Dodaj do ulubionych

Odszedl dzisiejszej nocy

18.03.13, 09:50
O drugiej w nocy odszel moj tesc, w swoim domu, otoczony przez najblizszych. Zabral go rak, dostal krwotoku wewnetrzego i odszedl bardzo szybko. Kochalam go jak ojca i tak strasznie, strasznie mi ciezko. Mialam do niego wczoraj zadzwonic i nie zrobilam tego. Zaluje. Myslama ze jest jeszcze troche czasu. Wiedzialam, ze bedzie bolalo, ale nie ze az do tego stopnia. Nic juz nie jest takie same. Rodzice to sa takie filary, na ktorych wszystko sie trzyma. Jak odchodza to wszystko sie wali. To poszlo tak szybko, odkryli mu raka w lipcu a teraz juz go nie ma. Stracilam drugiego ojca. Mam tyle dobrych wspomnien i teraz widze to wszystko sto razy wyrazniej. I boli jeszcze bardziej. Taka jestem zalamana. To byl taki dobry czlowiek. Dlaczego Bog zabiera najpierw tych, ktorzy sa najbardziej kochani i potrzebni ? Chcialabym, zeby mi to wytlumaczyl. Chyba byloby mi wtedy latwiej. Bede za nim tesknic do samej smierci. Zegnaj Tato, moze ze kiedys sie znowu sie zobaczymy.
Obserwuj wątek
    • jarek_tomasz Re: Odszedl dzisiejszej nocy 18.03.13, 16:24
      Wszedłem na to forum po słowa otuchy. Ale może sam spróbuję dać trochę otuchy Tobie.
      1 marca zmarł mój Tata. Na raka. W nocy. Chorował długo i przeszedł dzielnie wiele katuszy. Raz było lepiej a raz gorzej. Opiekowała się nim Mama. W październiku 2012 Mama nagle upadła. Udar krwi do mózgu. Byli tylko we dwoje w małym domku. On - słabiutki po naświetlaniu nie wstawał w ogóle z łóżka, niedosłyszący. Ona - w stanie udaru resztką sił dostała się do pokoju Taty i ponownie upadła. Mama żyje. Stąd wiem jak było. Udało się wezwać pogotowie. Ale spędziła wiele miesięcy w szpitalu. W tym czasie Tata był u nas w domu. Opiekowaliśmy się nim z żoną (Tata bardzo lubił moją żonę i ona jego). Mam nadzieję, że było Mu u nas dobrze... W lutym oboje wrócili do domu bo tak chcieli. Chcieli być razem, mimo tego że oboje nie byli w stanie sami funkcjonować. Tata próbował chodzić ("...bo jak będę pomagał mamie?"), a Mama bardzo zaangażowała się w rehabilitację ("..bo jak będę opiekować się tatą?"). Zapewniliśmy opiekę, prowadzenie domu, pomoc, gotowanie, itd. Motywacja Rodziców była tak wielka, że na pewien czas wstąpiła w nas nadzieja...Ale z Tatą było już tylko gorzej. Wszyscy widzieliśmy jak opuszczają Go powoli siły i nie umiem chyba opisać co czuliśmy. Ale ci co przeszli przez coś takiego - wiedzą...Ostatnie dni Taty to było cierpienie. Wielkie cierpienie. Prawie znienawidziłem siebie za to, ale w pewnej chwili poprosiłem Pana Boga żeby już ...
      Odszedł we śnie. Byli w domu tylko we dwoje. Przyjechałem rano. Mama zadzwoniła. Miałem do zrobienia 100 km i przejechałem je spokojnie. Powiedziałem sobie, że muszę być spokojny bo nie może mi się nic stać. Bardzo pomogło pomyślenie o rodzinie: żonie dzieciach... To dla nich nie wolno popaść w rozpacz. Od opiekunki dowiedziałem się że Tata bardzo na nas czekał. Mieliśmy przyjechać w niedzielę. Miałem Mu tyle do powiedzenia. On czekał abym go ogolił (nie dał się dotknąć opiekunce). Zrobiłem to teraz, bo wiem że by tego chciał. Wyszedłem na podwórko, popatrzyłem wokół, wszystko był takie samo jak zawsze jakby nigdy nic... a przecież jakie inne. Nie ma już ukochanego człowieka, który był ze mną "od zawsze", na którego zawsze mogłem liczyć i który mnie bardzo kochał choć nigdy tego nie mówił.
      Ale miały być słowa otuchy... Wspominaj najlepsze chwile gdy byliście razem. Te śmieszne, radosne, może czasem głupie. Wiec, że On tam gdzieś jest. Ja nie wierzę że tak dobry człowiek może po prostu przestać istnieć. Tęsknota pozostanie na zawsze ale Mama mówi, że zmarłemu trzeba dać odejść tam gdzie mu będzie najlepiej - do tego innego świata. Rozpacz i łzy tylko trzymają ich tutaj... Pomyśl o zdrowiu swoim i bliskich. On by na pewno nie chciał aby coś wam się stało, a w przypadku osób jak moja Mama, po udarze, tak głęboki stres może być bardzo groźny. Mój Tata zawsze mówił, że nie ma co walczyć z losem. Nikt nie wygra a zamęczymy się tylko sami. Mamy cieszyć się życiem! Każdym dniem bo nikt nie wie ile ich jeszcze jest. Są momenty, że jest mi bardzo ciężko, szczególnie gdy zostajemy z żoną u Mamy. Ale wyobrażam sobie, że Jemu już nie jest ciężko, że jest szczęśliwy, że nie ma tego okropnego worka od stomii... a jest mu ciężko tylko wtedy gdy widzi, jak bardzo nam jest źle. Nie wiem, czy to ma dla Ciebie sens. Pewnie się domyślasz, że pisząc to właściwie pocieszam też sam siebie. To jest też do mnie. Patrz przed siebie. Pamiętaj o tym co za Tobą ale patrz naprzód. Miej plany. Załamaniem szkodzisz sobie i otoczeniu a Jemu nie pomagasz. Pamiętaj, że nie widzieliście się po raz ostatni! Jeszcze się spotkacie i będziecie się śmiać z tego co teraz...
      Odejście mojego Taty spowodowało zmianę we mnie. Przewartościowałem moje idee. Zmieniłem priorytety. Tak, masz rację, życie nie będzie takie jak dawniej, ale może paradoksalnie być lepsze bo my jesteśmy lepsi. Inni.

      Pozdrawiam....
      • bra.tek7 Re: Odszedl dzisiejszej nocy 19.03.13, 22:20
        Jarek, pięknie i mądrze piszesz, ale jednocześnie... tak bardzo mam ochotę się pokłócić z Tobą... Nie gniewaj się.

        Ja osobiście nie potrafię sobie tej bezsensownej śmierci mojego Męża poukładać tak, jak Ty to piszesz. Nie potrafię wierzyć, że On jest tam szczęśliwy, że nas obserwuje, że chce, byśmy byli szczęśliwi... Nie potrafię, a jednocześnie wciąż szukam jakiegoś sygnału, jakiegoś znaku, jakiegoś snu, by w to uwierzyć...
        • jarek_tomasz Re: Odszedl dzisiejszej nocy 20.03.13, 08:26
          Wiem, rozumiem...bo sam tak do końca chyba nie potrafię, ale próbuję...napisałem tak jak ja sam chciałbym aby było. I będzie gdy w to uwierzę...
      • beatunia70 Re: Odszedl dzisiejszej nocy 26.03.13, 19:19
        Jarek... popłakałam się...ale jest mi lepiej po przeczytaniu Twojego postu. Po 3 miesiącach od diagnozy w styczniu odeszła moja najukochańsza na świecie Mama. Walczyliśmy o jej zdrowie o życie i w XXI wieku medycyna okazała się bezsilna, nie potrafię tego zrozumieć, nie potrafię się z tym pogodzić, nie wierze... a tęsknota tak strasznie boli... Pozdrawiam Cię serdecznie
        • jarek_tomasz Re: Odszedl dzisiejszej nocy 27.03.13, 08:31
          Też Cię serdecznie pozdrawiam. Trzymaj się....
      • anna.wasil jarek_tomasz 29.03.13, 21:04
        Pięknie to napisałeś mnie najbardziej ujęły słowa" Odejście mojego Taty spowodowało zmianę we mnie. Przewartościowałem moje idee. Zmieniłem priorytety."
        U mnie jest dokładnie tak samo..mimo że 17.04 minie 3 rok od śmierci Tatunia,Twój post dał mi dużo do myślenia.
        Dziękuję i przytulam.
    • bra.tek7 Re: Odszedl dzisiejszej nocy 19.03.13, 22:05
      artystka76 napisała:

      > Kochalam go jak ojca i tak strasznie, strasznie mi ciezko. Mialam do niego wczoraj
      > zadzwonic i nie zrobilam tego. Zaluje. Myslama ze jest jeszcze troche czasu. Wiedzialam,
      > ze bedzie bolalo, ale nie ze az do tego stopnia. Nic juz nie jest takie same. Rodzice to sa
      > takie filary, na ktorych wszystko sie trzyma. Jak odchodza to w szystko sie wali.

      Popłakałam się, jak to przeczytałam. Tak bardzo Ci zazdroszczę takiego Teścia, a Jemu takiej Synowej. To naprawdę bardzo piękne. Im piękniejsze, tym pewnie bardziej Cię boli. Jakie to piękne i mądre, ze rodzice to takie filary, na których wszystko się trzyma... Miałaś szczęście mieć dobrych i mądrych rodziców, więc nic dziwnego, że teraz wszystko się wali.

      I niestety nie ma na to dobrej rady, każdy musi po swojemu sobie przeżyć śmierć kogoś bliskiego, po swojemu przeżyć okres żałoby, po swojemu się podźwignąć z tej tragedii, po swojemu wrócić do życia...

      Ja w ten sposób przeżywam od roku śmierć mojego kochanego Męża. Nawet nie wiedziałam, że aż tak kochanego... Nie mogę się pogodzić z tym, że zostawił mnie, dzieci, swoją mamę, dom, kolegów, przyjaciół, cały świat... Absolutnie nie mam o to do Niego żalu, bo wiem, że nie chciał nas samych zostawić, walczył do końca, też przegrał z rakiem, zaledwie po 3 miesiącach od diagnozy.

      Ile przez ten rok się nazbierało we mnie różnych przemyśleń, różnych wspomnień, różnych wyrzutów sumienia, żalu do Pana Boga, do lekarzy, do lekarstw, trudno sobie wyobrazić, ogarnąć. W wieku 40 lat świat mi się zawalił...

      > Mam tyle dobrych wspomnien i teraz widze to wszystko sto razy wyrazniej.
      > I boli jeszcze bardziej.

      Ja również. Nie wiem, jak mogłam wcześniej tylu rzeczy nie widzieć, nie doceniać, nie umieć cieszyć się nimi. Teraz bym Go na rękach nosiła, byleby tylko móc cofnąć czas, byleby był z nami... Tak bardzo boli, gdy inni ludzie nie potrafią docenić tego, co mają, gdy zajmują się nieistotnymi w życiu głupotami, a nie dostrzegają tego, co naprawdę jest ważne.

      Całe nasze życie, wszystkie radości, smutki, problemy, analizuję wielokrotnie, rozważam, że nie byłam wystarczająco dobrą żoną, że mój Mąż nie zasłużył na śmierć, zasłużył na życie, a nie dane Mu to było. To tak bardzo boli...


      > Dlaczego Bog zabiera najpierw tych, ktorzy sa najbardziej kochani i potrzebni ?
      > Chcialabym, zeby mi to wytlumaczyl. Chyba byloby mi wtedy latwiej.

      No właśnie, dlaczego? Dlaczego świat tak poszedł do przodu, tylu mądrych ludzi jest, a nikt na takie proste pytanie nie umie odpowiedzieć? Dlaczego to się nie trzyma logiki? Dlaczego trzeba było rozwalać dobrze funkcjonujące małżeństwo?


      Pewnie Ci nie pomogłam, bo pozwoliłam sobie na użalanie się nad sobą. Ale wierz mi, bardzo wzruszyła mnie Twoja miłość do Taty. Wyobraziłam sobie, że musiałaś Go kochać tak samo mocno, jak ja swojego Męża i że w takiej samej rozpaczy jesteś, jak ja.

      Serdecznie pozdrawiam.
    • tsre Re: Odszedl dzisiejszej nocy 02.04.13, 18:36
      Bardzo mi przykro, wiem co przeżywasz (moja żona zmarła na raka pół roku po diagnozie). Wiem, że słowa nie pomogą ale trzymaj się... masz rację po śmierci bliskich wszystko widać tak wyraźnie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka