Dodaj do ulubionych

"Już mi niosą suknię z welonem..."

21.09.04, 09:05
Tak mnie naszły dzisiaj wspomnienia i pozwalam sobie skrobnąć cosik z tej
okazji wink

Otóż nie przypuszczałam, ze będzie tak ciężko. Gdy dwa lata temu wracałam
uczesana od koleżanki czekając na przyjazd druchny potem Narzeczonego (jak to
ładnie brzmi) wyobrażałam sobie sielankę... A tu przyszły trudy dnia
codziennego, ciążą, narodziny Kaczorka. Kłótnie, ciężkie chwil, kryzys... A
znamy się przecież dopiero 5 lat- i co już takie problemy?
Ale mamy siebie. Możemy się przytulić codziennie, objąć mocno, położyć głowę
na piersi ukochanej osoby, bawić się w łóżku z naszym Szczęściem
największym...
Mimo tych chmurek to jednak mi słońce świeci w życiu i za to jestem Panu
Bogu i wszystkim niezmiernie wdzięczna.
Obserwuj wątek
    • mkatarynka Re: "już cyganie czekają z muzyką..." 21.09.04, 09:21
      U nas też raz lepiej raz gorzej. Jakiegoś poważniejszego kryzysu jeszcze nie
      było ale ja zawsze mam w świadomości to, że nic nie jest constans. Trochę się
      tylko od siebie oddaliliśmy każdy zajęty "swoimi" sprawami - M pracą a ja
      dziećmi i domem. Rzadko rozmawiamy ze sobą o czyms innym niż praca albo
      dzieci. sad Rzadko robimy coś razem. Trzeba by nad tym troszkę popracować...
      Ale mimo, że narzekam na mojego M, czasami się na niego wkurzam to i tak kocham
      go najbardziej na świecie. smile
      • jayin Re: "Mendelssohnem stukają kopyta" 21.09.04, 09:32
        Ja tak lekko OT...wink

        STRASZNIE NIE LUBIĘ TEJ PIOSENKI smile)))
        Brrr..
        Jest taka przygnębiająca...

        J smile
        • smallm "Ale kobieta przez świat nie może iść całkiem sama 21.09.04, 09:44
          Taka bez sensu, troszkę, bo co to znaczy, że:
          "kobieta przez świat nie może iść całkiem sama"
          jakoś kupę lat szłam i żyję big_grinbig_grinbig_grin

          Pozdrawiam,
          SmallM
    • capa_negra Jeszcze ryżem sypną na szczęście...... 21.09.04, 09:58
      WINDĄ DO NIEBA

      Mój piękny panie raz zobaczony w technikolorze
      piszę do pana ostatni listopad
      Już mi lusterko z tym pana zdjęcie też nie pomoże
      Pora mi dzisiaj do ślubu iść.

      Mój piękny panie ja go nie kocham, taka jest prawda
      Pan główną rolę gra w każdym śnie
      Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama
      Życie jest życiem pan przecież wie.


      Już mi niosą suknię z welonem
      Już cyganie czekają z muzyką
      Koń do taktu zamiata ogonem
      Meldensonem stukają kopyta
      Jeszcze ryżem sypną na szczęście
      Gości tłum coś fałszywie odśpiewa
      Złoty krążek mi wcisną na rękę
      I powiozą mnie windą do nieba (3x)

      Mój piękny panie z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć
      Więc nie mógł mi się pan przyśnić dziś
      I tak odchodzę bez pożegnania jakby znienacka
      Ktoś między nami zatrzasnął drzwi.


      Co prawda nie miałam welonu, powiozły mnie konie mechaniczne i nikt ryżem naie
      sypał, ale gdyby nie to że szczerze zakochałam sie w moim męzu to ta piosenka
      mogłaby byc o mnie...


      "Pan główną rolę gra w każdym śnie
      Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama"

      Prawda jest taka, że gdy zaczynałam sie spotykac z moim męzem to był on
      klinem ....ale po pól roku już widziałam, ze moje poprzednie życie było utopią
      i tragi farsą i że właśnie ten facet jest tym z którym chce przezyc zycie.

      I od dawna nikt inny nie sni mi sie po nocach
      I poprostu jestem szczęsliwa
      --
      A weź ty takie rady, zwiń w ciasny rulonik i rozważ znaczenie słowa czopek.
      Każda pinezka ma dwie strony

      elitarny beton, fascynujący i znienawidzony zarazem
      • ciemnanocka Re: Jeszcze ryżem sypną na szczęście...... 21.09.04, 10:30
        A ja nie rozumiem czemu ta piosenka jest grana na wszystkich weselach, bo tresc
        jest w skrocie "ona nie kocha tego co za niego wychodzi, tylko innego, o innym
        sni, a za tamtego niekochanego wychodzi za maz."
        albo ja to zle interpretuje.
        Ale ona musi byc strasznie nieszczesliwa wychodzac za maz za kogos kogo nie
        kocha.
        hmmm
        albo zbyt duzo filozofujewink
        • naturella Re: Jeszcze ryżem sypną na szczęście...... 21.09.04, 10:47
          A u nas mega burze, kłody pod nogi i przeciwności losu były przed ślubem
          daaawno. Rozwiązaliśmy i właściwie ślub braliśmy już w sytuacji prawie że
          sielankowej. To już prawie półtora roku i generalnie jest nieźle. Sielanka
          zewnętrzna, czasem wewnętrzne piorunki się przetoczą. Ale cieszę się, że to "co
          nas nie zabije, to nas wzmocni" było właśnie przed ślubem, bo teraz już nic mi
          niestrasznesmile
    • pom Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 21.09.04, 11:26
      Wcisnąć sobie na głowę welonu nie dałam. Książkę by można napisać.
      Piosenka jest ładna ale kompletnie jej klimatu nie czuję...
      I jeszcze się chajtać nie z tym, do którego sie wzdycha? Kompletnie tego nie
      rozumiem.
      • jayin Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 21.09.04, 11:34
        pom napisała:

        > Wcisnąć sobie na głowę welonu nie dałam. Książkę by można napisać.
        > Piosenka jest ładna ale kompletnie jej klimatu nie czuję...
        > I jeszcze się chajtać nie z tym, do którego sie wzdycha? Kompletnie tego nie
        > rozumiem.

        No nie?
        Bez sensu smile
        Jak u Szekspira we "Śnie nocy letniej". Wzdychali wzdychali i wyzdychali nie do
        tego co chcieli.

        Kiedyś na jakimś forum wyczytałam jakieś wątki o tej "pierwszej piosence" na
        weselu. Rozrzut wybieranych utworów był od "Nocy i dni" przez piosenki Bajmu do
        klasycznego "Nad pięknym modrym Dunajem"smile
        I - ku mojemu zdziwieniu - własnie "Winda do nieba" była na szczycie top-
        listy... Optymistyczna i radosna. Nie ma cosmile
    • bejbiko Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 21.09.04, 14:48
      U nas też nie jest różowo. Są dni lepsze i dni gorsze... I czasm dziękuję za to
      co mam, doceniam i dbam..... a czasem przeklinam i pytam "dlaczego"...
      Ale jesteśmy rodziną! I nie chciałabym tego nigdy stracić... pomimo
      nieporozumień... Wronka, wspomina się tylko dobre chwile... właśnie taka suknie
      z welonem... reszta nieistotna..
    • hop_angel Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 21.09.04, 20:35
      u mnie ostatnio same burze, choć niedawno świętowaliśmy 4 rocznicę i generalnie
      bilans wypada na duży plus, dziecko M. duże i nie sprawiajace problemów to
      jednak... a przyczyna jest prozaiczna tzn. może nie do końca ze względu na
      powagę sytuacji, otóż spełniło się nasze największe marzenie - jestem w 17 tyg.
      ciąży niestety mocno zagrożonej więc leżąca jestem, taka do ciągłego
      opiekowania i sytuacja chyba mego męża przerosła a dość długo się o dzieciątko
      staraliśmy i to on bardziej nalegał, czasem nic nie rozumiem z tego, pozdrawiam
      wszystkie macoszki - hopek "reaktywacja"
      • ashan no to gratulacje aniołku :-))))) 21.09.04, 20:53
        trzym się ciepło, nie zważaj na mężowe fochy, pozwól się rozpieszczać smile)) i
        hop do łóżka, a nie na forumach pisać wink

        pozdrawiam i ciepło myślę o Tobie i fasolce

        a.
        • hop_angel Re: no to gratulacje aniołku :-))))) 21.09.04, 21:47
          Dzięki Ashanku,

          Fasolinka jest już sporawa i dzielnie się trzyma mimo różnych niedogodności jak
          np. twarda maciczka mamy i inne takie a w łóżeczku leżymy, tu mamy laptopika bo
          pracujemy i trochę też plotkujemywink
          • lideczka_27 Re: no to gratulacje aniołku :-))))) 21.09.04, 21:53
            Serdeczne gratulacje! Dbaj o siebie i maluszka smile

            pozdrówka gorące
            lidka i 10tygodni młodsza od Twojej fasola wink
      • jayin Aniele...;-) 22.09.04, 09:19
        Gratulacje smile))
        Dbaj o siebie i o dzidzię!

        Miło, że reaktywacja smile)

        Ściskam serdecznie

        J.
        • lara27 Re: Aniele...;-) 22.09.04, 16:34
          i ja i ja się dołączamsmile))
          lara
          • hop_angel Re: Aniele...;-) 22.09.04, 21:10
            Dzieki dziewczynki w imieniu moim i maluszka wink
    • alfa36 Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 22.09.04, 19:28
      Witajcie. Często myślę o sobie i o tym, co by było gdyby... Wkrótce miną 3 lata
      małżeństwa. A ja? Różnie- czasem jestem wdzięczna losowi, ale ... nie utrzymuję
      kontaktów z kolezanką, u ktorej się poznaliśmy. Co więcej, podświadomie czuję
      do niej niechęć. W zasadzie to burze związane są głównie z dzieckiem m., trochę
      krnąbrnym i rozpieszczonym (jedynak). Nieraz marzyłam o tym, że poznaję mojego
      m. jako całkowicie wolnego człowieka (czyli bez bagażu doświadczeń i bez
      dziecka). Ale to tylko marzenia. Pozdrawiam już jesiennie, co nie znaczy, że
      smutno.
    • monikaaz Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 22.09.04, 23:06
      Wiecie co? Przez ten watek, od wczoraj nie moge sie pozbyc z glowy tej
      piosenki! Ciagle ja slysze.... a nie nalezy do moich ulubionych...wrrrrr))))
    • lilith76 Re: "Już mi niosą suknię z welonem..." 24.09.04, 14:17
      piosenka nostalgiczna i ładna, ale z przewrotnym tekstem. kiedy ją usłyszałam
      na weselu kumpeli - pierwszy taniec młodych - to pomyślałam, że ona chyba chce
      zapeszyć. i wykrakałam - małżeństwo rozpadło się w kilka miesięcy później, choć
      formalnie rozwiązywane jest teraz, po latach (bo ona ma nexia, o którym jeszcze
      zapmniała powiadomić ślubnego).

      a tekst - jakże życiowy: lepszy nijaki i niekochany niż żaden smile)). czasy się
      zmieniły.

      u nas też burze i wyładowania atmosferyczne, bo oboje jesteśmy cholerykami i
      kłóciuchami. jak w klasycznym włoskim małżeństwie. a potem sielanka. jednak
      ogrom pracy przed nami, po na takim paliwie nie da się jechać przez lata.

      co zabawniejsze, też popuszczałam czasami wodze fantazji i wyobrażałam sobie,
      że spotkałam M zanim on związał się z Eksią - robiliśmy to oboje i oboje
      doszliśmy do podobnego wniosku. niewiele by to dało - ani wtedy nie byłam
      gotowa do związku, ani zahartowana życiowo, ani on. ten związek szybko by się
      rozpadł albo trzymał na dziecku.
      • nooleczka No no... 24.09.04, 14:32
        lilith76 napisała:

        > co zabawniejsze, też popuszczałam czasami wodze fantazji i wyobrażałam sobie,
        > że spotkałam M zanim on związał się z Eksią - robiliśmy to oboje i oboje
        > doszliśmy do podobnego wniosku. niewiele by to dało - ani wtedy nie byłam
        > gotowa do związku, ani zahartowana życiowo, ani on. ten związek szybko by się
        > rozpadł albo trzymał na dziecku.

        No coś podobnego! PIERWSZY RAZ czytam na macochach tekst, w którym kobieta
        cieszy się że poznała swojego M "po Eksi" i że jest "tą drugą".
        No ale jak tak dłużej nad tym pomyśleć, to w zasadzie wszystkie powinnysmy się
        z tego cieszyć, ze jesteśmy te drugie, bo jak to mówią, "pierwsze koty za
        płoty" Pierwsze negatywne doświadczenia związane z życiem w związku za nimi,
        teraz chyba może już być tylko lepiej, skoro już raz się mocno sparzyli?

        A propos, czy jest tu jakaś TRZECIA zona? wink

        Pozdrawiam optymistycznie

        >
        • madalenka25 Re: No no... 24.09.04, 14:53
          eeee... lepiej brzmi AKTUALNA

          choć w tym co pisze lilith jest sporo racji gdybym ja spotkała Domowego ileś
          lat wcześniej to nici by były
          z wiekiem zmienia nam się troszkę w główkach - bynajmniej mi się zmieniło
        • pom Re: No no... 24.09.04, 14:56
          M jak zobaczył moje zdjęcie z liceum i jak mu opowiedziałam o moich
          niegdysiejszych pomysłach i sposobie bycia stwierdzil: spodobałabyś mi sie na
          wejściu.smile
          Cóż, cięzko przewidzieć, czy związek by przetrwał. Młodosc durna i chmurna
          rządzi się swoimi prawami. Dziś wiem, że przede wszystkim doświadczenia życiowe
          i tolerancja, której się wspólnie uczyliśmy na własnych błędach, pozwalają nam
          współgrać tak harmonijnie jak to jest dziś.
          Nie snuję projekcji, co by było, gdyby M nie miał za soba małżeństwa i
          dzieci... tak po prostu jest i już. Prawdę mówiąc, nawet trudno mi sobie to
          wyobrazić.smile Bo od razu staje mi przed oczami zdziwaczały kawaler, z którym by
          wytrzymać trudno.smile A M jest dokładnie jego przeciwieństwem.
          • smallm Re: No no... 24.09.04, 18:48
            > Nie snuję projekcji, co by było, gdyby M nie miał za soba małżeństwa i
            > dzieci... tak po prostu jest i już. Prawdę mówiąc, nawet trudno mi sobie to
            > wyobrazić.smile Bo od razu staje mi przed oczami zdziwaczały kawaler, z którym
            by
            > wytrzymać trudno.smile

            Hehehehe smile
            To miał być mój koronny argument, gdy mówiłam mojej mamie o M. smile Troszkę bałam
            się jej reakcji. Ale moja mama wyszła z podobnego założenia bez mojego
            nakierowywania ją na te tory smile W końcu kilka dni temu stuknęła mi 30stka i
            spotkac w tym wieku faceta bez przeszłości nie jest tak łatwo, a nawet gdyby
            sie taki trafił to pewnie byłby "zdziwaczałym kawalerem" smile

            Pozdrawiam,
            SmallM
        • lilith76 Re: No no... 24.09.04, 15:22
          z tym cieszeniem się, że jest się "tą drugą", to lekka przesada smile))
          po prostu ja 28 letnia, to już inna kobieta niż ja 21 letnia - coś tam już
          przeżyłam i zawsze wyznawałam zasadę, że ustatkować to się można przed
          trzydziestką, a przedtem to zazwyczaj jest tylko "zabawa w dom" (i niektóre
          małżeństwa znajomych niestety potwierdzają tę teorię). idealną sytuacją ta
          kiedy ja i M spotykamy się w aktualnym wieku będąc jeśli nawet po związkach, to
          bez zobowiązań małżeńsko-alimentacyjnych i budujemy dojrzały związek w oparciu
          o doświadczenie. tak nie jest. trudno. trzeba cieszyć się tym co jest.
          istnienie Małej i Małego ma jakiś sens dla tego świata - może któreś zaprowadzi
          trwały pokój na świecie albo wymyśli definitywne lekarstwo na AIDS?. przecież
          by ich nie było w wersji "gdybania".
          • smallm Re: No no... 24.09.04, 18:51
            > zawsze wyznawałam zasadę, że ustatkować to się można przed
            > trzydziestką, a przedtem to zazwyczaj jest tylko "zabawa w dom" (i niektóre
            > małżeństwa znajomych niestety potwierdzają tę teorię).

            lilith nie załamuj mnie...
            Wprawdzie ja akurat się na ten wiek załapałam: poznałam M. kilka miesięcy przed
            skończeniem 30 lat big_grinbig_grinbig_grin, ale M. krótko po tym kończył 34 uncertain więc grozi nam wg
            Twojej teorii "zabawa w dom"?? A buuuuuuuuuuuuuuu ja nie ciem uncertain

            Pozdrawiam,
            SmallM
            • cz.wrona hehehe 25.09.04, 10:23
              Owszem tekst piosenki nie za bardzo na pierwszy taniec Pary Młodej- ale
              muzyczka piękna. Jak oglądałam kasetę z naszego ślubu to własnie przy niej
              poleciały mi łezki.
            • lilith76 Re: No no... 27.09.04, 10:27
              ja mam 28 lat, więc też trochę przy wcześnie smile
              może to cecha osobnicza - niekórzy wiją gniazda wcześnie i trwają dzielnie inni
              muszą swoje przeżyć. ja i M należymy do tych drugich.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka