vesper.lynd
01.05.07, 18:51
Moj Ukochany odszedl 9 dni temu. Nie potrafie sobie z tym poradzic. Bylismy
razem niecale 4 lata, jedyne co trzyma mnie przy zyciu to Jego rodzice i
wsparcie jakie sobie okazujemy. W domu nie mam zadnego wsparcia, moi rodzice
przezywaja zalobe troszke inaczej - udaja, że nic sie nie stalo. Do mnie
wciaz nie dociera to, że już nigdy mnie nie przytuli, że nie ma wspólnej
przyszłości, że nie ma już nic przede mną... Chcę zyć dla Niego, żeby był ze
mnie dumny, ale to takie trudne. W moim rodzinnym domu nie ma miłości, więc
kiedy to tylko możliwe jadę do Jego mieszkania i tam śpię. Bardzo mi to
pomaga, pozwala otworzyć ranę i oswajać się z myślą, że Go nie ma. Boje się
otępienia i blokady emocjonalnej, boje się, że odejdę od zmysłów. to dopiero
początek mojego życia bez Niego, a czuję jakby upłynęło kilka lat i że jestem
o 20 lat starsza...