margerita75
24.03.08, 23:33
Pani Psycholog, drogie dziewczyny!
Moja córeczka ma około 22 m-cy. Zawsze była dość uparta, zdecydowana, żywa,
nie umiała usiedzieć w jednym miejscu.
Od kilku dni na wszystko słyszę NIE - sprzeciwia się jedzeniu, piciu, spaniu,
zmianie pieluchy, kąpieli, mojemu pójściu do łazienki. To nie tylko sprzeciw,
to krzyki, szloch, tarzanie się po podłodze, nie sposób jej podnieść i nawet
gdziekolwiek przenieść. Jednakowo opłakuje fakt, że musi coś zjeść, jak i to,
że trzeba kłaść się spać, odłożyć zabawkę, założyć na dwór rękawiczki... To
się powtarza bez przerwy, w ciągu dnia jest co najmniej kilkanaście powodów do
dzikiego ryku i pokładania się po ziemi. Usiłowałam perswadować, tłumaczyć, co
trzeba zrobić w danej chwili, odwracać uwagę, zabawiać, w końcu - ignorować.
Niestety, nawet zostawiona samej sobie córcia potrafi zanosić się donośnym
płaczem co najmniej kilkanaście minut, po czym nabiera sił i jest gotowa do
dalszych krzyków.
Skóra mi cierpnie na myśl, co to będzie, jak zacznie tak popisywać się na
dworze, np. dlatego, że ją trzymam za rękę, że gdzieś podeszłam, a gdzieś nie,
że muszę coś załatwić... Na szczęście jeszcze na to nie wpadła, że i na
zewnątrz można się poawanturować;).
Czy to już ten osławiony bunt dwulatka?
Co robić?