Dodaj do ulubionych

O adopcji oraz pytanie do trójkotnych

28.11.06, 18:21
Jestem zalamana moimi efektami poszukiwan domu dla kota oraz wkurzona na
niektorych ludzi. Ostrzegano mnie, zebym uwazala, bo na ogloszenia, ze ktos
ma do adopcji kocieta lub kocie odpowiadaja Ci co szukaja kociat jako karmy
dla gadow lub dla psow przeznaczonych do walk, zeby sobie psy pocwiczyly
polowanie i zabijanie na malych kotkach, dla testow laboratoryjnych, oraz w
przypadku czarnych kotow dla sekt i innych dewiacyjnych grup, ktore lubia
sobie czarne koty skladac w ofierze, spuszczac im krew itp. tragiczne rzeczy.
I co, okazalo sie, ze tylko takie odpowiedzi dostaje, po prostu da sie to
wyczuc z tresci maila lub z rozmowy. Dzis dostalam taki telefon, facet
wymyslil bajke, ale widac, ze interesuej go tylko, zeby to byl kociak, nie
pytal o nic, ani o plec, o kolor, o samego kotka, tylko czy zdrowy i czy
maly. Pytam sie go, czy chce przyjechac zobaczyc, to on powiedzial czy moze
wyslac swojego pracownika po odbior kota!! Odpowiedzialam, ze chyba zartuje,
ze ja chce rozmawiac z osoba, ktora chce adoptowac kota, wtedy odlozyl
sluchawke.
Maila jakie dostaje zwiekszaja mi cisnienie, nie moge uwierzyc jak ludzie tak
moga robic i widac im sie to oplaca, bo chca organizowac transporty i
przewozic kota z jesnej strony Stanow do drugiej, zawsze wymyslaja historie o
chorych dzieciach, o tym jak to stracili wlasnie kochanego kota i na koniec
zaslaniaja sie bogiem piszac, cos z wtylu niech Cie bog blogoslawi. Widac, ze
nie czytaja mojego ogloszenia, raz nawet dostalam list, czesc chce adoptowac
Twojego psa?! Zwykle pytaja sie tylko czy zdrowy i ile to kosztuje i ze wysla
mi czeka pewnie bez pokrycia. Raz byli nawet tak bezszczelni, ze napisali, ze
oni zorganizuja transport i lekarz zbada mojego kota w moim domu przed
zabraniem, a potem jeszcze oni mnie obciaza za to badanie.
Nie mialam jeszcze ani jednej normalnej oferty.
Zaczynam sie powaznie zastanawiac czy nie zostawic Zosi u siebie na ten
miesiac, samej z moimi kotami. Gdyby tylko Zosia zechciala sie polubic z
moimi kotami i tak na nich nie fukac i ich nie bic, to bym byla bardziej
pewna, a tak to boje sie, ze moze dojsc do bojki, do podrapan, do zadrapania
oka ktoregos z moich kotow, a mnie nie bedzie by je ratowac i leczyc. Gdy
pojawil sie maly Smoli to tak sie stalo, Kicia dostal w oko i mu ropialo,
mial goraczke, skonczylo sie na wizycie u lekarza, antybiotykach, ale bylam
ja i mu pomoglam. Taka mialam nadzieje, ze przez 2 tygodnie koty dojda do
porozumienia, ale Zosia nie chce, nadal bojowo nastawiona i nadal taka Zosia-
samosia.
Tak obserwuje te koty przez te 2 tygodnie i mam pytanie do trojkotnych ludzi,
jak to u Was jest. Ja zauwazam, ze Kicia na tym traci, bo zawsze zostaje z
boku. Dawniej mial kompana Smoli, z ktorym sie ganial i bawil, a teraz Smoli
zauroczony Zosia bardziej na nia zwraca uwage i za nia biega, a Kicia miedzy
dwoma kotami nie ma sie w koncu z kim bawic i sie nudzi i wrocilo do tego, ze
to ja musze go zabawiac. A ja mialam nadzieje, ze przy 3 kotach to juz
wzajemnego nudzenia nie bedzie. Tak mi mowial jedna kocia osoba, ze przy
trzech kotach, zawsze jeden zostaje z boku, bo we trzy sie bawic naraz nie
umieja. A jak jest u Was trojkociarzy?
Obserwuj wątek
    • gattara Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 28.11.06, 19:47
      Witaj Smoli, przed chwila przeczytalam Twoje wczorajsze posty z ktorych
      wynikalo, ze Zosia zostaje u Was. A teraz takie straszne rzeczy o ewentualnym
      oddaniu jej potworom i mordercom kotow! Napewno koty miedzy soba jakos to
      uloza, pisze to z wlasnego doswiadczenia, jako wlascicielka osmiu kotow.Nowe
      koty dochodzily do mnie w roznym czasie, bo to wszystko byly kocie
      nieszczescia, ktorymi ktos musial sie zajac, a ja niestety nie umialam przejsc
      obojetnie obok,stad taka ilosc. Ale jest im dobrze, wszystkie przychodzily jako
      dorosle, nie wszystkie sie kochaja, poczatkowo byly stressy, niektore sie wrecz
      nie lubia i sie obchodza, ale jakos sie ulozylo. Nie pozabijaly sie. Teraz, w
      polowie grudnia, do mojej osemki dojdzie na jakis czas jeszcze jedna koteczka,
      ktorej Pani idzie 14 grudnia do szpitala i nie ma wyjscia. Moglaby zostac w
      domu, ale przy przychodzeniu 2 razy dziennie na niezbyt dlugo (nie dysponuje
      zbyt duzo czasu) kocina zdziczeje. Jakos sobie poradze. Mysle, ze pobyt
      wlascicielki kotki w szpitalu bedzie trwal okolo miesiaca.
      Jesli Pani, ktora bedzie do Ciebie przychodzic naprawde lubi koty, to nie
      zrobi jej roznicy jeden kot wiecej. Naprawde, przemysl to. Pozdrawiam Cie
      serdecznie
      • misia007 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 28.11.06, 20:11
        Smoli brawo nareszcie męska decyzja.Czekałam aż dojrzejesz i sie doczekałam.Trójka
        to najlepszy układ, tak sądzę.Czy się koty dogadaja? Naprawde uważam, ze twój
        wyjazd może przyspieszyc asymilację całej trójki.One będa trochę zagubione,
        wytrącone z równowagi i będa w sobie szukąć oparcia. Tak było z Niną.Zawsze jak
        bierzemy nowego to izoluję go jakies 2 tygodnie aż wyzdrowieje i potem dopiero
        spotyka się z moimi.Z Niną bylo inaczej, bo miałam na karku ekipe remontową a
        ona chore oko i nie mogła czekac na podwórku aż mi okna wymienią.Obiecali 1
        pokój robić pózniej , zeby koty mogły tam przeczekać najgorsze ale oczywiście
        obiecanki cacanki i koty wszystkie wylądowały w łazience.Wrzuciłam im do wanny
        koc, na podłogę kuwetę i zamknęłam drzwi.Zajrzałam tam dopiero aż się troche
        uspokoiło po 8 godzinach z duszą na ramieniu.Siedziały przytulone do siebie w
        tej wannie ,wystraszone na maksa, z oczami jak spodki.Ninę od tej pory
        traktowały jak swoją.Tak też będzie z twoimi.jak wrócisz będzie czekać zgrana
        trójka.
      • smolimo Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 28.11.06, 20:27
        Gattara, zmartwilas mnie, bo piszesz, ze pani idzie do szpitala na miesiac i Ty
        sie boisz, ze kotka zdziczeje jesli bedziesz zagladac do niej tylko 2 razy
        dziennie. Ja wlasnie w poscie o mojej panice przedwyjazdowej, opisalam jak sie
        bardzo martwie, bo wyjezdzam na miesiac do Polski (mieszkam obecnie w US), mam
        dwa koty i znalazlam cudem sasiadke, ktore bedzie do nich przychodzic za darmo
        tylko raz dziennie wieczorem, wiecej nie moze. Mialam jeszcze opcje oddac moje
        koty juz za duze pieniadze do innego domu na caly miesiac (dzienna stawka ponad
        20$, to sobie mozecie policzyc ile to by bylo za 30 dni, tragedia, ale dla
        dobra kotow bralam pod uwage), ale na forum mnie wszyscy przekonali, ze koty
        beda sie lepiej czuc u siebie w domu i ze lepiej juz je zostawic w domu nawet z
        opcja przychodzenia kogos do nich tylko raz dziennie na chwile, niz oddawac je
        do obecego domu, gdzie pewnie przebywalyby wiecej przy ludziach, ale bylaby to
        dla nich calkiem obca osoba i calkiem obcy teren.
        ------------------
        Co do Zosi to ja chyba troche nieskladnie pisze, zwykle szybko pod wplywem
        emocji i z wieloma literowkami, ktore zauwazam juz po fakcie. W skrocie
        historia Zosi jest taka:
        - Sobota 11 listopad - Moj czarny kot Smolimo wyskakuje rankiem przez balkon
        (byla dziura w siatce), prawdopodobnie przypadkiem, bo jest tak bojazliwy, ze
        nie podejrzewam by planowal ucieczke. Szukam go caly dzien, wywieszam
        ogoloszenia na calym osiedlu. Znajduje go w nocy w sobote.
        - Niedziela 12 listopad- wreszcie czuje sie spokojna i szczesliwa, nacieszam
        sie widokiem obu moich kotow, a tu poznym wieczorem dzwonek do drzwi,
        przychodzi para ludzi, ktorzy mieszkaja na tym osiedlu, niby widzieli
        ogloszenie i maja na reku czarnego kotka pytaja sie czy moj, ze niby znalezli
        na stancji benzynowej i pomysleli, ze moj. Widac, ze go nie chca. Biore go wiec
        z mysla, ze w poniedzialek zadzwonei do schroniska, takiego w miare przyjaznego
        co to nie zabija i oddam kotke, bo trzech kotow miec nie moge tym bardziej, ze
        za 3 tygodnie wyjezdzam na miesiac.
        - W poniedzialek 13 listopada obdzwaniam co sie da i okazuje sie, ze sytuacja
        nie jest tak prosta jak myslalam, nikt nie chce wziac kota, wszyscy mowia, ze
        sa przepelnieni. Jedyne miejsce, ktore powiedzialo, ze nie odmawia to
        schronisko miejskie, cos w rodzaju miejskiej kontroli nad zwierzetami, ktore to
        wylapuje zwierzaki z ulicy i zwykle usypia.
        - Postanawiam zatrzymac kota, ktory okazuje sie byc koteczka i szukac mu domu.
        Dzwonie nadal gdzie moge do wszelkich grup pomocy oraz umieszczam ogloszenia na
        internecie i w prasie.
        - W miedzy czasie szczepie kotke, ktora zaczynam nazywac Zosia, odrobaczam,
        doprowadzam do dobrego stanu, co akurat nie bylo bardzo trudne, bo kotka widac,
        ze byla z ludzmi i nie byla chora, ani bardzo zabiedzona.
        - Po 2 tygodniach brak odzewu oraz jakiejkolwiek pomocy. Dzwoniac po roznych
        grupach pomocy, ktore czasem po prostu rzucaja sluchawka kiedy tylko mowie, ze
        szukam pomocy dla kota, a nie ze chce adoptowac, zostaje tylko ostrzezona,
        zebym uwazala na pseudo-adoptowaczy, czyli na tych potworow, o niecnych
        zamiarach, o ktorych pisalam powyzej, tak na wypadek, zeby inni wiedzieli czego
        mozna sie czasem spodziewac. Dowiaduje sie tez, ze Zosia jako caly czarny kot w
        zasadzie nie ma szansy na adopcje w miejscu gdzie mieszkam, bo czarne koty sa
        tutaj wyrzucane i nielubiane, lubia je tylko jacys satanisci itp. wiadomo w
        jakim celu.
        - Obecnie zostal mi tylko tydzien do wyjazdu. Czuje sie bezsilna. Wszystkie
        maila i telefony jakie dostalam sa od tych potworow, co to tylko szukaja
        kocieta na ilosc. Normalni ludzie z sercem sie nie odezwali. Raz mialam telefon
        od normalnej chyba osoby, ale jak powiedzialam, ze to czarny kot to reakcja
        byla taka- aha to dziekuje do widzenia.
        - Zaczynam serio myslec o zostawieniu Zosi u mnie w domu, no bo co ja mam z nia
        zrobic, oddac do schroniska, z mysla, ze moga ja uspic... ale zawsze sa jakies
        ale. Obawiam sie, ze Zosia zdziczeje sama w domu przez miesiac, tym bardziej,
        ze nie lubi sie z moimi kotami i jeszcze nam wszystkim nie ufa. Poza tym
        obawiam sie, ze nie wyrobie finansowo na trzy koty, bo tylko moj maz pracuje. I
        jeszcze mam zapore ze strony meza, ktory zaczyna miec alergie na koty, ktory ma
        ich juz dosc, ktory nie kocha ich tak jak ja i widze, ze toleruje je tylko ze
        wzgledu na mnie i co gorsza zaczynam miec klotnie malzenskie przez koty. Maz
        jak to facet zaczyna byc zazdrosny o koty, ze im poswiecam wiecej czasu niz
        jemu (bo to i prawda tak Wam powiem) i martwi sie, ze nie wyrobimy na te koty
        (tutaj trzeba od kazdego kota placic dodatkowo w czynszu i jeszcze wplacac
        kaucje juz niezwracalna takze za kazdego kota z osobna, koszty u weterynarza sa
        tragiczne). A ja znowu te koty kocham jak dzieci, ktorych mi chyba nie dane
        jest miec.

        Nadal podnosze pytanie do trojkotowcow, opowiedzcie jak to u Was jest z nimi. Z
        gory dziekuje!!
        • gattara Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 28.11.06, 22:02
          Przykro mi, ze Cie nastraszylam zdziczeniem Zosi, nie bylo to moim zamiarem.
          Mysle, ze tak jak pisala Misia, kiedy beda same, to jakos uloza sobie wzajemne
          stosunki. W przypadku kotki mojej znajomej (mieszka w sasiednim bloku, a ja
          jestem dosyc zagoniona)moze i lepiej byloby ja zostawic na wlasnych smieciach,
          ale nie wiem.Bylaby zupelnie sama, a kot, wbrew pozorom, jest zwierzakiem
          stadnym i towarzyskim. Nawet towarzystwo poczatkowo nielubianych kotow (jak w
          przypadku Twojej Zosi) pozwoli jej przetrzymac ten miesiac z niewielka
          obecnoscia Pani opiekunki. Mysle, ze sie jakos dotra, w mniejszym lub wiekszym
          stopniu i po powrocie zastaniesz juz towarzystwo, przynajmniej czesciowo
          zintegrowane.
          Przykre to, ze za kazdego kota trzeba placic - czy to jest duza suma?
          Serdecznosci
          • ewung Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 29.11.06, 07:33
            Najbardziej mi przykro jak czytam że Twoj mąz nie jest taki kociarz jak Ty.
            Wszystko by było inaczej gdybyście mieli podobne podejście. Ja od razu
            wiedziałam ze Karol oczywiście Rudąburą by wziął i nawet więcej kotów.
            Najgorzej jak się jeszcze alergia przyplątuje.
            Jesli chodzi o trzy koty razem to ja często miałam takie odczucie że Dyzia jest
            trochę wyobcowana. Ona ma specyficzny charakter, taka marudząca neurotyczka,
            miała akcje tępienia Łatki. Łatka za to zawsze w komitywie z moim kocim
            aniołkiem Rózią. Teraz od jakiegoś czasu jest dobrze między Dyzią a Łacią co ja
            przypisuję głaskaniu ich wymiennie. Zdarza się nawet że Dyzia liże trochę Łatke
            co było zawsze domeną Rózi.
            Myslę że jednego kota to faktycznie ciężko by było zostawić samego tylko na
            opiekę dochodzącą. Co innego dwa lub trzy. Niby róznica niewielka a jednak koty
            nie są same.Myślę że to dużo znaczy. Zawsze jest sie z kom pobawić,
            poprzytulac, pogadać a nawet potarmosić. To już nie jest kot sam w domu, coś
            się dzieje, jakieś interakcje.
            Oby Twój mąż będąc w Polsce zatęsknił do kici i poczuł że też kocha te małe
            potwory. Bardzo trzymam kciuki żeby się wszystko dobrze ułozyło.
        • kejt35 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 29.11.06, 18:22
          Smoli, najlepiej wróć do Polski, tutaj koty jednak taniej wychodząsmile))
          A tak na poważnie, to bardzo przykro czytać, że (w sprawie kotów oczywiście) nie
          masz w mężu oparcia. Faktycznie, zostałaś sama z tym problemem i bardzo mi Cię
          żal, że tak to przeżywasz i że nie masz zrozumienia w tej kwestii we własnym
          domu. Ja wprawdzie mam tylko jednego kocura, więc może nie powinnam się
          wypowiadać w wątku dla trójkotnych, ale za to moi rodzice mają trzy, a do lata
          mieli cztery.
          Wprawdzie nie wyjeżdzają na tak długo, a koty zostają pod moją opieką i staram
          sie z nimi spędzić trochę czasu, na ile mogę, bo sama mam dom, męża, dziecko i
          oczywiście kota ale widzę, że to jest moja nadopiekuńczość (np. u nich nocuję),
          bo one nie wydają się zmartwione nieobecnością rodziców - mają siebie i to
          naprawdę rekompensuje im chwilowy brak ukochanej pani i pana.
          Smoli , w tym roku w czerwcu też była taka sytuacja, że rodzice wyjeżdzali na
          dwa tygodnie, kilkanaście dni po tym, jak znalazłam małą Amelkę i zamieszkała u
          nich. I też były obawy, jak koty się dogadają, bo nie mogłam siedzieć u nich
          cały dzień i noc, czasami były same przez od rana do wieczora. I nic, nie
          zdziczały, dogadały się, nie wyglądały na smutne czy zmartwione.
          Smoli, bardzo mi przykro, że tak się marwisz, postaraj się podejść do tego
          bardziej optymistycznie, przecież nie na darmo mawia się, że kot zawsze spada na
          4 łapy. Koty dadzą sobie radę lepiej niż myślisz, zobaczyszsmile
          Uspokój się troszeczkę, przstań rozmyślać o kotach, ciesz się urlopwm i
          spotkaniem z mamąsmile
          Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymaj się!!!
    • sylseb Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 29.11.06, 08:55

      > Tak mi mowial jedna kocia osoba, ze przy
      > trzech kotach, zawsze jeden zostaje z boku, bo we trzy sie bawic naraz nie
      > umieja. A jak jest u Was trojkociarzy?

      Odzywam sie jako osoba z troj-kotem. W naszym przypadku Plamka, ktora byla z
      Gapkiem wzieta razem, zawsze byla troche z boku. I tak naprawde wziecie
      Gruszecznicy pozwolilo na odzycie Gapka, ktory zaczal ganiac sie z Grunia.
      Plama nadal jest taka dzikuska, chadzajaca swoimi drogami.

      Sylwia + ogony trzy


      --

      Pozdrawiam
      • wiesia.and.company Re: smolimo, myślę że lepiej zostawić koty 29.11.06, 16:03
        na miejscu, w domu, z panią na przychodne niż dodać kotom do stresu związanego
        z przyjściem trzeciego kota, do stresu związanego z Twoją nieobecnością jeszcze
        jeden stres związany z nowym miejscem i nową opiekunką.
        Co dom, to dom, w międzyczasie się porozumieją i nawiążą lepsze kontakty.
        Kto się z kim będzie bawił, to się zobaczy. U mnie Fryga z Filipkiem, ale teraz
        doszedł Miluś i bawią się zamiennie, z tym że Fryga nie bawi się w siłowanie z
        Milusiem. Szukanie i berek cała trójka.
        Nie martw się, dobiorą się w pary (w różnych konfiguracjach) w różnych
        rodzajach zabaw. Albo ktoś zostanie trochę na boku. Mój Miluś wymagał długiego
        czasu (2 miesiące był na górnych piętrach, parapecie i w zlewie), aby koty
        pozwoliły mu się zasymilować. Ale to już mamy za sobą.
        Nie będzie źle u Ciebie - mają siebie w zamian za Ciebie. Jeden osamotniony kot
        w domu na długo - to smutniejsza sytuacja.
        Pozdrawiam. Wiesia + 8
    • smolimo Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 29.11.06, 22:24
      Dziekuje Wam bardzo za wszystkie wypowiedzi. Ewung, Kejt na szczescie w Was
      wszystkich z forum mam wsparcie i zrozumienie, bez tego byloby mi ciezko.
      Rzeczywiscie macie racje w Polsce jest juz taniej miec zwierze, tutaj nawet sa
      ograniczenia ile mozna miec zwierzat w domu i akurat tu gdzie mieszkam mozna
      miec tylko 4!!
      Oplaty za zwierze sa rozne, w zalesnosci od osiedla, zwykle ok 300$ kaucji za
      jednego plus ok 15-20$ w czynszu co miesiac, tez za jednego.

      Dzis dostalam telefon w sprawie ogloszenia o Zosi, dziewczyna brzmiala dobrze,
      ma jutro przyjsc obejrzec Zosie. Bede za nia plakac i musze sie upewnic, ze
      oddaje ja w rzeczywiscie dobre rece.
      Bede pisac co jak i jak jak tylko bede miec okazje.
      • seniorita_24 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 30.11.06, 15:31
        Moja trójka nieżle sie miewa. Kiedy dwa sie biją to numer trzy przychodzi na
        pieszczoty lub idzie sie w spokoju pożywić. Na pewno jest weselej niż z 1 lub 2
        kotami smile
        Jak będziesz oddawać kota to nie zapomnij spisać umowy adopcyjnej z nowym
        właścicielem.
      • kejt35 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 30.11.06, 17:35
        Smoli, właśnie przeczytałam,że będziesz oddawać Zosię. Mam wielką nadzieję ,że
        ta dziewczyna to jakaś fajna, ciepła osoba, która zapewni kotce wspaniały dom.
        Życzę tego i Zosi i Tobie, bo napewno kamień Ci spadnie z serca, jak kicia trafi
        w dobre ręce.
        A propos opłat za kota, o których piszesz, to są koszmarne! Rany boskie i
        ograniczenia co ilości posiadanych zwierząt! Niektórzy kociarze z naszego forum
        nie mogliby zamieszkać w US, mają za dużo kotówsmile
        Smoli, czy możesz napisać, w jakiej części Stanów obecnie mieszkasz? Pytam ot
        tak, z czystej ciekawości, jezeli nie uznasz tego za wstrętne wścibstwo, to
        napisz coś bliżejsmile
        Pozdrawiam!!!
        • misia007 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 30.11.06, 18:11
          Na Florydzie takich ograniczeń nie ma .Ze 2 lata temu przy okazji akcji ratunkowej
          oczywiscie zwiazanej z kotem zjawił sie z ramienia canisu miły starszy pan
          własnie z Florydy z klatką pułapką.Otoz u siebie w domu miał 30 kotów, tak
          twierdził.W łapaniu kota wykazał sie duza znajomościa tematu.
          • smolimo Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 02.12.06, 15:53
            To ponizsze napisalam 30 listopada, dopiero dzis otworzyla mi sie gazeta
            wyborcza, a ja tak bardzo potrzebowalam porady. Musialam zadecydowac komu oddac
            Zosie, wczoraj wieczorem zabrala ja dziewczyna, ktora mieszka sama. A ja
            ryczalam wieczorem jak glupia za Zosia. Zosia juz nie bedzie Zosia, bo to za
            bardzo polskie i ciezkie do wymowienia imie, ona jeszcze nie reagowala, wiec
            nie ma problemu, ale dla mnie zostanie Zosia. Bede w kontakcie z ta dziewczyna,
            ona widziala, ze sie poplakalam przy jej wyjsciu, chyba byla zaskoczona, ze tak
            mozna kochac kota, mam nadzieje, ze tez ja pokocha i nigdy nie odda. Drugiej
            dziewczynie znalazlam innego kotka w okolicy do wziecia, mam nadzieje, ze
            wezmie i w ten sposob udaloby sie pomoc dwom kotom.

            "Misiu to co pisze to sa wlasnie dane z Florydy! Wiadomo, ze ludzi lamia
            prawo, ale prawo jest takie jak napisalam.

            Kurcze wczoraj caly dzien nie otwierala mi sie gazeta.pl a ja tak chcialam sie
            Was poradzic, bo w koncu trafily mi si edwie chetne osoby na Zosie. Ciesze sie
            i nie (no wiem takiej to nikt nie dogodzi)ech gdybym tylko mogla ja zatrzymac,
            ale moj maz jak tylko dowiedzial sie, ze sa chetni to naciska by ja oddac.
            W zsadzie to chyba cudu dokonalam bo znalazlam dwoch chetnych na czarnego kota
            i powiem Wam, ze zla jestem na tych wszystkich ludzi co niby pomagaja kotom, te
            grupy pomocy, schroniska, z to, ze oni skreslili Zosie i wrecz jedna taka pani,
            ktora prowadzi sama taka grupe pomocy, ktora ma w domu ponad 20 kotow do
            adopcji, gdy zobaczyla Zosie, gdy ja wzielam na szczepienie powiedziala, ten
            kot nie ma szans na adopcje, moge Ci go wziac jak juz nie masz co z nim zrobic,
            ale to tyle. Ona by pewnie nikomu Zosi nie proponowala, w domu miala pelno
            chornych kotow i Zosia by pewnie skonczyla chora i juz wole nie myslec co
            dalej. To bylo tydzien temu i wtedy postanwoilam ja zabrac i trzymac jeszcze
            tydzien i szukac dalej a jednoczesnie pracowac nad mezem.
            A teraz to mam dylemat ktorej osobie bardziej zaufac.
            Jedna byla juz u mnie, widziala Zosie, zachwycila sie. Jest mloda, dopiero co
            wyprowadzila sie od rodzicow, ma prace. Widac, ze nie ma doswiadczenia z
            kotami, ale jednoczesnie widac, ze jest bardzo podniecona checia posiadania
            kota. Obawiam sie tylko jak dlugo i czy bedzie chciala ponosic na kota koszty.
            Powiedziala, ze mozemy byc w kontakcie.
            Druga nastolatka, ktora ma w domu pelno zwierzat 3 psy, 2 koty, szczury.
            Pochodzi z Rumunii, widac, ze cala rodzina lubi zwierzeta, wszystkie pochodza
            ze schronisk. Dziewczyna mi powiedziala, ze chce zostac weterynarzem i mogla
            mowic o tych swoich zwierzetach i mowic, przeslala mi zdjecia, znam juz
            wszystkie historie. Wykarmila kilkudniowe kocie, ktore teraz ma okolo 4
            miesiace, jej drugi kot ma juz kilkanascie lat i ma w nosie malego, ktory z
            kolei sie bardzo nudzi i ona szuka mu kompana do zabawy. Czego sie boje to, ze
            Zosia nie jest takim kotkiem co do od razu zzywa sie z innymi kotami. U mnie
            mija juz 3 tydzien a Zosia nadal nie polubila sie w pelni z moimi kotami, nadal
            sie z nimi nie bawi, tylko obserwuje. Widac, ze boi sie bardziej tego
            wiekszego, wiec nie wiem jak by to bylo z 3 wielkimi psami w domu, chyba by sie
            bardzo stresowala na poczatku. Z drugiej strony widac, ze rodzina jest
            doswiadczona, ona wspominala, ze jeden jej pies mial okresy depresji i oni sie
            nawet konsultowali z behawiorysta, czyli widac, ze nie trzymaja zwierzat po to
            tylko by tak sobie trzymac. Ta nastolatka w zasadzie nie interesowala sie jak
            Zosia wyglada, tylko interesuje ja maly kociak i tyle.
            Ta druga samotna bez zwierzat byla bardzo zainteresowana sama Zosia i widac, ze
            u niej zainteresowanie byloby skupione tylko na Zosi.
            I teraz mysle, bo dzis musze im odpowiedziec i oddac Zosiesad"
    • smolimo Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 02.12.06, 16:33
      Moj biedny Smoli dzis chodzi po domu i szuka Zosi i placze tak zawodzaco, czyli
      placzemy razem... Tylko Kicia jest obojetny no i moj maz, oni sa czasem podobni
      do siebie, oboje wybredni co do jedzenia i czasem tak malo czuli.
      • kejt35 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 02.12.06, 18:55
        Smoli, ty płaczko! Juz przestań płakać, bo zrobisz powódź!
        Teraz juz za późno na rady, oddałaś Zosię i napewno dobrze podjęłaś decyzję.
        Tak że nie ma co rozpaczać. Rozumiem ,że jest Ci bardzo smutno, przywiązałaś się
        już do malutkiej i boisz się o nią.
        Ale, Smoli, musisz wierzyć że Zosi jest dobrze, jest szczęśliwa, trafiła na
        kochającą opiekunkę. Przecież w razie czego masz kontakt z tą dziewczyną,
        będziesz mogła sprawdzić, co i jak, prawda?
        Trzymaj się, uszy do góry!

    • smolimo Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 02.12.06, 21:50
      Dzieki Kejt.
      Zosia czula sie u nas juz tak dobrze, byla zrelaksowana, ustawiala moje koty,
      tak slodko rozciagala sie na cala dlugosc podczas spania, a teraz znowu sie
      zestresowala, wiem to normalne. Bardzo nie chciala wejsc do pudelka. Dzis rano
      ta dziewczyna do mnie zadzwonila, powiedziala, ze Zosia plakala jej cala noc i
      sie chowa, ale je i chodzi do pudelka. Gdy ja znalazlam to chyba poczula ulge,
      ze jest w domu, jest jedzonko, jesy cieplo, ktos ja glaska, a teraz poczula sie
      porzucona. To moja pierwsza adopcja, choc pewnie ja to zawsze bede przezywac.
      Zadzwonie do tej dziewczyny jeszcze przed moim wyjazdem i juz powiedzialam jej,
      ze odwiedza ja w styczniu gdy wroce.
      Mam nadzieje, ze ta dziewczyna okaze sie byc odpowiedzialna. Musze ja
      przypilnowac, zeby na pewno wysterylizowala Zosie, juz jej wynalazlam kliniki
      gdzie moze to zrobic taniej.
      Ja Wam tez dam troche spokoj od moich placzow i panikowania na miesiac, nie
      wiem czy uda mi sie odezwac z Polski.
      Pozdrawiam wszystkich.
      • misia007 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 03.12.06, 10:22
        Szczęsliwej podrózy Smoli, baw się dobrze.
      • kejt35 Re: O adopcji oraz pytanie do trójkotnych 03.12.06, 14:06
        Trzymaj się , Smoli, szczęśliwej podróży, nie martw się już i nie płacz!
        Odezwij się z Polski, jak bedziesz mogła, a jak nie to po powrocie pisz, co u
        Ciebie i Twoich cudnych kotków.
        POzdrawiam serdecznie!
        • wiesia.and.company Re: Smolimo, ta dziewczyna do Ciebie dzwoniła 04.12.06, 11:32
          przekazała informację o Zosi, widać więc, że podchodzi to opieki
          odpowiedzialnie. Myślę, że to dobrze wróży. Nie zadręczaj się więc, chociaż
          rozumiem pustkę po Zosi. Czas to jednak trochę ułagodzi. Trzeba dać czas
          czasowi (to jest mądre powiedzenie).
          Przyjeżdżaj do Polski spokojna (donieś nam jeszcze co słychać u Zosi) i ciesz
          się pobytem z rodziną.
          Pozdrawiam. Wiesia + 8
          • ewung Wspaniała wiadomość Smolimo! 04.12.06, 17:40
            Wierzę że znalazłaś jej dobry domek. Nie dziwię się Twoim łzom. Nerwów dużo z
            tym miałas a poza tym... ja oddając Rudąburą czułam się jakby mi kawałek serca
            wyrywano a nawet nie miałam jej w domu tylko w ogródku klika dni. Najwazniejsze
            jednak że Zosia znalazła dom. Wygląda na to że z tych wszystkich problemów coś
            dobrego się urodziło - kot znalazł, Ty poznałas kocarę lokalną i znalazłas
            opiekunkę do kitków. Teraz czas na wywczasy w domu smile zyczę Ci udanej i
            spokojnej podrózy i dużo kociej miłosci po powrocie. Głaski dla cudnych
            pyszczków i pozdrowienia dla Ciebie.
            • smolimo Zosi cd. podejrzany 05.12.06, 20:41
              Dziekuje Wam wszystkim za odpowiedzi i wsparcie. Ewunf ja sie wlasnie tak
              czulam gdy oddalawam Zosie, jakbym oddawala wraz z nia kawawel serca.
              Niestety sprawy nie potoczyly sie tak jak chcialam. Oddalam Zosie w zeszly
              piatek, dziewczyna zadzwonila w sobote rano, zapytalam jej czy bede mogla
              zadzwonic po weekendzie i potem ja odwiedzic po powrocie w styczniu, wczesniej
              niby sama oferowala, ze moga ja odwiedzic i zobaczyc gdzie Zosia ma zamiar
              mieszkac. Dzwonie do niej od wczoraj, mam tylko numer na komorke i nie odbiera.
              Dalam jej numer na moja komorke i telefon domowy dzwonilam z obu i nic,
              zostawilam wiadomosc i nic. Napisalam e-mail i nic. Dzis rano zadzwonilam z
              telefonu komorkowego mojego meza i odebrala natychmiast, czyli po prostu
              unikala moich numerow specjalnie.
              Wiedzialam, ze jest w pracy, ale pomyslalam zadzwonie i zrobie test i poprosze
              by oddzwonila po pracy. Powiedzialam, ze probowalam sie dodzwonic, ona zaczela
              cos mowic ze niby miala problem z komorka, ze teraz jest w pracy i ze oddzwoni
              pozniej i czekam, ale nic.
              Przed oddaniem Zosi mowilam, ze jest mala oplata i ze chcialabym to zalatwic
              tak, ze albo ona zdonuje te pieniadze na schronisko i mi da potwierdzenie, ale
              da mi pieniadze i ja to zrobie i dam jej potwierdzenie, ale z wrazenia przy
              oddawaniu Zosi zapomnialam sie spytac i teraz cisza, mimo ze napisalam e-mail w
              tej sprawie. I teraz mozecie sie domyslac co mi po glowie chodzi. Jutro rano
              wyjezdzam, nic juz nei moge zrobic, ja to bym byla w stanie pojechac tam dzis
              do niej, bo adres niby mam, ale maz mnie nie chce zawiezc i uwaza, ze jestem
              paranoik, bo mozei jestem. Mam podpisana umowe o adopcji, ale co sobie
              mogezrobic z tym papierkiem. Mialam do wyboru dwie osoby i obawiam sie, ze zle
              wybralam i teraz przyjdzie mi z tym zyc w takiej niepewnosci.
              Rozumiem, ze ona moze sie bac, ze ja jestem jakas nawiedzona kociara, ktora ja
              bedzie ciagle nachodzic i nie chce ze mna kontaktu, ale to nie tak, chciala,
              sie dowiedziec jaka sytuacja po paru dniach, zeby czuc sie lepiej przed
              wyjazdem a tu takie kwiatki.
              Mam nadzieje, ze chociaz ta sasiadka okaze sie taka jak myslalam.
              Ech nie dane mi sie troche uspokoic, odkac znalazlam Zosie zyje w ciaglym
              stresie o nia. Moja kochana Zosiunia co ja Ci zrobilam....
              • kejt35 Re: Zosi cd. podejrzany 05.12.06, 21:06
                O Boże, Smoli, tym razem to po prostu nie wiem, co powiedzieć, jak Cię pocieszyćsad
                Smoli, może ta dziewczyna faktycznie wzięła Cię za - jak okresliłaś- nawiedzoną
                kociarę,świrów różnych nie brakuje, może się przestraszyła, że masz zamiar ją
                nachodzić, nękać, czy coś. Oby to było to.
                Smoli, musisz troche odpocząć, nabrać dystansu, oderwać się od kotów i myślenia
                o nich, ja wiem że to jest trudne, a często niemożliwe, ale musisz spróbować.
                Naprawdę. Spojrzeć "świeżym" okiem na całą sprawę.Jesteś bardzo zaangażowana i
                bardzo zestresowana , myślę że nie jest tak źle jak Ci się wydaje. Mam wielką
                nadzieję i nadal wierzę, że Zosia trafiła na kochającą osobę, która po prostu
                się Ciebie i Twojego zaangazowania trochę przestraszyła. Smoli, spróbuj jeszcze
                raz, na spokojnie, napisać do tej dziewczyny, wyjaśnij jej wszystko bez
                nerwów.Myślę, że wszystko bedzie dobrze.
                Trzymaj się Panikaro, nie daj się czarnym myślom!!!
                P.s. A swoją droga nie moge sobie odmówić komentarza,że Twój małżonek nie
                wykazał się zrozumieniem, oj niesad Przykresad
                • smolimo Re: Zosi cd. podejrzany 05.12.06, 21:53
                  Kejt, napisalam do niej i wyjasnilam swoje intencje, ze nie zamierzam ja ciagle
                  nachodzic i gnebic listami, telefonami, ze wyjezdzam i tak chcialam sie
                  upewnic, dac znac ze jakby co to moze kota oddac mi spowrotem, bo ta druga
                  osoba jest nadal chetna. Nie odezwala sie i czuje, ze tak wyjade bez odpowiedzi.
                  A o moim mezu mozesz komentowac, mnie juz rozne mysli przychodza do glowy, ale
                  to ciezko decyzja bedzie.
                  Powiedzialam tez o tym osobie ktora ma sie zajmowac moimi kotami, ale
                  uslyszalam to co od meza ze nic sie nie da zrobic i ze bede musiala sie ztym
                  pogodzic i byc dobrej mysli, a ja mialam nadzieje, ze moze ona powie, ze tam
                  razem pojedziemy na wieczor. Tak wiec zostalam uznana za panikare i nawiedzona
                  kociare....
                  Odezwe sie jak bede mogla z Polski albo choc zerkne ci tu slychac, bo bedzie mi
                  Was brakowac, podobnie jak moich kotow.
                  Pozdrawiam
                  • kejt35 Re: Zosi cd. podejrzany 05.12.06, 22:03
                    Smoli, mam nadzieję że nie uraziłam Cię komentarzem o mężu, naprawdę
                    przepraszam, po prostu bardzo przykro mi się się zrobiło, że zostałaś znowu sama
                    z problemem.
                    Smoli, nie wiem jak Cię pocieszyć, nie wiem co mysleć dalej o tej dziewczynie,
                    dlaczego ona nawet nie odpisze? Rozumiem Cię, że obawiasz się
                    najgorszego,szczególnie w świetle tego, co poprzednio pisałaś o niektórych
                    ludziach odpowiadających na ogłoszenie.
                    Smoli, strasznie mi przykro i serce mi się ściska z żalu, ale nie tracę
                    nadzieji, że z Zosią wszystko w porządku i że ta cała sytuacja się wyjaśni.
                    Smoli, a skoro z ta dziewczyną nic nie wskórałaś po dobroci, to może ją czymś
                    postraszyć? Jest jakaś możliwość?
                    W każdym razie próbuj jeszcze.
                    Przykro, że wyjeżdzasz z takim obciązeniem.
                    Trzymaj się mocno i skrobnij coś.
                    P.s Smoli, nie jesteś nawiedzoną kociarą i panikara, po prostu nikt tam nie
                    kocha kotów tak jak Ty.
                    Pozdrawiam
                    • kejt35 Re: Zosi cd. podejrzany 05.12.06, 22:07
                      Acha, jeszcze jedno. A sama nie możesz do niej pojechać? Autobusem czy taksówką?
                      To pewnie jest bardzo daleko?
                      • smolimo Re: Zosi cd. podejrzany 27.01.07, 15:03
                        Przeczytalam co napisalam ostatnim razem w sprawie Zosi. Pisalam to wszystko
                        dopoludnia dzien przed moim wyjazdem. Mialam sie pakowac, ale gdzie tam,
                        plakalam i sie miotalam i niestety bylam bezradna i uziemiona. Ta dziewczyna,
                        ktora zabrala Zosie po moim szczerym emailu, w ktorym prosilam ja wrecz o to by
                        byla ze mna szczera, by mi oddala Zosie, jesli cos jest nie tak, odpisala w
                        koncu, ale dopiero na wieczor. Napisala, ze jej chlopak, ma alergie na Zosie i
                        ze jesli ja ja moge zabrac to tak bedzie najlepiej, a poza tym takie frazesy
                        jak to ona Zosie uwielbia itp. Zadzwonilam natychmiast do drugiej dziewczyny, o
                        ktorj tu pisalam, takiej nastolatki, ktora juz ma koty i psy i mieszka daleko
                        ode mnie. Nikt sie nie zglaszal, a tu juz godzina 20, ja wyjezdzam rano,
                        walizki nie spakowane... W koncu odebrala, powiedziala, ze ona juz umowila sie
                        gdzie inedziej i mial tam jechac zobaczyc innego kotka, opowiedzialam jej jaka
                        sytuacja i powiedziala, ze w takim razie ona wezmie Zosie, umowilam sie z nia,
                        ze ona zabierze Zosie juz bezposrednio od tamtej dziewczyny, bo ja juz nawet
                        nie mialam jak tego dokonac. Ta druga dziewczyna imieniem Flavia okazala sie
                        jednak byc prawdziwa milosniczka zwierzat, coz teraz wiem, ze zle wybralam,
                        gdybym to jej oddala Zosie na poczatku nie byloby tego wszystkiego i Zosia by
                        tyle sie nie stresowala. Gdy bylam juz w Polsce napisalam zaraz do Flavii list
                        i dostalam odpowiedz, ze Zosia jest juz u niej, ze jest sliczna, tylko, ze
                        chyba ze stresu zaczela chodzic po domu i znaczyc teren. Teraz niedawno
                        dostalam list od Flavii, ze Zosia ma sie dobrze, ze juz sie przyzwyczaila do
                        psow i kotow w jej domu i ze ma umowiony termin na sterylke, pozostaje mi
                        wierzyc i byc dobrej mysli. A i jeszcze jedno, Zosia zostala Zosia, Flavii to
                        imie sie podobalo i je zostawila. Ta nieudana pierwsza wlascicielka Zosi
                        zmienila jej imie na te pare dni. Nigdy Cie Zosiu nie zapomne! Do tej pory
                        patrze na jej ulubione miejsca w moim domu i o niej mysle. U mnie nie sikala,
                        byla taka gzreczna i czysciutka, pewnie by sie polubila po czasie z moimi
                        kotami, ale coz... Alergia mojego meza i jeszcze 3 koty to juz bylaby jeszcze
                        wieksza tragedia... Flavia mi obiecala zdjecia Zosi, moze kiedys przesle.
                        • ewa_anna2 Ja też mam Zosieńkę 27.01.07, 15:38
                          Moja pierwsza kicia też nazywa się Zosia. Urodziła się w maju. Można ją
                          obejrzeć na stronie www.zosia11.pupile.com/
                          Chwilowo jestem trójkotna i 1-piesna. W 3 kota wrobiła nas taka pani.
                          Opiekujemy się bezpańskim kotem po sterylce. Pani miała dla niej
                          domek "znaleźć" - najlepiej wywożąc na wieś i podrzucając komuś. Nie wiemy, czy
                          Pyza zostanie z nami, bo gania nasze kotki. Ale na razie zimuje u nas.
                          • smolimo Re: Ja też mam Zosieńkę 03.02.07, 00:09
                            Glaski dla Twojej Zosienki. Moja byla cala czarna. Obejrzalam Twoja, jakie ma
                            piekne niebieskie oczy. Ja swoja mialam tylko przez miesiac, ale pocieszam sie,
                            ze trafila w dobre rece i mam z ta osoba kontakt.


                            ewa_anna2 napisała:

                            > Moja pierwsza kicia też nazywa się Zosia. Urodziła się w maju. Można ją
                            > obejrzeć na stronie www.zosia11.pupile.com/
                            > Chwilowo jestem trójkotna i 1-piesna. W 3 kota wrobiła nas taka pani.
                            > Opiekujemy się bezpańskim kotem po sterylce. Pani miała dla niej
                            > domek "znaleźć" - najlepiej wywożąc na wieś i podrzucając komuś. Nie wiemy,
                            czy
                            >
                            > Pyza zostanie z nami, bo gania nasze kotki. Ale na razie zimuje u nas.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka