Dodaj do ulubionych

nasz ślub i pierwsze żale...

30.06.04, 00:45
Za 10 dni jest nasz ślub. Wszyscy wiedzieli o tym już od 8 m-cy i bardzo sie
cieszyli z tego powodu. Kilka miesięcy temu syn M zapytał mnie czy moze
jechać z nami do slubu. Wytłumaczyłam mu, że niestety nie bo jedziemy my i
swiadkowie i że nawet nasz synek z nami nie pojedzie. Zrozumiał. Zapytał czy
będzie z nimi siedział. Odpowiedziałam, że usiadzie obok babci, blisko nas
(ze wzgledu na swiadków i ustawienie stołów) Nie drążył tematu. Czasem
wysyłał mi maile jak ida przygotowania do slubu, czy mam już sukienke i
jaką... No i tydzień temu wysłał maila z pytaniem o brata.... i kolejnym
zapytaniem czy może siedzieć obok mnie. Odpisałam i tłumaczę, że przykro mi
ale stoły są już ustawione, obok nas siedza świadkowie i taki jest zwyczaj.
Napisałam mu, że i tak będziemy do każdego podchodzić i pewnie każdy usiądzie
na chwilke z nami. Napisałam też, że tego dnia nie bedziemy mogli się nim
zajmować...że na weselu sa tańce i wypada z kazdym zatańczyć, że są
oczepiny...Wspomniałam, że nasz syn ma wynajetą opiekunkę i że go nie będzie.
Zaproszony jest tylko syn M z pierwszego małżeństwa. Innych dzieci nie ma. Ja
rozumiem, że będzie się sam nudził i dlatego usadzilismy go obok babci.
Napisałam to co mu tłumaczylismy. On ma 12 lat i wygladało na to, że
zrozumiał.......
................ ale nie! Zadzwonił do Taty, że ja mu nie pozwalam siedzieć
obok nas na weselu. Tata mu tłumaczy, a on w płacz. Bo on chciał nieść
obrączki, jechać z nami autem i siedzieć przy tym stole. Płacz! Wysłał Tacie
mojego maila. Chciał, żeby Tata zaprosił jego kuzynkę. M stwierdził, że nic
tam nie było złego w tym mailu. Pojechał po syna i wytłumaczył mu, że na
ślubie (on jest budowlańcem) będzie dużo alkoholu, będą tańce.. rozmowy
dorosłych.. nie będzie dzieci.... ale mi sie oberwało, że przeze mnie dziecko
płacze! Bo ja mu to powiedziałam.. napisałam. No i racja! Ja nie jestem od
wychowania i wyjaśniania takich delikatnych spraw. Chociaż raz mu to
wytłumaczyłam i nie było takiej reakcji..... a teraz płacz!
........ no i ja też w płacz... Nie chciałam zrobić dziecku
przykrości, a wyszło, że jestem wredna macochą.... bo mu zabraniam.... a z
nami jechac nie może bo jedziemy dwuosobowym kabrioletem, obrączek nie
zaniesie bo to USC, a stół to inna historia... tematy ze swiadkiem to tylko
seks i wódka... Przykro mi się zrobiło bo nasze dziecko ma na ten dzień
opiekunkę, a tez chciałam go mieć przy sobie...
Dwa dni w domu były naprawdę cieżkie.
Obserwuj wątek
    • darcia73 Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 04:58
      Na pocieszenie napiszę Ci, ze w wielu przypadkach przed ślubem i weselem jest
      nerwowa atmosfera. Wychodzą wszytkie żale, każy ma każdego pretensję. I pewnie
      związene jest to z gorączka przygotowywań, ktora niektórzy źle znoszą.
      Z drugiej strony Twoj przyszły mąz powinien w tej sytuacji stanąć po Twojej
      stronie, bo starałas się wytłumaczyć to dziecku w miarę delikatny sposob.
      Trzymaj się ciepło i nie daj się zwariować. Pomimo róznych przykrych sytuacji
      postarajcie się, aby Wasz ślub był potem miłym wspomnieniem.
    • capa_negra Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 07:18
      a z trzeciej strony...... jesli tak mu bardzo zalezy to nie lepiej go było "dla
      świętego spokoju" posadzic kolo siebie - po godzine czy dwóch i tak pewnie by
      mu sę znudzilo i zajął by sie sobą.
      Ja wiem , ze to "psuje" poniekad przebieg ceremoni, ale moja kolezanka tak
      postapiła ze swoja 6 letnia wtedy córką i nawet obyło sie bez sensacji smile
      • chalsia Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 08:43
        Całkowicie się zgadzam z Capa Negra.
        Mną to w ogóle zatrzęsło po przeczytaniu, ze "ceremonia, układ stołu" itp
        pierdoły.TFU.Bez obrazy - ale takie ceremonie są dla nas, ludzi, a nie my
        ludzie dla tych ceremonii.
        Człowiek (tutaj dziecko) chyba jest wazniejsze od tego jaki jest układ stołu,
        że tradycyjnie świadek siedzi obok. No to co z tego? Czy coś się stanie, jeśli
        świadek usiądzie jedno miejsce dalej ???

        Mam nadzieję, ze zmienicie zdanie.
        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • mkatarynka Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 14:24
          Całkowicie zgadzam się z Chalsią. Dzieci stanowią część Waszego życia i dla
          nich ten dzień też jest ważny. Więcej - też zmienia ich życie. To, że teraz już
          będziecie małżeństwem nie pozostaje obojętne wobec chociażby stanu prawnego
          waszych pociech już nie mówiąc o ich stanie psychicznym. Odsuwanie dziecka od
          siebie w taki dzień wydaje mi się co najmniej niewychowawcze. To powinno być
          Wasze wspólne święto bo stanowicie rodzinę. Dotyczy to tak Waszego wspólnego
          dziecka jak i Twojego dziecka "przyszywanego". Zupełnie nie rozumiem jak można
          tak zorganizować całą uroczystość, żeby nie było w niej miejsca dla dzieci -
          nie musieliście chyba jechać dwuosobowym kabrioletem a mogliście wziąć większy
          samochód. Zdecydowanie dzieci można posadzić przy Was (nawet jak są malutkie da
          się to zorganizować jak się tylko chce) i dla mnie wymawianie się tradycjami
          jest... hm dziwne. Jak się nie ma dzieci (a w założeniach pobierający się
          ludzie dzieci nie mają) to się siada ze świadkami ale jak dzieci są to kto jest
          ważniejszy - Wasi świadkowie, czy Wasze dzieci?
          Na samym końcu jeszcze dodam, że gdybym miała zrobić przykrość któremukolwiek z
          naszych dzieci odmową zabrania na taką uroczystość (oczywiście gdyby wyraziły
          ochotę na pójście na nią) to wolałabym w ogóle nie urządzać żadnego przyjęcia,
          słowo daję.
    • pysia-2 Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 09:25
      A ja Bejbiko rozumiem. To jest JEJ dzien. Ona bierze slub, najwazniejszy dzien
      jej zycia. Ma prawo marzyc i planowac, by wszystko wypadlo jak najlepiej. I ma
      prawo oczekiwac, ze to ONA i jej maz beda tego dnia najwazniejsi. Dziecko nie
      jest male, ma 12 lat. POWINNO zrozumiec. Moze zostalo mu to zle wytlumaczone.
      Poczul sie odtracony. A powinien pogodzic sie z tym, ze tego dnia to nie ono ma
      byc w centrum wydarzen.
      • kkokos Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 09:39
        a ja nie rozumiem. Popatrz, pysiu, jak ten 12-latek to sobie wymyślił: obrączki
        zaniesie (chłopiec na to wpadł, nie dziewczynka! na taki romantyczno-filmowy
        gest!), będzie siedział blisko. To znaczy, że chłopiec uważa się za część tej
        rodziny, jaką tworzy (już) pysia z jego ojcem. Nie chce, by to, co dla tej
        rodziny ważne, odbywało się bez niego. To wzruszające...
        Czy naprawdę branie ślubu niemal w ukryciu - bo jak nazwać ślub, na którym są
        tylko państwo młodzi i świadkowie? - to taki wielki "jej dzień" ?? Większym
        świętem w tym dniu będzie wesele, bo tłum ludzi i wódka, niż sam ślub. To
        oczywiście sprawa bejbiko i oczywiście każdy tak organizuje swój ślub, jak lubi
        (albo sytuacja pozwala, fakt), ale nie rozumiem bejbiko, jak może odtrącać tego
        chłopca.
      • chalsia Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 10:46
        Nikt nie przeczy, że bohaterami tego dnia są Bejbiko i jej M.
        Ze względów obiektywnych dziecko nie moze pojechać razem w samochodzie ani
        podać obrączek.
        Czy fakt siedzenia przy ojcu przy stole (zamiast świadka) w jakikolwiek sposób
        ujmuje "ważności" Bejbiko czy też całego dnia ???? No ludzie, przecież to w
        ogóle nie oznacza, że dziecko będzie gwiazdą dnia. Ja tam uważam, ze to Bejbiko
        jest dorosła i to ONA powinna zrozumieć a nie dwunastolatek. On całym sobą chce
        być z Wami w tak ważnej chwili, a Wy mu po prostu (egoistycznie i dla
        konwenansu) wylaliście kubeł zimnej wody na głowę. Stawiacie go NA RÓWNI ze
        wszystkimi innymi gośćmi.

        Inna sprawa, że rzeczywiście dodatkowo zaprosiłabym choć JEDNO dziecko (tę
        kuzynkę?) więcej, by młody się nie nudził, miał towarzystwo - to nawet parze
        młodej pomoże, bo go będą mieli choć trochę z głowy.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • capa_negra Re: nasz ślub i pierwsze żale... 30.06.04, 11:19
          Przed moim ślubem w kwietniu miałam podobny dylemat co do dzieci - zapraszac
          czy nie .
          Menżowi było to "wsio rawno", mój tato był zdecydowanie przeciw
          Poniewaz swoich dzieci nie mam chodziło o mojego jedynego chrześniaka, który
          bardzo chciał byc na moim slubie.
          Chrześniak jest dzieckiem brata stryjecznego i tez ma brata.
          Do tego oprócz tego brata stryjecznego mam jeszcze dwójke rodzeństwa
          stryjecznego.
          Co robic???
          Zrobiłam tak - jako jedynych z dziećmi zaprosiłam wlaśnie stryjeczne
          rodzeństwo , a mąż dziecko siostry - oni dostawali zaproszenia "państwo xx z
          rodzina" reszta tylko "państwo xx" i powiem wam, że nagle 6 chłopców na sali w
          wieku 6-12 lat nie robiło ani specjalnej róznicy, ani zamieszania, a pozwoliło
          uniknąć niepotrzebnych nikomu w takim dniu żali i pretensji.
        • aagacia BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 11:20
          bejbiko, my tez bralismy slub w USC. i nie bylo zadnego problemu z tym zeby
          Nadia podawala nam obraczki -wczesniej uprzedzilismy urzednika a on powiedzial
          cos w stylu: " a teraz ta sliczna dziewczynka, w moim imieniu poda obrączki
          Prze Młodej.." na naszym weselu też miało nie byc dzieci i 3 dziewczynki byly
          zaproszone TYLKO dlatego, żeby Nadia miała się z kim bawić.myśle, że
          zaproszenie tej kuzynki byłoby dobrym pomysłem - bo tak naprawdę Młody będzie
          się nudził na tym weselu - a tak, będzie miał towarzystwo. jeśli chodzi o
          miejsc do seidzenia - dla dziwczynek obok naszego stolu byl przygotowany
          sliczny osobny stolik. i juz nie bylo problemu smile
          powodzenia!!!
          • konkubinka Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 11:36
            ja tez troche nie rozumiem.Oczywiscie ze to dzien Bejbiko ale zachowanie
            chlopca jest naprawde niezwykle wymowne- czy nikt naokolo nie zauwazyl jak on
            to przezywa?Moze widzial to wszystko na jakims filmie i nie umie zrozumiec
            czemu nie moze stac sie bardziej zauwazony.Ja wiem , ze to nie Ameryka ale z
            drugiej strony nie mozna bylo zaplanowac tak ceremonii aby nikt nie czul sie
            urazony?Szczerze mowiac nie wyobrazam sobie slubu z M bez dzieci i to na
            honorowych miejscach.
            • konkubinka Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 11:38
              oczywiscie mam nadzieje ze jakos sie to wszystko ulozy Bejbiko , zycze ci tego
              z calego serca ale zrozum ze to jeszcze dziecko.Dzieci dojrzewaja w roznym
              czasie a on moze troszke jeszcze zyje w swiecie fantazjismile
              • pysia-2 Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 11:48
                Moze macie racje. W kazdym badz razie wasze argumenty sklonily mnie do tego, by
                jeszcze raz spojrzec na problem z innej strony. :o)
                • konkubinka Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 13:16
                  o widzisz jaka kulturalna dyskusjasmile
                  • pysia-2 Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 13:49
                    No :o)
                    Ale teraz tak sobie pomyslalam, ze kulturalna dyskusja kulturalna dyskusja a
                    emocje emocjami i i tak nadal rozumiem Bejbiko
                    • konkubinka Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 14:07
                      ja Bejbiko tez rozumiem ale rozumiem tez tego chlopca.I tak naprawde uwazam ze
                      juz na poczatku planowania slubu to tata dziecka powinien zastanowic sie jaka
                      role ma odgrywac na slubie jego syn.
                      • cz.wrona Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 30.06.04, 22:50
                        Karo nie zamartwiaj się bo jeszcze Ci fryzura nie wyjdziewink)))

                        Rzeczywiście może jeśli jest taka możliwość chłopiec może Wam podać obrączki?
                        Co do siedzenia przy Was to wiem jak się czujesz.. Dziecko moim zdaniem źle by
                        się czuło siedząc między Tatą a świadkiem- bądź co bądź to wesele- alkohol
                        jest i te sprawy... Czy syn musi być tego bezpośrednim świadkiem? Przecież to
                        nie jest impreza "wszyscy siedzimy grzecznie przy stole i wznosimy toast".
                        Młoda Para chodzi po sali, bawi się, pyta się gości jak oni się bawią...
                        Mozna to jakoś rozwiązać- może niech Mały usiądzie przy Babci a potem dosunie
                        sięmu krzesło i póki będzie miał ochotę to będzie siedział koło Taty?? Karo to
                        nie jest Twój problem tylko Twojego M ( przyszłego ;-D). Niech On porozmawia z
                        Synem, On wyjaśni..Potem po ślubie wszyscy się pogodzą a Mały może mieć do
                        Ciebie pretensje...
                        To jest Wasz dzień! Wykorzystaj go na maksa!!! Ja swój ślub i wesele wspominam
                        jako najszczęśliwszy dzień w moim życiu- życzę by i Tobie zapadł tak w
                        pamięci...
                        • bejbiko Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 01.07.04, 00:08
                          Jeśli ktoś wspomina o tradycji to podobno obok Młodych powinni siedzieć
                          rodzice... a my tą tradycję łamiemy i nasze mamy siedzą przy innych stołach...
                          nie chodzi o to, że ja nie chcę z nim siedzieć... nie, nie... ale znając
                          naszych świadkow (tematy rozmów, "gorzka wódka", gorące gesty...) i sytuację to
                          nie jest najlepsze miejsce. My pewnie tez w takim momencie będziemy sie
                          całować, przytulac, ...a co pod stołem? .. same wiecie... atmosfera
                          podgrzana... a mały siedzi naprzeciwko nas, bardzo blisko... chociaż przy innym
                          stole i niżej. On to wszystko zrozumiał, ale ja się głupio poczułam. Zawsze
                          mogłam mu coś powiedzieć, wytłumaczyć (i ten temat też tłumaczyłam) i nagle
                          taka reakcja. Szok. No i dostało mi się od przyszłego męża, chociaż potem sam
                          powtórzył mu moje słowa.
                          Pytam tylko czy ja nie powinnam rozmawiać z nim na takie tematy chociaż też
                          dotyczą mnie????? Czy od tego jest ojciec??? Czy ja mam sie usunąć?? Czy Wy
                          poważne dyskusje zostawiacie mężowi? Ja nigdy nie mówiłam: zasuń krzesło!,
                          odnieś talerz!..... nawet tyle.... a ta rozmowa nie była nakazem, więc co
                          będzie jak kiedyś powiem: sprzątnij po sobie, pościel łóżko.... też sie
                          rozpłacze?
                        • bejbiko Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 01.07.04, 00:11
                          po tym wszystkim staram się wyczuć sytuację co mi wolno, co powinnam, żeby
                          obyło sie bez łez...... nie mogę przecież stać już do końca z boku.... bo jak
                          on będzie do mnie podchodził za kilka lat jak dorośnie...

                          • mamaadama4 Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 01.07.04, 00:52
                            Co do rozmów na powazne tematy - to ja jestem powiernikiem naszego 17-latka.
                            Nie zwraca się z tym do swojego taty ani mamy. Pytania o współzycie,
                            zabezpieczenia, problemy z rodzicami dziewczyny, problemy związane z wiara i
                            kościołem (a jest uczniem liceum katolickiego) - z tym wszystkim przychodzi do
                            mnie. Namawiałam P. do rozmów z synem juz 2 lata temu, ale jakos nie mógł się
                            przemóc, no i Marek wybrał mnie na powiernika. Młodszy jednak chyba wybierze
                            sobie kogos innego, bo kontakt między nami jest zdecydowanie gorszy.
                          • pysia-2 Re: BEDZIE DOBRZE :) :) 01.07.04, 09:15
                            Zasun krzeslo, odnies talerz - tak. Powazne rozmowy - nie. Od tego jest ojciec.
                            Ja nie jestem od tego, zeby je wychowywac, co juz kilkakrotnie subtelnie dano
                            mi odczuc. Odsunelam sie i dobrze mi z tym. Nie zadreczam sie nieswoimi
                            sprawami.
    • jayin Re: nasz ślub i pierwsze żale... 01.07.04, 09:54
      Bejbiko, nie stresuj się tym.

      Po pierwsze - to do ciebie dziecko się zwróciło z pytaniem i od ciebie
      oczekwiało widocznie odpowiedzi. Odpowiedziałaś zgodnie z prawdą i bez
      inwektyw. Więc o co chodzi?
      Miałaś głaskać po głowie i zmieniać wszystkie plany ze względu na to, że
      dziecko chce tego i owego?... Innym samochodem np. jechać? Inaczej stoły
      ustawiać nagle?...uncertain

      Zastanów się. Przecież to wasz ślub.

      A młody nie jest taki mały, żeby nie zrozumieć, że to WASZE chwile. a on jest
      gościem. ważnym gościem, bo synem Pana Młodego smile ale jednak GOŚCIEM.
      i tak wyróżnionym, bo zrobiliście wyjątek w "niezapraszaniu" dzieci.

      (można się zastanowić by było nad tym, czy nie posadzić go przy stole z wami -
      ale ja też uważam, że tradycyjnie to siedzą Młodzismile i świadkowie przy jednym
      stole - a w dalszej kolejności - rodzice, rodzenstwo... dzieci...)

      pozdr. i usmiechnij siesmile
      ślub będzie piękny.

      J


      • bejbiko Re: nasz ślub i pierwsze żale... 01.07.04, 19:36
        rozmowy na temat szkolnych miłości są, na tematy wczesno - seksualne również...
        sa drobne tajemnice itd... wszystko gdzie nie usłyszy ode mnie nakazów. Z
        pytaniem o jedzenie zwraca się do taty, o ścielenie łóżka też (zawsze o tym
        decyduje ojciec, tak się przyjęło)... dziwne! No i z tematem slubu uderza do
        mnie... może wydawało mu się, że ja nie odmówie bo nigdy tego nie robie (ze
        wzgledu na ojca) Ja przekazałam mu to co ustalilismy razem i płacz. Kiedy
        ojciec to zrobił to mały się nawet nie obruszył.. a dzis przytula się do mnie,
        opowiada co w szkole. On sam wyznacza mi zatem pewne granice. Kiedy smiałam je
        przekroczyć nakazując mu coś innego niz oczekuje to on w płacz i do ojca. Dziś
        tez kierował tak rozmową żebym tylko spełniła role dobrej kolezanki. I robie
        to.... ale zastanawiam się jak będzie mnie odbierał za kilka lat.........
        • konkubinka Re: nasz ślub i pierwsze żale... 01.07.04, 21:36
          ja uwazam ze zwracanie jakiejkolwiek uwagi Malgosi to nie do mnie nalezy , poza
          tym juz kiedys pisalam ze dla mnie to stres.Wlasnie dlatego traktuje mnie jak
          przyjaciolke , powiernika bo ja jej nie wychowuje.Sugeruje ojcu , on to rozwaza
          i decyduje co zrobic dalej.Nie zamierzam wychowywac dziecka , ktore ma ojca i
          matke a poza tym mam wlasne dzieci , ktorym musze tez poswiecic czas na
          wychowanie.
          • lara27 Re: nasz ślub i pierwsze żale... 03.07.04, 16:56
            Ja cię rozumiem bejbiko, na szczęście nie miałam takiego dylematu bo syn M
            wyjechał wtedy na dłuższe długo wcześniej planowane przez jego mamę wakacje.
            Uważam jednak że To wasz ślub i uważam że dobrze postąpiliście, to całkiem
            niezłe rozwiązanie. Tym bardziej że waszego synka nie będzie wogóle na waszym
            przyjęciu i mały nie będzie się czuł odtrącony. Na ślubie to wy jesteście
            najważniejsi, kiedy mały dorośnie i będzie miał swoje wesele także będzie
            najważniejszy razem ze swoją wybranką. Nie jest to łatwa sytuacja ale dzieci
            wiele rzeczy oczekują od swoich rodziców ale czasem nie da się na wszystko
            pozwolić. Po za tym wydaje mi się że czułabyś się nie zbyt swobodnie(pocałunki,
            przytulanie, rozmowy z gośćmi przy stole) i musiałabyś się cały czas
            kontrolować żeby nie strzelić jakiejś gafy. Dlatego myślę że z dwojga złego
            jest to najrozsądniejsze rozwiązanie mały przecież w każdej chwili będzie mógł
            do was podejść, porozmawiać, powygłupiać zatańczyć z panną młodą. Będzie
            napewno świetna atmosfera pełna radości i ciepła tego ci życzę bejbiko.
            ŚCISKAM SERDECZNIE
            Lara
        • lideczka_27 Re: nasz ślub i pierwsze żale... 08.07.04, 00:05
          bejbiko napisała:

          > rozmowy na temat szkolnych miłości są, na tematy wczesno - seksualne
          również...
          >
          > sa drobne tajemnice itd... wszystko gdzie nie usłyszy ode mnie nakazów.

          bejbiko, że tak zapytam... A jak zapaskudzi Twój kibel, nie zwrócisz się z
          prośbą, by użył szczotki? Zawołasz M, by synowi zwrócił uwagę??? Odwagi, to
          także Twój dom!

          Z
          > pytaniem o jedzenie zwraca się do taty, o ścielenie łóżka też (zawsze o tym
          > decyduje ojciec, tak się przyjęło)... dziwne! No i z tematem slubu uderza do
          > mnie...

          Bo Tobą łatwiej manipulować, wie, że raczej nie odmówisz, skoro wcześniej
          bywałaś zachowawcza bojąc się go urazić odmową. A że wyczuł, iż z ojcem łatwo
          nie pójdzie, więc zagadał do Ciebie.

          może wydawało mu się, że ja nie odmówie bo nigdy tego nie robie (ze
          > wzgledu na ojca)

          Ty postępujesz wbrew sobie, mały to skrzętnie wykorzystuje. Twój błąd a jego
          spryt.

          Ja przekazałam mu to co ustalilismy razem i płacz.

          Mały szantażysta. Nie wiem tylko, dlaczego mam nieodparte wrażenie, że ojcu by
          się nie rozbeczał...

          Kiedy
          > ojciec to zrobił to mały się nawet nie obruszył..

          heh…

          a dzis przytula się do mnie,
          > opowiada co w szkole. On sam wyznacza mi zatem pewne granice. Kiedy smiałam
          je
          > przekroczyć nakazując mu coś innego niz oczekuje to on w płacz i do ojca.

          Więcej - szantażysta i manipulator. W końcu 12 lat to nie 4...

          Dziś
          > tez kierował tak rozmową żebym tylko spełniła role dobrej kolezanki.

          Jak wyżej...

          I robie
          > to.... ale zastanawiam się jak będzie mnie odbierał za kilka lat.........

          Jeszcze gorzej niż dotychczas. Nie rozwinę, bo zrobi Ci się przykro...


          Bejbiko, jak przeczytałam Twój wątek, to zaczęłam się zastanawiać jak to było u
          nas, bo... myśmy zupełnie zignorowali te wszystkie tradycje wink)) Jak
          przyszliśmy na salę, to na stole stał wazonik - domyśliłam się, że to na moją
          wiązankę, więc tam usiedliśmy smile)) A reszta gości usiadła tam gdzie chciała -
          pełen spontan. Wszyscy usiedli wg znajomości i sympatii. Zaprosiliśmy
          wszystkich najbliższych z całym przychówkiem smile Młoda była szczęśliwa, a my nie
          stanowiliśmy dla niej żadnej atrakcji - zamiast ze starymi pierdzielami, wolała
          siedzieć z kuzynostwem i robili zawody, kto szybciej wsiorbnie makaron z rosołu
          (z zatłuszczonej brody) wink)) Było głośno, jakby tłum buraków się zleciał, a nie
          Para Młoda i szacowni goście wink)) No ale Tobie taki „cygański” układ nie musi
          pasować. To przede wszystkim Wasze święto i Wasza sprawa, jakie ustalicie
          priorytety. Dla jednych towarzystwo własnego dziecka u boku jest sprawą
          oczywistą i zasadniczą. Dla innych nie. Jedni będą oceniać drugich, tylko co to
          daje i do czego prowadzi? Nasza młoda obrączek nie podawała, ale podczas ślubu
          była uczestnikiem numer jeden a na pewno bardziej wyrazistym niż pani urzędnik,
          bo tak gadała głośno, gdy babka stawiała nam Ważne Pytania (babcia nie dała
          rady jej uspokoić), że urzędniczka podnosiła ton, by młodą zagłuszyć i ratować
          sytuację. W sumie wyglądało to jeszcze komiczniej i robiłam wszystko, by nie
          wybuchnąć śmiechem. Może kto inny by się wściekł, że mała popsuła i tak
          przeraźliwie krótką ceremonię (ślub cywilny powinien być moim zdaniem nieco
          zreformowany wink ), ale myśmy mieli sam ślub i tę namiastkę wesela
          na „wariackich papierach”, na maksymalnym luzie i wyjątkowo „pro rodzinnie” wink
          co wspominam z nostalgią i rozrzewnieniem smile
          Posadź młodego przy Was i tak potem pójdzie, bo będziecie dla niego nudni.
          Załatwcie mu jakieś stosowne towarzystwo, bo inaczej będzie robił miny (jak to
          znudzony dzieciak na przyjęciu pierdusów). I weźcie na krótki czas Waszego
          chłopaka – niech się załapie na sielskie fotki przy stole, gdzie będziecie Wy,
          syn M i Wasz. A potem maluch do opiekunki, młodzieniec na salę hasać z kuzynką,
          a Ty w podstolnych uściskach małża możesz wysłuchiwać sprośnych aluzji
          świadka wink)))

          Polecam pończochy do pasa (np. Leg Avenue - boskie! wink ) – koniecznie nylony
          (nie żadna tam lajkra na silikonie wink )

          Będzie bombowo, nie daj się zwariować, uszy do góry!
          pozdrawiam ciepło
          lida
    • babaga JAK ZWYKLE INNE SPOJRZENIE - przyda Ci się!! 04.07.04, 15:36
      Niestety - bierzesz ślub nie tylko z Narzeczonym ale i z całą jego rodziną - od chwili ślubu to teź
      będzie Twoja rodzina!
      Moi znajomi brali ślub w malym USC, w małym miasteczku. Na sali było bardzo mało miejsca. Synek
      Panny Młodej miał wówczas jakieś 6 lat. Pan Młody, niewiele myśląc, chociaż były przygotowane dla
      nich dwa fotele sięgnął w stronę gości i przystawil krzesełko pomiędzy nimi. Mały siedział pomiędzy
      nimi. Do tej pory maja świetny kontakt - pasierb mówi do niego Tato, on mówi o nim "mój syn"...
      A teraz o moim ślubie - trzy miesiące temu, też w USC.
      Mój pasierb ma 11 lat. Jak wchodziliśmy na salę wzięliśmy go ze sobą i weszliśmy w trójkę. Urzędnik
      zobaczyl nas razem i dał małemu obrączki do podawania. Taki był przejęty, źe chciał nam zakładać i
      była kupa śmiechu...
      Nie rozumiem tego, co piszesz - "taki jest zwyczaj". Jaki zwyczaj?? Że dzieciak ma być dalej a obok
      świadkowie?? To zwyczaje są dla nas a nie odwrotnie! Przecież dziecko, nawet to z pierwszego
      małżeństwa to najbliższa rodzina!
      Dlaczego Wasze dziecko ma wynajętą opiekunkę? Przepraszam, nie czytam wszystkich tekstów na
      forum - jest za małe aby być na ślubie swoich rodziców??
      Nie dziwota, źe chłopak nie rozumie - ja też nie rozumiem.
      Nie wpadaj od razu w szloch, że jesteś złą macochą - nikt się nie rodzi w tej roli ale start to Ty masz
      nie najlepszy - może się jeszcze zastanów...
      pozdrawiam i powodzenia na nowej drodze
      Babaga
      • bejbiko dedykacja 04.07.04, 17:59
        nasz syn ma 10 miesięcy i po tym jak uspi go moja mama będzie przy nim
        siedziała opiekunka, a od 24 moja babcia. Jeżeli chodzi o syna M to razem z M
        ustalilismy, że miejsce przy stole zajmie obok babci i to juz nie chodzi o
        zwyczaje (bo i tak wiele z nich omijamy) ale dlatego, ze tak chcemy. On nie
        upiera sie przy swojej wersji, ze chce z nami siedziec... gdyby tak bylo
        moglibysmy o tym myslec... on to zaakceptowal i teraz ma inne problemy.. a ja
        zadzwonilam do orkiestry i poprosilam zeby drugą piosenke zadedykowali jemu od
        Panny Młodej i zamierzam z nim zatanczyc! Zeby zrobilo mu sie naprawde milo...
        Bedzie to ulubiony jego zespół Ich Troje!!
      • bejbiko do babaga 04.07.04, 18:05
        piszesz, że od slubu to bedzie moja rodzina.... syn M od dawna jest już moją
        rodziną, urodziłam mu ukochanego brata i dawno zadeklarowałam miłość M......
        ślub zmieni tylko moje nazwisko i nic wiecej. To wesele to kolejna impreza w
        gronie bliskich znajomych, zabawa do rana.... Zyjemy wspólnie, razem kupilismy
        ziemie, wybudowaliśmy dom, postaraliśmy sie o dziecko, mamy juz jedna wielka
        rodzinę i wspólne pieniądze.....urządzamy jedne świeta...Jesteśmy rodzina już
        bardzo długo!!
        • babaga Re: do babaga 04.07.04, 19:42
          Wszystko zalezy od hierarchii wartosci i od spojrzenia na pewne sprawy.
          Zrobisz jak uwazasz, masz do tego prawo, tak jak ja do swojej opinii. Moze nie ma sie co upierac przy
          roli dziecka na ceremonii, mam po prostu inne doswiadczenia, ktore chcialam Ci przekazac.
          Boje sie tylko, ze w tym wszystkim co piszesz i co planujesz (oprocz dedykacji) Twoj pasierb nie
          odegral - i nie odgrywa zadnej roli. To nie on wybudowal dom, postaral sie o dziecko i urzadzil swieta.
          Mi tez sie wydawalo, ze slub to "tylko kolejna impreza ze znajomymi" ale zapewniam Cie, ze im blizej
          do calej "imprezy" tym mniej sie tak wydaje. Bo to jednak symbol.
          Zycze Ci wspanialego slubu.
          Pozdrawiam
          Baba G

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka