smolimo
28.11.06, 18:21
Jestem zalamana moimi efektami poszukiwan domu dla kota oraz wkurzona na
niektorych ludzi. Ostrzegano mnie, zebym uwazala, bo na ogloszenia, ze ktos
ma do adopcji kocieta lub kocie odpowiadaja Ci co szukaja kociat jako karmy
dla gadow lub dla psow przeznaczonych do walk, zeby sobie psy pocwiczyly
polowanie i zabijanie na malych kotkach, dla testow laboratoryjnych, oraz w
przypadku czarnych kotow dla sekt i innych dewiacyjnych grup, ktore lubia
sobie czarne koty skladac w ofierze, spuszczac im krew itp. tragiczne rzeczy.
I co, okazalo sie, ze tylko takie odpowiedzi dostaje, po prostu da sie to
wyczuc z tresci maila lub z rozmowy. Dzis dostalam taki telefon, facet
wymyslil bajke, ale widac, ze interesuej go tylko, zeby to byl kociak, nie
pytal o nic, ani o plec, o kolor, o samego kotka, tylko czy zdrowy i czy
maly. Pytam sie go, czy chce przyjechac zobaczyc, to on powiedzial czy moze
wyslac swojego pracownika po odbior kota!! Odpowiedzialam, ze chyba zartuje,
ze ja chce rozmawiac z osoba, ktora chce adoptowac kota, wtedy odlozyl
sluchawke.
Maila jakie dostaje zwiekszaja mi cisnienie, nie moge uwierzyc jak ludzie tak
moga robic i widac im sie to oplaca, bo chca organizowac transporty i
przewozic kota z jesnej strony Stanow do drugiej, zawsze wymyslaja historie o
chorych dzieciach, o tym jak to stracili wlasnie kochanego kota i na koniec
zaslaniaja sie bogiem piszac, cos z wtylu niech Cie bog blogoslawi. Widac, ze
nie czytaja mojego ogloszenia, raz nawet dostalam list, czesc chce adoptowac
Twojego psa?! Zwykle pytaja sie tylko czy zdrowy i ile to kosztuje i ze wysla
mi czeka pewnie bez pokrycia. Raz byli nawet tak bezszczelni, ze napisali, ze
oni zorganizuja transport i lekarz zbada mojego kota w moim domu przed
zabraniem, a potem jeszcze oni mnie obciaza za to badanie.
Nie mialam jeszcze ani jednej normalnej oferty.
Zaczynam sie powaznie zastanawiac czy nie zostawic Zosi u siebie na ten
miesiac, samej z moimi kotami. Gdyby tylko Zosia zechciala sie polubic z
moimi kotami i tak na nich nie fukac i ich nie bic, to bym byla bardziej
pewna, a tak to boje sie, ze moze dojsc do bojki, do podrapan, do zadrapania
oka ktoregos z moich kotow, a mnie nie bedzie by je ratowac i leczyc. Gdy
pojawil sie maly Smoli to tak sie stalo, Kicia dostal w oko i mu ropialo,
mial goraczke, skonczylo sie na wizycie u lekarza, antybiotykach, ale bylam
ja i mu pomoglam. Taka mialam nadzieje, ze przez 2 tygodnie koty dojda do
porozumienia, ale Zosia nie chce, nadal bojowo nastawiona i nadal taka Zosia-
samosia.
Tak obserwuje te koty przez te 2 tygodnie i mam pytanie do trojkotnych ludzi,
jak to u Was jest. Ja zauwazam, ze Kicia na tym traci, bo zawsze zostaje z
boku. Dawniej mial kompana Smoli, z ktorym sie ganial i bawil, a teraz Smoli
zauroczony Zosia bardziej na nia zwraca uwage i za nia biega, a Kicia miedzy
dwoma kotami nie ma sie w koncu z kim bawic i sie nudzi i wrocilo do tego, ze
to ja musze go zabawiac. A ja mialam nadzieje, ze przy 3 kotach to juz
wzajemnego nudzenia nie bedzie. Tak mi mowial jedna kocia osoba, ze przy
trzech kotach, zawsze jeden zostaje z boku, bo we trzy sie bawic naraz nie
umieja. A jak jest u Was trojkociarzy?