tylko chciec.Oczywiscie - skazone warzywa, mieso- tego nie wyeliminujemy, ale
          czy naprawde w imie wygodnictwa nie mozna obejsc sie bez tych wszystkich
          ulepszaczy chemicznych?Mysle ze po prostu ludzie nie zastanawiaja sie nad tym,
          jest w sklepie to kupuje i juz, niska jest społeczna swiadomosc. Nie dziwi ze
          coraz wiecej zgonów powoduje rak, ma całe rzesze potencjalnych "zywicieli".
          To ze wszyscy kupuja i jedza to czy tamto to zaden argument- świadomie
          rezygnuje z zakupu chipsów(dziecko dostaje tylko w prezencie od kogos,
          niestety),proszków, słodzonych napojów, hochllandów, itd, zawsze czytam
          etykiety. Jednoczesnie pracuje, wychowuje dziecko i jakos sie wyrabiam.
          co do coli, to rzeczywiscie pomaga na niestrawnosc, ale przeciez nikt nie
          twierdzi ze pare łyków raz na jakis czas zaszkodzi, chodzi o umiar.
    • Gość: bef Re: Świństwa IP: *.chello.pl 30.05.03, 12:20
      Gość portalu: mandarynka napisał(a):

      > Boze, jak mnie draznia te "cudowne przepisy" z kostkami rosolowymi! Naprawde
      > wszyscy "ulepszacie" dania tymi swinstwami?!

      Nie dziwię się Twojej złości, ale jak we wszystkim potrzebny jest dystans. W
      końcu żyjemy wśród chemii. Kupujesz warzywko i nie masz żadnej kontroli nad
      tym, co w nim jest. Będzie miało w sobie to, co znane naturze od wieków tylko
      wtedy, gdy wyrośnie Ci na własnych Twoich hektarach, i to nawożonych kompostem
      z ekologicznych produktów lub jakimiś osadami torfowymi. Kury już dawno nie
      chodzą po trawce, świnki nie biegają na obrzeżach lasu, a krowy pasą sie na
      nawożonych chemicznie łąkach. Nic na to nie poradzimy, jeśli nie chcemy sami
      dla siebie hodować jedzonka :))))
      Sztuczne dodatki? No tak, pełno ich w półprodukach (mówiąc żartem: w każdym
      jest woda, nie dość, że substancja chemiczna, to jeszcze rozpuszczalnik). Mnie
      osobiście przeszkadza na ogół dodatek soli (chemia, czyż nie?) i cukru. Z tego
      powodu kupuję bardzo mało słodzonych jogurtów (używam dla dzieci jako przyprawy
      do jogurtu naturalnego), żadnych gotowych ciast (swoje słodzę ~1/2)itd. I
      właściwie oprócz sosów Łowicza niewiele "gotowizny" (na pewno nie gotowe dania).

      Ale faktycznie najbardziej na cenzurowanym są 3 rzeczy: glutaminian sodu
      (-->kumuluje się w człowieku i powoduje choroby oczu), utwardzane tłuszcze
      roślinne
      (-->miażdżyca) i żelatyna (to jest dopiero świństwo, do tego CJv). W pierwszej
      sprawie jednak nieortodoksyjnie, bo w warunkach turystycznych czasem idą zupki
      w proszku, a w domowych – kostka lub jarzynka czasem bardzo jest pomocna (nie
      mówiąc o sosie sojowym).

      Ponieważ unikam soli (-->nadciśnienie, he he; przez kilka lat mieliśmy w
      rodzinie osobe na diecie bezsolnej i wszyscy jedliśmy bez soli, a sól
      występująca naturalnie w chlebie, mięsie, mleku itp. jest w dostatecznych dla
      ludzi ilościach) mam swoje sposoby na doprawianie także bez glutaminianu sodu.
      Najważniejsze są: włoszczyzna suszona (mielę sobie w młynku i mam miałki
      proszek), kminek (też zmielony, wtedy nikt nie kręci nosem), oregano, czosnek,
      majeranek no i oczywiście lubczyk, który szczerze polecam jako źródło smaczku
      rosołkowego (warto postarać się o lubczyk korzeniowy). Włoszczyznę, kminek i
      lubczyk (a także 5 smaków lub mielone ziele angielskie) dodaję właściwie do
      każdej zupy jarzynowej i mięsa (chyba, że z owocami), dokomponowując resztę
      przypraw.

      Trochę się rozpisałam, więc powstrzymam się przed dalszymi rozważaniami.
      Ogólnie wszak zdrowie lub chorobę zapewniamy sobie na talerzu, fakt. I też nie
      moge pojąć, dlaczego tak wielu rodziców wpycha swoje dzieci w kulture chipsów i
      macdonalda.
      Pozdrowienia dla wszystkich tępicieli świństw! :))
      • Gość: kaska Re: Świństwa - cola IP: *.tele2.pl 30.05.03, 12:46
        a propos coca coli: kupuje niekiedy taka bez cukru bo nie slodze i odczuwam
        brak cukru. No i NIGDY juz nie kupue! Wypijam ostatni lyk i co...? Ohydne,
        wstetne male glisty - robaki na dnie;-(
    • the_ladybird Re: Świństwa 30.05.03, 13:24
      Widzę, że dyskusja wrze :)
      To i ja wtrącę swoje trzy grosze. Kostki, wegety etc. to jest dla mnie po
      prostu to, co nazywam żywnością wysoko przetworzoną i czego bez absolutnej
      konieczności nie używam. Myślę, że większość z tych, którzy lubią gotować dla
      siebie po pewnym czasie dochodzi do tego, że takich wspomagaczy po prostu w
      codziennym życiu nie potrzebuje. Na początku używałam - i kostek i wegety i
      innych takich wynalazków, później okazało się, że zużywam tego coraz mniej.
      Teraz nie używam wcale. I nie był to proces świadomy.

      Wydaje mi się, że przynajmniej w naszym kraju, nie ma wyrobionej kultury
      jedzenia. Ludzie, którzy mnie nie znają często patrzą dziwnie, gdy mówię, że
      lubię jeść. A dla mnie smak to po prostu taki sam zmysł, jak dotyk, słuch i
      wzrok. Dlaczego nie wolno smakować a wolno zachwycać się muzyką czy obrazem?
      Cieszę się więc, gdy czytam tu, że ktoś potrafi pojechać na drugi koniec miasta
      tylko po to, żeby kupić dobry chleb :)
      Wstyd jesz zachwycać się jedzeniem, bo powiedzą, że żyjesz po to, żeby jeść?
      Często odnoszę takie wrażenie :( A mówią to najczęściej ci od owsianek
      instant :)

      A wiecie co mnie zastanawia?
      Stawianie znaku równości pomiędzy solą i cukrem.
      No bo przecież cukier, jako cukier pojawił się na naszych stołach gdzieś w
      połowie osiemnastego wieku. A sól była zawsze. I to bardzo bardzo droga kiedyś.
      Tak, wiem, to była całkiem inna sól, nie ten biały proszek, który można kupić w
      sklepie. Co do tego, że sól jest potrzebna nie mam wątpliwości, pytanie tylko,
      ile jej potrzebujemy. Poza tym, sól morska na przykład, jest jednym z bardzo
      nielicznych (poza czosnkiem) źródeł selenu.
      Ale cukier? Czy jest potrzebny w ogóle? Chyba nie. Ja w każdym razie jakoś bez
      niego żyję.
      I całkiem nieźle się mam ;)
      • Gość: bef Re: Świństwa IP: *.chello.pl 30.05.03, 17:41
        Nie wiem nic o znaku równości między solą a cukrem. Oczywiście racja, że cukier
        jest stosowany od niedawna (miód był wcześniej, ale na pewno nie w takim
        zakresie jak teraz cukier). Sól jest potrzebna (zwierzeta chadzaja do tych
        lizawek jak mają za mało). Tyle, że ludzie używają jej więcej, niż wynika to z
        potrzeb zdrowotnych. Liczbowo: podobno jemy przeciętnie 10-15 gram soli, a
        potrzebujemy 5 gram. Praktycznie poważniejsze ograniczenia są potrzebne, jeśli
        ktoś ma nadciśnienie (co czwarty dorosły? co piąty?), chorobę nerek czy coś tam
        jeszcze niemiłego, a zarazem sodozaleznego . Wtedy pozostali domownicy mogą bez
        szkody jeść niesolone zupy i mięsa do towarzystwa. Tak było w mojej rodzinie i
        do dziś nie solę niektórych rzeczy (mięsa, ryb - przyprawiam to ziółkami na
        ostro, ale solę większość surówek i zupy). Te liczby, które wypisałam, są z
        książki Wartości odżywcze z 1998r i są orientacyjne w tym sensie, że ważniejsze
        od minimalizowania spożycia sodu jest maksymalizowanie spożycia potasu, który
        korzystnie podmienia sód w organizmie. W Wielkich tabelach z 1999r dwojga prof
        jest nawet dla odmiany, że człowiek potrzebuje 550mg sodu, co w przeliczeniu na
        sól daje jakieś 1,5 grama (ale owi prof prof gdzie indziej piszą, że w
        nadciśnieniu dieta "bezwzględnie uboga w sód" to 1 g soli, "uboga" to 3 g soli,
        zaś "względnie uboga" - 6 g soli, więc trochę się plączą).
        A z cukrem gorzej i bez niego trudniej (nie jesz ciast? lodów? dżemu i miodu?
        naleśników z serem albo zupy owocowej? Ja w tych i jeszcze innych rzeczach
        jadam-daje innym cukier, jedynie staram się, by było go możliwie mało, a
        smaczność miała swoje źródło nie tylko w słodkości). Cukier kończy w naszych
        organizmach tak, jak inne węglowodany (pomijając prawie niestrawną celulozę)-
        jako glukoza, wyciskając z naszych trzustek insulinę. Jeśli tępimy cukier,
        powinniśmy też z podejrzliwością patrzeć na mąkę (co prawda, jeśli glukoza
        pochodzi z rozkładu skrobii, to jest przyswojona później, bo to trochę trwa).

        Tak więc sól i cukier łączą się mi tylko w tym sensie, że razem należą do
        kategorii "używać mało".

        PS Ale ciasto właśnie upiekłam (1 szkl cukru, 2,5 szkl mąki+ troche otrąb), nie
        zjem go jednak sama.
    • moboj Re: Świństwa 30.05.03, 19:11
      wiedzę, że dyskusja się toczy... przyglądałam się jej do tej pory, bo, szczerze
      mówiąc, autorka wątku napisała w ten sposób swoje posty, że ludzie od kostek
      rosołowych nic tylko won do Canossy.
      sama uzywam kostek rosołowych knorra (tych z lubczykiem - pycha) do zup i
      innych potraw, czasem, kiedy naprawdę nie mam czasu zjadam na obiad zupkę z
      torebki. do zup kupuję warzywa Hortexu (własnie nie wiem, co tu ludzie mają do
      mrozonek - mrożenie mniej szkodzi niz gotowanie), teraz, kiedy jest sezon
      codziennie zjadam michę sałatki z róznych warzywek.
      wydaje mi się, że tu ludzie troche przesadzają, bo chemia jest wszędzie: w
      chlebie, w warzywach, w potrawach z knajp itp. a wy tu chrzanicie o jakis
      priorytetach, że jak ktos je kostki to nie dba o zdrowie... bzdura. uzywam
      kostek rosołowych, ale poza tym jem zdrowo, biegam, jeżdżę na rowerze, gram w
      kosza, chodze na długie spacery.
      a co do 7up na ból brzucha: nic w tym nienormalnego. na wymioty proponuje sie
      jedzenie słonych paluszków, bo sól zatrzymuje wodę w organizmie (no chyba, że
      jakaś mamusia woli swojemu dziecku fundować kroplówki) i trochę coli do picia,
      żeby pobudzić minimalnie organizm i dostarczyc elektrolitów. takie sposoby
      stosuje bardzo wielu lekarzy i nie ma co wydziwiać, że to Ameryka.
      • Gość: Senin Re: Świństwa IP: *.prem.tmns.net.au 31.05.03, 00:17
        "Boze, jak mnie draznia te "cudowne przepisy" z kostkami rosolowymi! Naprawde
        wszyscy "ulepszacie" dania tymi swinstwami?!"

        No wlasnie. Mnie tam ani ziebi ani grzeje fakt, ze inni napychaja
        sie "pysznosciami z supermarketu" (choc sama unikam tego - z roznych powodow)
        Zgadzam sie jednak co do jednego: Podawanie przepisow typu:"do tego sosik
        grzybowy knorra" z zachwytem w glosie i w tonie:"patrzcie jaka to ze mnie
        wspaniala kucharka" towg mnie duze przegiecie.

        A namnozylo sie tu na forum tego typu przepisow, oj namnozylo!!

        Ale... , co tam komu pasuje, wyglada na to , ze spora rzesza czytelnizek/kow
        leci natychmiast owe wspaniale przepisy wyprobowywac... i niech im tam bedzie.

        Swoja droga ja sama uzywam czasami "doprawiaczy", i nie mam zamiaru byc
        upierdliwie ortodoksyjna w tej dziedzinie, ale unikam polfabrykatow, mrozonych
        warzyw (choc przecie walory posiadaja, ale smak , nitety nie ten sam)smakowych
        substytutow ( nie gardzac jednak dobra pasta curry i sosem sojowym - czy ten
        tez cos "zawiera?")

        Co do: "zyc aby jesc" Taka sama filozofia jak kazda inna, moze tylko troche
        mniej "napuszona" od uszlachetnionego: "jesc, aby zyc". To jednak zrozumialam
        dopiero po wyjezdzie z Polski. Teraz "jedzenie i czerpanie z tego niezmiernej
        przyjemnosci jest wazna czescia mojego zycia"

        ot, pare takich sobie uwag...

        Pozdrawiam

        Senin
      • Gość: mandarynka Re: Świństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 02.06.03, 12:05
        Tez slyszalam o wyzszosci warzyw mrozonych nad gotowanymi. Zastanaiwam sie
        tylko ile w tym prawdy. Bo jak to, te mrozone sie je nie gotujac?? Mrozenie
        troche tych dobroci warzywnych zabija, gotowanie tez. Wiec chyba lepiej
        zastosowac tylko jeden rodzaj zabijania, wiecej sie ocali, prawda? Poza tym
        mrozonki maja jakis taki dziwny zapach... taki lodówkowy. A swieze nie:)
        • sabba Re: Świństwa 06.06.03, 22:18
          A ja wlasnie czytalam ze wrecz przeciwnie, precz z
          mrozonkami...choc moze te nowowczesne technologie
          pozwalaja tak mrozic wszytsko ze wartosci odzywcze i
          samokwe nie traca na jakosci....
          Zamiast gotowac wszytko w wodzie mozna to na parze:)))
          Dobry, smaczny, zdrowy sposob. Nawet mieso smakuje pysznie:))
          Pozdrawiam
          • Gość: bef Re: Świństwa IP: *.chello.pl 09.06.03, 08:25
            Widzę, że w sprawie mrożonek panuje zamęt...

            Pozwolę sobie wypowiedziec się na ten temat.
            Są różne mrożonki: gotowe dania, półprodukty warzywne typu szpinak, rybki (i
            tp - mięsa, muszle...), jarzyny i owoce. Podzielam niechęć Senin (?) co do dań.
            Nie kupuję pierożków z nadzieniem (najwyżej kluski np śląskie), i innych
            gotowych dań, bo nie mam krzty zaufania do tego, co w środku. Szpinak - nie
            przyprawiony. Ale z "czystych" owoców i warzyw czerpię pełną garścią.
            Oczywiście, że walory odżywcze mrożonek są mniejsze, niż świeżych warzywek i
            używam świeżych, ile wlezie. Ale mrożonki ułatwiają zycie, bo pozwalają mieć
            warzywko także wtedy, gdy nie ma czasu na kupienie, czyszczenie, krojenie albo
            nie sezon. W tym ostatnim przypadku lepiej użyć mrożonki, niż jakiegoś
            sztuczydła mocno pędzonego i do tego drogiego, bo mrożonki robi się z
            najtańszych, czyli sezonowych warzyw. Mrozone warzywa gotuje się znacznie
            krócej, być może ma to wpływ na ogólne straty witamin.
            Koniec końców używanie mrożonych warzyw i owoców pozwala na to, by jeść
            bardziej roślinnie i lekko (no i koktail truskawkowy w środku zimy...)
            :)))
            • senin Re: Świństwa 09.06.03, 08:38
              Gość portalu: bef napisał(a):

              Ale mrożonki ułatwiają zycie, bo pozwalają mieć
              > warzywko także wtedy, gdy nie ma czasu na kupienie, czyszczenie, krojenie
              albo
              > nie sezon. W tym ostatnim przypadku lepiej użyć mrożonki, niż jakiegoś
              > sztuczydła mocno pędzonego i do tego drogiego, bo mrożonki robi się z
              > najtańszych, czyli sezonowych warzyw. Mrozone warzywa gotuje się znacznie
              > krócej, być może ma to wpływ na ogólne straty witamin.
              > Koniec końców używanie mrożonych warzyw i owoców pozwala na to, by jeść
              > bardziej roślinnie i lekko (no i koktail truskawkowy w środku zimy...)
              > :)))

              Rozsadnie i z sensem!!
              Ja w Australi mieszkam, i u nas zawsze sezon ;). Ale co do cen to masz racje
              rozbiezmosci miedzy tymi w sezonie i tymi po moga byc 1:5. Tez mam jakas
              dyzurna fasolke z zamrazarce. No moze nie szpinak, bo lisciaste "sie nie
              przechowuja" ale poz tym - swieta racja - nie dajmy sie zwariowac!

              Senin (kobitka, a jakze)
              • Gość: bef Re: Świństwa IP: *.chello.pl 09.06.03, 19:42
                Senin - Kobitka, pewnie.!

                Po prostu (wybacz) nie chciało mi się sprawdzać, czy to Ty o tym pisałaś, a
                czytałam to jakis czas temu.

                Pozdrawiam :))

                Aha, idzie nowe:
                newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6577
                Czeka nas (kulinarnie) ciekawe zycie...
                • hania_76 Re: Świństwa 09.06.03, 20:09
                  Gość portalu: bef napisał(a):


                  >
                  > Aha, idzie nowe:
                  > newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6577
                  > Czeka nas (kulinarnie) ciekawe zycie...

                  Ja nie chcę.... :-(
                  Bleee...
            • momi Re: Świństwa 09.06.03, 22:05
              Gość portalu: bef napisał(a):

              > Widzę, że w sprawie mrożonek panuje zamęt...
              >
              > > Oczywiście, że walory odżywcze mrożonek są mniejsze, niż świeżych warzywek
              i
              > używam świeżych, ile wlezie.

              Ale warto pamiętać ,że niektóre warzywa na mrozeniu zyskują .Mrozy (i
              zamrażarki:) służą brokułom i brukselce. Ta druga zyskuje na wartościach
              odżywczych i smaku po pierwszych przymrozkach więc i chłodziarki jej
              niestraszne.
    • hania_76 Nowe świństwo ;-) 08.06.03, 20:48
      Dzisiaj widziałam reklamę, UWAGA UWAGA!!, kaszy gryczanej z sosem gulaszowym z
      serii "Danie w 5 minut" firmy Winary. Przy najbliższej wizycie w sklepie
      przestudiuję sobie tablicę Mendelejewa na opakowaniu.
      • Gość: mandarynka Re: Nowe świństwo ;-) IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 09.06.03, 13:14
        bedziemy sledzic rynek w poszukiwaniu nowych swinstw aby nawzajem sie przed
        nimi ostrzegac?:) ciekawa perspektywa:))
        • hania_76 Re: Nowe świństwo ;-) 09.06.03, 14:29
          Ech, Mandarynko, życia by nie wystarczyło na wyśledzenie tych wynalazków ;-)
          Wczoraj tylko ta reklama mnie wprawiła w osłupienie. Moja mama i babcia
          gotowały kaszę gryczaną a później pół dnia trzymały garnek z nią owinięty w coś
          ciepłego, żeby ta kasza była sypka, ale nie sucha. A tu proszę - 5 minut i
          jeszcze od razu z sosem!
    • momi Re: Świństwa 09.06.03, 22:14
      Przeczytałam wątek i z niektórymi wypowiedziami się zgadzam ,ale nie popadajmy
      w obłęd. Pozwoliłam sobie już napisać tu o mrożonkach.Niektóre warzywa zyskują
      i na smaku i na wartościach odżywczych będąc mrożone(brukselka i brokuły na
      pewno). Ja sama nie używam zup i sosów w proszku,ale zupę pomidorową z
      przecieru robię czasem. Tak samo mam AWARYJNIE sos w słoiku Dolmio do makaronu.
      Mniejsze zło:)Ale zgadzam się z Wami,że ludzie coraz mniej doceniają naturalne
      smaki jedzac zupełnie syntetycznie utworzony produkt np Rama Creme Bonjour czy
      nafaszerowane chemią i "aromatami identycznymi z naturalnym" reklamowane
      jogurty. Brr...
      • Gość: mandarynka Re: Świństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.06.03, 09:11
        A zupe pomidorowa to zawsze sobie z przecieru bo inna mi nie smakuje. Tylko ze
        wczesniej sama przecier robie;)
    • the_ladybird Re: Świństwa 10.06.03, 09:09
      Gość portalu: bef napisał(a):
      >
      > Aha, idzie nowe:
      > newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=6577
      > Czeka nas (kulinarnie) ciekawe zycie...

      łojezu :( :(
      • Gość: kluba1 Re: Świństwa IP: *.we.client2.attbi.com 09.07.03, 01:48
        Pamietam smak nadziewanego kurczaka pieczonego na objad niedzielny. Kurczaka,
        po ktorego jezdzilo sie na bazar a pozniej mama skubala w domu. Do tego byla
        dzialka i w zasadzie wychowalam sie na " naturalnych " warzywach i owocach.
        Albo jajka z pomaranczowymi zoltkami zniesione przez kury wygrzebujace robaczki
        w lesie. To byly czasy !! Przyznam sie , ze sama coraz mniej gotuje. W
        zasadzie glownie w zimie bo teraz , latem nie pozwalam nawet mikrofalowki
        wlaczyc !!W lecie to glownie kurczak pieczony ze sklepu a do tego jakas salata
        lub inne dodatki. Taki kurczak to w koncu nic gorszego niz to, co bym sama w
        domu upiekla. Raz w tygodniu jezdzimy na farme i kupujemy owoce i warzywa.
        Smakuja lepiej, niz te , ze sklepu ale czy sa zdrowsze? Mysle, ze tak samo
        byly pryskane. Puszki i " gorace kubki" sa na wypadek np. trzesienia ziemi albo
        gdy jedziemy pod namioty na kilka dni , gdzies daleko od sklepu. Pizza tez,
        nie powiem, jest czasami na stole i w koncu to tez nie jest " swinstwo" o ile
        np ser nie jest z mleka a raczej z "produktow"i nie zjada sie po " large " na
        osobe.. Chinszczyzne i thai tez lubimy i nie wiem, dlaczego mialo by to byc
        swinstwo. Nie trzeba do miesa kubla ryzu zjesc polewajac garnkiem soku
        sojowego. Chcialam zwrocic uwage na cos innego : zauwazylam, ze coraz wiecej
        osob w Polsce odzywia sie zestawieniem : weglowodany - sol . Te wszystkie
        suche kubeczki, zapiekane ziemniaki , ciagle makarony,kanapki, hamburgery - to
        wszystko rozumiem jest czasami konieczne. Chciala bym tylko zwrocic
        odzywiajacym sie tak uwage na fakt, ze mamy na swiecie epidemie cukrzycy.
        Epidemie wynikajaca miedzy innymi z wlasnie takiego jedzenia. Do tego dochodzi
        sol i podniesione cisnienie a coraz wiecej siedzimy, jezdzimy samochodami
        itd. Czytalam smiechy na tym Forum i innych z otylych ludzi w USA. Z tego sie
        nie nalezy smiac. Oni zaczeli wlasnie w ten sam sposob. Wiem, gdy ma sie tyle
        gotowych produktow pod reka to przeciez latwiej siegnac po juz przygotowane
        niz zaczynac od poczatku. Staram sie w zimie gotowac zupy i typowe potrawy
        z miesem, jarzynami i cos z weglowodanow czyli ziemniaki, ryz lub makaron.
        Jest to najlepsze zestawienie pozwalajace podtrzymac energie rownomiernie w
        trakcie dnia , polecam kazdemu cukrzykowi , wszystkim z podniesionym cukrem i
        tym, co nie chca miec cukrzycy. Wszystkim wrzucajacym kostki "rosolku"
        codziennie do jedzenia proponuje eksperymentowanie z ziolami i doprawianie
        potraw np. czosnkiem i cytryna. Rozumiem, ze czasami trzeba siegnac po
        rozwiazanie " na szybko" ale gdy staje sie to juz codziennoscia, pozniej nasz
        organizm wcale sie dobrze na to nie przestawia. Moja polowica , wychowany w
        fast food swiecie moze codziennie hamburgery wcinac (ale nie z McDonald), dla
        niego rosol to taki plyn z puszki z rozciapciamym makaronem ktory sie je gdy
        boli gardlo a frytki to przeciez jarzyny !!:-)) Normalna, domowa zupa to bleee,
        a o kalafiorze czy innych warzywach poza zielona , b. rozgotowana fasolka nie
        ma co nawet mowic. Dzieki jezdzie na wrotkach jest w dobrej kondycji jesli
        chodzi o budowe ciala ale... ma podwyzszone cisnienie. Moze mu to zupelnie
        zniszczyc nerki ostrzegl lekarz. Sol , stosowana w NIESAMOWITYCH dawkach we
        wszystkich "kubeczkach, mrozonkach , puszkach i na frytkach moze go zabic.
        Powiedzenie : "you are what you eat " ma wiele sensu. Nie dajmy sie zwiesc
        pozornej " dobroci" niektorych produktow.
        • Gość: anka Re: Świństwa IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 09.07.03, 19:44
          ja korzystam z kostek rosolowych niestey nie mam czasu na robienie sowjego
          bulionu niestey pracuje od 9 do 18 w domu jestem po 19 i naprawde nie mam
          ochoty jecsze na stanie w kuchni w pracy jem kanapki pije goracy kubek
          nniestey takie sa uroki pracowania w tych godznach czasami wyskocze po
          hamburgera albo frytki i tak mija caly dzien w domu zjem zupke czasami 2gie
          danie a zupy gotuje rano miedzy 7 a 8 wtedy jecsez musze przygotowac sie do
          pracy wlaczyc pranie i zgarnac domu wiec na pichcenie wszytskiego w,lasnymi
          metodanimi nei mam czasu i ochoty uwazam ze taki e kostki to super dodatek sa
          neizywkle aromatuyczne
          • Gość: bef Re: Świństwa IP: *.chello.pl 10.07.03, 00:46
            Droga Aniu! Nie chce byc natrętna i nie chodzi mi o to, by coś komuś... Tyle,
            że to, co napisała Kluba1 jest poruszająco prawdziwe. Istotnie, nasze jedzenie
            ma przemożny wpływ na zdrowie. Stawka jest wysoka -ja i moi bliscy!
            To nie czas jest problemem, lecz decyzja. Równie szybko, co kostkę, wrzuca się
            do garnka paczkę mrożonki. Przez długi czas u mnie było, że pierwsze po
            przyjściu do domu było postawienie na gazie garnka z odrobiną wody na dnie,
            potem zdjęcie palta, mycie rąk, wrzut mrożonki do gorącego już garnka,
            gotowanie wody na drugim gazie z jednoczesnym przebieraniem sie po pracy, potem
            wrzącą wodę dolewałam do jarzyn, na to lubczyk, mielony kminek, koperek, np
            koncentrat pomid albo pokrojony czosnek (ew inne dodatki) i zanim wzszyscy na
            dobre weszli i "zamieszkali" zupa była gotowa. Wołając na zupę, kładłam na
            patelnię np plastry kurczaka czy schabu (by mieć kaszę gryczaną, potrzeba 20-
            25minut; z porządnych rzeczy jest najszybsza), sypałam na to jakiś majeranek.
            Ogórek kiszony, pomidor to zero pracy. Można też migiem coś zetrzeć w
            malakserze, ale to już trzeba mieć malakser rozstawiony (miejsce...) i
            przygotowaną tę marchewkę w lodówce.
            Przepraszam, że tak o sobie, w sumie rzecz jest nie w "nie mam czasu", ale w
            ułożeniu sobie planu szybkich działan w głowie. Według mnie jedzenie jest po
            pierwsze - by przeżyć, po drugie - dla smaku, po trzecie - by podtrzymywać
            swoje zdrowie. O pierwszym nie mówimy, bo to aby były obierki ze śmietnika i
            nie dotyczy osób z dostępem do internetu. A drugie i trzecie to to, o czym jest
            to forum. Nasze CODZIENNE jedzenie (oby jak najsmaczniejsze) MUSI służyć
            podtrzymaniu zdrowia.

            A zresztą, gadanie po próżnicy. W końcu dla wielu nie jest wazne jakieś tam
            zdrowie. Gdyby tak nie bylo, to nie byloby np osób palących papierosy, a
            przecież palaczy jest mnostwo!

            ...a inni to np siedzą nocą przy kompie, zamiast spać!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja