mantra1
07.10.05, 11:22
W ciagu ostatnich paru lat dostalam ich trzy...listy od niedoszlych
samobojcow. Nie wiem, dlaczego akurat do mnie byly kierowane, bo ani z zadna z
tych osob (no, moze poza jedna) w bliski sposob nie jestem zwiazana, ani tym
bardziej w zaden sposob nie bylam przyczyna takiej decyzji. Moze spece od
wiktymologii mieliby cos na ten temat do powiedzenia. Moze to jakies moje
cechy, o ktorych sama nie wiem sprawiaja, ze tak czesto staje sie "ofiara"
takich ludzi?
Ostatni z nich przyszedl w sobote. Tresc jego byla bardzo podobna do
poprzednich dwoch, tak jak podobna byla sytuacja, ktora sklonila nadawce do
proby podjecia takiego kroku. We wszystkich trzech przypadkach chodzilo o
kobiete, ktora odeszla, albo nie chciala przyjsc.
"Dziekuje....przepraszam...nie mam sily walczyc...do zobaczenia w lepszym ze
swiatow" - tak mniej wiecej brzmi kazdy z nich. Ten ostatni przyszedl w
sobote, od faceta, poznanego pare lat temu w necie, z ktorym laczyla mnie i
Nokate wylacznie znajomosc korespondencyjno-telefoniczna, od czasu do czasu
wysylalismy sobie jakies plyty, czy ksiazki. Nawet nigdy sie nie spotkalismy,
chociaz z innymi osobami z tamtej grupy poznal sie osobiscie i utrzymywal
blizsze kontakty. Znalazlam tego maila w skrzynce dopiero po paru godzinach,
wczesniej nie bylo mnie przy komputerze. Natychmiast zadzwonilam na komorke -
cisza. I kompletna bezradnosc, bo facet mieszka w miescie oddalonym ode mnie
ponad 200 km. Przez pol nocy obdzwanialismy netowych znajomych, zeby dotrzec
do kolegi, ktory mieszka w tym samycm miescie, co nieodszly samobojca.
Niestety, jego komorka tez byla wylaczona. W koncu, rano udalo nam sie go
zlapac. Jest inwalida, wiec musial zorganizowac sobie na cito pomoc i
transport, zeby dotrzec do niedoszlego samobojcy. W miedzyczasie podal nam
jego numer domowy i przez kolejna godzine wisialam na telefonie, probujac sie
dodzwonic. W koncu odebral...uff zyje. "Pranie mozgu" przez kolejne godziny -
ja przez telefon, kolega, ktory w koncu do niego dotarl-osobiscie. A on, ze
nie zdejmie tej petli, ktora sobie przygotowal. Niby wiem, ze juz teraz raczej
nie zrobi z niej uzytku, ale... Wieczorem, kiedy zostal juz sam, znowu
zadzwonil, tym razem nawalony jak stodola i znowu straszy, ze to zrobi. Tym
razem mial "meska rozmowe" z Nokata, ja juz wymieklam. I kolejna nieprzespana
noc, w obawie, czy alkohol nie doda mu odwagi. W poniedzialek byl juz tylko
telefon z przeprosinami. I cisza. Ale wiem, ze zyje.
Nie bedzie komentarza, bo za duzo sprzecznych uczuc we mnie sie klebi.
Moze Wy sprobujecie?