Muszę się Wam wyżalić bo powoli zaczynają mnie opuszczać zarówno siły jak i
cierpliwość.
Kilka dni temu zadzwoniłą do nas córka mojego męża i zapytała go czy mogłaby
przyjechać do nas na kilka dni. Oczywiście bardzo się ucieszyliśmy ale
pozostała nam kwestia ustalenia tego tematu z jej szanowną panią mamą. Mąż
wziął więc telefon i zadzwonił do niej z kulturnym pytaniem i prośbą zarazem
czy Młoda mogłaby pobyć u nas kilka dni, zwłaszcza że ma teraz wolne i siedzi
całymi dniami w domu (bo mamusia jest w pracy) a tak spędziłaby sobie czas z
nami, nie nudziłaby się, zjadłaby przynajmniej jakis ciepły obiad itd. Było
to jednak chyba zbyt trudne pytanie bo mamuska powiedziała, że się zastanowi.
Za kilka godzin zadzwoniła i powiedziała, że owszem - zgadza się ale... pod
warunkiem, że mój mąż weźmie sobie urlop i OSOBIŚCIE będzie się zajmował
Młodą w godzinach dopołudniowych. Takie rozwiązanie nie wchodziło w grę w
związku z czym nawrzeszczała na niego (w obecności Młodej), że nie pozwoli
aby Młodą zajmowała się jakaś obca kobieta (czyt. ja) i rzuciła słuchawką.
Ponieważ jednak przyjazd Młodej był jej na rękę (bo z tego co wiem miała
zaplanowany wieczór i nie miała gdzie "przechowac" dziecka) - zadzwoniła więc
że zgadza się ale z samego rana dziecko ma byc odstawione do domu. Z samego
rana tj. godzina 5:30 (bo mąż pracuje od 6-tej). Mój staruszek postukałsie po
czole i powiedział jej, że on o tej porze nie zwlecze Młodej z łózka (bo nie
ma sumienia a za to ma zdrowy rozsądek) i jak jest taka mądra to niech sobie
sama po nia przyjedzie o tej porze i wytłumaczy dziecku dlaczego tak zrobiła.
Mamuska pomyslała, podumała, przeworzyła dane i zgodziła się na to, żeby
jednak Młoda została u nas dwa dni.
Następnego dnia rano jak tylko wstałyśmy Młoda była bardzo zmieszana a ja nie
wiedziałam w czym rzecz. Poszła się umyć a ja w tym czasie zrobiłam
śniadanie. Jak tylko wyszła z łazienki to poprosiłam ją do stołu...a ta ze
łzami w oczach mówi do mnie taki tekst :"Agnieszka, ja nie mogę zjeść
śniadania, które mi zrobiłaś...mama mi nie pozwoliła jeść niczego co Ty
przygotujesz". I to biedne dziecko bez sniadania czy nawet ciepłej herbaty
zadzwoniło po matkę (bo taki miało przykaz). Ile ja sie musiałam nagłowić i
nawymyslac na szybko powodów, którymi usprawiedliwiałam przed Młodą
zachowanie jej matki - bo jeszcze nigdy nie powiedziałam przy niej na matke
złego słowa.
Wiecie co... sama jestem matką ... ale zastanawiam sie ile złości, zgryzotyi
frustracji trzeba mieć w sobie żeby się tak zachowywać. Zastanawiałam sie jak
ja zachowywałabym się gdyby nasze małżeństwo się rozpadło i mój mąż ułozył
sobie życie z inna kobietą. Wiadomo, że kontaktów z dzieckiem nie mogłabym mu
zabronić... dałabym wtedy wszystko aby nowa żona mojego męża zaakceptowała
moje dziecko... żeby ono dobrze sie czuło w obecności tej innej kobiety ...
żeby nie robiła mu krzywdy (i nie fizyczną krzywdę mam na mysli) bo przeciez
same wiecie, że mozna do dziecka podchodzić w przeróżny sposób. Skoro dziecko
juz musi gdzies bywać to dlaczego nie ma się tam czuc dobrze?
Nie rozumiem pewnych ludzi a zwłaszcza byłej pani żony mojego męża

(
Boje sie jednego... ze nadejdzie taka chwila, że nie będę juz miała siły ani
chęci do robienia dobrej miny przy młodej i nie machne kiedyś ręką i nie
powiem "a dajcie Wy mi wszyscy święty spokój, a Ty Młoda jak chcesz to Ci
powiem dlaczego nasze relacje muszą być takie pokopane... bo Twoja matka jest
sfrustrowaną kobietą ze zbyt niskim poziomej spermy w organiźmie, która nie
może znieść mysli, że jej były mąż ułozył sobie życie a jej jakoś żadej
rycerz na białym rumaku nie porwał - tak jak sobie to wyobrażała zakłądając
sprawę rozwodową

(
Uff... ale się wygadałam - chyba mi troszkę lepiej
Pozdrawiam Was cieplutko i przepraszam jeśli kogoś uraziłam tym postem
Agnieszka