Około 10 rano dostałam telefon ze szkoły, ze mam natychmiast przyjechać, bo mój „syn” pobil kolege.
Cala w nerwach urwalam się z pracy i jade. Na miejscu okazuje się, ze chlopiec siedzi w pokoju z pania pedagog ze spuszona glowa. Pani pedagog w krzyk, ale poprosiłam ja o chwile na rozmowe z dzieckiem. Maly zaczął swoja opowieść, ze pani pedagog poprosila go do swojego gabinetu i zaczela przesluchiwac tzn. zadawala pytania dlaczego nie chce widzieć się ani rozmawiać ze swoja mama, dlaczego jej nie odwiedza, dlaczego jest taki niewdzięczny . Przeciez jego mama tak go kocha, ciagle przychodzi do szkoły i pyta o niego. Ze ona taka biedna opuszczona a on ja zdradzil i wybral pieniądze. (taka jest wersja jego matki)
Od siebie dodam, ze matka porzucila chłopca i wyjechala w nieznane, ma teraz sprawę w sadzie o znęcanie się nad dziecmi, która będzie zakonczona jeszcze w marcu wyrokiem skazującym (wszystko na to wskazuje) a w szkole była raz.
Mlody tłumaczy, ze sluchajac tego wpadl na pomysl, ze musi cos zrobić, aby go wypuszczono z tego pokoju i sciagnieto mnie. Powiedzial, ze musi natychmiast do toalety i na korytarzu rzucil się na swojego najlepszego kolege i obaj się przewrócili.
Mowil to wszystko przy pani pedagog, która miała coraz glupsza mine a ja bylam coraz bardziej na nia wsciekla. Poprosilam mlodego, aby poczekal na korytarzu i porozmawiałam sobie z pania.
Po wyjściu poszliśmy do kolegi, którego spotkala taka niespodzianka i mlody go przeprosil a kolega na to, ze nic się nie stało, bo jak biegl to podobno krzyczał do niego „uważaj, bo cie przewroce”

wiec był przygotowany. Koledzy podali sobie lapki i pogodzili się.
Dodam, ze w domu nie słyszy niczego zlego o matce, wpływ „negatywny” ma na niego przyrodnia siostra, która tez nie chce widzieć się z matka.
Co waszym zdaniem powinnam zrobić?