198-3mk
22.07.09, 18:25
Witaj Ośmiorniczko:)
I znowu piekne, jednocześnie wzruszajace to, co do mnie napisałas...
Dziękuję... Wiesz, tych znaków jest wiele, ale tak jak pisałam, nie
zawsze potrafimy dane sytuacje odbieać jako, znaki.
Często myślę,że dopiero wtedy kiedy w naszym życiu wydarzy się,
traumatyczne przeżycie,nasze oczy otwierają sie szerzej,i inaczej
patrzymy na świat,ludzi,na wszystko co nas otacza...
Trwał już siódmy miesiac choroby Marcina. Wrócił ze szpitala po
kolejnym cyklu chemioterapi. Był strasznie biedny. Cierpiał bardzo.
Moje serce szalało z bólu bo w żaden sposób, nie mogłam pomóc mojemu
dziecku. I znowu ten głos pojawiający się nagle...
Głos ten zawsze wychodzi z miejsca, gdzie znajduje sie serce.
Jest natarczywy,nie ustepuje. Mówi mi że mam wziąć kartkę, długopis
i mam iść pisać. Wierz mi, myślałam że rozpacz odbiera mi rozum...
Z płaczem zamknełam sie w pokoju, wziełam kartkę,długopis, siadłam i
mówie do Pana Boga,: Powiedz mi Boże,co ja mam robić,jaki list
pisać,do kogo... Płakałam strasznie. Popewnym czasie,bez chwili
zastanowienia zaczełam pisać, list do Pana Boga...
Opisałam mu swoje życie. Prosiłam o siłe dla mojego Marcina, i dla
mnie.Prosiłam o cud ozdrowienia,ale też napisałam Bogu, Bądz Wola
Twoja... Uszanuję ją.. Tylko bądz przy Nas...
PO napisaniu tego listu poczułam sie taka lekka, i mocna
zarazem,miałam pewność że teraz już sobie poradzimy. Czułam całym
sercem że nie jesteśmy sami...
Od tego czasu,wierz mi, było mi łatwiej. Za każdym razem kiedy
myślałam że nie jestem w stanie więcej znieść, wzywałam Boga i
dostawalam nowe siły... Namówiłam Marcina aby każdego dnia,kiedy nie
jest w szpitalu, odmawiał ze mna Koronkę do Bożego Miłosierdzia.
Zgodził się...
Po moim udziale w rekolekcjach dla pogrążonych w żałobie, list ten
został opublikowany w głogowskiej gazetce KOTWICA, jako świadectwo...
Głos namówił mnie do zrobienia wielu rzeczy o których nawet nie
śniłam...
W trakcie choroby syna pisałam sobie pamiętnik. I znowu ten głos...
Po śmierci syna zaczął namawiać mnie abym spróbowała Go opublikować.
Dałam sie namówić. Zajeło mi to ponad pół roku. Wszystko sama sobie
przepisałam na komputerze,bo wstydziłam się tego,że ktoś obcy mógłby
czytać moje bzdury. Posłałam do pierwszej redakcji jaką wyczytałam
na jakiejś książce. Po miesiącu dostałam telefon z redakcji, z
informacją, iż są zainteresowani wydaniem mijej książki.
Jak zareagowałam. Szok... Po prostu szok... Nie mogłam w to
uwierzyć. Dzisiaj wiem że to dzięki Marcinowi. Tylko dzieki Niemu
udało mi się dokonanie takiego cudu... W szkole nigdy nie umiałam
sklecić porządnego wypracowania, a tu po upływie pół roku, moja
książka znalazła sie w księgarniach...
Jeśli będziesz miała ochotę na nią zerknąć, to wpisz w
wyszukiwarce, tytuł TRZYMAJĄC ŚMIERĆ ZA RĘKĘ, autor Beata Kanik.
Tylko proszę nie potraktuj tego jako reklamę lub popisywanie się, ja
tylko chę Ci przekazać jakie rzeczy mogą powstać,jeśli potrafimy i
chcemy, posłuchać głosów, odczytać znaki...
Na teraz starczy:) Pozdrawiam Cie Bardzo,Bardzo Serdecznie. Beata-
mama Marcina:)