bejbiko
30.06.04, 00:45
Za 10 dni jest nasz ślub. Wszyscy wiedzieli o tym już od 8 m-cy i bardzo sie
cieszyli z tego powodu. Kilka miesięcy temu syn M zapytał mnie czy moze
jechać z nami do slubu. Wytłumaczyłam mu, że niestety nie bo jedziemy my i
swiadkowie i że nawet nasz synek z nami nie pojedzie. Zrozumiał. Zapytał czy
będzie z nimi siedział. Odpowiedziałam, że usiadzie obok babci, blisko nas
(ze wzgledu na swiadków i ustawienie stołów) Nie drążył tematu. Czasem
wysyłał mi maile jak ida przygotowania do slubu, czy mam już sukienke i
jaką... No i tydzień temu wysłał maila z pytaniem o brata.... i kolejnym
zapytaniem czy może siedzieć obok mnie. Odpisałam i tłumaczę, że przykro mi
ale stoły są już ustawione, obok nas siedza świadkowie i taki jest zwyczaj.
Napisałam mu, że i tak będziemy do każdego podchodzić i pewnie każdy usiądzie
na chwilke z nami. Napisałam też, że tego dnia nie bedziemy mogli się nim
zajmować...że na weselu sa tańce i wypada z kazdym zatańczyć, że są
oczepiny...Wspomniałam, że nasz syn ma wynajetą opiekunkę i że go nie będzie.
Zaproszony jest tylko syn M z pierwszego małżeństwa. Innych dzieci nie ma. Ja
rozumiem, że będzie się sam nudził i dlatego usadzilismy go obok babci.
Napisałam to co mu tłumaczylismy. On ma 12 lat i wygladało na to, że
zrozumiał.......
................ ale nie! Zadzwonił do Taty, że ja mu nie pozwalam siedzieć
obok nas na weselu. Tata mu tłumaczy, a on w płacz. Bo on chciał nieść
obrączki, jechać z nami autem i siedzieć przy tym stole. Płacz! Wysłał Tacie
mojego maila. Chciał, żeby Tata zaprosił jego kuzynkę. M stwierdził, że nic
tam nie było złego w tym mailu. Pojechał po syna i wytłumaczył mu, że na
ślubie (on jest budowlańcem) będzie dużo alkoholu, będą tańce.. rozmowy
dorosłych.. nie będzie dzieci.... ale mi sie oberwało, że przeze mnie dziecko
płacze! Bo ja mu to powiedziałam.. napisałam. No i racja! Ja nie jestem od
wychowania i wyjaśniania takich delikatnych spraw. Chociaż raz mu to
wytłumaczyłam i nie było takiej reakcji..... a teraz płacz!
........ no i ja też w płacz... Nie chciałam zrobić dziecku
przykrości, a wyszło, że jestem wredna macochą.... bo mu zabraniam.... a z
nami jechac nie może bo jedziemy dwuosobowym kabrioletem, obrączek nie
zaniesie bo to USC, a stół to inna historia... tematy ze swiadkiem to tylko
seks i wódka... Przykro mi się zrobiło bo nasze dziecko ma na ten dzień
opiekunkę, a tez chciałam go mieć przy sobie...
Dwa dni w domu były naprawdę cieżkie.