Poczytałam kilka wątków, we wszystkich rzuciło mi się w oczy nasze
utyskiwanie na niesprawiedliwość sądów, nielogiczność prawa itd.
Wyobraźmy sobie, że mamy ogromny wpływ na zmianę prawa, że możemy je
udoskonalić.
Proszę Was o propozycje. Chodzi mi o sprawiedliwość, której wszyscy szukamy.
Wiem, że nierealne, ale spróbujmy wspólnie zastanowić, czy coś można
ulepszyć. Nie mam tu na myśli zmian typu „Po ustaniu małżeństwa obowiązek
alimentacyjny w całości spada na rodzica, któremu sąd wyznaczył wykonywanie
władzy rodzicielskiej”, tylko sensowne zmiany.
Moja propozycja zmiany wynikająca ze złych doświadczeń:
Możliwość dysponowania kwotą alimentów tak, by płatnik miał 100% pewności, że
idą one na potrzeby dzieci.
Jak to widzę?
1.W sądzie matka przedstawia listę potrzeb dziecka, sąd zasądza alimenty.
Zapadają decyzje, co staje się obowiązkiem finansowym ojca: np. opłata
przedszkola, dodatkowych zajęć itd. Ojciec nie może wydać mniej niż ma
zasądzone, więcej jak najbardziej – stosownie do chęci i możliwości. Jest
zobowiązany do tego, by w każdym miesiącu mógł się rozliczyć (rachunki!), że
koszta te poniósł. Następnie, jeśli strony sobie nie ufają, na rachunkach
składają podpisy – by potem nie było, że np. ojciec wykombinował sobie
rachunek za kurtkę np. 300 zł, a w rzeczywistości jej nie kupił itd.
2.Kompromis: płatnik płaci jakąś część alimentów (np. 1/3 – byłby to zastrzyk
gotówki dla matki np. na nieoczekiwane wydatki typu lekarz itd.), a pozostała
część w naturze – jak wyżej.
3.Wyjścia awaryjne: płatnik może wpłacić całą kwotę alimentów matce na konto
(a więc sposób tradycyjny), gdy np. potrzebuje ona szybko dla dziecka kasę.
Ale wówczas zobowiązania ojca (opłaty) pokrywa ze swych pieniędzy.
Zalety:
O podstawowej nie piszę, bo wiadomo o co chodzi.
Druga: ojciec lepiej się orientuje w potrzebach dziecka, ma pojęcie ile
ono „kosztuje”. Jeśli jest ojcem a nie kutafonem – sam widzi, że należałoby
się postarać, by łożyć na dziecko więcej, bo np. przekonał się, że to na
matce ciąży dużo większy obowiązek utrzymania dziecka (także finansowy!).
Druga propozycja: w konkretnych okolicznościach czasowe spełnianie obowiązku
alimentacyjnego przez ojca w części poprzez sprawowanie bezpośredniej opieki
nad dzieckiem (w sytuacji, gdy wszystko temu sprzyja – dobre relacje z
dzieckiem, miejsce zamieszkania rodziców itd.).
W jakich okolicznościach?
W sytuacji nagłego pogorszenia się stopy życiowej ojca, gdy matka finansowo
radzi sobie dobrze. Jeśli traci pracę lub drastycznie spadają mu zarobki –
więcej się opiekuje dzieckiem, w ten sposób odciąża matkę, a w zamian nie
siedzi na nim komoras, nie rośnie dług u państwa itd. Dotyczy dzieci
małoletnich no i ojców, którzy już dziś chcieliby w taki właśnie sposób
wywiązywać się ze swych zobowiązań wobec dzieci, gdy inne możliwości i szanse
mają marne.
Wiem, że wszystko trochę idealistycznie brzmi, ale możemy sobie pogdybać.
Liczę na miłą dyskusję – polemikę z poglądami a nie ludźmi. Z przyjemnością
będę bronić swoich pomysłów i w myśl mądrych wg mnie sugestii naniosę
poprawki

))
Pozdrawiam macoszki i matulki
Wasza prawlidka