Dodaj do ulubionych

Wyżalę się...b. długie

26.04.10, 18:31
Czytam Was od roku i do tej pory nie miałam potrzeby pisania.
Ostatnio coś się zmieniło i odczułam taką potrzebę.
Nakreślę sytuację bo jestem nowa i żadna z Was nie wie o co chodzi.
Jestem z rozwodnikiem,który ma dwie córki. Jesteśmy razem od ponad
dwóch lat i do tej pory wszystko(mam na myśli relacje ja i one) było
ok. Ostatnio coś się we mnie zmieniło i nie mogę patrzeć na jego
dzieci. Doprowadza mnie do szału sam ich widok, nie wspomnę o
zachowaniu. Są u nas przez pół miesiąca, resztę spędzają z exią.
Tata jest z tych co niczego nie zabraniają,każde życzenie dziewczyn
jest spełniane. Od momentu w którym pojawiłam się ja zaistniały
jakieś zasady.(sprzatanie pokoju, ograniczenia w oglądaniu tv.,
używanie noża i widelca przy obiedzie!!! itp. normalne wymogi dla
dzieci w wieku 8 i 5 lat) dla mnie to było normalne. Nie dla nich.
Jedyny obowiązek jaki miały to sprzątanie pokoju i odrabianie
lekcji.Jednak mój przyszły? monsz nie do końca respektuje te zasady
w myśl, że są takie biedne bo u mamy nie mają komputera, mama nie
pozwala non stop oglądać tv, nie mają gier tv itd,itp. Dziewczyny
doszły do wniosku że u taty jest lepiej bo tata pozwala na wszystko
i nie wymaga niczego(dodam że u mamy ścielą łóżko, sprzątają pokój,
mają kary za przewinienia)a u nas wolna wola. Więc robią co chcą, a
mój szanowny przyszły nie widzi w tym problemu. Oczywiście ma
zrywy,że czasami wymaga, ale sporadycznie. Zazwyczaj cały czas
jesteśmy podporządkowani woli dziewczyn(jemu to może odpowiada,mnie
absolutnie nie) Starałam się na początku zakumplować, póżniej były
delikatne wymagania(bez jego pomocy bo to dzieci z rozbitej rodziny
takie biedne) póżniej pełniłam rolę matki, ktora się opiekuje,
wychowuje,rozmawia,pociesza utula do snu,czyta bajki,itd. Doszliśmy
do porozumienia w wychowywaniu dziewczyn,im też to pasowało, były
zadowolone,ja trochę ustąpiłam, on zaczął być bardziej wymagającym
rodzicem. Nie było sytuacji że on czegoś zabronił a ja mówiłam że
mogą. Wspólne decyzje. Aż jakiś czas temu starsza wypaliła,że cyt.
nie odbierzesz mi mojego taty!!!! Zdębiałam. Do tej pory było
różnie, jak w każdej "normalnej" rodzince,wzloty i upadki, ale nie
sądziłam że po prawie trzech latach usłyszę taki tekst!!!!! Ręce mi
opadły i wszystko razem z nimi. Siłą woli zmieniłam zachowanie w
stosunku do nich, jest to silniejsze ode mnie. Wychodzi na to że nie
ważne jak się będę zachowywać, czy będę miła,wredna czy nijaka i tak
nie mam szans. Najgorsze że przez to popsuły się relacje między mną
a nim. On rozumie sytuację w jakiej jestem, że to nie są moje dzieci
ale zawsze ten dysonans pozostaje.
Achhh, się wyżaliłam trochę tak na oczyszczenie duszy...
Dzięki i pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • annjen Re: Wyżalę się...b. długie 27.04.10, 00:50
      nikt nie powiedział, że bycie macochą jest łatwe i przyjemne - takie tylko bywa.
      moim zdaniem dobrze sobie powiedzieć: to są tylko dzieci, one nie mają wpływu na
      decyzje rodziców, a jest im szczególnie ciężko w takim układzie, gdy mieszkają
      po połowie u obojga rodziców. mają prawo do huśtawek emocjonalnych, testowania
      rodziców itp. wy jesteście dorośli i powinniście dążyć to zapewnienia im w miarę
      stabilnej sytuacji praz spójnego systemu wychowania.
      • 333a13 Re: Wyżalę się...b. długie 27.04.10, 08:51
        Moim zdaniem nie powinnaś się wogóle przejmować takimi "wyskokami"
        dzieci. Często i rodzone dzieciaki sprawiają ból swoim rodzicom
        niewyparzoną buzią i nie musi to oznaczać braku miłości czy
        szacunku. Ja bym raczej w słowach Twoich dziewczynek widziała
        bardziej "krzyk desperacji"... Widzą i czują, że coś się zmienia,
        tato jest bardziej wymagający i może bardziej daleki od zrozumienia
        ich "potrzeb" (patrz. gry, tv itd), więc dziewczyny mogą to odczuwać
        jako odrzucenie, niekomfortową dla nich sytuację itd. Dlatego też
        nie powinnaś się zacinać w sobie i mieć pretensji do dzieci, że
        czują tak a nie inaczej. Tutaj jest duże pole do popisu dla ojca
        dziewczynek, żeby potrafił je zapewnić o tym, że je kocha i zawsze
        będzie niezależnie od okoliczności.
        Myślę, że Twoje rozżalenie może być spowodowane zbyt długim
        przebywaniem dziewczynek u Was i tym, że nie masz od nich chwili
        wytchnienia, skoro przejęłaś rolę "matki"... Wydaje mi się, że to
        nasz - macoch podstawowy błąd. Za bardzo niejednokrotnie się
        angażujemy w życie "nie naszych" dzieci... One mają już matkę i ojca
        od wychowywania. Poza tym "nasza" obecność jest w życiu dziecka
        zbędna, żeby nie powiedzieć "nienaturalna", gdyż podstawowa komórka
        społeczna składa się z 2 rodziców i ich dzieci... Dlatego też moja
        rada jest taka, wyluzuj trochę, pomagaj ojcu dzieci ale go nie
        wyręczaj. Więcej czasu poświęć dla siebie i zobaczysz, że
        gdy "odpoczniesz" trochę od dzieciaków to zmieni Ci się perspektywa
        patrzenia na nie i Wasze relacje się poprawią. 3 mam kciuki.
        • zuberkowa Re: Wyżalę się...b. długie 27.04.10, 13:00
          Ale im odpowiadały zasady, pewnie że były bunty na pokładzie, lecz z
          tego co zauważyliśmy dziewczyny stały się spokojniejsze. Chyba
          podobało im się że u taty też trzeba coś robić. Problem pojawił się
          w momencie w ktorym ja trochę odpuściłam,M zajmował się dziećmi a w
          tym czasie ja się leniłam, malowałam paznokcie, oglądałam
          tv...Pozwoliłam mu być ojcem, a niech się pobawią tylko we trójkę.
          Niestety M nie jest osobą konsekwentną i jeśli nie pilnowałam to
          wszystkie zasady szlag trafiał. Znowu się przyzwyczaiły że wszystko
          im wolno i jeśli proszę żeby pościeliły łóżko, czy nie oglądały tv
          przy obiedzie jestem kompletnie olewana.nie dopuszczam do takiej
          sytuacji wiec dziewczyny są wściekłe że obca baba każe im coś robić.
          Jestem wściekła że miesiące pracy poszły na marne przez moje
          zaniedbanie.
          • chalsia Re: Wyżalę się...b. długie 28.04.10, 00:44
            "Ostatnio coś się we mnie zmieniło i nie mogę patrzeć na jego
            dzieci. Doprowadza mnie do szału sam ich widok, nie wspomnę o
            zachowaniu."

            "Jestem wściekła że miesiące pracy poszły na marne przez moje
            zaniedbanie."

            czyli na dzieciach de facto ląduje Twoja złość na samą siebie.
            • tully.makker Re: Wyżalę się...b. długie 28.04.10, 12:19
              Dokladnie.

              Dodam jeszce, ze trudno, by dzieci mialy pozytywny stosunek do
              kogos, kto ich nie lubi, ba, komu dzialaja regularnie na nerwy.
          • 13monique_n Re: Wyżalę się...b. długie 28.04.10, 12:38
            Zacznij od swego faceta, nie od dzieci. To jemu przedstaw swoje
            oczekiwania. I od niego oczekuj realizacji. Pogadajcie, wyjaśnijcie
            sobie, czego od siebie w tym związku oczekujecie, także w przypadku
            opieki nad dziećmi i jej zakresu. A swoją wściekłość - to ja
            proponuję na rowerze, albo siłowni odreagować. Nie na dziewczynach.
            dzieci czują negatywne emocje. I wtedy nie współpracują - nawet
            własne dzieci nie współpracują, kiedy się na nie wydzierasz, albo
            masz wiecznie pretensje. A każde dziecko (w mojej dotychczasowej
            karierze matki, opiekunki dzieci w rodzinie i wśród
            przyjaciół /lubię dzieci/) jest gotowe współdziałać, kiedy
            porozmawia się z nim z pozycji "słuchaj, w domu każdy coś robi,
            każdy ma swoje zadania, na tym to polega, że się daje coś od siebie
            itd."

            Kiedyś córeczka mojego faceta była chora. Miała chyba z 5 lat, a my
            znałyśmy się z pół roku (wtedy nie mieszkałam jeszcze z jej tatą).
            Pilnowałam jej, bo tak wyszło. I O. zdybała mnie na wlewaniu pewnego
            lekarstwa do jej soku (za radą jej taty). Zmroziła mnie wzrokiem (o
            rany, czułam się jak zwykła oszustka i świnia big_grin). Postawiłam ją na
            krześle - "O. przepraszam, że nie pokazałam Ci tego lekarstwa. Ale
            tata mówił, że Ty nie zechcesz go wypić. A ważne jest, żebyś je
            wzięła, bo inaczej możesz być jeszcze vbardziej chora i wtedy będzie
            całkiem niedobrze. Martwię się o Ciebie. I tata też. Weźmiesz?" smile
            Wzięła. Popatrzyła mi głeboko w oczy i powiedziała "dobrze" smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka