amelllia
18.07.08, 12:52
W poświąteczny (25 marca 2008) wtorek miałam ostatnią wizytę u
swojej pani dr. Wtedy to okazało się, że szyjka macicy jest już
miękka i mam 1cm rozwarcia. Umówiłyśmy się na planowe cc na 3
kwietnia ale pani dr ostrzegła, że mogę do tego terminu nie
dotrzymać. I rzeczywiście w nocy miałam pojedyncze skurcze a o 6
rano obudziły mnie odpływające wody. M zerwał się na równe nogi jak
mu powiedziałam, że się zaczęło. Zadzwoniłam do dr i ona kazała mi
spokojnie jechać do Nowogardu. W Nowogardzie byliśmy o 8. Na izbie
przyjęć zeszła nam chwilka, dostałam koszulę do przebrania i
pojechałam z położną do sami przedoperacyjnej. Tam bardzo miła pani
kazał mi się położyć na łóżku, założyła wenflon, podłączyła
kroplóówkę i wypełniała dokumenty pytając mnie o różne dane. Potem
przyszedł ginekolog (ordynator oddziału, bardzo sympatyczny), zbadał
mnie i stwierdził, że aż mnie szkoda ciąć tak ładnie wszystko jest
przygotowane do porodu SN. (skurcze w samochodzie miałam co 7
minut). Ale poniewać chodziło o moje stawy biodrowe, nie było o czym
mówić. Gdy dr wyszedł szykować się do operacji położna założyła mi
cewnik, co trochę bolało i zostałam przewieziona na salę operacyjną.
Niestety zanim zakryli mnie parawanem spojrzałam w bok na narzędzia
i trochę się przeraziłam widząc te wielkie metalowe łyżki itp. Potem
anestezjolog kazął mi usiąść, psiknął czymś zimnym i wkuł się ze
znieczuleniem. Cały czas mówił mi co robi. Położyłam się i poczułam
jak zaczynają mi drętwieć nogi. Zakryli mnie parawanem i gdy już nie
czułam nóg zrobiło mi się bardzo słabo i poczułam, że nie mogę
oddychać ani odkaszlnąć. To był spadek ciśnienia, podano mi dożylnie
efedrynę a na twarz tlen i momentalnie wszystko wróciło do normy.
Ginekolodzy zapytali czy mogą zaczynać i poczułam takie dziwne
szarpanie za brzuch, w tym samym momencie usłyszałam krzyk Juleczka.
Słyszałam jak lekarze mówią, że miał pępowinę na szyi. Osuszyli go
ze śluzu i dostałam go do przytulenia i do pocałowania. To był
piękny moment, godzina 9 11, łzy same mi płyneły z oczu. Mój m był
za szybą razem z pediatrą i gdy ja byłam szyta słyszałam jego głos,
jak rozmawia z lekarką i byłam spokojna wiedząc, że jest przy naszym
synku. Wtedy znów na chwilę spadło mi ciśnienie. Pielęgniarki
powiedziały mi, że m robi Małemu zdjęcia i że tam wszystko ok. Po
kilku minutach przełożyli mnie na inne łóżko i wywieźli z sali
operacyjnej. Na korytarzu zobaczyłam m i od razu poczułam się
bezpieczna. On też miał łzy w oczach i powiedział, że Julinek jest
zdrowy i dostał 10 pkt.
Na sali na oddziale byłam sama 2 pozostałe łóżka były wolne. M mógł
być przy mnie i cały czas mnie trzymał za rękę i głaskał bo
strasznie mnie telepało po znieczuleniu. Takich dreszczy nie miałam
jeszcze nigdy. Ale ordynator przyszedł i mnie uspokoił, że to
normalne i że przejdzie. Po jakimśczasie pani od noworodków
przywiozła nam Juleczka i m położył go obok mnie na łóżku. Wtedy
synek od razu się uspokoi
Po 14 przywieźli kolejną dziewczynę po cięciu i wtedy mój m musiał
już iść do domu. Noc była trudna bo gdy puściło znieczulenie,
zaczęła boleć rana. Ale co 4 godziny dostawałyśmy ketonal w
kroplówce i to trochę pomagało.
POŁÓG
Następnego dnia rano trzeba było wstać z łóżka i to był
najtrudniejszy moment. Ból był naprawdę cholernie silny i siedzać
już na łóżku pomyślałam, że tego nie wytrzymam. Do łązienki szłam
pochylona, szurając nogami z pielęgniarką pod rędę. W pierwszej
dobie wstałam jeszcze 3 razy i trochępochodziłam. Potem było już
coraz lepiej z chodzeniem i wstawaniem.
Personel szpitala w Nowogardzie jest naprawdę fantastyczny, byłam w
ciężkim szoku, że w szpitalu może być taka opieka. Pielęgniarki i
położne bardzo życzliwe, często do nas zaglądały, pomagały przy
dojściu do łazienki i myciu, nosiły kosmetyki (w 1 dobie), nawet
herbatę robiły jak już mogłyśmy pić. Panie od noworodków również
wspaniałe. Zabierały dzieci gdy chciałyśmy odpocząć, same pytały czy
mają zabrać. Bez problemu przewijały gdy same nie mgłyśmy jeszcze
maluszka podnieść. Gdy się je poprosiło o pomoc nigdy nie odmówiły,
same przychodziły do sli gdy słyszały, że dziecko troszkę dłużej
płacze.
Przez 3 doby Juleczek był karmiony butelką bo nie miałam pokarmu ale
przystawiałm go żeby wywołał laktację. Potem miałam nawał mleczny
ale mleko nie płynęło i dostałam 38 gorączki. Pieęlgniarki pomagały
mi sięz tym uporać za pomocą elektrcznego laktatora i faktycznie to
pomogło. Potem karmiłam już Juleczka tylko piersią.
Jedzenie szpitalne było bardzo skromne ale ja dostawałam zamienniki
mięsa bo zgłosiłam lekarzowi, że jestem wegetarianką i oni się
starali żebym zawsze miała coś innego a nie że tylko zemniaki i
surówkę. Byłam tym naprawdę zaszokowana.
M przyjeżdzał do nas codziennie i mógł wchodzić do sali. GEneralnie
z odwiedzinami tam jest tak, że jest sala odwiedzin ale mężom
pozwalają wchodzić pod warunkiem, że współlokatorka się zgadza.
PODSUMOWUJĄC
Poród wspominam jako cudowne chwile, najpiękniejsze w życiu. Połó
również był ok, czułam się bezpiecznie i wiedziałam, że jestem
traktowana tak, jak powinna być traktowana pacjentka a nie jak zło
konieczne. Poleciłabym każdemu szpital w Nowogardzie i jeśłi kiedyś
będę rodzić drugie dziecko to na pewno tam.