bejbiko
04.05.04, 15:23
Pisałam już wcześniej, że od momentu zajścia w ciążę zepsuły się moje
stosunki z synem M. Wcześniej wszystko było super. Kino, basen, rowery...itp.
Ja i syn M byliśmy poprostu kumplami. Rozmawialiśmy o wszystkim, dzwonilismy
do siebie, mieliśmy tajemnice... a potem... ciach... wszystko się skończyło.
Najważniejsza była ciaża i stworzenie nowej rodzinki, ciasnej rodzinki,
własnej rodzinki. Syn M to odczuwał, nie miałam dla niego tyle czasu co
kiedyś i czułam... sama nie wiem, taką obojętność, czasem niechęć, czasem
zazdrość...Doszło do tego, że jak przyjeżdżał do nas to ja zabierałam swojego
syna i wychodziłam do koleżanek, na spacer...
Postanowiłam to zmienić. Dla M, dla jego syna... ostatnio zadzwoniłam do
niego i zapytałam czy chce, żeby go zabrać. Chciał. No więc pojechałam po
niego. Odwiedziliśmy jego babcię razem a potem ojca w biurze. Wieczorem
wszyscy pojechalismy do nas do domu. Oglądaliśmy filmy, szukaliśmy humoru w
internecie. Na drugi dzień wybraliśmy się na wyścigi do Modlina. Było
rodzinnie i fajnie. Od tego czasu puściliśmy do siebie kilka maili. M był w
miłym szoku.
To taki mój mały krok w przód. Mam nadzieję, że nie zrobię następnego do
tyłu.
Dziewczyny, czy między wami a dziećmi M zawsze było dobrze lub żle, czy były
momenty przełomowe, w tą lub drugą strone, czy to się zmieniało czy zostawało
już tak na długi, długi czas......