scrivo
01.10.08, 21:00
Norka utraciła głos=miauk. A miaukała pięknie, wielosylabowo, wielotonowo, miłośnie szczególnie do mojego młodego.
a tu dziś rano małe rzyganko, potem osowiała i chowajaca się po zakamarkach cały dzień... oglądałam, czekałam co się wydarzy... kiedy wrócił młody, którego Noras zawsze wita śpiewami po rosie, i zobaczylismy co zamiast radosnych donośnych miauków sie wydobywa z gardła, dawaj ruszylismy do weta, akcja była 3.minutowa.są czerwone łuki gardła, podniebienie, temperatura w normie ale brak głosu wymioty i apatia oraz brak apetytu i dziwne poruszanie jęzorem, mlaskania spowodowały decezję o podaniu antybiotyku. Dziś w zastrzyku, od jutra my sami rozkruszną tabletkę. wiem, czeka mnie problem, czytałam o tym na forum nie raz. Ale czy wasze futra bywały zwyczajnie przeziębione? bez kaszlu i kataru ale z taką anginowatą infekcją gardła? proszę o jakieś przykłady, i co z tego wynikło. martwię się, Norka jest po ciężkich przejściach krążeniowo oddechowych sprzed 2 lat, pewnie ktoś tam pamięta móje wątki rozpaczliwe...
No nie powiem, trzęsę się na razie jak galaretka na wspomnienie tego, cośmy wtedy przeżyli...