Dodaj do ulubionych

Pukając do dna bram

25.09.12, 12:04
GW powoli stacza się do poziomu najgorszych bulwarówek. Z jednej strony oburzenie z powodu księżych kolan, tropienie podtekstów erotycznych tam gdzie ich nie ma, wychwytywanie wszelkich oznak skandali obyczajowych w Kościele. I to pochylanie się z troską nad stanem Kościoła - to wszystko oczywiście w ramach obrony godności człowieka, wszelkiego rodzaju mniejszości. Hasła szczytne - tylko że jakos bardzo jednostronne.
Z drugiej bowiem strony - bagatelizowanie zachowania i wypowiedzi chociazby Nergala i Dody, krucjata w obronie uczestniczek haniebnego wystepu w cerkwi, a teraz nastepne kuriozum.

wyborcza.pl/1,75968,12546127,Zakonnice_i_Orleta__Gdzie_tu_obraza__Gdzie_perwersja_.html
Nic przecież się nie stało. Cóz tak niestosownego jest w fotografiach które mają jedznoznacznie erotyczny podtekst zrobionych na cmentarzu? Po co tak gwałtowna reakcja polskiego konsula? Przeciez to tylko dzieło artystyczne? a cmentarz i godnośc pochowanych tam osób oraz godność rodzin?
Perwersja to gołe kolano księdza - tutaj trzeba grzmieć.

Nawet nie chce się tego komentować, więc pozwolę sobie na przytoczenie dwóch komentarzy jakie znalazły się pod powyższym tekstem:

"errata_net2

Jakże daleko niektórym do poziomu cywilizowanego człowieka, jeśli nie potrafią zrozumieć, co mieści się w granicach przyzwoitości, a co nie, co znaczy "dobry smak", a co wykracza poza to pojęcie, czym jest skandal, a co jeszcze można przyjąć jako "artystyczną swobodę wyrazu".



"trajkotek
wczoraj

Panie autorze, wyobraź Pan sobie (nie przekracza to chyba możliwości pańskiego umysłu), że taka sama sesja zdjęciowa odbywa się na cmentarzu żydowskim np. w Warszawie, pośród macew chasyd w czarnych bokserkach łasi się do ponętnych, lekko roznegliżowanych córek Abrahama ... co byś Pan wtedy napisał?

ps. użyłem tego nikczemnego obrazu, bo jedynie on może otworzyć oczy niektórym zwolennikom wolności w sztuce na to, co się stało."

Myślę że powyższe komentarze mówią wszystko. Podobnie jak autora drugiego wpisu tez jestem bardzo ciekawy co by pan redaktor napisał na temat podobnej sesji własnie na cmentarzu zydowskim? Wtedy pewnie byłby to akt antysemityzmu? I nastepny argument do ataku na katolików którzy tolerują a właściwie to akceptuja antysemityzm?

Tylko dlaczego piewcy tolerancji i obroncy wolności nie dostrzegają antykatolicyzmy?


Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 26.09.12, 17:46
      Następny przykład, tym razem większego kalibru, ale to co w chwili obecnej dzieje się w związku z katastrofą smoleńską świadczy nie o tym że państwo polskie zdało egzaminu ale o czyms wręcz odwrotnym.

      www.youtube.com/watch?v=2nAszZx0ITk&feature=youtu.be
      rebelya.pl/post/773/ewa-kopacz-sfaszowaa-stenogramy-swojego-wystapi
      www.youtube.com/watch?v=GOp_WQAxZxI
      Wnioski niech każdy wyciągnie indywidualnie.
      • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 27.09.12, 08:20
        To nie jest już nawet pukanie do dna - to jest już po prostu dno.

        Oto wypowiedź nowoczesnego, europejskiego polityka:

        "Na koniec programu zbulwersował Monikę Olejnik mówiąc, że "w trakcie naszej rozmowy jakiś ksiądz gwałci dziecko". Prowadząca odparła mu, że nie wiemy, czy w tym samy czasie jakiś polityk Ruchu Palikota nie robi czegoś niecnego."

        Z jednej strony można cieszyć sie że Palikot i członkowie jego ruchu sami pogrążaja się poprzez tego rodzaju wypowiedzi. Z drugiej zaś strony wstyd że takich posłów wybrano. Ma rację biskup Dydycz twierdząc ze taki Sejm nalezy rozwiązać. Tylko że ciągle są wyborcy których takie wypowiedzi cieszą.

        wiadomosci.onet.pl/kraj/palikot-w-trakcie-naszej-rozmowy-jakis-ksiadz-gwal,1,5261198,wiadomosc.html
        • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 18.11.12, 19:44
          Bardzo ciekawy zestaw wypowiedzi naszej czołowej feministki - Kazimiery Szczuki. Po prostu ręce opadają:



          "Aborcja nie jest ani morderstwem, ani kosmetycznym zabiegiem, ani podłubaniem w nosie. Aborcja to aborcja – przerwanie ciąży, usunięcie ciąży, spędzenie płodu, sztuczne poronienie."



          "W wielu wypadkach aborcja jest wybawieniem, choć każda z nas, gdyby mogła, starałaby się tej decyzji i tego doświadczenia uniknąć."



          "Być Polakiem to znaczy razem nosić rany, więc jeśli ktoś zapomina o tych ranach, trzeba mu ostrogę wrazić, ciało rozjątrzyć. Na tym polega subkultura smoleńska."



          "Jest to kawał o pedofilu. Umarł pedofil i idzie do Nieba, no i tam stoi ten Święty Piotr i mówi: „A Ty gdzie zwyrolu, tutaj takich jak Ty się w ogóle nie wpuszcza”, a pedofil mówi: „Ale ja nie do Ciebie dziadu, ja do Dzieciątka Jezus”.

          („żart” opowiedziany przez Szczukę na wizji w programie „Czułe dranie” emitowanym w TV 4.)"


          "Nienawidzą mnie, bo jestem Żydówką i feministką, zwłaszcza feministką. "


          "Za bardzo ulegamy wyobrażeniu o JP II jak o człowieku skromnym i nielubiącym sławy, powszechnym zwłaszcza wśród Polaków. Papież jako starszy człowiek był dziecinny i próżny. Jak każdy staruszek lubił bawić się kontaktem z tłumem. I nasycać się tą energią. Papież lubił wiwaty i śpiewy na swoją cześć."

          No i ostatni wyczyn:

          Proszę sobie nie wycierać faszystowskiej mordy moim ojcem – powiedziała naczelna feministka RP, piewczyni tolerancji, dialogu, otwartości

          Warto zresztą przeczytać cały artykuł poświęcony tej jakże charakterystycznej dla naszego "tolerancyjnego" feminizmu postaci:

          www.fronda.pl/a/kazimiera-sz,23713.html
          • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 15.12.12, 10:57
            "Minister, członek rządu, który zezwala na uprawianie pornografii z 18-letnimi dziewczętami, podkreślił, że Obserwatorium skupi się na ekstremistach wszelkich wierzeń i jako przykład podał organizację Civitas, prowadzoną przez lefebrystów. Ich działania są, według niego, "na granicy legalności", gdy kilkakrotnie protestowali oni przeciw aborcjom, związkom osób tej samej płci i występowali w obronie wolności religijnej."

            To już nie jest pukania do dna to już jest samo dno. I to w centrum Europy wypowiada się tego typu opinie.
            www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,12539,zapowiadaja-kampanie-walki-z-wirusem-religijnym.html
            • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 02.01.13, 18:23
              Kiedy dowiadujemy się z mediów, że zbezczeszczono groby, to wywołuje to oczywiście uczucia sprzeciwu, grozy. To odczucia normalnych ludzi. Jeszcze silniejsze uczucia się budzą, gdy dotyczy to zbezczeszczenia cmentarza, który znamy, na którym zostały pochowane osoby bliskie sercu. To jest znak, że fala zdziczenia, fala bolszewickiej antyreligijnej zarazy zbliża się do naszych domów, że uderza nie tylko w religie, co w fundamenty ludzkiego porządku, ludzkiego ładu, który na tym łez padole warunkuje godne człowieka życie. Spokój zmarłych to ład wśród żywych. Podkreślam, że nie chodzi tu w pierwszym rzędzie o aspekt religijny, chodzi o wywołanie zamętu i chaosu, poczucia trwogi, lęku, strachu. Bolszewicy byli cwanymi, bezwzględnymi świadomymi swych umiejętności socjotechnicznymi potworami. Ten typ mentalny cały czas się reprodukuje. To „centrum” zdziczenia zostało animowane na Krakowskim Przedmieściu głównie przez Ruch Palikota i niejakiego Dominika Tarasa, przywódcę młodych wykształconych, atakiem na krzyż, mechanizm spiskowy został znakomicie opisany przez Bronisława Wildsteina w powieści „Ukryty”, po czym fale zaczęły się rozchodzić, aż trafiły do Pniew.

              Dowiedziałem się bowiem właśnie, że zniszczono w Pniewach groby sióstr Urszulanek, gdzie znajduje się klasztor tego zakonu. Sprawca bądź sprawcy połamali i powyrywali drewniane krzyże na 48 kwaterach. Ilość ataków na symbole religijne jaka miała miejsce po wydarzeniach na Krakowskim Przedmieściu w 2010 roku nie zostawia wątpliwości, co jest ich źródłem – bolszewicki antyklerykalizm.

              Ta bolszewicka polityka w dosłownym sensie, ma wytwarzać presję na tych, którzy niby upolityczniają religię, bo to wyznawcy księdza Rydzyka prowokują do ekscesów antyreligijnych, bo gdyby ich nie było, nie byłoby „oszołomów”, nie byłoby też antyklerykalizmu, który ma jednak swoje uzasadnienie, zdaniem takim tuzów wyższej duchowości i najwyższej mądrości jak o. Maciej Zięba, ks. Boniecki czy biskup Pieronek.

              Z takimi tłumaczeniami ze strony tych lepszych „europejskich” katolików też się spotkałem. Nawet skromna wiedza o polskiej historii i uwarunkowaniach polskiego kościoła wystarczy, aby zrozumieć, to, co się dzieje, aby nabrać dystansu.

              Odejdę jednak od tych „politycznych” aspektów bezczeszczenia grobów i zatrzymam się przy egzystencjalnym, bo on lepiej ujawnia naturę tego, z czym mamy do czynienia. Kiedy pracowałem w TVP Kultura, w ramach współpracy z uczelniani artystycznymi, w 2008 roku otrzymałem materiał performance, na którym dwie mocno roznegliżowane studentki, tańcząc na grobie, śpiewały jakąś głupawą piosenkę. „Profesor”, nauczyciel tych studentek, który zakwalifikował ten materiał do emisji, zobaczył w nim wartość „artystyczną”. Polegała ona na naigrywaniu się z pochówku i śmierci. Usiłowałem odgadnąć te ideowe motywacje. Młodość rzucająca wyzwanie śmierci? Walka z kultem Thanatosa w kulturze polskiej, która ma być w końcu sexy a nie martyrologiczna? Oczywiście, nie wyemitowałem tego materiału „artystycznego”, ale zapadł mi on w pamięć jako przejaw degeneracji szkolnictwa artystycznego w obrębie, którego zaczynają się pojawiać jako „normalne” takie „dzieła”, bo nie budziły sprzeciwu. Dzisiaj jest dla mnie jasne, że motywacje, które je stworzyły to tylko przesłona czegoś zdecydowanie groźniejszego, z czego te bezgranicznie żenująco głupie studentki, nie zdawały sobie sprawy.

              Zakon Urszulanek w Pniewach założyła Urszula Ledochowska, którą na ołtarze wyniósł Jan Paweł II. Przejeżdżając wiosną i latem przez to małe wielkopolskie miasto, trudno nie zauważyć pięknego ogrodu, pełnego kwiatów i drzew owocowych. Widać mistrzowską rękę i wielką pasję do ogrodnictwa. Kiedyś, było to dobre dwadzieścia lat temu zatrzymałem się w blisko tego sadu, by zrobić kilka akwarel, bo jestem malarzem. Wdałem się w rozmowę z dwoma siostrami podeszłym wieku, o ogrodnictwie właśnie. Rozmawialiśmy o kwiatach i drzewach. Dosłałem kawę. Było to dawno. One pewnie nie żyją. Bardzo prawdopodobne, że to ich groby zostały zbezczeszczone. Połamane krzyże na cmentarzu były równo poustawiane, jakby sprawcy chcieli przekazać jaką wiadomość, jakby było to wyznanie, że nie jest to działanie pijaczka, który postradał rozum od denaturatu, ale kogoś, kto „żywi” się rozniecaniem zamętu i chaosu. Zbezczeszczenie grobów sióstr, strażniczek tradycji i piękna natury, to atak na wolę trwałości i instytucje, która jest gwarantem ludzkiego ładu. Z woli trwałości tworzy się kultura i cywilizacja. W woli trwałości skrywa się potężna moc, która jest wyzwaniem rzuconym przemijaniu i śmierci. Tę wolę trwałości można odczuć w muzeach, kościołach, klasztorach, które otaczamy opieką od setek lat. I oto naruszono spokój, tych, które ofiarną służbą tej woli trwałości się poświęciły.

              A jeśli już mówimy o kategoriach bardziej religijnych, to jest to zamach na „metafizyczną polisę ubezpieczeniową”. Ci, którzy ją atakują świadomie, to nowe wcielenie bolszewików, ci zaś którzy nieświadomie, to głupcy, którzy są narzędziem tych pierwszych. Te wydarzenia to znak, że zostają sprowokowane głęboko tłumione ciemne moce, które rzucają wyzwanie nie tyle takiej czy innej formie porządku, ale porządkowi jako takiemu. To atak w fundament. Chodzi o wywołanie chaosu, który ma zachwiać podwalinami, aby nic już nie było pewne. Tu nie chodzi też tylko i wyłącznie o ciemne widowisko, w którym ludzki duch rozkoszuje się własną rozwiązłością, lecz o całościowy sprzeciw wobec tego ducha, gdyż podwaliną człowieczeństwa jest właśnie pochówek zmarłych. Trzeba to jasno powiedzieć, bez żadnych złudzeń, że kto się na to poważył i kto zaczyna sobie z tego stroić żarty, ten przed niczym się nie cofnie.

              wpolityce.pl/artykuly/43867-kolejny-przyklad-zbezczeszczenia-grobow-chodzi-o-wywolanie-chaosu-ktory-ma-zachwiac-podwalinami-aby-nic-juz-nie-bylo-pewne
              • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 14.01.13, 09:37
                Magdalena Środa, z tytułem profesorskim, w dodatku powszechnie znana jako etyk, w radiowej Jedynce w czasie dyskusji o eutanazji:

                Są inne przypadki, np. dzieci, które się rodzą, no, powiem w skrócie, bardzo zdeformowane, bez mózgu, z rozszczepieniem kręgosłupa, których udziałem jest jedynie cierpienie. One żyją bardzo krótko – dzień, dwa, tydzień, dwanaście. I właściwie nic się nie dzieje w ich życiu, tylko to cierpienie. Pytanie jest, czy to nie jest rzeczą humanitarną, aby temu cierpieniu ulżyć w sposób ostateczny.

                To szokujące. Środa chce, by zabijać dzieci urodzone z nieuleczalną chorobą! Stanowi dla niej różnicę, czy człowiek rokuje szanse na długie bądź krótkie życie. Jeśli lekarze stwierdzą, że będzie żył krótko – zabijmy go – postuluje Środa!

                Czy nadworna lewacka pani „etyk” wyznaczy także katalog chorób, które będą uprawniać do zabicia chorego dziecka?

                Im częściej pojawiają się takie głosy, środowiska coraz jawniej opowiadającego się przeciw ochronie życia, tym mniej powinno być wątpliwości, że eutanazja NIGDY, PRZENIGDY nie powinna być dopuszczalna. Pokazują, że to środowisko nie ma hamulców. Że wyznaje inny, skrajnie niebezpieczny, system wartości. A w zasadzie anty-wartości.

                A tacy ludzie jak Środa czy Wanda Nowicka (jej dzielna towarzyszka we wspomnianej audycji) nie powinni mieć najmniejszego wpływu na cokolwiek, co może zaważyć o losie innych ludzi.
                • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 25.03.13, 11:47
                  Chamstwo odnosi w Polsce sukcesy spektakularne. Gdy wydaje się, że już osiągnęliśmy szczyty możliwości, okazuje się, że rekord jest tylko chwilowy, bo zaraz pojawia się następny aspirant do mistrzostwa. Proces ten obserwujemy właściwie od roku 1989, a więc od czasu powstania III Rzeczpospolitej. Przez ponad dwadzieścia lat pracowano usilnie i systemowo, by doprowadzić do wykreowania takich mistrzów jak owa dama z Poznania, o której zrobiło się ostatnio głośno i która natychmiast stała się gwiazdą postępowych mediów. Bo przez te dwie dekady chamstwo służyło w ogromnej części słusznej sprawie; było więc postępowe, emancypacyjne, wolnościowe, anty-autorytarne, poszerzające obszary penetracji językowej oraz inspirujące artystycznie. Dlatego było przez najświatlejszą część polskiego społeczeństwa przyjmowane z sympatią i wspomagane moralną zachętą. Trudno sobie nawet wyobrazić, jak straszna byłaby dzisiaj Polska, gdyby nie towarzyszyło ono jej najnowszej historii.

                  Może nie zbudowaliśmy kolei i autostrad. Może szkoły mamy do niczego, a uczelnie schodzą na psy. Może korupcja paraliżuje gospodarkę, większość ustaw nadaje się do skoszowania, a prawo jest złe i bezsilne. Może nasza polityka zagraniczna spycha nas nie tylko z głównego salonu, ale nawet z przedpokoju przesuwając coraz bliżej czworaków. Ale przecież w chamstwie nie mamy sobie równych w Europie. Jeszcze do niedawna znajdowaliśmy się w głównym peletonie krajów europejskich, niczym szczególnym się nie wyróżniając. Ale wszystko się zmieniło w roku 2005 kiedy tą dziedziną zaczął rządzić Wunderteam. Nagle niczym siłą czarów zaroiło się w Polsce od gwiazd. Wszyscy je znamy: Janusz Palikot, Kazimierz Kutz, Władysław Bartoszewski, Stefan Niesiołowski, Bronisław Komorowski i legion innych. Dzielnie wspierały ich supergwiazdy dziennikarstwa Tomasz Lis i Janina Paradowska, czy publicyści Tomasz Jastrun, wspierani przez armię mniej znanych, nieznanych, czy wręcz anonimowych kolegów. Gwiazd było tak wiele i jaśniały tak wyraziście, że ich światło zaćmiło wszystko inne.

                  To oni zrobili tę wielką polską rewolucję, która odniosła błyskotliwy sukces i z której możemy być dumni. Nie tylko pokazali, jak wiele można na tym polu zdziałać, ale że można to czynić właściwie bezkarnie, a nawet zdobyć sławę, zaszczyty i powszechny szacunek. Byli nauczycielami i inspiratorami. Pobudzili do działania niezliczone rzesze polskich obywateli, tworząc coś w rodzaju wielkiego ruchu społecznego. To oni zrzucili powściągi, ograniczenia i inne kajdany otwierając szeroko okna i drzwi dla coraz szerszej i coraz bardziej wartkiej i coraz bardziej postępowej strugi chamstwa.

                  Ci, których zadziwił ostatni rekord damy z Poznania powinni pamiętać, że mimo wielkiego osobistego talentu nie osiągnęłaby tak wiele, gdyby nie wcześniejsza praca jej poprzedników. Jej dzisiejszy sukces nie byłby więc możliwy, gdyby nie Janusz Palikot, który odważnie eksplorował nowe terytoria, gdyby nie Monika Olejnik oraz jej koleżanki i koledzy z telewizji i dzienników, którzy dostarczali mu obficie i z oddaniem środków dystrybucji, gdyby nie szlachetne wsparcie dla mędrca z Biłgoraja ze strony najświetniejszych polskich elit, między innymi Wisławy Szymborskiej i Eustachego Rylskiego. Ale przecież to tylko jeden z prekursorów dzisiejszej mistrzyni. Byli inni, którzy też zapracowali na poznański rekord.

                  Wszystko to każe z optymizmem patrzeć w przyszłość. Dzisiejsza bohaterka nie nacieszy się długo swoim wawrzynem. Musi już czuć na plecach oddech konkurentów, tym groźniejszych, że śmielszych, bardziej świadomych stawki oraz bardziej łaknących honorów. Ale powodów do optymizmu jest więcej. Zapierające dech w piersiach sukcesy chamstwa, jego masowość oraz łaskawa i czuła protekcja nad nim naszych elit rodzą graniczące z pewnością przekonanie, że raz zdobytych terytoriów ten wielki społeczny ruch nie odda. Z pewnością nie odda ich dobrowolnie, bo niby dlaczego miałby to zrobić. Wszelka kontrofensywa wywoła tak gwałtowny opór mas i elit, artystów i profesorów, studentów i wtórnych analfabetów, że nieszczęśni buntownicy umkną rychło ścigani przez inwektywy i drwiny gawiedzi, morderczą ironię intelektualistów, a także przez prawo, które w takich wypadkach nie ma wątpliwości, po czyjej stronie stanąć.

                  Sytuację mogłaby zmienić tylko jakaś zasadnicza kontrrewolucja, ale taka wizja jest tak straszna, że nawet trudno sobie ją wyobrazić. Polska może obyć się bez suwerenności, bez wojska, bez państwa, bez prawa, bez edukacji, bez wysokiej kultury. Ale bez chamstwa – nigdy. Jeszcze chamstwo nie zginęło póki my żyjemy.

                  wpolityce.pl/artykuly/49845-moze-nie-zbudowalismy-kolei-i-autostrad-moze-szkoly-mamy-do-niczego-ale-w-chamstwie-nie-mamy-sobie-rownych-w-europie
                  • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 30.04.13, 07:52
                    Zaplanowany na 2 maja marsz (a w zasadzie miesięczne obchody, których finał na 4 czerwca zapowiedział prezydent), wspólnie organizowany przez Bronisława Komorowskiego, "Gazetę Wyborczą" oraz radiową Trójkę, naprawdę może bawić. Orzeł z czekolady, który ma frunąć na jego czele, jest doskonałą wizytówką tego wydarzenia.

                    Nie można się doczekać tego ich marszu. Im bliżej, tym bardziej robi się ciekawie. W zeszłym tygodniu była tylko rytualna próba wyzywania Polaków od ponuraków i założenia masek patriotów z przyklejonymi sztucznymi uśmiechami – apel wice-przywódcy stada z Czerskiej o radowanie się wraz z prezydentem, tak przecież inne od znienawidzonej przez nich, zaściankowej, prawicowej Polski.

                    Zostały dwa dni do dwóch świątecznych. No to dorzucają nawozu pod grządkę z chwastami.

                    W ubiegłym tygodniu Kurski obwieszczał:

                    My, Polacy, mamy problem z wolnością.

                    Teraz ujawniają, na czym ich problem polega.

                    Otóż najwyraźniej oni wolności nie rozumieją, nie znoszą i nigdy nie zaakceptują. Mają, zdaje się, jakieś skłonności do terroru w DNA zapisane i terroryzować chcą tych, którzy nie należą do ich bojówki.

                    Klęczysz pod krzyżem? Na kopa w pysk zasługujesz – to ich sposób myślenia, przepojonego „patriotyczną” radością.

                    Portal „Wyborczej” (ten większy – gazeta.pl) przygotowuje swoich czytelników do Dnia Flagi. A właściwie święta, które w ich nomenklaturze będzie się nazywać „Orzeł może”, patronować mu będzie godło państwowe zamienione na jakąś czekoladową wronę z zarzuconym szalikiem (tutaj zdjęcia), a w ramach świętowania Kurski z Kublik, Pacewiczem i innymi Czuchnowskimi będą dreptać po warszawskich ulicach pokazując, jacy z nich polacy-patrioci potrafiący radować się z polskości. Nie moja to polskość, nie mój patriotyzm i mam wrażenie, że nie moja ojczyzna.

                    Na portalu owym wita gości obrazek widoczny powyżej. Tytuł ma nie pozostawiać złudzeń – w wojnie z Polską nie ma litości.

                    W ten poetycki sposób reklamowana jest książeczka, w której MENDel pisarzy próbuje niby odpowiedzieć na pytanie:

                    Czy rzeczywiście każda próba zderzenia się z polskością musi skończyć się dramatycznie?

                    Autor tej wiekopomnej recenzji (niejaki „red” – jakże adekwatnie!) zbiór rozmów Doroty Wodeckiej (dolnośląska pracownik koncernu A.) nazywa... „świadectwem naszych czasów”.

                    Zapisem refleksji na temat polskości i rodzimego patriotyzmu. Analizą naszych zalet i wad, opisem tęsknot ku wzniosłości i wyczekiwanej normalności.

                    Jest też próbą odbicia "Boga, Honoru i Ojczyzny" prawicy, która w ostatnich latach przyznała sobie tu prawo do monopolu i do dyskredytowania Polaków, których miłość do kraju nie manifestuje się święceniem kolejnych rocznic kolejnych polskich katastrof.

                    I raczy swoich odbiorców cytatami z intelektualistów, którzy dzielą się w książce swoimi wynurzeniami.

                    Janusz Rudnicki:

                    Idziesz sobie normalnie, normalnym chodnikiem i nagle potykasz się o klęczącego na Krakowskim Przedmieściu, który modli się do Boga i umęczonej Polski jego własnościowej, i on myśli, żeś go kopnął, i wykrzywia swój uświęcony pysk tak, że najchętniej byś go kopnął, i on to widzi i bierze cię za fraki i rzuca Tobą, to jest, zamienia się w minę, która wysadza cię w powietrze.

                    Szczepan Twardoch:

                    Nie znoszę obnoszenia zbitej dupy na drzewcach jako powodu do chwały narodowej. Mam wrażenie że w Polsce podaż historycznych trupów prześcignęła już popyt sumienia. A przecież trupy nie należą do nikogo, tymczasem co rusz odzywają się jacyś ich właściciele i trzęsą się nad swoimi truchłami, reklamują je, zgłaszają swoje roszczenia do ich własności. I te niewinne trupy wypierają pamięć o całej reszcie polskiej historii.

                    Andrzej Stasiuk:

                    Kim byśmy byli, gdyby nie Hitler, komunizm, Syberia? Czemu wznosilibyśmy świątynie? Sybir, hitleria i komuna wywiodły nas z nicości. Gdyby nie istniały, trzeba by je wymyślić.

                    Wreszcie Ignacy Karpowicz:

                    Prawdziwemu Polakowi najbardziej stoi w okolicach śmierci. Wzmaga mu się na myśl o rzezi, niezawinionym cierpieniu, bohaterstwie, ofierze, zdradzie, nożu w plecy, Polsce Chrystusie Narodów, hańbie itede.

                    I jeszcze jeden cytat. Nieśmiały, chowający się za „red-em” autor z Czerskiej tak zachwyca się książką:

                    "Polonez na polu minowym" nie jest jednak dyskursem liberała z wyznawcą prawicy, bo jego bohaterowie reprezentują pełną gamę poglądów. U każdego pobrzmiewa pragnienie normalności, a tą jest m.in. świeckie państwo, szanujące swoich obywateli i obywatele szanujący i siebie, i innych.

                    Państwo, w którym w końcu przepracujemy swoje traumy i przestaniemy się jawić jako "Słomiany Smok Wawelski z krzyżem wbitym w tyłek" (Joanna Bator) "; wolne od tej "cholernej polskiej brzytwy, wycinającej każdy pogląd inny od własnego" (Eustachy Rylski), wolne od dyktatury sondaży (I. Karpowicz), uporządkowane przestrzennie, w którym "Żydzi będą mieli prawo do chodzenia między nami" (Igor Ostachowicz).

                    To mocne i prawdziwe wywiady. Tak szczerze o Polsce nie zwykliśmy rozmawiać publicznie.

                    Pełna gama poglądów, nieprawdaż? Od tej różnorodności aż niedobrze się robi.

                    W zasadzie wszystko jest jasne. Ci fajni postępowcy, kumplujący się z Cohn-Benditem, specjaliści od nazywania białego czarnym, powołując się na zdegenerowanych literatów mogą tylko roztaczać fetor przed kolejnym narodowym świętem. Tylko to im pozostało.

                    Nie takie zuchy jak wy próbowały szydzić z naszego godła, z polskiej dumy narodowej i z pamięci o przelanej krwi.

                    Możecie sobie lepić wasze czekoladowe ptaki, pluć na ludzi, którzy wam się nie podobają, fałszować biografie bohaterów, ale z każdą próbą stajecie przed nami coraz bardziej nadzy, bezradni i coraz bardziej śmieszni.

                    My możemy tylko z politowaniem na was patrzeć i spokojnie przypominać za Wyspiańskim: "nie polezie orzeł w GóWna".
                    • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 01.05.13, 11:34
                      Za grosz zrozumienia i prawdziwej radości!, której oczekuje otoczenie prezydenta, "Wyborczej" i Trójki. Nie pomogły prośby, nie pomagają też groźby - internauci kpią z prezydencko-gazetowo-radiowego orła i całej inicjatywy marszu.
                      Tacy uśmiechnięci, tacy promienni. Tylko dlaczego straszą? Prawnik „Wyborczej” grozi procesami za krytykę akcji z karykaturą orła. „GW” może...

                      Ale i odwaga to duża, by pod nazwiskiem wyrażać takie niewdzięczne opinie. Bo coś mało dziś w mediach było mecenasa Giertycha... Czyżby "Romek" pisał już pozwy?

                      Kilka wybranych cytatów z Twittera:

                      Stanisław Janecki, tygodnik "Sieci":

                      "Czy jakieś świstaki są przewidziane do pakowania czekoladowego orła w sreberka? Był konfabulowany "malowany ptak" Jerzego Kosińskiego, a teraz będzie "czekoladowy ptak" o wyglądzie mrówkojada. Dziwny jest ten świat."

                      Wojciech Szacki, "Polityka":

                      " Gdybym - odpukac - byl prezydentem, to jutro trzymalbym sie z dala od czekoladowego ptaka."

                      Adam Hofman, Prawo i Sprawiedliwość:

                      " Bo to jest orzel na miarę naszych możliwości. Najlepsze interesy robi się na czekoladowych orlach! Bareja wiecznie żywy."

                      Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, "Sieci":

                      " W ramach beztroskiej akcji rozweselania Polaków jutro o 6 rano pogodne patrole z zabawnymi pozwami będą rozśmieszać i zachęcać do udziału?"

                      Jot_druzycki:

                      " Kto ty jesteś? Leming blady. A twój orzeł? Z czekolady."

                      Przemysław Piętak:

                      " Mega są te komentarze na FB profilu radiowej "Trójki": "jaki prezydent taki orzeł", "Dla mnie udko", "Jak orzeł z Muppetów"."

                      Stanisław Żerko:

                      " W ramach walki z ponuractwem Trójka i Agora nie zawahają się wystąpić na drogę sądową przeciwko osobom, które się śmieją."

                      Kataryna:

                      " A poza marszem za czekoladową kurą to jaki plan obchodów 3 Maja? Na zdjęciach widać, że państwo lepiący "orła" nie mają rękawiczek. Mam nadzieję, że to dzieło nie jest przeznaczone do konsumpcji."

                      Marek Magierowski, "Do Rzeczy":

                      " Wsadzenie polskiej flagi w psie gówno: fajny happening. Zrobienie "gówna" z winiety Wyborczej: ciężkie przestępstwo."

                      Wojciech Muła:

                      " Dzień dobry, cześć i czołem! Jestem Wesoły Bronek! Mam na Krakowskim Przedmieściu orła, a orzeł ma dziób, ogon i pióra - hurra!"

                      Krzysztof Wolski:

                      " Zamiast "Miś" proszę podstawić "Orzeł" - Ryszard Ochódzki antycypował imprezę Orzeł może"

                      Bareja często przewijał się w komentarzach... Ale ciężko się dziwić. My przypominamy kapitalnie pasujący fragment filmu...

                      Po co jest ten miś? Otóż nikt nie wie, po co... Ten miś odpowiada żywotnym potrzebom naszego społeczeństwa! My otwieramy oczy niedowiarkom... :) Bo to jest miś społeczny, na sześć instytucji...
                      • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 08.05.13, 20:13
                        Stefan Niesiołowski, popularyzator zdrowego trybu odżywiania się, zadeklarował, że po raz ostatni odpowiada na pytania o szczaw. Nie wierzymy.

                        ...jedliśmy, tak, szczaw, mirabelki, lubaszki, jabłka, dzikie owoce, tak było, jeżeli ktoś temu zaprzecza to kłamie. I dane fundacji „Maciuś” o 800 tysiącach głodnych dzieci są kłamliwe, a fundacją „Maciuś” zajmuje się prokurator. I to wszystko co mam do powiedzenia. Cieszę się, że ludzie jedzą zupę szczawiową.

                        Im dalej w las rozmowy Moniki Olejnik z szefem komisji obrony, tym więcej złotych myśli pana Stefana. I tak na skandal z częstymi zmianami luksusowych zegarków przez ministra Sławomira Nowaka i podjęcie – jak deklaruje premier – sprawy przez CBA Niesiołowski odpowiada:

                        Ja rower pożyczałem i też nie wpisałem do deklaracji, no i nikt się jakoś nie czepiał, wielokrotnie pożyczam proszę państwa rower, jeżdżę, ponieważ jak jeżdżę gdzieś tam w jakieś takie miejsca nie taszczę ze sobą, tylko tam pożyczam.

                        I zachwala szefa resortu transportu:

                        Jest bardzo dobrym ministrem i gdziekolwiek się w Polsce wyjedzie dalej niż kilkadziesiąt kilometrów się natrafia na jakąś autostradę, albo linię kolejową, za którą dzisiaj odpowiada minister Nowak, a ta inwestycja w Łodzi, którą widzę na dworcu Fabrycznym, idzie jak burza, widziałem ją.

                        Laurkę namalował też dla mec. Rafała Rogalskiego, którego nazwał „przyzwoitym, odważnym człowiekiem”:

                        No zrozumiał wreszcie, no wycofał się z tej bredni smoleńskiej, z tej podłości, z tego niszczenia Polski i rozbijania społeczeństwa i dziękuję panie mecenasie. Jest to polskie powiedzenie - lepiej późno, niż wcale, tylko ono się stosuje do drobniejszych spraw...

                        Niesiołowski dziwi się, że Naczelna rada Adwokacka chce ukarania Rogalskiego za złamanie tajemnicy zawodowej:

                        Ale jaka tajemnica, ale jaka, znaczy rada adwokacka staje po stronie Macierewicza, niepojęte zupełnie, co to za ludzie w ogóle są! Zamiast podziękować mu, że broni honoru adwokatury (…) że nie brnie w te kłamstwa, że wreszcie mówi prawdę, no oczywistą prawdę, która jest w raporcie Millera, czyli służy Polsce, to rada adwokacka występuje w roli rzeczników pana Macierewicza, nie rada cała, jakaś tam pani Krasowska, zdaje się, czy - nie pamiętam tego nazwiska - no niesłychane. To jest kompromitacja adwokatury, PiS, który w ogóle opluwa pana mec. Rogalskiego, opluwa, ten lizus Hofman, jak byłaby olimpiada dla lizusów to myślę, że Hofman i Urbański by walczyli łeb w łeb.

                        Prominentny poseł PO nakręcał się coraz bardziej:

                        SN: Czy ja ujawniałem prostactwo, wie pani co ten prostak powiedział...

                        MO: Ale który prostak.

                        SN: Urbański, bo on właśnie wczoraj opluwał Rogalskiego, Tuska trzyma ktoś tam za imponderabilia, a co to są imponderabilia to pani redaktor wyjaśnię po programie, no domyślamy się o co chodzi. No to jest, coś takiego mówi człowiek, który jest zapraszany do mediów i on śmie teraz występować jako autorytet i opluwać mec. Rogalskiego? I w jakimś tam sojuszu z tym, z nim z Hofmanem jest pani rzeczniczka adwokatury, to jest hańba adwokatury, a nie Rogalski.

