jadwiga1350
07.11.14, 19:40
" a toć dopiero na zwiesnę matkę pochowali - powiedziała przetrwożonym głosem Hanka.
- Co ta chłopu szkodzi. Kużden chłop to jak ten wieprzak, żeby nie wiem jak był nachlany, to do nowego koryta ryj wrazi... Ho, ho, jedna jeszcze nie dojdzie... nie ostygnie całkiem, a już za drugą się ogląda... pieski to naród... A jak to zrobił Sikora? W trzy tygodnie po pochowku pierwszej z drugą się ożenił.
- Prawda, ale i drobiazgu po nieboszczce ostało pięcioro...
- Rzekliście! Ale ino głupie uwierzą, że la dzieci się pożenił... la siebie, bo mu markotno było samemu pod pierzyną '..."
Ten ożenek budzi we mnie trochę wątpliwości, przede wszystkim ze względów finansowych.
Pogrzeb to znaczny wydatek, trumna, opłacenie księdza i organisty, wypadałoby też urządzić stypę, jeśli ten Sikora nie był jakimś ostatnim dziadem pokroju Filipa zza wody.
I za 3 tygodnie kolejny duży wydatek: opłacenie księdza i organisty, jedzenie i picie na wesele(ze stypy nie zostało by chyba wiele?), muzyka, wcześniej zmówiny.
Chyba tylko bardzo bogaty gospodarz podołałby takiemu gwałtownemu odpływowi gotówki.
Jeśli Sikora był bogaty, nie musiał wcale żenić się tak na łapu capu, a to dzieci i gospodarstwa mógł zgodzić komornicę.
Jeśli był biedny, to aż dziw, że znalazł chętną do matkowania pięciorgu dzieciom.