Tak mnie naszły dzisiaj wspomnienia i pozwalam sobie skrobnąć cosik z tej
okazji
Otóż nie przypuszczałam, ze będzie tak ciężko. Gdy dwa lata temu wracałam
uczesana od koleżanki czekając na przyjazd druchny potem Narzeczonego (jak to
ładnie brzmi) wyobrażałam sobie sielankę... A tu przyszły trudy dnia
codziennego, ciążą, narodziny Kaczorka. Kłótnie, ciężkie chwil, kryzys... A
znamy się przecież dopiero 5 lat- i co już takie problemy?
Ale mamy siebie. Możemy się przytulić codziennie, objąć mocno, położyć głowę
na piersi ukochanej osoby, bawić się w łóżku z naszym Szczęściem
największym...
Mimo tych chmurek to jednak mi słońce świeci w życiu i za to jestem Panu
Bogu i wszystkim niezmiernie wdzięczna.