                        W wywiadzie znalazło się miejsce na rytualne toczenie piany w kierunku Antoniego Macierewicza. Komentując słowa szefa zespołu parlamentarnego w „Gazecie Polskiej” o dowodach na to, że samolot rozpadł się w powietrzu, Niesiołowski strzelał:

                        SN: Tworki i to jest jedyne miejsce, gdzie zakończą się te marsze smoleńskie, zakończy pracę w tym miejscu zespół Macierewicza. Komentowanie Macierewicza, moim zdaniem, jest absolutnie stratą czasu.

                        MO: Ale czy to nie jest obraźliwe, jak pan mówi, że się nadaje do Tworek?

                        SN: No, a co, to powiedział mec. Rogalski, cytuję mec. Rogalskiego.

                        MO: Tak, ale jest parlamentarzystą, jest posłem PiS, jest szefem komisji badającej katastrofę.

                        SN: Tego nie neguję, przecież tego nie neguję, nawet jest bardzo aktywny i ma spotkania z ludźmi, na których jest traktowany jako, mniej więcej, wielebny Moon gdzieś był podobnie traktowany, nie będę innych polityków europejskich przytaczał, którzy podobnie byli traktowani.

                        Zapytany o zmęczenie ludzi premierem Tuskiem, widoczne w rankingach zaufania, Niesiołowski znajduje niebywały argument:

                        Ludzie są zmęczeni zupełnie nieprawdopodobną nagonką, jaka jest prowadzona przeciwko rządowi. Ja muszę powiedzieć głupoty tej nagonki, wczoraj dwóch znowu ekspertów, którzy robili wrażenie ludzi dość rozumnych, do tej pory Krzemiński i Rychard, z kolei wystąpili w nagonce na, ja nie mogę pojąć, ja muszę powiedzie pani redaktor, że dla mnie to przypomina radość Żydów w Republice Weimarskiej, że jeden, że tak powiem, krzykliwy polityk dochodzi do władzy, coś takiego widzę, ja nie widzę właściwie mediów, dziennikarzy, bardzo niewielu, już nie mówię o życzliwych dla rządu, ale uczciwie neutralnych, to jest jakaś nieustająca nagonka, nie wiem jaki jest tego sens, powód, nie mogę pojąć.

                        Wreszcie rozmówcy doszli do problemów gospodarczych – wysokiego bezrobocia i awantury na szczytach władzy o skandaliczne moratorium gazowe. Niesiołowski użył tu argumentu ostatecznego:

                        A czy jest w Polsce partia poza Platformą Obywatelską, która to poprawi? Czy jest w Polsce polityk, czy grupa polityków, która jest w stanie te problemy rozwiązać? Czy jest w Polsce ktokolwiek kto ma program, czy zarys, cień programu, który te niewątpliwie złe zjawiska, które pani opisała, które są w całej Unii, potrafi rozwiązać?

                        Do kiedy więc, jego zdaniem, powinna rządzić PO?

                        Do momentu, kiedy się nie pojawi inna partia, która przedstawi coś, co można by cieniem nazwać politycznej alternatywy, a nie wyzwiska i chamstwo. Natomiast jeżeli alternatywą dla Platformy ma być chamstwo, nienawiść i obelgi, i podpalanie Polski to to jest bardzo niebezpieczne.

                        Zgadzamy się z panem posłem – chamstwo, nienawiść i obelgi są bardzo niebezpieczne.

                        Naprawdę zabawnie zaczęło się robić, gdy Niesiołowski zaczął wymieniać, „co ostatnio dobrego zrobił pan premier”. Cytujemy cały wątek:

                        SN: No wie pani, no bardzo dużo rzeczy, no mam, no urlopy macierzyńskie wydłużył, no chociażby.

                        MO: No, wydłużył urlopy macierzyńskie, ale zrobił przy tym...

                        SN: Ustawa żłobkowa, ustawa żłobkowa...

                        MO: Tak, ale zaraz, wydłużył urlopy macierzyńskie, ale przedtem zrobił awanturkę o matki pierwszego kwartału. A potem musiał, matki pierwszego kwartału zrobiły awanturę i premier musiał naprawiać swój własny błąd.

                        SN: Nie, nie musiał naprawiać, ustąpił, uznał, premier Rostowski powiedział znalazłem pieniądze i znalazł te pieniądze. No po prostu, jaki swój błąd.

                        MO: Awantura o ACTA, przypomina pan sobie...

                        SN: No, .... bo matki zrobiły awanturę?

                        MO: Awantura o ACTA, no pan też bronił rządu w sprawie ACTA i okazało się, że rząd nie miał racji.

                        SN: Premier ustąpił, ja bym nie ustąpił w tej sprawie. Ja uważam, nie można ustępować wobec ulicy, ale pani mówi, no co zrobił dobrego, no w każdej dziedzinie, nie ma dziedziny, no wskaźniki gospodarcze Polski są najlepsze, a pieniądze z Unii, załatwione pieniądze z Unii, gigantyczne pieniądze z Unii, czyli rozwiązano to, strategiczna decyzja na lata i to załatwił premier w Brukseli. No to mało?

                        MO: A czy premier nie może się spotkać...

                        SN: A eksport żywności do Rosji, to mało?

                        Kwestia memorandum gazowego najlepiej pokazuje, na ile kompetentny w dziedzinie bezpieczeństwa Polski jest szef sejmowej komisji obrony.

                        MO: I pan uważa, że to jest normalne, że prezydent Rosji mówi o tym, co będzie w Polsce robione, a premier o tym nie wie, tak? Mówię w sprawie gazu.

                        SN: Nie, to nie jest normalne, to incydent jest, przecież to nie była żadna ani ważna decyzja, ale wyciągnął wnioski, moim zdaniem wyciągnął.

                        MO: No incydent taki, że głowy poleciały, tak?

                        SN: No tak, za incydent, ale co to się stało, no przecież to nie była żadna umowa, no w
                        • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 08.05.13, 20:18


                          SN: No wie pani, no bardzo dużo rzeczy, no mam, no urlopy macierzyńskie wydłużył, no chociażby.

                          MO: No, wydłużył urlopy macierzyńskie, ale zrobił przy tym...

                          SN: Ustawa żłobkowa, ustawa żłobkowa...

                          MO: Tak, ale zaraz, wydłużył urlopy macierzyńskie, ale przedtem zrobił awanturkę o matki pierwszego kwartału. A potem musiał, matki pierwszego kwartału zrobiły awanturę i premier musiał naprawiać swój własny błąd.

                          SN: Nie, nie musiał naprawiać, ustąpił, uznał, premier Rostowski powiedział znalazłem pieniądze i znalazł te pieniądze. No po prostu, jaki swój błąd.

                          MO: Awantura o ACTA, przypomina pan sobie...

                          SN: No, .... bo matki zrobiły awanturę?

                          MO: Awantura o ACTA, no pan też bronił rządu w sprawie ACTA i okazało się, że rząd nie miał racji.

                          SN: Premier ustąpił, ja bym nie ustąpił w tej sprawie. Ja uważam, nie można ustępować wobec ulicy, ale pani mówi, no co zrobił dobrego, no w każdej dziedzinie, nie ma dziedziny, no wskaźniki gospodarcze Polski są najlepsze, a pieniądze z Unii, załatwione pieniądze z Unii, gigantyczne pieniądze z Unii, czyli rozwiązano to, strategiczna decyzja na lata i to załatwił premier w Brukseli. No to mało?

                          MO: A czy premier nie może się spotkać...

                          SN: A eksport żywności do Rosji, to mało?

                          Kwestia memorandum gazowego najlepiej pokazuje, na ile kompetentny w dziedzinie bezpieczeństwa Polski jest szef sejmowej komisji obrony.

                          MO: I pan uważa, że to jest normalne, że prezydent Rosji mówi o tym, co będzie w Polsce robione, a premier o tym nie wie, tak? Mówię w sprawie gazu.

                          SN: Nie, to nie jest normalne, to incydent jest, przecież to nie była żadna ani ważna decyzja, ale wyciągnął wnioski, moim zdaniem wyciągnął.

                          MO: No incydent taki, że głowy poleciały, tak?

                          SN: No tak, za incydent, ale co to się stało, no przecież to nie była żadna umowa, no w ogóle nic to nie było, czy coś ważnego z tego...

                          MO: No, ale skoro nic nie było to dlaczego minister Budzanowski stracił posadę, dlaczego szefowie spółek stracili posady.

                          SN: No dlatego, że odpowiadał, zdaniem premiera, pytanie do premiera, ale jeżeli ja mogę odpowiedzieć, bo ja tu nie czuję się kompetentny, bo nie znam szczegółów, no najkrócej mówiąc za to, że jednak bardzo zawiódł przepływ informacji i chyba tylko za to, bo treść sama była żadna. Jedna ze spółek podpisała memorandum, czyli właściwie, memorandum to co to znaczy, to jest przypomnienie pamięci, no to dokument, który właściwie jest wymianą poglądów, no co z tego, to w ogóle nic się nie stało. Natomiast jedyne, to przepływ informacji, za to został odwołany minister.

                          Nie możemy oprzeć się wrażeniu, że były wicemarszałek Sejmu kompletnie nie ma pojęcia, o czym mówi. To nie nowość, ale wciąż dziwimy się, że ten człowiek szefuje jednej z najważniejszych sejmowych komisji. Jedyna komisją, z którą powinien regularnie się spotykać, jest komisja etyki.
                          • andrzej585858 Re: Pukając do dna bram 25.05.13, 17:59
                            Dlaczego tutaj zamieszczam tekst wywiadu? To nie wywiad miesci sie w kategorii "Pukając do dna bram" - lecz felieton Michnika. To nie jest już smutne, dla mnie jest to przerazające.

                            "W rocznicę zamordowania przez komunistów rotmistrza Witolda Pileckiego, którego także nazywano "faszystą", Adam Michnik wypuścił z siebie kolejne obwieszczenie o "zagrożeniu faszyzmem". Nie wiadomo, czy tekst Michnika w "Gazecie Wyborczej" to zbieg okoliczności związany ze śmiercią "faszysty" Pileckiego, czy "konieczność dziejowa" spowodowana problemami sondażowymi Platformy Obywatelskiej. Faktem jest, że Michnik nie pierwszy raz straszy i śmieszy przy okazji.


                            O zagrożeniu, które od pokoleń widzi Michnik rozmawiamy z dr. hab. Sławomirem Cenckiewiczem, historykiem.

                            Michnik znowu widzi odradzający się faszyzm. Co pan na to?

                            Tak, to nic nowego. Jakaś konferencja naukowa ma być, TVN już trzeci dzień „grzeje” temat o „faszystowskim Białymstoku”.

                            Problem „walki z faszyzmem” jest stałym komponentem lewicy, również tej nowej. Cała publicystyka polityczna Adama Michnika od lat 70. kręci się wokół prawicy, konserwatyzmu i nacjonalizmu (rozumianego czasem jako faszyzm). Tak więc dziś wchodzimy po prostu w jakiś nowy etap tej walki ideologicznej, do której ja bym nie przywiązywał większej wagi.

                            W całej Europie podczas manifestacji lewicy, starej czy nowej, lewaków, komunistów, anarchistów itp, oni zawsze krzyczą „non passaran!” odwołując się do tradycji walki komunistów z generałem Franco w Hiszpanii.

                            Na łamach „GW” był publikowany kilka lat temu list dzieci bandytów z Brygad Międzynarodowych: gen. Komara, Świerczewskiego, Toruńczyka i innych, którzy włączyli w przeciwko faszystom frankistom w Brygadach, a później tworzyli aparat przemocy skierowany przeciwko „nowym faszystom”, czyli przeciwko Żołnierzom Wyklętym.



                            Czy historyk zawodowy może uznać, że w dzisiejszej Polsce jest sytuacja taka jaka panowała w Europie w latach 20 i 30 XX wieku?

                            Wrzenie w Europie, a nawet szerzej – w świecie, bo np. w Ameryce Północnej, Łacińskiej i Południowej, było związane z końcem starych ideologii: socjaldemokratyzmu i konserwatyzmu, klasycznie ukształtowanych w XIX wieku. Z jednej strony nacjonalizm, a z drugiej strony ideologia faszystowska łącząca wrażliwość społeczną, socjalną z ideologią quasi nacjonalistyczną, ale bardzo często antykatolicką, antychrześcijańską. A na przeciwległym biegunie to wrzenie wynikało z coraz silniejszego ruchu komunistycznego, który szturmował społeczeństwa Zachodniej i Środkowej Europy. Nie można też zapominać, że Związek Sowiecki i weimarskie Niemcy to dwa państwa, które kontestowały w otwarty sposób porządek powersalski. Już nawet z tak pokrótce zarysowanego kontekstu historycznego widać, że owe wrzenie w okresie międzywojennym jest sprawą niezwykle złożoną i wcale nie jest tak, że było ono wynikiem działalności nacjonalistów.



                            Czy może pan uspokoić Polaków, którzy mogliby się jednak przestraszyć tym odgrzewanym przez Michnika bardzo nieświeżym kotletem odradzającego się faszyzmu?

                            Trzeba zacząć od tego, że definicja faszyzmu jest już dzisiaj tak pojemna, że tak naprawdę nie wiadomo, co ta definicja oznacza w 2013 r. dla środowiska Michnika. Dla niego faszyzmem może być dziś patriota, który 10 każdego miesiąca maszeruje domagając się prawdy na temat tragedii smoleńskiej. Gdy ludzie z „GW” zobaczyli przed dwoma laty osoby idące wieczorem z pochodniami, to już im się skojarzyło to z marszami nazistów w Monachium. Więc jeśli ktoś ma taką wyobraźnię, to już każdy może być faszystą. Może być nim przeciwnik aborcji. To jest tak niepoważne, że naprawdę nie ma co o tym dyskutować.

                            Jeśli oni chcą nas oskarżyć o faszyzm, ludzi o konserwatywnej wrażliwości, katolików walczących o zachowanie tradycyjnego modelu rodziny – mężczyzny i kobiety, którzy powinni mieć dzieci, to szkoda czasu na dyskusję o tym, bo to aż tak głupie, że my nie powinniśmy się tym przejmować, tylko robić swoje.



                            „GW” przez całe lata robił za coś w rodzaju „pistoletu”, który odpalał różne akcje. Czy obecne straszenie faszyzmem może być wezwaniem do PO, aby podjęła działania zapobiegające odebraniu jej władzy przez opozycję?

                            W interesie służb specjalnych zawsze było, aby wykorzystywać bieżącą sytuację polityczną do tego, aby poszerzać nie tylko swoje wpływy, ale również możliwości wykonywania czynności operacyjnych. Tak więc wywołanie jakiegoś publicznego zagrożenia, np. faszyzmem, może owocować tym, iż władze nadadzą tajnym służbom większe kompetencje do tego, aby walczyć z tym „faszyzmem”. W ramach różnego rodzaju działań prewencyjnych bardzo łatwo będzie pomylić autentycznego wariata-faszystę, ganiającego po Polsce ze swastyką i malującego hasła „Żydzi do gazu” - za co naprawdę powinien być izolowany i zwalczany - z autentycznym patriotą odwołujących się do postaw narodowych, endeckich i niepodległościowych, ale nie mającym przecież nic wspólnego z faszyzmem. Gdy słucham od dwóch tygodniu ministra Bartłomieja Sienkiewicza o tym, że „odradza się faszyzm”, to w ustach takiego człowieka, który ma stopień oficerski UOP może to być potencjalnie groźne w przyszłości dla opozycji i wszystkich przeciwników obecnego układu politycznego ."

                            wpolityce.pl/wydarzenia/54388-definicja-faszyzmu-jest-juz-tak-pojemna-ze-nie-wiadomo-co-to-oznacza-w-2013-r-dla-srodowiska-michnika-dr-hab-slawomir-cenckiewicz-nasz-wywiad
                            • andrzej585858 Re: Po prostu wstyd 28.05.13, 13:12
                              Jak informuje "Dziennik Gazeta Prawna", 4 czerwca, w 24. rocznicę masakry na Placy Tiananmen, delegacja polskiego Sejmu z marszałek Ewą Kopacz na czele spotka się z chińskimi politykami w Pekinie. Co ciekawe stanie się to dosłownie tuż przy Placu Tiananmen - okna chińskiego parlamentu wychodzą bowiem dokładnie na Plac Niebiańskiego Spokoju. Przylot do Pekinu jest planowany dzień wcześniej, a wizyta potrwa do 10 czerwca.

                              To absolutny brak wyczucia. Ale skoro PKW może uczyć się od Rosjan robienia wyborów, to dlaczego marszałek Kopacz nie miałaby polecieć do Chin akurat 4 czerwca

                              – mówi Witold Waszczykowski z Prawa i Sprawiedliwości, były wiceszef MSZ.

                              Nie jest to jednak powszechne odczucie wśród polskich parlamentarzystów. Postkomunista (co może jakoś tłumaczy jego postawę) Jerzy Wenderlich nie widzi problemu.

                              Powinniśmy myśleć o wydarzeniach na placu Tiananmen i wykorzystać każdą okazję, by mówić o prawach człowieka. Rocznicowe daty musimy więc czcić, ale nie mogą paraliżować rytmu naszej pracy – tłumaczy wicemarszałek Sejmu RP.

                              Co ciekawe, jak wyjaśnia gazeta, polska ambasada w Pekinie miała przekonywać decydentów sejmowych, że wizyta w tym terminie jest niezręczna, ale - bezskutecznie.

                              Zachowanie polskiego Sejmu w sposób jaskawy różni się od postawy innych zachodnich demokracji, które bardzo uważają, żeby nie dać chińskiemu reżimowi okazji do wykorzystywania ich dla uwiarygadniania ciszy nad masakrą na Placu Tiananmen. Nawet jeśli znaczenie chińskiej gospodarki uniemożliwia zachodnim przywódcom bardziej zdecydowane reakcje, starają się oni przynajmniej unikać kontaktów z władzami w Pekinie w rocznicę masakry.

                              Waszyngton niemal co roku 4 czerwca wydaje oficjalne oświadczenie w tej sprawie, apelując do Chin choćby o uwolnienie kilku uczestników wydarzeń z placu Tiananmen, którzy wciąż pozostają w więzieniach. Pekin rytualnie odpowiada: to nasze wewnętrzne sprawy.

                              Jak wymienia DGP, w ostatnich latach Chinom udało się jednak przekonać kilka krajów do odwiedzenia Pekinu 4 czerwca. Na liście nie ma jednak zachodnich nazwisk. Trzy lata temu do Chin przyleciał szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow. Tego samego dnia w Pekinie gościli przedstawiciele Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a w 2009 r. był tam z kolei szef MSZ afrykańskiego Lesotho.

                              Wizyta w tym dniu w Pekinie, przed pięciu laty, szefa MSZ Indii Pranaba Mukherjee zbulwersowała indyjską opinię publiczną.

                              W tym roku do tego szacownego grona dołączą polscy parlamentarzyści, z Ewą Kopacz na czele.

                              W odredakcyjnym komentarzu Zbigniew Parafianowicz nie oszczędza jej decyzji.

                              Od tego roku do listy polsko-chińskich wspólnych doświadczeń dołączy jeszcze jedno. W rocznicę masakry w Pekinie z wizytą na placu Niebiańskiego Spokoju będzie gościć marszałek polskiego Sejmu Ewa Kopacz wraz z przedstawicielami klubów poselskich. W dniu, kiedy polski prezydent w Warszawie będzie świętował upadek komuny, druga osoba w państwie symbolicznie zagra rolę pożytecznego idioty. 10-dniowy wyjazd można było zorganizować tak, by nie zachodził na rocznicowe dni. Sejmowy kotlet okazał się jednak ważniejszy niż wykazanie się dyplomatycznym wyczuciem

                              - bez ogródek ocenia publicysta DGP.
                              • andrzej585858 Re: Po prostu wstyd 31.05.13, 13:52
                                Kto może byc uznany za faszystę zadniem GW? Otóż:

                                "Oczywiście, wszystko zależy od tego, jak zdefiniujemy termin "komunista". Jeśli za komunistę uznamy nie wyznawcę marksistowskiej ideologii, lecz zwolennika dyktatorskich rządów PZPR - to istotnie, byli w Polsce komuniści. Tyle tylko, że wówczas trzeba też się zastanowić nad definicją faszysty. Jeśli za faszystę uznać nie wyznawcę ideologii Mussoliniego i Hitlera, ale antyliberalnego przeciwnika państwa prawa, wroga tolerancji i społecznej różnorodności, zwolennika tezy, że jednostka ma dostosować się do woli kolektywu, słuchać kapłanów, władzy i przestrzegać nakazów tradycji, że młodzież ma chodzić w mundurkach, ludność ma w niedzielę chodzić do kościoła, a nie na zakupy, że geje w ogóle mają nie chodzić, lecz przemykać się ukradkiem; jeśli za wyznacznik faszyzujących skłonności uznamy podburzanie tłumów przeciw elitom, bogaczom, inteligencji i wszystkim "lemingom"; jeśli cechą faszysty jest szczucie, wykorzystywanie środków przekazu do robienia ludziom wody z mózgu i wzbudzania w nich negatywnych i agresywnych emocji - to może jednak są w Polsce faszyści."

                                wyborcza.pl/1,75968,14012997,Karnowski_i_faszysci.html
                                To musi budzić przerażenie. Praktycznie biorąc kazdy może być uznany za faszystę, o czym zresztą przekonalem się na wlasnej skórze.
                                A komunistów oczywiście nie ma. Są za to wierni uczniowie generalissimusa ktorzy w ten sposób każdego kto myśli inaczej nazwą faszystą:

                                "Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej".

                                Czyli - wszyscy jesteśmy faszystami? - no z pewnymi wyjątkami oczywiście. Przeciez ktoś musi znaleźć i nazwać potencjalnych faszystów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka