30.12.04, 08:30
Drogie macoszki. Mamy problem, z którym może któraś z Was się zetknęła. Nasza
młoda w styczniu kończy 18 lat. Mój M płaci alimenty na konto ex, a po
osiągnięciu przez młodą pełnoletności chciałby płacić córce. Chyba powinien
założyć sprawę o zniesienie alimentów płaconych exi (?), czy coś podobnego.
Nie mam pojęcia. Pomóżcie.
Obserwuj wątek
    • iziula1 Re: Alimenty 30.12.04, 16:35
      A co stoi na przeszkodzie by tak było?
      Mój ojciec po skonczeniu przez mego brata 18 roku życia płacił mu pieniadze do
      reki.Brał potwierdzenie na pismie, bo matka była temu zdecydowanie przeciwna.
      I obawiał sie kolejnych spraw w sadzie i posadzenia,ze nie wywiazuje sie z
      obowiązku alimentacyjnego.
      Czy trzeba to załatwiać sadownie? Nie wiem. Ale jeśli nie ma możliwości
      rozsadnego dogadania sie między byłymi małżonkami to chyba zostaje droga prawna.
      • derena33 Re: Alimenty 30.12.04, 16:55
        nie ma takiej potrzeby,by sprawa trafila do sadu. W momencie osiagniecia przez
        dziecko pelnoletnosci alimenty automatycznie mozna przekazywac dziecku, chyba
        ze pelnoletnia corka upowazni mame pelnomocnictwem do dzialania w jej imieniu.
    • omama Re: Alimenty 30.12.04, 23:46
      A tak z ciekawości czystej, dlaczego ojciec woli płacić na ręce dziewczyny niż
      jej matki?
      • doratom Re: Alimenty 31.12.04, 07:10
        omama napisała:

        > A tak z ciekawości czystej, dlaczego ojciec woli płacić na ręce dziewczyny
        niż
        > jej matki?

        Oczywiście, że chce płacić córce i stąd ten problem.
        Po prostu po wszystkich numerach exi związanych z alimentami, nie chcemy żeby
        miała jakiekolwiek prawo do naszych pieniędzy, a - z drugiej strony - chcemy to
        wszystko uregulować zgodnie z obowiązującymi procedurami, żeby nie wyskoczyła
        po kilku miesiącach, że M nie płaci. Z córką na pewno się dogadamy bez sądów.
        • doratom Re: Alimenty 31.12.04, 08:04
          Historia mojego M to droga przez mękę. Ale to nie jest teraz najważniejsze. To
          są trudne do wyjaśnienia sprawy. Po prostu tak oboje odczuwamy. Mój M nie
          utrzymuje w chwili obecnej żadnych kontaktów z ex (oprócz spotkań w sądzie o
          podwyżkę alimentów). Do młodej dzwoni na komórkę, bo nawet nie chce słyszeć
          głosu exi. Po prostu tyle mu krwi napsuła, że po 7 latach od rozwodu on nawet
          nie chce wspominać jej imienia. Przez te wszystkie lata próbowała wszelkimi
          sposobami i metodami zemścić się za to, że rozwód orzeczono z jej winy. M płaci
          alimenty, za które młoda z powodzeniem może się utrzymać. A przecież - zgodnie
          z wyrokiem rozwodowym - koszty utrzymania dziecka rodzice mają dzielić na pół.
          W związku z tym, skoro młoda będzie osobą pełnoletnią, dostanie pieniądze od
          ojca do ręki, a jak dogadają się z matką, to ich sprawa. Z tego co widzę, exia
          na pewno część alimentów przeznacza na inne wydatki. A nie powinna, gdyż ma
          partnera, dzięki któremu nie musi martwić się o kasę. A że jej wiecznie mało,
          to chcemy zakończyć oskubywanie młodej z pieniędzy, któe jej się należą.
          • omama Re: Alimenty 31.12.04, 10:20
            Cóż, nie sądzę, żeby unikanie konfliktów na linii matka-córka było waszym
            głównym priorytetem, ale osobiście nie bardzo sobie wyobrażam sytuację. Tzn co,
            córka ma oddzielną półkę w lodówce i sama (18 lat!) kupuje ziemniaki i
            schabowe? A 15 czy tam którego daje forsę na kmorne? Rozumiem waszą niechęć do
            matki i pragnienie odcięcia się od znienawidzonej osoby, ale za to rozwiązanie
            zapłaci też córka. Chyba, że jest nad wiek dojrzała.
            • doratom Re: Alimenty 31.12.04, 11:25
              omama napisała:

              > Cóż, nie sądzę, żeby unikanie konfliktów na linii matka-córka było waszym
              > głównym priorytetem, ale osobiście nie bardzo sobie wyobrażam sytuację. Tzn
              co,
              >
              > córka ma oddzielną półkę w lodówce i sama (18 lat!) kupuje ziemniaki i
              > schabowe? A 15 czy tam którego daje forsę na kmorne? Rozumiem waszą niechęć
              do
              > matki i pragnienie odcięcia się od znienawidzonej osoby, ale za to
              rozwiązanie
              > zapłaci też córka. Chyba, że jest nad wiek dojrzała.
              Szczerze mówiąc, ani mnie, ani mego M nie interesują układy między młodą a jej
              matką. Po prostu, exia tak wywindowała alimenty, że całe utrzymanie młodej
              spada na barki M. A w wyroku sądu wyraźnie napisano, że każde z rodziców ma
              łożyć na utrzymanie dziecka po 50 % kosztów z tym związanych. Jeżeli chodzi o
              komorne, to nikt nie płaci, bo mieszkają z partnerem exi w jego willi.
              • omama Re: Alimenty 31.12.04, 12:02
                Ja rozumiem, ale zwracam ci uwagę, że zainicjowanie konfliktu matka/córka może
                się z czasem, kiedy hormony przestaną się burzyć, obrócić przeciwko ojcu. Ale
                pewnie ważniejsze dla was emocjonalnie jest wystąpienie przeciw eks niż
                chronienie córki. Przy czym rozumiem, że eks może być dowolnie wredna - tyle,
                że moim zdaniem nie w tym dzieło. Zachęcam po prostu do rozważenia, czy w
                dłuższej perspektywie to, co zamierzacie jest dobre i bezpieczne. Bo może się
                okazać, że albo córka zrobi sobie kuku luźną gotówką, albo za pięć lat dojdzie
                do wniosku, że tatuś jednak jest takim mściwym draniem jak mówi mama.
                A za wille też się płaci i tez na termin: - podatek, szambo, woda, ogrzewanie,
                fundusz remontowy, podlewanie etc.
            • m-m-m Re: Alimenty 31.12.04, 12:15
              Córka nie musi miećoddzielnej półki w lodówce,po prostu dokłada się matce do
              swojego utrzymania. Jak juz bedzie pracowałai pieniądze bedą pochodziły z jej
              pensji, też bedzie się dokładała matce. Chyba, że matka bedzie chciała
              całkowicie ja utrzymywać sama i córkipieniądze i te pochodzące z alimentów od
              ojcai te samodzielnie zarobione bedądla dziewczyny jako kieszonkowe.


              A 15 czy tam którego daje forsę na kmorne?

              A dlaczego nie? Wsród moich znajomych z pełnych rodzin dorosłe dzieci
              mieszkajace z rodzicami też jak najbardziej co miesiąc dawały rodzicom
              pieniądze na opłacenie swojej części komornego + utrzymanie. To normalne.


              Cóż, nie sądzę, żeby unikanie konfliktów na linii matka-córka było waszym
              > głównym priorytetem,


              A niby dlaczego ma być? Co obchodzą stosunki "matczyno-córeckie" ojca
              dziewczyny i jej macochę? I niby dlaczego mają obchodzić???
              Człowiek, który kończy lat osiemnaście , jest formalnie dorosły,tzn., ani
              matka, ani ojciec nie mają już władzy rodzicielskiej, ani obowiązków opiekuńczo-
              wychowawczych. Wygasają one wraz z ową formalną dorosłością.
              Zgodnie zprawem wtedy dziecko ma prawo zarządać alimentów od matki i ojca i
              przeznaczyc te pieniądze na swoje utrzymanie, np.wynajęcie mieszkania pospołu
              ze znajomymi, czy właśnie osobne jedzenie, jeśli taka kuchnia mu odpowiada i
              już . I na nic krzyki mamusi i tatusia o dojrzałości lub nie . Formalnie ta
              dojrzałośc już jest i jeśli rodzicowi to się nie podoba , to jego problem.
              Przyczyną klosza nad dorosłym młodym człowiekiem, jest np. niechęć matki tego
              człowieka do przyjęcia do wiadomości, że już nie ma kontroli, że dziecko będzie
              postępowało w życiu jako uważa, a nie jak chce mamusia. Matka lub ojciec
              zarzuca wtedy brak dojrzałości pod przykryką troski, a tak naparwdę chodzi o
              kontrolę nad życiem dorosłego dziecka i brak zgody na błędy dziecka.
              • omama Re: Alimenty 31.12.04, 12:36
                Generalnie masz oczywiście swoje racje. Jednak jeżeli takie finansowe
                usamodzielnienie dzieje się a) bardzo wczesnie (18 tonie 25) b)tylko na niwie
                finansowej, bo rozumiem, że dziewczynka mieszka z matką i się nie wyprowadza na
                swoje i c) w obliczu ewidentnych konfliktów pomiędzy rodzicami, to efekty mogą
                być przykre także i dla ojca - wcale nie tylko dla matki. Jako wersję minimum
                doradzam albo wcześniejsze spotkanie z matką, albo chociaż uprzejmy list
                (wysłany na dobry miesiąc wcześniej) wyjaśniejący co i jak ma się zamiar zrobić.
            • e_r_i_n Re: Alimenty 31.12.04, 12:51
              omama napisała:

              > Tzn co, córka ma oddzielną półkę w lodówce i sama (18 lat!) kupuje ziemniaki
              > i schabowe?

              Omamo, chyba zrobienie zakupow i przygotowanie posiłku nie przekracza
              możliwości przecietnej osiemnastolatki?!

              > A 15 czy tam którego daje forsę na kmorne?

              Myślę, że to byłoby zbędne. Skoro sad zdecydowal, ze koszty utrzymania po
              połowie ponosic beda rodzice, to matka zrealizuje swoje 50% placac za
              mieszkanie i wyzywienie, ojciec dajac pieniadze corce do reki, z ktorych ona
              kupi to, co jej potrzebne.
              Wcale bym sie nie zdziwila, gdyby po podsumowaniu miesiecznych wydatkow okazalo
              sie, ze matka swoimi wydatkami na mieszkanie i jedzenie nie pokrywa 50% kosztow
              i wtedy powinna dawac dziecku reszte pieniedzy (aby te 50% wypelnic).
              • omama Re: Alimenty 31.12.04, 13:02
                Przeciętna osiemnastolatka nie ma na ogół chęci, czasu, potrzeb i rozsądku na
                prowadzenie osobnego gospodarstwa domowego! Ma szkołę, pewnie klasę maturalną
                etc. Ja w osiemnastej wiośnie z pewnością bym nie dała rady kupowac, gotować
                etc. No, chyba, że żywiłabym się obiadowo Big Macami. Co z pewnością
                spowodowałoby konflikt z moją mamą i z pewnością byłoby złe dla mnie. Choć
                pewnie ten wniosek osiągnęłabym po paru latach.
                Co powinna matka z pieniędzmi się nie wypowiadam.
                Myślę sobie tylko, że jeżeli ktoś chce z czystej niechęci (usprawiedliwionej
                czy nie - rzecz drugorzędna) do kontaktów z eks. doprowadzić do konfliktów
                matka-córka, to może się to z czasem obrócić przeciwko niemu. Oraz preciwko
                córce. Mały zysk, prawda?
                • e_r_i_n Re: Alimenty 31.12.04, 13:12
                  omama napisała:

                  > Przeciętna osiemnastolatka nie ma na ogół chęci, czasu, potrzeb i rozsądku na
                  > prowadzenie osobnego gospodarstwa domowego!

                  Nikt tu nie mowi o osobnych gospodarstwie domowym. Tak jak napisalam - niech
                  matka swoje 50% wypelnia, dajac dziewczynie dach nad glowa i jedzenie.

                  > Ja w osiemnastej wiośnie z pewnością bym nie dała rady kupowac, gotować
                  > etc. No, chyba, że żywiłabym się obiadowo Big Macami.

                  Cóż, ale nie Ty jestes wzorcem osiemnastolatki. Ja na przyklad majac 18 lat
                  pomagalam rodzicom, gotujac im, rodzenstwu i sobie obiady. Robilam zakupy, ba,
                  zostawalam ze swoim mlodszym rodzenstwem, gdy moi rodzice chcieli/musieli
                  gdzies wyjechac i nasze menu nie skladalo sie z mrozonek i pizzy.
                  Nauczenie osiemnastoletniego dziecka robienia zakupow i gotowania moze wyjsc
                  tylko na jego korzysc. Inaczej moze w przyszlosci bedzie matka, ktora aby
                  dziecko zjadlo cieply 'posilek', ciagnie je do McDonalda.

                  > Myślę sobie tylko, że jeżeli ktoś chce z czystej niechęci (usprawiedliwionej
                  > czy nie - rzecz drugorzędna) do kontaktów z eks. doprowadzić do konfliktów
                  > matka-córka, to może się to z czasem obrócić przeciwko niemu. Oraz preciwko
                  > córce.

                  Ja mysle, ze co innego lezy u podstaw dzialan doratom i jej meza. Raczej nie
                  sadze, ze chca doprowadzic do konfliktu, tylko zadbac o to, co sie dzieje z
                  pieniedzmi, ktore sa przeznaczone na wydatki dziecka, nie eks (chociaz wiem, ze
                  zdaniem niektorych wydatki te sa tozsame).
                  • ania_rosa Re: Alimenty 31.12.04, 14:55
                    Zgadzam się z Domali w tej części, gdzie jest mowa o wypełnianiu przez matkę
                    podstawowych obowiązków wobec dziecka (te 50% rozkładające się na utrzymanie i
                    jedzenie). Przy takim spojrzeniu na sprawę dziecko faktycznie może otrzymywac
                    alimenty od ojca "do reki".
                    Doratom i tak postąpi, jak uzna za stosowne Jej mąz i Ona sama.
                    Myslę jednak, że dawanie osiemnastolatce swobody finansowej w postaci pieniędzy
                    do ręki nie jest rozwiązaniem korzystnym dla niej samej (Boże, gdybym mając 18
                    lat wiedziała, że tak napiszę, chyba bym sobie w łeb strzeliławink ).
                    Po pierwsze młodym ludziom w tym wieku zazwyczaj wydaje się, że moga więcej,
                    niż mogą faktycznie. Mają tez dość nierealistyczne spojrzenie na własną
                    dojrzałość i samodzielność, co doprowadza do szybkiego przetracenia dowolnej
                    kwoty. Pytanie tylko, czy Doratom i Jej meza interesuje to, co się stanie z
                    tymi pieniędzmi i jak zostaną one wykorzystane, czy też chcą tylko dopełnić
                    obowiązku alimentacyjnego. Może zresztą obecne pokolenie 18latków jest bardziej
                    rozsądne, nie wiem.
                    Po drugie: być może rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby podzielenie tych
                    alimentów na dwie części i wpłacanie jednej połowy na lokatę, konto, polise,
                    cokolwiek. Drugą dziewczyna mogłaby swobodnie dysponowac jako ekstrasem.
                    Po trzecie: coraz więcej młodych ludzi decyduje się na studia, często są to
                    studia płatne. Warto wziąc taką możliwość pod uwage i jakoś zabezpieczyć
                    młodego człowieka przed czekającymi go wydatkami, a jednocześnie umozliwić mu
                    start zyciowy. Równie dobrze można wpłacac te pieniądze z myslą o przyszłym
                    usamodzielnieniu się dziecka (zbierając na koncie fundusze na mieszkanie czy
                    wynajem mieszkania)
                    pozdr
                    Rosa
                  • omama Re: Alimenty 31.12.04, 17:02
                    Erin, nie śmiem podejrzewać cię o złe intencje w dyskusji, więc tylko w dwóch
                    słowach - piszemy o czymś innym. O ile 18 latka pewnie umie, a na pewno umiec
                    powinna pomagac w gospodarstwie domowym, o tyle zobowiązanie jej do prowadzenia
                    własnego wydaje mi się błędne. I doprawdy twoje gospodarcze talenty, czy moje
                    domniemane antytalenty w tej dziedzinie nie są istotne. Istotne jest rzucenie
                    kogoś na głęboką wodę.
                    Po drugie - pozostawiam na boku kwestię rozkładu alimentów pomiędzy rodziców,
                    to inny temat.
                    Po trzecie. O zaletach nie stawania się przyczyną konflikótw pisałam, powtarzać
                    się nie będę.
                    I po czwarte. Dlaczego ja nie chciałabym, żeby mojemu dziecku w 18 wiośnie
                    spłynęła gotówka?
                    Ano dlatego, że choć oczywioście osiemnastolatek może nie tylko głosować ale i
                    legalnie chlać wódkę, o tyle spójrzmy - my matki - prawdze w oczy. Pieniądze są
                    sposobem kontroli dorastającego dziecka. I choć oczywiście są dorośli
                    wykorzystujący to podle, to większość rodziców stara się w ten sposób dziecko
                    chronić. Ja na przykład patrząc wstecz mogę sobie wyobrazić siebie, jak w
                    sytuacji pasierbicy autorki wątku postanawiam za swoje alimenty nabyć -
                    powiedzmy - motor. I nie mając podówczas żadnych szans na stanie się
                    odpowiedzialnym kierowcą powiększam grono dawców nerek. Mogę sobie wyobrazić
                    siebie wchodzącą w jakieś biznesy, w których utrata kapitału jest doprawdy
                    najlżejsza konsekwencją. Mogę sobie wyobrazić że przestaję zarabiać na swoje
                    potrzeby typu kino i modna szmatka. Mogę sobie wyobrazić związek typu live-in z
                    absolutnie nieaprobowalnym facetem (gustowałam niegdyś w lekomanie). Mogę sobie
                    wobrazić, że naiwnie i radośnie godzę sie na wiszenie na mnie pijawek-
                    równolatków. Mogę sobie wyobrazić, że wynoszę się z domu i przywykam do
                    sytuacji typu "nie sieje, ni orze". NO, jest multum okoliczności, w których
                    prezent w postaci manny z nieba wyrządza mi na krótszą lub dłuższą metę zwykłą
                    krzywdę.
                    To są oczywiście luźne dywagacje. Ale jeżeli tak może się ułożyć, jeżeli
                    wstawimy w to matkę dziecka usiłującą ochronić dziewczynę poprzez - również -
                    szlaban finansowy, to w jakiej pozycji postawi to ojca?
                    Nie twierdzę, że taka jest akurat sytuacja osób opisywanych przez narratorkę.
                    Być może alimenty nie są a tyle wysokie, by na takie szaleństwa pozwolić. Być
                    może matka ma tyle forsy, że przeznaczenie alimentów na szpilki i tatuaż
                    zamiast na ciepłe buty nie będzie problemem. Być może dziewczyna cechuje się
                    rozsądkiem jakiem ja bym się w jej wieku nie mogła poszczycić. Mam nadzieję,
                    że tak jest. Obawiam się, że może nie być.
                    • e_r_i_n Re: Alimenty 02.01.05, 23:48
                      omama napisała:

                      > Erin, nie śmiem podejrzewać cię o złe intencje w dyskusji

                      Omamo, a dlaczego mialabym miec zle intencje?

                      > o ile 18 latka pewnie umie, a na pewno umiec powinna pomagac w gospodarstwie
                      > domowym, o tyle zobowiązanie jej do prowadzenia własnego wydaje mi się
                      > błędne.

                      Alez ja wcale nie wzywam do tego. To Ty pierwsza stwierdzilas, ze alimenty od
                      ojca placone dziewczynie do reki oznaczalyby koniecznosc prowadzenia przez nia
                      osobnego gospodarstwa. Ja uwazam, ze to nie jest konieczne, natomiast tez nie
                      popadajmy w przesade stwierdzajac, ze zakupy i gotowanie przerastaja mozliwosci
                      nastolatki. Moim zdaniem gorszy jest brak tej umiejetnosci, niz nawet
                      przedwczesne jej nauczenie.
                      Co do 'dania' gotowki osiemnastolatce, to moze rzeczywiscie nie jest to
                      najrozsadniejsze ogolnie rzecz ujmujac (mowiac ogolnie o 18-latkach). Natomiast
                      mozliwe jest na przyklad dogadanie sie ojca z dziewczyna i ustalenie, ze to on
                      oplaca/kupuje co trzeba plus daje 'kase' na niezbedne wydatki (takie, ktore
                      dziewczyna w tym wieku 'musi' robic). Chodzi o pominiecie matki w tych
                      wydatkach, skoro istnieje podejrzenie, ze kasa ta przez matke nie jest w 100%
                      wydawana na dziewczyne.
                      Inna sprawa, ze za rok dziewczyna prawdopodobnie pojdzie na studia i bedzie
                      wlasnie musiala rozsadnie dysponowac gotowka, zeby bylo i na mieszkanie, i na
                      jedzenie, i na ksiazki, i na piwo. A kiedys sie musi tego nauczyc (oczywiscie
                      przy maksymalnym mozliwym minimalizowaniu ryzyka).
                      • pelaga Re: Alimenty 03.01.05, 08:57
                        > Chodzi o pominiecie matki w tych
                        > wydatkach, skoro istnieje podejrzenie, ze kasa ta przez matke nie jest w 100%
                        > wydawana na dziewczyne.

                        Ano wlasnie tylko o to chodzi O POMINIECIE MATKI w tym calym planie i w
                        podobnych dyskusjach. Ktora z macoch na tym forum i w realu nie zamartwia sie
                        na co idzie krwawica alimentacyjna jej malzonka??? Oj niewiele takich kobiet
                        jest, a sa to zazwyczaj te, ktore swietnie zarabiaja i ktorych mezowie
                        zarabiaja rownie dobrze, albo lepiej. I jaka porzadna nie bylaby matka, jak nie
                        dbalaby o potrzeby dziecka, zawsze bedzie podejrzenia, ze roztrwonila alimenty
                        na kosmetyczke fryzjera, obojetnie, czy alimentow jest 300, czy 1200 zl.
                        I zgadzam sie z zalozeniem, ze czesc matki stanowic powinny oplaty za
                        mieszkanie, czy dom oraz wyzywienie, a alimenty powinny pokrywac pozostala
                        czesc wydatkow. W moim np. przypadku z grubsza tak jest, ale jak przychodza
                        wydatki typu wyjazd wakacyjny (a wyjezdzam zazwyczaj do miejscowosci
                        sanatoryjnych, zeby zapewnic jednoczesnie Mlodemu inhalacje i jontoforeze, choc
                        w tej cenie moglabym prazyc dupe nad cieplym morzem), czy dluzsza choroba (nie
                        wspominajac np. o wyposazeniu pokoju dziecinnego, ktore raz, czy dwa razy w
                        zyciu dziecka sie robi, ale jednak KTOS ponosi ten koszt i w moim przypadku
                        zdecydowanie nie byl to ojciec dziecka), to ja ponosze wieksza czesc kosztow
                        utrzymania dziecka, a nie ojciec. Jestem jednak przekonana, ze moja next
                        rozpacza, ze ja alimenty wydaje na kosmetyczke i fryzjera, jej dziecku
                        odejmujac od ust, czego wynikiem sa wieczne sprawy o obnizenie alimentow.
                        Zadziwia mnie jak szybko zmienia sie punkt widzenia next jak staje sie ona ex.
                        Mysle, ze na te sprawy najzdrowszy poglad maja osoby, ktore znaja sytuacje z
                        obu stron barykady.
                        Pozdrawiam
                        • e_r_i_n Re: Alimenty 03.01.05, 18:23
                          pelaga napisała:

                          > Ano wlasnie tylko o to chodzi O POMINIECIE MATKI w tym calym planie i w
                          > podobnych dyskusjach.

                          Pelago, a co w tym dziwnego? Przeciez pasierbica Doratom w lutym bedzie
                          pelnoletnia, a alimenty sa nia, nie na matke.

                          > Ktora z macoch na tym forum i w realu nie zamartwia sie na co idzie krwawica
                          > alimentacyjna jej malzonka???

                          Pewnie by sie znalazly takie.

                          > I jaka porzadna nie bylaby matka, jak nie dbalaby o potrzeby dziecka, zawsze
                          > bedzie podejrzenia, ze roztrwonila alimenty na kosmetyczke fryzjera,
                          > obojetnie, czy alimentow jest 300, czy 1200 zl.

                          Jesli matka jest bez zarzutu, nikt jej nie podejrzewa o nieuzasadnione
                          korzystanie z alimentow.
                          A swoja droga moze sluszne sa takie podejrzenie, skoro ogromna czesc
                          samodzielnych uwaza, ze maja prawo wydawac alimenty na co chca, nawet na siebie.

                          > Zadziwia mnie jak szybko zmienia sie punkt widzenia next jak staje sie ona ex.

                          Pewnie tak samo szybko jak ex stajace sie next.

                          > Mysle, ze na te sprawy najzdrowszy poglad maja osoby, ktore znaja sytuacje z
                          > obu stron barykady.

                          To na pewno. Widze, ze zostalam zrozumiana.

                          Piszesz o swojej sytuacji, a nie jest to standard. Mysle, ze gdy przyszlyby
                          wydatki w stylu wakacje/wyposazenie pokoju, maz doratom dalby corce ekstra kase.
                          • pelaga Re: Alimenty 03.01.05, 21:32
                            > Pelago, a co w tym dziwnego? Przeciez pasierbica Doratom w lutym bedzie
                            > pelnoletnia, a alimenty sa nia, nie na matke.

                            A to w tym dziwnego, ze ja nie popieram dawania dziecku, niby-doroslemu, bo dla
                            mnie 18-latek to nadal dziecko, szczegolnie chlopiec, pieniedzy w wiekszych
                            kwotach. A alimenty zapewne stanowia taka kwote. Nie popieralabym dania 300 zl,
                            a nie tylko np. 600 zl. Zwyczajnie balabym sie, ze moga zostac wydane np. na
                            narkotyki, czy alkohol. I pewnie zaraz spadna gromy, ze jak zle dziecko
                            wychowalam to powinnam sie liczyc z konsekwencjami. Ale czasem nawet starajac
                            sie jak najlepiej, moze nie udac sie wychowac dobrze dziecka, szczegolnie jesli
                            dziecko nie jest do konca zdrowe, wtedy ma wieksze slonnosci do wpadania w zle
                            towarzystwa. I ja juz dzis wiem, ze nie dalabym dziecku mojemu do reki
                            alimentow w strachu o niego samego, a nie o to, ze nie bede miala co na siebie
                            przetracic. To sie nazywa TROSKA, tak ja rozumiem i jesli bede mogla bede sie
                            starala ustrzec dziecko przed pokusami typu alkohol, czy narkotyki. A danie
                            wiekszej sumy pieniedzy 18-latkowi do reki moze mu w moich oczach jedynie
                            zaszkodzic. I oczywiscie, ze zdarzaja sie odpowiedzialne dzieci, juz nawet we
                            wczesniejszym wieku, ale nie wszystkie takie sa majac lat 18. I to jest dla
                            mnie dziwne, ze jako MATKA tego nie dostrzegasz, ze posiadanie wiekszych sum
                            przez dziecko moze, choc nie musi byc dla dziecka zgubne. I ciekawa jestem w
                            ilu pelnych rodzinach dzieciom 18-letnim, czyli juz DOROSLYM Waszym zdaniem
                            obywatelom, daje ktos kase miesiaczna i mowi rzadz sie, my ci dajemy mieszkanie
                            i jedzenie i nic wiecej nas nie obchodzi, jak przepijesz to bedziesz chodzic
                            boso. Ja takich rodzin nie znam.


                            > Jesli matka jest bez zarzutu, nikt jej nie podejrzewa o nieuzasadnione
                            > korzystanie z alimentow.

                            Nie zgadzam sie z tym, ci, ktorym wychodzi z budzetu podejrzewaja dla zasady,
                            bo jak daja, to na pewno nie idzie na to, na co powinno, skoro nie maja
                            kontroli na tym. Nie czuje sie winna marnotrawieniu pieniedzy z alimentow na
                            siebie. Ostatnio urzadzam pokoj dziecka, od podstaw: gladzie, panele, karnisz,
                            firanka, meble, dywan. Jak sadzisz ile miesiecznych alimentow moglabym
                            przehulac, zeby wyrownac wklad moj i exa w nasze wspolne dziecko??? A czyz
                            pokoj dziecka to nie wydatek konieczny???? To nie narty w Alpach.
                            Nie przehulam jednak alimentow, bo pokrywaja one jedynie comiesieczne wydatki,
                            choc nie sa male, a jestem swiecie przekonana, ze moj ex ze swoja zonka
                            uwazaja, ze aliemnty wydaje na siebie i nie ponosze swojego wkladu w utrzymanie
                            dziecka. I nie pytaj mnie, jak sobie to wykombinowali, bo zupelnie nie wiem. Na
                            podstawie czego??? Skoro dziecka nawet nie widuja???

                            > A swoja droga moze sluszne sa takie podejrzenie, skoro ogromna czesc
                            > samodzielnych uwaza, ze maja prawo wydawac alimenty na co chca, nawet na
                            > siebie

                            Sa takie miesiace, kiedy alimenty stanowia calosc wydatkow na dziecko i nie
                            dokladam NIC od siebie i uwazam, ze mam do tego prawo, bo w sierpniu, kiedy
                            szykuje dziecko do szkoly alimenty to kropla w morzu potrzeb, w lipcu, kiedy
                            jedziemy na inhalacje jest taka sama sytuacja. A Ty pewnie bys chciala, zeby
                            matka co miesiac wydawala stala kwote, bo tak zasadzil sad. Nie da sie tak.
                            Mozna moim zdaniem rozpatrywac wydatki w skali roku, a nawet niektore dluzej,
                            bo wiadomo, ze pokoju dziecku nie urzadzam raz do roku, tylko najwyzej 1-2 razy
                            do pelnoletnosci. Jak moje dziecko bralo masaze, alimenty nie wystarczyly na
                            rehabilitacje, a moj ex uwazal, ze za duzo mi placi. I matka moze sobie zyly
                            wypruc w swojej uczciwosci a i tak bedzie posadzana o nieuczciwosc. Dlatego nie
                            dziwie sie, ze niektore matki, wiecznie posadzane przynajmniej chcialby miec za
                            co byc posadzane. Pomysle o tym kiedy bede szla do kosmetyczki nastepnym
                            razem wink)))))

                            > Piszesz o swojej sytuacji, a nie jest to standard. Mysle, ze gdy przyszlyby
                            > wydatki w stylu wakacje/wyposazenie pokoju, maz doratom dalby corce ekstra
                            > kase

                            Nie wiesz tego, jak zachowuje sie maz doratom. A sytuacja, w ktorej ojcowie nie
                            pokrywaja zadnych dodatkowych wydatkow to jest niestety standard. Czy Twoj maz
                            kupowal dziecku jakies meble??? Czy placil za wakacje??? Jak czesto to robil od
                            momentu rozstania??? Nie sadze zeby moja sytuacja byla odosobniona. Sukcesem
                            jest jak ojciec placi alimenty terminowo i odiwedza dziecko regularnie.
                            Sponsorowanie extrasow to w moim otoczeniu mit.
                            • e_r_i_n Re: Alimenty 04.01.05, 00:16
                              pelaga napisała:

                              > A to w tym dziwnego, ze ja nie popieram dawania dziecku, niby-doroslemu, bo
                              > dla mnie 18-latek to nadal dziecko, szczegolnie chlopiec, pieniedzy w
                              > wiekszych kwotach.

                              Mowimy tu o konkretnym przypadku, dziewczynki.
                              I przeczytaj, prosze, co napisalam w odpowiedzi do omamy. Ja tez nie nawoluje
                              do dania calych alimentow jej do reki, tylko popieram ustalenie na linii
                              OJCIEC - CORKA tego, w jaki sposob te alimenty maja byc
                              przekazane/rozdysponowane.

                              > I ja juz dzis wiem, ze nie dalabym dziecku mojemu do reki alimentow w strachu
                              > o niego samego, a nie o to, ze nie bede miala co na siebie przetracic.

                              Byc moze nie bedziesz miala nic do powiedzenia momencie, gdy Twoj syn skonczy
                              18 lat i on albo jego ojciec zdecyduje o tym, ze alimenty maja trafiac do jego
                              rak.
                              Inna sprawa to to, ze w wieku 19 lat prawdopodobnie zacznie Twoj syn studia,
                              niekoniecznie w miejscy zamieszkania i bedziesz musiala dac mu pieniadze na
                              mieszkanie, jedzenie i inne wydatki, ktorymi to on bedzie musial zarzadzac tak,
                              by z glodu nie umrzec.
                              I kiedys, co i mi trudno sobie teraz wyobrazic, choc czasu do usamodzielnienia
                              sie mojego syna mam sporo, bedziesz musiala wypuscic go spod opiekunczych
                              skrzydel i pozwolic mu uczyc sie na wlasnych bledach. I trzeba przyjac do
                              wiadomosci, ze chocbysmy sie staraly Bog wie jak, przed pewnymi zagrozeniami
                              dzieci nie ustrzezemy. Co nie znaczy, ze nie nalezy tych zagrozen
                              minimalizowac. Ale nie kosztem 'zamkniecia dziecka w klatce'.

                              > I to jest dla mnie dziwne, ze jako MATKA tego nie dostrzegasz, ze posiadanie
                              > wiekszych sum przez dziecko moze, choc nie musi byc dla dziecka zgubne.

                              Alez dostrzegam. Jeszcze raz prosze - przeczytaj uwaznie jedna z moich
                              odpowiedzi do omamy.

                              > I ciekawa jestem w ilu pelnych rodzinach dzieciom 18-letnim, czyli juz
                              > DOROSLYM Waszym zdaniem obywatelom, daje ktos kase miesiaczna i mowi rzadz
                              > sie, my ci dajemy mieszkanie i jedzenie i nic wiecej nas nie obchodzi, jak
                              > przepijesz to bedziesz chodzic boso. Ja takich rodzin nie znam.

                              Nie wiem, ilu. Ja osobiscie tez nie znam takiej rodziny. I tez nikt w tym watku
                              nie postulowal prowadzenia przez pasierbice Doratom osobnego gospodarstwa i
                              totalnej jej samodzielnosci.
                              A tak a propos, to znam BARDZO duzo osiemnastolatkow (z pelnych rodzin, choc i
                              znam jedna corke rodzicow rozwiedzionych), ktorzy na swoje 'ekstrasy' zarabiaja.

                              > Nie zgadzam sie z tym, ci, ktorym wychodzi z budzetu podejrzewaja dla zasady,
                              > bo jak daja, to na pewno nie idzie na to, na co powinno, skoro nie maja
                              > kontroli na tym.

                              A skad takie przypuszczenie? Nie kazdy traktuje alimenty jak zlo konieczne. A i
                              nie wszyscy rzucaja bezpodstawne oskarzenia.

                              > Nie czuje sie winna marnotrawieniu pieniedzy z alimentow na siebie.

                              A czy ktos Ci to zarzucil? Ja nie generalizuje.

                              > A Ty pewnie bys chciala, zeby matka co miesiac wydawala stala kwote, bo tak
                              > zasadzil sad. Nie da sie tak.

                              A gdzie to wyczytalas??? Jedna sprawa tylko. Skoro do wydatkow na dziecko
                              wlicza sie WSZYSTKIE wydatki (tak na przyklad Ty radzisz), czyli usrednia sie
                              na miesiac ksiazki/leki i inne wydatki, ktore nie sa kosztami stalymi (chyba,
                              ze dziecko jest chore przewlekle), a wydatki te owe koszty 'zawyzaja' (zeby
                              bylo z czego 'schodzic'), to oznacza, ze trzeba tak dysponowac pieniedzmi, aby
                              na te wydatki nie comiesieczne tez z nich wystarczylo. Albo zalatwic sprawe
                              inaczej - alimenty na podstawie kosztow stalych (jedzenie, mieszkanie, bilet
                              miesieczny) plus zobowiazanie ojca do pokrycia na przyklad polowy wyprawki
                              (ustalone w wyroku). Ale to takie moje luzne dywagacje.

                              > I matka moze sobie zyly wypruc w swojej uczciwosci a i tak bedzie posadzana o
                              > nieuczciwosc.

                              Mniej wiecej tak jak eks i jego next (ironia, bo takie uogolnianie jest bez
                              sensu).

                              > Dlatego nie dziwie sie, ze niektore matki, wiecznie posadzane przynajmniej
                              > chcialby miec za co byc posadzane.

                              Ja tez sie nie dziwie. Dlatego czasami, czytajac o macochach, jakie to sa zle i
                              niedobre, nieuczciwe, pazerne i bezduszne, tez chce je wezwac do 'sprostania
                              oczekiwaniom', zeby wiedzialy, za co spada na nie krytyka.

                              > Nie wiesz tego, jak zachowuje sie maz doratom.

                              Nie wiem. Ale z tego, co ona pisze (a wnioski wyciagamy na podstawie postow na
                              forum, prawda?) wynika, ze nie jest skapy wobec swojej corki.

                              > A sytuacja, w ktorej ojcowie nie pokrywaja zadnych dodatkowych wydatkow to
                              > jest niestety standard. Czy Twoj maz kupowal dziecku jakies meble??? Czy
                              > placil za wakacje??? Jak czesto to robil od momentu rozstania???

                              Na osobiste wycieczki odpowiadac nie bede, jesli pozwolisz.

                              > Sponsorowanie extrasow to w moim otoczeniu mit.

                              Ale Twoje otoczenie chyba nie jest 'proba reprezentatywna'.
                              • pelaga Re: Alimenty 04.01.05, 07:32
                                > Co nie znaczy, ze nie nalezy tych zagrozen
                                > minimalizowac.

                                Wlasnie. Minimalizowac nalezaloby. A dawanie kasy nastolatce, zgodnie z
                                checiami meza autorki watku nie jest minimalizowaniem zagrozen.

                                > Skoro do wydatkow na dziecko
                                > wlicza sie WSZYSTKIE wydatki (tak na przyklad Ty radzisz), czyli usrednia sie
                                > na miesiac ksiazki/leki i inne wydatki, ktore nie sa kosztami stalymi

                                Do wydatkow miesiecznych w moim zestawieniu wliczone sa koszty stale, tylko i
                                wylacznie. Pozostale wymienione koszty sa ZASYGNALIZOWANE, ze wystepuja w
                                miesiacu, kiedy dziecko choruje (nie sa userdnione, bo nie mozna przewidziec
                                ilosci chorob w roku i cen lekow podczas kazdej z nich, to jakas srednia,
                                wyciagnieta na podstawie kilku chorob), lub kiedy sa wakacje, po to wlasnie
                                zeby pokazac, ze aliemnty wystarczaja tylko i wylacznie na polowe potrzeb
                                podstawowych, czyli stalych. Nie przejrzalas widac dokladnie tego arkusza.
                                Alimenty w moim przypadku obejmuja JEDYNIE polowe kosztow stalych. Czyli sad
                                swiadomie na mnie przerzuca koszty w czasie choroby dziecka. I nie sa to
                                wszystkie wydatki na dziecko, nie ma kosztow chocby urzadzenia pokoju. A czyz w
                                pelnych rodzinach dzieci zarabiaja same na swoje meble i dywany??? W rodzinach,
                                ktore ja znam takie rzeczy finansuja rodzice. W moim przypadku ja. Wiec nie da
                                sie zrobic wyliczneie, gdzie ujmie sie rzeczywiste koszty, bo nie jest to do
                                przewidzenia.

                                > z tego, co ona pisze (a wnioski wyciagamy na podstawie postow na
                                > forum, prawda?) wynika, ze nie jest skapy wobec swojej corki.

                                Ja takich wnioskow nie wyciagnelam z tych postow, a jedynie, ze chca ominac
                                matke w alimentach.

                                > Na osobiste wycieczki odpowiadac nie bede, jesli pozwolisz.

                                A czy to pytanie bylko zlosliwe, czy niegrzeczne??? Nie sadze. Dotyczylo
                                tematu. A cale to forum jest OSOBISTE, o sprawach osobistych i dopoki wycieczki
                                osobiste sa na reke, to nikt ich nie zauwaza, jak tylko odpowiedz bylaby
                                niezbyt wygodna od razu pojawia sie tekst o wycieczkach osobistych. Taka
                                zaslona dymna. Ale nie musisz odpowiedac, zdaje sie, ze nie tylko ja znam
                                odpowiedz smile

                                > Ale Twoje otoczenie chyba nie jest 'proba reprezentatywna'.

                                A niby dlaczego nie??? Czy proby reprezentatywne mozna tworzyc tylko w wielkich
                                miastach????? wink)) Chyba zaloze watek na samodzielnej z zapytaniem, ktora z
                                matek dogaduje sie na temat extrasow z exem. Tylko, czy internet jest proba
                                reprezentatywna??? Dla mnie norma to wiekszosc. Szkoda czasu nawet na taki
                                watek, odpowiedz nietrudno przewidziec.
                                • omama Re: Alimenty 04.01.05, 09:27
                                  ..."A czyz w pelnych rodzinach dzieci zarabiaja same na swoje meble i dywany???
                                  W rodzinach ktore ja znam takie rzeczy finansuja rodzice"....

                                  Bo niestety, Pelago, rozwiedzeni ojcowie i macochy niestety często przykadają
                                  zupełnie inną miarę do dzieci z pierwszych małżeństw. Normalny rodzic zacząłby
                                  usaodzielnianie dziecka wyłącznie jako działalność wychowawczą. Nie wpadło by
                                  mu do głowy, że należy dziecko z piątku na sobotę odseparować ekonomicznie bo
                                  kończy osiemnaście lat a przy tym nie lubi się rozmawiać ze współrodzicem. Tak
                                  samo jest z dziećmi (nie mam tu na myśli nastoletniej młodzieży, która choćby
                                  ze względów wychowawczych własnie powinna popracować) i ekstrasami.
                                • e_r_i_n Re: Alimenty 04.01.05, 10:34
                                  pelaga napisała:

                                  > Nie przejrzalas widac dokladnie tego arkusza.

                                  Owszem, nie mialam takie potrzeby.
                                  Ale sama przyznasz, ze w jakims watku poradzilas osobie pytajacej o wyliczenie
                                  kosztow wykazanie wszystkich wydatkow.
                                  Co do Twojej sytuacji - nie bede sie wypowiadac, bo za slabo ja znam.

                                  > A czy to pytanie bylko zlosliwe, czy niegrzeczne???

                                  Bylo zlosliwe.


                                  > o sprawach osobistych i dopoki wycieczki osobiste sa na reke, to nikt ich nie
                                  > zauwaza, jak tylko odpowiedz bylaby niezbyt wygodna od razu pojawia sie tekst
                                  > o wycieczkach osobistych. Taka zaslona dymna.

                                  Nie chodzi o niewygodna odpowiedz, tylko o chec unikniecia kolejnych
                                  przepychanek, ktore znaja zycie, finanse i przeslanki dzialan moje i mojego
                                  meza lepiej od nas samych.

                                  > Ale nie musisz odpowiedac, zdaje sie, ze nie tylko ja znam odpowiedz smile

                                  Oczywiscie - znasz odpowiedz jedynie prawdziwa.
                                  No wiec odpowiem - moj maz przeznacza ponad alimenty tyle, na ile go w danym
                                  momencie stac.

                                  > A niby dlaczego nie??? Czy proby reprezentatywne mozna tworzyc tylko w
                                  > wielkich miastach????? wink))

                                  Alez skad.
                                  A ja znam trzy osoby placace lub pobierajace alimenty i tylko u jednej nie ma
                                  ekstrasow. U pozostalych dwoch sa i nie jest to ekstras w postaci lizaka.

                                  > Chyba zaloze watek na samodzielnej z zapytaniem, ktora z matek dogaduje sie
                                  > na temat extrasow z exem.

                                  Zapewne zadna. Wiele samodzielnych stawia wymagania, a sprawa faceta jest
                                  wykombinowac na to srodki (nie mowie tu tylko o paniach w samodzielnej).
                                  • pelaga Re: Alimenty 04.01.05, 11:16
                                    > Bylo zlosliwe.

                                    Nie, nie bylo. Potrzebowalam tej odpowiedzi, zeby poprzec moja teorie. Bylo
                                    zwyczajne. Ale odpowiedz jest nazwijmy "przykra", dlatego wydaje ci sie, ze
                                    pytanie bylo zlosliwe. Gdybys mogla odpowiedziec na nie np. ze maz kupuje
                                    dziecku to, czy tamto od czasu do czasu, ze kupil mu lozko, kiedy dziecko
                                    wyroslo z lozeczka, to to pytanie wydaloby ci sie zupelnie zwyczajne.

                                    > Oczywiscie - znasz odpowiedz jedynie prawdziwa.

                                    Wyprowadz mnie wiec z bledu.

                                    > No wiec odpowiem - moj maz przeznacza ponad alimenty tyle, na ile go w danym
                                    > momencie stac.

                                    Ja nie pytam Domali o kino, czy wyscie z zoo. Ja pytam o dodatkowe wydatki,
                                    typu deskorolka bez okazji, czy wyposazenie pokoju dziecinnego zaplacone na
                                    pol, czy wyprawka szkolna. Cos extra poza alimentami. Mysle, ze gdyby byly
                                    takie rzeczy po prostu wymienilabys je tutaj i pytanie nie wydaloby ci sie
                                    tendencyjne. Ono padlo na fali dyskusji o finansowaniu przez rozwidzinych ojcow
                                    extrasow. Ja osobiscie znam jednego, ktory takowe finansuje.

                                    > ekstras w postaci lizaka.

                                    No to mamy inne pojecie o znaczeniu slowa extras wink)))))))))))

                                    > Wiele samodzielnych stawia wymagania, a sprawa faceta jest
                                    > wykombinowac na to srodki

                                    Pisalam o dogadywaniu sie, moze tak lopatologicznie. Czyli ona np. mowi:
                                    dziecko wyroslo z lozeczka, trzeba kupic mu lozko. A on np. na to odpowiada:
                                    OK, ale w przyszlym miesiacu, bo w tym nie mam kasy, w przyszlym dam Ci cos
                                    ponad alimenty, jakos to zalatwimy. Jak on odpowie: nie dam ci nic, bo nie mam
                                    kasy i mam to w dupie skad wezmiesz dodatka kase, place ci wysokie alimenty
                                    musisz z nich sobie jakos radzic, lub ona powie: dziecko potrzebuje lozka, nie
                                    interesuje mnie skad wezmiesz kase, kupuje jutro, masz w zebach przyniesc mi
                                    brakujaca kwote, to raczej nie jest dogadywanie sie i niewiele z niego wyniknie.
                                    Pozdrawiam
                                    • e_r_i_n Re: Alimenty 04.01.05, 11:37
                                      pelaga napisała:

                                      > Ale odpowiedz jest nazwijmy "przykra", dlatego wydaje ci sie, ze pytanie bylo
                                      > zlosliwe.

                                      Odpowiedz nie jest ani troche przykra. Przykra by byla, gdybysmy spali na
                                      pieniadzach, a dziecko mojego nic z tego nie mialo. W sytuacji, gdy stac nas na
                                      podstawowe wydatki dla nas, naszego dzicka i na alimenty, nie wstydze sie tego,
                                      ze moj maz nie kupuje dziecku ekstrasow.

                                      > ze kupil mu lozko, kiedy dziecko wyroslo z lozeczka

                                      Alez kupil mu lozko, jak wyroslo z lozeczka. KUPIL!


                                      > Cos extra poza alimentami.

                                      Przyklad? Para porzadnych spodni, bo dziecko ich ewidentnie potrzebowalo.

                                      > > ekstras w postaci lizaka.
                                      >
                                      > No to mamy inne pojecie o znaczeniu slowa extras wink)))))))))))

                                      Przeczytaj uwaznie, co napisalam we wczesniejszym poscie.

                                      > Pisalam o dogadywaniu sie, moze tak lopatologicznie.

                                      Jasne.
                                      No wiec powiem Ci, ze trzeba woli obu stron do tego dogadania. Jak sie nie jest
                                      informowanym o ekstra potrzebach, czy tez nie jest sie proszonym o cokolwiek,
                                      to trudno, nie bedac wrozka, je przewidziec.
                                      Ale lepiej jest nic nie mowic, a potem narzekac, ze nie dal.
                                      • kamila77 Re: Alimenty 04.01.05, 11:45
                                        e_r_i_n napisała:


                                        > Przyklad? Para porzadnych spodni, bo dziecko ich ewidentnie potrzebowalo.

                                        Przepraszam, ze sie wtracam, ale moje dziecko nie potrzebuje za malych spodni,
                                        ktore nie dopinaja mu sie w pasie (spodnie na 128cm, dziecko ma 135). Mam
                                        nadzieje, ze kolejny "ekstras" nie bedzie niemowlecym kaftanikiem.
                                        • e_r_i_n Re: Alimenty 04.01.05, 11:51
                                          Widac od momentu kupowania i MIERZENIA spodni Kuba bardzo urosl.
                                          Ale nie, przepraszam, przeciez kupil mu ojciec za male spodnie. 'Dla jaj'.
                                      • pelaga Re: Alimenty 04.01.05, 11:53
                                        > W sytuacji, gdy stac nas na
                                        > podstawowe wydatki dla nas, naszego dzicka i na alimenty, nie wstydze sie
                                        > tego, ze moj maz nie kupuje dziecku ekstrasow.

                                        Ladne wytlumaczenie. Wierze ci, ze wam sie nie przelewa, ale nie wierze, ze nie
                                        kupujecie swojemu dziecku jakis extrasow.

                                        > Alez kupil mu lozko, jak wyroslo z lozeczka. KUPIL!

                                        A czy wtedy jeszcze nie byli razem??? Ja podalam lozko jakos przyklad. Pytalam
                                        o wydatki po rozstaniu.

                                        > Przyklad? Para porzadnych spodni,

                                        Bez okazji???

                                        > bo dziecko ich ewidentnie potrzebowalo.

                                        A tym stwierdzeniem poczulabym sie na miejscu matki dziecka urazona zwyczajnie,
                                        bo na jakiej podstawie sadzisz, ze byly mu EWIDENTNIE potrzebne. Byl u Was w
                                        podartych??? Widujesz codziennie dziecko i wiesz w czym chodzi???

                                        > Przeczytaj uwaznie, co napisalam we wczesniejszym poscie.

                                        Jesli mozesz to odpusc sobie pouczanie mnie, bo to jest irytujace. Czytam
                                        uwaznie.
                                        • e_r_i_n Re: Alimenty 04.01.05, 12:00
                                          pelaga napisała:

                                          > Ladne wytlumaczenie. Wierze ci, ze wam sie nie przelewa, ale nie wierze, ze
                                          > nie kupujecie swojemu dziecku jakis extrasow.

                                          Kupujemy. I sumujac wydatki na niego i na Kube (te ponad alimenty) wychodzi po
                                          rowno.

                                          > > Przyklad? Para porzadnych spodni,
                                          >
                                          > Bez okazji???

                                          Tak, kompletnie bez okazji.

                                          > > bo dziecko ich ewidentnie potrzebowalo.

                                          > A tym stwierdzeniem poczulabym sie na miejscu matki dziecka urazona
                                          > zwyczajnie, bo na jakiej podstawie sadzisz, ze byly mu EWIDENTNIE potrzebne.

                                          Na podstawie obserwacji. Oraz tego, o czym nie moge pisac.


                                          > Jesli mozesz to odpusc sobie pouczanie mnie, bo to jest irytujace. Czytam
                                          > uwaznie.

                                          Nie pouczam, tylko prosze o uwazne czytanie i nie wyrywanie z kontekstu, zeby
                                          nie bylo niedomowien.
                                          Napisalam:
                                          A ja znam trzy osoby placace lub pobierajace alimenty i tylko u jednej nie ma
                                          ekstrasow. U pozostalych dwoch sa i nie jest to ekstras w postaci lizaka.
                                          Podkreslam - NIE SA to alimenty w postaci lizaka. Chcialam przez to powiedziec,
                                          ze nie sa to drobiazgi.
                                  • m-m-m Re: Alimenty 04.01.05, 11:21
                                    Cały czas trwa spór: czy dawać dziecku pieniadze z alimentów, czy nie, a moim
                                    zdaniem sporu nie ma: zgodnie zprawem od chwili pełnoletności alimenty są
                                    wyłączną własnościśą osoby uprawnionej, a dywagacje matki, ojca czy kogokolwiek
                                    są bezzasadne i ocena dojrzałości dziecka też. Oczywiście każdy ma prawo do
                                    swojego zdania, czy uważa swoje 18-letnie dziecko za dorosłe, czy nie, ale to
                                    nie zmienia faktu, ze takie dziecko JEST dorosłe i na spawę w sądzie pójdzie
                                    ono, a ne matka/ojciec. I jak powie ojcu/matce, ze chce samo mieszkać od tego
                                    dnia, to taka matka/ojciec dokładnie nic nie mogą mu zrobić, a ni nic dokładnie
                                    mu zabronić. Kwestia tylko na ile 18-latek jest świadomy swoich praw i
                                    możliwości ich egzekwowania od rodziców.
                      • omama Re: Alimenty 03.01.05, 11:43
                        Wiesz, erin, dalsza rozmowa nie ma sensu. Ja o krupie, ty o... czymś innym.
                        Ja wykazuję, że dawanie nastolatce pieniędzy w garść z nadzieją, że wyda je
                        roztropnie jest ryzykowne z wielu powodów. Ty - że osiemnastolatka powinna być
                        rozsądna i na pewno umie gotować
                        Rzecz wyboru, czy Doratom wybierze wersję "dopiekę matce" czy "zacisnę zęby,
                        żeby nie narażac córki na ryzyko".
                        • e_r_i_n Re: Alimenty 03.01.05, 12:38
                          omama napisała:

                          > Ja wykazuję, że dawanie nastolatce pieniędzy w garść z nadzieją, że wyda je
                          > roztropnie jest ryzykowne z wielu powodów. Ty - że osiemnastolatka powinna
                          > być rozsądna i na pewno umie gotować

                          Omamo, ja mam prosbe. Przeczytaj uwaznie, co napisalam.
                          Takze uwazam, ze dawanie calej kasy dziewczynie nie jest zbyt rozsadne. A inna
                          sprawa jest jej (nie)samodzielnosc. Ja te dwie sprawy w swoim poscie
                          rozgraniczylam. Tylko trzeba ten moj post przeczytac z odpowiednim nastawieniem.
                          • m-m-m Re: Alimenty 03.01.05, 17:12
                            Moze tak:
                            18-latka jest w stanie odpowiedzialnie patrzecć na zycie swoje i rzsądnie
                            wydawać pieniądze o ile od najmłodszych lat była uczona przez matkę
                            gospodarowania kieszonkowym, tzn., matka miał wglad na co i jakie pieniądze
                            córcia wydaje, a następnie chwaliła za rosadek i ganiła za zbedną rozrzutność.
                            Jeśli jakaś osóbka w wiku lat 18-u wyda całą kasę na kosmetyki to... jej
                            problem. Jest jeszcze jedna sprawa: jak długo można sie litowac nad dzieckiem i
                            stosowac taryfę ochronno-ulgową? Umówmy się dorosła dziewczyna (a taką jest 18-
                            latka) nie podlega rodzicom i pieniądze z alimentów od ojca są wyłącznie jej
                            pieniędzmi, a nie mamusi, amusia do jej pełnoletnosci byla jej przedstawicielem
                            ustwawowym w sprawach o alimenty. teraz w sądzie musi wystąpić sama
                            zainteresowana i to są JEJ pieniądze. Może udzielić matce lub komukolwiek
                            pełnomocnictwa do zarzadu jej majatkiem, ale NIE MUSI. Nie widzę też powodów i
                            nie ma podstw prawnych do tego, aby dalej alimenty miałyby być płatne do rąk
                            matki, matka od chwili dorosłości córki nie może występować już o te alimenty w
                            sądzie (chyba, że na siebie ..od córki) od ojca dziewczyny, wszystkie wnioski
                            do sądu w tej sprawie osobiście kieruje córka i osobiście w sądzie się zjawia
                            jako strona (a nie jej mamusia). Od tego na co dziewczyna wyda pieniądze to
                            sprawdzian genaeralny dla rodziców z jej wychowania. Od tej chwili mogą być
                            wyłącznie obserwatorami i nic wiecej. Dlatego ojciec nie ma potrzeby informować
                            matki dziewczyny o jakichkolwiek zamiarach alimantacyjnych, musi zaś córę i nie
                            musi w świetle prawa ani wysyłać listów, ani dzwonić do ex. Od tej chwili
                            wszelkie związi z Ex umierają śmiercią naturalną, bo nawet już o alimenty się
                            starać nie może (chyba, że na siebie i to pod kilkoma warunkami), a nie na
                            córkę...
                            To, czy dziewczyna umie gotowac i prowadzic własne wydatki to inna sprawa,
                            zgodnie z prawem jednak jest dorosła i matka już nie nic do powiedzenia.
                            • e_r_i_n Re: Alimenty 03.01.05, 18:25
                              Bardzo mi sie podoba to, co napisalas.
                            • chalsia Re: Alimenty 03.01.05, 20:56
                              Tiaaaa, tylko, ze m-m-m po prostu opisała obowiązujące prawo. A ma się to nijak
                              do układów międzyludzkich, tego jak to może wpłynąć na układy/losy ludzkie,
                              etc. Bo jak wiadomo, sposobem rozwiązywania konfliktów miedzy rodzicami,
                              zgodnie z prawem, jest sąd rodzinny. Tylko jakoś tak dziwnie wychodzi, że jak
                              już dochodzi do drogi sądowej, to byli partnerzy/małżonkowie z reguły by na
                              siebie więcej nie chcieli patrzeć a co dopiero mówić o WSPÓŁwychowywaniu
                              dziecka.
                              Prawo a życie/ dobre wybory życiowe to baaardzo często dwa przeciwległe bieguny.

                              Pozdrawiam,
                              Chalsia
                              • m-m-m Re: Alimenty 04.01.05, 09:56
                                Bo jak wiadomo, sposobem rozwiązywania konfliktów miedzy rodzicami,
                                > zgodnie z prawem, jest sąd rodzinny.

                                Dopóki dziecko jest niepełnoletnie.


                                Prawo a życie/ dobre wybory życiowe to baaardzo często dwa przeciwległe bieguny


                                Dlatego jest to sprawdzian z wychowania potomstwa. Mnie mama kiedyś powiedziała
                                takie zdanie, że dziecko powinno się wychować tak, aby po własnej śmierci nie
                                trzeba było otwierać wieka trumny i sprawdzać, co się z dzieckiem dzieje.


              • aniaa31 Re: Alimenty 12.01.05, 21:54
                > Myślę, że to byłoby zbędne. Skoro sad zdecydowal, ze koszty utrzymania po
                > połowie ponosic beda rodzice, to matka zrealizuje swoje 50% placac za
                > mieszkanie i wyzywienie, ojciec dajac pieniadze corce do reki, z ktorych ona
                > kupi to, co jej potrzebne.
                > Wcale bym sie nie zdziwila, gdyby po podsumowaniu miesiecznych wydatkow
                okazalo
                >
                > sie, ze matka swoimi wydatkami na mieszkanie i jedzenie nie pokrywa 50%
                kosztow
                >
                > i wtedy powinna dawac dziecku reszte pieniedzy (aby te 50% wypelnic).
                >

                kobieto, w jakim Ty kraju zyjesz?
                tzw. oplaty stale (czynsz, elektryka, gaz) plus wydatki na jedzenie u
                wiekszosci osob pochlaniaja znacznie wiecej niz 50% ich dochodu i reszta pensji
                idzie na pozostale potrzeby. matka ma ponosic te koszty i jeszcze "reszte"
                dawac corce? jaka "reszte" ???
    • aniaa31 odnosze wrazenie 12.01.05, 13:27
      ze tu chodzi przede wszystkim o to, aby placic nizsze alimenty
      dotychczasowe alimenty sa wedlug utorki postu za wysokie " Po prostu, exia tak
      wywindowała alimenty, że całe utrzymanie młodej
      spada na barki M." a " Z córką na pewno się dogadamy bez sądów"
      a wlasnie, to eksia wywindowala, czy po prostu sad tak ustalil? chyba jednak
      sad, prawda?
      to trudne psychiczne dla dziecka wystapic do sadu przeciwko wlasnemu ojcu, wiec
      jest szansa, ze zgodzi sie na nizsza sume proponowana przez ojca

      • ak81 Re: odnosze wrazenie 12.01.05, 16:47
        Tez odnioslam takie wrazenie. Corka raczej na pewno zgodzi sie na nizsza sume,
        bo w takiej sytuacji potraktuje to zapewne jako kieszonkowe, ktore moze wydawac
        na swoje przyjemnosci, wiec dla niej bedzie to czysty zysk. Dla jej ojca i
        macochy rowniez. A faktyczne koszty utrzymania dziecka (takie prozaiczne rzeczy
        jak jedzenie, lekarstwa, czynszrachunki itp.) spadna na mame. Uwazam, ze to
        bardzo niekorzystne z pedagogicznego pktu widzenia.

        A co do wysokosci alimentow, to nie eks je "wywindowala" tylko sad zasadzil na
        podstawie znajomosci dochodow i potrzeb obu stron, jak ktos to juz kiedys
        napisal.

        P.S. Z czystej ciekawosci zapytam: jaka to obecnie kwota te wywindowane
        alimenty?
    • the.mist Re: Alimenty 12.01.05, 14:17
      Nie w dając się w dyskusję, czy nalezy dawać kase młodej czy jej matce,
      odpisuję bezpośrednio na pytanie.
      Skoro wyrokiem sądu M. ma przesyłać kasę na konto ex, to nie może sobie
      zmienić tego sam, przesyłając bezpośrednio młodej. Musi wystapic do sądu.
      Inaczej, jeśli kontakty z ex nie należą do najlepszych, M. może mieć kłopoty,
      np. spotkanie z komornikiem. Bo bez uregulowań sądowych kasa przesyłana na ręce
      młodej to nie byłby alimenty przyznane sadownie i ex może zgłosić się do
      komornika.
      Tak więc, jesli nawet kwota alimentów nie ma być zmieniona (a rozumiem, że tak
      własnie ma być), to kwestia na czyje konto ma być przesyłana powinna być
      uregulowana sadownie, dla Waszego dobra.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka