Dodaj do ulubionych

podejście M do alimentów

02.12.11, 13:12
Witam znowu
Udało mi się pokłócić z M o jego podejście do alimentów.
Po raz kolejny czeka M sprawa o podwyżkę alimentów.Przygotował sobie wszystko,napisał odpowiedź etc.Problem w tym ,że on idzie tam ze spuszczoną głową czekając aż dostanie kolejną podwyżkę.Szlag mnie trafia jak widzę jego postawę.
Wniosek dostał we wrzesniu,przez ten czas trzeba było chłopakom kupić buty cieplejsze,2 gry na Mikołaja .M uważa ,że jak weźmie te rachunki do sądu ,pokazać,że on tez coś kupuje,to Sędzia i tak powie,że to dlatego ,że dostał wniosek o podwyżkę.Przecież cały rok coś kupujemy,z nieba nam nie spada.Sędzia ostatnio się czepiała,że nie interesuje ją ile wydał na dzieci,ponieważ te rzeczy są u niego ,a nie tam gdzie przebywają dzieci.
Przecież to, co chłopcy biorą ze sobą,nigdy nie wraca już do ojca.Pewnie,można kupowac po 2 komplety,jeden do mamusi ,drugi do nas,tylko kto na to zarobi?
Nie wiem jak go podbudować i jak rozmawiać,by nie podnosiło mi się ciśnienie.
Dlaczego on nie skupia się na tym,żeby mówić w sądzie o tym ,że matka nie chce iść do roboty,nie dokłada się do dzieci tylko czeka na alimenty i narzeka,że mało.
Twierdzi,że żyje z 80 zł z MOPSu. Akurat uncertain





Obserwuj wątek
    • altz Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 13:44
      To jest taka miękka siła. Pewno Ci się podoba, jeśli partner tak się zachowuje wobec Ciebie. Myślę, że on po prostu taki jest zawsze, pewno tak samo zachowywałby się wobec samej byłej partnerki, a tu jeszcze są chłopcy i ich potrzeby, więc jest o wiele trudniej. Nie walczy z kobietami i tyle.
      Być może trzeba by było ustanowić pełnomocnika, który będzie znał sprawę i załatwi wszystko? Powie mocniejszym głosem, jak jest naprawdę.
      • optymist75 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 15:44
        Tak,jaki M jest,to ja doskonale wiem.Wygląda i zachowuje się jak misio.I kocham go bardzo,takiego.
        Nie jest asertywny,a moje wałkowanie ,że przecież nie mogą zasądzić połowy twojej pensji,jak grochem o ścianę.Nie można ustawiać się na straconej pozycji.

        A pełnomocnika opłaciłam w ubiegłym roku przy sprawie,obniżył podwyżkę alimentów o 50 zł od chłopaka.Przez sądy z jego eks w różnych sprawach poszło dużo kasy,klasycznie nie mamy.
        Czy Wasi partnerzy też tak "optymistycznie"wkraczają na salę sądową?
    • animus_anima Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 15:41
      Mój Pańcio też uległy, ja myślę, że to przez niepotrzebne poczucie winy mają taką postawę,
      katują się wewnętrznie i chcą nadrobić wszelkie moralniaki,
      ja też zawsze sobie obiecuję, że będziemy zbierali wszelkie paragony przez cały rok, żeby w razie "w" mieć podkładkę, u nas nic się nie odbywa sądowo (narazie), w kwestii kasy dogadują się sami,

      a ile alimentów mąż płaci na chłopców?

      tu jest ciekawa lekturka na temat alimentów, polecam forum,
      forum.gazeta.pl/forum/f,571,Samodzielna_mama.html
      • optymist75 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 15:47
        800 zł alimentów,1300 zł kredyt a pensja 2000-2400 jak są nadgodziny.
        A gdzie życie? Póki co ja nas utrzymuje.
        • animus_anima Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 15:54
          niech mama biologiczna da tyle samo, to daje po 800 zł na dziecko na miesiąc, myślę, że starczyć powinno, w dobie kryzysu, myślę, że przeciętny dorosły nie wydaje tyle na siebie,
          • optymist75 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 16:06
            animus_anima napisała:

            > niech mama biologiczna da tyle samo, to daje po 800 zł na dziecko na miesiąc, m
            > yślę, że starczyć powinno, w dobie kryzysu, myślę, że przeciętny dorosły nie wy
            > daje tyle na siebie,

            Jestem tego samego zdania.Wystarczy dobra wola.Przecież dzieci mogą mieć bardzo dużo,tylko do tego trzeba być mądrym a nie chciwym i złośliwym
            Jedna strona może kupić to,druga tamto.A tak dzieci mają w kazdym domu po rowerze,laptopie itd.
            Mamuśce z tyt.magistra nie chce się pracować,lepiej wołać od konkubenta i od eksa.

            • nangaparbat3 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 21:30
              Te rowery i laptopy to z tych 400 zł na dziecko?
              Jakoś nic tu się kupy nie trzyma.
              • optymist75 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 22:10
                nangaparbat3 napisała:

                > Te rowery i laptopy to z tych 400 zł na dziecko?
                > Jakoś nic tu się kupy nie trzyma.
                Z czego eks zapłaciła? Tego nie wiem i nie wnikam.
                Natomiast wiem kto zapłacił za te które stoją u nas w domusmile
                • nangaparbat3 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 22:38
                  Swoją drogą to paranoja - laptop właśnie temu służy, żeby nie musiał być podwójny.
                  • optymist75 Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 09:33
                    Powiedz to ich matce,że paranoja.Ja nie widzę problemu by dzieci korzystały z jednego laptopa.Do tego można go przenosić z jednego domu do drugiego.
                    Niestety takie czasy ,że rodzice kupują 8latkom laptopy na komunię.
                    Zobaczymy co kupią jako prezent ślubny,auto?....smile
                    • nangaparbat3 Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 17:19
                      Na prezent ślubny? Maczugę. Przyda się.
      • optymist75 Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 15:57
        animus_anima napisała:


        >

        >
        > tu jest ciekawa lekturka na temat alimentów, polecam forum,
        > forum.gazeta.pl/forum/f,571,Samodzielna_mama.html

        Czytałam ,tak te biedne matki narzekają na tych okropnych ojców,którzy mają gdzieś swoje dzieci.Nie płacą alimentów,jak płacą to malutkie.Jakoś ciężko się doszukać samotnej matki,która powie: ok,małżeństwo mi nie wyszło,ale ojciec płaci alimenty,widuje dzieci regularnie,zabiera na wakacje.Robi co może ,żeby mieć z nimi kontakt.Do tego ta jego nowa żona nie odgrywa się na dzieciach ,traktuje z należytym szacunkiem.
        No tak pojechałam,ale pomarzyć można smile)
        • animus_anima Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 16:47
          tak, forum tamto prezentuje tą drugą stronę barykady,
          te panie są według mnie bardzo roszczeniowe
          • mamameg Re: podejście M do alimentów 05.12.11, 08:26
            Serio dziewczyny z wątków takich jak ten wydają Ci się roszczeniowe???
            forum.gazeta.pl/forum/w,571,130688212,,niealimentacja_szok.html?v=2
    • jak.z.nut Re: podejście M do alimentów 02.12.11, 17:07
      To chyba cie zdziwię...dość długo byłam samodzielną mamą, nie narzekam na alimenty ( więcej niż wspomniane tu 800 zł tyle ze na jedno dziecko), sama nieźle zarabiam, eks interesuje się synem, robi mu dodatkowe prezenty, płaci za telefon, zabiera na wakacje, weekendy. Podobnie mój partner, nie zaglądam mu do portfela, to naturalne, że mimo bardzo wysokich alimentów robi dzieciom dodatkowe prezenty, skoro wie że jego eks nie byłoby na takie stać, rozwód z kobietą nie oznacza końca opieki jak i sprawiania radości własnym dzieciom.
      Znam jednak wiele kobiet, nie będących w tak dobrej sytuacji, z zerowym kontaktem z ojcem dzieci, eksami nie płacącymi alimentów albo płacącymi takie grosze, ze wstyd się przyznawać. Nie widzę sensu uogólniania. Bo tym sposobem patrząc to wspomniane tu 800 zł na dwójkę dzieci według mnie nie zaspakaja ich podstawowych potrzeb.


      • animus_anima Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 10:42
        wyraziłam się na temat zupełnie innego forum, a ty poczułaś się wezwana do tablicy, żeby się tłumaczyć?
        niepotrzebnie,
        • jak.z.nut Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 11:22
          Nie poczułam się wezwana do tablicysmile widzisz tylko to co chcesz widzieć, dość to specyficzne i radykalnie ogranicza ci postrzeganie świata. To tylesmile i myślę, ze z taki podejściem Twoje kłopoty dopiero się zaczynają.
          Pozdrawiam
          • animus_anima Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 13:54
            Dziękuję za diagnozę na odległość,
            to jest dopiero dar widzenia,
            dowartościowałaś się z pewnością

            >widzisz tylko to co chcesz widzieć, dość
            > to specyficzne i radykalnie ogranicza ci postrzeganie świata.

            czyt. według Ciebie,

            Pozdrawiam również
    • tully.makker Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 17:09
      800pln na dwoje dzieci to nedza z bieda, nawet zakladajac, ze matka dolozy tyle samo. NO niestety, dzieci kosztuja...
      • optymist75 Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 18:02
        tully.makker napisała:

        > 800pln na dwoje dzieci to nedza z bieda, nawet zakladajac, ze matka dolozy tyle
        > samo. NO niestety, dzieci kosztuja...
        >
        Dzięki za słowa otuchy.Skoro tylko M przyjdzie z pracy przekażę mu....(zgodnie z 1szym postem)
        Skoro to taka nędza to może ja dołożę mamusi parę stów,by na pewno nie musiała podjąć pracy.

        Przeszłość i przyszłość nie istnieją ,jest tylko TERAZ
        • damajah Re: podejście M do alimentów 07.12.11, 10:00
          dla ludzi którzy mają pieniądze w większej ilości to może się wydawać bieda z nędzą. Dla mnie obecnie 400zł na dziecko + ew. drugie 400 od drugiego rodzica to naprawdę bardzo mało ale nie zgodzę się że to bieda z nędzą bo jeszcze kilka lat temu wydawałam na dziecko niewiele więcej niż te 400zł/mc (400, nie 800) a nie wydaje mi się żeby kiedykolwiek żyło nędznie. Po prostu - mieliśmy małe mieszkanie, dziecko w przedszkolu państwowym (wtedy chyba niecałe 300zł/mc o ile pamiętam) jadło wszystkie posiłki poza kolacją (więcej nie chciała i nie potrzebowała), ubranka co lepsze kupowali moi rodzice a ja głównie na allegro używane ale bardzo ładne, sprzedawałam też wszystko z czego wyrosła i tak to się kręciło. Rzeczy typu rower czy rolki - odkładanie przez jakiś czas a potem zakup, niekoniecznie nowe, wolałam używane ale markowe, bardzo tanio można na allegro kupić. Zabawki też (przykładowo kupiłam jej od jakiegoś chłopaka z ogłoszenia 3 ogromne siatki klocków lego - parę kilko dosłownie, za o ile pamiętam 120zł bo on stwierdził że wyrósł a jak przyszło do sprzedaży to stwierdził że na kasie mu tak nie zależy, niech się następny dzieciak pobawi i zgarnął wszystkie klocki jakie miał do tych siatek i dał - bo w ogłoszeniu była mowa o mniejszej ilości) Jakoś zawsze potrafiłam znaleźć okazje (do dzisiaj potrafię - kupiłam mojej młodszej śliczny kożuch na zimę, firmowe buty zimowe i spodnie ocieplane za 35 zł, jak przyszła paczka to nie mogłam uwierzyć że ktoś za tak małą kasę sprzedał tak fajne i ładne rzeczy)

          Wszystko zależy. Od możliwości, gospodarności i poziomu życia. Dziś nie narzekam na brak pieniędzy ale na dzieci wydaję dużo mniej niż bym mogła - bo nie uważam żeby kupowanie im wszystkiego było dla nich dobre i nie uważam że im więcej masz tym więcej wydajesz. Do jakiegoś poziomu oczywiście wydajesz więcej - poślesz na jakieś zajęcia fajne jak Cię stać, może kupisz droższe buty i ciuchy. Ale jakbyśmy mieli do dyspozycji z mężem 40 tys/mc to nie oznaczałoby że 5 tys idzie na dzieci. Oczywiście wydaję więcej niż 400 czy 800 bo mnie na to stać, ale jakbym nie miała to bym nie wydawała.
          • ciociacesia cud cud. i to wszystko za 100zl 07.12.11, 10:04
            bo 300 juz na przedszkole poszlo, nie?
            uwielbiam takie cuda gospodarcze.
            • damajah to nie są żadne cuda. 07.12.11, 13:26
              Nie napisałam że wydawałam 400 zł - napisałam że niewiele więcej. Dosyć dokładnie to pamiętam ponieważ od wielu lat prowadzę dosyć dokładną księgowość domową - wtedy wyliczałam również wydatki na wypadek pretensji ex - ona wtedy miała o wiele więcej kasy od nas i często uważała że jeśli m nie może się dołożyć np 1000zł do wyjazdu na obóz bądź kwoty kilkuset zł do prezentu to ze skąpstwa i braku miłości a drugie dziecko na peeeewno zasypuje kasą i prezentami. Nie wliczałam w te wydatki np. internetu bo dzieciak z internetu prawie nie korzystał a nawet jak zaczęła korzystać to nic nie zmienia bo i tak net mielibyśmy - to samo z tv. Prąd woda gaz, odstępne za mieszkanie - no cóż mieliśmy mieszkanie małe, nie sądzę byśmy bez dziecka mieszkali wiele taniej czy nie ogrzewali w zimie. Dziecko na zajęcia dodatkowe poza przedszkolem nie chodziło, w przedszkolu chodziła tylko na płatną rytmikę (jakaś niewielka opłata semestralna to była) O ile pamiętam były to w sumie kwoty miesięczne rzędu 500-600zł. Więcej po prostu nie mieliśmy więc skąd u licha mielibyśmy to brać?
              • damajah Re: to nie są żadne cuda. 07.12.11, 13:27
                500-600 na utrzymanie - nie za rytmikę smile (bo to trochę niejasno napisałam)
                • ciociacesia 500-600zl 07.12.11, 13:31
                  to jest o 25-50% wiecej niz 400zl.
                  ale wracajadc do cudu gospodarczego. skoro wiele rzeczy wam rodzina fundowala, ciuchow praktycznie nie trzeba bylo kupowac to faktycznie tanio wychodzi. ja od kogo brac nie mam
                  • damajah Re: 500-600zl 07.12.11, 13:37
                    ciociacesia - ty chyba bardzo chcesz to odczytywać po swojemu więc nie wiem czy jest sens tłumaczyć. Ciuchy od czasu do czasu kupowali moi rodzice. Na zasadzie takiej że przyjeżdżali i brali małą do sklepu i kupowali kurtkę buty czy dres w Wójciku. Albo kupili jej na urodziny radio z CD żeby na dobranoc mogła bajek słuchać. Czasem Tata mnie zabierał i na siłę mi kupował ciuchy bo nie mieliśmy czasem pieniędzy do tego stopnia że ja naprawdę chodziłam w byle czym i moi rodzice mieli z tym problem (ale nie ja, nigdy nie wymagałam, nie oczekiwałam i nie liczyłam na pomoc) Parę razy rodzice podratowali nas jakimiś pieniędzmi niewielkimi ale to wszystko było nieregularnie ponieważ my nie chcieliśmy brać (mój tata był gotowy np kupić mi samochód żebym się nie tłukła z małą autobusami ale odmówiłam kategorycznie)
                    A Tobie się wydaje że ludzie którzy jako cały dochód na rodzinę mają ze 2000 to ile np. na dwójkę dzieci wydają? 1000 na każde?
                    • damajah Re: 500-600zl 07.12.11, 13:46
                      wiesz, ja nie jestem jakąś fanką oszczędzania na wszystkim, nie gloryfikuję biedy i nie pochwalam lenistwa. Tylko nie zawsze ilość kasy jest od nas zależna. My do naszej obecnej sytuacji finansowej dochodziliśmy przez kilka ładnych lat pracą i poszerzaniem kompetencji i doświadczenia. No za cholerę się inaczej nie dało - co mieliśmy - kraść?
                      Dlatego rozumiem że może być tak że jedna strona wiecznie płacze że mało a druga dać więcej nie może bo sama nie żyje na wyższym poziomie. Jeśli do tego strona płacząca nie pracuje notorycznie (czyli nie chwilowo bo nie może pracy znaleźć/jest chora ale po prostu z zasady nie pracuje latami) to rozumiem problem takiej macochy. Oczywiście że celem powinno być dla wszystkich powiększanie dochodów i wychodzenie z trudnej sytuacji jeśli się tylko da ale po pierwsze to trwa a po drugie nie zawsze się da choćby nie wiem co.
                      I co wtedy?
                      Tylko nie pisz mi proszę że trzeba było dzieci nie robić. Mój m sobie drugie dziecko "zrobił" jak zarabiał kupę kasy, płacił porządne alimenty, kupował masę rzeczy i współfinansował co się dało. A potem upsss - kryzys, wręcz załamanie rynku IT i równia pochyła w dół. Tego nigdy nie przewidzisz. Nigdy. Ja nie wiem czy to że teraz dobrze zarabiamy nie zmieni się za miesiąc - pół roku, rok, 10 lat.
                      • ciociacesia o wiecznie płaczacym ze pracy znalesc nie moze 07.12.11, 14:03
                        to ja tez cos wiem. wsiadlam na twoje wyliczenia, bo 600 a 400 zl to jest niebo a ziemia. to jest 1,5 raza wiecej niz 400 a nie 'niewiele ponad'
                    • ciociacesia no ja wydaje tyle 07.12.11, 13:57
                      a raczej wydawalam zanim mala sie do panstwowego przedszkola diostala. i caly czas mam moralniaka ze to był bład ta zmiana przedszkola... moi rodzice bardzo chetnie by sie dolozyli ale niestety nie maja z czego i tak fajnie ze czasem im sie uda z przedszkola odebrac
                      • damajah Re: no ja wydaje tyle 07.12.11, 15:39
                        ciociacesia - imho czepiasz się. 400zł daje ojciec. Matka jeśli dołoży chociaż 200 - to starczy. Będzie może biednie ale jak rodzice niebogaci to i dzieci niebogate. Aaa, zapomniałam, mamie się pracować nie chce (bo ja rozumiem przejściowe problemy z pracą ale nie wieczne problemy - znam osoby które nie mogą znaleźć roboty latami bo nie chcą) No to niech za nią macocha pracuje - w końcu ośmieliła się związać z jej exem.

                        Co do pomocy rodziców to cieszę się bardzo że ją miałam ale prawda jest taka że dziecko bez radia, nowych firmowych ciuchów i innych prezentów też by dało radę - nie byłoby wyjścia. Aczkolwiek doceniam bardzo fakt iż mam zamożnych rodziców (tatę - mama niestety nie żyje już)
      • magdmaz Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 20:22
        "800pln na dwoje dzieci to nedza z bieda"
        Wcale się nie zgadzam. Mam dokładnie tyle alimentów na dwójkę i nie narzekam. Oczywiście nie stać mnie na zaspokajanie WSZYSTKICH zachcianek dzieci, ale to chyba bardziej z powodów wychowawczych, niż finansowych!. Fakt, że mieszkam na mazurskiej wsi, a nie w dużym mieście, więc nasze możliwości korzystania z pewnych przyjemności są mocno ograniczone. Ale do "nędzy z biedą" to nam naprawdę daleko...
        • animus_anima Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 21:11
          ja się spotykam również zawodowo z dokumentami sądowymi i nawet ostatnio miałam styczność z przypadkiem, gdzie od 2003 roku - wówczas na 11 letnie jest przysądzone 400 zł na dziecko,
      • edw-ina Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 21:27
        gdyby facet zarabiał 10 tys a płacił 800 stów na dzieci, byłoby fatalnie. Ale kiedy zarabia średnią krajową i oddaje 1/3 na dzieci, to chyba nie ma w tym jego złej woli. Nie przesadzajmy, dzieci żyją na takim poziomie, na jaki mogą pozwolić sobie rodzice.
        • optymist75 Re: podejście M do alimentów 03.12.11, 21:39
          edw-ina napisała:

          > gdyby facet zarabiał 10 tys a płacił 800 stów na dzieci, byłoby fatalnie. Ale k
          > iedy zarabia średnią krajową i oddaje 1/3 na dzieci, to chyba nie ma w tym jego
          > złej woli. Nie przesadzajmy, dzieci żyją na takim poziomie, na jaki mogą pozwo
          > lić sobie rodzice.

          Dziękuję.
          To wysokość alimentów mamy przedyskutowanąsmile
          A wracając do pytania,jak motywujecie swoich M i NM? wink
          • edw-ina Re: podejście M do alimentów 04.12.11, 10:43
            Jeśli to do mnie, to ja akurat nie motywuję zupełnie, choćby dlatego, że od niemal 10 lat jakie spędziliśmy razem, po dziś dzień nie wiem, jakiej wysokości alimenty płaci M. Zawsze wychodziłam z założenie, że do chwili, gdy nie muszę wspierać M finansowo, kiedy to nie ja płacę te alimenty lub przez nie muszę np. utrzymywać dom, to nie wnikam.

            Mogę za to powiedzieć, jak było z moimi rodzicami. Ojciec płacił bardzo niskie alimenty, które w większości szły po prostu na moje kieszonkowe, za to płacił za ekstrasy: wakacje, kursy językowe, samochód itp. Kiedy zamieszkałam sama opłacał mieszkanie. Mama płaciła za codzienne utrzymanie: jedzenie, ubrania, książki, ewentualne leki itp. Ale akurat oboje byli jak na tamte czasy stosunkowo zamożni i same alimenty nie były jakąś niezbędną do utrzymania kwotą. Zresztą nigdy nie załatwili tego sądownie, tylko ustalali między sobą w ramach mojego rozwoju i zmieniających się potrzeb.
      • malpa_w_amarantowym Re: podejście M do alimentów 07.12.11, 01:01
        tully.makker napisała:

        > 800pln na dwoje dzieci to nedza z bieda, nawet zakladajac, ze matka dolozy tyle
        > samo. NO niestety, dzieci kosztuja...

        To widać od matki zależy. Mam mniej na swoje dzieci i mają (może nie wszystko) ale edukacje, kieszonkowe, prezenty, wakacje, modne ciuchy i nie narzekają.Zapieprzam na to równo. Dzieci chłopa (dwoje) z owymi 800 alimentow chodzą obtargane, bez książek i okradają moje przy wizytach u nas. Dodam, że owych 800 na nasze wspólne chłop nie daje. Be może jestem, ale nie zamierzam utrzymywać moich, naszych i jeszcze jego. Bez jaj surprised Może mamusia do pracy ruszy skoro następne dwoje sobie zrobiła i to z kochasiem bezrobotnym.
    • rybkka24 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 09:48
      u nm-a 1000 zł na jedno to mało, dodatkowo wyprawka do szkoły, buty zimowe ciuchy w których mały chodzi tu i tam, zabawki, prezenty, zaraz się zacznie: zajęcia pozaszkolne, angielski, kolonie, wycieczki szkolne,obiektywnie patrząc 800 zł na dwoje to nie żadne szaleństwo... dzieci to "droga impreza" nie każdego na nie stać w tych czasach. z jednej strony można dzieci wychować na minimum z oszczędzanie na nich jak się da z drugiej każdy rodzic chce dać jak najwięcej i zapewnić dziecku jak najlepsze warunki.skoro matka nie może/nie chce tego zrobić spada to na drugiego rodzica czyli na ojca.za to zupełnym kosmosem jak dla mnie jest utrzymywanie mamuśki, i jak dla mnie sądy powinny monitorować na co idą alimenty na dzieci, swoją drogą ciekawe czy można złożyć wniosek o sprawdzenie tego.dla przykładu eks nm-a ostatnio zmieniła samochód a buty zimowe dla małego kupił nm bo dzieciak w starych i schodzonych latał i pewnie całą zimę by w nich przechodził bo ona przecież ma dużo wydatków...
      • rybkka24 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 09:55
        chyba jest jakaś max.kwota jaką można zabrać z wypłaty na alimenty.
        • optymist75 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 10:36
          Minimum na przeżycie to 504 zł -tak słyszałam
          Ale w sądzie mają w d... czy ojcu zostanie coś na życie czy nie.
          • rybkka24 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 12:25
            żartujesz.jesteście małżeństwem?liczą was wspólnie?
            zostawienie ojca bez środków do życia jet bezprawne..
            • aurelia-k Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 13:34
              i tak sąd liczy razem, niezależnie od tego, czy to małżeństwo, czy nie. Istotne jest wspólne gospodarstwo domowe.
              • trinity_2011 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 13:43
                > i tak sąd liczy razem, niezależnie od tego, czy to małżeństwo, czy nie. Istotne
                > jest wspólne gospodarstwo domowe.

                A to uwazam za wielka niesprawiedliwosc. Dlaczego ja mam zarabiac na dzieci nm, no i jednak sila rzeczy na exie? Wytlumaczcie to? To jest jawna niesprawiedliwosc naszych glupich sadow.

              • optymist75 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 14:49

                • aragorna71 Re: podejście M do alimentów 07.12.11, 08:50
                  a u nas bylo tak, ze jak jeszcze mala mieszkala z matka maz placil 1000 pln. oraz kupowal malej prawie wszystko do ubrania, organizowal wakacje, placil za wycieczki szkolne itp.
                  Na sprawie o podwyzke sedzia przejrzala wszystkie jego rachunki i zapytala matke jaki ma koszt utrzymania dziecka i ile ze swoich pieniedzy wydaje na dziecko.
                  Eks odpoweidziala ze nic, bo nie pracuje, wtedy sedzia powiedziala, ze czas zaczac pracowac i ojciec wydaje wystarczajaco.
                  Mial szczescie, bo z jego zarobkami mogl placic nawet 2000 tylko, ze wtedy Eks milaby wiecej dla siebie a mala dalej bylaby utrzymywana przez ojca. Teraz kiedy mala mieszka z nami alimentow oczywiscie nie placi, bo....nie pracujewink
                  Moze i u was trafi sie madra sedzia, ktora spojrzy na sprawe obiektywnie.
            • optymist75 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 14:57
              rybkka24 napisała:

              > żartujesz.jesteście małżeństwem?liczą was wspólnie?
              > zostawienie ojca bez środków do życia jet bezprawne..

              Nie w naszym kraju.Sądu nie interesował fakt ,że kredyty które M spłaca ,są tzw pentlą kredytową,która zaczęła się za czasów pierwszego małżeństwa.Pani oczywiście nie dołożyła ani grosza do spłaty.
      • trinity_2011 Re: podejście M do alimentów 06.12.11, 13:38
        > pada to na drugiego rodzica czyli na ojca.za to zupełnym kosmosem jak dla mnie
        > jest utrzymywanie mamuśki, i jak dla mnie sądy powinny monitorować na co idą al
        > imenty na dzieci, swoją drogą ciekawe czy można złożyć wniosek o sprawdzenie te
        > go.dla przykładu eks nm-a ostatnio zmieniła samochód a buty zimowe dla małego k
        > upił nm bo dzieciak w starych i schodzonych latał i pewnie całą zimę by w nich
        > przechodził bo ona przecież ma dużo wydatków...

        To prawda, że to normalne ze rodzice chca dla dziecka jak najlepiej. Moj nm placi po 2000 na kazde z dzieci, co jest bardzo duza kwota. 800 na dwojke, to BARDZO malo moim zdaniem. Podpisuje sie pod tym, ze powinien byc monitoring tego, na co ta kasa idzie, bo u nas jest tak, ze alimenty byly wyliczone dobrowolnie przez nm, takze na zajecia dodatkowe. W tym roku dzieci zadnych zajec dodatkowych nie maja (tylko jakies w szkole, bezplatne w swietlicy), za to exia zaczela sie doksztalcac... Wyjezdzac 4 razy do roku na wakacje, etc.

        W perspektywie nm ma stracenie pracy, a wiec i nie zarabiania kasy. I co wtedy? Osobiscie uwazam, ze to exia powinna oszczedzac te pieniadze na dzieci a nie wydawac na siebie. No ale...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka