Dodaj do ulubionych

"Mamo, ale co to za różnica?"

22.03.11, 12:46
Wczoraj w ramach dyskusji rodzinnej (tata ekskatolik, mama ateistka z urodzenia, córka dociekliwa) padło pytanie: Mamo, ale co to za różnica, czy Jezus poszedł do nieba żywy czy nieżywy? Skoro i tak poszedł do nieba od razu i nie został z uczniami?" Powiedziałam dziecku, że sama tego nie rozumiem i spróbuję się dowiedzieć.
I tak sobie kombinuję - u ŚJ jest chyba tak, że po śmierci jest długie nic, potem Sąd Ostateczny, po którym nastanie rzeczone niebo - dobrze myślę? Natomiast u katolików - niebo jest od razu po śmierci - tak? Więc jaka to różnica tak naprawdę? Co mogę dzisiaj odpowiedzieć córce, którą interesuje większościowa, katolicka opcja?
Wielkanoc idzie, tematyka więc adekwatna.
Obserwuj wątek
    • piotrek1965 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 12:55
      Oj, to niebo nie dla wszystkich. Tylko dla tych świętych. Dla pozostałych czyściec lub co gorsza piekło. Dla tych, co przyczyniają się do śmierci nienarodzonych -podobno z dużym prawdopodobieństwem. A jeżeli będzie miłosierdzie, to w czyśću te płody zapytają się mamy, dlaczego im to zrobiła?
      • jottka truscaveczka 22.03.11, 13:19
        może ja cię jeszcze na tym padole zapytam - dlaczegoś nam to zrobiła? mało ci quasi-religijnego trollingu na wątkach sąsiedzkich???

        a dziecku powiedz, że są sprawy na niebie i ziemi, o których się nie śniło filozofom, a jak będzie podskakiwać, to zasadź do czytania szekspira:) jak to jeszcze analfabeta, to możesz mu poczytać na głos:)
        • truscaveczka Re: truscaveczka 22.03.11, 13:23
          Łojtam, plonknij trolla. Liczę na Andrzeja, że mi podpowie. Swoją szosą - Piotrkowi wyszło, że Jezus wykonywał aborcje :D Co ta logika robi ludzi ;p
          • piotrek1965 Re: truscaveczka 22.03.11, 19:16
            To poproszę o cytat, gdzie coś takiego napisałem.
        • jottka Re: truscaveczka 22.03.11, 13:29
          a poza tym - tak mnie tknęło - tam jest chyba więcej komplikacji:) znaczy nie tylko żywy/nieżywy, tylko z ciałem/ bez ciała (znaczy duchem ino) oraz dokąd był się udał jezus po śmierci (no bo nie do nieba, tylko do otchłani w celu zrobienia metafizycznego porządku, że tak powiem). jak już wrócił na ziemię żywy (bądź przemieniony - kolejny level:), to dopiero wtedy udawał się był do nieba.

          znaczy nie byłabym taka pewna jego statusu ontologicznego w momencie ukazania się uczniom, to coś jak z gustawem/ konradem i upiorem.
          • truscaveczka Re: truscaveczka 22.03.11, 13:52
            Nie ma jakiejś książki o ewangeliach w stylu "Opowieści biblijnych" Kosidowskiego? Tam mam wszystko ładnie wyłożone, że Noe to klon Gilgamesza a król Dawid coś tam ;)
            • jottka Re: truscaveczka 22.03.11, 13:55
              co do statusu upiora, to mogę janion albo kolankiewicza bodaj polecić, może umiejętnie skieruj zainteresowania dziecka na bardziej literaturoznawcze?:)
            • the_dzidka Re: truscaveczka 22.03.11, 14:22
              Są "Opowieści ewangelistów" Kosidowskiego, mnimaniuśna lektura :)
              • truscaveczka Re: truscaveczka 22.03.11, 14:38
                Są? Biblioteko, nadciągam :)
                • the_dzidka Re: truscaveczka 22.03.11, 14:59
                  Osobiście posiadam. Kupiłam w jakimś e-antykwariacie.
                  • meduza7 Re: truscaveczka 22.03.11, 23:58
                    Świderkówną jeszcze bym polecała, jest sporo nowsza od Kosidowskiego. Cykl "Rozmowy o Biblii".
              • andrzej585858 Re: truscaveczka 23.03.11, 12:59
                the_dzidka napisała:

                > Są "Opowieści ewangelistów" Kosidowskiego, mnimaniuśna lektura :)

                Rzetelność Kosidowskiego jeżeli chodzi o interpretację Ewangelii jest podobnego typu jak Daenikena odnosnie archeologii.Jeżeli już siegac po popularne opracowania to właśnie Świderkówna jest godna polecenia.
                >
    • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 14:23
      Truscaveczko,

      podoba mi się to, co odpowiedziałaś córce: że nie wiesz, ale się dowiesz. Może po prostu powiedz córce, że dasz jej odpowiedź za dwa tygodnie, a przez ten czas przeczytasz sobie spokojnie Nowy Testament, a raczej jego połowę objętościowo, bo tylko 4 Ewangelie. Nie jest to dużo tekstu. Myślę, że nawet mniej niż którykolwiek tomik jeżycjady.
      Na spokojnie i bez uprzedzeń.
      Potem na pewno będziesz mogła udzielić odpowiedzi takiej, jaka Ci się nasunie po tej lekturze.

      Dla uczniów i przyjaciół Jezusa zagadnienia, o które pytała Twoja córka, były tak samo tajemnicze i niezrozumiałe, jak dla niej. Na kartach Ewangelii napisane jest jak Jezus to im wyjaśniał. Starał się robić to bardzo przystępnie. Może to Cię zainspiruje.

      Czytając Ewangelie można też poczytać komentarz w Katechizmie Kościoła Katolickiego, bo właśnie jest on skonstruowany wokół głównych prawd wiary. W spisie treści znajdziesz na pewno adekwatne rozdziały.

      Oto link:
      www.katechizm.opoka.org.pl/
      Polecam zwłaszcza ten rozdział o Jezusie (który można przeczytać cały lub przeskrollować i wyszukać fragmenty dotyczące Wniebowstąpienia, Zmartwychwstania itp.):
      www.katechizm.opoka.org.pl/rkkkI-2-2.htm
      Uważam też za dobry pomysł pójście do katolickiej księgarni, gdzie mogą doradzić Ci w sprawie jakiegoś dobrego komentarza do Nowego Testamentu.

      Jeszcze prostszym rozwiązaniem może być zakupienie "Biblii dla Dzieci" i tam może być gotowy rozdział o Wniebowstąpieniu (oraz o innych wydarzeniach z życia Jezusa) napisany przystępnym językiem - takim, jakim można to wszystko wytłumaczyć dziecku.

      Kolejną opcją jest zwrócenie się z takim pytaniem do księdza. Można pójść do kancelarii na dyżur (przeczytać godziny z tablicy informacyjnej) lub do zakrystii po mszy i umówić się na krótkie spotkanie w sprawie wyjaśnienia czegoś dziecku. Polecam gorąco dominikanów, którzy są z reguły bardzo przystępni, rozumiejący życie, nowocześni i uczynni - w każdym większym mieście pewnie mają klasztor/ kościół.

      Jest też ciekawa strona www.dominikanie.pl, na której publikują oni blogi itp. Można na takim blogu zapytać któregoś z ojców, może odpowie (jest to bardzo prawdopodobne, bo odpowiadają!).

      Po jakimś tego typu dowiadywaniu się na pewno intuicyjnie będziesz w stanie dziecku wszystko wytłumaczyć na jego poziomie rozumienia spraw, a przy tym sama się wielu rzeczy dowiesz i nie będzie to stracony czas.

      • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 14:58
        Ginestro,

        Zawsze odpowiadam dziecku zgodnie z prawdą, nawet jeśli jest ona nieprzyjemna. Poza tym uwielbiam rozmowy o mądrych rzeczach z moją dociekliwą córką. Tylko zakrzywienia czasoprzestrzeni i teoria strun mnie przerastają. I kwestie dotyczące religii.
        Rozwieję Twoje wątpliwości - czytałam NT, w końcu jest to ważny element kultury. Jednak na poziomie interpretacyjnym wolę odwołać się do powszechnie przyjętych interpretacji, ponieważ moje spojrzenie może być nie tyle uprzedzone, co niepoparte odpowiednią wiedzą. Nie chciałabym jednak poświęcać swojego cennego (ach, ta dwójka dzieci, w tym niemowlę) czasu na studiowanie katechizmu. Myślę, że najlepsza byłaby rzeczywiście rozmowa z księdzem, niestety mój przyjaciel, ksiądz M.B,, wyjechał niedawno na misję, a jest to jedyna osoba duchowna, której mogę zaufać jeśli chodzi o rozmowę z moim dzieckiem. Mieszkam w małym miasteczku i nie mam tu dominikanów. Ale za pomysł skorzystania z ich strony internetowej dziękuję. Być może pomogą mi w odpowiedziach i na inne pytania ;)
        Biblia dla dzieci to byłaby jakaś opcja, ale jakoś nie mogę trafić na taką, która napisana byłaby ładnym językiem, niestety. Wygląda na to, że te wydawnictwa skupiają się na estetyce i praktycznym zastosowaniu (prezent z okazji Pierwszej Komunii Świętej), nie zaś na walorach literackich. Tak teraz myślę, że pora obok Talmudu (w cytatach), Koranu, Czarnej Biblii postawić i Biblię chrześcijańską w wersji niedziecięcej.
        Pozdrawiam
        Tru.
        • klymenystra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 15:04
          Znaczy, że chcesz wiedziec, a nie wyjaśniac intuicyjnie, tak? Bardzo fajnie :)))
          • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 15:42
            No tak już mam :) Naczytam się, naczytam, wyciągnę wnioski, ukuję własny pogląd i już :) Intuicji ufam na poziomie duchowym, nie naukowym, a przecież teologia jest nauką.
            • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 15:58
              truscaveczka napisała:

              > No tak już mam :) Naczytam się, naczytam, wyciągnę wnioski, ukuję własny pogląd
              > i już :) Intuicji ufam na poziomie duchowym, nie naukowym, a przecież teologia
              > jest nauką.

              Ja też to właśnie miałam na myśli: nie pytać o gotową odpowiedź, np. na forum, tylko samemu przeczytać źródło, komentarze, ewentualnie porozmawiać z księdzem, a potem na podstawie tych informacji które (jak zrozumiałam z założycielskiego posta) będą nowymi i dość obcymi informacjami i będą musiały ułożyć się w głowie, odpowiedzieć intuicyjnie, czyli tak, aby pozostać sobą. Jeśli się jest osobą niewierzącą, to odpowiedzieć tak, jak samemu się czuje, że jest najlepiej odpowiedzieć własnemu dziecku o sprawach związanych z wiarą, czyli czymś dla siebie obcym. (Chyba, że się w międzyczasie uwierzy). Tak rozumiałam właśnie intuicyjność: odpowiedzieć własnym głosem, na podstawie tego, czego się człowiek dowiedział z wielu źródeł, z którymi przecież niekoniecznie się zgadza.
              • klymenystra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 16:00
                republika.pl/blog_rn_4597544/6908888/sz/ja_pierdole.jpg
                • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 19:40
                  intuicja
                  1. «przeczucie, zdolność przewidywania»
                  2. filoz. «poznanie bezpośrednie, niepoprzedzone rozumowaniem»
                  3. psych. «narzucające się przekonanie, którego nie można w pełni uzasadnić»


                  W sumie... Teraz lepiej rozumiem powody, dla jakich nigdy się, Ginestro, nie dogadamy.
                  Myślę, że na mojej skali tolerancji dobiłaś do poziomu PLONK.
                  • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 22:59
                    truscaveczka napisała:

                    > intuicja
                    > 1. «przeczucie, zdolność przewidywania»
                    > 2. filoz. «poznanie bezpośrednie, niepoprzedzone rozumowaniem»
                    > 3. psych. «narzucające się przekonanie, którego nie można w pełni uzasadni
                    > ć»

                    >
                    > W sumie... Teraz lepiej rozumiem powody, dla jakich nigdy się, Ginestro, nie do
                    > gadamy.
                    > Myślę, że na mojej skali tolerancji dobiłaś do poziomu PLONK.

                    Szczerze mówiąc nie wiem co Cię uraziło. Użyłam słowa "intuicyjnie" bardzo przypadkowo. Chodziło mi o to, że byłoby synonimem "własnymi słowami", "tak jak sama czujesz", "po przefiltrowaniu przez własne przemyślenia i lektury". Wyjaśniłam to później jak potrafiłam.

                    Nie wiem o co Ci chodzi i dlaczego takie ostre słowa i sugestia, że mnie wyszarzasz czy coś. Płakać nie będę, ale kompletnie nie rozumiem co zaszło. Chciałam pomóc, odpowiedziałam na Twój założycielski post, zadałam sobie trochę trudu i poświęciłam trochę czasu. Mogłaś to przyjąć lub nie, rozumiem to, ale żeby od razu takie słowa?

                    Ja tam dobrze Ci życzę i nie wyszarzam nikogo i nie mam zamiaru "plonkać".
                    • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 23:07
                      PS. Zważ, Truscaveczko, że w założycielskim poście sama przedstawiłaś siebie jako osobę, która nie ma pojęcia o temacie oraz określiłaś się jako ateistkę. To jasno wynikało z Twojej wypowiedzi. Gdybyś napisała, że czytałaś Ewangelię i tematy, o które pyta dziecko nie są Ci obce, to by było inaczej (tylko dlaczego byś wtedy pytała forumowiczów)?

                      A tak, przedstawiłaś się, jak widać, od nieprawdziwej strony. Ja natomiast uwierzyłam Ci i wczułam się w sytuację, że będziesz tłumaczyła dziecku sprawy wiary, które dla Ciebie są po pierwsze nieznane, a po drugie budzące wewnętrzną niezgodę. Nie wymyśliłam sobie tego, że jesteś ateistką, tylko sama to napisałaś.
                      Dlatego doradziłam to, co doradziłam, jednocześnie kładąc nacisk na to, abyś Ty była w zgodzie ze sobą.
                      Uważam, że dobrze odpowiedziałam w świetle danych, które dostarczyłaś w założycielskim poście. Może przeczytaj go raz jeszcze, to sama zobaczysz jak można było go zrozumieć.
                      • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 11:16
                        PSS. Chciałam dopisać coś do poprzedniego posta.
                        Otóż, Truscaveczko, tak się składa, że kiedy czyta się Twoje wypowiedzi w innych wątkach, w których odpisywałaś z wielką złością i ironicznie ludziom, którzy chcieli coś przekazać kulturalnie o Bogu i o wierze, a nawet (wiele razy) pisałaś słowo "bóg" z małej litery, a także określiłaś się (co można zrozumieć z ciągu wypowiedzi w drzewku) jako jedna z osób "nieewangelizowalnych", to nie dziw się, że to wszystko w czytającego zapada, gdzieś podświadomie, bo nie może być inaczej. I kiedy się czyta dalsze Twoje posty, to te prezentowane wcześniej poglądy już się z Tobą jakoś związują (bo tych treści nie sprostowałaś).

                        Tak i zapadło we mnie i jak otworzyłam Twój wpis założycielski tego wątku ("Mamo, ale co to za różnica?"), w którym dodatkowo określiłaś się w pierwszym zdaniu jako ateistka nie mająca wiedzy na temat Jezusa, to chyba słusznie przyjęłam, że jesteś w trudnej sytuacji, bo jako osoba niewierząca i nie mająca nawet tyle szacunku do wiary chrześcijańskiej i do Boga, żeby pisać słowo "Bóg" dużą literą i mająca w sobie tyle niechęci do religii katolickiej, czemu dawałaś wiele razy upust na forum, musisz teraz przystępnie wytłumaczyć dziecku pewne aspekty tej wiary, której tak nie znosisz i Boga, do którego nie masz szacunku.

                        Dlatego zasugerowałam poczytanie i popytanie księży, a następnie przekazanie dziecku odpowiedzi w taki sposób, aby pozostać sobą (czyli, jeśli jesteś osobą stałą w poglądach, pozostać kimś, kto czuje niechęć do religii katolickiej i do "boga").

                        Odpisałam Ci z szacunkiem i bez uprzedzeń. Wczułam się w Twoją sytuację tak, jakby ona dotyczyła mnie samej. Pamiętałam, że ja też odpowiadałam moim małym dzieciom na tysiące pytań, m.in. na pytania o sprawy związane z wiarą. Mnie jednak na pytania związane z wiarą było łatwiej odpowiedzieć, bo jestem osobą wierzącą. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie podobną sytuację, gdybym nie była osobą wierzącą i rozumiejąc jej trudność starałam się doradzić Ci jak potrafię najlepiej.

                        W Twoich wypowiedziach w tym wątku zastanawia mnie jednakże bardzo mocno jeden aspekt. Otóż piszesz, że przeczytałaś Nowy Testament. Czy jest możliwe, że ktoś przeczytał choćby same 4 Ewangelie z Nowego Testamentu, nie mówiąc już o Dziejach Apostolskich i Listach itp. i nadal potrafi pisać "bóg" celowo z małej litery i pisać z taką złością o tematach związanych z wiarą? W pełni rozumiem, że ktoś może przeczytać Ewangelie i nadal pozostawać niewierzącym, ale myślę, że miałby wówczas i zrozumienie ludzi wierzących i przede wszystkim szacunek do opisanych tam spraw, a przede wszystkim do Boga.

                        Myślę, że komuś, kto przeczytał cztery Ewangelie nie przeszłoby przez klawiaturę tak napisać:
                        "pi***olę, nie jestem [beneficjentką Boga - przyp. mój]. Prędzej beneficjentką FSM".

                        Myślę, że ktoś kto przeczytał Ewangelie i miałby potrzebę wyrażenia swojego ateizmu (co czego ma pełne prawo), to zrobiłby to jednak innymi słowami. Również, ktoś taki, moim zdaniem, jeśliby czuł potrzebę przybliżania dziecku spraw wiary, to w innych aspektach o tej wierze i o Bogu nie pisałby z takim brakiem szacunku.

                        Jest więc, uważam wielka niekonsekwencja w tym, co piszesz. Z drugiej strony, nie znam Cię jako osoby, więc być może ktoś może mieć taką niekonsekwentną osobowość. W każdym razie na forum dajesz sprzeczne komunikaty.

                        ***
                        Co do skrótu "FSM", to napisałaś go w cytowanym poście tak, jakby każdy wiedział co to jest. A nie każdy wie i nie jest przestępstwem nie wiedzieć. (A potem, jak uprzejmie spytałam co to jest, to napisałaś, że jestem "przypadkiem klasycznego rżnięcia głupa". Uważam, że za to powinnaś mnie przeprosić. Tudzież za inne przykre słowa, którymi mnie niezasłużenie obrzucałaś).
                        Ad rem: jeśli się pisze np. "MM" na forum Musierowiczystów, to wiadomo, że chodzi o Małgorzatę Musierowicz. Jeśli się napisze PIS czy PO, to też wiadomo co to za skróty. Nawet i skrót FB ujdzie, bo można z kontekstu domyślić się, że to Facebook. (LB już nie jest, uważam, oczywistym skrótem, ale to taka dygresja nawiązująca do innego posta). Natomiast jakieś FSM, którego czujesz się beneficjentką jest niestety niezrozumiałe. Rozumiem, że jakieś dobro otrzymałaś od organizacji FSM (bo dalej wspominasz o członkach tej organizacji). Google mi podało tylko, że to jest jakiś stworek, ale nie wiem o co Ci bliżej chodzi i dlaczego jesteś jego beneficjentką. Może w wolnej chwili zechcesz to rozszerzyć? I jak to się ma do Boga? To tyle ode mnie.
                        • lutecja4 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 07:39
                          >>Jeśli się napisze PIS czy PO, to też wiadomo co to
                          > za skróty. Nawet i skrót FB ujdzie, bo można z kontekstu domyślić się, że to F
                          > acebook. (LB już nie jest, uważam, oczywistym skrótem, ale to taka dygresja naw
                          > iązująca do innego posta). Natomiast jakieś FSM, którego czujesz się beneficjen
                          > tką jest niestety niezrozumiałe. Rozumiem, że jakieś dobro otrzymałaś od organi
                          > zacji FSM (bo dalej wspominasz o członkach tej organizacji). Google mi podało t
                          > ylko, że to jest jakiś stworek, ale nie wiem o co Ci bliżej chodzi i dlaczego j
                          > esteś jego beneficjentką. Może w wolnej chwili zechcesz to rozszerzyć? I jak to
                          > się ma do Boga? To tyle ode mnie.<<

                          en.wikipedia.org/wiki/Flying_Spaghetti_Monster
                          • dakota77 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 07:44
                            Rozszerzenie skrotu znajduje sie w moment po tym, jak w google wpisze sie FSM, tak swoja droga.
                            • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 09:56
                              No, ja właśnie znalazłam to rozszerzenie skrótu, co podałyście, że to chodzi o takiego wymyślonego stworka.

                              Tylko teraz nie wiem dlaczego Truscaveczka czuje się jego beneficjentką. Co mu zawdzięcza i w ogóle dlaczego to było jakimkolwiek argumentem w tamtym fragmencie dyskusji o Bogu.
                              Ale w sumie nie umieram z ciekawości, aby się tego dowiedzieć od Truscaveczki.
                              • mama_kotula Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 10:55
                                ginestra napisała:
                                > No, ja właśnie znalazłam to rozszerzenie skrótu, co podałyście, że to chodzi o
                                > takiego wymyślonego stworka.
                                > Tylko teraz nie wiem dlaczego Truscaveczka czuje się jego beneficjentką. Co mu
                                > zawdzięcza i w ogóle dlaczego to było jakimkolwiek argumentem w tamtym fragmenc
                                > ie dyskusji o Bogu.


                                Hint: chodzi o to, że dla niektórych Bóg jest również takim wymyślonym stworkiem, którego inni się czują beneficjentami i wierzą, że coś mu zawdzięczają.
                              • slotna Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 11:34
                                > No, ja właśnie znalazłam to rozszerzenie skrótu, co podałyście, że to chodzi o
                                > takiego wymyślonego stworka.

                                Wymyslonego?!!

                                https://www.venganza.org/wp-content/uploads/2011/03/Collander_med.jpg
                                • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 12:16
                                  No przecież wymyślonego, bo ten link z Wikipedii podaje, że jakiś mężczyzna wymieniony z nazwiska wymyślił tego stworka w związku z lekcjami rysunku.

                                  Każdy niech czuje się beneficjentem kogo chce, mnie to nie przeszkadza, może mnie to najwyżej dziwić, jeśli ktoś mówi, że jest beneficjentem stworka, dlatego spytałam w jakim sensie, ale już nie proszę o odpowiedź, bo w międzyczasie przestało mnie to ciekawić.
                                  EOT.
                                  • slotna Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 12:33
                                    > No przecież wymyślonego, bo ten link z Wikipedii podaje, że jakiś mężczyzna wym
                                    > ieniony z nazwiska wymyślił tego stworka w związku z lekcjami rysunku.

                                    Nie, nie! "Created in 2005 by Oregon State physics graduate Bobby Henderson, it was originally intended as a satirical protest against the decision by the Kansas State Board of Education to permit the teaching of intelligent design as an alternative to evolution in public schools". Poza tym wcale nie wymyslony - FSM jest jak najbardziej realny i natchnal go po prostu swoim Sosem Swietym. Jako dowod niech sluzy to, iz pastafarianizm jest najszybciej sie rozwijajaca religia XXI wieku. Ludzie po prostu intuicyjnie wiedza, gdzie jest prawda.

                                    > Każdy niech czuje się beneficjentem kogo chce, mnie to nie przeszkadza, może mn
                                    > ie to najwyżej dziwić, jeśli ktoś mówi, że jest beneficjentem stworka, dlatego
                                    > spytałam w jakim sensie, ale już nie proszę o odpowiedź, bo w międzyczasie prze
                                    > stało mnie to ciekawić.

                                    Mnie tez dziwi, jak ktos mowi, ze jest beneficjentem stworka, np. Boga.
                              • klymenystra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 15:51
                                WYMYŚLONEGO??? Sorry, ale to JHWH jest wymyślony, FSM istnieje.
                                • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 25.03.11, 23:21
                                  klymenystra napisała:

                                  > WYMYŚLONEGO??? Sorry, ale to JHWH jest wymyślony, FSM istnieje.

                                  Dobre - ciekawe czy za 50 lat tez będzie istniał, a może zostanie wyparty przez jeszcze bardziej prawdziwego?

                                  Tak całkiem na marginesie przypomniała mi sie - podobno autentyczna rozmowa - pomiedzy premierem Izraela Ben Gurionem a znanym pisarzem i filozofem Martinem Buberem. Premier zapytał wiekowego już pisarza:
                                  - Panie profesorze, dlaczego właściwie wierzy pan w Boga?
                                  - Gdyby to był - odpowiedział Buber - taki Bóg, o ktorym można tylko mówić - to bym nie wierzył. Ale ponieważ jest to Bóg, z którym można też rozmawiać - dlatego wierzę.

                                  Czego życzę także i wyznawcom FSM i żaluje tylko jednego - że za 50 lat to raczej z kim innym będę rozmawiał, ale zapytam sie wtedy jak FSM czuje się.
                                  • slotna Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 00:38
                                    Latajacy Potwor Spaghetti jest tak fajny, ze na pewno bede po nim uczyc swoje dzieci, acz oczywiscie zagraza mu Niewidzialny Rozowy Jednorozec (ona ma plus za bycie kobieta ;)). Andrzeju, poczytaj sobie przykazania pastafarian:

                                    Osiem "Naprawdę wolałbym, żebyś nie"

                                    1. Naprawdę wolałbym, żebyś nie zachowywał się jak jakiś świętoszkowaty, fałszywie pobożny dupek, gdy opisujesz Mą Makaronową Doskonałość. Jeśli niektórzy ludzie nie wierzą we mnie, to trudno, nic się nie stanie. Naprawdę, nie jestem do tego stopnia próżny. Poza tym, nie chodzi o nich, więc nie zmieniaj tematu.

                                    2. Naprawdę wolałbym, żebyś nie używał Mojego istnienia jako narzędzia do uciskania, ciemiężenia, karania, patroszenia lub bycia złośliwym wobec innych. Nie wymagam składania ofiar, a czystość jest niezbędna jeśli chodzi o wodę pitną, a nie o istoty ludzkie.

                                    3. Naprawdę wolałbym, żebyś nie oceniał ludzi na podstawie tego, jak wyglądają lub jak się ubierają, jak mówią, lub... Dobra, po prostu bądź miły, OK? I wbij to do swojej tępej głowy: mężczyzna = człowiek. Kobieta = człowiek. To samo = to samo. Nikt nie jest od nikogo lepszy, chyba że mówimy o stylu. I przykro mi, ale to podarowałem kobietom i niektórym facetom, którzy widzą różnicę pomiędzy kolorem morskim a fuksją.

                                    4. Naprawdę wolałbym, żebyś nie zaspokajał się w sposób, który obraża ciebie albo twojego ochoczego, zgodnego, pełnoletniego i dojrzałego psychicznie partnera. Odnośnie do tych, którzy mogliby protestować - myślę, że odpowiednim wyrażeniem jest "pierdolcie się", chyba że uznają to za nieprzyzwoite. W tym wypadku mogą wyłączyć raz telewizor i iść dla odmiany na spacer.

                                    5. Naprawdę wolałbym, żebyś nie sprzeciwiał się fanatycznym, sadystycznym, szowinistycznym i pełnym nienawiści poglądom innych NA CZCZO. Zjedz coś, a potem zabiegaj o pierdoły.

                                    6. Naprawdę wolałbym, żebyś nie budował za miliony dolarów kościołów/świątyń/meczetów/kaplic dla Mojej Makaronowej Doskonałości, podczas gdy pieniądze lepiej wydać na (wybierz sam):
                                    1. Skończenie z biedą
                                    2. Leczenie chorób
                                    3. Życie w pokoju, namiętną miłość i obniżenie kosztów kablówki
                                    Może jestem złożonym węglowodanowym wszystkowiedzącym istnieniem, ale w życiu cieszą mnie proste rzeczy. Wiem lepiej. Jestem STWÓRCĄ.

                                    7. Naprawdę wolałbym, żebyś nie rozpowiadał ludziom wokół, że do ciebie przemawiam. Nie jesteś aż taki interesujący. Wylecz się z siebie. I mówiłem ci, żebyś kochał bliźniego, czy nie pojąłeś aluzji?

                                    8. Naprawdę wolałbym, żebyś nie czynił bliźniemu, co tobie miłe, jeśli miłe są ci, hm, rzeczy, które wymagają mnóstwa skóry/smaru/wazeliny. Jednak jeśli miłe jest to też tej innej osobie (zgodnie z numerem 4), zajmij się tym, zrób zdjęcia, i do diaska, załóż kondom! Naprawdę, to kawałek gumy. Gdybym nie chciał, żeby było ci przyjemnie, gdy to robisz, dodałbym ci w tym miejscu kolce albo coś.
                                  • slotna Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 01:06
                                    > - Gdyby to był - odpowiedział Buber - taki Bóg, o ktorym można tylko mówić - to
                                    > bym nie wierzył. Ale ponieważ jest to Bóg, z którym można też rozmawiać - dlat
                                    > ego wierzę.

                                    Jesli tez nalezysz do ludzi, ktorzy z nim rozmawiaja, to prosze, przekaz, ze strasznie schrzanil konstrukcje kregoslupa :/ Spedzilam raptem moze kwadrans pochylona nad wanna i normalnie ała, boli, ała :(
                                  • klymenystra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 12:08
                                    Ja tam nie rozmawiam z urojonymi bytami, nie chcę skończyc w psychiatryku.
                                    FSM na pewno przetrwa, a nawet jak nie, to i tak będzie istniał. Chyba że wyznajesz starą zasadę, że bogowie istnieją dopóki ludzie w nich wierzą, co?
                                    Moim zdaniem fenomenem jest 2000-letnie kółko rybackie ;)
                                    • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 15:12
                                      klymenystra napisała:

                                      > Ja tam nie rozmawiam z urojonymi bytami, nie chcę skończyc w psychiatryku.

                                      Czyli mam jeszcze szansę na znalezienie się w nim?
                                      > FSM na pewno przetrwa, a nawet jak nie, to i tak będzie istniał. Chyba że wyzna
                                      > jesz starą zasadę, że bogowie istnieją dopóki ludzie w nich wierzą, co?

                                      W rodzaju FSM? - to akurat oczywiste.

                                      > Moim zdaniem fenomenem jest 2000-letnie kółko rybackie ;)

                                      No widzisz - pomimo usilnych starań ciągle istnieje i nic nie zapowiada żeby miało przestać istnieć. Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na istnienie o wiele starszego narodu wybranego . W pomroce dziejów zgineli Asyryjczycy, Babilończycy, Rzymianie i inne nacje a Żydzi nadal istnieją i też nic nie zapowiada aby mieli zejść z areny dziejów .
                                      • klymenystra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 16:44
                                        Co mają Żydzi do rzeczy? Jaki naród wybrany? Kolejna bzdura podyktowana przez mściwego starca z brodą. Ludzie są równi, a nie wybrani.
                                        Strasznie jesteś pewny siebie, jeśli chodzi o przetrwanie chrześcijaństwa. Ale imperia i ideologie upadają, prędzej czy później. KK stworzył sobie właściwie imperium - otuchą mnie napawa postępująca laicyzacja zachodu Europy - bo może to początek końca dominacji KK? Niech sobie istnieje, każdy ma prawo wierzyc w co chce, ale KK jest bogatym, chciwym monopolistą, który chce sprawowac rząd dusz. Więc lepiej niech wróci do stanu bycia taką samą sektą jak na początku istnienia.
                                      • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 17:10
                                        Imperium Babilonu przetrwało nędzne 2000 lat. Jest nadzieja ;)
                                        Swoją drogą, fajnie jest wierzyć w tylu bogów, że można sobie wartościować - ten jest trwalszy, to przy nim zostanę, ten mniej trwały, to go oleję.
                                        Na szczęście natura, w którą wierzą ateiści jest najtrwalsza ze wszystkich możliwych - jako jedyna wszakże nie jest wytworem ludzkiego umysłu.
                                        Idę, dziecko mnie zapędza do studiowania mitologii słowiańskiej, mamy na warsztacie Świętowita jako łabędzia.
                                        • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 18:40
                                          truscaveczka napisała:

                                          > Imperium Babilonu przetrwało nędzne 2000 lat. Jest nadzieja ;)

                                          Chyba masz na myśli miast Babilon - bo chyba nie państwo

                                          > Swoją drogą, fajnie jest wierzyć w tylu bogów, że można sobie wartościować - te
                                          > n jest trwalszy, to przy nim zostanę, ten mniej trwały, to go oleję.

                                          A kto wierzy w mnogość bogów i w związku z tym ich wartosciuje? Bo chyba nie chrzescijanie.

                                          > Na szczęście natura, w którą wierzą ateiści jest najtrwalsza ze wszystkich możl
                                          > iwych - jako jedyna wszakże nie jest wytworem ludzkiego umysłu.

                                          Słusznie mówisz - natura nie jest wytworem ludzkiego umysłu. Całkowicie z tym się zgadzam.

                                          > Idę, dziecko mnie zapędza do studiowania mitologii słowiańskiej, mamy na warszt
                                          > acie Świętowita jako łabędzia.

                                          Bardzo dobrze - to tez podoba mi się jak najbardziej.
                                          • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 27.03.11, 07:37
                                            Mówiłam o logicznych wnioskach z tego, co piszesz, Andrzeju. Skoro uważasz FSM za gorszego/mniejszego/słabszego boga, niż bóg chrześcijan na przykład, to znaczy, że zakładasz jego istnienie. Czyli wierzysz weń, choćbyś i ufność swoją i emocje z wiarą związane pokładał w innym miejscu.
                                            Poza tym zdaje się to ciebie obwiązuje zasada "Nie będziesz miał bogów innych przede mną." To jak to nie jest zakładanie istnienia innych bóstw i wartościowania ich, to zabij mnie, nie wiem, co jest.
                                            • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 27.03.11, 11:41
                                              truscaveczka napisała:

                                              > Mówiłam o logicznych wnioskach z tego, co piszesz, Andrzeju. Skoro uważasz FSM
                                              > za gorszego/mniejszego/słabszego boga, niż bóg chrześcijan na przykład, to znac
                                              > zy, że zakładasz jego istnienie. Czyli wierzysz weń, choćbyś i ufność swoją i e
                                              > mocje z wiarą związane pokładał w innym miejscu.

                                              Myslałem że jest to jasne iż to jest akurat cos co zostało wymyślone przez ludzi - i jako taki nie jest to Bóg, tym samym jak mogę wierzyć w to co jest wymyślone? Dzisiaj jest to FSM jutro będzie Różowy Nosorożec czy Jednorożec.
                                              Tutaj nie ma miejsca na wartościowanie - bo nie mam co wartościować.

                                              > Poza tym zdaje się to ciebie obwiązuje zasada "Nie będziesz miał bogów innych p
                                              > rzede mną." To jak to nie jest zakładanie istnienia innych bóstw i wartościowan
                                              > ia ich, to zabij mnie, nie wiem, co jest.

                                              Doprawdy dziwne wnioski wyciągasz, słowo daję. Zakładam istnienie innych bogów? Owszem, jedną rzecz zakladam - dobrą wolę ludzi którzy szukają wiary - nawet jeżeli jest to wiara w FSM, a to nie jest tożsame z uznaniem istnienia jakiś innych bóstw.
        • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 15:53
          Dziękuję za odpisanie.

          Nie znałam Twojego kontekstu spraw. Miło, że niektóre moje pomysły przydały się. Ja swoim dzieciom też opowiadałam o wszystkim, o co pytały, uczciwie i tak jak potrafię najlepiej. Uważałam, że nie ma takiej rzeczy, której by nie zrozumiały, jeśli o nią pytają i tylko trzeba było tę rzecz wyjaśnić im takim językiem, który byłby dla nich odpowiedni. Uważam, że warto jest samemu rozwijać się i zasięgać informacji wokół pytań, które zadają dzieci.
          Ja też pozdrawiam.
    • paszczakowna1 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 14:26
      Według mnie (z tym że moje wyobrażenia na ten temat mogą nie być całkiem ortodoksyjne, a na pewno są silnie skażone Athrabeth Finrod ah Andreth), chodzi o to, że Jezus (w aspekcie ludzkim) był po zmartwychwstaniu bytem doskonałym i jako taki nie podlegał śmierci. (Śmierć jest konsekwencją skażenia złem.) Był taki, jacy byliby ludzie bez grzechu pierworodnego - jego ciało i dusza stanowiły jedność, i przeszedł do wyższej formy bytu razem z ciałem. Patrz też dogmat o niepokalanym poczęciu Maryi tudzież jej wniebowzięcie.
    • marajka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 22.03.11, 20:49
      Natomiast
      > u katolików - niebo jest od razu po śmierci - tak?

      Różnica jest taka, że Jezus zmartwychwstał, bo był człowiekiem i Bogiem. Jezus wniebowstąpił i chrześcijanie wierzą, że powróci, ale w chwale, nie tak jak przyszedł 1. raz (w stajence).

      Zwykły człowiek umiera i prawdopodobnie idzie gdzieś od razu (niektórzy chrześcijanie sądzą, że śpi i zostanie obudzony na sąd, nikt jeszcze z zaświatów nie wrócił, by powiedzieć), Jezus umarł, ale ożył i tu jest ta różnica. Kiedy wniebowstąpił był żywy, nie umarł drugi raz. To sprawa wiary w to, że nie był zwykłym człowiekiem i nie odszedł z ziemi jak śmiertelnik.
      • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 13:34
        Wniebowstąpieniu Jezusa poświęcony jest początek Dziejow Apostolskich 1,1-11.
        Znikniecie Jezusa poprzedza tu rozmowa, w ktorej uczniowie - będący ciągle jeszcze więźniami swych starych idei - pytają, czy teraz nadszedł już czas ustanowienia królestwa Izraela.
        Tej idei odnowionego królestwa Dawida Jezus przeciwstawia obietnicę i misję. Treścią obietnicy jest napełnienie ich mocą Ducha Świętego, misja zas polega na tym, że mają być Jego swiadkami az po krańce ziemi.
        Pytanie o czasy i chwile pozostaje wyraźnie bez odpowiedzi. Postawa uczniów nie polega na dociekaniach natury historycznej ani na wpatrywaniu się w nieznaną przyszlość. Chrzescijanstwo jest teraźniejszoscią: darem i misją, obdarowaniem wewnętrzną bliskością Boga i - na tej podstawie - dawaniem czynnego świadectwa Jezusowi Chrystusowi.
        W tym kontekscie pojawiają się słowa o obłoku, który Go osłonił i zabrał sprzed ich oczu. Obłok ten przypomina nam moment Przemienienia, kiedy świetlisty obłok okrywa Jezusa i uczniów - Mt 17,5; Mk 9,7 . Przypomina nam godzinę spotkania Maryi z poslancem Boga Gabrielem, ktory zwiastuje je, że moc Najwyższego "okryje Ją cieniem" . Przypomina nam święty namiot Boga w Starym Przymierzu, w ktorym obłok stanowi znak obecnosci Pana - Wj 40,34, idącego przed Izarelem w postaci obłoku także podczas jego wędrówki przez pustynię.
        Wzmianka o obłoku ma jednoznaczny wymiar teologiczny. Zniknięcie Jezusa ukazuje nie jako wyruszenie w drogę do gwiazd, lecz jako wejście w tajemnicę Boga.Mamy więc tutaj aluzję do zupełnie innego porządku wielkości, do innego wymiaru bytu.

        NT - od Dziejów Apostolskich po List do Hebrajczyków - przez odniesienie do Psalmu 110,1 opisuje "miejsce", do którego Jezus odszedł w obłoku, jako zasiadanie (stanie) po prawicy Boga. Co to znaczy? Slowa te nie wskazują na jakąś odległą przestrzen kosmiczną, gdzie Bog ustawił niejako swój tron, na którym wskazał miejsce także Jezusowi. Bog nie zajmuje jednej przestrzeni obok wielu innych. Bog jest Bogiem: stanowi uwarunkowanie i podstawę wszelkiej istniejącej przestrzenności, nie jest jednak częścią żadnej z nich. Bog jest Panem i Stwórcą wszystkich przestrzeni. Jego obecność nie jest przestrzenna, lecz Boska właśnie. "Zasiadanie po prawicy Boga" oznacza udział w tym Jego panowaniu nad przestrzenią.

        W jednej z dysput z faryzeuszami sam Jezus daje nową interpretację Ps 110, ktora wyznaczyła kierunek myślenia chrzescijan. Idei Mesjasza jako nowego Dawida z nowym krolestwem Dawidowym - idei, którą przed chwila spotkalismy u uczniów - przeciwstawia wznioslejszą wizję Tego, który ma przyjść: prawdziwy Mesjasz nie jest synem Dawida, lecz jego Panem; nie zasiada na tronie Dawida, lecz na tronie Boga.

        Odchodzący Jezus nie udaje się na jakąś odległą gwiazdę; On wchodzi we wspólnotę życia z Bogiem żywym, w sytuację Boskiej wyższości nad wszelką przestrzennoscią. Dlatego nie "odszedł gdzieś", lecz mocą samego BNoga pozostaje teraz zawsze obecny z nami i dla nas. To wlaśnie mowi Jezus swym uczniom w mowach pożegnalnych w Ew. jana: :Odchodzę i znów przyjdę do was". Jest tu cudowna synteza osobliwego "odejścia" Jezusa, będącego jednocześnie Jego "przyjsciem". Tym samym zostaje też wyjasniona tajemnica Krzyża, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia. W ten sposób Jego odejście jest przyjsciem, nowym sposobem bliskości, trwałej obecnośici, z którą także Jan łączy "radość" .

        Skoro Jezus jest u Ojca, to nie jest gdzieś daleko; jest blisko nas. Teraz nie znajduje się już w jednym tylko miejscu na świecie, jak był przed "Wniebowstąpieniem"; teraz - mocą górującą nad wszelką przestrzennością - jest obecny przy wszystkich i wszyscy mogą Go wzywać - w całej historii i we wszystkich miejscach.
        • dakota77 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 13:42
          Hmm, a dziecko Truscaveczki zastanawialo sie, czy czlowiek idzie prosto po smierci do nieba. I wciaz nie dostalo odpowiedzi...
          • mamalgosia Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 13:56
            No to chyba od mamy uzyskałoby odpowiedź, że nie? Może powiedzieć, że niektórzy uważają, że prosto, niektórzy że po jakimś czasie. No, albo w ogóle - wszak nie tylko niebo jest w ofercie
          • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 15:03
            dakota77 napisała:

            > Hmm, a dziecko Truscaveczki zastanawialo sie, czy czlowiek idzie prosto po smie
            > rci do nieba. I wciaz nie dostalo odpowiedzi...

            Bo takiej odpowiedzi po prostu nie ma - niebo jest pojęciem przestrzennym, nawiązujący do naturalnej symbolicznej mocy tego, co "w gorze", na wysokości. Mozna powiedzieć że przez to pojecie rozumiemy ostateczne spelnienie ludzkiej egzystencji przez miłość, do ktorego zmierza wiara.
            Jezus powiedział jednoznacznie:
            "Zaprawdę, powiadam ci: dziś ze mną bedziesz w raju". Bycie w "raju" "niebie" jest rozumiane najcześciej jako stan szczęśliwości, pełnię miłości. Teologia dotyczącą tego co rozumie się poprzez bycie w raju a także czy po smierci idzie prostu do raju jest bardzo skomplikowana i możliwa do omowienia tylko droga analogii.
            Najprostsza jest odpowiedź katechizmowa -ale ona nie wyczerpuje złozoności zagadnienia.
            >
            • jottka mam pytanie:) 23.03.11, 15:07
              trusc, ile twoja córka ma lat? bo ja myślę, że powinnaś jej odpowiedzieć wg propozycji andrzeja:


              > Najprostsza jest odpowiedź katechizmowa -ale ona nie wyczerpuje złozoności zagadnienia

              a potem zdać nam relację - w razie czego zgadzam się na zrzutkę na lody dla rozjuszonego dziecięcia:)
              • dakota77 Re: mam pytanie:) 23.03.11, 15:13
                Ale po te katechizmowa odpowiedz wyslac dziecko do Andrzeja:). Niech sam dziecko to opowie/przeczyta:)
    • mamalgosia Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 13:55
      Odpowiadam oczywiście z punktu widzenia osoby wierzącej, ale wydaje mi się, że akurat to z innego punktu widzenia tłumaczyłabym tak samo.

      No więc taka to róznica, że ludzie umierają, a Bóg jest ponad śmiercią. Jezus - jako Bóg (lub jak Ty możesz powiedzieć - jako ktoś uważany przez niektórych za Boga) zmartwychwstał i nie tylko dowodzi faktu Jego bóstwa, ale też daje nadzieję na nasze zmartwychwstanie.
      Gdyby nie zmartwychwstał, próżna byłaby nasza wiara, jak mówi św. Paweł - no próżna, bo jak się oprzeć na kimś, kto sobie ze śmiercią nie dał rady.

      Bardzo fajne pytanie tak swoją drogą.
      Mnie to w ogóle pasjonują dzieci

      • ding_yun Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 20:36
        Trus, według mojej wiedzy, KK naucza tak:

        1.Jezus zmartwychwstał i ukazał się uczniom jako zapowiedź tego, że wszyscy ludzie po śmierci również zmartwychwstaną. To miało być ukazanie wzoru na to, co stanie się z każdym człowiekiem wierzącym w Boga - śmierć, zmartwychwstanie, wieczne złączenie z Bogiem (jako odpowiednik "wniebowstąpienia") o czym szerzej pisał Andrzej.

        2.Katolicy wierzą, że decyzja niebo czy piekło (lub czyściec, ale on oczywiście jest już gwarantem zbawienia) zapada tuż po śmierci człowieka, po sądzie szczegółowym. Na sądzie szczegółowym człowiek (a raczej jego dusza) ma być oceniony ze wszystkiego, co w życiu zrobił i będzie mógł wyraźnie zobaczyć, co było dobre, a co złe.
        Sąd ostateczny różni się od szczegółowego dwojako. Po pierwsze, zmartwychwstanie na nim również ciało człowieka (choć w doskonalszym kształcie). Po drugie, dopiero wtedy w pełni mają stać się jasne wszelkie powiązania między dobrem, a złem, innymi słowy każdy będzie mógł zobaczyć do jak wielkich rzeczy i kiedy przyczynioło się konkretnie dobro lub zło, które on wyrządził. KK naucza jednak, że mimo iż dopiero pod sąd pod koniec czasów jest ostateczny, to nie zmieni on decyzji sądu szczegółowego.

        Oczywiście cała sprawa jest znacznie bardziej zagmatwana niż ja to przedstawiłam, a kwestia tego, co dzieje się z duszą pomiędzy sądem szczegółowym a ostatecznym zawsze była przedmiotem wielu sporów. Twoja córka dotknęła chyba najważniejszego i najbardziej dla mnie niezrozumialego punktu nauki Kościoła.
        • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 21:50
          ding_yun napisała:

          >
          > Oczywiście cała sprawa jest znacznie bardziej zagmatwana niż ja to przedstawiła
          > m, a kwestia tego, co dzieje się z duszą pomiędzy sądem szczegółowym a ostatecz
          > nym zawsze była przedmiotem wielu sporów. Twoja córka dotknęła chyba najważniej
          > szego i najbardziej dla mnie niezrozumialego punktu nauki Kościoła.

          On jest niezrozumiały głównie z tego powodu iż wkracza się tutaj na teren który jest poza ludzkimi możliwościami poznawczymi - chyba że odpowiedzią będzie sformułowanie - nie ma zadnego zbawienia i nie ma nic po śmierci, tylko czy jest to odpowiedź?
          • ding_yun Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 23.03.11, 22:12
            Właśnie nie, to nie jest dla osoby wierzącej żadna odpowiedź. Tylko ja nie wymagam, żeby ktoś powiedział mi, jak będzie wyglądał sąd szczegółowy, jak ostateczny i czy pytania będą trudne. Może po prostu lepiej byłoby to zostawić w spokoju i przyznać, że nie wiemy, kiedy będzie nam dane dostąpić życia wiecznego - czy zaraz po śmierci czy pod koniec czasów, skoro Biblia nie wyjaśnia tego jednoznacznie. Tylko co wtedy z całą tradycją świętych obcowania? Po drugie pamietam taką rzecz, której uczono mnie na religii w podstawówce i wywołała ona wśród nas straszne przerażenie. Mianowicie chodziło o zasadę mówiącą, że nieba wejdzie człowiek, który w chwili śmierci będzie w stanie łaski uświęcającej czyli bez grzechu, do czyśćca trafi osoba z grzechami lekkimi, a posiadanie na koncie grzechu ciężkiego skazuje nas na piekło. Nie wiem, czy wszyscy są świadomi, że wg nauki KK opuszczenie Mszy niedzielnej jest grzechem ciężkim, ergo powiedziano nam, że jeśli nie pójdziemy na Mszę, nie wyspowiadamy się z tego i w międzyczasie umrzemy, to pójdziemy do piekla. Pamiętam, że strasznie się tego z koleżanką bałyśmy.
        • turzyca Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 02:17
          Fajnie napisane, zwiezle, rzeczowo i na temat. :)


          > Oczywiście cała sprawa jest znacznie bardziej zagmatwana niż ja to przedstawiła
          > m, a kwestia tego, co dzieje się z duszą pomiędzy sądem szczegółowym a ostatecz
          > nym zawsze była przedmiotem wielu sporów. Twoja córka dotknęła chyba najważniej
          > szego i najbardziej dla mnie niezrozumialego punktu nauki Kościoła.

          Ja sobie caly czas pozwalam na jedyna logiczna interpretacje, ze te jednoznacznie dobre dusze sa w niebie, te jednoznacznie zle sa w piekle, a cala reszta w czyscu i jak juz swoja kare odcierpia, to trafiaja do nieba. Po sadzie ostatecznym nie bedzie juz mozliwosci "przetasowan", kto zostanie zbawiony, ten zostanie zbawiony, kto potepiony, ten potepiony. Dlatego tak wazna jest modlitwa za dusze czyscowe, zeby zdazyly ze swoja kara, zanim nastapi koniec swiata. Roznica dla tych, ktorzy juz byli jakos ulokowani jest taka, ze teraz beda przezywac to samo, ale w calosci, wraz z cialem.
          Wiem, ze logika nie ma za wiele wspolnego z teologia, ale wsrod madrych pism takie rozumienie tez znalazlam i przyjelam jako moje.

          Chyba jednak tlumaczenie dzieciom wierzacym jest latwiejsze, bo po pierwsze mozna sie odwolac do tekstow modlitw, ktore juz znaja, a po drugie zawsze kazac zwrocic sie do eksperta.
          • mamalgosia Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 08:51
            Myślę, że czyściec to nie kara, tylko jakby przygotowanie, oczyszczenie. Z tego, z czego sie oczyścić na ziemi nie udało. A to boli
          • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 12:59
            Moje dziecko nie zna modlitw ;) i w niebo wierzy na tej samej zasadzie, co w krainę baśni i pałac bogów na Olimpie.
            Czyli odpowiedź "Różnica była taka, że dzięki temu ludzie mają nadzieję, że kiedyś zmartwychwstaną, bo Jezus pokazał im, że to możliwe" jest ok?
            Dzięki, Turzyco, dzięki, Ding_yun :)
            • ding_yun Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 13:30
              Moim zdaniem jest okej
            • dakota77 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 13:36
              Truscaveczko, mysle, ze to sie sprowadza dokladnie do tego:)
              • ginestra Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 15:44
                Również moim zdaniem ta zaproponowana odpowiedź jest dobra, jednakże przypuszczam, że w rozmowie, w której dojdzie do wyjaśnienia kluczowego pytania ("jaka różnica..") dziecko będzie zadawało także dalsze pytania. Plus może pytać też o inne rzeczy związane z wiarą chrześcijańską, a niekoniecznie z tym konkretnym tematem.
                Dlatego (według mnie) ważne jest nieco większe przygotowanie się rodzica w sprawie wiary.

                Myślę, że Ty, Truscaveczko, dasz sobie radę z takimi odpowiedziami, ponieważ - jak mówisz - czytałaś Ewangelie. Zawsze można odpowiedzieć dziecku tak, jak to wynika z Ewangelii i jak sam Jezus ilustrował te trudne sprawy. Można po prostu powołać się na poszczególne sceny i słowa Jezusa. Jest to już bardzo duża baza, a do tego jak się poczyta Świderkównę czy inne komentarze to już naprawdę będzie łatwiej.

                Moim zdaniem nie jest do końca tak, że ludzie widząc przykład Jezusa mają nadzieję, że sami zmartwychwstaną, bo o zmartwychwstaniu (w dniu Sądu Ostatecznego) mówi też Stary Testament i nie jest to nic aż tak kuszącego dla ludzi i tak nowego. Uczniowie też o to samo pytali Jezusa. Natomiast tą nową jakością jest po prostu pokazanie przez Jezusa fizycznie pewnej odsłony nieba: jakie będzie to nowe ciało, jak inne niż ziemskie i jak swojskie jednocześnie. I że są rzeczy, których nie ogarniamy umysłem, ale jednak są - istnieją, fizycznie i namacalnie. Pojawiał się wiele razy uczniom po zmartwychwstaniu wyglądając tak jak zawsze, jadł z nimi, rozmawiał, miał ślady po męce, ale też i chodził po wodzie, przenikał przez ściany, objawił się w sposób cudowny w Emaus uczniom, którzy Go najpierw nie rozpoznali, a potem rozpoznali - dopiero wtedy, kiedy sam zechciał, a ponadto potrafił znikać (jak w Emaus przy stole) i potrafił też, na koniec, wstąpić do nieba.

                W tym wszystkim najważniejsza jest miłość, którą przekazał - potężniejsza niż śmierć. Nadzieja, którą dał ("nie zostawię Was sierotami, będę z Wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata"), Jego obecność, Jego znajomość serca każdego człowieka, Jego miłosierdzie, do którego każdy ma dostęp.

                Myślę, że największa różnica jest taka, że Jezus chociaż doświadczył dosłownie tego wszystkiego, co każdy człowiek (a więc śmierci i przejścia do świata umarłych) i tak by pozostało, gdyby "poszedł do nieba nieżywy", to dodatkowo powrócił i pokazał tym ludziom, którzy Go kochali i którzy tak bardzo po Nim płakali, że On żyje, że nic mu się nie stało, żeby się nie martwili. Zrobił to z miłości. Każdy, komu zmarła ukochana osoba dałby wiele, aby mogła powrócić i jeszcze trochę z nim pobyć. Ale dla ludzi, którzy umierają jest to niemożliwe. Dla Jezusa jednak było możliwe, bo jest Bogiem. To pojawienie się ponowne wśród przyjaciół i rodziny było prezentem dla nich z miłości do nich. Potem musiał już odejść do nieba ("poszedł do nieba żywy") , ale zrobił to najpóźniej jak mógł, żeby jak najdłużej z nimi być. Przekazał im przez ten czas, kiedy był z nimi, tyle otuchy i miłości, żeby mogli to potem długo pamiętać, tym bardziej, że w tym czasie pewni źli ludzie ich prześladowali. Obiecał, że nie zostawi ich nigdy samych, i że zawsze będzie obecny - także w Eucharystii. I obiecał też, że przyśle im Pocieszyciela, czyli Ducha Św. i tak się stało, bo za 50 dni nagle wszyscy poczuli znów Jego obecność, ale inną: poczuli Jego miłość w całym sobie i poczuli nagle, że są odważni, że dostali mądrość i inne dary. To właśnie jest Duch Św. - jakby obecność Boga w nich samych, z niezwykłą mocą, odwagą, mądrością, miłością i pewnością, że wszystko się uda.

                To wszystko jest szeroki temat i dobrze jest to wytłumaczyć właśnie szerzej, tak myślę. Tak na biegu, nie wiem dlaczego, rozbudowałam swoją wypowiedź, choć miałam tylko napisać krótko o tym, że mogą być następne pytania.
                Dziękuję za uwagę.

    • truscaveczka Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 19:05
      www.jezuici.pl/~rreclaw/teksty/listy.html
      www.forumrodzina.fora.pl/na-luzie,5/listy-dzieci-do-pana-boga-dzieci-fajnie-wierza-d,68.html
      Przejaja ;)
      • andrzej585858 Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 24.03.11, 20:20
        truscaveczka napisała:


        > Przejaja ;)

        Ostatni jest super. Zwłaszcza ten rzeczowy dopisek pod listą prezentów - wiem że nie ma św. Mikołaja.
        • doratos Re: "Mamo, ale co to za różnica?" 26.03.11, 16:32
          Też chciałabym wiedzieć nad czym Bóg teraz pracuje:):)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka