Dodaj do ulubionych

o przeliczaniu na sylibinę

09.07.10, 10:20
Dlaczego Pani Sylwia doradza syliflex? Dlatego, że zawiera on kompleks
sylimarynowo-fosfolipidowy o zawartości 30% flawonu lignanu w przeliczeniu na
sylibinę.

Zachęciłem Was do zażycia? Nie? Po prawdzie, to i ja nie zostałem
zachęcony... Ale dlaczego reklamodawcy uważają, że takie wyrecytowanie składu
chemicznego zwiększy im sprzedaż? Co innego, gdyby mi przedstawili, jak
apetyczne wizje będę miał po tym...

- Stefan
Obserwuj wątek
    • zuq1 Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 10:30
      Według strzępów teorii reklamy, jakie żona mi przekazała z wykładów
      na podyplomówce, im bardziej "fachowy", a przez to niezrozumiały
      język, tym "mądrzejszy", więc jakiś odziany w pseudonaukowy
      bełkot "lek" za 5 zł sprzeda się dzięki temu za jedyne 29,99 zł.
      Ciebie, Stefanie, nie jest łatwo wywieść w pole. Jednak taka reklama
      skierowana jest do mas, a nie jednostek ponadprzeciętnych, co to się
      na plewy nabrać nie dadzą.
      • stefan4 Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 12:05
        zuq1:
        > Według strzępów teorii reklamy, jakie żona mi przekazała z wykładów
        > na podyplomówce, im bardziej "fachowy", a przez to niezrozumiały język, tym
        > "mądrzejszy"

        Czy to jest zależność monotoniczna? Zawsze mi się wydawało, że wrażenie ,,mądrości'' lub ,,fachowości'' zwiększa się w wyniku nagromadzenia niezrozumiałych słów do pewnego punktu optymalnego; ale po jego przekroczeniu spada. Np. sformułowanie

           ,,Łykaj nasze piguły na zgagę!''
        

        jest ,,naukowo'' słabe; można je poprawić np. tak:

          ,,Nasze piguły zawierają sylimarol,
            najlepszy znany środek na zgagę.''
        

        Optimum ,,naukowości'' umieściłbym gdzieś w okolicach:

          ,,Nasze piguły zawierają sylimarol,
            najlepszy znany środek na zgagę,
            z dodatkowymi, jedynymi na rynku, komponentami
            wzmacniającymi jego działanie.''
        

        Dalsze dodawanie ,,naukowości'' przestaje mnie porywać, a zaczyna śmieszyć. Czy Wy macie inaczej?

        A czy bardziej na Was działa

          ,,Pij mleko, będziesz wielki!''
        

        czy może

          ,,Zawarte w mleku wielkocząsteczkowe β-laktoglobulina i 
            α-laktoalbumina, hydrolazy ludzkiego sytemu trawiennego 
            przetwarzają w związki proste w celu wchłonięcia.
            Długoterminowym efektem tego procesu jest zwiększanie liniowego
            rozmiaru oraz wzmacnianie kości szkieletowych.''
        


        - Stefan
        • kornel-1 Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 12:30
          stefan4 napisał:

          > Optimum ,,naukowości'' umieściłbym gdzieś w okolicach: [...]

          smile))
          Zasadniczo się z tobą zgadzam. Weź jednakże pod uwagę, że reklama może być skierowana do różnych odbiorców. I nie mówię tu o grupie zawodowej (np. lekarzy, malarzy, kierowców), którym "należy się" język mało pospolity wink ale o grupach, na które dzieli się każde społeczeństwo: mądrych lub głupich, potrzebujących faktów lub emocji, wierzącym w konkrety lub ogólniki.
          Być może - jak zasugerowałem już - ta konkretna reklama miała trafić tylko do pewnej grupy osób. Wiem, że jest słyszana przez ogół (no chyba, że to "Radio dla Wątrobowców", tym niemniej, producent mógł wybrać węższy profil odbiorcy. Albo gorszą agencję reklamową.

          Co do naukowości reklam, mierzą mnie słowa o "molekułach srebra". "Cząstki" (nie cząsteczki!) brzmią zwyczajniej, ale prawdziwiej.

          Innym denerwującym (ale tylko pewnie mnie) zwrotem jest używanie przysłówka "wysoce" (np. "wysoce skuteczny") zamiast: bardzo, wyjątkowo, szczególnie, itp.

          Kornel
          • stefan4 Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 13:14
            kornel-1:
            > Co do naukowości reklam, mierzą mnie słowa o "molekułach srebra".
            > "Cząstki" (nie cząsteczki!) brzmią zwyczajniej, ale prawdziwiej.

            Może masz na myśli ,,drobinki''? ,,Cząstki'' są równie złe, bo to by znaczyło np. protony i elektrony srebra.

            Zawsze mnie dziwiło, że cząsteczki (molekuły) są większe od cząstek (np. protonów). Pewnie dlatego, że zostały najpierw nazwane; a kiedy zaszła potrzeba nazwania czegoś jeszcze znacznie mniejszego, to język chwilę poeksperymentował z jakimiś ,,cząsteczusiami'', a potem machnął zniechęcony ręką i zgodził się na cząstki...

            kornel-1:
            > Innym denerwującym (ale tylko pewnie mnie) zwrotem jest używanie przysłówka
            > "wysoce" (np. "wysoce skuteczny") zamiast: bardzo, wyjątkowo, szczególnie, itp.

            Nie podoba Ci się kierunek zwiększania skuteczności? Gdyby chodziło o skuteczność przeciwko jakiejś przypadłości, to istotnie, lepiej żeby krzywa zachorowalności dołowała. Środek, powodujący to dołowanie, byłby ,,nisce skuteczny'', albo ,,głęboce skuteczny''...

            - Stefan
            • kornel-1 Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 14:10
              stefan4 napisał:
              > kornel-1:
              > > Co do naukowości reklam, mierzą mnie słowa o "molekułach srebra".
              > > "Cząstki" (nie cząsteczki!) brzmią zwyczajniej, ale prawdziwiej.
              >
              > Może masz na myśli ,,drobinki''? ,,Cząstki'' są równie złe, bo to by znaczyło np. protony i elektrony srebra.


              Niejednemu psu Burek. Dla fizyka cząstki - to cząstki elementarne. Dla chemika - cząstki to mikroobiekty większe od cząsteczek. Chemicy odróżniają (i pilnują tego!) terminy cząstka i cząsteczka (molekuła). Najczęściej mamy do czynienia z cząstkami koloidowymi (koloidalnymi). Srebro używane w produktach kosmetycznych i medycznych ma postać zlepków (aglomeratów) składających się z kilkudziesięciu, kilkuset, kilku tysięcy atomów (lub jonów). Nie można tych obiektów nazwać cząsteczkami (molekułami), gdyż nie mają własności cząsteczek (np. masy cząsteczkowej, wzoru sumarycznego, wiązań chemicznych, innych własności chemicznych niż składowe elementy).

              > kornel-1:
              > > Innym denerwującym (ale tylko pewnie mnie) zwrotem jest używanie przysłówka "wysoce" (np. "wysoce skuteczny") zamiast: bardzo, wyjątkowo, szczególnie
              > , itp.
              >
              > Nie podoba Ci się kierunek zwiększania skuteczności? Gdyby chodziło o skuteczność przeciwko jakiejś przypadłości, to istotnie, lepiej żeby krzywa zachorowalności dołowała. Środek, powodujący to dołowanie, byłby ,,nisce skuteczny'', albo ,,głęboce skuteczny''...


              Gramatycznie i znaczeniowo nie ma(m) zastrzeżeń do "wysoce" (="w dużym stopniu"). Razi mnie styl.

              Uważam, że w poniższych przykładach zaczerpniętych z sieci wystarczyłoby proste "bardzo":
              Szycie to zajęcie wysoce opłacalne
              wysoce dyskusyjne rozwiązanie
              "Myślę, że jest to wysoce niebezpieczne"
              Substancja wysoce łatwopalna
              Pomoc wysoce wskazana
              Towar wysoce chodliwy
              Gotowe domy pasywne i wysoce energooszczedne
              Aktualizacja Firefox wysoce wskazana!


              Ale to rzecz gustu (co już zaznaczyłem wcześniej).

              Kornel
        • jacklosi Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 14:46
          Gdzie jest optimum to się okaże po efektach tej właśnie reklamy.
          Właściwie nie okaże się, a tylko ktoś (być może) się dowie, czy
          optimum zostało przekroczone czy nie.
          A tak naprawdę to przecież nie matematyka. W tego rodzaju
          dziedzinach pojęcie optimum na pewno funkcjonuje, ale żaden
          najmądrzejszy guru od reklamy wzoru na optimum ci nie poda.
          Z drugiej strony to mnie się wydaje, że tutaj do optimum (o ile
          takie w ogóle jest) jeszcze długo. Ja cały czas podziwiam zjawisko,
          że czym bełkot bardziej niezrozumiały i czym go więcej, tym większy
          autorytet autora.
        • dala.tata Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 20:09
          stefanie, ale tak naprawde niewazne jest, co ty uwazasz (choc z pewnoscia
          powinno byc wazne smile ). niewazne jest nawet, co uwaza usredniony odbiorca z
          grupy, do ktorej skierowana jest reklama (nie ma dzisiaj reklam do wszystkich).
          wazne jest to, czy zareaguje na te reklame czy nie. a zatem, czy bedzie reklama
          skuteczna.

          i oczywiscie mozemy sobie analizowac jezyk reklamy, tak jak to robisz, jest
          takich prac tysiace, w Polsce jedna z pierwszych byl "Jezyk na sprzedaz"
          Bralczyka (ksiazka mocno srednia, ale przeciez chyba pierwsza, moze druga, po
          pracy Skowronek). jednak pytania, ktore zadajesz nie maja wiekszego sensu. nie
          ma bowiem sensu pytac: czy ta reklama was zachecila? a to z 2 powodow: po
          pierwsze, nikt o to nie pyta (poza grupami fokusowymi, a i tak nie pyta w ten
          sposob), po drugie - reklama nie jest obliczona na to, zebys stanal i zadumal
          sie nad tym, czy cie zachecila. jest obliczona na to, zebys wchodzac do sklepu
          po pewien typ produktu, wiedzial ze produkt X jest tym, ktory warto by kupic, bo
          ma az 30 procent tralalaloronu.

          a na koniec, bardzo watpie ze jest optymalna naukowosc tekstu. bo znow musialbys
          zapytac: dla kogo?!
    • kornel-1 Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 11:03
      Ostropest źle się sprzedawał.

      Są osoby, które "wierzą w zioła" i takie, które "wierzą w chemię". Reklamodawca, jak widać, chciał dotrzeć do tych drugich.

      Poza tym, faktycznie ten kompleks jest lepszy niż sylibina.
      Kornel
      • dar61 Ad kompleks obrazkowy 09.07.10, 11:15
        Dla grup odruchowo wyłączających reklamy żaden typ reklamołajna nie
        zadziała.
        Po 2. - dziwne, że kolega {S.} w ogóle toto wyłapał, skoro tzw. "tv-
        seta" w dom swój nie wpuścił.

        Chyba żeby_aby_pono plotka?
        Albo... odbiór przez plombę w zębie wink
        • stefan4 Re: Ad kompleks obrazkowy 09.07.10, 11:30
          dar61:
          > Po 2. - dziwne, że kolega {S.} w ogóle toto wyłapał, skoro tzw. "tv-seta"
          > w dom swój nie wpuścił.
          >
          > Chyba żeby_aby_pono plotka?
          > Albo... odbiór przez plombę w zębie wink

          Telewizję przez plombę? Podłączoną kabelkiem do nerwu wzrokowego?

          Wśród możliwych wyjaśnień mojego rzekomego jasnowidzenia pominąłeś jedno: że tą
          reklamę piłują również w radiu. Właściwie to o jej nadawaniu przez TV
          dowiedziałem się dopiero przed chwilą od Ciebie.

          - Stefan
          • dar61 Ad plumbum 09.07.10, 14:05
            {Stefan4}:

            ...Telewizję przez plombę? Podłączoną kabelkiem do nerwu
            wzrokowego...

            Nie wiem, Cytat z plomboświata opowiadał, że zaplombowany słyszał,
            to może i mógłby
            widzieć...

            ...Właściwie to o jej nadawaniu przez TV dowiedziałem się dopiero
            przed chwilą od Ciebie...


            Prawdę mówiąc nie wiem, o jaką reklamę chodzi.
            Z radia to właściwie unikam innych stacji, niż tej jednej, uznawanej
            za ostatni bastion misji eterycznej. W nim reklamują jedynie
            wydarzenia związane z profilem tej stacji.
            Stacja ta nie ma swej nazwie zgłoski "M", ani "J", ni, na
            przykład, "ß" wink

            Warto by przypomnieć te konstrukcje nagrywarek cyfrowych, co
            wycinają z nagrań reklamy w obrazach zaklęte.
            Może skonstruowano[by] i takie, co i radiowe nagrania mogły[by]
            kastrować z tej rdzy reklamowej?
    • bimota Re: o przeliczaniu na sylibinę 09.07.10, 13:53
      Zacheciles do wpisania w google slowa "syliflex", dowiedzialem sie, ze to na
      watrobe, nadal nie wiem jak sie objawiaja zaburzenia watroby... Licze, ze ktos
      mi wyjasni o co chodzi z tym: "o zawartości 30% flawonu lignanu w przeliczeniu
      na sylibinę". Mniemam, ze dowiedziales sie co to oznacza...

      Na mnie reklamy raczej slabo dzialaja, mleko pilem zaniem je zaczeli reklamowac,
      syliflexu nie zamierzam kupowac... Jak jestes taki ciekawy to moze sprawdz jaki
      wplyw mialo haslo reklamowe na spozycie mleka...

      Co do czastek to niedawno mialem okazje studiowac jakis podrecznik z podstawowki
      na ten temat. Dluzsza chwile mi zajelo skumanie co jest czym i o co chodzi, ale
      juz zapomnialem... Biedne dzieci...

      A jak na was dziala np. "nie dla idiotow" ? To zo juz (jeden z wielu) element
      naszej kultury... Ja, poslusznie, staram sie tam nie kupowac...
      • brezly Re: o przeliczaniu na sylibinę 10.07.10, 18:28
        Typowy przyklad bolesnego kompromisu miedzy Dzialem Badan i Rozwoju a Dzialem
        Marketingu. Jak idzie o przemysl farmaceutyczny to tam dochodza dodatkowo
        regulacje, ktore nakladaja pewne wymogi na to co musi byc powiedziane w reklamie.
        W wiekszosci przypadkow ekipa od marketingu nie ma za grosz pojecia jak to COS
        dziala (bo i owszem bywa ze w ogole nie dziala, dopoki w rekalmach sie tego nie
        napisze) i walczy z R&D podsylac im kolejne wersje bajek o cudownych
        wlasciwosciach produktu. R&D odsyla ich do diabla (bo w razie katastrofy prawnej
        to oni wezma w skore).

        Tu byc moze doszlo do krytycznej roznicy zdan i wkurzone szefostwo marketingu,
        po piatej nieudanej probie ulozenia legendy o Szczesliwej Pigulce Dobrej Na
        Wszystko, wkurzylo sie i ryknelo: Taak?! To napiszemy dokladnie to co R&D tu
        bredzi. Zobaczymy ile sie tego sprzeda. -Wzielo deske surfingowa i pojechalo na
        wakacje.

        PS. 30% czegos w przeliczeniu na cos inne jest porzadnym chemicznym terminem. W
        kredzie masz 40% wapnia w przeliczeniu na weglan wapnia.
        Albowiem w 100g CaCO3 masz 40 g Ca.
        • bimota Re: o przeliczaniu na sylibinę 14.07.10, 23:01
          No ciekawa jednostka...

          Tyle, ze w wiki. pisza, ze sylibina to flawonolignan...

          To tak jakbym powiedzial, ze jest we mnie 30% mezczyzny...

          Cos chyba niedowartosciowany ten flawonolignan...

          Chyba, ze Stefek cos pokrecil... wink
            • stefan4 Re: o przeliczaniu na sylibinę 15.07.10, 08:43
              migni:
              > Zwłaszcza przecinkowane "chyba że" irytuje mnie na potęgę, jakoś tak mam...

              Ta choroba już mija, dzisiejszy świat unika przecinków, a i spacjami posługuje się oszczędnie:

              ,,Odpowiedziałem także mu poszło w pięty.''

              Mimo bezmiarów mojego permisywizmu, z czymś takim trudno mi żyć...

              - Stefan
                • stefan4 Re: o przeliczaniu na sylibinę 15.07.10, 11:02
                  migni:
                  > A nie "wpięty"?

                  Na to moich studentów nie testowałem, nie prowadzę żadnego przedmiotu o wpinaniu
                  ani o wypinaniu. Za to ,,także'' myli się z ,,tak że'' w co drugim sprawozdaniu
                  seminaryjnym.

                  - Stefan
                  • dala.tata Re: o przeliczaniu na sylibinę 15.07.10, 15:36
                    zupelnie nie dziwi mnie 'takze'. wedle mnie to hiperpoprawnosc. a stad pochodzi,
                    ze w szkole tlukli dzieciom, ze 'takze' pisze sie razem, no to pisza razem.
                    usiluje wymyslic taki blad i przychodzi mi do glowy tylko stosowanie apostrofu w
                    angieslkim. czesto spotyka sie apostrof w liczbie mnogiej: we sell car's,
                    tomato's, chair's. to znow hiperpoprawnosc - wiedza, ze przed 's' trza sotoswac
                    apostrof, no to stosuja.


                    stefan4 napisał:

                    > Na to moich studentów nie testowałem, nie prowadzę żadnego przedmiotu o wpinani
                    > u
                    > ani o wypinaniu. Za to ,,także'' myli się z ,,tak że'' w co drugim sprawozdani
                    > u
                    > seminaryjnym.
                    >
                    > - Stefan
                    • stefan4 Re: o przeliczaniu na sylibinę 15.07.10, 16:29
                      dala.tata:
                      > usiluje wymyslic taki blad i przychodzi mi do glowy tylko stosowanie apostrofu
                      > w angieslkim. czesto spotyka sie apostrof w liczbie mnogiej: we sell car's,
                      > tomato's, chair's.

                      Anglosasi bardziej świadomi języka pewnie tak nie piszą. Ale kiedyś dyskutowałem z wykształconymi Amerykanami, jak pisać liczbę mnogą od cyfr, albo pseudosłów. Ja proponowałem kreseczkę, np. tak:
                      ,,In high school, I have always been an A student, A-s from top to bottom''.

                      Oni jednak wszyscy z mocą twierdzili, że lepszy jest apostrof: A's. Na pewno nie mylili tej formy z Saxon Genitive, o tym się upewniłem.

                      - Stefan
                      • dala.tata Re: o przeliczaniu na sylibinę 15.07.10, 17:22
                        oczywiscie ze nie pisza. ba, moje dzieci tak nie pisza. z liczebnikam to ja bym
                        jednak nie pisal nic. tak jak 'the 1960s', apostrofu tam nie ma i nie powinno
                        byc. podobnie:

                        'I got 5 As',

                        choc mysle, ze wiekszosc napisze z apostrofem, tak jak sugerujesz. jednak tam
                        tego apostrou nie powinno byc.

                        nawiasem mowiac, najczestszym bledem w pracach studentow to losowe stosowanie
                        apostrofu przy 'it'. 'it's' i 'its' jest dla wiekszosci nie do rozroznienia.
                        • dar61 Ad apostrofowania + poziomowanie 15.07.10, 20:14
                          Jak byście mi jeszcze wyjaśnili, skąd pojawia się tamże przesuwanie
                          tego apostrofu na sam koniec wyrazów - to może i ja doznałbym
                          iluminacji... Ta przesuwka byłaby ciekawa w rysie historycznym.
                          Ciekawe, czy {Petrucego} można by o to zagadnąć... Albo drukarzy
                          pradawnych?

                          Bałbym się spytać, czy z biegiem lat widzieli {S.} i {D.} znaczącą
                          zmianę in plus [czy wręcz przeciwnie] w poziomie językowych
                          wygibasów swych podopiecznych tam, w sferze języka [am-]
                          angielskiego - więc się nie pytam.

                          W Polsce analogoczny wynik, z grubsza, znam...
                          • dala.tata Re: Ad apostrofowania + poziomowanie 15.07.10, 23:13
                            apostrofowych roznic nie zauwazylem. ale pogorszenie poziomu gramatycznego tak.
                            student piszacy:
                            I would of done

                            zamiast
                            I would have done

                            jest dzis na porzadku dziennym. kompletny brak refleksji gramatycznej. pierwsza
                            forma jest po prostu niemozliwa. ale w UK do dziesiecioleci juz nie uczy sie
                            dzieci gramatyki. no i mamy co mamy.

                            nawiasem mowiac, czesc odpowiedzialnosci za to spada na progresywnych
                            lingwistow, ktorzy mowia o poprawnosci jezykowej jako o strategii dyscyplinarnej
                            a la Foucault. to, czego ie rozumieli ci ludzie, to to, ze dzieci z klas
                            wyzszych beda i tak uczeni gramatyki na przyklad w domu, a ci ktorzy nie maja
                            zaplecza w domu, nie beda. i jak zwykle chciano dobrze, a wyszlo jak zwykle -
                            przepasc miedzy 'haves' i 'have-nots' powiekszyla sie.
                              • dala.tata Re: Ad apostrofowania + poziomowanie 16.07.10, 12:29
                                ostatnio jeszcze mi sie rzucilo na uszy mieszanie trzeciego okresu warunkowego.
                                czesto slysze:

                                If I had have done it
                                zamiast
                                If I had done it

                                pochodzi to oczywicie, od drugiej czesci zdania I would have done

                                wczoraj natomiast w radio (BBC R2) uslyszalem rozszerzenie liczby poj. z
                                rzeczownikami w l.poj. There is 5 cars jest normalne. natomiast there
                                needs to be 5 cars
                                zaskoczylo mnie. mnie sie wydawalo ze to pierwsze
                                jest uproszczeniem - eliminujemy fomre mnoga czasowniba 'be'. natomiast to
                                drugie wskazywaloby ze to jest bardziej skomplikowane. bo 'needs' z s na koncu
                                nie jest uproszczeniem.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka