Dodaj do ulubionych

stereotyp macochy

22.10.13, 15:55
Zastanawiam się, jaka część macoch jest tą bajkową "złą", bo ma taki charakter, osobowość, a jaka część z nas przechodzi proces od otwartego i pełnego życzliwości zaangażowania, do obojętności i coraz większego dystansu, bo okoliczności po prostu wymuszają na nas tę zmianę.

Tyle kiedyś było pozytywnych postów na forum, a teraz mam wrażenie, że coraz więcej dziewczyn jest zmęczonych tym, że nawet najlepsze starania i intencje nie pomogą, jeśli ma się głupią exię, skonfliktowanych rodziców czy zmanipulowanego we wszystkie strony pasierba.
Sama po sobie widzę, że nie chce mi się starać, jak kiedyś.
Bo nawet jak dziś młody nie chce od nas wyjeżdżać, bo tak było fajnie - to w kolejnym tygodniu nie będzie chciał tu przyjechać. A mnie jest po ludzku przykro. bo naprawdę wiele pozytywnej energii poświęciłam temu dziecku.
Bo w całym tym układzie rodziny paczłorkowej, to macocha ma najmniejsze możliwości ruchu, ale najprędzej będzie obwiniona za każde najmniejsze potknięcie.

Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: stereotyp macochy 22.10.13, 16:19
      ja jestem na tym forum od bardzo wielu lat, i generalnie mi sie wydaje, ze jest coraz pozytywniej. Kiedys bylo tu pelno prawdziwych wrednych sucz, nienawidzacych dzieci partnera / meza za sam fakt ich istnienia. Teraz widze duzo wiecej pozytywnych postaw, wiec dla mnie swiat tak czy inaqczej zmienil sie na lepsze, nawet jesli dopada nas frustracja czasami.
      • 13monique_n tully 06.05.14, 15:44
        Podpiszę się pod Twoim postem. Razem ze stażem na forum (choć, jak już w innym wątku wspomniałam - teraz wracam po przerwie) wink
        Nawet, kiedy zaczynałam przerwę (dobry rok temu, pewnie z hakiem), już było wiele sensownych wpisów współczesnych macoch. Myślę, że warto dzielić się pozytywnymi doświadczeniami i negatywnymi też. Pokazywać, że występują razem i WCALE nie oznaczają potrzeby "zeżarcia pasierbów" (hehehe, za to czasem człowiek przypomina sobie, dlaczego tygrysy pożerają swoje młode big_grin )

        A co do zniechęcenia. Któż tego nie przeżywa? Przeżywałam je jako matka swoich własnych dzieci - i tu zero ratunku, tylko konieczność znalezienia wyjścia. I przeżywam jako macocha. Tu się powołam na sposób myślenia Edwiny, dla mnie zawsze bardzo motywujący - kiedy miewałam, czy miewam dość, jako macocha, to jednak komfortem jest, że tak naprawdę to m. musi rozwiązać problem swojej jednej, czy drugiej (tu rzadziej) córki. Nie ja. Ja MOGĘ pomóc. Ale nie wyręczyć. Jeśli on ma własną wizję rozwiązania problemu, to ja mam czas na spacer, książkę, śniadanie z przyjaciółką.
        I nauczyłam się także m. to uświadamiać w kwestii problemów, jakie mieliśmy z moją córką - brał udział w tym, w czym czuł się na siłach pomóc. A była to cenna i doceniana przeze mnie pomoc wobec faktu, że ojciec moich dzieci z całości się wypisał, na własne życzenie w wyniku złamanych obietnic i rozluźnienia kontaktów.
    • polifonia1983 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 08:21
      Ja mam nie najgorzej smile Z różnych powodów mało piszę, ale chyba też dlatego, że dziewczyny tu przychodzą ze sporymi problemami i raczej żadnej nie odpiszę - a u mnie super, szkoda, że u ciebie nie.
      Ostatni rok był dla nas bardzo ciężki, co się siłą rzeczy odbiło na moich relacjach z młodą, nie z jej winy, to mi psychika siadała. Pracujemy nad tym, żeby znów było super, a i tak nie jest źle.
      Od wielu rzeczy faktycznie się odcięłam, mniej się miotam i staram się przejmować tylko tym na co mam jakikolwiek wpływ, dzięki temu jeszcze nie oszalałam i nie zagryzłam się z nadmiaru problemów.
      Chyba więc nadal, po tych kilku latach, się wpisuję w "otwarte i pełne życzliwości zaangażowanie", lubię swoją pasierbicę, kocham ją, cieszę się jak przyjeżdża i jestem z niej dumna, martwią mnie jej problemy i przykro mi, że nie mogę ich rozwiązać. Czasami nosi mnie i brak mi cierpliwości do niej, ale raczej dlatego, że nałożyło się zbyt wiele spraw i problemów, z którymi muszę sobie poradzić, w sumie, to mój problem i M-a, a nie jej.
      Mam najmniejsze możliwości ruchu, ale jeśli dostaję "ochrzan", to za wybuchowość i brak cierpca, rzadko i poniekąd słusznie, nikt mnie nie obwinia za całe zło świata i nie wymaga ode mnie rozwiązywania problemów, których od lat nikt nie potrafi rozwiązać.
    • rybkka24 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 08:37
      Witam.nie wiem do jakiej kategorii siebie zaliczyć.
      prawie od początku starałam się zbyt nie angażować, trzymać dystans zachować jakąś dozę obojętności.
      Kilka razy traciłam granicę i wchodziłam w tzw. matkowanie ,ale szybko spadałam na ziemię.
      Dlatego tak zawsze jestem za dystansem i zajęciem się sobą, swoim życiem, swoim związkiem a nie dzieckiem które rodziców już ma.
      a jakich rodziców?, nie mnie to oceniać.
    • mw144 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 10:45
      Ja mam to szczęście, że młoda ma intrygi i poczynania swej matki głęboko w doopie, a z wiekiem im bardziej eksia stara się ją od nas odciągnąć, tym młoda ma z tego większy ubaw. Tak więc mogę bez problemów być tą dobrą.
    • larysa-1 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 11:41
      Długo pisałam swoje wypociny i wszystko mi wcięło, bo sesja wygasła, więc nie mam już ochoty pisać po raz drugi.

      W skrócie - ja zdecydowanie wybieram opcję nr 2, "zła" przez okoliczności. Ale w sumie to ja siebie za złą macochę nie uważam i nie uważa tak również mój nm. U mnie objawia się to zobojętnieniem na pasierbicę, co oczywiście jest uważane za postawę właśnie złą.

      A odwracając twoje pytanie, ilu ojczymów, bo u mnie zachodzi również taki przypadek jest postrzeganych jako tych złych. Mój nm robi mniej dla mojej córki niż ja dla jego córki, ale ja jestem ta zła a on oczywiście ten dobry wink
    • rybkka24 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 12:12
      Mnie do tej pory odbija się czkawką parę lat bez ŻADNEGO czasu wolnego bez dziecka i wieczne szarpanie chociaż o jeden dzień we dwoje.i mam ochotę być teraz ta zła i mieć wszystko w d..
      • larysa-1 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 12:38
        No co ty Rybkka a co ja mam powiedzieć? 24h/dobę? Pomyśl że zawsze może być gorzej. Mogłyśmy brać takich bez dzieci i bez zobowiązań, byłyby inne problemy co nie znaczy że mniejsze. Nie ma co, tak sobie wybrałyśmy, jeszcze tylko małe 10 lat i będziemy mogły szaleć bez dzieci smile
      • polifonia1983 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 12:51
        Rybko, ale tu to chyba żale do faceta, a nie do dziecka. Czy paczłork czy wszystkie dziatki wspólne, należy dbać o związek, wychodzić i wyjeżdżać bez dzieciaków, jak jedno tego nie rozumie, to prędzej czy później związek się posypie lub wejdzie w klasyczny, ohydny układ "jesteśmy z sobą dla dobra dzieci".
        • belzebubel Re: stereotyp macochy 23.10.13, 16:53
          czasy bardzo się zmieniają...
          Chyba bajki wyrządziły sporo zła, utrwalając fałszywe stereotypy...Kolejna żona zawsze jest zła.... Kiedy po raz kolejny wyciągam brudne majtki i skarpety spod łóżka i sprzątam rozwalone ubrania, bo królewna nie wie, którą bluzkę włożyć i przebiera się 10 razy... to zastanawiam się, skąd u licha wzięło się przekonanie, że pasierbiątka to te biedne owieczki a macochy to te złe... z drugiej strony, kiedy mój mały płacze uderzony przez siostrę, budzą się we mnie "negatywne emocje"
          Myślę, że to jest niepoznany jeszcze grunt, trochę za dużo teorii, która nijak się ma do codzienności.
          • liz-beauty Re: stereotyp macochy 23.10.13, 17:58
            No tak, ale to nie tylko pasierbice/pasierbowie balagania. Nasze rodzone dzieciatka tez, nieprawdaz? Rodzenstwa sie tluka, niewazne, przyrodnie czy rodzone. Nie pamietam w jakim wieku sa dzieci, o ktorych pisze Belzebubel, bo co innego, gdy czterolatek bije trzylatka, co innego, gdy dziesieciolatek.
            Ale nie moge sie nie zgodzic, ze od kobiet wymaga sie wiecej - maja zastapic mame, pokochac jak swoje itp. A facet - wystarczy, ze cudzych dzieci nie bije i juz jest w oczach wielu ludzi fantastycznym ojczymem.
          • tully.makker Re: stereotyp macochy 24.10.13, 09:21
            Kiedy po raz kolejny wyciągam brudne majtki i skarpety spo
            > d łóżka i sprzątam rozwalone ubrania, bo królewna nie wie, którą bluzkę włożyć
            > i przebiera się 10 razy...

            No chyba masz cos z glowa. Powaznie.
            Ja wlasnie wczoraj mialam sesje z 2-latkiem podczas ktorej uswiadomilam mu jsno, ze jak nie podniesie kurtki, to bedzie siedzial w domu i nie pojdzie "na pacier" bo nie bedzie mial w czym. U nas w domu nie ma sluzby, i dzieciom takie rzeczy trzeba jak najszybciej jasno uswiadomic.
            • wrzesniowa1980 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 10:59
              > Ja wlasnie wczoraj mialam sesje z 2-latkiem podczas ktorej uswiadomilam mu jsno
              > , ze jak nie podniesie kurtki, to bedzie siedzial w domu i nie pojdzie "na pac
              > ier"

              No widzisz, ja bym nie mogła tak powiedzieć, bo tatuś zaraz by mnie "usadził" wink W życiu nie śmiałabym zwrócić uwagi dziecku mojego faceta, bo wiem, z jaką reakcją by się to spotkało... Stąd moja frustracja, z dnia na dzień rosnąca...
    • rybkka24 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 17:16
      taaak larysa, ale brałam faceta z dzieckiem, gdzie główna opieka była i jest u matki a facet deklarował że chce mieć stabilny, szczęśliwy związek a z dzieckiem nie chce stracić kontaktu,
      po czym się okazało że ma coś nie tak pod sufitem na punkcie swojego potomka i wymyślił sobie że musi go obsesyjnie ratować przed strrrraszną eks a Ja mam w tym pomóc
      obecnie dziecko jest za matką, która ma ułożone życie i rozmnaża się dalej a Ja mam alergie na pewne sprawy
      MAM żale do faceta i obecnie nie mam ochoty być czułą i zaangażowaną "ciocią" raczej obojętną tolerującą- ciocią.
      dać niektóry palec to całą rękę wezmą.
      nie, to w sumie przeszłam ten proces o którym pisze Sofia.łoł.
      od otwartego i pełnego życzliwości zaangażowania w wymiarze dostosowanym do moich możliwości, do obojętności i coraz większego dystansu z tymże wina ojca z odchyłami


      • rybkka24 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 17:19
        bo mojemu facetowi NIE WYSTARCZYŁA życzliwość/akceptacja i zaangażowanie chciał mieć drugą matkę, to teraz ma teraz ma chłodną tolerancję.
        • batka.makatka00 Re: stereotyp macochy 23.10.13, 20:02
          A co z innymi kategoriami. Wariantów macoch jest więcej.
          Macocha mojej córki na początku była nadskakująca i wylewna niemal do mdłości. zdaję sobie sprawę, że chciała we mnie wzbudzić zazdrość i co oczywiste, przechylić sympatię małej na stronę ojca. Wytrzymała tak coś koło roku, potem znormalniało, teraz ani ojciec ani ona nie utrzymują z córką kontaktu. Konsekwencji w tym nie było, miłości i mądrości też nie ale nie mogę, choć w pół słowie, zarzucić jej, że była złą macochą.
          Mój przykład bardziej pasuje do przypadków sofiji. Dochodzące, kilkuletnie pasierbiątka wymagały normalnej obsługi. Niestety u nas nie było jasno określonych warunków kto czym i kim się zajmuje. Dopóki dzieciaki były weekendowo trzymaliśmy zwarty front i w cuglach wygrywaliśmy m się angażował ale gros obowiązków spoczywało na mnie. Problemy pojawiły się kiedy dzieci zamieszkały z nami. M był widocznie zaskoczony, że oczekuję zarówno większego jego zaangażowania jak i wdrożenia pociech, już nastoletnich, do obowiązków domowych. Tak długo m nie mógł pojąć swojej roli, że omal nam się małżeństwo nie rozpadło. Jednak mimo bardzo niefajnych zachowań dzieci i m dziś ani pasierb ani m twierdzą, że nigdy nie byłam tą złą macochą. Z pasierbicą nie mam kontaktu od czerwca (zresztą m też tylko telefoniczny) a jej zdanie może być inne. Cóż dowiedziałam się niedawno, od jej ciotko-babki, że nawet z toalety nie pozwalałam jej korzystać i musiała siusiać po krzakach. big_grin Cuda poprostu.
    • ledanna Re: stereotyp macochy 24.10.13, 00:15
      sofija_biala napisała:
      > jaka część z nas przechodzi proces od otwartego i pełnego życzliw
      > ości zaangażowania, do obojętności i coraz większego dystansu, bo okoliczności
      > po prostu wymuszają na nas tę zmianę.

      Widzę, że i ja przez te 2-3 lata przeszłam wyżej wymienioną ewolucję... od otwartej życzliwości stopniowo zabijanej do obojętności, a ostatnio do coraz większego dystansu i jakby niechęci...
      parę miesięcy temu zapowiedziałam M, że przestaję się starać, mam dosyć tego, że moje starania, zachowania są traktowane nawet bez żadnego dziękuję ani pocałuj mnie gdzieś, w momencie kiedy zrobiłam to co zapowiedziałam usłyszałam ostatnio że jestem niedobra i nie lubię jego Młodej...
      Najlepiej jakbym starała się i słodziła i broń boże niczego nie wymagała od Młodej ani M, żeby od niej wymagał...
      a niechęć narastająca - niestety tak jest i coraz trudniej mi się z tym ukryć. A spowodowana jest zachowaniem Młodej wobec M - coraz gorszym. Widzę, jak go traktuje i czuję do niej coraz większą niechęć. tym większą, że M daje się jej tak traktować bez mrugnięcia okiem, na wszystko pozwala "bo jak przestanie to już w ogóle nie będzie chciała do nas przyjeżdżać". Ale jak widzę, jak dorosły facet prawie płacze po rozmowie tel., tym jak po raz kolejny potraktowała go 10-latka to trudno mi żywić do niej ciepłe uczucia...
      • chalsia Re: stereotyp macochy 24.10.13, 09:07
        > Widzę, jak go tr
        > aktuje i czuję do niej coraz większą niechęć. tym większą, że M daje się jej ta
        > k traktować bez mrugnięcia okiem, na wszystko pozwala "bo jak przestanie to już
        > w ogóle nie będzie chciała do nas przyjeżdżać". Ale jak widzę, jak dorosły fac
        > et prawie płacze po rozmowie tel., tym jak po raz kolejny potraktowała go 10-l
        > atka to trudno mi żywić do niej ciepłe uczucia...

        a mi trudno pojąć, że zwalasz na dziecko rozmemłanie swojego faceta
        dorosły (ponoć) mężczyzna DAJE się dziecku niewłaściwie traktować

        i, żeby nie było, nie usprawiedliwiam dziecka, ale to rodzica rolą jest je wychowywać, a nie dziecku dawać się wodzić za nos
        • ledanna Re: stereotyp macochy 24.10.13, 13:00
          chalsia napisała:
          > a mi trudno pojąć, że zwalasz na dziecko rozmemłanie swojego faceta
          > dorosły (ponoć) mężczyzna DAJE się dziecku niewłaściwie traktować
          >
          > i, żeby nie było, nie usprawiedliwiam dziecka, ale to rodzica rolą jest je wych
          > owywać, a nie dziecku dawać się wodzić za nos

          Nie zwalam na dziecko, bo do niego też mam żal, że się tak daje czasem traktować. Czasem - nie zawsze. Ale jak był traktowany na odwal (niegrzeczne odzywki, brak chęci do rozmowy tel) i się zaparł i nie zadzwonił do niej przez 2 tygodnie to przez ten czas córeczka nie pofatygowała się, żeby zadzwonić. To nawet nie zawsze jest niegrzeczne traktowanie. Jak on/my coś zrobimy/kupimy obojętnie czy to coś małego czy super z fajerwerkami to jest to przyjmowane często nawet bez dziękuje (dlatego ja przestałam kupować drobiazgi które wiem, że lubi), bo nawet głupiego dziękuję nie usłyszę, zabawki weźmie do matki i tyle. Ale jak eks lub jej partner (zwłaszcza on, w którym Młoda jest zakochana, aż do przesady wg mnie, tzn mam wrażenie że taką miłością romantyczną) to jest to na tapecie przez miesiąc. I dzwoni, pokazuje przez skypa że X jej to KUPIŁ i jakie to super itd. (a kupili pewnie z kasy, którą M daje...). Albo przyjeżdża do nas po 2 tygodniach, zamyka się w pokoju i rozmawia przez skypa z nim własnie... a M to boli bardzo.
          Nie bronię go zupełnie, bo często mu mówię, że nie powinien się dać tak traktować.
          Ale ona też nie jest święta - prawie 10-latka to już nie przedszkolak - nie jest święta i często potrafi być dla M po prostu okropna - pyskuje, traktuje na odwal. Rodzinie M też często odechciewa się ją zabierać na wakacje (bo tylko naburmuszona i wszystko jest "głupie" i żadnego dziękuję), albo kupować, bo też weźmie, ani dziękuję ani pocałuj mnie w d...
          Ja już się zdystansowałam, nie umiem wykrzesać z siebie tej życzliwości co dawniej. To źle. Źle, bo nie podoba mi się jak on jej na wszystko pozwala, bo to po mnie widać. No jasne że widać, a mam być szczęśliwa, że dzieciak przez 4 dni nie umyje zębów i siedzi non stop na kompie - jak w ostatni weekend. To jestem niedobra i do niej uprzedzona...

          Zgadzam się z Tobą, że rolą rodzica jest wychowywać. Ale sama chyba się zgodzisz, że weekendowy tatuś ma tu utrudnione zadanie. Bo wpływ ex która jest non stop z dzieckiem też robi swoje i zniechęca do taty. A potem przyjedzie dziecko jak w gości i nie można nic powiedzieć, nic nakazać. Gdyby to ode mnie zależało to inaczej by to wyglądało...
          • chalsia Re: stereotyp macochy 24.10.13, 13:13
            A potem przyjedzie dziecko ja
            > k w gości i nie można nic powiedzieć, nic nakazać. Gdyby to ode mnie zależało t
            > o inaczej by to wyglądało...

            eee tam
            moje dziecko u eksa w weekend w domu jest ganiane do odkurzacza, i to przez nexie w pierwszej kolejności
            • karolana Re: stereotyp macochy 24.10.13, 21:44
              chalsia napisała:

              > A potem przyjedzie dziecko ja
              > > k w gości i nie można nic powiedzieć, nic nakazać. Gdyby to ode mnie zale
              > żało t
              > > o inaczej by to wyglądało...
              >
              > eee tam
              > moje dziecko u eksa w weekend w domu jest ganiane do odkurzacza, i to przez nex
              > ie w pierwszej kolejności

              Hehe fajną masz nexię wink
              U nas też tak było i jest. Jakoś nie mam oporów przed gonieniem do roboty, co jest krytykowane tu i ówdzie, ale dzieciom, o dziwo, z tym dobrze.
              • chalsia Re: stereotyp macochy 25.10.13, 09:09
                > Hehe fajną masz nexię wink
                > U nas też tak było i jest. Jakoś nie mam oporów przed gonieniem do roboty, co j
                > est krytykowane tu i ówdzie, ale dzieciom, o dziwo, z tym dobrze.

                mimo wszystko uważam, że lepiej by było gdyby to ojciec głównie gonił
                • ledanna Re: stereotyp macochy 25.10.13, 12:22
                  Też uważam, że to ojciec powinien gonić, ewentualnie ojciec i macocha przy założeniu, że ojciec nie ma z tym problemu i nakazuje dzieciom egzekwowanie próśb macochy.

                  Ja nie zamierzam gonić do sprzątania/mycia siebie i zębów/niejedzenie słodyczy tuz przed snem (bez umycia zębów)/ odganiać od kompa po 5 godzinach itp jeśli ja miałabym być jedyną osobą, a M tego prawie nie robi. Wtedy dopiero byłabym złą macochą kopciuszka...
                  Ale skoro nie ma obowiązków, to nie ma też przywilejów. I nie chce mi się już non stop myśleć o atrakcjach, zabawach, prezentach, drobiazgach. Bo i tak nie będzie to docenione, nawet jakby stanęła na głowie i klaskała uszami. A jak ex i jej partner kiwną małym palce u nogi to jest ekstaza. Wolę się skupić na sobie i moim dziecku.
                  • karolana Re: stereotyp macochy 25.10.13, 12:39
                    ledanna napisał(a):

                    > Też uważam, że to ojciec powinien gonić, ewentualnie ojciec i macocha przy zało
                    > żeniu, że ojciec nie ma z tym problemu i nakazuje dzieciom egzekwowanie próśb m
                    > acochy.

                    Ależ ofkors że to ojciec "ustawia" dzieci oraz ich postawę wobec macochy.
                    Nie wyobrażam sobie forsowania swoich zasad przybsprseciwie czy nawet obojętności tatusia dzieci.
                    Z drugiej strony wszystkie dziecia przebywające w moim domu traktuję tak samo i gonię do wszystkiego wink Już kiedyś pisałam - mój dom, moje zasady (w domyśle moje ORAZ niemęża!).
                    • ledanna Re: stereotyp macochy 25.10.13, 12:42
                      U nas niestety tak nie jest. Ja "się czepiam" i "uparłam się na to mycie zębów".
                      W rezultacie Młoda jest małą świętą krówką, która nie ma żadnych obowiązków i nawet jak nabałagani w pokoju to wyjeżdżając ten bałagan zostawia, a nasz dwulatek biedactwo musi sprzątać, myć zęby i nie może siedzieć non stop przed telewizorem i kompem, bo ma taką złą mamusie, która się czepia... uncertain
              • 13monique_n Re: stereotyp macochy 06.05.14, 15:53
                karolana napisała:
                > chalsia napisała:
                > > eee tam
                > > moje dziecko u eksa w weekend w domu jest ganiane do odkurzacza, i to prz
                > ez nex
                > > ie w pierwszej kolejności
                >
                > Hehe fajną masz nexię wink
                Hmmm, ja wkurzam moje dzieci twierdząc, że starsza pasierbiczka dużo dokładniej odkurza (bo to prawda!). I nie wyobrażam sobie zbierania czegokolwiek po dzieciach w wieku - hmmm, chyba od około 2 roku życia datuję współpracę przy wykształcaniu samodzielności. U starszych leni - własnych zwykle - wymagam pomocy w "częściach wspólnych" mieszkania. I czekam, kiedy zapytają mnie, "czy widziałam w ich pokoju...." big_grin odpowiedź jest jedna smile jakim cudem tam można by cokolwiek zobaczyć?! Wtedy sami sprzątają
    • mazoko Re: stereotyp macochy 24.10.13, 08:26
      Zdecydowanie druga opcaja - rybkę rozumiem w 100 % - dla mnei kubłem zimnej wody było to że nasz syn jest mniej ważny od jego córek .....
    • chanceelise Re: stereotyp macochy 24.10.13, 09:46
      I ja się dołączę do wątku. Zgadzam się,że pewnie w większości przechodzimy swego rodzaju ewolucję,od otwartości i zaangażowania do zniechęcenia i wycofania. Może zbyt angażujemy się na początku,zakochane,pełne wiary i nadziei? Przyczyn i historii jest pewno tyle ile nas.
      W mojej historii, która jest właśnie taka: radosne otwarte kontakty na początek do wycofania po środku, a teraz zdystansowany kontakt (jedno dziecko od pół roku w ogóle nie przyjeżdża) [u]największa rolę odegrała matka dzieci. Ich otwartość bardzo ją bolała,stawała więc wiecznie na drodze naszych dobrych kontaktów (również kontaktów dzieci z ojcem-moje kontakty z pasierbami zawsze były pochodną tego co dzieje się między ojcem a nimi). Moglibyśmy własne tyłki ugryźć, a zawsze coś było źle. Z marzeń M bym była dla jego dzieci wzorem kobiety spokojnej i łagodnej niewiele zostało. Matce udało się w głowach dzieci postawić mur, przez który nawet ojcu trudno jest się przebić,choć wciąż próbuje. Dzieci już nastoletnie wiedzą jak nienawiść matki wykorzystać,wystarczy poskarżyć na ojca i już ma się mamę w małym palcu. Obrażone na ojca dziecko może liczyć na względy mamy. Wciąż podziwiamy to jedno, które wbrew temu do nas przyjeżdża.
      Więc jak mamy weekend z dziećmi spędzamy fajnie czas, jesteśmy przy kasie to korzystamy z atrakcji, Nie zajmuję się pasierbami jeśli m pracuje-wtedy ich po prostu nie zabiera. Może niektóre z was się z tym nie zgodzą,ale uważam,że za to,że jest chłodno i za to,że ojciec ma kłopot w kontakcie z dziećmi, w większej części odpowiada ich matka.
      • chalsia Re: stereotyp macochy 24.10.13, 10:20
        Może niektóre z was się z tym nie zgodzą,ale uważam,że za to,
        > że jest chłodno i za to,że ojciec ma kłopot w kontakcie z dziećmi, w większej c
        > zęści odpowiada ich matka.

        a masz dane statystyczne? nie masz
        TUTAJ taka opinia wpisuje się w klimat TEGO forum
        a na samodzielnej mamie zdanie będzie dokładnie odwrotne

        jaki z tego wniosek?
        że nie ma reguły, jest to sprawa indywidualna i brak jakichkolwiek badań ilościowych w tej kwestii
        ba, nie wiadomo również jaki % układów porozstaniowych jest OK
        a na takie fora tematyczne z reguły nie trafiają ludzie, którzy nie mają problemów
        • chanceelise Re: stereotyp macochy 24.10.13, 10:58
          Ale ja się nie powołuję na badanie,ja się powołuję na moje doświadczenie, z którego wysnułam wniosek, że w moim przypadku za złe kontakty z pasierbami w większości odpowiada matka.Mam zresztą nadzieję,że jak dzieci będą samodzielnie myśleć uda nam się kontakt "złapać".
          I owszem mam również obraz z drugiej strony czyli kontakty moich dzieci z ojcem i macochą. Uważam, że w dużej mierze przysłużyłam się do tego, ze są one dobre - zawsze miałam świadomość, że łatwo mogłabym je popsuć gdybym tylko chciała. Ale po pierwsze uznałam,że ojciec jest dzieciom potrzebny, po drugie podążałam za dziećmi, odpowiadałam na pytania, rozwiewałam wątpliwości.
          Tak my na tym forum mamy problemy, a rozmawiamy by było nam lżej i by poukłdać i ponazywać to co się dzieje.
        • optymist75 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 11:58
          > a masz dane statystyczne? nie masz
          > TUTAJ taka opinia wpisuje się w klimat TEGO forum
          > a na samodzielnej mamie zdanie będzie dokładnie odwrotne

          Az sie prosi o przeprowadzenie takich badan.
          Ja bede kolejna ktora powie ,ze eks miala ogromny wplyw na stosunek pasierbow do mnie.
          Na poczatku gdy zobaczyla ,ze dzieci niestety mnie lubia,wlozyla wielka prace,wlacznie z grozbami ,karami i wyzwiskami etc.by dzieci myslaly o mnie to co oba mysli.
          Robily co mamusia chciala,teraz sie wylamuja smile
      • polifonia1983 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 13:36
        Może niektóre z was się z tym nie zgodzą,ale uważam,że za to,
        > że jest chłodno i za to,że ojciec ma kłopot w kontakcie z dziećmi, w większej c
        > zęści odpowiada ich matka.

        Sorry, ale nie. U nas ex zrobiła chyba wszystko, zeby młoda znienawidziła ojca i nadal swojego repertuaru nie wyczerpała. Łatwo nie było, czasem do urzygu ciężko, ale kontakt M z młodą mają taki, że tylko pozazdrościć. Ja miałam ojca w domu non stop, a nie dał mi jednej tysięcznej tego, co M daje młodej. Chyba zacznę codziennie dziękować za to, że wyszłam za faceta, który nie wymaga ode mnie cudów,potrafi godzinami z nią rozmawiać, bawić się lalkami jak trzeba i ile trzeba, a jednocześnie mądrze wychowywać ją, stawiać wymagania i być konsekwentnym. I w tym wszystkim nikt mnie nie wmanewrowuje w opiekę i nie wymaga ode mnie cudów.
        Jasne, jak się próbuje na nex zwalić wszystko, co samemu powinno się robić i jest się weekendowym zabawiaczem lub olewa nową rodzinę, bo pierwsze dziecko jest zawsze najważniejsze, to się nie ma co dziwić, że nex się dystansuje i zaczyna mieć dość bycia służącą i piątym kołem u wozu. Ale z drugiej strony, w takiej sytuacji, zajmuję się nie żalami do dziecka, bo nie jego wina, że ma durnych rodziców, tylko wzięciem faceta za fraki i wyłuszczeniem mu, co o tym wszystkim myślę. Albo się nie użeram z idiotą.
    • rybkka24 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 10:23
      nie znam kobiety która byłaby zadowolona ze związku z dzieciatym, bo albo facet ma obsesje/odchyły na punkcie potomka, albo eks jest wredną zołzą i utrudnia życie jak się da, albo w końcu dzieci dają popalić.
      dodatkowo jednym z paskudniejszych zachowań dzieciatego pana jest faworyzowanie dzieci z byłego związku i pomijanie/większa obojętność do obecnych.
      rzadko się zdarza aby żadne z tych czynników nie wystąpiły, dokładnie na palcach jednej ręki mogę policzyć.a o sabinie które swego czasu rozpływała się nad swoim patchworkowym szczęściem na forum nie chcę wspominać bo ma całkiem inną sytuację, brak eks i adoptowane dziecko. musimy mieć wszystkie jakiś rys masochistyczny:\
      3majcie się.
      • anula36 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 13:21
        Mysle ze inna jest sytuacja kobiety kiedy do pasierbow sa jeszcze w pakiecie dzieci wlasne, ktore zyskuja w ojczymie namiastke ojca i dzieci wspolne i taka sytuacja ma o wiele wiecej pozytywow,niz uklad samotna kobieta + facet z dziecmi.Taka macocha nie ma za wielkich mozliwosci zrealizowania sie na zadnym polu,ani jako matka, ani zbytnio jako partnerka, bo zawsze sa dzieci ktore sa najwazniejsze, pozostaje jej tylko frustrujace macochowanie.
        I tu faktycznie lekkim masochizmem zalatuje.
        • rybkka24 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 14:10
          >nie ma za wielkich możliwości zrealizowania się na żadnym polu,ani jako matka, ani zbytnio >jako partnerka, bo zawsze są dzieci które są najważniejsze, pozostaje jej tylko frustrujące >macochowanie.


          tylko Ja się upieram że najważniejsze dla dwójki ludzi w związku są oni sami nawzajem.
          i z tym założeniem weszłam w związek.
          nawet w zwykłej rodzinie dzieci nie mogą być najważniejsze i tylko one brane po uwagę a druga osoba pomijana to jest chyba jasne, ale to było już nie raz napisane.
          tu mamy sytuację kuriozalną.
          • anula36 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 14:44
            idealy sobie, zycie sobiesmile
      • polifonia1983 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 13:43
        > nie znam kobiety która byłaby zadowolona ze związku z dzieciatym,

        No przeca w pierwszej odpowiedzi napisałam, że ja jestem :p Być może za jakiś czas przestanę i będę narzekać, ale z perspektywy 4 lat, kilku poważnych kryzysów i osobistych tragedii nadal spokojnie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. I nawet pójdę krok dalej i powiem, że cieszę się, że mam pasierbicę - dużo się dzięki niej nauczyłam o sobie i o dzieciach. Oczywiście zaczyna się gimnazjum, więc będzie wesoło i nie wykluczam wypisywania wątków pełnych żalu i frustracji.
      • tully.makker Re: stereotyp macochy 24.10.13, 14:11
        > nie znam kobiety która byłaby zadowolona ze związku z dzieciatym,

        ja jestem. Tzn, nie jestem zadowolona ze zwiazku z chlopem, zdecydowanie nie, ale jego corke uwazam za jeden z najjasniejszych pubktow naszej relacji. O ile nie jedyny.
      • sabina211 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 15:35
        Czuję się wywołana. Nasze szczęście (tzn. normalność) trwa. Adopcja jest faktem. Brak eks nie do końca, bo jednak wie, gdzie dziecko mieszka, zna nr tel. męża i umie zamieszać, a przynajmniej zamieszanie zapowiedzieć. Ostatnio zapowiedziała przeprowadzkę w nasze okolice i trzęsienie ziemi, tzn. chęć nieograniczonych kontaktów z A. Oczywiście formalnie nic nie może, ale takie teksty wybijają z rytmu. Na szczęście córka nic nie wie o tych "przepychankach". A ja mam nadzieję, że to kolejne zapowiedzi, z których nic nie wyniknie, tak jak przez już prawie 10 lat nie wyniknęło.
    • sofija_biala Re: stereotyp macochy 24.10.13, 14:09
      Ja akurat mam taką sytuację, że chłopa mam w porządku - zarówno w stosunku do mnie, do naszego wspólnego dziecka, jak i do dzieci z 1-szego małżeństwa. I całkiem fajnego (obiektywnie) pasierba, choć potwornie nieśmiałego i wycofanego.
      Trafiłam za to na głupią exię, która manipulacjami doprowadziła do tego, że Pasierb sam nie wie, czego chce, co i kogo lubi itp. Ex po kilku latach walki, awantur rodzonych i ciągania po sądach chyba trochę odpuszcza, bo awantur jakby mniej (tfu tfu), ale co zniszczyła, to jej.
      Odkąd Młody ponownie zaczął do nas przyjeżdżać (zgodnie z wyrokiem sądu), widzę zmianę Pasierba wobec mnie, jest bardziej wycofany i skołowany, mimo że nie przyczyniłam się do pogorszenia wzajemnych kontaktów i naprawdę stawaliśmy z chłopem na głowie, żeby Młody znów czuł się u nas swobodnie, jaki kiedyś.
      A ja mam wiele innych spraw na głowie i cóż - coraz bardziej odpuszczam angażowanie emocjonalne. CHoć oczywiście normalnie dbam o Młodego - choćby gotuję to, co lubi, podpowiadam nadal sposób spędzania wolnego czasu itp. Ale wyraźnie widzę, że na poziomie emocji to już zdecydowanie nie to, co kiedyś.
      Za to teraz wiem, że niezależnie od moich starań, exia zawsze będzie górą.
      Mnie nigdy nie chodziło o to, by dziecku zastępować matkę, ale zawsze starałam się być takim dorosłym towarzyszem. Ale im lepiej Młody czuł się u nas, tym exia bardziej psuła.
    • rybkka24 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 16:42
      dobrze.napisałam przecie potem że na palcach jednej ręki mogę policzyć te"usatysfakcjonowane"

      "Ostatnio zapowiedziała przeprowadzkę w nasze okolice i trzęsienie ziemi, tzn. chęć nieograniczonych kontaktów z A. Oczywiście formalnie nic nie może, ale takie teksty wybijają z rytmu."

      skoro takie teksty wybijają z rytmu to co by było jakby kobieta była pełnoprawną opiekunką dziewczynki a Ty przeżywałabyś te wszystkie sytuacje związane z "odwiedzinami" dziecka, szarpaniem z eks itp.
      Moim zdaniem Sabina Ty nie jesteś macochą tylko matką (adopcyjną ale to w sumie bez różnicy) i to nie jest forum odpowiednie dla Ciebie.w sensie dawanie przykładów.bez urazy.

      z perspektywy czasu napiszę że posiadanie potomstwa przez mojego chłopa uniemożliwiło mu stworzenie związku.
      ale bardzo ciekawy wątek o procesie przemian i jego przyczynach, u prawie każdej z forumek powody zmian są inne.
      • anula36 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 16:47

        z perspektywy czasu napiszę że posiadanie potomstwa przez mojego chłopa uniemożliwiło mu stworzenie związku.

        czym jest w takim razie to co tworzycie?
        • batka.makatka00 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 19:09
          rybkka napisała:
          tylko Ja się upieram że najważniejsze dla dwójki ludzi w związku są oni sami nawzajem.

          Podpisuję się pod tym!! Mój m też a w zasadzie to on mi to dobitnie uświadomił.
          I wiecie co? dopóki tak się traktowaliśmy, mimo spisków exi i exa, nie mieliśmy problemów z dziećmi, potem się rozlazło i rypło, teraz staramy się odbudować.
          Rozwinę za rybkką - jeśli związek jest silny to stanowi trzon nie do złamania, dzieciaki widzą to i są świadome (hahaha -sprawdzały przecież), że nie mają szans wsadzać szpilek, choćby nie wiem jak były buntowane.
        • sabina211 Re: stereotyp macochy 24.10.13, 19:17
          Rybko, zgadzam się z tym, że jestem matką, która nie robi różnicy między swymi dziećmi biol. a adoptowaną córką. Ale na tę adopcję czekałam 8 długich lat, a przez 7 matka biol. była formalnie prawnym opiekunem (do pozbawienia praw), więc trochę się naszarpaliśmy, nabiegaliśmy po sadach itd. Zgadzam się też, że nie widzę się w roli klasycznej macochy (a mamy adopcyjnej jak najbardziej) i cieszę się, że nie muszę nią być. I właśnie dlatego piszę tu rzadko, rad udzielam sporadycznie i tylko w tematach dotyczących dzieci.
        • rybkka24 Re: stereotyp macochy 25.10.13, 08:48
          Uniemożliwiło stworzenie Dobrego związku
          nigdy nie stworzy się dobrego związku jak cokolwiek jest ważniejsze od partnera nawet jeżeli jest to dziecko
          Nadal jesteśmy razem,mimo i jest lepiej
          Ale pewne frustracje zostały
          • mazoko Re: stereotyp macochy 28.10.13, 13:51

            > nigdy nie stworzy się dobrego związku jak cokolwiek jest ważniejsze od partnera
            > nawet jeżeli jest to dziecko

            nie wiem jak Ty to rozpatrujesz ale stawianie siebie przed dzieckiem, teraz z racji doświadczenia, powiem że jest dziecinne, to zupełnie inne relacje ... tu chodzi chyba o pokazywanie kto jak jest ważny ( partner inaczej dziecko inaczej) a nie kto jest wazniejszy..... bo myśląc Twoja kategorią to powiem Ci że nikt nigdy nie będzie ważniejszy od mojego synka wink
            • rybkka24 Re: stereotyp macochy 29.10.13, 17:37
              Może nie kto jest ważniejszy,racja.
              To zupełnie różne płaszczyzny.
              Ważne jest dbanie o potrzeby partnera mimo posiadania dziecka.zbytnie skupienie się na dziecku i postawienie partnera na dalszy bliżej nieokreślony plan jest destrukcyjne dla związku.
              Zdajesz sobie sprawę mazoko że kiedyś inna kobieta dla syna będzie najważniejsza, ważniejsza od Ciebie.i z kim wtedy będziesz dzielić życie?
              chodzi o to aby nie zaniedbywać partnera dbając o dziecko.u mojego faceta to średnio wyszło
              Może nie umie zadbać o więcej niż jedną osobę?
              • rybkka24 Re: stereotyp macochy 29.10.13, 17:43
                ale może dla Twojego męża wasz syn też jest ważniejszy od Ciebie.
                I jak już syn będzie miał i będziecie mniej ważni to się pocieszycie nawzajem w tzw.pustym gnieździe
                • rybkka24 Re: stereotyp macochy 29.10.13, 17:44
                  Syn będzie miał żonę offkurs
            • karolana Re: stereotyp macochy 29.10.13, 21:21
              mazoko napisała:

              >
              > > nigdy nie stworzy się dobrego związku jak cokolwiek jest ważniejsze od pa
              > rtnera
              > > nawet jeżeli jest to dziecko
              >
              > nie wiem jak Ty to rozpatrujesz ale stawianie siebie przed dzieckiem, teraz z r
              > acji doświadczenia, powiem że jest dziecinne, to zupełnie inne relacje ... tu c
              > hodzi chyba o pokazywanie kto jak jest ważny ( partner inaczej dziecko inaczej
              > ) a nie kto jest wazniejszy..... bo myśląc Twoja kategorią to powiem Ci że nikt
              > nigdy nie będzie ważniejszy od mojego synka wink

              A ja jednak uważam, że to mąż/żona powinien/ powinna być tym najbliższym, najważniejszym człowiekiem. Dziecko mamy przygotować do tego, by żyło bez nas, by tworzyło własny świat, własną historię.
              Dziecko jest nam "dane" na chwilę.
              To mąż/żona ma nam towarzyszyć do końca. Nie dziecko.
              • rybkka24 Re: stereotyp macochy 30.10.13, 07:08
                nie pamiętam dobrze Twojej historii mazoko, ale czy u Ciebie nie jest tak że Twojego faceta najważniejsze są jego córki a dla Ciebie Wasz syn?
                z moich obserwacji wynika niestety ze córki dłużej i bardziej są związane z rodzicami/z ojcami
                przykład z bliskiego otoczenia, moja koleżanka związała się z mężczyzną który ma dwie dorosłe córki 18l. i 21l.i życie tego pana całkowicie kręciło i kręci się nadal wokół nich.obecnie starsza córka spodziewa się dziecka i pan jest całkowicie tym pochłonięty.
                koleżanka ma syna i syn ma swoje życie.męczy się dziewczyna w tym związku i nie planuje przyszłości z tym panem.
                a Ja jak widzę jego podejście do tematu to ręce mi opadają bo facet raczej życia sobie nie ułoży.
                • larysa-1 Re: stereotyp macochy 30.10.13, 09:27
                  Gdyby w stronę Ziemi leciała kometa i miałby nastąpić koniec świata a ja mogłabym wybrać tylko jedną osobę, z którą mogłabym spędzić ostatni dzień bez wahania wybrałabym moją córkę. Dlatego, że jest małym dzieckiem i mnie potrzebuje, dlatego że kocham ją bezgranicznie. Gdyby ona była jednak dorosła, to wolałabym żeby spędziła ten ostatni dzień ze swoim ukochanym. Powiedzcie mi teraz jak często musimy takich wyborów dokonywać???

                  W pełni zgadzam się z dziewczynami, że mamy to niesamowite szczęście i przywilej, że możemy wychować dzieci dopóki nie zdecydują się usamodzielnić. Nie można uzależniać się od dziecka lub uzależniać dziecka od siebie, bo to nie w porządku wobec niego.

                  Kiedy u mnie nm w pierwszym roku kładł się do łóżka córki, ona kładła się na nim, chodzili za rękę a ja szłam z tyłu z moim dzieckiem, biegał otworzyć jej drzwi do samochodu, dosłownie latał dookoła niej jak satelita nie patrząc na innych ludzi, to było chore! Chore i nikt mi nie powie że było inaczej, na domiar tego z całą odpowiedzialnością powiem, że dziecko na tym cierpiało nie znając granic i nie mając hamulców, chociażby tych jakie zachowania są w jej wieku już niedozwolone, nie tylko wobec tatusia ale również wobec mężczyzn czy innych ludzi, np. rozbieranie się do naga na pełnej ludzi plaży w wieku 7 i 8 lat, pchanie się na kolana obcym facetom, wskakiwanie na ludzi, wiszenie na nich, leżenie na ojcu, paradowanie nago bez wstydu i zahamowań, niestosowne seksualnie zachowania - takie były skutki. Reszta, jak wymaganie całkowitej obsługi przy ubraniu jej, czesaniu, myciu, jedzeniu, nie sprzątanie po sobie, brak podstawowej samodzielności, która jest normalna dla 5 letniego dziecka. Wychodowanie dziecka niezdolnego do samodzielnego istnienia w społeczeństwie i nawiązywania poprawnych więzi, mającego całkowicie zakrzywiony obraz rzeczywistości. To są konsekwencje, u mnie były naprawdę poważne, bardzo poważne. Wszystko to przez poczucie winy ojca i wieczne staranie odkupienia.
                  Dzisiaj ludzie znający nas wcześniej są pod wrażeniem zmiany pasierbicy. Nikt nie wie ile to mnie kosztowało i co się za tym kryło.

                  Działanie dla dobra dziecka to również pokazanie mu rzeczywistości i wychowanie na samodzielnego , szczęśliwego i dumnego z siebie człowieka. Nie można tego osiągnąć uzależniając dzieciaka od siebie i celowo cofając go w rozwoju w imię polepszenia swojego samopoczucia.

                  Gdyby nie zmiana zachowania nm , który z początku bardzo się buntował i nie potrafił zrozumieć o co mi chodzi, nasz związek już by nie istniał. Gdyby nie fakt, że mam dziecko też byśmy już nie istnieli, bo jedynie widząc ogromne zacofanie swojej córki w porównaniu z rozwojem mojego dziecka, jedynie mogąc skonfrontować moje wymagania do dziecka o 3 lata młodszego nm zaczął wierzyć, że faktycznie z jego postępowaniem jest COŚ nie tak. Dzisiaj patrząc z perspektywy czasu nm sam nie może uwierzyć w to co kiedyś wyprawiał, wydaje mu się czystą abstrakcją i absurdem. Niechętnie wraca pamięcią do tamtego okresu.

                  Nie sądzę, żeby jakakolwiek kobieta była szczęśliwa w takim związku , z takim facetem , skoncentrowanym jedynie na swoich dzieciach. Trzeba być partnerem i być ojcem i odróżniać te dwie sprawy. Dać sobie spokój z wyborami między partnerką a dzieckiem i pozwolić im egzystować w czasoprzestrzeni na swoich miejscach w rodzinie.
                  Podstawą związku jest kochająca się para , mądrze wychowująca dzieci, stawiająca im wymagania wspomagające ich rozwój. Rodzice będący rodzicami a nie kumplami i kochający dzieci mądrze a nie za wszelka cenę.
                  Dzieci wiedzą że je kochamy, nie trzeba walić ich tą miłością w twarz, nie trzeba im tego mówić 10 razy dziennie, nie trzeba ich miłości kupować.

                  Trzeba dbać o swój związek, bo dzieci jeśli na prawdę chcemy ich dobra, odejdą i założą własne, oby szczęśliwe związki, dobrze by było im pokazać jak w takich związkach żyć, jak należy traktować partnera i jak wychować dzieci.

                  Dokładnie rybko tak jak napisałaś, trzeba pielęgnować swój związek i cenić partnera żeby po odejściu dzieci nasze życie nie zamieniło się w pustkę.
                  • ledanna Re: stereotyp macochy 30.10.13, 10:12
                    laryso - podpisuję się obiema rękami pod Twoimi spostrzeżeniami, zwłaszcza pod drugą częścią - powinno to być motto "macoszenia" i układów w związku takim i nie tylko, bo takie zachowania jak opisujesz wyżej to właściwie hodowanie kalek życiowych. Ja łapałam się za głowę jak widziałam mojego M który swojej 8-9-latce kroił zawsze kotleta na talerzu, wiązał jej buty, zapinał bluzę (ZAWSZE, a nie wtedy jak nie dawała rady), pomagał się ubrać i rozebrać, rozczesywał włosy, tylko brakowało, żeby zęby jej mył...
                    • chalsia Re: stereotyp macochy 30.10.13, 10:17
                      > tylko brakowało, żeby zęby jej mył...

                      wiesz, czasami i 10-ciolatkowi trzeba od czasu do czasu w tym pomóc smile
                      • ledanna Re: stereotyp macochy 30.10.13, 10:23
                        ależ oczywiście, że CZASEM,
                        ale czy ZAWSZE,
                        dla mnie widok jak 8-9 latka stoi i tata ją po kolei ubiera, zapina jej suwak, wiąże sznurowadła na klęczkach, przy obiedzie od razu rzuca się, żeby jej miękkiego kotleta pokroić, i często jeszcze ją nakarmić... to "lekka" przesada była.
                        Młoda próbowała tego ze mną - "ciociu zawiąż/zapnij" - to mówiłam, ok, ale najpierw spróbuj sama, jak Ci się nie uda to Ci pomogę. I dla mnie zawsze jest koronny argument - "a w szkole kto Ci zapina/wiąże/karmi?".
                  • chalsia Re: stereotyp macochy 30.10.13, 10:16
                    > Dokładnie rybko tak jak napisałaś, trzeba pielęgnować swój związek i cenić part
                    > nera żeby po odejściu dzieci nasze życie nie zamieniło się w pustkę

                    jeśli warunkiem braku pustki po usamodzielnieniu się dzieci jest JEDYNIE partner i związek, to znaczy, że się i tak jest zależnym emocjonalnie od innych

                    żeby życie nie było pustką trzeba W SOBIE budować a nie na bazie innych (czy dzieci czy partnera czy rodziny)
      • wrzesniowa1980 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 11:11
        > z perspektywy czasu napiszę że posiadanie potomstwa przez mojego chłopa uniemoż
        > liwiło mu stworzenie związku.

        Mogę się pod tym podpisać.
        Mój partner jest bardzo dobrym ojcem. I dla mnie to "niestety", bo on nie umie się skupić na żadnej innej relacji poza tą z własnym dzieckiem. Aż mi go żal, bo dziecko za parę lat będzie miało własne życie i rodziców w głębokim poważaniu, a on prawdopodobnie obudzi się sam i z ręką w nocniku... Może wtedy zrozumie, jaki wielki błąd popełnił, poświęcają się w 100% swojemu synowi.
        • anula36 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 11:19
          ale czy to jest wlasnie "bycie bardzo dobrym ojcem"? uczenie dziecka ze poza nim wszystko i wszystko jest nic nie warte?
          • anula36 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 11:19
            wszyscy i wszystko
            • wrzesniowa1980 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 11:40
              Masz rację - pisząc "bardzo dobrym ojcem" palce mi lekko zadrżały, bo ja w sumie nie uważam tego za wzorzec rodzicielstwa... No ale opiekuńczość jest, wielka czułość jest, bycie na każde zawołanie jest, zaspokajanie wszelkich potrzeb jest - a to się chyba jakaś część definicji. Ale jest też ogromna zaborczość, przesadne zainteresowanie i podporządkowanie, rozpieszczanie itp.
              Tu chyba chodzi o potrzebę zrekompensowania wszelkich niedogodności, jakich dziecko doświadczyło przez rozwód i z kolei wielkie przegięcie w tym temacie.
              • anula36 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 11:48
                Dla mnie to tez nie jest wzorzec rodzicielstwa - dzielenie otoczenia dziecka, na rowna sluzbe i rowniejszego tatusia.
    • violadamore Re: stereotyp macochy 25.10.13, 09:21
      Ja tez jestem raczej z tych, co mialy szczescie i wieksze problemy z pasierbiatkami nas (na razie) ominely. Kluczem do sukcesu, po moich doswiadczeniach, jest po pierwsze madry ojciec, po drugie sensowna eksia, ktora nie posluguje sie dziecmi w rozgrywkach z bylym mezem, po trzecie rozsadna macocha, ktora z jednej strony oferuje cieplo (wcale nie musi byc milosc) i zainteresowanie dziecmi jej faceta, z drugiej strony potrafi sie wycofac i oddac pola mlodym, kiedy one tego wyraznie potrzebuja.
      • batka.makatka00 Re: stereotyp macochy 25.10.13, 20:03
        Dopisz jeszcze do tego sensowne dzieciaki bo jeśli przyszłoby Ci nawiązywać kontakt, 24h/dobę, z "prowadzoną" przez exię, przez 15 lat, dziewczyną to uwierz, może się okazać, że daremny trud.
    • proszepani13 Re: stereotyp macochy 28.10.13, 11:26
      To i ja się dołączę. Podobnie jak u większości z Was proces wygłądał tak: zaangażowanie, hurra, aż do wyfocania. Na szczęście udało mi się uniknąć wrogości (mojej wrogości w stosunku do pasierbiątek). Nie mam własnych dzieci, więc tym mocniej starałam się zaangażować, choć z głową, to znaczy zawsze miałam świadomość, że nie jestem ich matką. I rzeczywiście przez ponad rok, dzieci bardzo dobrze mnie odbierały, chciały spędzać czas w naszym domu. Eksia jednak szybko wkroczyła z całym arsenałem zagrywek. Od szantażu, przez przekupstwo, po krzyk i płacz. Pasierb nie dał się do końca, choć ma wykrzywiony pogląd na pewne sprawy, ale z pasierbicą była wojna. Ja sobie odpuściłam, PO po długim czasie nerwów też. I zadziałało. Młoda jest dalej pod ogromnym wpływem matki, ale też potrzebuje ojca i wie, że nie można przeginać, bo zostanie sama. Dlatego jest pozytywnie w miarę. Nie ma fajerwerków, ale potrafimy być wobec siebie życzliwi i pomocni. Musimy tylko przy młodej pamiętać, że wszystko, ale to absolutnie wszystko zostanie przekazane matce. Z młodym na szczęście można gadać o wszystkim.
      • proszepani13 Re: stereotyp macochy 28.10.13, 11:28
        Więc myślę, że mimo tego, że miałam mieć rogi, ogon, kopyta i ziać siarką (wg. eksi), to macochą jestem jednak otwartą, z tą różnicą, że teraz już pierwszemu trzeba wyciągnąć rękę
    • edw-ina Re: stereotyp macochy 28.10.13, 11:40
      Ja się ostatnio wypisuję z macochowania. Totalnie i kompletnie nie chce mi się wnikać. Skupiam się na własnym dziecku i na tym, by dobrze się rozwijało i było szczęśliwe. Przez ostatnie lata pomogłam M w nawiązaniu dobrego kontaktu z chłopakami. Regularnie rozmawiają, wspiera ich, pomaga, organizuje spotkania, przestał zachowywać się jak sponsor i ko-wiec w jednym. Dzięki mojemu usilnemu pokazywaniu mu pewnych rzeczy bardziej skupił się na młodszym synu, zobaczył jaki jest z niego fajny i zdolny chłopiec, który był przez długi czas jakoś pomijany. I na tym koniec.
      Starszy syn M sprawia coraz więcej problemów. Zawalił ostatni rok szkoły, choć wystarczyło zdać prosty egzamin, na który nawet nie poszedł. Wpadł w dziwne towarzystwo. Teraz zamierza kupić sobie samochód, bo dostał pieniądze z polisy mamy. Na nic tłumaczenie M, że te pieniądze może spożytkować w inny sposób, nie mówić nic o tym, że młody kierowca plus samochód i sezon zimowy razem to nie najlepsze połączenie. Jego zdaniem jest dorosły i może robić wszystko, co chce, a reszta ma to po prostu zaakceptować. Poza tym stwierdził, że on nie chce się spotykać u nas w domu, tylko żeby gdzieś wyjeżdżali i byli jedynie we trzech. Pewne jego "kontakty" tak nas zaniepokoiły, że zabrałam M do terapeuty specjalizującego się w problemach młodzieży, by jakoś pomógł to rozwikłać.
      Po kilku miesiącach takiej zabawy stwierdziłam, że nie wnikam. Co M będzie chciał, to zrobi. Cieszę się, że przynajmniej nie skupił całej uwagi na starszym synu, tylko zaczął premiować fakt, że młodszy jest bardzo poukładany i choć długo stał w cieniu brata, to nie wywołało to w nim jakiejś złości czy chęci odwetu. I na tym na razie koniec. Skupiam się na swoich sprawach.
      • edw-ina Re: stereotyp macochy 28.10.13, 11:45
        Dodam, że te wszystkie problemy szły równolegle z pojawieniem się na świecie małej. Na szczęście nie oderwały M od córki, nie sprawiły, że zaczął ją olewać.
    • wrzesniowa1980 Re: stereotyp macochy 17.02.14, 11:03
      Ja się na początku angażowałam, starałam się, próbowałam wszystko naprawiać, po czym usłyszałam "to w sumie nie jest twoja sprawa, więc się nie wtrącaj". Teraz się nie wtrącam, zgodnie z życzeniem (chociaż czasem rozsadza mnie od środka, jak patrzę na te "cuda", które się u nas w domu dzieją) i słyszę "jak ma być dobrze, jak ty sie tak odcinasz?". I tak źle, i tak niedobrze - macocha po prostu ma pod górkę, cokolwiek by nie zrobiła. Już mi powoli wszystko jedno wink
    • litera29 Re: stereotyp macochy 21.05.14, 20:22
      No, masz chyba rację. Wszystkie na początku chcemy być lubiane przez pasierba/pasierbicę, więc na rzęsach stajemy, a do tego fajnie jak partner/mąż widzi nasze starania. A potem mijają tygodnie miesiące - i zwyczajnie czujemy się zmęczone. Zazwyczaj partner/mąż jest krótkowidzem i naszych starań nie zauważa, a widzi jedynie jak "dyscyplinujemy" pasierba, narzucamy mu zasady panujące w naszym domu. I dziwne, ale mało się to podoba naszemu M. Jest nadzieja,że z czasem się przyzwyczai. Potem wystarczy kilka sytuacji, kiedy pasierb/pasierbica nadepną nam na odcisk, mimo,że przecież tak sie staramy. Przestajemy patrzeć na to dziecko, jak na bezbronne maleństwo, bo widzimy,że wykorzystuje tatusia przy każdej wizycie i często jest powodem różnicy zdań między Tobą, a Twoim M. Jego "ogon" w postaci Jego Ex tez nas już zmęczył. Ileż można wytrzymać?? - zadajesz sobie pytanie, a widzisz,że od miesięcy wiele się nie zmienia. I masz nadzieję,że jak pasierb podrośnie - to sie zmieni, no i Ex już przestanie wydzwaniać i truć dupę o pierdoły. Ale uświadamiasz sobie,że to za kilka, kilkanascie lat nastapi, a zaraz potem ,że wiele się nie zmieni, a może być jeszcze gorzej i witki opadają, i sie nie chce, bo kobieta tez człowiek, nie da sie zaprogramować...Z reszta maszyny tez się meczą, wyczerpują....Ale wciąz kochasz M i jedynie to trzyma to wszystko w jednej kupiewink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka