ginger_marta
23.07.07, 00:33
26 czerwca 4 rano najgorszy dzień mojego 21 letniego życia odeszła ta dzięki
której jestem dowiedzieliśmy się o tym dopiero przed 11 tyle godzin spędziła
sama w szpitalu a nas nie było obok jak umierała. Walczyła dzielnie przez całe
dwa lata z tym przeklętym rakiem, nikła w oczach z dnia na dzień była coraz
słabsza, nie mogła oddychać...przez ostatni tydzień swojego życia nie spała,
czuła, że to nadchodzi, czuła że jak zasypiała wpadała w przestrzeń wiedziała,
że to się stanie...zasnęła po to by już więcej się nie obudzić w trakcie snu
nie miała siły oddychać...dziś 28 dzień bez niej, kolejny pozbawiony
sensu...razem z nią zniknęła część mojego życia, część mnie. Codzienni myśle
tylko o tym żeby być jak najszybciej przy niej, żeby nie była tam taka samotna