Dodaj do ulubionych

Do Ośmiorniczki

22.07.09, 18:25
Witaj Ośmiorniczko:)
I znowu piekne, jednocześnie wzruszajace to, co do mnie napisałas...
Dziękuję... Wiesz, tych znaków jest wiele, ale tak jak pisałam, nie
zawsze potrafimy dane sytuacje odbieać jako, znaki.
Często myślę,że dopiero wtedy kiedy w naszym życiu wydarzy się,
traumatyczne przeżycie,nasze oczy otwierają sie szerzej,i inaczej
patrzymy na świat,ludzi,na wszystko co nas otacza...
Trwał już siódmy miesiac choroby Marcina. Wrócił ze szpitala po
kolejnym cyklu chemioterapi. Był strasznie biedny. Cierpiał bardzo.
Moje serce szalało z bólu bo w żaden sposób, nie mogłam pomóc mojemu
dziecku. I znowu ten głos pojawiający się nagle...
Głos ten zawsze wychodzi z miejsca, gdzie znajduje sie serce.
Jest natarczywy,nie ustepuje. Mówi mi że mam wziąć kartkę, długopis
i mam iść pisać. Wierz mi, myślałam że rozpacz odbiera mi rozum...
Z płaczem zamknełam sie w pokoju, wziełam kartkę,długopis, siadłam i
mówie do Pana Boga,: Powiedz mi Boże,co ja mam robić,jaki list
pisać,do kogo... Płakałam strasznie. Popewnym czasie,bez chwili
zastanowienia zaczełam pisać, list do Pana Boga...
Opisałam mu swoje życie. Prosiłam o siłe dla mojego Marcina, i dla
mnie.Prosiłam o cud ozdrowienia,ale też napisałam Bogu, Bądz Wola
Twoja... Uszanuję ją.. Tylko bądz przy Nas...
PO napisaniu tego listu poczułam sie taka lekka, i mocna
zarazem,miałam pewność że teraz już sobie poradzimy. Czułam całym
sercem że nie jesteśmy sami...
Od tego czasu,wierz mi, było mi łatwiej. Za każdym razem kiedy
myślałam że nie jestem w stanie więcej znieść, wzywałam Boga i
dostawalam nowe siły... Namówiłam Marcina aby każdego dnia,kiedy nie
jest w szpitalu, odmawiał ze mna Koronkę do Bożego Miłosierdzia.
Zgodził się...
Po moim udziale w rekolekcjach dla pogrążonych w żałobie, list ten
został opublikowany w głogowskiej gazetce KOTWICA, jako świadectwo...

Głos namówił mnie do zrobienia wielu rzeczy o których nawet nie
śniłam...

W trakcie choroby syna pisałam sobie pamiętnik. I znowu ten głos...
Po śmierci syna zaczął namawiać mnie abym spróbowała Go opublikować.
Dałam sie namówić. Zajeło mi to ponad pół roku. Wszystko sama sobie
przepisałam na komputerze,bo wstydziłam się tego,że ktoś obcy mógłby
czytać moje bzdury. Posłałam do pierwszej redakcji jaką wyczytałam
na jakiejś książce. Po miesiącu dostałam telefon z redakcji, z
informacją, iż są zainteresowani wydaniem mijej książki.
Jak zareagowałam. Szok... Po prostu szok... Nie mogłam w to
uwierzyć. Dzisiaj wiem że to dzięki Marcinowi. Tylko dzieki Niemu
udało mi się dokonanie takiego cudu... W szkole nigdy nie umiałam
sklecić porządnego wypracowania, a tu po upływie pół roku, moja
książka znalazła sie w księgarniach...
Jeśli będziesz miała ochotę na nią zerknąć, to wpisz w
wyszukiwarce, tytuł TRZYMAJĄC ŚMIERĆ ZA RĘKĘ, autor Beata Kanik.
Tylko proszę nie potraktuj tego jako reklamę lub popisywanie się, ja
tylko chę Ci przekazać jakie rzeczy mogą powstać,jeśli potrafimy i
chcemy, posłuchać głosów, odczytać znaki...
Na teraz starczy:) Pozdrawiam Cie Bardzo,Bardzo Serdecznie. Beata-
mama Marcina:)
Obserwuj wątek
    • osmiorniczka030 Do Beatki 24.07.09, 00:26
      Witaj Beatko!

      Jak tak czytam Twoj list, tak sobie mysle, ze sprostalas bardzo
      ciezkiej probie. Takiej wlasnie postawy oczekuje od nas Pan Bog.
      Ufnosc pomimo wszystko. Ja takiej probie nie sprostalam - nie
      potrafilam do tego stopnia zawierzyc Panu Bogu. Jednak Jego opieke
      czulam przez cale swoje zycie.

      Widzisz, moj Tata byl czlowiekiem bardzo schorowanym. Przez cale
      zycie srednio co dwa lata ladowal w szpitalu z zagrozeniem zycia. Za
      kazdym razem kleczalam calymi nocami i modlilam sie. Za kazdym
      razem, pomimo sytuacji krytycznych zawsze "niewidzialna reka"
      przychodzila na czas, ratowala go niemal w ostatniej sekundzie.
      Nawet wtedy, kiedy bylo juz bardzo zle. A umarl wtedy, kiedy
      przestalam sie modlic. Tak strasznie cierpial, ze nie wiedzialam
      juz, o co sie modlic. To tak, jakby Pan Bog podtrzymywal ten plomyk
      zycia Taty specjalnie dla mnie. Ja nie bylam w stanie "zgodzic sie"
      na smierc, powiedziec Panu Bogu "badz wola Twoja." Wszystko, tylko
      nie on... A najgorsze jest to, ze gdyby tak cofnac czas, chyba nadal
      nie potrafilabym tego zrobic... Taka jest smutna prawda o mnie :-( I
      jest mi z tym bardzo zle, nie moge poczuc sie tak lekka, jak Ty...
      Dlatego doskonale zdaje sobie sprawe z tego, ile Cie to kosztowalo.
      Jednak jestes wspanialym przykladem dla wielu z nas, ktorzy uwazaja
      sie za katolikow, a ktorzy nie zawsze potrafia powiedziec Bogu "badz
      wola Twoja."

      Mysle, ze ten "glos," to Duch Swiety, ktory wskazuje Ci droge. Byc
      moze w ten sposob Pan Bog wynagradza Ci to, ze potrafilas zaufac mu
      pomimo wszystko... Zazwyczaj jest tak, ze jesli tylko "uchylimy
      drzwiczki" Panu Bogu, zaczynamy zauwazac Jego dzialanie w naszym
      zyciu. A co dopiero musi sie dziac, jezeli Ty wrecz te drzwi
      wywazasz...

      Gratuluje Ci wydania ksiazki! Jestem w tej chwili na wakacjach, ale
      jak wroce do domu, z checia przeczytam to, co napisalas.

      Serdecznie Cie pozdrawiam.

      • 198-3mk Re: Do Ośmoirniczki 24.07.09, 10:23
        Witaj Ośmiorniczko. /Może zdradzisz mi jak masz na imię/:)/
        Nie jedna z Nas,na tym forum sprostała ciężkiej próbie...
        Wiesz-najdziwniejsze w moim przypadku,jest to że ja nigdy nie byłam
        blisko kościoła. Wyszłam za mąż,za człowieka który nie opuszcza bez
        powodu mszy świętej niedzielnej czy świątecznej, sama tez zaczełam w
        nich uczestniczych,ale niestety nie czułam tego. Bóg znalazł do mnie
        drogę poprzez chorobę i śmierc syna... Smutne prawda?...
        A wątpliwośći zawsze się znajdą... Ja do dzisiaj też mam ich wiele,
        mimo tego że moi pozostali synowie,zapewniają mnie,iż nikt nie był w
        stanie zrobić dla Marcina,więcej niż ja zrobiłam. Mimo wszystko,
        ciągle pojawia sie myśl, że może mogłam zrobić coś więcej...
        Inaczej...Ale...
        Kochana życzę Ci wspaniałego,miłego,spełniajacego Twoje
        oczekiwania,wypoczynku!!! :)

        Ja wyjeżdżam jutro 25 lipca. Opiekuję się 52 osobową grupą
        dzieciaków na koloniach,i ich wychowawcami:) Od Ośmiu lat jeżdżę na
        kolonie jako kierownik,ale chyba po tym sezonie przejdę już na
        emeryturę,/mam 45 lat/ jestem już za stara na takie eskapady:):):)
        Trzymaj się Kochana. Pozdrawiam cieplutko. Beata.
        • osmiorniczka030 Do Beatki 26.08.09, 23:25
          Beatko, odbierz poczte...
    • tilia7 Re: Do Beatki 25.07.09, 23:07
      Gratuluję wydania książki i podziwiam za konsekwencję, która do tego
      doprowadziła.Ja po śmierci narzeczonego też piszę - to są takie listy do Niego i
      też przez chwilę miałam pomysł, żeby to kiedyś wydać.Nie dla siebie, dla innych,
      żeby przestrzec, dodać siły, sama nie wiem.Teraz myślę, że to jednak za bardzo
      wszystko intymne, bo to w końcu moje najgłębsze i najstraszniejsze przeżycia.Ale
      popieram wydawanie takich książek.Kiedy dopada nas śmierć najbliższych tak
      naprawdę jesteśmy bezradni, nie wiemy co ze sobą zrobić, gdzie szukać pomocy.I
      tak naprawdę nic nam nie może pomóc, ale bezcenna jest świadomość, że ktoś już
      podobne rzeczy przeżył i PRZEŻYŁ.
      Pozdrawiam serdecznie
      • 198-3mk Re: Do tilia7 07.08.09, 00:02
        Witaj... Jestem na wakacjach i dopiero dzisiaj mam dostęp do internetu. Miło mi
        że do mnie napisałaś:)
        Co do książki,to tak jak piszesz,wydałam ją po to,aby inni mogli się
        pokrzepić,aby dała innym pocieszenie myśl,że są osoby,które też cierpią,ale mimo
        wszystko nie poddają się...
        Co do Twoich listów to może spróbuj je wydać...Może też komuś pomogą...
        Pozdrawiam serdecznie. Beata-mama Marcina.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka