Witam znowu
Udało mi się pokłócić z M o jego podejście do alimentów.
Po raz kolejny czeka M sprawa o podwyżkę alimentów.Przygotował sobie wszystko,napisał odpowiedź etc.Problem w tym ,że on idzie tam ze spuszczoną głową czekając aż dostanie kolejną podwyżkę.Szlag mnie trafia jak widzę jego postawę.
Wniosek dostał we wrzesniu,przez ten czas trzeba było chłopakom kupić buty cieplejsze,2 gry na Mikołaja .M uważa ,że jak weźmie te rachunki do sądu ,pokazać,że on tez coś kupuje,to Sędzia i tak powie,że to dlatego ,że dostał wniosek o podwyżkę.Przecież cały rok coś kupujemy,z nieba nam nie spada.Sędzia ostatnio się czepiała,że nie interesuje ją ile wydał na dzieci,ponieważ te rzeczy są u niego ,a nie tam gdzie przebywają dzieci.
Przecież to, co chłopcy biorą ze sobą,nigdy nie wraca już do ojca.Pewnie,można kupowac po 2 komplety,jeden do mamusi ,drugi do nas,tylko kto na to zarobi?
Nie wiem jak go podbudować i jak rozmawiać,by nie podnosiło mi się ciśnienie.
Dlaczego on nie skupia się na tym,żeby mówić w sądzie o tym ,że matka nie chce iść do roboty,nie dokłada się do dzieci tylko czeka na alimenty i narzeka,że mało.
Twierdzi,że żyje z 80 zł z MOPSu. Akurat