Gość: SK
IP: *.buk.sdi.tpnet.pl
24.03.03, 12:20
Jestem bogatym wpływowym businessmenem w moim mieście. Szczerze mówiąc
największym. Interesy prowadzę raczej legalne, szanuję prawo. Jest sobie
jednak zorganizowana grupa przestępcza, która zagraża mojemu interesowi, a
także mi osobiście. Facet o inicjałach S.H. który nią kieruje, posiada część
mojego rynku, ale stosuje nielegalne metody pozyskiwania go. Odstrasza moich
klientów grożąc im śmiercią, posiada podobno nielegalną broń, wiele razy
wcześniej był karany. Facet jest podejrzany o wiele świństw, za które nie
poniósł żadnych konsekwencji. Groźba z jego strony jest bardzo realna, ale on
sobie nic z tego nie robi, bo nieudolne prawo, oraz kiepscy jego egzekutorzy
dopuszczają jego działalność.
Niestety, gdy poszedłem na policję powiedzieli mi, że zareagują dopiero, gdy
facet mnie zabije.
Normalnie zgodziliby się na akcję antyterrorystyczną, są do tego wszelkie
podstawy. Niestety nie zrobią tego z prostego i jedynego powodu: TO BY MOGŁO
POPRAWIĆ MOJĄ SYTUACJĘ EKONOMICZNĄ!
I dlatego właśnie nie będą interweniować.
I dlatego muszę zginąć.
Albo podejmę akcje na własną rękę w samoobronie.
To jest nawet zgodne z prawem, gdyż ciąży nad nim list gończy sprzed 12
lat: "poszukiwany żywy lub martwy".
niestety, wielu nie przyjmuje tego do świadomości, sądząc, że to nieaktualne
i że da się faceta ucywilizować.
Ja im nie wierzę.
11 września 2001 roku tacy jak on, teoretycznie nieszkodliwi, zabili mi dwie
córki.
Dlatego MUSZĘ zastosować prewencję, wspólnie z moimi przyjaciółmi, którzy to
rozumieją.