Dodaj do ulubionych

Okropny dylemat :-(

26.09.05, 13:46
Pod moim blokiem pojawił się uroczy kotek - koteczka prawdopodobnie.
Myślałam, że to czyjś kot, tyle że wychodzący, bo trzyma sie tego samego
rewiru. Dzisiaj dowiedziałam się, że kocina wylądowała pod blokiem po śmierci
swej właścicielki sad((((( Kicia jest przyjazna, przychodzi do mnie, daje się
głaskać. Dziś zapoznałam ją z moją suką - były uszy w tył i nieufna mina, ale
żadnego syczenia, plucia, jeżenia grzbietu. A suka - bardzo pozytywnie
zainteresowana, pełna kultura smile To prawdopodobnie koteczka - jak wywróciła
się na plecki, gdy drapałam ją pod brodą, to przyglądałam się "dolnym
partiom" i nie widziałam klejnocików. I teraz tak: zamierzam kupić kota,
jestem już po rozmowach z hodowcą, czekam na narodziny maluchów. A ta bidula
chodzi pod blokiem, na razie wygląda dobrze, ale co będzie zimą? No i pewnie
nie jest sterylizowana - kolejne bezdomne kocięta na świecie? Rozpacz mnie
ogarnia. Tyle, że tak. Nic o niej nie wiem, boję się, że będzie broić w domu,
pomijam sławetne sikanie. Boję się, że rodzina nie zaakceptuje dorosłego kota
(pies by zaakceptował). Mam zamiar złapać kota - przekupuję go jedzeniem, by
mi ufał, dziś karmiłam drożdżówką, którą sam sobie wyszukał w mojej
reklamówce, zanieść do veta żeby zbadał i przemyśleć sprawę. Ale z drugiej
strony, czy to dobry pomysł? Kot hodwlany o przewidywalnej psychice, rasy, o
której wiem, że jest spokojna (nie skacze po meblach) Ratujcie, poradźcie co
robić. Ja chyba umrę ze stresu...
Obserwuj wątek
    • babka71 Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:03
      Niczego nie przewidzisz nawet ten z hodowli może mieć jakieś geny i być
      charakterny...te z hodowli też sikają i też broją.
      A jaka to rasa tak z ciekawości zapytam , która nie skacze po meblach, z tego
      co wiem to wszystkie koty skaczą po meblach??? (taka ich natura)..
      Moja rada wziąść kotkę i pokochać, a tego z hodowli też jeśli masz warunki.
      Aha koty nie jedzą drożdzówek, ponieważ nie posiadają kubków smakowych
      odpowiedzialnych za słodkie, więc nie dawaj tego typu rzeczy..
      pozdrawiam i życzę powodzenia jeśli kotka wyrzucona to napewno nauczona
      czystości..
      poczytaj wątek o Duszeńce
      • ela.kowalik Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:19
        Ona sama dobrała się do drożdżówki, wsadziła mi łebek do reklamówki, znalazła
        drożdżówkę i zaczęła obgryzać. Dałam jej odrobinkę. Nie skaczą persy - moja
        koleżanka miała takiego - był bardzo spokojnym kotem, znałam go od kociątka.
        Bawił się zupełnie jak pies i unikał wysokich skoków. Zero wspinaczek po
        półkach i po firankach, zero drapania dywanów i mebli. Poźniej poczytałam co
        nie co o tych kotach i dowiedziałam się, że to typowe dla nich. No i zaczęłam
        szukać hodowli... Niestety, na dwa koty absolutnie sobie nie mogę pozwolić sad
        Mam już psa i tak jak pisałam wcześniej, trochę restrykcyjną rodzinę. O
        Duszeńce czytałam - ja niestety nie mogłabym liczyć na takie wsparcie ze strony
        najbliższych sad
        • lidia1001 Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:24
          Ale z persami jest mnóstwo kłopotów- cały czas musisz czyscić im oczy i nos,
          często wyczesywać i podawać specjlaną karmę ze względu na budowę pyszczka. To
          tylko tak się wydaję, ze jak nie skacze po meblach, to jest idealnym
          stworzonkiem. Niestety każdemu zwierzęciu trzeba poświęcać czas.
        • daimona zresztą persy skaczą po meblach 26.09.05, 23:45
          co za bzdura?
          Moi rodzice mają starego, 12-letniego persa, nieraz zdejmowałam go z szafek pod
          sufitem.
    • lidia1001 Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:11
      Myśle podobnie- wziąć. Kotek z hodowli na pewno będzie miec dobry dom, a ta
      biedna kicia może sobie nie poradzić zimą. My naszą wzięliśmy ze schroniska i
      jest najkochańszym koteczkiem- te zwierzęta naprawdę potrafią okazywać miłość.
      To oczywiście Twój wybór, ale ja bym się nie wahała. Ostatecznie możesz miec
      dwa.
    • tunka_i_ja Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:22
      Elu Droga! obyś nie zrozumiała mnie opacznie dlatego na wstepie mała
      dygresja...nie jestem behawiorystką, mam pojęcie oparte na własnym
      doświadczeniu dlatego wszystko co napisze nie wywodzi sie z mego mądrowania
      lecz z serca.
      Zanim przyjelismy z mężem do siebie Tunkę(śp), dardzo długo szperałam w NEC-ie
      u hodowców tak zwanych "dobrych" spokojnych ras. Ceny jednak były powalające.
      Owszem mogłam z czegos tam zrezygnowac i fundnąć sobie zyciową maskotke
      ale...no właśnie zjawiło się to małe ale. Czytałam przedziwne i przeróżne
      historie, historie które same się plotły,...historie, które pisało samo zycie.
      Z drugiej strony czytałam o kotach neurotycznych, sikających gdzie popadnie,
      dewastujących meble , uprzykrzających noc.
      Trafiłam w końcu tutaj na FORUM. nie powiem, tutaj tez mi sie nie rozjaśniło w
      głowie, jedna ciotka pisała ochy i achy , druga szukała na szybko rady bo kot
      to i owo.
      Byłam jednym słowem rozbita. Zdałam sobie sprawę, że przyjęcie kota to jedna
      wielka niewiadoma i niespodzianka. Miałam swoje wyobrażenie ( ha ha dawno już
      nieaktualne!)i cały czas biłam się z myslami. Rasowy czy zagadkowy?...
      pewnego wieczoru, niechcący wysłuchałam audycji w radio o kotach. Jakaś
      babeczka opowiadała jak to zakupiła piekną niebieską rosyjską( rasa
      spokojna,,,,itd)Była pewna że dobrze wybrała od hodowcy. Koteczka jednak
      okazała się szaloną wariatka przez duże "W". Demolka w domu nie do opisania.
      Znajomi w akcie desperackiej pomocy koleżeńskiej przynieśli jej kumpelke,
      zwykłą dachówke ...aby zamiast rwać kolejne firany, zajęła się maluchem. Maluch
      okazał się oazą spokoju, chodzącą mądrością, uosobieniem ciepła,
      delikatności...itd, itd.
      Bardzo to mna wzburzyło. pomyślałam po pierwsze, można kombinować i
      przekombinowac a po drugie można przecież nie kupować tylko uratowac, och ile
      to daje satysfakcji!!!!
      Ale od razu chce wytłumaczyc , że naprawde ja nie mam nic do osób , które
      zakupują koty rasowe z hodowli, nigdy nie nazywam tego snobizmem. Chodzi tylko
      o to,że jeśli osoba jest z gruntu zdecydowana na hodowcę to OK, ale jesli ma
      trochę choć rozerwane serce tak jak Ty, to powinna się w nie wsłuchać. Znaczy ,
      że siedzi w Tobie potencjał i energia na podanie "łapki" i ratowanie życia.
      Wsłuchaj się w serducho...ściskam serdecznie
      Anka bez Tunki, z Duszeńką
    • michal02 Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:29
      Witam i od razu doradzam zabranie kota z ulicy. Argument mam jeden - zwierzęta,
      które przeszły w życiu niedolę potrafią odwzajemnić to, co dostaną. A koty
      potrzebują niewiele: miskę z jedzeniem, ciepły kąt do spania i dużo głaskania.
      Też mam kotkę z rodowodem piwnicznym i dzięki niej chyba nie przeszedłbym
      obojętnie obok bezdomnego zwięrzęcia. Spójrz w oczy tej biednej kotce i
      porównaj je z oczami twojego psa. Poza tym licz się z tym, że jeśli ją zaczęłaś
      dokarmiać to już nie przestaniesz.
      A co do szkód w domu to różnie to bywa. My musieliśmy wymienić po kolei kwiatki
      na sztuczne. Ale dorosła i zrobiła się bardziej stateczna. Chociaż oczywiście
      nie ma takiego miejsca gdzie by jeszcze nie była. Chętnie sypia na szafie.
      Pozdrawiam i życzę dobrego wyboru, będę śledził wątek
      Michał
    • hobotnica Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:50
      Nie chcę się wymądrzać, więc powiem krótko: oczywiście że brać! Natychmiast!
      Absolutnie nie czekać do zimy! Ewentualnie wziąć pod dach i spróbować znaleźć
      właściciela! Chyba jesteś w stanie sobie wyobrazić, co może spotkać taką
      bezdomną sierotkę na poniewierce... O tęsknocie za kimś, kto odszedł nie
      wspominając... Ja tam bym się w ogóle nie zastanawiała, tym bardziej że i tak
      masz zamiar się "zakocić" wink Trzymam kciuki za podjęcie "jedynie słusznej" decyzji!
      • wiesia.and.company Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 14:59
        Bierz tę koteczkę! Polubiłyście się, pies nie ma nic przeciwko. Ona sobie nie
        da rady zimą, nie zechcą jej wpuścić do swojego stada koty piwniczne, bardziej
        sprytne, bo znające warunki. Ta bidula jest ufna, za chwilę może okazać się, że
        ktoś człowiek lub pies jej zrobił krzywdę. Taki kot jest już nauczony
        czystości, nie będzie już tak skakał po meblach, jak malutki rozrabiaka. I to
        też racja, kot z hodowli znajdzie nabywcę, kot po przejściach, dorosły,
        prawdopodobnie już tylko krótkie życie i szybką śmierć. A poza tym
        zaoszczędzisz - masz zapłacić za towarzystwo przyszłego przyjaciela (jeszcze
        nie wiesz, na jaki charakterek trafisz) to lepiej nie płać - tylko zafunduj
        lepsze życie przyszłej przyjaciółce. Przeczytaj raz jeszcze argumenty
        przedmówczyń i posłuchaj tego, co napisało serce Ani -tunki-i-ja bez Tunki, za
        to z Daszeńką. Serce Ani to dyktowało, a Twoje serce się wzburzyło na widok
        koteczki. Żeby nie doszły do tego wyrzuty sumienia albo poczucie winy... Może
        właśnie tak Was los zetknął. A musi być bardzo głodna skoro na jakieś ciastko
        drożdżowe się rzuciła....
        Pozdrawiam
    • ptasia Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 15:14
      ja bym też wzięła małą z ulicy. kota rodowodowego zawsze ktoś zechce, a ją -
      niekoniecznie...
    • misia007 Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 15:16
      Bierz to biedactwo, jestem pewna, że z Twoją wrażliwością nie darujesz sobie jeśli
      tego nie zrobisz, a już na pewno , nie będziesz w stanie cieszyć się tym persem.
      Los was zetknął, widać tak musiało być .Ja moją Misię znalazłam w piwnicy i z
      duszą na ramieniu przyniosłam do domu{co to będzie?, co powie rodzina? jak
      przyjmie ją kot} i wiesz co, nikt mnie tak mocno nie kochał jak ta kotka.
    • groha Re: Okropny dylemat :-( 26.09.05, 15:20
      Elu, nie będę powtarzać tego, co już tu zostało napisane, więc tylko króciutko:
      popatrz, ona sama do Ciebie przyszła...
      Dodam jeszcze, że z tą przewidywalnością charakteru u rasowych kotów, to różnie
      bywa. Mam persa, wiem coś o tym. Drapie kanapy tak samo, jak europejczyksmile Poza
      tym, faktycznie, moja Frotka jest spokojna, mądra i cudna, ale np. jej perski
      kumpel (z rodowodem, czego Frotka nie ma, bo nam nigdy na nim nie zależało.
      Kupiliśmy, by ratować ją z opresji), którego czasem odwiedzamy, to całkowite
      przeciwieństwo - nieufny kapeć i neurotyczna ciućma w jednym. Co kot, to
      charakter, po prostu. To nie pies, w którym potrafią kłębić się geny,
      wypaczające mu osobowość i tylko czysta rasa daje jakąś gwarancję. Kot zawsze,
      niezależnie od długości włosa, jest... kocismile
      Oczywiście, decyzja należy wyłącznie do Ciebie i do Twojej rodziny. Bo, jak
      widzę, tylko Wasza suka nie ma dylematu smile Czasem tzw. przypadki okazują się
      najszczęśliwsze.
      • ela.kowalik Re: Okropny dylemat - bardzo długie 26.09.05, 16:45
        Dziękuję Wam wszystkim! Macie rację, że gdyby kotka spotkało jakieś
        nieszczęście, to ja nigdy bym sobie tego nie darowała sad Przede wszystkim
        muszę sprawdzić, czy ona jest rzeczywiście bezdomna, bo widuję ją tylko w
        określonych godzinach. Od rana do mniej więcej 15. W najgorszym razie mogłabym
        zaproponować opłacenie jej sterylizacji i podjąć się opieki do czasu odzyskania
        sił przez kicię sił (wersja dla rodziny, hehehe) U mnie jest bardzo silne
        kociarskie lobby, te osoby wiedzą wszystko o osiedlowych kotach, bo je
        dokarmiają - wiec na pewno będą wiedzieć czy kicia ma dom czy nie. Ja już raz
        tak się nabrałam - na kocura, czarne cudo, którego chciałam przygarnąć, a potem
        dowiedziałam się, że to po prostu kot wychodzący - tyle, że przylepa i żarłok
        smile

        Co do persa - kontaktuję się z doświadczonym hodowcą (innym niż ten u którego
        mam zamiar kupić kocię), w celu uzyskania wiedzy o rozpoznawaniu predyspozycji
        psychicznych małego kotka. Wiem już, że trzeba kupować w hodowlach małych,
        nastawionych na jedną rasę i w których jest góra 3 koty. Omijać szerokim łukiem
        hodowle klatkowe - wylęgarnie zwichrowanych psychicznie kotów, unikać
        egzemplarzy ekstremalnych - u których cechy rasy są przesadnie wyeksponowane,
        itp. itd smile O pielęgnacji wiem też to i owo, bo mój pies również wymaga dosyć
        specyficznych zabiegów, odpowiedniej karmy. Poza tym kotek rasowy, też może
        trafić w nieodpowiedzialne ręce i wylądować na ulicy.

        Ja wierzę w przeznaczenie, a dzisiaj było tak - wtedy kiedy zdecydowałam się
        napisać na forum - że wyciągnęłam moją sukę z wysokiej trawy (bo potem ma mokrą
        i skołtunioną sierść) i niosłam ją na rękach. A spod krzaków wyszła ta kicia, z
        wyraźnym zamiarem przywitania się. No to przykucnęłam, z suką pod pachą, a
        kicia podeszła, obwąchała sukę po pyszczku - suka spokojnie, no i poszła dalej.
        A ja zapytałam przechodzącego pana, którego znam i wiem, że tu mieszka, czy nie
        wie, czyja jest ta kicia. On właśnie powiedział mi, że jej właścicielka zmarła.
        Jak wracałam ze spaceru z zakupami, spała sobie pod krzaczkiem w słoneczku.
        Podeszłam - suka już na smyczy, powąchały się po raz drugi, wszystko w
        porządku, no i wtedy właśnie kicia wpakowała mi łebek do reklamówki, a mnie łzy
        w oczach stanęły, bo pomyślałam, że może przypomniała sobie, jak jej nieżyjąca
        pani wracała z zakupów i przynosiła jej smakołyki. No i wróciłam do domu i
        otworzyłam ten wątek....
        • misia007 Re: Okropny dylemat - bardzo długie 26.09.05, 18:40
          Elu, ja też wierzę w przeznaczenie i jak przeczytałam Twój list, to
          przypomniałam sobie jak znalazłam Misię i to przerażenie(że coś muszę zrobić)ale
          jak tak ufnie
          wskoczyła mi na kolana, to już nic nie myślałam ,tylko byłam jej.Zyła z nami 11lat
          i nigdy nie żałowałam, że posłuchałam serca.I postanowiłam sobie wtedy, że nigdy
          nie przejdę obojętnie wobec kociej bidy, co zaowocowało dwoma następnymi
          kocurkami(tyle los postawil na mojej drodze.
        • ela.kowalik A jeszcze dodam... 26.09.05, 18:41
          że widuję ją od jakichś dwóch tygodni, może miesiąca. Jest szczupluteńka, ale
          ma czyste futerko i czyściutkie ładne oczęta. Ucieka przed dziećmi (i dobrze
          robi) a do mnie przyszła, chociaż nie wołałam jej kici kici, tylko odezwałam
          sie do niej jak do człowieka smile Synek mówił mi, że jakaś pani pilnuje jej z
          okna i krzyczy na dzieci, żeby dały jej spokój. Ale może to być ktoś z
          karmicieli kotów. W najbliższym czasie będę - mam nadzieję - wiedziała
          wszystko. Na razie nakupiłam kociego jedzonka i będę nosiła w torebce, żebym w
          razie następnego spotkania nie musiała podkarmiać biedulki drożdżówką.
          • lidia1001 Re: A jeszcze dodam... 26.09.05, 18:50
            No to masz problem z głowy, bo wychodzi na to, ze już masz koteczka. Chyba już
            się zdecydowałaś? W razie czego powiedz karmicielom, ze bierzesz kicię jakby
            okazało się, ze ma jednak gdzieś dom. Myślę, ze nie możesz się długo
            zastanawiać. Dla kotka, ktory był domowy każdy dzień spędzony na dworzu jest
            niebezpieczny. Trzymam kciuki za trafny wybór, bo mam nadzieję , ze go dokonasz.
        • tunka_i_ja Re: Okropny dylemat - bardzo długie 26.09.05, 19:52
          Elu! piszesz, że znasz mój wątek o Duszeńce, więc dodam tylko iz miałam ogromne
          obawy co do maleństwa. Ja w tej chwili juz pomijam samą kwestie straty , żalu i
          bólu po Tuni ...ale własnie, Tunie znałam, wiedziałam co zrobi a czego nie
          zrobi ( z jednym przeraźliwym wyjatkiem!), wiedziałam,że nie nasiusia, że nie
          zdemoluje tapicerki, że nie podrapie mebli..bo taka akurat była, ...A Duszeńka?
          no cóż jedna wielka zagadka, bo nie wiem skąd pochodzi a wiem tylko o jej
          traumie. A wiesz Elu jak to jest z tymi tragicznymi doświadczeniami...jednych
          wzocnią ale i znieczulą a innych wręcz uwrazliwią....To teraz sobie wyobraź
          jaki miałam bałagan w sercu, tu strata a tu z drugiej strony byc może bomba
          atomowa co moze rozwalic mi dom, typu nieprzespane noce, brak akceptacji nas
          jako ludzi...itdmoge mnozyc bez liku.
          Elu! serce nie sługa,
          czasem przez durne serce się traci, ale to tylko zpozoru bo strata rzeczy
          materialnych...hmmm cóz to za strata jesli przyczyna jest chodząca miłość a nie
          huragan Rita czy jakies tsunami,
          Elu, nie daj sie rozumowi! goraco Cie namawiam, przeciez sama piszesz, ze nie
          wierzysz w przypadki. To jakiś anioł? z góry poplatał wasze drogi... czuje, że
          to powinno sie skończyc tylko jednym happy endem! pisz koniecznie bo z ogromnym
          zainteresowaniem bede sledzić Twój watek.
          całuski od tych, które sie odnalazły i nie straszne im zawieruchy!
          • ela.kowalik Re: Okropny dylemat - bardzo długie 26.09.05, 20:05
            No ja Cię podziwiam bardzo, czytałam o Tunce i płakałam jak bóbr, a byłam w
            pracy. Potem musiałam się tłumaczyć, że mam alergię. Poraziła mnie ta tragedia
            i później bardzo się cieszyłam, że znalazłaś Duszeńkę. Bardzo odważnie i
            pięknie postąpiłaś, no i masz wspaniałego męża! Ja - obawiam się - będę miała
            trochę bardziej pod górkę sad
    • uli ja też jestem za... 26.09.05, 19:19
      myślę, że skoro kotka jest odhowana i taka łagodna (nie przegnała Twojego psa:-
      ) to można spróbować... co do dwóch kotów - moja znajoma ma dachowca - Piczona
      i persa - Lizaka. Dwa koty, dwa kastraty - strasznie się kochają, czyszczą
      sobie uszka, chodzą na wyprawy, ale też razem broją.
      Myślę, że warto się zaopiekować tą kotką. A musisz brać tego persasmile?
      • ela.kowalik Re: ja też jestem za... 26.09.05, 19:56
        Jest śliczna - biała z burymi uszkami i burym końcem ogonka. Oczy ma
        przejrzystozielone. Trójkątną delikatną główkę. Futerko mięciusieńkie. Daje się
        głaskać po wąsikach na pysiu i drapać pod bródką. Ma długie łapki i smukłe,
        szczuplutkie ciałko. Przychodzi na głos - kiedy mówię "chodź do mnie kochanie"
        przybiega. Nie ukrywam, że zapadła mi w serce. Ale muszę dokładnie rozeznać
        sytuację, żeby ktoś potem mnie nie ścigał, że mu ukradłam kota.
        Pers jest na razie w brzuszku mamy, urodzi się w październiku.
      • mirmunn zaufaj przeznaczeniu:))) 26.09.05, 20:02
        i weź malutką. Ja pojechałam na wystawę kotów zobaczyć noeweskie leśne i .....
        wróciłam z Maksinkiem z aukcji schroniskowej, która też tam była. Maksik -
        dachowiec W ZYCIU NIC MI NIE ZNISZCZYŁ I NIE PODRAPAŁ MEBLI. Dla równowagi -
        koleżanka wzięła w tym samym dniu nawetsmile)z wystawy egzotika (tak to się chyba
        pisze - odmiana persa) i efekt: po meblach wysokich nie skacze, ale skórzany
        komplet w salonie zdrapany, a poza tym znaczy teren nawet po kastracji i moja
        biedna koleżanka lata po pięknym domu z olejkiem jałowcowym. A skubany nalepiej
        sika w pedały od pianina, gdzie nie doczysci się , bo nie można dostać. Poza
        tym - jest raczej nieufny i"przerasowany"- ma fochy i jest chorowity. A ta
        Twoja malutka jeśli jest dorosła i była w domu, to na pewno nie wytnie numeru
        żadnego. A poza tym - powtarzam za dziewczynami: na rasowca kupiec się
        znajdzie, a wyrzucona kocina może nie przeżyc zimy... A jeśli pies ją lubi...
        zaufaj losowi, który Ci ją sam dajesmile)))
        • mirmunn oczywiście, nie mam nic przeciw persom 26.09.05, 20:17
          czy innym rasowcom, ani ich właścicielom. Chciałam tylko napisać, ze rasa czy
          jej brak nie gwarantuje określonego charakteru.
          A dachowcowi można przygarniając go nie tylko dać dom, ale i uratować
          życie.... Kiedy już podpisałam umowę adopcyjną Maksinka, powiedzino mi, ze
          byłby już prawdopodobnie do uśpienia, bo 2 lata w schronisku i nikt go nigdy
          nie chciał na aukcji. A kocina się przykleiła do mnie całym ciałkiem, jakby
          wiedziała o tym. A Ty chyba też już kochasz tę "swoją" koteczkęsmile)
          • tunka_i_ja Re: oczywiście, nie mam nic przeciw persom 26.09.05, 20:27
            Mirmunn! oczywiście, że Ela kocha juz ta swoja mała! To się przeciez
            najwyraźniej czuje w jej postach. Samo 'kiwanie sie" brac nie brac, świdaczy o
            sercu, które sie wyrywa...bo wie lepiej jak to serce!
            Cioteczki, proponuje pełna mobilizację sił aby Ele , no wiecie.. taką "siłą
            perswazji" ...tak jak mnie brałyscie za szelki i do góry, tak Eli proponuje
            kopeczka w zadeczek,
            Eluuuuu! masz balkon? to wyjdź i wieczorem troszke postój na nim...wieczory sa
            juz takie chłodne! więcej nic nie dodam....trzymam kciuki,
            "niech mówią, że to nie jest miłość"...a ja wiem , że JEST!
            całuję
          • beali Re: oczywiście, nie mam nic przeciw persom 26.09.05, 20:51
            Teraz dopiero weszłam na forum i co widzę! Mam takie znaleziska;
            podrzuconą Sylwunię,Bambiśkę,która mogła skończyć w wodzie,wyrzuconą
            Majuśkę i są to najukochańsze kocie dziewuszki na świecie.
            Bambiska i Majuśka były małe,kiedy trafiły do nas,ale Sylwek była około roczną juz kotą,która znudziła się komuś.Z małymi,jak to z małymi były jakieś problemiki,ale z Sylwkiem zadnych.Jak ta kota była nam wdzięczna,ona rozumiała,że wtedy w sylwestra na naszym kuchennym oknie ważą się jej losy i co dziwne dla mnie siedząc tam prawie pół dnia,gadała tylko do mnie.Była u nas moja Mama,był mój mąż,a ona jak tylko zobaczyła mnie w kuchni zaczynała kręcić łebkiem,wodziła za mną wzrokiem i mówiła coś do mnie.Musiała poczekać,bo w domu trwały negocjacje,co do niej/cięzko było/.Stanęło na tym,że sylwestrowa kota będzie dla mnie noworocznym prezentem i śniadanie w Nowy Rok-2004 zjadła już z namiwink
            Co stałoby się z nią,gdybyśmy nie otworzyli jej drzwi,wolę nie myśleć,ważne,że jest i jest szczęśliwawink
            Elu,jeśli kota nikogo nie ma,to nie zastanawiaj się,ona juz wie,czego chce,tak jak Sylwek wiedziała,gadając do mnie.
            Pozdrawiam
            • ela.kowalik nie chcę sie nastawiać - bo może kogoś ma 26.09.05, 21:19
              Ona tak jakoś jakby reagowała na mój widok, może jestem podobna do jej pani -
              wyglądem, brzmieniem głosu, ruchami. Nie wołana nie podchodzi, tylko patrzy na
              mnie tymi swoimi zielonymi oczkami. A kiedyś, jak ją głaskałam, wywróciła się
              na plecki, wysunęła pazurki i wyszczerzyła ząbki, ale nie próbowała mnie gryźć
              ani drapać. Uznałam, że to z jej strony znak do końca zabawy pogadałam jeszcze
              do niej i poszłam. Ale nie wytrzymałam i obejrzałam się, a ona siedziała i
              patrzyła za mną. Aż mnie coś piknęło, miałam ochotę wrócić i ją porwać do
              domu smile Ale co by było - gdyby miała kogoś, kto miałby mi za złe, że mu
              ukradłam kota? Znam koty wychodzące na moim osiedlu - piękny czarny kocur i
              kotka - szylkretka. One mają swoje domy, tylko że są wypuszczane. Kocur też się
              do mnie łasi, mizia moją sukę, a jak była po sterylce, to się o nią ocierał,
              jakby ją pocieszał. Też miałam na niego chrapkę, ale na szczęście wcześniej się
              dowiedziałam, że ma dom i gdzie mieszka smile
              • groha Re: nie chcę sie nastawiać - bo może kogoś ma 26.09.05, 21:31
                A co to za właściciel, który pozwala łazić swemu kotu po osiedlu przez cały
                dzień i w ogóle nie interesuje się jego losem? Do kitu z takim właścicielem.
                Elu, Ty chyba jej się bardziej podobaszsmile)
              • beali Re: nie chcę sie nastawiać - bo może kogoś ma 26.09.05, 21:37
                No to kurcze trzeba się szybko dowiedzieć,czy ona kogos ma,czy nie,śledzić kotę,popytać.Wiesz Elu,kiedy czytam,jak ona się zachowuje...hmmm koty nie mylą ludzi,swoją panią mała pewno pamięta,ale watpię byś Ty jej ją przypominała-kota albo Cię po prostu lubi/jesli ma dom/,albo czegoś chce od Ciebie/jesli go nie ma/winkKoty to niesamowite stworzenia.w maju usłyszałam koci płacz niedaleko mojego domu,myslałam,że to któras z moich panienek,więc pobiegłam w kierunku miauków.Nic nie widze,a kot płacze i w koncu ujrzałam,na wysokiej topoli sidziało zmoczne deszczem cuś.Wysoko,ja juz myslałam o dzwonieniu po straż pozarną,zrobiłam w tył zwrot,a wtedy to cuś zaczęło złazic nieporadnie z drzewa i cały czas podnosiło głowę,jakby sprawdzało,czy ja jestem.Gadałam cos do kici uspakająco i kucnełam w pewnej odległości,by nie wystraszyć.W końcu kota zlazła i prosto w moje ramionawinkKilka dni zastanawialiśmy się,czy szukac jej domu,ale mała nie odstepowała mnie na krok,jak znikałam na chwilę płakała.Pisałam nawet tutaj o niej,oczywiście wiesz,co mi odpisywano-zostaw kotę,ona tego chce itd.
                Oczywiście,że została majowa Majuśka i choć juz podrosła,jest małym łozbuzem,to jedno nie zmieniło się-kocha mnie okrutnie wręcz,wciąż sadowiąc na mnie swoje chude cztery literywink Koty często same wybierają sobie ludzi,szczególnie te bezdomne,w potrzebie i jedno jest pewne,kiedy już wybiorą,kochają niesamowicie i rzadko są z nimi problemywink
                • ela.kowalik Re: nie chcę sie nastawiać - bo może kogoś ma 26.09.05, 23:09
                  Obeszłam z suką osiedle, zaglądałam w różne zakamarki i pod samochody.
                  Przyłapał mnie na tym znajomy i dziwnie na mnie popatrzył, ale wyjaśniłam mu w
                  czym rzecz smile Spotkałam kocią rodzinkę na nauce polowania i bardzo ją
                  wystraszyłam sad, ale białaski nie było. Zobaczymy jutro.
                  • marta_i_koty Nic więcej nie napiszę.... 27.09.05, 10:03
                    poza tym, ze cieszę się, że jesteś juz zdecydowana...smile)))))
                    • wiesia.and.company Re: Nic więcej nie napiszę.... 27.09.05, 15:53
                      A tak właśnie! Marta_i_koty, bardzo dobrze powiedziane.
                      Elu, rzeczywiście popytaj o koteczkę - jeśli wiesz, gdzie mogła mieszkać zmarła
                      opiekunka, to na pewno ktoś ma dostęp do mieszkania. Mogą to być spadkobiercy
                      lub sąsiadki, ale nie wiedzą co zrobić z kotką i ją wypuszczają z mieszkania.
                      Może nie ma naprawdę nikogo, kto mógłby się nią na stałe zająć. I tak na razie
                      z doskoku, to ktoś tam ją na noc do mieszkania zabierze, ale jeśli nie...?
                      Ja tak stałam się właścicielką dwóch kotów po zmarłej pani z sąsiedniego bloku.
                      Wcale nie miałam mieć kota. A już dwóch. Ale skoro zgodziłam się na jednego (bo
                      inaczej wszystkie do uśpienia) a ten drugi był prawie bliźniakiem...no cóż,
                      dzieci się nie rozdziela. Zresztą, ten drugi kotek, bardzo nieśmiały, wyszedł
                      do mnie, tak trochę żeby pouwodzić. Po czym okazało się, że on nigdy nie jest
                      taki wylewny, ale widać coś przeczuł i mnie tak zdobył.Wzięłam dwa prawie
                      identyczne koty (bo potem odróżniałam po uszku, a potem to się dziwiłam, jak
                      można nie odróżnić). Potem okazały się nie być rodzeństwem, ale zaprzyjaźnione
                      były bardzo.
                      No i tak zaczęłam moje życie z kotami (dwoma) zamiast z jednym psem.
                      A, i bardzo żałuję, że nie wzięłam kotka, który sobie mnie upodobał. On sobie
                      mnie wybrał, wtedy uważałam, że mam trzy kotki i starczy. Teraz jestem pewna,
                      że nie żyje, ale mnie bardzo lubił i mam go na sumieniu (to okropne uczucie, że
                      mogłam pomóc, a nie pomogłam)
                      Pozdrawiam i skoro już zdecydowałaś (może nie wiesz tego tak do końca) to idź
                      do przodu. Już się samo pisze...teraz musicie się ostatecznie spotkać. Hej!
                      • marta_i_koty Re: Nic więcej nie napiszę.... 27.09.05, 18:48
                        A ja wzięłam kota, bo mąż chciał (ja nie bardzo)... Ale po pierwszej nocy z
                        mruczącym kociątkiem na mojej poduszce (MOJEJ, bo chyba wiedziała, że jej
                        obecność troche mnie przeraża, wiec postanowila użyc podstepu, hehe....), byłam
                        kupiona...smile)) I poooooooszło...!!! Dzis mamy 10 futrzakow, hehehe...
                        • ela.kowalik Sprawy mają się tak :-) 28.09.05, 09:24
                          Właścicielka kotki rzeczywiście nie żyje. Ale krewna tej właścicielki wzięła
                          kocię, która była kotem wychodzącym i nie daje się zamykać w domu - szaleje
                          niesamowicie ponoć. Nie oddala się - podobno boi się osiedlowych kotów. Pani
                          wypuszcza ją rano, zabiera jak wraca z pracy - rzeczywiście, kicia wieczorem
                          nigdy nie chodzi, a kiedyś, około 17 widziałam ją siedzącą na trawniku w
                          pobliżu klatki, po stronie bloku gdzie zawsze ją można spotkać. Psa się nie
                          boi, bo w jej poprzednim domu był pies. Raz już była "przygarnięta", ktoś z
                          osiedla zabrał ją do domu. Ale ta pani rozwiesiła ogłoszenia, no i dostała ją z
                          powrotem. Jak to dobrze, że u mnie na osiedlu jest "kocia policja" smile, która
                          wszystko wie! Przyznam, że kamień spadł mi z serca - dostałam też kolejną
                          nauczkę, aby nie panikować, zanim nie sprawdzę faktów smile Dziękuję Wam za
                          zainteresowanie i wiele ciepłych słów
                          smile Pozdrawiam Was i oczywiście wasze futrzaki ukochane!
                          • beali Re: Sprawy mają się tak :-) 28.09.05, 09:32
                            No to problem z głowy,w sumie troszkę szkoda,ale jedno jest pewne-koty Cię lubiąwink))
                          • lidia1001 Re: Sprawy mają się tak :-) 28.09.05, 09:41
                            Dobrze, ze sprawa się rozwiązała- na szczęście pomyślnie dla koteczki.
                            • wiesia.and.company Re: Bardzo dobrze, że jest opiekunka - ale... 28.09.05, 16:00
                              ..ale tak pięknie argumentowałyśmy, przekonałyśmy Elę, podganiałyśmy do
                              działania, że coś mi się wydaje.... a nuż niedługo to ziarno zakiełkuje.
                              Zakładam się, że Ela teraz to dopiero będzie czujna i wypatrzy kociego
                              nieboraka. Już się serce odezwało...
                              Pozdrawiam
                              • ela.kowalik Re: Bardzo dobrze, że jest opiekunka - ale... 28.09.05, 21:48
                                hehe smile A koty dziś nie było, pewnie do jej opiekunki doszły ploty, że znowu
                                ktoś się przymierza do jej adopcji smile
                                • babka71 ALE CZY TY ROZMAWIAŁAŚ?? 28.09.05, 22:26
                                  Z Panią od tej kotki to raz!
                                  a 2 : Czy napewno wiesz , że ta kotka ma tam Ok??, (ma jedzenie i nocleg)
                                  3: dlaczego jest taka przytulaśna do innych ludzi??
                                  Jak dla mnie to podejrzana sprawa
              • mirmunn gdyby kogoś miała, 28.09.05, 21:51
                chyba by nie była taką chudzinką biedulką rzucającą się na drożdżówki..... Zima
                idzie, kocina sama na dworze..... Może sie pochorować z zimna i głodu.......a
                nawet sad(((( nie chce tego pisać
                • mirmunn Sorry za nieaktualny wpis, 28.09.05, 21:58
                  ale coś mi blokowało i widzę, że jednak przeszedł choć z opóźnieniem (myślałam,
                  że w ogóle sie skasowałsmile)
                  Prasumując: masz dobre serce Elu i pewnie niedługo skorzysta z niego jakiś
                  kolejny biedulek koci... A swoją drogą, o BARDZO MI SIĘ PODOBA "KOCIA MAFIA"
                  (karmiciele, właściciele, miłośnicy) i wszystie jej plotkarsko-kocie nitki i
                  odnogi działające na Twoim osiedlu. Oby więcej takich pro-kocich mafii u nassmile)
    • mama007 podsuń właścicielce, żeby 28.09.05, 22:21
      nakładała kotce obróżkę na przykłąd (taką kocią, z elastyczną wstawką) jak
      wychodzi na dwór - nikt jej nie będzie "przygarniał", bo będzie widać, że to
      czyjś kot : )
      pozdrawiam
      aga
      • ela.kowalik Kocia mafia jest bardzo prężna :-) 28.09.05, 23:15
        Leczą, karmią, znajdują domy, wywalczyli w spółdzielni kocie karmniki smile Mają
        grafik dyżurów: kto kiedy i czym karmi. Są bardzo dobrze zorganizowani. Udało
        im się wyprowadzić koty w takie miejsce, gdzie nikomu nie przeszkadzają i nie
        rzucają się w oczy świrom, których niestety nie brak sad Wiedzą ile jest kotów,
        w jakim wieku i w jakiej kondycji. Jeśli mówią, że kota ma dom, to wierzę bez
        zastrzeżeń.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka