Dodaj do ulubionych

Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was....

28.12.04, 21:34
No dobra. Wpadlam jak sliwka w kompot. Po uszy i calkowicie. Nie chce uzywac
duzych slow, ale wyglada na to, ze zaczyna sie to robic powazne. No i jak to
bywa u ludzi w podeszlym wieku, takich jak ja, On ma dzieci z poprzedniego
malzenstwa. Dziewczynke i chlopca, 9 i 7 lat. No i poznalam Jego dzieci.
Jeszcze przed swietami... no i nie bylo najgorzej. Dzieci mnie polubily. Ja
je tez. No i sama nie wiem. Zaczyna sie chyba ukladac.... Jakos tak
naturalnie i powoli wszystko idzie do przodu. Moze tym razem nie uciekne w
poplochu??

Leeya
Obserwuj wątek
    • konkubinka Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 28.12.04, 23:14
      no i kulsmilewitamy w groniesmile
      • nooleczka Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 01:45
        Ło matko z córką, to już następca Szymona zawitał?? wink
        Daruj ... pytam z czystej ciekawości...
        • leeya Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 10:21
          No tak. Wyszlo na to, ze Leeya z kwiatka na kwiateksmile

          No dobra, opowiem ze szczegolami...

          Znamy sie z rzeczonym osobnikiem juz cale wieki, no nie, tylko 6 lat. Ale
          znalam Go jako szczesliwa glowe rodziny. I tak tez mi sie zakodowalo w moim
          lebku, ze sie zonatych nie tykasmileWiec koegzystowalismy obok siebie jako
          znajomi. Az pewnego dnia zalapalam nastroj ucieczki i zaczelam szykowac sobie
          cieple gniazdko daleko od Gdanska. On to wczyl i mnie zmusil do szczerosci... I
          jakos tak wyszlo, ze o tamtej pory bylismy swietnymi kumplami i przyjaciolmi. Z
          jego zona zreszta tezsmile Jakies 2 lata temu bylam w USA na dluzszym wyjezdzie
          pracowym, nie bylo mnie w Polsce 6 tygodni. Kiedy po powrocie probowalam sie z
          nim skontaktowac, jego numer byl juz nieaktualny. Tym razem to On sie rozmyl w
          przestrzeni. Jego zona rzucila mi tylko krotkie "nie wiem gdzie jest, jak
          chcesz to Go szukaj, mnie On juz nie obchodzi". Po krotkim wywiadzie wsrod
          znajomych dowiedzialam sie, ze pokazala mu drzwi, a sama mieszka juz z innym.
          He.. Zmusilam Go do kontaktu mailowego. Z nikim innym nie utrzymyal kontaktu w
          Gdansku.

          I jak to glupio bywa, nie powiedzialam mu o tym, co sie stalo miedzy mna a
          ojcem Kulki. Wstydzilam sie?? Nie potrafilam?? Nie chcialam mu dorzucac moich
          zgryzot?? Tym bardziej, ze bywal w Gdansku, ale NIGDY nie chcial sie ze mna
          widziec. Wrecz unikal mnie. Wiedzialam, ze sotykal sie z innymi naszymi
          znajomymi. No i ktos chlapnal ostatnio na jakiejs imprezie, ze Aska ma corke i
          ze zostala sama. Nastepnego dnia o 7.25 stal przed moimi drzwiami. Nie chcial
          mnie budzic wczesniej, od 2 siedzial w samochodzie pod blokiem... Byl 4 grudnia.

          I tak jakos juz zostalo. Nie wiem co z tego bedzie, na razie opowiadamy sobie
          co sie przez ten czas dzialo. Nadrabiamy 2 lata nie widzenia sie. Jedno widac
          niezbicie, ja sie zmienilam, On sie zmienil. Dwa skorupiaki totalne, na razie
          sie "obwachujemy"smile

          Jedno mnie tylko dziwi. Przez tyle lat sie znamy, a ja do tej pory, a dokladnie
          do 22 grudnia nie widzialam i nie znalam jego dzieci. Jakos ta znajomosc nie
          byla taka domowa. Raczej wyjsciowo-imprezowa.

          No i nie wiem juz co bedzie. Znaczy wiem jedno. Juz od kilku miesiecy mial
          nagrany kontrakt za granica. Zaczyna 1 maja 2005. Ja tez podpisalam kontrakt w
          tej samej firmie, z kolei ja zaczynam 1 czerwca. W marcu jedziemy wybrac dom...
          glupio zabrzmi.. dla nas. I naszych dzieci. Bo jego dzieci jada z nami.

          Leeya
    • capa_negra Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 09:11
      A nie mówiłam !!!!
      A właściwie to powinnam ugryść sie w język smile
      Ale przypominam sobie taki post w którym pisałam, ze KAŻDA z nas może być i eks
      i neks i samodzielna i macochą...bo zycie to jest taka nieprzewidywalna
      frańca ... to tak żeby sie dosadniej nie wyrazić.

      Leeya kochanie - oczywiście zycze wszystkiego najlepszego i żeby sie ułozyło
      tak jak tego pragniesz.
      No i oczywiście zeby cie omineły "typowe, macochowe kłopoty" takie jak maja
      niektóre tu dziewczyny.
      Pozdrawiam - sukcesów i wytrwałości życze smile
    • madalenka25 Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 11:58
      uwielbiam czytać tu pełne szczęścia, nadzieji ale i obaw posty
      piszcie Kobity - działacie jak balsam na moją zbolałą duszę
      u nas dalej wszystko na "nie" - ja odpuściłam już nikogo do niczego zmuszać nie
      będę, życie samo zweryfikuje "szantaże emocjonalne"

    • nooleczka Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 14:19
      To fakt, to co napisała capa negra.
      Życie jest całkowicie nieprzewidywalne.
      A Twoje, leeya, wyjątkowo pokręcone jest wink

      w każdym bądź razie, juz na poważnie, życzę Wam żeby wszystko jednak ułożyło
      się po Waszej myśli i tak jakbyście sobie tego zyczyli.
      I żadnych problemów związanych z macochowaniem smile
      I żadnych problemów związanych z jego rozwodem.

      Pozdrawiam
      • leeya Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 16:51
        Ano fakt... Pokrecenie pierwsza klasa, ale co tam, da sie przezycsmile

        Problemy z macochowaniem dopiero w przyszlosci i to nawet dalekiej (znaczy
        polrocznej), a z rozwodem to juz na pewno mnie nie dotyczy, bo sfinalizowane
        zostalo to w lipcu 2004.

        Leeya
        • triss.m Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 18:50
          Zycze malo problemow, za to duzo szczescia smile
          • lara27 Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 29.12.04, 22:26
            No to świetnie smile

            Leeya ja też dołączam się do życzeńsmile

            Fakt - życie pisze najlepsze scenariusze

            Pozdrawiam cieplutko i prawie sylwestrowo
    • leeya Ano NIE jestem jedna z Was:) 01.01.05, 22:37
      He he he he , ja to mam SZCZESCIEsmile Nie jestem jedna z Was, bo wlasnie dzis
      rano zadzwonila do mnie prawowita "wlascicielka", znaczy sie obecna kobieta
      rzeczonego.... Tak to juz w zyciu bywa, tylko czemu MI sie takie cos zdarza
      nagminnie?? Pewnie naiwna jestem i za szybko ufam ludziom. Nic to, przezyjemy
      jakossmile

      Ale mi sie rok zaczalsmile))))

      Leeya
      • chalsia Re: Ano NIE jestem jedna z Was:) 02.01.05, 00:11
        He he he, mojej next obrączka na palcu (oraz zapewne wiedza, iż prawowita
        małżonka - czyli ja - jest w ciąży) nie przeszkadzała.
        Anyway, współczuję Ci Leeya (i tamtej kobiecie też).
        A faceta na stos ....

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • chalsia Re: Ano NIE jestem jedna z Was:) 02.01.05, 00:13
          oczywięcie miałam na myśli obrączkę na palcu faceta (wtedy jeszcze mojego męża).

          Chalsia
      • kubowa Re: Ano NIE jestem jedna z Was:) 02.01.05, 09:40
        wspolczuje... niezle sie facet zabawil!
      • leeya Re: Ano NIE jestem jedna z Was:) 02.01.05, 11:04
        Ej.. Dziewczyny, sama sobie tak poscielilam, sama musze sie z tym wyspac..
        Trzeba bylo nie ufac przyjacielowi.. Tylko komu wtedy ufac????? Zycie toczy sie
        dalej.

        "Gdy zamknales drzwi, zegar nadal bil, czas nie stanal w miejscu..."

        Zycie....

        Leeya
      • capa_negra "właścicielka" ????? 02.01.05, 14:37
        Leeya kochanie co przez to rozumiesz ???
        Jesli zona to faktycznie "po ptakach"
        Ale jeśli nie zona??? "tylko" aktualna narzeczona...
        Obydwoje jesteście dorośli, obydwoje rozwiedzeni i trudno oczekiwac od jednego
        i drugiego, że będzie zyło jak mnich.
        Ludzie zanim sie zwiążą w sensie małżeństwa czy stałego związku czasami długo
        szukają..
        Sama napisałaś , ze ten facet nie wiedzial, ze ty jestes wolna , a jak sie
        dowiedział to zaraz przyleciał...
        Nie wiem jaki jest jego status bo jesli jest teraz ponownie żonaty to nie ma
        wybaczenia, ale jeśli nie .....
        Może warto dac jemu i sobie szansę.
        • smallm Re: "właścicielka" ????? 03.01.05, 08:06
          Qrde... Coś mi tu jakoś się nie klei w całej tej historii...
          Leeya, jak to jest... Skonfrontowałaś odezwanie się właścicielki z
          jej "własnością"?? Hmmmmm... A tak w ogóle to powodzenia Ci życzę i mniej
          paskudnych chłopów na drodze życiowej...
          • leeya Re: "właścicielka" ????? 03.01.05, 15:56
            Juz spiesze z wyjasnieniami.

            Otoz nie mialam jak skonfrontowac, bo rzeczony osobnik zniknal, odezwal sie
            dopiero dzis i mamy rozmawiac. Nie, nie jest to nowa zona, a raczej
            przyjaciolka, dziewczyna czy jak to nazwac. Wedle slow tej kobiety sa ze
            soba "od jakiegos czasu"... Glupie to, nie...??

            Aha!! Mowcie do mnie od dzis stara naiwniaczkasmile

            Smallm, ja sie chyba na dziewczyny przerzucesmile)))))))

            Leeya

            PS. Ale dziwne to jakies, bo mnie humor dobry nie opuszczasmile
            • marcepanna STO CALUSKOW DLA LEEYA i JULECZKI KULECZKI 03.01.05, 17:18
              Ja myslalam ze tylko ja taka jestem ze jak facet mowi o wspolnym zyciu to ja
              juz wierze...
              Zreszta moze zrezyguje z tamtej?
              Pa
            • capa_negra Re: "właścicielka" ????? 03.01.05, 18:07
              leeya

              Nie odbierz tego postu jako usprawiedliwianie faceta, ani jako namawianie
              ciebie do czegokolwiek, ale tak to jest, że coś sie w zyciu kończy i cos sie
              zaczyna.
              Byc może dla ciebie związek sie zaczyna, a dla tej innej kończy.
              Jesli facet nie ma w stosunku do niej zobowiązań tz. nie oświadczył sie, ona
              nie jest w ciązy poprostu jak to ona ujeła "śą ze soba od jakiegoś czasu" to
              nie powód , zeby gościa przekreslac.
              Powtarzam - nie można od dorosłych ludzi wymagać żeby " wmiędzyczasie" czyli
              między jednym, a drugim powaznym związkiem zyci jak mnisi.
              Nie powinnas równiez oczekiwac, że na pierwszym czy drugim spotkaniu facet ci
              powie, że cos tam ma "nieuregulowane" tym bardziej, że to związek nieformalny
              Zreszta pewnie liczył , że nigdy sie nie dowiesz, że tak było.
              Przyznaje się bez bicia, ze ja gdy zaczełam sie spotykac z moim męzem nie do
              końca miałam "uregulowane" - nie byłam męzatka, ale też nie było "oficjalnego"
              rozstania sie z byłym.
              Porozmawiaj - na spokojnie i jeśli widzisz szansę, że możecie cos razem
              zbudowac to zróbcie to - powoli i na spokojnie.
              ale z góry nie przekreslaj - potem z perspektywy czasu mozna czegos załować....
              przerobiłam na własnej skórze.

              I jeszcze jedno - skoro ona tak szybko - parę dni od waszego spotkania
              zadzwonila to musiał jej powiedzieć o tobie..... to chyba było uczciwe i
              świadczy na jego korzyśc - nie sądzisz ???
              Skoro to " fajny facet" to nie dziwie sie, że ona sie broni przed jego utrata,
              ale dziwię sie, że ty nie walczysz.....
              • nooleczka Re: "właścicielka" ????? 03.01.05, 19:16
                capa_negra napisała:

                ...same mądre rzeczy i w zasadzie mogę się nogyma i ręcyma pod jej postem
                podpisać, bo uważam dokładnie tak samo z jednym tylko zastrzeżeniem:

                > ale dziwię sie, że ty nie walczysz.....
                >
                Leeya jeszcze nie ma o kogo walczyc; póki co to jest kandydat na kandydata,
                niech ją zdobywa, niech ją zdobędzie, ale póki co niech będzie czujna smile

                Życzę powodzenia leeya i oby dzisiejsza Wasza rozmowa pozwoliła wyjaśnić
                wszelkie wątpliwości.
              • smallm Re: "właścicielka" ????? 03.01.05, 19:25
                Zgadzam się z przedmówczynią...
                Nie wiem czy dobrze myślę czy nie, ale to na ile dana osoba jest ważna dla
                kogoś czasem świadczy to co o niej mówimy... Skoro on jej mówił o Tobie, a w
                drugą stronę nie... Może jednak ja traktował bardziej jak przyjaciółkę... Gdyby
                to było cos poważnego nie sądzę, żeby opowiadał jej o Tobie...
            • smallm Re: "właścicielka" ????? 03.01.05, 19:21
              Leeya Słoneczko smile
              Ja to od zawsze mówię (o tych dziewczynach) big_grinbig_grinbig_grin

              Jestem jednak baaaaaaaaaardzo ciekawa jak wyjdzie konfrontacja...
              Wiesz... Czasem kobiety sobie dorabiają scenariusze... I sa strasznie naiwne...
              Wiem, bo nieraz mi się to zdarzyło... A to która z Was sobie je doriabiała
              potrafi określić tylko "rzeczony" smile Czekam więc na wynik konfrontacji smile

              Buziaki smile
            • leeya Konfrontacja, he he he ..... 04.01.05, 11:26
              No OK, wydawalo mi sie, ze znam zycie. A tu dupa!! Nie znam zycia i albo jestem
              ostro w konia robiona, albo na biednego zuczka uwziely sie wszelkie
              przeciwnosci losu.

              Pogadalisy wczoraj. I co?? Podobno to jego przyjaciolka, ale nie z tych z
              lozkiem w tle, tylko taka od pogadania. Taaaa... I ona sie biedaczka zakochala
              w nim, swiata poza nim nie widzi itd, itp... Taaaa.... A On nie chce jej tylko
              mnie i to juz od dluzszego czasu. A tak w ogole, to jak sie dowiedzial, ze tata
              Julki mnie zosawil, to przeprowadzil z nim "menska" rozmowe. I to jest fakt.
              Gadali o planach na przyszlosc mojego bylego i o tym, czy aby na pewno byly juz
              nie bedzie chcial do mnie wracac. PODURNIELI????? A mi sie naiwnej zdawalo, ze
              to w sumie ja powinnam zadecydowac, a nie oni, o moim zyciu. Echhhh...

              Ale wiecie, z ta dziewczyna to zupelnie inna sprawa. Najbardziej mnie wqrzylo,
              ze nie kontaktowal sie przez 3 dni. Zero znaku zycia. Tak, jakby w ogole Go nie
              bylo. Potem zjawia sie i caly happy mowi, ze musial sprawy uprzadkowac. Co to
              qrka ma byc?? A ja kretynka pazury zrzeram przez ten czas. Chociaz nie, po
              pierwszym dniu przestalam zrzerac i sie ostro zdenerwowalam na niego.

              A co do walczenia to... Noolka ma racje. O co ja mam walczyc?? Jak na razie
              spotykalam sie z fajnym facetem, cos tam przebakiwalismy o przyszlosci, ale to
              bylo tylko w sferze rozmow. Fakt, ze podpisalam kontrakt i mielismy razem
              zamieszkac. Mielismy.... Ale coz, na studiach tez mieszkalam z kolezanka i 2
              facetami w trzypokojowym mieszkaniu. Czy znaczylo to, ze ktores z nas stworzylo
              pare?? Nie, raczej jestesmy super kumplami do dzis, nie uzyje juz teraz
              slowa "przyjaciel", bo jakos po ostatnich wydarzeniach boje sie uzywac tego
              slowa w stosunku do kogokolwiek... Chce podobno walczyc o mnie... Jakos sie
              boje takich zapowiedzi. Na razie odpuscilam sobie wszelkie zawirowania.
              Pozyjemy, zobaczymy jak bedzie i czy nie skonczy sie na gadaniu...

              A co do tej dziewczyny.. Albo ja glupia jestem, albo znow uwierzylam w jakies
              kretynskie klamstwo, albo sama juz nie wiem co. Dziewuszka powiedziala mu, ze
              ja do niej wydzwaniam, pisze smsy i kaze jej sie odczepic. No tak... Ja... Wiec
              poszlismy wczoraj do salonu firmowego mojej sieci komorkowej i poprosilam o
              billing mojgo numeru telefonu za miesiac z dniem wczorajszym wlacznie. Jakos
              nie znalazl tam polaczen wychodzacych na jej numer, za to u mnie w komorce w
              polaczeniach "przychodzacych" znalazl ciut tych polaczen z czego jedno
              odebrane. No i pokazalam mu smsy od niej. Na co On wyciagnal swoja komoke i
              zadzwonil do... jej meza. No a ze jezyk angielski jest znany mi w stopniu
              bardzo dobrym zrozumialam ich rozmowe. Dzis przylatyje do Polski jej maz i nie
              wiem sama co bedzie....

              Leeya
              • smallm Re: Konfrontacja, he he he ..... 04.01.05, 11:33
                Ups... No to niezła ta pssssssssssyjaciółka... smile
              • capa_negra Re: Konfrontacja, he he he ..... 04.01.05, 11:38
                Kobiety słowa "walczyć" użyłam mając na mysli " nie spisywac gościa na straty
                juz na wejściu"
                Broń boze nie chodziło mi, żeby o niego jakoś specjalnie zabiegać - poprostu
                dac mu szanse, a nie oddac tamtej walkowerem.

                Z tego co napisałas Leeya wynika, że sytuacja jest arcyciekawa, podobnie jak
                twoja "konkurentka" która kręci jakąs swoja gierkę.
                Czekaj spokojnie na rozwój sytuacji ( swoją droga ciekawe jak sie rozwinie
                sprawa z małzonkiem "konkurentki") i jesli chłopu naprawde na tobie zalezy to
                będzie miał niejedna okazje zeby sie wykazac.
                • nooleczka Re: Konfrontacja, he he he ..... 04.01.05, 12:06
                  Hmm, no to daj mu tę szansę smile Niech udowodni ze potrafi z drogi krętej wyjść
                  na prostą.

                  A tak poza tym, Twoje osattnie zawirowania leeya to by się nadawały na
                  jakieś... trzy dobre telenowele!!!
                  Słuchaj, Ty się bierz do roboty i pisz te scenariusze! Zawsze to kawałek
                  grosza smile)
    • madalenka25 argentyński scenariusz... 04.01.05, 12:46
      to przy tym siada, zgadzam się z Anią - spisz to i do telewizji

      a tak poważnie Leeya, dziecko drogie wyluzuj i cierpliwie czekaj na rozwój
      wypadków, co ma być i tak będzie bo w naturze nic nie ginie czasm tylko zmienia
      właściciela

      trzymam łapki i całuski dla Kuleczki
    • lilith76 Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 04.01.05, 12:58
      leeya, pomysły Grocholi przy twoim życiu, to rojenia pensjonarki smile))
      chylę czoła.
      • lara27 Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 00:39
        To mnie nie ma parę dni. Myślę sobie - jak pięknie w nowym roku... może jakieś
        weselicho na forum będzie a tu TAAAAAAAKA JAZDA!

        LEEYA TRZYMAJ SIĘ!!!

        lara
        • geos Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 08:28

          No to może ja się przyznam........
          Nie lubię o takich sprawach mówićza dużo bo się boję, że zapeszę ale co mi tam.....

          Ja się zaręczyłam w Wigilię
          Ślub planujemy na jesień.
          No to teraz trzymajcie kciuki dziewczyny, zeby los wciąz sie usmiechał tak jak
          sie uśmiecha do tej pory, od czasu jak spotkałam tego mojego eMa..
          :o)
          • capa_negra Geos - GRATULACJE !!!!! 05.01.05, 09:25

          • smallm Gratuluję!!! (n/txt) 05.01.05, 14:37
          • leeya CONGRATULACJE:) n/txt 05.01.05, 17:44

            • geos dziękuję za powyższe :o) 06.01.05, 16:36
              • lilith76 ja też dołączam się do gratulacji! 07.01.05, 12:59
                z opóźnieniem, bo przeziębienie zwaliło mnie z nóg i dopiero teraz odzyskuję przytomność smile
    • leeya Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 01:10
      Trzymam sie dobrze i powiem Wam, ze patrze na to wszystko tak jakby z bokusmile I
      mam coraz wiekszy ubawsmile A rzeczonego osobnika poslalam do wszystkich diablow.
      Jak dla mnie, kruchej istotki, to jast juz za duzo zawirowan. Rzeczony osobnik
      zrobil dzis obiadek, dobre bylo, jemy sobie spokojnie, zartujemy, pijemy
      odpowiednie winko pod danie, a tu telefon do niego. No i rozmowa
      krotka: "Uspokoj sie, zaraz bede". Do mnie rzucil tylko krotkie: "nie gniewaj
      sie musze leciec do niej" i polecial. No i niech juz tak zostaniesmile

      Leeya
      • chalsia Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 01:23
        >No i niech juz tak zostaniesmile

        Bardzo słusznie Leeya !!! Tak trzymać smile

        Pozdrówko,
        Chalsia
      • smallm Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 08:06
        Wrrrrrrrrrrrrrrrr...
        A ja tak starałam się myśleć o nim pozytywnie...
        Rozzłościłam się normalnie...
      • geos Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 08:25
        No normalnie chłop nie ma kręgosłupa!!!
        Gnie się na wszytskie strony
        jak witka brzozowa!!
        Może lubi wrażenia? Tylko czemu kosztem innych?
        A jak ma uczcciwe zamiary a w zyciorysie zawirowania to może by coś powiedział,
        wyjasnił?
        Jakoś tak dziwny on jest delikatnie to mówiąc

        Pozdrawiam i trzymaj się
      • capa_negra Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 09:28
        O w morde .....

        No i niech juz tak zostanie.
    • leeya Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 17:55
      Szczerze??
      Fajnie jest jak jestsmile
      Musze tylko zmienic numer komorki... buuuuu.....

      Leeya
      • e_r_i_n Re: Sama niewiem, chyba jestem jedna z Was.... 05.01.05, 17:56
        leeya napisała:


        > Musze tylko zmienic numer komorki... buuuuu.....

        Leeya, a skad ta panna miala Twoj numer???
        • capa_negra na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:03
          panny chodzi tylko o telefony od niedoszłego kandydata na kandydata ..
          Nie zmieniaj leeya - czerwona słuchawka ma swoje zastosowanie.
          A jak zacznie ci serenady pod oknem brzdąkać to co ??? mieszkanie sprzedasz???
          • leeya Re: na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:07
            Z dziewczyna sobie dzis pogadalam. Logiczna babka i ciut starsza ode mnie.
            Nie... To nie od niej telefony mnie gnebia.

            Capa, jak zacznie serenadowac to sprzedam mieszkanie i sie wyprowadze, jak mi
            Bog mily!! No OK, i tak mialam w kwietniu zmieniac mieszkanietongue_out

            Leeya
            • capa_negra Re: na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:15
              A co??? tembr głosu ci nieodpowiada ???? smile)) oj wybrednas, wybrednas....

              No to skoro pogadałas to masz zapewne jasność sytuacji , a jak telefon od pana
              to ...czerwona słuchawka smile)
          • e_r_i_n Re: na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:22
            Aha, no chyba ze tak. Ale w ogole nurtowało mnie pytanie, skad ona miała numer
            leeyi, skoro do niej wydzwaniała.
            • leeya Re: na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:23
              Bo przetrzasnela jego komoresmile

              Kurna, ze tez ja nie jestem taka "zapobiegliwa" smile

              Leeya
              • capa_negra Re: na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:26
                No widzisz - teraz będziesz wiedziała od której strony brac sie za gościa..od
                komórki moja droga, od komórki
              • e_r_i_n Re: na mój nos to nie o telefony od 05.01.05, 18:31
                Aaa smile
              • smallm Re: na mój nos to nie o telefony od 06.01.05, 08:33
                zawsze mnie takie kobiety zastanawiały...
                moja psiapsiuła potrafi nawet zadzwonić pod jakiś numer, jeśli z niego miał
                połączenia jej facet... myślałam, że on jej w końcu da za takie numery do
                wiwatu, ale nie... skacze poło niej jak nie wiem co... mężczyźni mnie
                zadziwiają... ale ja chyba nigdy ich nie zrozumiem...
                a co do tego Twojego... to aż tak źle??
                • e_r_i_n Re: na mój nos to nie o telefony od 06.01.05, 08:50
                  smallm napisała:

                  > zawsze mnie takie kobiety zastanawiały...

                  Mnie też. Dla mnie nie do pomyślenia jest przeszukiwanie telefonu/notesu czy
                  innych papierów mojego męża i totalne kontrolowanie go.
                  • smallm Re: na mój nos to nie o telefony od 06.01.05, 09:55
                    i w drugą stronę... nie mam nic do ukrycia... nie doprawiam rogów M., ale jakby
                    zaczął mnie kontrolować, to bym się wqr.... bardzo żadko zaglądamy sobie w
                    komórki i to najczęściej przy drugiej osobie... chociaż i tak nie mieliśmy tego
                    robić, bo ja tego nie lubię. bardziej to wychodzi w żartach...
                    • e_r_i_n Re: na mój nos to nie o telefony od 06.01.05, 13:39
                      Jasne, ze dziala to w dwie strony. I nie chodzi tu o ukrywanie czegokolwiek, a
                      o prywatnosc.
                      U nas jest tak, ze jak ja nie moge odebrac swojego telefonu, to odbiera moj maz
                      i odwrotnie (chyba ze do niego jest to ewidentnie telefon sluzbowy), ale
                      jakiejs regularnej inspekcji zawartosci komorki czy konta mailowego nie ma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka