26.01.09, 16:45
Za miesiąc minie 2 lata odkąd straciłam cała swoją rodzinę w wypadku (5 osób).
Byłam pół roku w szpitalu, gdzie leczyłam się na depresję. Nadal biorę prochy.
I wydawałoby się, że wszystko jest ok. Oszukuje siebie i innych, że jestem
silna, że o tamtym nie myślę, że potrafię się cieszyć. Ale w koszmarach
sennych wszystko wychodzi. Od tamtego czasu ani raz nie śnił mi się motyw
śmierci, grobu, czegokolwiek. Śnią mi się tak jak by żyli, jak by się nic nie
stało. W snach wychodzą wszystkie moje lęki, strachy, tłumione emocje. Krzyczę
przez sen, czasami muszę w nocy kilka razy zmieniać piżamę, bo cała jest mokra
od potu. Kiedy mówię komuś o tragedii, to od razu jednocześnie daję tej osobie
komunikat "ale spoko, radzę sobie, jest dobrze" a przecież wcale nie jest
dobrze:-(( Nie radzę sobie ze sobą kompletnie, ze swoimi emocjami, z niczym.
Nie wiem już jak życ, jak powinno być. Uciekam cały czas przed prawdą, że już
ich nie ma, oszukuję samą siebie. Uciekam w różne rzeczy.Nic już nie wiem.
Powinnam się położyć do łóżka i myśleć o tym, czy żyć nie myśląc o tym?
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • hanka_m Re: Wyznanie 26.01.09, 17:24
      Nie wyobrażam sobie nawet jak musi byc Ci cięzko, ja dopiero miesiąc
      temu straciłam mamę i teraz tylko pustka, ból, tęsknota. tez na
      zewnątrz nie pokazuję tego co się dzieje w środku, a zreszta i tak
      nikt nas nie zrozumie, kto nie przeżył utraty najbliższych. Dobrze,
      że odezwałaś sie na forum, czasem łatwiej jak sie poczyta i inni
      odezwą się, pocieszą. Mozesz do mnie pisac na pocztę gazetową jeśli
      tylko chcesz.
      • dorrita79 Re: Wyznanie 26.01.09, 18:42
        Ja już nawet sama siebie oszukuje, staram sie nie myśleć o nich, nie czuć bólu
        itd. I myślę, że to oszukiwanie siebie zaczęło się od tego, że po tragedii
        poczułam się pierwszy raz jak trędowata. Widziałam, jak ludzie mnie unikają, jak
        się boją rozmowy ze mną, jak nie wiedzą jak się zachować w mojej obecności, jak
        zabieram im konfort radowania się. Niektóre kontakty potraciłam, bo ludzie się
        odsuneli, a niektórych sama zniechęciłam do siebie. I żeby się więcej tak nie
        czuć zaczełam się i innych oszukiwać, że wszystko jest ok. I to już mi tak
        weszło w nawyk, że sama nie mam świadomości tego, jak się zachowuje. tak
        strasznie mi ich brakuje.....tak strasznie bym chciała sie do nich
        przytulic.....:-((((
    • maretta111 Re: Wyznanie 26.01.09, 18:57
      Pisz, czytaj, co nam pozostało, jesteśmy z Tobą, możesz pisać na priva.
    • dorrita79 Re: boję się 02.02.09, 16:55
      Witajcie, muszę w poniedziałek jechać do Krakowa, gdzie się wychowywałam całe
      życie i gdzie zdarzyła się ta tragedia. (mieszkam w Wawie od kilku lat). Zawsze
      jak jechałam do Krakowa to na twarzy miałam wymalowane szczęście, bo tak
      strasznie się cieszyłam, że znów zobaczę się z rodzeństwem, uwielbiałam te
      momenty, te chwile. Moje rodzeństwo (maluchy) odliczało dni do mego przyjazdu.
      Te wyjazdy zawsze dawały mi dużo powera i szczęscia. Od tragiedii, byłam tam,
      gdy musiałam zorganizować cały pogrzeb i wszystkie inne formalności, potem by
      zrobić tablicę na grób. Ten wyjazd kosztował mnie kupę emocji. Teraz jadę bo
      muszę urzędowo coś załatwic i sama myśl, że jade tam a ich już tam nie ma, już
      nikt na mnie nie czeka...przeraża mnie. Boję się tej konfrontacji (bo jak
      pisałam cały czas uciekam od świadomości, że ich nie ma), boję się wjazdu do
      samego miasta:-( Tak, pójdę na grób, choć niestety ale przy nim kompletnie nic
      nie czuję:-(( Na szczęscie jedzie ze mna przyjaciel zeby dac mi wsparcie, ale...
      to nie zmniejsza mojego strachu. Nie wiem jak z tym lękiem sobie radzić....
      • amberka2 Re: boję się 02.02.09, 17:59
        Doskonale cie rozumiem.
        Otoz mieszkam za granica a pochodze ze Szczecina.
        Miesiac temu umarla moja mama. Tata zmarl juz 14 lat temu. Zawsze
        jezdzilam odwiedzac mame. Cieszylam sie ze spotkan z nia. W
        pazdzierniku urodzilam coreczke i cieszylam sie, ze bedziemy
        odwiedzac babcie. Niestety okrutny los przekreslil nasze plany na
        zawsze.
        Jak jechalam z mezem na pogrzeb, to myslalam, ze zwariuje. Sam pobyt
        w mamy mieszkaniu, gdzie wszystko mi ja przypomina bylo czyms
        okropnym.
        Teraz musze znowu tam pojechac, zeby uregulowac sprawy spadkowe i
        boje sie... Znowu noclegi w jej mieszkaniu. Zostane tam tylko dwa
        dni... Chce szybko sprzedac to mieszkanie. Wole juz zatrzymywac sie
        w hotelu lub u rodziny jak bede co jakis czas jezdzic na grob
        rodzicow.
        Ja rowniez nie lubie chodzic na cmentarz. Mama miala mi za zle, ze
        niechetnie chodzilam na grob taty, chociaz go bardzo kochalam i on
        mnie tez. Ja przy grobach nic nie czuje, wrecz przeciwnie bedac na
        cmentarzu czuje ogromny zal, ze tata , a teraz takze mama leza
        gdzies gleboko w ziemi i juz nigdy sie do mnie nie odezwa..
        Tez nie wiem jak sobie z tym radzic.
        Ale bardzo sie ciesze, ze nie mieszkam w Szczecinie. Jakos jest
        latwiej. Tutaj nic mi mamy nie przypomina i moge w miare normalnie
        funkcjonowac, chociaz tesknota jest ogromna.
        • elenarka_21 Re: boję się 02.02.09, 19:19
          Wiecie a ja mam inaczej strasznie mi zle,jutro minie dwa lata bez
          Mamusi a ja nie bede mogla isc do niej na grob ze nie moglam byc w
          niedziele na mszy ;( jestem obecnie za granica i bardzo mi brakuje
          tego zeby pojsc do Mamy mi to pomagalo,byc w domu ;( Choc teraz
          czasem pomysle sobie,ze Mama jest w domu i wcale nie odeszla ;(
          kiedy jetsem tu.Czekam tylko na to zeby pojechac do Polski,moze sie
          myle,ale czuje ze jestem blizej Mamy,wtedy kiedy jestem u siebie w
          domu.Moze wcale tak nie jest moze tu tez jest blisko mnie nawet o
          tym nie wiem...chcialabym bardzo...pozdrawiam Was
        • dorrita79 Re: boję się 03.02.09, 01:00
          Czyli nie jestem sama z takimi odczuciami. Ja mam żal ...bo mieszkanie całe
          spłonęło i wszystko w nim razem wzięte. I choć miałam wiele podarunków ręcznie
          robionych przez me rodzeństwo, to mam żal....że mogłabym jeszcze tyle rzeczy
          związanych z nimi wziąść. Wszystkie zdjęcia, nawet moje z dzieciństwa przepadły.
          Wszystko, co miało dla mnie bezcenną wartość. Dobrze, że już były aparaty
          cyfrowe bp przynajmniej mam dużo z nimi zdjęć na kompie.
          Ja też już bym teraz nie potrafiła mieszkać w Krakowie. Mimo, że całym sercem i
          zawsze kochałam to miasto, to teraz chce go omijać z daleka. To tak bardzo
          boli:-((( Szczęscie zamieniło się w koszmar.
          Też czasem myślę, że ja jestem tu a oni tam... tak łatwiej. Nie wiem czemu to
          robie, czemu tak trudno spojrzeć mi prawdzie w oczy, dlaczego tak boję się
          konfrontacji mimo iż wiem, że ona jest potrzeba, Dlaczego tak siebie i innych
          oszukuję w tym temacie. Może dlatego, że .... w sekunde straciłam 5
          najukochanszych osób, że straciłam siostrzyczkę, która była dla mnie jak córka,
          która tak bardzo przypominała mi mnie, kiedy byłam mała. Boże, co ja bym dała,
          by choć ona ocalała, oddałabym wszystko za to. Miała 11 lat.... a jeden z braci
          tylko 9 latek..........nie umiem tego ogarnąć rozumem.
          a Co do groby to jakoś nie dochodzi do mnie, że oni tam naprawdę są. Kiedy
          stałam wtedy nad grobem, to tak jakby mi emocje nożyczkami wycięli.... po prostu
          nie czułam nic.
          Co robię nie tak?
          • amberka2 Re: boję się 03.02.09, 17:44
            To straszne co cie spotkalo. Wiem, ze nie mozna porownywac cierpien
            i dla mnie strata mamy jest czyms okropnym, ale jakos wpisanym w
            porzadek tego swiata. Rodzice powinni odejsc przed dziecmi. Gdy
            jednak odchodza takie male dzieci jak twoje rodzenstwo to zaczynam
            na powaznie zastanawiac sie nad sensem tego popapranego zycia i
            swiata.
            To bardzo dobrze, ze nie mieszkasz w Krakowie. Byloby Ci o wiele
            trudniej. Ja sama jestem szczesliwa, ze na co dzien nie musze byc
            konfrontowana z miejscami, ktore przypominaja mi ukochana mame.
            Pamietam jak w dzin po pogrzebie biegalam z mezem po urzedach: do
            PZU, ZUsu, banku.. wszedzie widzialam slady mamy i myslalam, ze
            oszaleje. Nawet w centrum handlowym poryczalam sie, bo czesto
            chodzilysmy tam z mama na zakupy. Caly czas zdawalo mi sie, ze zaraz
            gdzies ja zobacze i pojdziemy razem na kawe.

            Trzymaj sie kochana. Sprobuj jakos zyc. Wiem, ze to niesamowicie
            trudne i z ta strata nie pogodzisz sie do konca zycia.
            Ja mam malutka coreczke, wspanialego meza i oni dodaja mi sily.
            Chcialabym bardzo miec drugie dziecko. Nie chce zeby moja coreczka
            byla jedynaczka tak jak ja, bo potem gdy nas zabraknie bedzie sama
            tak ja ja teraz.
    • jedenon Re: Wyznanie 03.02.09, 08:04
      Widzisz nie ma na to gotowej recepty. Na pewno musisz się z Tym spróbować
      pogodzić cały czas uciekasz a to cały czas Cię goni. Przed takimi sprawami nie
      uciekniesz. Musisz zamknąć tą "szufladę" (wiem łatwo powiedzieć trudniej
      wykonać, prawda?) Musisz przyjąć że Oni odeszli z tego świata ale spotkasz ich
      nie teraz ale kiedy przyjdzie Twój czas. Bardzo dobrze że nie jedziesz tam sama.
      To co teraz potrzebujesz to przyjaciela który będzie przy Tobie. Ja kiedyś tak
      trwałem przy mojej przyjaciółce która straciła swoją mamę (ojciec odszedł
      wcześniej a rodzeństwa nie miała) została sama tak jak Ty. różnica polega na tym
      że miała 18 lat i tak zaczęło się jej dorosłe życie. Dziś ma wspaniałą rodzinę
      jest naprawdę Ciepłą i niesamowice pomocną osobą. Ja widziałem jak zamyka
      szufladę ze swoją przeszłością aby żyć dalej. To nie znaczy oczywiście że
      zapominamy o nie, to znaczy że przestajemy z tym walczyć. Zaczynamy iść do
      przodu. Bo życie toczy się dalej a Ty masz przed sobą wiele lat. Mówisz że
      udajesz że Jesteś silna? Nawet nie wiesz ile w człowieku jest siły. opowiem Ci
      taką historię wydarzyła mi się naprawdę. Pewnej zimy wybraliśmy się w góry grupą
      10 osobową. Tylko jeden z nas miał doświadczenie w chodzeniu po górach. To on
      wyznaczał trasy i on miał nami kierować. zdaje się że poszliśmy wtedy nad czarny
      staw dotarliśmy tam około 14-15 drogę powrotną wybraliśmy nie główny szlak tylko
      boczny (stwierdziliśmy a po co będziemy wracać tą samą drogą) I w tym momencie
      się zaczęło. okazało się że ten szlak był całkowicie oblodzony a my oczywiście
      zupełnie do tego nieprzystosowani szliśmy kawałek po kawałeczku niektórzy
      zjeżdżali (domyślasz się na czym-)) )
      Po dwóch godzinach byliśmy niesamowicie zmęczeni kilka osób usiadło i
      stwierdziło że dalej nie pójdą bo... nie mają już siły nie dadzą rady. Jednak
      pomogliśmy im się podnieść kawałek pomogliśmy przejść i znów szły dalej (lub
      jechały -))) Właściwie było już ciemno oczywiście nikt z nas nie wziął latarki
      szliśmy w całkowitych ciemnościach ostatnie dwa kilometry były przez las
      doszliśmy wszyscy droga którą się schodzi w dwie godziny nam zajęła 5. wszyscy
      zeszli również te osoby które w połowie drogi się poddały. Wszyscy cali i zdrowi
      z jednym wyjątkiem ta osoba która była z nas najbardziej doświadczona złamała
      rękę. w domu byliśmy dokładnie o 20. Poco to piszę? Ano po to żebyś wiedziała że
      Ty nie jesteś siłaczką jesteś człowiekiem który ma prawo do słabości który ma
      prawo do pomocy ale który zawsze potem wstanie i pójdzie dalej i choć wcześniej
      wydawało się to nie możliwe znajdzie siłę na następny krok.
      Będzie dobrze Powodzenia.
      • dorrita79 Re: Wyznanie 04.02.09, 14:20
        Dziękuję Wam wszystkiim za odpowiedzi. Dobrze, że jest takiem miejsce gdzie
        można bez oporów wywalać swoje uczucia, gdzie nikt nie powie "wez sie w garsc",
        gdzie nikt nie zmienia tematu. Społeczeństwo nie pozwala na przeżywanie żałoby.
        Mają wymagania, oczekiwania... Dla innych to już przeszłość, a dla nas to wciąż
        teraźniejszość.
        Ostatnio moje sny mi wiele pokazują' np: wyciągam sobie z buzi sruby, których
        jest masa, co wyciągne jedne, to pojawiają się kolejne, albo że się duszę. To mi
        jasno pokazuje, że już mam dość, że moja dusza wyje i prosi o ujrzenie światła
        dziennego, że ma już dość silnej Doroty. Tylko co to dokładnie znaczy być słabą?
        Na co można soboe w chwili słabości pozwolić. Jak rozeznać granice, co jest już
        przesadą? Ale cały czas najbardziej nurtuje mnie pytanie co mam zrobić z tą
        pustką? Żeby tak nie uwierała, żeby tak nie wyła.... żeby od niej nie uciekać w
        destruktywne sposoby. Domyślam się że pewnie WIARA jest tu odpowiedzią... ale ja
        jeszcze potrzebuję troche czasu, bo kłoci się we mnie bunt i jednocześnie
        tesknota za Bogiem.pozdrawiam
        • mariola008 Re: Wyznanie 04.02.09, 16:59
          Masz prawo czuć pustkę, żal i bunt i jeszcze wiele innych niemiłych
          emocji. Być sobą to znaczy nie uciekać od swoich uczuć, nie zakładać
          maski przed samą sobą bo przed ludźmi niestety musimy. Nikt kto nie
          doświadczył sam odejścia bliskiej osoby nie zrozumie do końca tego
          co czują osieroceni. Żadna Twoja słabość nie jest przesadą.
          Doświadczyłaś niewyobrażalnej tragedii...
          Ja doszłam do wniosku, że istnieją dwa światy. My tu a Oni tam.
          Rozmawiam z nim, czuję jego obecność. Pozwala to na zmniejszenie
          nieopisanego bólu i daje nadzieję, że kiedyś wszysto się ROZJAŚNI .
          Życzę abyś miała wokół siebie dużo przyjaznych i mądrych dusz.
        • jedenon Re: Wyznanie 05.02.09, 08:57
          Witaj -)
          Jak widzisz nie Jesteś sama -) Wokół Ciebie są ludzie którzy Ci pomogą jeśli
          będziesz potrzebowała pomocy i ... pozwolisz im na to.
          Widzisz nawet Twoje sny mówią Ci że coś w Tobie pęka że czas zamknąć w sobie
          pewien etap. Oczywiście to nie znaczy zapomnieć ale żyć obok tego.
          Chwila słabości ? Mówiłaś że jedziesz z przyjacielem? Powiedz mu wszystko wyrzuć
          z siebie to co Cię gryzie wypłacz się do woli a później spróbuj stanąć na nogi i
          robić krok za krokiem do przodu.
          Co zrobić z pustką ? Pustkę trudno wypełnić jeśli wogóle się da ale co Byś
          powiedziała na pieska golden retriever. Pies to najlepszy przyjaciel człowieka i
          coś w tym jest. Co o tym myślisz? no i jak go nazwiesz?
          Powodzenia dorrita -)
          • dorrita79 Re: Wyznanie 07.02.09, 13:30
            Co do psa, to nie mam nic przeciwko, ale.....wynajmuję mieszkanie, więc nie moge
            sobie na to pozwolić. Poza tym zawsze był by problem przy wyjazdach, co z nim
            zrobić.
            Ostatnio rozmawiałam z przyjaciólka, która też straciła rodziców i próbowała
            nawiązać do tematu mojej straty... i kiedy czułam że coraz bardziej smutek mnie
            dopada szybko zmieniłam temat bo tak łatwiej. Sama przed tym uciekam... tak
            jakby mi brakowało siły i odwagi by stawić temu czoła. Wiem, sama sobie robie
            kuku, ale to jest u mnie tak automatyczne...
            Myślę, źe moje sny nie mówią o zamknięciu pewnego etapu, ale wręcz o owtorzeniu
            siebie, wyrzuceniu i wyrazeniu tego wszystkiego co chowam w środku, co mnie dusi...
            Czuję się tak w tym wszystkim zagubiona.....
            Po raz pierwszy w życiu czuję się jak mała dziewczynka, która pragnie by ją
            prowadzoną za rękę.... to jakby się odezwało moje wewnętrzne dziecko, którego
            jest teraz więcej we mnie aniżeli dorosłej osoby. Tez czasem potrafię cieszyć
            się jak dziecko, czy szaleć, ale głownie więcej tej smutnej dziewczynki,
            samotnej i zagubionej. Czy macie tak ze w danej sytuacji, w której kiedyś
            czułyście sie jak ryba w wodzie, to po śmierci bliskiej osoby w tej sytuacji
            czujecie się jakbyście doświadczali ją po raz pierwszy? Bo ja tak mam
            • degal12 Re: Wyznanie 07.02.09, 21:14
              Dorrita79 - to ja Aga, wiele o Tobie mysle,tym bardziej, ze ta cala
              tragedia stala sie kiedy ja rodzilam :((
              Prosze Cie odezwij sie do mnie...nie jestes sama!!!
              • dorrita79 Re: Wyznanie 07.02.09, 23:20
                A co Ty tu robisz?;-)
                Oczywiście że Cię pamiętam, i nawet chętnie bym się z Tobą zobaczyła.
                pozdrawiam (mój telefon masz)


                degal12 napisała:

                > Dorrita79 - to ja Aga, wiele o Tobie mysle,tym bardziej, ze ta cala
                > tragedia stala sie kiedy ja rodzilam :((
                > Prosze Cie odezwij sie do mnie...nie jestes sama!!!
    • sarenka188 Re: Wyznanie 03.02.09, 12:20
      wiem ze nie jest ci łatwo ale musisz byc silna ,to straszna
      tragedia ,musisz sie z tym pogodzic moze rozmowa z ksiedzem ci
      pomoze .Znajdz sobie jakis cel,a przede wszystkim rozmawiaj z ludzmi
      nie dus tego w sobie .to zawsze bedzie wracało zawsze bedzie bolało
      z czasem troche mniej ,pozdrawiam
      • dorrita79 przeraża mnie 07.02.09, 23:30
        Wiecie co, właśnie mi taka myśl przeszła.... matka jest zawsze przy nas w
        trudnych i radosnych chwilach, zawsze bez względu na wszystko./.. akceptują,
        kochają, wspierają (taka przynajmniej była moja mama). I dtak dalej myśląc,
        uświadamiam sobie, że już nie pozna swojego zięcia, nie będzie na mym ślubie,
        nie będzie gdy obronię magisterkę, nie będzie gdy będę rodzić, a moje dzieci nie
        poznają ani babci, ani dziadka, ani wujków i cioci... Zawsze marzyłam że ze
        swoim rodzeństwem gdy już podrosną będziemy mieć takie duże rodzinne świeta, że
        będę je wspierać i że zawsze będę dla nich najlepszą siostrą na świecie.
        Kur...:-(( normalnie do d... Tyle rzeczy w tej jednej sekundzie zostało mi
        zabranych, nie tylko ludzie, ale i plany, marzenia...tyle chwil...tyle pięknych
        chywil.
        I wiecie nad czym sie zastanawiam jak mój przyszły partner podejdzie do tego,
        gdy się dowie, że nie ma rodziny... Czy to mnie przekreśli w jego oczach? Jak
        myślicie?
        • halas1961 Re: przeraża mnie 08.02.09, 08:25
          Twoj przyszly partner z pewnoscia bedzie cie kochal i nie bedzie na to mialo
          wplywu to czy masz rodzine czy nie. Moj maz stracil rodzicow bardzo wczesnie.
          ojciec zmarl gdy byl w siodmej klasie szkoly podstawowej, mama 3 miesiace przed
          naszym slubem, mial wtedy 22 lata, jego siostry 18 i 17 lat. Do tej pory mowia
          jak jest ciezko zyc gdy nie ma matki. A teraz w zeszlym roku corka. Niestety
          krzyze ktorymi Bog nas obciaza nie sa dla wszystkich jednakowe. Niektorzy do
          konca maja przy sobie cala rodzine, a inni sa od wczesnego dziecinstwa
          sierotami. Niby sie z tym godze ale czesto mam do Boga zal. Ja tez mam w
          przyszlym roku wesele chrzesnicy, juz sie boje tego, jesli dozyje...Bo ja tez
          nie bede pomagala mojej corci wybierac sukienki do slubu, nie bede szykowala dla
          niej wesela, nie moglam sie cieszyc z jej obronionej pracy magisterskiej, nie
          bede mogla pomagac jej wychowywac dzieci, nie bedzie mnie mial kto trzymac za
          reke jek bede odchodzila z tego swiata...
          pozdrawiam
          Halina-mama Agatki
          • dorrita79 Re: przeraża mnie 08.02.09, 20:14
            Halinko czytając twą wypowiedź przyszła mi do głowy taka luźna spontaniczna myśl
            (tylko nie bierz jej do siebie, poprostu się dzielę), że ja nie mam Matki, Ty
            nie masz Córki więc mogłybyśmy się uzupełnić...
            Ja też mam żal.... tylko nie wiem do Kogo i czego, ale mam..taki ogromny.
            Nic, jutro jade stawic czoła memu koszmarowi.
            Ściskam i tulę Cię do serca
            • halas1961 Re: przeraża mnie 09.02.09, 22:32
              Kochana Doritto
              Znam Twoja tragedie, nie zawsze sie wypowiadam, czasem brakuje mi slow, to co
              bym chciala powiedziec wydaje sie takie banalne, nie na miejscu. Zawsze kiedy
              sie zaliłam albo na cos narzekalam moja Agatka sprowadzala mnie na ziemie i
              mowila: "Mamo jak mozesz ,sa ludzie ktorzy maja gorsze sytuacje, jeszcze nie
              jest tak zle, bys sie wstydzila..."
              I wiesz ktoregos razu kiedy tu na forum plakalam z tesknoty, z zalu natknelam
              sie na twoja historie i to bylo tak jakby moja corka mi pokazala twoj wpis i
              mowila do mnie powyzsze slowa.
              wierze, ze kiedys zalozysz rodzine i choc czesciowo przestaniesz czuc sie tak
              bardzo samotna
              Pozdrawiam
              Halina-mama Agatki
              • dorrita79 i tak... 11.02.09, 16:54
                Byłam w Krakowie....ogólnie jakoś to zniosła. Choć jak wjężdzałam do Krakowa to
                łzy lały się po policzkach...
                Cały czas byłam w biegu...ciężko było na chwile spokojnie usiąść.
                Ale wiecie co....na cmentarz nie poszłam:-(( tłumaczyłam sobie, że już nie
                zdążymy, że już trza wracać, że i tak nic nad grobem nie czuję... Wiem, że to
                były tylko wymówki... i powinnam się z wstydu zapaść pod ziemię:-((( W marcu
                będę znów musiała tam pojechać... więc może wtedy...
                • jedenon Re: i tak... 11.02.09, 18:12
                  Co Ty mówisz z jakiego wstydu? przyjdzie czas będziesz chciała tam pójść. Jestem
                  dumny z Ciebie że dałaś radę -) Głowa do góry czas leczy rany. Będzie dobrze.
                  Krok za krokiem do przodu...
                  • lady_goncik Re: i tak... 26.02.09, 23:25
                    Dorotko doskonale cię rozumiem z odwiedzaniem grobu.
                    Ja nie potrafię do dzis chodzić na cmentarz :-(
                    26.12.2008r w drugi dzień świąt w wypadku zginęła moja
                    najukochańsza, jedyna, modsza 21-letni Siostrzyczka. Moja
                    Przyjaciółka i bratnia duszyczka. Widzieliśmy ją nieżywą we wraku
                    auta,nikt nei był w stanie jej pomóc :-(((
                    Nie daję rady, wylądowałam u psychiatry, biorę leki i chodze do
                    psychologa. Mam L4 nie jestem w stanie chodzić go pracy.
                    Ale nic mi nie pomaga!!!!
                    Ta tęsknota mnie zabija!

                    Boże a co dopiero ty musisz czuć, gdy straciłaś całą rodzinę.
                    :-(((((((((((((((((((((((((
                    • dorrita79 dziś mijają 2 lata 28.02.09, 11:17
                      Dziś mijają 2 lata jak życie zabrało mi ich wszystkich w 1 sekunde...od kilku
                      dni mam pogorszone samopoczucie...znowu myśli rezygnacyjne, znowu wszystko
                      wydaje się być takie do dupy! tak, do dupy!! uciekam na różne sposoby by nie
                      myśleć i nie czuć. Ucieczka to moje drugie imię:-( I te ucieczki wcale nie są
                      konstruktywne, bo one mnie od wewnątrz zabijają tak powolutku. Dlaczego tak
                      bardzo się boję konfrontacji?? Przecież ona mnie i tak uderza w najmniej
                      odpowiednim momencie, ze zdwojoną siłą. "Jakam mądra takam i głupia"
                      pozdrawiam
                      • y_agga Re: dziś mijają 2 lata 17.03.09, 16:55
                        Dorotko, jedna refleksja w całej tej tragedii, która Cię spotkała. Mimo wszystko: żyjesz, Ty żyjesz! Ocalałaś jako jedyna z rodziny z katastrofy. Niezależnie jak bardzo tęsknisz za swoimi bliskimi, żyjesz. Nie będę Ci pisać, jak wielka tragedia Cię spotkała, i jakie to niesprawiedliwe wobec Ciebie. To wiesz Ty sama, piszą Ci tu wszyscy na forum, po co kolejne słowa. Jest jeszcze jedna rzecz: nad grobem swoich bliskich, kiedy tam staniesz, czy w podróży do Krakowa towarzyszy Ci ukochana osoba. zdajesz sobie sprawę, że pustego miejsca po twoich najukochańszych Rodzicach i Rodzeństwie nikt ani nic nie zastąpi, ale niezależnie od tego, mogą się pojawić w Twoim życiu innymi ludzie. Nie zamiast, tylko obok. Na moim weselu nie będzie ukochanego Taty, ale z przyszłym teściem mam tak dobry kontakt, że... tu wykropkuję. Nie jest moim ojcem, ale pozwalam mu opiekować się mną. Mój Tata nie wyłoży "zaskórniaków" na moje wesele, na wesele mojej siostry jeszcze zdążył... tu nie o pieniądze chodzi... o samą obecność. Pozwól innym otoczyć się miłością, jest na pewno wiele takich osób, które Cię kochają
                        • dorrita79 Re: dziś mijają 2 lata 18.03.09, 21:54
                          yy..aga... dziękuję Ci za ciepłe słowa. Znów byłam w Kraku, dziś wróciła. Znowu
                          zabrakło mi odwagi by stawić się nad grobem. Może następnym razem. W podróży do
                          Kraka towarzyszy mi mój dobry przyjaciel, ale nie partner czy chłopak. Dobrze
                          mieć przyjaciół - to taka rzecz, za którą naprawde jestem wdzięczna. Tak, żyję.
                          tylko problem tkwi w tym, że nie potrafię czerpać radości z życia, a
                          przynajmniej jeszcze nie teraz. Wiem, że są ludzie, którzy mają gorzej, ale
                          jakoś wcale mnie to nie motywuje, nie daje mi kopa. Bo przecież mogłam bym
                          znaleźć kilka spraw z których mogłabym się cieszyć. Przecież nie jestem
                          beznadziejna Kobitką, tylko Kobitką, która znalazła się w beznadziejnej
                          sytuacji. Ale co się jeszcze musi stać, bym doceniła swoje życie i to co mam?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka