Pod moim blokiem pojawił się uroczy kotek - koteczka prawdopodobnie.
Myślałam, że to czyjś kot, tyle że wychodzący, bo trzyma sie tego samego
rewiru. Dzisiaj dowiedziałam się, że kocina wylądowała pod blokiem po śmierci
swej właścicielki

((((( Kicia jest przyjazna, przychodzi do mnie, daje się
głaskać. Dziś zapoznałam ją z moją suką - były uszy w tył i nieufna mina, ale
żadnego syczenia, plucia, jeżenia grzbietu. A suka - bardzo pozytywnie
zainteresowana, pełna kultura

To prawdopodobnie koteczka - jak wywróciła
się na plecki, gdy drapałam ją pod brodą, to przyglądałam się "dolnym
partiom" i nie widziałam klejnocików. I teraz tak: zamierzam kupić kota,
jestem już po rozmowach z hodowcą, czekam na narodziny maluchów. A ta bidula
chodzi pod blokiem, na razie wygląda dobrze, ale co będzie zimą? No i pewnie
nie jest sterylizowana - kolejne bezdomne kocięta na świecie? Rozpacz mnie
ogarnia. Tyle, że tak. Nic o niej nie wiem, boję się, że będzie broić w domu,
pomijam sławetne sikanie. Boję się, że rodzina nie zaakceptuje dorosłego kota
(pies by zaakceptował). Mam zamiar złapać kota - przekupuję go jedzeniem, by
mi ufał, dziś karmiłam drożdżówką, którą sam sobie wyszukał w mojej
reklamówce, zanieść do veta żeby zbadał i przemyśleć sprawę. Ale z drugiej
strony, czy to dobry pomysł? Kot hodwlany o przewidywalnej psychice, rasy, o
której wiem, że jest spokojna (nie skacze po meblach) Ratujcie, poradźcie co
robić. Ja chyba umrę ze stresu...