pod osiedlowym sklepem wypatrzyłam kota. Ucho cięte, więc wysterylizowany bezdomniak, ale taka przylepa przecudna, ludzi w ogóle się nie boi. Dowiedziałam się, że on sobie tu siedzi, czasem w sklepie pod skrzynkami z warzywami

i miauczy, i do każdego łasi.
Jest niczyj. Panie postawiły mu skrzynkę z kocykiem, miseczkę z jedzeniem pod taką reklamą w kształcie namiotu. Był pod opieką jakiejś pani, nie bardzo wiadomo, czy domowy był, czy pani go tylko karmiła, ale pani zniknęła, kot do wzięcia.
Idą mrozy, nie ma tam gdzie budki postawić, bo ciąg pieszy, ulica, teren otwarty, żadnego zaułka czy cichego kątka. Szukamy domu Poziomkowi/Poziomce.
Zrobiłam mu kilkanaście zdjęć - ale tak mi się na kolana pakował, tak mnie barankował, że tylko te dwa od biedy się nadają do publikacji.