ewaa202
13.01.07, 21:38
To stało sie tak niespodziewanie. Tata był chyba najlepszym ojcem i dziadkiem
na świecie. Rok temu w styczniu przypadkowo dowiedzieliśmy się że ma guza na
płucu. W Zakopanym spędził ok. 2 tyg. Stwierdzono już przezuty na węzły
chłonne, nie można było operowac.Przyjechał do domu, z jednej strony ciesząc
sie że ominęła go operacja, a z drugiej przygnębiony na myśl o przeżutach i
chemii. Chemioterapie znosił bardzo dobrze. Brał regularnie co trzy tygodnie,
przybierał na wadze, lekarze pocieszali, że jest poprawa. Po piątej chemii
dostał zawał muzgu; 12cm/4cm - to obszar uszkodzenia. Nastąpił silny
lewostronny paraliż. Tak ciężko było mi to znieśc. Tata sam przyjeżdżał ze
szpitala po chemii, wszystkie badania zawsze były w porządku, a tu nagle taki
szok. Dwa dni wcześniej mój mąż wyjechał do Anglii. Zostałam z dwojgiem małych
dzieci i wszystkimi problemami sama. Ojciec przeleżał w szpitalu 2 tygodnie, a
ja jezdziłam do niego codziennie targając ze sobą dzieci.Jestem jedynaczką i
było mi naprawdę ciężko. Nie wiedziałam co dalej, czy wziąśc tatę do domu czy
dam radę się nim zaopiekowac. Na oddziale na którym leżał, siostra zakonna
doradziła nam że najlepszym rozwiązaniem będzie hospicjum. Najbardziej się
bałam, jak tata na to zareaguje, ale on nic nie wiedział. Leżał tam przez trzy
miesiące. Opieka była wspaniała, a ja jezdziłam tam codziennie i patrzyłam jak
ginie w oczach. Nastąpiły przeżuty na kości i wielkie cierpienie. Cały ten
czas miał dobry humor, opowiadał o dawnych czasach, śmiał sie, żartował, a ja
patrząc na niego z kapiącymi łzami też się śmiałam. Dwa dni przed śmiercią
bardzo płakał, wiedział że umrze. Mówił że najbardziej mu szkoda wnuków. To
bardzo dziwne, bo przez cały ten czas zachowywał sie jak by był w innym
świecie, a teraz sie nagle ocknoł. Plakaliśmy razem z nim. Dwa dni pózniej
zmarł. Mąż nie dostał wolnego żeby przyjechac na pogrzeb, więc nadal byłam
sama. Teraz jest już 3 m-ce od jego śmierci, a ja jestem w silnej depresji.
Dopiero teraz dotarło do mnie jak bardzo tata nas kochał, a ja czesto kłuciłam
się z nim i nie doceniałam tego co dla nas robi. Niestety, czas sie nie
cofnie. Mąż po dwóch tygodniach spędzonych w Polsce[na Boże Narodzenie] znów
pojechał, a ja dalej wspominam te ciężkie przezycia i nie ma mnie kto
przytulic i pocieszyc. Tak bardzo mi było ciężko i nadal jest...