smutek mnie ogarnia...

16.03.08, 22:31
jest niedziela , a ja leże sama w łóżku, już Cie nie ma Krystianku
tak bardzo mi smutno
tak bardzo tęsknie
płaczę jest mi źle
chce krzyczeć
chcę uciec ale nie wiem dokąd
tak bardzo mi Cię brakuje
twego pocałunku
tego abyś mnie przytulił
twego dotyku
"zrób mi kawę kotek"
już tego nie ma.......
jest tylko cisza która mnie przytłacza
i nadzieja że Cię spotkam
która daje mi siłę aby żyć dalej
Dlaczego to zrobiłeś KOCHANIE
dLACZEGO ZADAłEś MI TAKI BóL
dlaczego nas zraniłeś
wiem że tęsknisz
ja jeszcze bardziej
Proszę Cię o choć jedno słowo.
Kocham Cię Krystianku i zawsze kochać Cię będę
    • mamba77 Re: smutek mnie ogarnia... 25.03.08, 00:38
      Monique, spotkało nas to samo...
      Nie zadawaj teraz pytań, zadasz je jak przyjdzie czas
      Nie miej poczucia winy
      Nie mogłaś nic zrobić
      Wybór się dokonał... nikt nie pytał o zdanie
      Wiem, że boli
      Żyj kobieto
      Trzymam kciuki
      ...Za chwilę 2 długie lata.
    • naszezycie Re: smutek mnie ogarnia... 28.03.08, 10:46
      To niemożliwe!”

      „MÓJ syn Jonathan miał przyjaciół, którzy mieszkają kilkanaście
      kilometrów od nas” — opowiada pewien nowojorczyk. „Żona, Valentina,
      nie lubiła, gdy tam jeździł. Zawsze drżała na myśl o ruchu na
      drogach. Ale syn interesował się elektroniką, a jego przyjaciele
      mieli zakład, w którym mógł się czegoś nauczyć. Tamtego dnia byłem
      w naszym domu w zachodniej części Manhattanu. Żona wyjechała do
      krewnych w Portoryko. Właśnie pomyślałem, że niedługo powinien
      wrócić Jonathan, gdy rozległ się dzwonek u drzwi. ‚Oho, to na pewno
      on’. Ale to nie był on. W progu stał policjant i sanitariusze. ‚Czy
      rozpoznaje pan to prawo jazdy?’ — zapytał policjant. ‚Tak, należy do
      mojego syna Jonathana’. ‚Mamy dla pana złą wiadomość. Zdarzył się
      wypadek i... pański syn... pański syn nie żyje’. W pierwszym odruchu
      wykrzyknąłem: ‚To niemożliwe!’ Choć upłynęło wiele lat, ta
      wstrząsająca tragedia zadała naszym sercom rany, które do dziś nie
      mogą się zagoić”.

      Pewien mieszkaniec Barcelony pisze: „W latach sześćdziesiątych
      byliśmy szczęśliwą hiszpańską rodziną. Mieliśmy z Maríą, moją żoną,
      troje dzieci: 13-letniego Davida, 11-letniego Paquito i 9-letnią
      Isabel.

      „W marcu 1963 roku Paquito wrócił ze szkoły, narzekając na ostry ból
      głowy. Zastanawialiśmy się nad przyczyną, ale nie zdążyliśmy nic
      zrobić. Trzy godziny później syn zmarł. Jego młode życie zgasił
      krwotok do mózgu.

      „Paquito odszedł ponad 30 lat temu, lecz przejmujący ból po tej
      stracie do dziś nie ustaje. Kiedy rodzicom umiera córka lub syn, za
      nic nie mogą oprzeć się wrażeniu, że umiera cząstka ich samych, bez
      względu na to, ile czasu upłynęło i ile dzieci im pozostało”.

      Opisane przeżycia tych osieroconych rodziców pokazują, jak głębokie
      i trwałe rany zostawia taka strata. Jakże prawdziwe są słowa pewnego
      lekarza, który napisał: „Śmierć dziecka bywa zwykle bardziej
      tragiczna i wstrząsająca niż śmierć kogoś starszego, gdyż nikt
      w rodzinie się tego nie spodziewa. (...) Wraz z dzieckiem umierają
      nadzieje, giną widoki na przyszłe związki [zięć, synowa, wnuki]
      i przeżycia (...), dotąd jeszcze nie zaznane”. Taką głęboką stratę
      odczuwają też kobiety, które poroniły.

      Pewna wdowa wyjaśnia: „Mój mąż, Russell, służył w czasie drugiej
      wojny światowej jako sanitariusz na Pacyfiku. Był świadkiem
      okrutnych bitew, ale wyszedł z nich cało. Powrócił do Stanów
      Zjednoczonych, gdzie wiódł nieco spokojniejsze życie. Później został
      głosicielem Słowa Bożego. Po sześćdziesiątce zaczął mieć kłopoty
      z sercem. Starał się jednak zachować aktywność. Aż pewnego dnia
      w lipcu 1988 roku dostał rozległego zawału serca i zmarł. Strasznie
      to przeżyłam. Nawet nie zdążyłam się z nim pożegnać. Był nie tylko
      moim mężem, ale też najlepszym przyjacielem. Spędziliśmy wspólnie 40
      lat. Teraz muszę walczyć z dotkliwą samotnością”.

      To jedynie kilka spośród tysięcy tragedii, rozgrywających się
      codziennie w różnych domach na całym świecie. Większość osób
      pogrążonych w żałobie zgodzi się z tym, że śmierć dziecka, męża,
      żony, ojca, matki lub przyjaciela naprawdę jest „ostatnim wrogiem”,
      jak to ujął chrześcijański pisarz Paweł. Często pierwszą naturalną
      reakcją na tego rodzaju przerażające wieści jest zaprzeczanie
      faktom: „To niemożliwe! Nie wierzę w to”. Jak się przekonamy,
      zdarzają się też inne reakcje (1 Koryntian 15:25, 26).

      Jednakże zanim zajmiemy się uczuciem smutku po stracie bliskiej
      osoby, odpowiedzmy sobie na dwa ważne pytania: Czy wraz ze śmiercią
      wszystko się kończy? Czy jest jakaś nadzieja, że kiedykolwiek
      będziemy mogli znowu zobaczyć naszych ukochanych?

      Istnieje realna nadzieja

      Pisarz biblijny Paweł przedstawił nadzieję na uwolnienie się
      od „ostatniego wroga”, którym jest śmierć, kiedy napisał, że ‛będzie
      zniszczona’. „Jako ostatni nieprzyjaciel ma zostać unicestwiona
      śmierć” (1 Koryntian 15:26, NW). Skąd Paweł mógł mieć taką pewność?
      Otóż otrzymał pouczenia od kogoś, kto został wskrzeszony z martwych,
      od Jezusa Chrystusa (Dzieje 9:3-19). Dlatego mógł też
      oświadczyć: „Skoro bowiem przyszła przez człowieka [Adama] śmierć,
      przez człowieka [Jezusa Chrystusa] też przyszło zmartwychwstanie.
      Albowiem jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy
      zostaną ożywieni” (1 Koryntian 15:21, 22).

      Pewnego razu Jezusa głęboko zasmuciło spotkanie z wdową z Nain oraz
      widok jej zmarłego syna. Sprawozdanie biblijne podaje: „A gdy się
      przybliżył do bramy miasta [Nain], oto wynoszono zmarłego, jedynego
      syna matki, która była wdową, a wiele ludzi z tego miasta było
      z nią. A gdy ją Pan zobaczył, użalił się nad nią i rzekł do niej:
      Nie płacz. I podszedłszy, dotknął się noszy, a ci, którzy je nieśli,
      stanęli. I rzekł: Młodzieńcze, tobie mówię: Wstań. I podniósł się
      zmarły, i zaczął mówić. I oddał go jego matce” (Łukasza 7:12-16).

      Tego niezapomnianego wskrzeszenia Jezus dokonał w obecności
      świadków. Stanowiło ono przedsmak zmartwychwstania, które
      zapowiedział wcześniej, mówiąc o przywróceniu zmarłych do życia na
      ziemi pod panowaniem „nowych niebios”. Przy tej okazji
      oświadczył: „Nie dziwcie się temu, gdyż nadchodzi godzina, kiedy
      wszyscy w grobach usłyszą głos jego; i wyjdą” (Objawienie 21:1, 3,
      4; Jana 5:28, 29; 2 Piotra 3:13).

      Naocznym świadkiem zmartwychwstania był też Piotr oraz inni spośród
      12 uczniów towarzyszących Jezusowi w podróżach. Słyszeli
      wskrzeszonego Jezusa, gdy rozmawiał z nimi nad Jeziorem Galilejskim.
      Relacja o tym zdarzeniu brzmi: „Rzekł im Jezus: Pójdźcie
      i spożywajcie. A żaden z uczniów nie śmiał go pytać: Kto Ty jesteś?
      Bo wiedzieli, że to Pan. A Jezus zbliżył się, wziął chleb i dał im,
      podobnie i rybę. Trzeci to już raz ukazał się Jezus uczniom swoim po
      wzbudzeniu z martwych” (Jana 21:12-14).

      A zatem Piotr mógł z całym przekonaniem napisać: „Błogosławiony
      niech będzie Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa, który
      według wielkiego miłosierdzia swego odrodził nas ku nadziei żywej
      przez zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa” (1 Piotra 1:3).

      Z kolei apostoł Paweł dał wyraz swej niezachwianej nadziei, gdy
      powiedział: ‛Wierzę we wszystko, co jest napisane w zakonie
      i u proroków, pokładając w Bogu nadzieję, która również im samym
      przyświeca, że nastąpi zmartwychwstanie sprawiedliwych
      i niesprawiedliwych’ (Dzieje 24:14, 15).

      Właśnie dlatego miliony ludzi może żywić uzasadnioną nadzieję, że
      ponownie zobaczy ukochanych, których zabrała śmierć. Spotkają się
      z nimi na ziemi, ale w zupełnie odmiennych warunkach. W jakich?
      Dalsze szczegóły dotyczące zaczerpniętej z Biblii nadziei dla
      naszych zmarłych bliskich zostaną podane w ostatniej części,
      zatytułowanej „Niezawodna nadzieja dla umarłych”.

      Najpierw jednak zajmijmy się pytaniami, które mogą ci się nasunąć,
      jeśli opłakujesz stratę ukochanej osoby: Czy moje odczucia są
      normalne? Jak mam sobie radzić ze swym smutkiem? Co mogą dla mnie
      zrobić inni? Jak ja mogę pomóc pogrążonym w żałobie? A przede
      wszystkim: Co Biblia mówi o niezawodnej nadziei dla umarłych? Czy
      kiedykolwiek znowu spotkam się z moimi bliskimi? A jeśli tak, to
      gdzie?


      Odpowiedż można znależć !
      Ototu@wp.pl
      Zbyszek
Pełna wersja