Dodaj do ulubionych

pani ekspert - pytanie-zabawki

24.03.11, 11:18
Pani Ekspert!
szukałam na forum czy opisany był problem, z którym ja się zwracam, ale dotyczył on młodszych dzieci.
Sprawa dotyczy dwóch dziewczynek - moje dziecko - 4,5 latka, oraz młodsza dziewczynka 3,5 roku.
Otóż córeczka jest dzieckiem grzecznym, nie mam z nią większych problemów wychowawczych i uczę ją od małego chociażby tego, że należy się dzielić z innymi dziećmi swoimi zabawkami itp./ale akurat to dzielenie zabawkami jest tutaj dość istotne w tym poście/. Wyjechaliśmy na weekend do znajomych

Chodzi o to, że tamto dziecko nie pozwalało się mojej córce bawić swoimi zabawkami drugiego dnia pobytu u nich, pół dnia minęło mi na słuchaniu płaczu jednej i drugiej. Ta druga dziewczynka zabiera wszystkie swoje zabawki i nie pozwala się nimi bawić Oliwce. Cokolwiek moja córka weźmie do ręki to tamta jej zabiera. Zabrałyśmy ze sobą parę zabawek z domu, ale no bez przesady, nie będę targała worka dodatkowego bagażu. Nadmienię jeszcze, że naszymi zabawkami dziewczynki bawiły się dzień wcześniej, no i być może obu dziewczynkom już się znudziły.
I teraz tak. Jeśli chodzi o rodziców tamtej dziewczynki, to ze strony ojca – totalna olewka. Natomiast mama też dosyć rzadko reaguje, ale czasem jak zareaguje to coś tam jej po cichu tłumaczy /nie wiem co, bo nie słyszałam/, w każdym bądź razie jej mama nie doprowadza do tego, by tamta dała choć na chwilę zabawkę, a robi coś takiego, ze szuka innej zabawki i swoje dziecko zajmuje czym innym, a wtedy moja córka w innym pokoju mogła się czymś innym pobawić. Albo też po prostu ostatecznie zabiera tą zabawkę o którą chodzi i chowa ją ze słowami, że żadna sie nie pobawi tym.
Moje dziecko grzecznie ciągle prosi tamtą dziewczynkę, żeby jej pozwoliła, a tamta zacięcie dopowiada „nie” i koniec, po czym wyrywa kolejną zabawkę. Kiedy ja próbowałam tłumaczyć tej małej, ona nie patrzyła na mnie tylko w sufit i nic się nie odzywała.
Według mnie to ich dziecko chce koniecznie zwrócić na siebie uwagę rodziców i chyba domaga się, żeby ciągle rodzice tłumaczyli i poświęcali jej więcej czasu. Nie wiem może ja jestem wyrodną matką, ale gdyby u mnie w domu doszło do tego typu „akcji” to wytłumaczyłabym mojej córce, że to jest nasz gość i trzeba się podzielić zabawką, pobawi się chwilę i odda, albo zaczęłabym wspólną zabawę z nimi. Gdyby nie chciała oddać to po prostu bym przekazała tą „sporną zabawkę” naszemu gościowi, a córkę zabrabym ze sobą, żeby spokojnie z nią porozmawiać.
Próbowałam osobiście interweniować do tamtej dziewczynki, tzn. usiadłam z nimi i spokojnie wytłumaczyłam tamtej, że moja córka tylko troszkę się pobawi i odda zabawkę, żeby się nie obawiała, ja tego dopilnuję. Chciałam się z nimi pobawić tym „przedmiotem sporu”, ale tamta nie wypuszczała tej zabawki z rąk i nie odzywała się nic. Dodam może tyle jeszcze, że to dziecko, o którym piszę, jest bardzo wstydliwe, nieśmiałe i zachowuje się tak przede wszystkim w obecności swoich rodziców. Bo jak zostawałam z nimi sama, czy zostawały we dwie u znajomych, nie było ŻADNYCH tego typów problemów. Acha no i jak moje dziecko zwróciło się o pomoc do taty tej dziewczynki to on na to że „musisz sobie sama poradzić i użyć dobrych argumentów, by przekonać jego córkę, by jednak ta zgodziła się na pożyczenie swojej zabawki”.
Zastanawia mnie, co Pani na ten temat myśli, czy rodzice tamtej dziewczynki postąpili właściwie wobec nas? Ja zauważyłam, ze przy takim podejściu do sprawy, tamto dziecko robiło się coraz bardzo agresywne i próbowało popchnąć, czy uderzyć moje dziecko.
Co Pani o tym myśli?
z góry dziękuję za odpowiedź!
Obserwuj wątek
    • morekac Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 24.03.11, 12:35
      Dzielenie się własnymi zabawkami to dla większości dzieci trudna umiejętność. Trzeba też do niej dojrzeć i przekonać się, że to, że inne dziecko bawi się tą zabawką, nie sprawia, że jest mniej własna.
      3,5 latka może mieć z tym spory problem. Być może mama powinna uprzedzić dziecko wcześniej i schować te zabawki, których użycie przez obcych jest niewyobrażalne dla właścicielki/właściciela.

      wytłumaczyłabym mojej córce, że to jest nasz gość i
      > trzeba się podzielić zabawką,
      No właśnie - wasz, a nie córki. Dlaczego zatem ona miałaby się dzielić swoim misiem z waszym gościem? ;-)
      Sądzę, że w takich sytuacjach najlepiej jest po prostu zabrać dzieciaki na neutralny teren i niech się bawią ze sobą. W najgorszym wypadku będą się wspólnie nudziły...

      Gdyby nie chciała oddać to po prostu bym przekazała tą „s
      > porną zabawkę” naszemu gościowi, a córkę zabrabym ze sobą, żeby spokojnie
      > z nią porozmawiać.

      Mam wrażenie, że twoje dziecko nie może mówić nie. Nawet 3,5 czy 4,5 latek ma prawo do swojej własności i ma prawo wyrażać swój sprzeciw. Wiesz, czego uczysz dziecko? Że jej zdanie, jej sprzeciw nie są ważne, że można to jej 'nie' ignorować czy łamać. To nie jest dobre w dorosłym życiu. Chociaż oczywiście bardzo wygodne dla rodziców 4 latków. Dla rodziców 14-latków już niekoniecznie.

      Zawsze jest jeden ukochany miś/samochód/lalka, od którego innym wara - przecież można ponegocjować zabawę innymi, mniej osobistymi misiami. Ale te negocjacje zostawiłabym dziecku, co najwyżej utuliła te płaczące i poszukała dla niego innego zajęcia.
      A zabawkę, o którą jest afera, też bym skonfiskowała chwilowo.
    • mama_myszkina Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 24.03.11, 13:09

      Otóż córeczka jest dzieckiem grzecznym, nie mam z nią większych problemów wychowawczych i uczę ją od małego chociażby tego, że należy się dzielić z innymi dziećmi swoimi zabawkami itp

      Osobiście uważam, że to błąd. Dziecko może ale nie musi dzielić się zabawkami. I do tego powinno oczekiwac, że zostanie o tę przysługę grzecznie poproszone. Mam wrażenie, że wmawiająć córce, że ma się dzielić wszystkim, bo tak trzeba, wychowasz osobę uległą i mało asertywną. Taką, która w przyszłosci nie będzie umiala mówić 'nie' ani stawiać granic.

      Chodzi o to, że tamto dziecko nie pozwalało się mojej córce bawić swoimi zabawkami drugiego dnia pobytu u nich, pół dnia minęło mi na słuchaniu płaczu jednej i drugiej. Ta druga dziewczynka zabiera wszystkie swoje zabawki i nie pozwala się nimi bawić Oliwce.

      I słusznie. Twoja córka powinna poprosić o zabawkę a Ty powinnaś ją w tym wspierać i pokazać, że może poprosić, ale musi się liczyć z odmową.

      Jeśli dobrze rozumiem, to sama uczysz córkę, że każde dziecko moze podejść i bez ceregieli wziąć sobie jej zabawkę i tego samego oczekujesz od innych dzieci? Staram się być delikatna, ale to jest dość niemadre, jeśli nie szkodliwe.

      Cokolwiek moja córka weźmie do ręki to tamta jej zabiera.

      I słusznie. Córka powinna poprosić.

      Zabrałyśmy ze sobą parę zabawek z domu, ale no bez przesady, nie będę targała worka dodatkowego bagażu. Nadmienię jeszcze, że naszymi zabawkami dziewczynki bawiły się dzień wcześniej, no i być może obu dziewczynkom już się znudziły.

      Błąd. Każda dziewczynka powinna mieć swoje zabawki. Dzieci już takie są, że miewają swoje humorki i nie lubią się zawsze i wszędzie wszystkim dzielić. A może po prostu nie chciało Ci się targac zabawek i założyłaś, że owa dziewczynka jest uczona, że jej zabawki należą do wszystkich? ;)


      I teraz tak. Jeśli chodzi o rodziców tamtej dziewczynki, to ze strony ojca – totalna olewka. Natomiast mama też dosyć rzadko reaguje, ale czasem jak zareaguje to coś tam jej po cichu tłumaczy /nie wiem co, bo nie słyszałam/, w każdym bądź razie jej mama nie doprowadza do tego, by tamta dała choć na chwilę zabawkę

      A dlaczego ma oddawać swoje zabawki Twojej córce, która nawet nie prosi, tylko podchodzi i zabiera? Proponuję, żebyś zaczęła uczyć córkę akceptowanych społęcznie zachowań, bo będzie jej w życiu ciężko. Wyrośnie na osobę, która nie stawia granic, ale granic innych też nie szanuje. Bo skad ma wiedziec, jak to robić?


      Moje dziecko grzecznie ciągle prosi tamtą dziewczynkę,

      Teraz mi zabiłaś ćwieka. Bo raz piszesz, że podchodzi i bierze zabawkę, a teraz,że prosi? Najpierw niech prosi, a jeśli usłyszy odmowę, to niestety, ale musi sobie poszukać innej zabawki. Jeśli najpierw zabiera zabawkę, to nie dziwię się, że słyszy odmowę.

      żeby jej pozwoliła, a tamta zacięcie dopowiada „nie” i koniec, po czym wyrywa kolejną zabawkę.

      Czyli jednak Twoja córka najpierw zabiera, a potem prosi. Nie dziwię się, że słyszy odmowę. Gdyby moja koleżanka najpierw otworzyła moją szafę, zabrała którąś z moich sukienek i ją nalożyła, a potem spytała,czy może, to tez nie byłabym zadowolona. A mam 30 lat i jestem daleko mnie samolubna niż małe dziecko. ;)


      Według mnie to ich dziecko chce koniecznie zwrócić na siebie uwagę rodziców i chyba domaga się, żeby ciągle rodzice tłumaczyli i poświęcali jej więcej czasu.

      Według mnie ta dziewczynka po prostu nie lubi, kiedy twoja córka zabiera jej zabawki. Ma prawo.

      Nie wiem może ja jestem wyrodną matką, ale gdyby u mnie w domu doszło do tego typu „akcji” to wytłumaczyłabym mojej córce, że to jest nasz gość i trzeba się podzielić zabawką,

      Swoim gościom też pozwalasz zaglądać do szafy i kosmetyków i zabierać co im się podoba, żeby się 'pobawili'? ;)
    • Gość: domza2 Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.rzeszow.vectranet.pl 24.03.11, 17:10
      Można namawiać dzieci do współpracy, ale nie można ich do tego zmuszać. Zasady, które wpajasz dziecku moim zdaniem wychowują ją na istotę zbyt uległą. Nie mogę zrozumieć dlaczego córka miałaby oddać gościowi swoją rzecz, bo to gość.
      Najbardziej podobał mi się tekst Taty tej dziewczynki - to nie olewka, a wychowanie małej na osobę samodzielną. Namawiał on Twoją córkę, by dogadała się z jego córką sama. Nie chciał się wcinać.
      Oczywiście, sytuacja niemiła dla Ciebie i Twojej córki. W zaistniałej sytuacji, poszukałabym czegoś dla zabawy dla swojego dziecka, bądź odseparowała dzieci, swojej córce bym tłumaczyła, że po prostu koleżanka nie chce się podzielić zabawkami i już, więc trzeba sobie gdzieś indziej poszukać zabawy, np. na świeżym powietrzu. Starałabym się, aby moja córka nie odniosła w tej sytuacji wrażenia, że coś/ktoś jest przeciwko niej, a jedynie, że każdy ma prawo do swojej własności i już:(
      Rodzice tej 3,5 latki (faktycznie w tym wieku dzielenie się jest problemem) powinni przyjmując Ciebie i córę na cały weekend do swojego domu odpowiednio przygotować teren. Uzgodnić z córką, czym będzie się bawiła z koleżanką, schować/wyciągnąć jakieś zabawki, jakoś się na to przygotować. Tego zabrakło najprawdopodobniej i to jest ta olewka.
    • justyna_dabrowska Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 24.03.11, 18:01
      Zgadzam sie z Mamą Myszkina

      Pozdrawiam
      jd
    • Gość: mama_dwójeczki Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.play-internet.pl 24.03.11, 21:56
      Kiedyś w którejś gazecie czytelniczka zadała podobne pytanie do Twojego, w odpowiedzi przytoczony był następujący przykład: odwiedzają Cię dalecy znajomi, jeden z nich chce pożyczyć sobie Twój samochód i bierze kluczyki - pozwalasz? Oczywiście, że nie. Dziecko podobnie, ma prawo do posiadania rzeczy na tyle dla niego ważnych, że nie chce się nimi dzielić.

      Ja moją córkę (obecnie 3 lata i 7 m-cy) od zawsze uczyłam, że nie musi się dzielić zabawkami jeśli nie ma na to ochoty, jednak powinna respektować podobne zachowania ze strony innych dzieci. Starałam się jej pokazać, że każdy może posiadać swoją własność i nie wolno bez jego zgody jej "używać" ;)
      Kiedy do córki przychodzą koleżanki, przed ich przyjściem proszę Hanię, żeby zastanowiła się czy są takie zabawki, którymi koleżanki nie powinny się bawić. Jeżeli są - odkładamy je poza zasięg małych rączek i nie bawi się nimi żadne z dzieci.

      Muszę jednak przyznać, że opisana sytuacja jest według mnie sytuacją skrajną - nie pozwalanie na dotykanie ŻADNEJ zabawki moim zdaniem wykracza daleko poza kwestię poczucia własności/prywatności dziecka i nie powinno się jej pozostawiać bez reakcji ze strony rodziców (może nie koniecznie w momencie zabawy, jednak myślę, że rodzice powinni porozmawiać z córką)
      Moje dziecko również jakieś 2 lata temu znalazło się w identycznej sytuacji - odwiedzaliśmy chrzestną Hani i jej córka nie pozwalała mojej dotknąć NICZEGO, łącznie z kocem położonym na łóżku. Nie ukrywam, że dość szybko zakończyliśmy wizytę
      • katrin252 do mama_dwójeczki 25.03.11, 07:18
        bardzo dziękuję za odpowiedź. Własnie taką sytuację miałam tu na myśli, czyli tę sytuację skrajną, więc nie czułam się tam komfrotowo w tej sytuacji a do domu daleko. Chodziło o to, ze dziecko nie pozwalało dotknąć niczego. Ja rozumiem że dzieci mają ulubione zabawki, którymi się nie podzielą, ale ja do tego nie zmuszam. Ale grzeczne i kulturalne zachowanie wymaga tego, żeby gość poczuł się u nas dobrze, tym bardziej, ze był usilnie zapraszany.
        Więc chyba można byłoby zadbać, żeby atmosfera była odpowiednia. Być moze opisałam całą sytuację dośc haotycznie, trudno. Bynajmniej, moje dziecko może powiedzieć "nie" i wcale nie uczę uległości. Ale są w życiu różne sytuacje, a my powinniśmy wskazać tę odpowiednią drogę.
        • morekac Re: do mama_dwójeczki 25.03.11, 09:33
          Hm, mnie się wydaje, że 3,5 latka mogła być też zestresowana/zmęczona 2-dniową wizytą... Sama piszesz, że problem pojawił się drugiego dnia pobytu.
        • mama_myszkina Re: do mama_dwójeczki 26.03.11, 15:02
          Bo Twoja corka powinna byla zapytac, czy moze dotknac.
          • joshima Re: do mama_dwójeczki 26.03.11, 16:06
            mama_myszkina napisała:

            > Bo Twoja corka powinna byla zapytac, czy moze dotknac.

            A nawet wtedy powinna byc przygotowana na odmowę.
            • mama_myszkina Re: do mama_dwójeczki 27.03.11, 01:47
              Oczywiscie,ze powinna.

              Natomiast dziwi mnie, ze wiekszosc oczekuje 'uspolecznionego' zachowania od wlascicielki zabawki, jednoczesnie zapominajac, ze zostala ona postawiona przed faktem dokonanym - ktos podszedl i zabral jej zabawke.

              Elaboratow i dyplomacji mozna wymagac od doroslego, nie od dziecka. Dla mnie jest jasne: nie bylo prosby tylko rozporzadzanie nieswoimi zabawkami, stad obronna reakcja dziewczynki.
    • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 25.03.11, 10:40
      Witam,
      Jestem zdziwona odpowiedzią Pani Psycholog, chociaż, po innych odpowiedziach, które ostatnio przeczytałam na tym forum, może aż tak bardzo mnie nie dziwi…
      Moim zdaniem, ludzie nie do końca rozumieją co znaczy być asertywnym, a to, o czym pisze Mama Myszkina już na pewno nie ma nic wspólnego z asertywnością.
      Uważam, że trzeba uczyć dziecka szacunku do siebie, swoich potrzeb, ale też szacunku do innych i ich potrzeb. Nie chodzi o to, żeby mówić: nie, bo nie! Raczej, żeby mówić: n i e i uświadamiać sobie dlaczego n i e. Człowiek, który mówi n i e dla zasady, tylko dlatego, że akurat może powiedzieć n i e, wcale nie jest osobą asertywną, a pozbawionym kultury egoistą. Takie jest moje zdanie.
      Mam wrażenie, że katrin252 wcale nie chodzi o wychowywanie córki na osobę uległą i mało asertywną, a osobę kulturalną, która potrafi się dzielić i współżyć z ludźmi. To są chyba akceptowane społecznie zachowania? Przynajmniej kiedyś były…
      Nie uważam, że dziecko musi oddawać swoje zabawki innym dzieciom, które przychodzą do niego w odwiedziny. Ono powinno umieć się tymi zabawkami dzielić i wcale nie wszystkimi, tylko tymi którymi chce, ale o to powinni zadbać rodzice przed przyjściem gości. Uważam, że ważne jest też żeby dziecko mniej więcej uświadamiało sobie dlaczego zdecydowało się nie dzielić tymi akurat zabawkami (bo to jest mój ulubiony miś, bo tą laleczkę dała mi Babcia, bo nie lubię tej dziewczynki tak bardzo, żeby dzielić się z nią moim króliczkiem itd.). Chodzi o uczenie się rozumienia swoich potrzeb i decyzji.
      Przykład z samochodem i kluczykami jakoś do mnie nie przemawia. Nikt przecież nie mówi, że inne dziecko ma prawo zabierać zabawki mojemu dziecku i wynosić je z domu, chyba, że moje dziecko wyrazi na to zgodę. Bardzo fajne są, moim zdaniem, czasowe wymiany zabawek, oczywiście dokonywane przez dzieci za przyzwoleniem rodziców, nie przez samych rodziców. Chodzi o umiejętność dzielenia się tym, czym możemy (w tym zawiera się c h c e m y) się podzielić. Jeśli już bawimy się w takie przenośnie to, kiedy przychodzą do nas znajomi, pozwalamy im siedzieć na naszych fotelach, przy naszym stole, częstujemy ich naszą kawą, drogim cukrem, pozwalamy im korzystać z naszej toalety. Z kolei, znajomi nie zaglądają do naszych szaf, nie wchodzą do pokoi, które są zamknięte itd. Korzystają z rzeczy, z których pozwalamy im korzystać.
      Wracając do rodziców tej biednej dziewczynki, to uważam, że ojciec jej w ogóle nie wychowuje a matka próbuje, aczkolwiek nieudolnie. Na twoim miejscu katrin252 po prostu ograniczyłabym kontakty z tymi ludźmi, albo nie zabierałabym do nich córki, ponieważ spotkania z tą dziewczynką chyba niczego pozytywnego nie wnoszą.
      Pozdrawiam,
      Ola
      • morekac Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 25.03.11, 11:13
        ale gdyby u mnie w domu doszło do tego typu „akcji” to wytłumaczyłabym mojej córce, że to jest nasz gość i trzeba się podzielić zabawką, pobawi się chwilę i odda, albo zaczęłabym wspólną zabawę z nimi. Gdyby nie chciała oddać to po prostu bym przekazała tą „sporną zabawkę” naszemu gościowi

        Ale to chyba nie jest dobry sposób na wychowanie osoby asertywnej i mało uległej, pełnej szacunku do siebie i swoich potrzeb? Oraz szacunku dla potrzeb innych ludzi.
        • katrin252 Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 25.03.11, 12:15
          to jest zdanie wyrwane po prostu z kontekstu całej sytuacji. Ogółem chodzi o całokształt sytuacji i sens - nie pozwala ruszyć niczego drugiej osobie, to po co taką osobę po prostu zapraszać? Chowamy zabawki ważne, te szczególne, którymi się dziecko nie chce dzielić i już.
          • morekac Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 25.03.11, 13:02
            Zauważ jedno: zapraszają rodzice, a nie dziecko. Poza tym dzieci inaczej zachowują się na swoim terytorium, inaczej na terytorium innego dziecka, a jeszcze inaczej - na terytorium neutralnym.
          • joshima Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 25.03.11, 20:23
            katrin252 napisała:

            > to jest zdanie wyrwane po prostu z kontekstu całej sytuacji. Ogółem chodzi o ca
            > łokształt sytuacji i sens - nie pozwala ruszyć niczego drugiej osobie, to po co
            > taką osobę po prostu zapraszać? Chowamy zabawki ważne, te szczególne, którymi
            > się dziecko nie chce dzielić i już.
            A nie pojmujesz, że niektóre dzieci po prostu w pewnym wieku takie są? Nie ma to związku z ich wychowaniem i zwyczajnie z tego wyrastają?
            • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 25.03.11, 22:43
              Tylko na kogo wyrastają?
              • joshima Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 02:53
                Gość portalu: Aleksandra napisał(a):

                > Tylko na kogo wyrastają?
                Nie na kogo tylko z czego. Zaręczam Ci, że często wyrastają na uczciwych porządnych i wcale n ie egoistycznych ludzi. Egoizm w pewnym wieku jest związany właśni z wiekiem i stopniem rozwoju a nie z charakterem czy wpojeniem (a właściwie niewpojeniem) dobrych manier.

                Tak się składa, że nie jesteś w stanie przekonać mnie, że jest inaczej.

                aha. Naprawdę ciekawa jestem Twojej reakcji w sytuacji, kiedy przychodzę do Ciebie i mam pretensję, ze nie jesteś gościnna, bo nie mogę do woli i bez pytania brać i używać wszystkiego co mi wpadnie w oko. Naprawdę jesteś aż tak spolegliwa, że na wszystko przymknęłabyś oko?
                • Gość: zuzi Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.skarzysko.vectranet.pl 26.03.11, 08:20
                  czy były przeprowadzane jakieś badania tego typu, że tak zaręczasz? Pewnie tak jest, że to minie /mam nadzieję/, ale wg mnie jest tez ryzyko, ze dziecko wyrośnie na egoistę. Po prostu. Tu nie chodzi o dzielenie się WSZYSTKIM. Nie pozwalam gościom korzystać ze wszystkiego, ale po prostu nie każę tez im też usiąść nic nie podając i nie odzywając się do nich. To są zasady dobrego wychowania. Po prostu. Które trzeba wpajać małemu człowiekowi od małego. Bo czym skorupka za młodu nasiąknie... Ogółem chodzi o nie pozwolenie ruszenia ŻADNEJ zabawki dziecka. Czy to nie jest samolubstwo? skończmy tą dyskusję, bo ona do niczego nie prowadzi. Piszecie o skrajnych sytuacjach, a to do niczego nie prowadzi i żadna z nas żadnej nie przekona. Kropka.
                  • mama_myszkina Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 15:08
                    czy były przeprowadzane jakieś badania tego typu, że tak zaręczasz?

                    Byly.
                  • joshima Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 16:05
                    Gość portalu: zuzi napisał(a):

                    > To są zasady dobrego wychowania. Po
                    > prostu.
                    Owszem, ale do diaska, mówimy o kilkuletnim dziecku, któremu tu postawiono zdecydowanie za wysokie wymagania.

                    > Które trzeba wpajać małemu człowiekowi od małego. Bo czym skorupka za m
                    > łodu nasiąknie...
                    Jestem zwolennikiem uczenia przez przykład a n ie przez zmuszanie do określonych zachowań nazwane przez Ciebie wpajaniem.

                    > Ogółem chodzi o nie pozwolenie ruszenia ŻADNEJ zabawki dzieck
                    > a. Czy to nie jest samolubstwo?
                    Nie. Taki wiek po prostu.

                    >skończmy tą dyskusję, bo ona do niczego nie pro
                    > wadzi.
                    Głuchych na argumenty na pewno. No przykro mi, że nie usłyszałaś tu potwierdzenia swojego zdania, szczególnie od eksperta :)
        • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 25.03.11, 12:37
          Na pewno to nie jest dobry sposób i nigdzie nie napisałam, że go popieram. Natomiast, rozumiem intencje Autorki.
      • mama_myszkina Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 15:06
        Moim zdaniem, ludzie nie do końca rozumieją co znaczy być asertywnym, a to, o czym pisze Mama Myszkina już na pewno nie ma nic wspólnego z asertywnością.

        A ja mysle, ze jednak ma.

        Po pierwsze, jesli prosze o cos i licze sie z odmowa, to ejstem asertywna, bo owej odmowy nie traktuje personalnie.

        Po drugie, oczekujac, ze ktos mnie poprosi o podzielenie sie rzecza, jestem asertywna, poniewaz stawiam granice. I moe powiedziec, ze 'misiem A bawie sie tylko ja, ale za to misia B mozesz sobie wziac na odzinke'. Poniewaz dzieci maja zazwyczaj problemy z wyartykuowaniem teo w sposob 'dorosly', (to oczywiste), zadaniem rodzicow jest je w tym wspierac.

        Rodzice, ktorzy ucza dzieci, ze jest 'okej' kiedy ktos dotyka ich rzeczy bez pytania oraz,ze same moa to robic, wychowuja ludzi nieswiadomych swoich granic i nieswiadomych granic innych. Moze to skrajny osad, ale skrajne postawy maja czesto takie wlasnie skrajne konsekwencje.

        Asertywnosc to szanowanie granic swoich i granic innych. I o to tutaj chodzi.
        • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 26.03.11, 21:33
          > Asertywność to szanowanie granic swoich i granic innych. I o to tutaj chodzi.
          Cieszę się, że w tym się zgadzamy. Problem polega jednak na tym, że według mnie, ta dziewczynka wcale nie była asertywna, a aspołeczna. Żadne z rodziców nie dało jej "lekcji" z asertywności. Ona zachowywała się instynktownie, a nie świadomie zabierała zabawki, bo akurat nie miała ochoty na towarzystwo córki gości jej rodziców:) Szkoda mi tej dziewczynki, bo rodzice nie pomogli jej poradzić sobie z emocjami, a najazd znajomych ewidentnie ją przerósł. Nie stawiajcie, jednak, znaku równości między asertywnością a brakiem wychowania przez rodziców. Nasza rola w życiu dziecka nie ogranicza się przecież do zapewnienia posiłku i dachu nad głową. Uważam, że dziecko trzeba wesprzeć w jego wejściu do społeczeństwa. W życiu trzeba umieć mówić NIE, ale trzeba też umieć negocjować i czasami iść na kompromis. Te umiejętności mogą nie raz więcej zdziałać niż NIE.
          Co do badań nad tym, czy się wyrasta, to polecam chociażby lekturę "Język dwulatka" Tracy Hogg. Ona przytacza kilka publikacji, które dowodzą, że z tym wyrastaniem nie jest tak prosto:) W ogóle polecam tę książkę, aczkolwiek nie we wszystkim się z nią zgadzam:)
          Pozdrawiam
          • joshima Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 21:39
            Gość portalu: Aleksandra napisał(a):

            > > Asertywność to szanowanie granic swoich i granic innych. I o to tutaj cho
            > dzi.
            > Cieszę się, że w tym się zgadzamy. Problem polega jednak na tym, że według mnie
            > , ta dziewczynka wcale nie była asertywna, a aspołeczna. Żadne z rodziców nie d
            > ało jej "lekcji" z asertywności. Ona zachowywała się instynktownie,
            A czego spodziewałaś się od dziecka w tym wieku? Że będzie ułożone i grzeczne (tj wytresowane i złamane)?

            Zadziwia mnie skąd znasz motywy jakie nią kierowały? Jasnowidztwo?

            > Uważam, że dziecko trzeba wesprzeć w jego wejściu do społeczeńst
            > wa.
            Zgadzam się z tym, tylko zupełnie odmiennie od Ciebie to pojmuję. Uczę swoje dziecko, że w społeczeństwie ono też ma prawo domagać się szacunku dla swoich granic i ma prawo powiedzieć Nie.

            > W życiu trzeba umieć mówić NIE, ale trzeba też umieć negocjować i czasami i
            > ść na kompromis. Te umiejętności mogą nie raz więcej zdziałać niż NIE.
            Mogą, ale na naukę tego jeszcze czas. Może pora to zrozumieć wreszcie.

            > Co do badań nad tym, czy się wyrasta, to polecam chociażby lekturę "Język dwula
            > tka" Tracy Hogg.
            Buuuu cha cha cha...
            • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 26.03.11, 23:58
              > > Co do badań nad tym, czy się wyrasta, to polecam chociażby lekturę "Język
              > dwula
              > > tka" Tracy Hogg.
              > Buuuu cha cha cha...
              Cha, cha, ale się zaglądało:)
          • mama_myszkina Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 27.03.11, 01:44

            Cieszę się, że w tym się zgadzamy. Problem polega jednak na tym, że według mnie, ta dziewczynka wcale nie była asertywna, a aspołeczna.

            Moim zas zdaniem, brakuje Ci wiedzy teoretycznej, skoro uwazasz, ze zachowania aspoleczne u dzieci to cos niebywalego czy nagannego. Dzieci rodza sie egoistami i zadaniem rodzicow jest je przystosowac do zycia w spoleczenstwie bez krzywdy dla nich samych.

            Jesli mowiac 'aspoleczne' masz na mysli 'spolecznie nieakceptowalne' (to nie jest to samo), to dla mnie nieakceptowalne jest takze branie do reki cudzych przedmiotow bez pytania.

            Zadaniem rodzicow jest pokazac dziewczynce, ktora zabawke wziela bez pytania,ze powinna byla zapytac. A druga dziewczynka moze oczywiscie zgodzic sie albo nie. Natomiast nie ma obowiazku sie zgadzac. Wyrwanie zabawki, ktora nie powinna zostac dotknieta to jest normalna reakcja tak malego dziecka.

            Szkoda mi tej dziewczynki, bo rodzice nie pomogli jej poradzić sobie z emocjami, a najazd znajomych ewidentnie ją przerósł.

            Ja mysle,ze jednak jakos siebie obronila. Natomiast zal mi dziecka, ktore ma sie zawsze dzielic swoimi zabawkami i tego samego oczekuje od innych. Wyrosnie na osobe, ktora uwaza,ze wszyscy wszystko maja wspolne. A to niedobrze.

            Nie stawiajcie, jednak, znaku równości między asertywnością a brakiem wychowania przez rodziców.

            A kto stawia? Ty? Bo ja na pewno nie.

            Ale proces zaczal sie od tego,ze jedno dziecko zabralo zabawke drugiemu. I od tego nalezy zaczac ten proces modyfikowac. Najpierw prosba.

            Co do badań nad tym, czy się wyrasta, to polecam chociażby lekturę "Język dwulatka" Tracy Hogg.

            Ja natomiast nie polecam, bo sporo w niej etykietowania i stereotypow, ktore zycie ulatwiaja moze rodzicom, ale na pewno nie dzieciom.
            • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 28.03.11, 16:14
              Gdybyś zechciała mamo_myszkina uważnie przeczytać, co napisałam, zauważyłabyś zapewne, że wiele naszych wypowiedzi się pokrywa. Różnimy się na pewno, co do rozumienia asertywności i dobrego wychowania, ale całą sytuację odczytałyśmy w zasadzie podobnie. Obu Nam szkoda było dziewczynki, do której rodziców przyjechali goście. Ja napisałam, że ten najazd ją przerósł. Ty z kolei parę wpisów dalej napisałaś, że czuła się zagrożona i zmęczona. Tak, więc miałyśmy to samo na myśli i nie rozumiem tylko, dlaczego moje zdanie skomentowałaś, że dziewczynka się jakoś obroniła. Zgadzam się, to oczywiste, broniła się jak umiała. Widzisz, ja nie rozumiem tylko, po co to biedne dziecko narażać na taki stres. Dlaczego ono w ogóle musiało się bronić? Jak do mojego dziecka przychodzą dzieci, to ono jest szczęśliwe, cieszy się na takie spotkanie, więc mu takie spotkania organizuję. Jeśli jednak, widziałabym, że źle znosi wizyty innych dzieci, to nie narażałabym go na sytuację, kiedy musi się czuć zagrożone, osaczone, zmęczone, itd. Po co? Jeśli rodzice lubią wystawiać swoje dziecko na próby i obserwować jak się zachowa, bez ich ingerencji, to niech tak sobie robią, tylko niech to trwa 2 godziny, a nie dwa dni:) No, chyba, że się lubią pastwić nad swoim dzieckiem. Nie mniej jednak, odniosłam wrażenie, że akurat Ci rodzice nie mieli żadnego konkretnego celu wychowawczego wobec swojego dziecka. Zostawili je same sobie. No, może matka próbowała pomóc, ale jak już napisałam, nieudolnie. Na pewno nie zgodzę się, że przez swoje zachowanie próbowali czegokolwiek nauczyć córkę, a już na pewno nie asertywności. Dla mnie z asertywnością to nie miało nic wspólnego. Nie sądzę też, że Autorka wątku wychowa swoją córkę na uległą, mało asertywną lub jak ktoś napisał złamaną (swoją drogą, chyba za dużo programów o tematyce kryminalnej ten ktoś się naoglądał:)). Z tego, co pisała chciałaby po prostu wychować dziecko na dobrego człowieka, który potrafi się dzielić z innymi, co wcale nie oznacza, że na siłę, wszystko i wszystkim (nie wyolbrzymiajcie), który potrafi ludziom współczuć, który nie jest egoistą, egocentrykiem i który potrafi z ludźmi współżyć, a przy tym wszystkim człowieka, który jest asertywny, potrafi dbać o swoje potrzeby i stawiać granice. Być może, w zachowaniu autorki te proporcje są zachwiane i większy nacisk kładzie na empatię niż na asertywność, ale właśnie liczyłam na Panią psycholożkę, że wychwyci intencje autorki i napisze jak się zachowywać, żeby przekazać dziecku wszystkie te wartości.
              Mamo_myszkina i inne Panie bądź Panowie, proszę, nie szatkujcie moich wypowiedzi, bo wyrywacie zdania z kontekstu, a aj sobie tego nie życzę, poza tym, taka dyskusja jest dla mnie bezprzedmiotowa.
              Z resztą, odnoszę wrażenie, że niektóre osoby tak tu spinają się z ripostą, że zaczynają gubić się już trochę w swoich wypowiedziach.
              Mamo_myszkina raz piszesz, że dyplomacja jest dla dorosłych, że to tylko dzieci, czego od nich wymagać, a za chwilę czytam, że dziewczynka powinna zapytać, czy może wziąć zabawkę. No to jak?
              Co do "Języka dwulatka" Tracy Hogg to napisałam, że polecam lekturę z uwagi na przytaczane przez nią badania o wyrastaniu. Co do samej książki napisałam, że polecam, aczkolwiek nie we wszystkim się z nią zgadzam. Jak już, więc wysiliłaś się mamo_myszkina, żeby mnie wypunktować, trzeba było doczytać do końca, bo widzisz może mamy podobne wrażenia. Ja też uważam, że sporo w tej książce etykietowania i stereotypów, chociaż to mnie aż tak nie raziło, bo Hogg uprzedziła, że nie o to jej chodzi i żeby tych "etykiet" nie brać tak dosłownie. Bardziej przeszkadzał mi w tej książce brak spójności i niekonsekwencja, ale nie chce mi się tu o tym pisać. W każdym razie polecam lekturę, chociażby po to, żeby się z nią nie zgodzić. Zawsze to jakiś punkt odniesienia...:)
        • z_lasu Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 22:32
          > Po pierwsze, jesli prosze o cos i licze sie z odmowa, to ejstem asertywna, bo owej odmowy
          > nie traktuje personalnie.

          Jeśli ktoś zaprasza Cię do siebie, a potem traktuje jak intruza to nie odbierasz tego personalnie? A dokładnie o to chodzi w tej sytuacji.
          • morekac Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 22:47
            A to dziecko zapraszało gości? Bo mam wrażenie, że jednak rodzice...
            • z_lasu Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 26.03.11, 22:56
              Owszem, rodzice. I nie zadbali w najmniejszym stopniu o to, aby zaproszone dziecko poczuło się u nich dobrze. Albo chociaż neutralnie. Zostało przez rodziców-gospodarzy potraktowane jak intruz.

              • Gość: Aleksandra Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.dynamic.chello.pl 27.03.11, 00:01
                Gorsze jest to, że nie zadbali o swoje dziecko. Skoro nie czuje się jeszcze dobrze społecznie, to może wogóle nie powinni zapraszać gości na takie długie wizyty.
          • mama_myszkina Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 27.03.11, 01:52
            > Jeśli ktoś zaprasza Cię do siebie, a potem traktuje jak intruza to nie odbieras
            > z tego personalnie? A dokładnie o to chodzi w tej sytuacji.

            To ta dziewczynka zaprosila gosci czy jej rodzice?

            Bo mam wrazenie, ze jednak owa dziewczynka miala niewiele do powiedzenia w sprawie odwiedzin i przebywania innego dziecka w jej pokoju z jej zabawkami.

            Nie mieszaj uczuc rodzicow z uczuciami dzieci. Corka domownikow najprawdopodobniej czula sie zagrozona i zmeczona. A brak kultury ze strony odwiedzajacych tylko te reakcje umocnil, podobnie jak odczucie Autorki watku, ze jest traktowana jak intruz.

            Powiem tak, gdybym ja zaprosila znajomych z dzieckiem, ktore nastepnie byloby przez nichz achecane do panoszenia sie po pokoju mojego mlodego i zabierania mu zabawek bez pytania, to bylaby ich ostatnia wizyta w moim domu.

            Natomiast moj maly wie, ze czasami inni ludzie nam odmawiaja i wtedy nalezy sobie poradzic z frustracja (ktora jest normalna) i znalezc cos innego do roboty. I ze jak nie chca sie bawic, to ich strata. Z tym,ze my nie zabieramy innym dzieciom zabawek z polek bez pytania, moze dlatego bawia sie z nami chetniej....

            • z_lasu Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 27.03.11, 15:34
              > To ta dziewczynka zaprosila gosci czy jej rodzice?

              Nie czytacie wszystkich wypowiedzi w wątku, nawet tak krótkim? W szczególności nie czytacie wypowiedzi osoby, z którą dyskutujecie?

              > Corka domownikow najprawdopodobniej czula sie zagrozona i zmeczona.

              A 7-latek z mojego przykładu też czuł się zmęczony i zagrożony? Już pierwszego dnia pobytu, podczas wyjazdu nad jezioro?

              > A brak kultury ze strony odwiedzajacych tylko te reakcje umocnil,

              Ale dlaczego domagasz się kultury tylko od odwiedzających, a od gospodarzy już nie? Goście mają obowiązek być kulturalni, a gospodarze mogą ich traktować per noga?

              > Powiem tak, gdybym ja zaprosila znajomych z dzieckiem, ktore nastepnie byloby p
              > rzez nichz achecane do panoszenia sie po pokoju mojego mlodego i zabierania mu
              > zabawek bez pytania,

              Ależ nikt nic takiego nie postulował! Uważam natomiast, że należało usilnie zachęcać dziecko-gospodarza do kulturalnego potraktowania gościa. Nikt nie mówi o oddawaniu wszystkich zabawek do dyspozycji gościa, ale o podzieleniu się z gościem choć JEDNĄ zabawką.

              Elementarna kultura wymaga, żeby gościa poczęstować przynajmniej czymś do picia, a dziecku dać do ręki jakąś zabawkę, jeśli tylko mamy taką na stanie. Myślę, że można to porównać do sytuacji, kiedy np. pan domu zaprasza kolegę, siedzą w pokoju i rozmawiają, ale gospodarz nie proponuje nic do picia. A kiedy gość prosi o napój, to wysyła go do kuchni, mówiąc: "Tam jest żona, może coś Ci zrobi". A żona mówi: "Nie i nie życzę sobie, żeby ktoś się kręcił po mojej kuchni". Rozumiem, że Ty czułabyś się komfortowo w tej sytuacji - wszak żona okazała się całkiem asertywna. Powiedzenie zaproszonemu przez siebie dziecku:

              >„musisz sobie sama poradzić i użyć dobrych argumentów, by przekonać jego córkę, by jednak > ta zgodziła się na pożyczenie swojej zabawki”.

              było po prostu chamskie. Taki tekst to można sformułować na neutralnym gruncie, np. na placu zabaw, a nie wobec dziecka, które zaprosiliśmy do własnego domu.

              > Natomiast moj maly wie, ze czasami inni ludzie nam odmawiaja i wtedy nalezy sob
              > ie poradzic z frustracja (ktora jest normalna) i znalezc cos innego do roboty.

              A co może znaleźć sobie do roboty dwu- albo trzylatek w obcym domu, w którym niczego nie wolno mu ruszać?

              > I ze jak nie chca sie bawic, to ich strata.

              Na neutralnym gruncie - tak. W cudzym domu - nie. Zwycięzca-gospodarz bierze wówczas wszystko. A gość może tylko siąść i płakać.

              > Z tym,ze my nie zabieramy innym dzi
              > eciom zabawek z polek bez pytania, moze dlatego bawia sie z nami chetniej....

              Chętniej niż...??? Niż z nami? Bo chyba nie zrozumiałam. Ja nie mam z tym problemu i we wszystkich domach, w których bywamy (z wyjątkiem opisanego) dzieci bawią się zabawkami dziecka-gospodarza i jest to dla nich naturalne. Nie zauważyłam nigdy żeby dzieci miały z tym problem. W ogóle w dziecięcym świecie jest tak, że jak się spotka dwoje obcych sobie dzieci to zaczynają się bawić tym, co jest dostępne. Dopóki rodzice nie wmówią im, że podział na moje i twoje jest ważniejszy niż wspólna zabawa.
          • joshima Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 27.03.11, 05:10
            z_lasu napisała:

            > Jeśli ktoś zaprasza Cię do siebie, a potem traktuje jak intruza to nie odbieras
            > z tego personalnie? A dokładnie o to chodzi w tej sytuacji.
            Dziewczyno, nie przesadzaj, to tylko dziecko i to nie ono zaprosiło gości...
      • z_lasu Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleksandrą 26.03.11, 22:28
        > Nie uważam, że dziecko musi oddawać swoje zabawki innym dzieciom, które przycho
        > dzą do niego w odwiedziny. Ono powinno umieć się tymi zabawkami dzielić i wcale
        > nie wszystkimi, tylko tymi którymi chce, ale o to powinni zadbać rodzice przed
        > przyjściem gości.

        Moje dziecko ma 3 lata. Od jego urodzenia bywamy w wielu domach, w których są dzieci i z tego co obserwuję dla żadnego dziecka nie jest problemem wspólna zabawa jego zabawkami, dopóki rodzice nie zrobią z tego problemu. We wszystkich domach dzieci bawią się zabawkami dziecka-gospodarza i jest to oczywiste zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Nie wyobrażam sobie, żebym miała chodzić do sąsiadów (u których są dzieci w zbliżonym wieku) albo oni do mnie z workiem zabawek, żeby dziecko-gość miało się czym bawić. To absurd!

        Gdy mój syn miał niecałe 2 i pół roku nocowaliśmy przez kilka dni u mojej przyjaciółki. I spotkała nas właśnie taka sytuacja jak autorkę wątku - w domu pełnym zabawek mojemu dziecku przez kilka dni pobytu nie wolno było NICZEGO dotknąć. Gdybym mogła spakowałabym się natychmiast, niestety moje okradzione auto czekało w warsztacie na naprawę. Syn przyjaciółki (nazwijmy go Krzyś) miał wówczas 7 lat. Matka nie interweniowała. Chyba nie muszę pisać jak się tam czuliśmy.

        Pół roku później spotkaliśmy się u innych wspólnych znajomych. Były tam 2 dziewczynki lat 9, wspomniany Krzyś lat 7, Piotrek-gospodarz lat 5 i mój syn niecałe 3 lata. Wszyscy bawili się w miarę zgodnie zabawkami gospodarza, który nie widział w tym żadnego problemu. I tylko Krzyś wyskoczył z pretensjami do mojego syna, że to nie są jego zabawki i czy pytał o zgodę na wzięcie tej zabawki itd. Spytałam Krzysia czy on pyta Piotrka o każdą zabawkę, którą bierze do ręki, czy po prostu się bawi tym, na co ma ochotę? Nie odpowiedział. A ja wiem, że nie pytał. Przypominam, że Krzyś ma lat 7.

        I teraz pytanie do forumowiczek: które dziecko ma problem z tematem i skąd ten problem się wziął?

        Uważam, że akurat egoizmu nie musimy nasze dzieci uczyć.
        • morekac Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 26.03.11, 22:54
          Ogólnie to nie rozumiem sytuacji, że jednego dnia bawiły się zabawkami jednej, a drugiego dnia już tymi zabawkami się nie bawiły. W ten sposób starsza dziewczynka została pozbawiona siły przetargowej przy negocjacjach. Wcale nie jestem pewna, czy dziewczyny pozostawione same sobie nie dogadałyby się szybko i bezboleśnie. A tak jedna płakała, druga zaś miała bezustanne trucie ze strony wszystkich dorosłych. Nic dziwnego, że na koleżankę zaczęła reagować agresywnie.
          • katrin252 Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 27.03.11, 10:13
            Hmm, ale się rozkręcił wątek. Cały problem polega tutaj na tym, ze pisałam post szybko i niedokładnie być może się wyraziłam. Było tak, że dzieci bawiły się właśnie w sposób naturalny wszystkimi zabawkami, które były wymieszane-pierwszego dnia. Uważam, że było ok., dzieci były zadowolone, nikt nikogo się nie pytał, czy może wziąć zabawkę. Natomiast drugiego dnia /po co się czepiacie i są jakieś głupie dogadywania tutaj „a więc jednak twoja córka nie pytała o zdanie czy może się pobawić zabawką”, prosiła, gdy tamta jej zabraniała. Bo do tej pory wszystko było normalnie i naturalnie, po prostu bawiły się razem. Bez pytania – tamta też nie pytała się czy może pobawić się naszymi zabawkami. Skoro je przywiozłyśmy – to chyba naturalne. Nie chcę wychować samoluba, który przywozi swoje zabawki i siedzi i się sam bawi. Sama to się nimi bawi w domu. To drugie dziecko, jeśli ma swoje ulubione zabawki – takie którymi się nie dzielimy – należało się schować, LUB od razu ustalić regułę i jasno powiedzieć, że te zabawki są tylko właścicielki pokoju i koniec. Powiedzieć i określić zasady na początku. Wymagacie żeby dziecko było tak pokorne i pytało za każdym razem, czy może razem pobawimy się tym i tym? Dziecko 4,5 letnie? Absurd! A przepraszam, czemu tamta tego miałaby tego oczekiwać, kiedy dzień wcześniej odbywało się to w inny sposób, czyli ona sama nie pytała? A od gości tego wymaga?
            „> Jeśli ktoś zaprasza Cię do siebie, a potem traktuje jak intruza to nie odbieras
            > z tego personalnie? A dokładnie o to chodzi w tej sytuacji.
            Dziewczyno, nie przesadzaj, to tylko dziecko i to nie ono zaprosiło gości...”

            Jeśli dziecko nie zaprosiło gości, powinno jednak umieć się zachować odpowiednio do sytuacji, kiedy zostali już oni zaproszeni. Mnie też czasem nie pasuje, ze jakaś sąsiadka przyszła akurat teraz, ale nie oznacza to, ze w jej obecności pójdę się kąpać czy robić coś innego. Muszę się przystosować do tej sytuacji ten czas, i tego dziecko powinno być uczone od początku. Nie zawsze robimy, to na co mamy teraz ochotę. Nie zawsze wszystko nam pasuje. Ale po prostu musimy się przystosować do życia i już.
            Nie ma szablonu według mnie na takie zachowanie, bo ogół tematu rozumiem, że szanujemy, że ktoś czymś tam nie chce się podzielić. Ale nie zachowywać się w tej całej przedstawionej sytuacji w ten sposób.

            ”Ja mysle,ze jednak jakos siebie obronila. Natomiast zal mi dziecka, ktore ma sie zawsze dzielic swoimi zabawkami i tego samego oczekuje od innych. Wyrosnie na osobe, ktora uwaza,ze wszyscy wszystko maja wspolne. A to niedobrze.”
            Nie wyrośnie na człowieka, który uważa, ze wszystko jest wspólne, ale na człowieka, który potrafi się dzielić z innymi tym, co ma. T ojest oczywiste, ze to są zabawki tego dziecka, NIKT JEJ TEGO NIE ZABIERZE i to powinni wytłumaczyć rodzice. A nie zamknie się w twierdzy ze wszystkim i będzie samotnie cieszył się, że to wszystko MOJE. Trzeba znaleźć też sens w dzieleniu się. Brzydzę się takimi ludźmi. Oczywiście nie nawiązuję tu do tego dziecka, myślę że w tym przypadku tak nie będzie, ale zmuszacie mnie do takich określeń wybiegając tak do przodu i dając takie absurdalne przykłady.

            „Zadaniem rodzicow jest pokazac dziewczynce, ktora zabawke wziela bez pytania,ze powinna byla zapytac. A druga dziewczynka moze oczywiscie zgodzic sie albo nie. Natomiast nie ma obowiazku sie zgadzac. Wyrwanie zabawki, ktora nie powinna zostac dotknieta to jest normalna reakcja tak malego dziecka.”
            A dzień wcześniej tamta nie pytała i było dobrze?
            Na tym polega wspólna zabawa.

            „Moim zas zdaniem, brakuje Ci wiedzy teoretycznej, skoro uwazasz, ze zachowania aspoleczne u dzieci to cos niebywalego czy nagannego. Dzieci rodza sie egoistami i zadaniem rodzicow jest je przystosowac do zycia w spoleczenstwie bez krzywdy dla nich samych.”
            Czy to jest przystosowywanie rodziców do życia w społeczeństwie? Wątpliwe dla mnie.

            Jeszcze jedno mnie zastanawia, co w takim razie przy tej asertywności z nauką empatii u takiego dziecka? Bo tak się zachować jest łatwo, natomiast jak ten drugi człowiek się wtedy czuje, może warto byłoby pomyśleć?
            • morekac Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 27.03.11, 10:56
              >Jeśli dziecko nie zaprosiło gości, powinno jednak umieć się zachować odpowiednio do sytuacji, kiedy zostali już oni zaproszeni.

              3,5 latek? ;-)
              Ogólnie stawiam, że obie panny drugiego dnia miały dość wizyty i siebie, stąd ogólne napięcia i płaczliwość w kontaktach. Trzeba było zabrać je na jakiś spacer, a nie zmuszać do kiszenia się we własnym sosie.

              >ojest oczywiste, ze to są
              > zabawki tego dziecka, NIKT JEJ TEGO NIE ZABIERZE i to powinni wytłumaczyć rodz
              > ice.
              A dziecko musi mieć czas, żeby to sobie przyswoić. 3,5 latek może mieć jeszcze z tym problem i zabieranie mu zabawek i oddawanie gościom na pewno w tym nie pomaga.


              Mnie też czasem nie pasuje, ze jakaś sąsiadka przyszła akurat teraz, ale nie oznacza to, ze w jej obecności pójdę się kąpać czy robić coś innego.

              Cóż, ja powiedziałabym po prostu, że nie mam w tej chwili czasu, bo coś tam. Bez żadnych oporów.
              • joa66 Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 27.03.11, 12:05
                A ja chcialbym usłyszec wersję drugiej strony ;)

                W sumie mówimy o zabawie dziewczynek, które dzieli jeden rok (a to czasami przepaść w tym wieku). Czy nie było przypadkiem tak, ze młodsza czuła się zdominowana przez starszą i zabawki to był jej ostatni bastion?

                I taka historyjka, a propos uspołecznienia. Mam znajomą , która jako dziecko była zmuszana (nie biciem, delikatna perswazja ;) ) do dzielenia sie wszystkim co miała. Jako osoba dorosła często zachowuje się egoistycznie w sprawach związanych z dzieleniem się , bo jak raz tłumaczyła , NARESZCIE może sama decydować i miec cos tylko dla siebie.
              • joshima Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 27.03.11, 16:13
                morekac napisała:

                > >Jeśli dziecko nie zaprosiło gości, powinno jednak umieć się zachować odpow
                > iednio do sytuacji, kiedy zostali już oni zaproszeni.
                >
                > 3,5 latek? ;-)

                Jak grochem o ścianę, nie?
            • Gość: domza2 Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks IP: *.rzeszow.vectranet.pl 27.03.11, 16:37
              Z tego co piszesz wynika faktycznie, że dziewczynki na drugi dzień wizyty były juz nią zmęczone. Myślę, że rodzice nie przygotowali córki na tę, długą być może dla nieprzyzwyczajonego do towarzystwa dziecka, wizytę. Być może zabrakło jakiegoś spaceru, wybiegania się- to by może pomogło w danej sytuacji. Być może Twoje dziecko to wszystko znosiło lepiej, poza tym jest starsze.
              Ale- rozumiem Twoje samopoczucie po tej wizycie, która jednak nie była dla Was miła. Cóż, tak to bywa z dziećmi, ich zachowanie a juz z pewnością interakcje są nieprzewidywalne.
              Jestem pewna, że już drugi raz nie szybko pojedziesz tam, skąd wróciłaś i nie ma tu nic do gadania. Nic więcej na to nie poradzisz. Być może za pół roku ta dziewczynka będzie umiała współpracować, wyrośnie z tego etapu " nie ruszaj , to moje", ale moim zdaniem dziecko było wyraźnie zmęczone i chciało się już Was pozbyć. Przecież nie wnikniemy tutaj we wszystkie przyczyny takiego zachowania. Może dziecko ma za mało rodziców na codzień, a od święta ma jeszcze gości, zamiast pobyć w domu po swojemu/ może to/ może sio? MOgło zagrać milion czynników.
              • joshima Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 27.03.11, 20:55
                Gość portalu: domza2 napisał(a):

                > Przecież nie wnikniemy tutaj we wszystkie przyczyny takiego zachowania.
                Ależ autorka wątku już wniknęła. Z jej wypowiedzi wynika jasno, że to dziecko jest źle wychowane. Brrr...
              • z_lasu Re: Również jestem zdumiona i zgadzam się z Aleks 28.03.11, 11:45
                > Być może za pół roku ta dziewczynka będzie umiała współpracować, wyrośnie z tego etapu "
                > nie ruszaj , to moje",

                Bardzo wątpię, skoro rodzice taka postawę pochwalają i aktywnie wspierają.

                > Mogło zagrać milion czynników.

                Tak, w charakterze katalizatora. Jednak nie to było problemem. Jak Twoje dziecko jest zmęczone to pozwalasz mu np. bić inne dzieci? Zmęczenie dziecka nie tłumaczy zgody rodziców na pewne zachowania.
    • Gość: domza2 Re: pani ekspert - pytanie-zabawki IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.03.11, 17:41
      Tutaj toczy się dyskusja międzymi zwolennikami tezy, że dziewczynka jest źle wychowana i tezy, że zachowanie dziewczynki jest zupełnie naturalne (rozwojowe). Myślę, że jak zwykle prawda leży gdzieś pośrodku. Rodzice nie przygotowali córki na przyjazd gości. Nie umieli rozwiązać jakoś niezręcznej sytaucji, np. zabrać dzieci na spacer, po prostu odwrócić ich uwagę od tych zabawek. Strofowanie w tamtym momencie chyba dałoby niewiele i dało niewiele. Należało jakoś się postarać to rozwiązać. Na co dzień zachęcać dziecko do współpracy, ale nie zmuszać.

      A druga sprawa to zmęczenie materiału, wiek dziecka ( w którym "zawłaszczanie" jest naturalne) i inne czynniki, które mogły być znaczące. Przecież nie jesteśmy tą rodziną, nie możemy wyrokować na pdostawie opisu w Interencie, jakie problemy ma ta rodzina!

      Generalnie, troszkę dystansu...(do dyskutantów) Byłoby cudownie, gdyby każdy potrafił z taką pewnością, że strzela w 10-tkę diagnozować problemy swojej rodziny i je rozwiązywać, czego nam zyczę;)
      • z_lasu Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 28.03.11, 18:07
        > Tutaj toczy się dyskusja międzymi zwolennikami tezy, że dziewczynka jest źle wy
        > chowana i tezy, że zachowanie dziewczynki jest zupełnie naturalne (rozwojowe).

        Hmmm... :) A mnie się zdawało, że tutaj toczy się dyskusja między zwolennikami tezy, że należy dziecko zachęcać do dzielenia się zabawkami i tezy, że nie należy absolutnie tego robić, bo dziecko nie będzie w przyszłości umiało bronić swoich granic. Chyba nikt tu nie twierdził, że dziewczynka jest źle wychowana, a raczej że jest źle wychoWYwana.
        • joshima Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 28.03.11, 23:11
          z_lasu napisała:

          > Hmmm... :) A mnie się zdawało, że tutaj toczy się dyskusja między zwolennikami
          > tezy, że należy dziecko zachęcać do dzielenia się zabawkami
          Ja odniosłam wrażenie, że wręcz zmuszać.

          > Chyba nikt tu nie twierdził, że dziewczynka jest źle wychowana, a r
          > aczej że jest źle wychoWYwana.
          A jaka to różnica. Może tylko taka, że źle wychowywana będzie źle wychowana.
    • rycerzowa Re: pani ekspert - pytanie-zabawki 29.03.11, 14:19
      Nie, tu nie chodzi o to, by zachęcać, a nawet "zmuszać" dziecko do dzielenia się zabawkami i nie tylko. Faktycznie, w obawie, aby nie wychować sobka i egoisty, możemy wychować osobę uległą i nieasertywną. Tu jednak o co innego chodzi - o gościnność.

      Jeśli wychodzę z maluchem do piaskownicy, wcale nie musi on dzielić się z innymi dziećmi swoimi foremkami lub łopatkami, jeśli nie chce. Zwykle zachęcam do wymiany, ja ci autko, ty mi koparkę, albo bawmy się wspólnie. Ale jeśli dziecko nie ma na to ochoty, to ma do tego prawo.

      Co innego jednak, gdy zapraszamy gości, albo idziemy w gości. Owszem, to nie dziecko zaprasza, ale dziecko musi się uczyć pewnych zasad. My też kiedyś będziemy musieli się odpowiednio zachować w stosunku do jego gości. Gość to gość, nie tylko w Polsce.
      Skoro znajomi autorki postu zaprosili ich na weekend, oczywiste dla mnie jest, że powinni porozmawiać ze swoją córeczką, że przyjedzie koleżanka, że będą się razem bawić.
      Przecież nie będą konwersowały przy stole ani non stop oglądały telewizji.
      Wszystkie widoczne zabawki powinny być dostępne dla obu dziewczynek. Szczególnie cenne lub ulubione należało przedtem pochować. Dziecko w wieku 3,5 lat jest już wystarczająco dojrzałe, by podstawowe zasady gościnności znać. Co będzie, jeśli ona kogoś odwiedzi?
      Czy nie jest czasem uczona, że ona może bawić się zabawkami innych, ale swoich nie powinna pozwalać ruszać?
      Czy na tym polega asertywność czy chamstwo?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka