Dodaj do ulubionych

Ręce mi opadają :((

01.03.05, 00:28
Muszę się Wam wyżalić bo powoli zaczynają mnie opuszczać zarówno siły jak i
cierpliwość.
Kilka dni temu zadzwoniłą do nas córka mojego męża i zapytała go czy mogłaby
przyjechać do nas na kilka dni. Oczywiście bardzo się ucieszyliśmy ale
pozostała nam kwestia ustalenia tego tematu z jej szanowną panią mamą. Mąż
wziął więc telefon i zadzwonił do niej z kulturnym pytaniem i prośbą zarazem
czy Młoda mogłaby pobyć u nas kilka dni, zwłaszcza że ma teraz wolne i siedzi
całymi dniami w domu (bo mamusia jest w pracy) a tak spędziłaby sobie czas z
nami, nie nudziłaby się, zjadłaby przynajmniej jakis ciepły obiad itd. Było
to jednak chyba zbyt trudne pytanie bo mamuska powiedziała, że się zastanowi.
Za kilka godzin zadzwoniła i powiedziała, że owszem - zgadza się ale... pod
warunkiem, że mój mąż weźmie sobie urlop i OSOBIŚCIE będzie się zajmował
Młodą w godzinach dopołudniowych. Takie rozwiązanie nie wchodziło w grę w
związku z czym nawrzeszczała na niego (w obecności Młodej), że nie pozwoli
aby Młodą zajmowała się jakaś obca kobieta (czyt. ja) i rzuciła słuchawką.
Ponieważ jednak przyjazd Młodej był jej na rękę (bo z tego co wiem miała
zaplanowany wieczór i nie miała gdzie "przechowac" dziecka) - zadzwoniła więc
że zgadza się ale z samego rana dziecko ma byc odstawione do domu. Z samego
rana tj. godzina 5:30 (bo mąż pracuje od 6-tej). Mój staruszek postukałsie po
czole i powiedział jej, że on o tej porze nie zwlecze Młodej z łózka (bo nie
ma sumienia a za to ma zdrowy rozsądek) i jak jest taka mądra to niech sobie
sama po nia przyjedzie o tej porze i wytłumaczy dziecku dlaczego tak zrobiła.
Mamuska pomyslała, podumała, przeworzyła dane i zgodziła się na to, żeby
jednak Młoda została u nas dwa dni.
Następnego dnia rano jak tylko wstałyśmy Młoda była bardzo zmieszana a ja nie
wiedziałam w czym rzecz. Poszła się umyć a ja w tym czasie zrobiłam
śniadanie. Jak tylko wyszła z łazienki to poprosiłam ją do stołu...a ta ze
łzami w oczach mówi do mnie taki tekst :"Agnieszka, ja nie mogę zjeść
śniadania, które mi zrobiłaś...mama mi nie pozwoliła jeść niczego co Ty
przygotujesz". I to biedne dziecko bez sniadania czy nawet ciepłej herbaty
zadzwoniło po matkę (bo taki miało przykaz). Ile ja sie musiałam nagłowić i
nawymyslac na szybko powodów, którymi usprawiedliwiałam przed Młodą
zachowanie jej matki - bo jeszcze nigdy nie powiedziałam przy niej na matke
złego słowa.
Wiecie co... sama jestem matką ... ale zastanawiam sie ile złości, zgryzotyi
frustracji trzeba mieć w sobie żeby się tak zachowywać. Zastanawiałam sie jak
ja zachowywałabym się gdyby nasze małżeństwo się rozpadło i mój mąż ułozył
sobie życie z inna kobietą. Wiadomo, że kontaktów z dzieckiem nie mogłabym mu
zabronić... dałabym wtedy wszystko aby nowa żona mojego męża zaakceptowała
moje dziecko... żeby ono dobrze sie czuło w obecności tej innej kobiety ...
żeby nie robiła mu krzywdy (i nie fizyczną krzywdę mam na mysli) bo przeciez
same wiecie, że mozna do dziecka podchodzić w przeróżny sposób. Skoro dziecko
juz musi gdzies bywać to dlaczego nie ma się tam czuc dobrze?
Nie rozumiem pewnych ludzi a zwłaszcza byłej pani żony mojego męża sad(
Boje sie jednego... ze nadejdzie taka chwila, że nie będę juz miała siły ani
chęci do robienia dobrej miny przy młodej i nie machne kiedyś ręką i nie
powiem "a dajcie Wy mi wszyscy święty spokój, a Ty Młoda jak chcesz to Ci
powiem dlaczego nasze relacje muszą być takie pokopane... bo Twoja matka jest
sfrustrowaną kobietą ze zbyt niskim poziomej spermy w organiźmie, która nie
może znieść mysli, że jej były mąż ułozył sobie życie a jej jakoś żadej
rycerz na białym rumaku nie porwał - tak jak sobie to wyobrażała zakłądając
sprawę rozwodową sad(
Uff... ale się wygadałam - chyba mi troszkę lepiej

Pozdrawiam Was cieplutko i przepraszam jeśli kogoś uraziłam tym postem
Agnieszka
Obserwuj wątek
    • milcha1 Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 07:17
      Rzeczywiście ręce opadają.
      Kobieta ma najwyraźniej problem. Prędzej czy później odbije się to na dziecku o
      ile już się tak nie dzieje. Nie mówiąc o waszych zszarganych nerwach. Czy ona
      długo już tak .....?
      • kubowa Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 08:40
        jestem ex i mnie samej nie miesci sie w glowie to, co napisalassad jak moj syn
        wraca od next to moje pierwsze pytanie brzmi: jadles kolacje?? i wrecz jestem
        wkurzona, jesli nie. mysle sobie: a to jedza, mojemu dziecku zalujewink))) na noc
        jeszcze tatusiek dziecka nie wzial (chyba, ze jechal do swojej mamusi, zeby
        dziecko tam przechomikowac, kiedy jest czas jego opieki). ale jakby chcial go
        wziac na caly weekend czy nawet tydzien do siebie nie mialabym nic przeciw
        temu. wrecz cieszylabym sie, ze mlody zobaczy jak to jest mieszkac z tatusiemsmile
        pozdrawiam i zycze duzo cierpliwosci!
    • lilith76 Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 09:18
      to zależy jak wyglądało małżeństwo twojego M i eks - jeśli on większość opieki
      nad dzieckiem i domem zwalał nad nią, to teraz może podejrzewać, że ochoczo
      zasłoni się tobą i znowu nie będzie się przy córce kompletnie wysilał.

      mimo wszystko, zachowała się okropnie i własna satysfakcja jest dla niej
      ważniejsza niż spokój dziecka.
      • konkubinka Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 09:35
        nasza eks zachowuje sie tak samo - zachowywala.Sama nie moze zbyt wiele dac
        dziecku, jednoczesnie wymaga wiele od nas.Zawsze znajdzie sie powod zeby sie
        przyczepic.
        Najlepsza metoda jest przytakiwac.Trzeba bylo powiedziec , ze wezmie ten urlop
        i tyle.
        Ja prawie zawsze zajmuje sie dzieckiem M, nie sposob zeby bral urlop za kazdym
        razem albo np na caly miesiac wakacji jak dziecko jest z nami.Ktos musi
        zarabiac a na rnku pracy lekko nie jest.Zwlaszcza ze ona sama nie jest w stanie
        spoznic sie do pracy 10 minut a podwiezc dziecko do szkoly.
        I tez nigdy nie byla w stanie zrozumiec zawisci , ktora kieruje kobieta.Jak
        mozna byc zlym, wscieklym o to , ze kobieta eks meza dobrze traktuje twoje
        dziecko.
        U mnie to byl warunek puszczania dziecka do ojca.
        Gdybym wiedziala ze Barti nie ma mozliwosci lizyc na opieke next i podanie
        przez nia posilku zupelnie inaczej wygladalyby te kontakty .Wlasnie glownie z
        tego powodu , ze podczas mojego malzenstwa z eksem wieksza czesc obowiazkow
        wykonywalam ja i wiem ze eks nie ulegl jakiejs przemianie.
    • kwiatek1974 Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 09:30
      witaj w klubiesmile)) u mnie było odwrotnie, ex pozwoliła małej jeść ale nie
      pozwoliła małej robić sobie zdjęc z tatą, nie pozwoliła brać prezentów, a kiedy
      spytałąm się czy chciałąby odwiedzić babcie i dziadka-rodzicó mojego, zaczełą
      płąkać i powiedziała żę mama jej nie pozwala i i że mama mówiła żę babcia jest
      złą i ją wywali z domu jak tam pójdzie, to jest przykład ex któe mają nie
      pokolei w głowie. Mój też brał urlop na te 2 dnismile bo ex stwierdziłą że mała
      może sie mnie bać i płąkać, a było zupełnie odwrotnie, świetnie się dogadałyśmy
      z Pati. Tylko mamusia musiała wszystko popsuć i zabrać dziecko.
    • babe007 Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 09:33
      Ja z jednym małym pytankiem. Czy byłas przyczyna rozpadu związku (tzn.
      poznaliście sie przed rozwodem)? To oczywiście nie tłumaczy takiego zachowania
      ("nie wolno Ci jeść tego co ONA przygotowała" - nie mieści się to w mojej
      głowie), ale wyjaśniałoby skąd ta organiczna niechęc do Twojej osoby.
      • natonek Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 09:59
        Po pierwsze..nie byłam przyczyną rozpadu ich małżeństwa (poznaliśmy się 7
        miesięcy po wyroku o rozwodzie). Powodem rozwodu było to, że ona poznała innego
        faceta (również zonatego) i postanowiła własnie z nim ułozyć sobie życie. Oboje
        wniesli sprawy o rozwód i oboje ten rozwód otrzmali (oczywiście w pozwie nie
        było słowa o prawdziwych powodach). Jednak wspmniany facet jak juz uwolnił się
        od swojej żony to nie w głowie było mu wiązać się na stałe z inną kobietą - i
        tak była zonka mojego męża została na lodzie. Wiecie jak to jest z facetami
        koło 50-tki, mającymi kupę forsy i którym testosteron wychodzi uszami...
        zamiast kobietki po 30-tce wziął sobie jakąś młodą i piękną 20-tkę.
        Myślę, że zostało sporo frustracji w tej kobiecie po takim numerze... a do tego
        jej były mąż poznaje kobietę i układa sobie życie. Powiedziała nam wtedy
        oficjalnie, że nas oboje zniszczy. Co oczywiście przez cały czas próbuje robić.
        A czy długo to już trwa?... od kiedy sięgam pamięcią. Naprawdę cokolwiek byśmy
        zrobili to jest źle.
        A co obciążania jej obowiązkami domowymi przez mojego męża... (wiem o tym z
        relacji ich wspólnych znajomych, rodziny i oczywiście męża).. jesli mój mąż nie
        ugotował obiadu to po prostu w domu go nie było, jeśli nie zroził zakupów to
        lodówka była pusta, jesli nie zrobił prania.... A pani zona chadzała sobie
        wtedy na lekcje języka angielskiego, kursy nurkowania itd.
        Nawet podczas sprawy rozwodowej przyszedł do domu kurator i zobaczył, że o
        godzinie 20-tej tatuś sam kapie wtedy 5 letnie dziecko, robi mu kolację i
        kładzie spać... a mamusia nie zdążyła jeszcze wrócić do domu z pracy mimo, że
        pracuje na pół etatu (jest architektem i jej praca nie wymaga siedzenia w
        biurze do tak późna). Ponoć pani kurator urządziła jej wtedy niezła jatkę.
        Jak już jestem przy sprawie kuratora.. to własnie wczoraj mieliśmy wizytę (z
        racji założenia sprawy o ustalenie kontaktów). Powiem Wam, że osoba, która nas
        odwiedziła powiedziała nam, że nie spotkała się jeszcze z takimi warunkami
        stworzonymi dla dziecka w rodzinie ojca.
        Milcha, to odpowiem na Twój zarzut odnośnie założenia tejże sprawy... przez
        ponad trzy lata próbowaliśmy "porozumieć się" z ex, jak cywilizowani ludzie...
        niestety bezskutecznie w związku z czym sięgnęliśmy po środki ostateczne czyli
        sąd.
    • bei och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 09:41
      bo jakoś pomiędzy wierszami czytam, że Eksia jest wygodna..i napewno często
      będzie korzystać z tego- ze gościna dziewczynki w Waszych progach= wolny czas
      dla eksi...
      Te odwiedziny- to doskonała forma opieki...zobaczysz...jeszcze będzie tak, że
      częściej Ty posiedzisz z malą....
      pierwsze koty za płoty...i tak- już jest dobrze- że ja pusciła do Was...a że
      sobie -tzn jej cos nagadała.....
      mala jest rezolutna...
      szybko zrozumie, że jej Mama niekiedy nie ma racji....
      myslę...że czas wiele pomoże...
      i wiele jeszcze dziwnych sytuacji sie zdarzy ( tak jak i u nassmile
      Czasem słońce...czasem deszcz....smile

      Życzę tylko słonecznej aurysmile
      • natonek Re: och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 10:02
        Bei, masz rację. Ja cały czas czekam na dzień kiedy Młoda będzie sama potrafiła
        oceniac sytuację.
        A swpją drogą... ostatnio jak ex powiedziała Młodej, że ojciec już jej nie
        kocha to mała przyszła do nas i powiedziała, że bardzo się cieszy, że rodzice
        się rozwiedli bo gdyby tak się nie stało to nie miałaby mnie i swojej małej
        siostrzyczki. Wiecie co?... serce mi się ściska jak słyszę coś takiego

        Pozdrawiam Was cieplutko w ten chłodny dzionek
        Agnieszka
        • kkokos Re: och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 10:21
          abstrahując od tego, że też nie mieści mi się w głowie tekst "nie jedz niczego,
          co ONA co poda" i też mam pretensję, jak dzieciak przebywający pół dnia z ojcem
          nie dostanie obiadu, to jak czytam coś takiego:

          >>Nawet podczas sprawy rozwodowej przyszedł do domu kurator i zobaczył, że o
          godzinie 20-tej tatuś sam kapie wtedy 5 letnie dziecko, robi mu kolację i
          kładzie spać... a mamusia nie zdążyła jeszcze wrócić do domu z pracy mimo, że
          pracuje na pół etatu (jest architektem i jej praca nie wymaga siedzenia w
          biurze do tak późna).


          to też gul mi rośnie. No bo co się takiemu tatusiowi stało złego, że sam
          wykąpał, dał kolację i położył???? Ile matek, do jasnej cholery, robi tak
          STALE, bo pan mąż "nie zdąży jeszcze wrócić do domu z pracy, mimo iż jego praca
          nie wymaga siedzenia w biurze do tak późna"!!!!!!!

          • natonek Re: kkokos 01.03.05, 10:41
            kkokos
            napisała to dlatego, że dziewczyny zastanawiały się czy mój mąż nie zrzucał na
            nią całości obowiązków domowych. To zacytowane przez Ciebie zdanie jest wyrwane
            z konteksu, ponieważ pisałam, że to była norma w ich sytuacji a nie bohaterski
            wyczyn faceta robiacego jednorazowo kolację czy zajmującego się dzieckiem. Poza
            tym skoro oboje akceptowali taką sytuację to jest wszystko w porządku
            (podkreslam jednak, że to on w głównej mierze zajmował się domem - nic poza tym)
            kkokos - może postaraj się nie znajdywac problemów tam gdzie ich nie ma
          • done2 Re: och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 10:43
            "Nawet podczas sprawy rozwodowej przyszedł do domu kurator i zobaczył, że o
            godzinie 20-tej tatuś sam kapie wtedy 5 letnie dziecko, robi mu kolację i
            kładzie spać... a mamusia nie zdążyła jeszcze wrócić do domu z pracy mimo, że
            pracuje na pół etatu (jest architektem i jej praca nie wymaga siedzenia w
            biurze do tak późna)."
            Jak zwykle, Kkoks trzeba Ci tłumaczyć. Słowo NAWET oznaczało, że tata te
            czynności wykonywał zwyczajowo, a mamusia NAWET podczas wizyty kuratora nie
            potrafiła znaleźć na to czasu.
            • kammik Re: och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 10:53
              > Jak zwykle, Kkoks trzeba Ci tłumaczyć. Słowo NAWET oznaczało, że tata te
              > czynności wykonywał zwyczajowo, a mamusia NAWET podczas wizyty kuratora nie
              > potrafiła znaleźć na to czasu.


              Lepiej by bylo, gdyby na uzytek kuratora odegrala klamliwa scenke, ze to ona
              wieczorami zajmuje sie dzieckiem?
          • milcha1 Re: Natonek 01.03.05, 10:47
            Zawsze lepiej porozumieć się bez sądu ale doskonale wiem, że potrzeba wtedy
            dobrej woli z obydwu stron. Jeśli jedna strona stara się i wyciąga rękę a druga
            tylko pluje to co można zrobić? Pozostaje sąd.
            Współczuję Wam takiej syt. Mój mąż przechodzi podobne rzeczy, tylko że wasza ex
            daje dziecko z oporami ale daje a mojemu mężowi jego Ex - nie. mało tego nie
            pozwala na kontakty z rodziną ze strony ojca ani dziadek ani ciocie ani
            ukochani kuzyni. Nikt nie ma prawa. Ona zmieniła im ojca na konkubenta, więc
            rodzina jest również wymieniona. no i nie zgłasza pretensji do mnie.
            Przypomniałam sobie. W pozwie o pozbawienie władzy rodzicielskiej napisała, że
            się do wszsytkiego wtrącam co przy kuble pomyj wylanym na mojego męża to prawie
            pochwała.
            Wniosek został oddalony jako bezzasadny
            Co do kąpieli dziecka przez ojca to nie przesadzajmy. Albo mamy
            równouprawnienie albo nie. Jeśli ja nie mogę czegoś zrobić przy dziecku robi to
            mąż i odwrotnie. To żaden powód do chwały dla ojca ani do ujma na honorze
            matki, że ojciec kąpie dziecko.
            A w jakim wieku jest Młoda? Ile miała lat gdy rodzice się rozwiedli?
          • kwiatek1974 Re: och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 10:54
            kkokos napisała:

            > to też gul mi rośnie. No bo co się takiemu tatusiowi stało złego, że sam
            > wykąpał, dał kolację i położył???? Ile matek, do jasnej cholery, robi tak
            > STALE, bo pan mąż "nie zdąży jeszcze wrócić do domu z pracy, mimo iż jego
            praca
            > nie wymaga siedzenia w biurze do tak późna"!!!!!!!

            Jak zwykle głos ex, co się stało tatysiowi że umył, wykąpał, czy położył spać,
            nic mu sie docholery nie stało, ale matka ma obowiązek zajmowania się domem, i
            dzieckiem które jets jej, a nie noszenia długich pazurków, mój Mąż nigdy nie
            wiedział co to jest porządny obiad, sam sobie gotował ex nie pracowała przez
            całę ich małżeństwo, latałą po koleżankach, i spijałą kawki, jedynie co
            potrafiłą ugotować to pomidorówke którą jedli na początku, przez 4 dni w
            tygodniu, potem dałą sobie spokój stwierdziłą że on może zje coś na stołówce w
            wojsku, mała dostała parówki na obiad i wszystko. A jak wzieła jego pensję i
            szła po zakupy bo mój sie darł że lodóka pusta i nie ma co zrobić do jedzenia a
            on nie ma czasu iść po zakupy bo pracuje to, szła po zakupy, traciła zazwyczaj
            około 500 zł, i nic nie kupiła lodóka pusta, ale nowa bluzka czy spodnie były,
            to mój zaczął wychodzić po zakupy jak wrócił z pracy po służbie albo matka
            mojego kupywała im jedzenie jak mój ją poprosił bo ex lata z dupą, a dziecko
            głodne w domu, sprzątał on gotował on, zajmował sie mała jak wracał z pracy bo
            ex była gdzieś umówiona , wiec nie chrzań mi że tylko ex mają cały dom na
            głowie.

            Jak czekali na rozwód to okazało się potem czemu majątyle długó, bo ex
            utrzymywałą swoich rodziców, połowę pensji im wysyłała, a z kąd wiemy mamy
            kwitki, jak brali kredyt to nie szło na dziecko tylko na remont mieszkanka
            rodziców, ale mój mąż nie sprawdzał tego, bo jej wierzył byli małżeństwem, i
            wierzył jej a potem wszystko wyszło na jaw, kredyty szły na kochanka albo jej
            rodziców, pensja na ciuszki dla ex, ale nie to on jest wszystkiemu winny, i
            trzeba zatruć mu życie bo on chce sobie życiew ułożyć na nowo.

            Żygać mi się chce jak czytam że to ex są tylko pokrzywdzone, ile one cierpią,
            same muszą wychowawać dzieci, ojciec ma w dupie, ludzie to już przechodzi
            wszelkie pojęcie, gdyby było cacay to i małżęństwo by było i jak był kryzys to
            by przetrfało. Czytałąm na samodzielnych jak to ex mężowie wyzywają, ex żony
            ale one nie wyzywają, one siedzią ciuchutko jak myszki, a ex mąż był najgorszy,
            moja ex też krzyczał przez telefon że on ją wyzywał, i że będzie wyzywał mnie ,
            czemu tak nie jest, czemu my jesteśmy szczęśliwy, nikt nikomu nie ubliża , nie
            podnosi ręki, jest poprostu kochany, ale ex twierdzi inaczej , i to jej
            powinniśmy słuchać.

            Dzisaj usłyszałam od pewnej urzędniczki, że mogłąm sobie nie brać faceta któy
            ma przeszłość, to bym nie miała problemów, a i że ex ma wieksze prawa odemnie,
            i że dziecko ich jest ważniejsze od naszego, nie wytrzymałam i stwierdziłąm że
            ona też jest ex bo tak się czepia wiec i wiecie co nie zaprzeczyła powiedziałą
            że jest byłą żoną. I wiecie co poczyłąm się jakbym to ja rozbiłą ich małżeństwo
            i wszyscy mieli o to pretensje a przecież było odwrotnie to ona go zdradziłą, i
            wyżuciłą z domu. wygadałam się czekam na lincz on ex bo tak zaraz bedzie
            • kwiatek1974 Re: och...pomyśl:)- nie jest tak źle.... 01.03.05, 11:02
              Robie straszne błędy przyznaje się bez bicia, ale zauważyłam że jest to pod
              wpływem emocji wiec muszę sie znów opanowaćsmile))) sorry
    • poxywka Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 10:43
      znam kobiety, ktore teraz bedac szczesliwymi mezatkami twierdza, ze w przypadku
      rozwodu nie pozwolily za zadne skarby dotknac swojego dziecka obcej kobiecie;
      musi to wynikac z charakteru czlowieka; moze ze specyfiki milosci do dziecka? a
      moze z obawy, ze to zagrozi ich pozycji ?; nie mam pojecia; ja jesli chodzi o
      dziecko mam wystarczajace poczucie, ze ono mnie kocha i to wystarczy; zreszta
      nexia stanowi dla mnie np wieksza gwarancje, ze synek zje tam cos porzadnego a
      nie fastfooda; opowiadal,ze smazy mu placuszki i opowiada ladne bajki;

      >mama mi nie pozwoliła jeść niczego co Ty przygotujesz
      czlowiek moze nie zdaje sobie sprawy, ze dziecko dorasta i nie zapomina; z
      biegiem czasu samo tlumaczy sobie takie zachowania i moze to taka matke
      zaprowadzic zupelnie nie tam, gdzie by chciala; czy ludzie nie boja sie tak
      strasznie osmieszac w oczach swoich dzieci ?
      tak jak bei uwazam, ze malymi kroczkami sytuacja moze sie uspokoic; jesli tylko
      dziewczynka nie bedzie Cie za bardzo wychwalac w domu; ale nie sadze aby sie
      odwazyla po tym wszystkim
      pozdrawiam
      poxywka
      • nooleczka Re: poxywka 01.03.05, 11:19
        Poxywka, chyba stanę się Twoją fanką, bo cokolwiek byś nie napisała, zawsze w
        zupełności się z tym zgadzam, praktycznie z każdym Twoim słowem.

        A przypadek ex w poscie rozpoczynającym wątek jest chyba nierozwiązywalny;
        kobieta ma problem z samą sobą, ale zapewne nie zdaje sobie z tego sprawy;
        Jej problemy pomógłby rozwikłać psycholog, a może RODK coś tu pomoże?
        Jedyna rada to czekać i mieć nadzieję że kiedyś jej ta frustracja przejdzie.

        "Moja" ex kiedyś jak dowiedziała się ze jej były znalazł sobie nową dziewczynę
        (znaczy mnie), w ramach ukarania go za ten niecny występek wywiozła dziecko na
        pół roku kilkaset km dalej do swoich rodziców i zabroniła kontaktów.
        Po 6 miesiącach, gdy jej już złość przeszła i "kara" się odbyła, przywiozła
        dziecko z powrotem i kontakty odbywały się już regularnie.
        Tak więc tu "przeczekanie" pomogło.

        A teraz obracając sie o 180 stopni - jako ex bardzo byłabym szczęśliwa gdyby
        moja next zechciałaby ugotować obiad memu dziecku, ale scedowała tę czynność na
        babcię, tak więc podczas ostatniego pobytu mego dziecka u taty ciepłe posiłki
        zapewniła mu na szczęście babcia, co mnie w zuepłności zadowala.
        • ania_rosa Re: poxywka 01.03.05, 11:34
          Ja bym jeszcze rozważyła propozycję mediacji. MOże to by coś pomogło? Czesto
          ludzi przekonuje to, że mediator nie jest psychoterapeutą (więc nie leczy i nie
          koryguje) a także nie rozstrzyga o racjach stron. Dla osób z poczuciem krzywdy
          jak Eksia, które boją się obiektywnej oceny, mediacje są dobrym wyjściem.
          Tym niemniej nalezy się liczyć z tym, że jedyne na co mamy wpływ to my sami. I
          byc może sprowadzi się to do wyboru między "asertywnością, ochroną godności i
          rzadszymi kontaktami z Małą", albo "zaciśnięciem zębów, znoszeniem upokorzeń i
          częstszymi wizytami Małej". Takiej alternatywy Wam nie życzę, ale ona się
          często zdarza. No i zawsze pozostaje zaufać terapeutycznemu działaniu czasu.
          Tyle tylko, że dziecko nie poczekasad((.

          Rosa
    • natonek Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 11:31
      też tak sobie myslę, że w przypadku rozpadu mojego małżeństwa dobro mojej córki
      byłoby najwazniejsze. Jeśli wiedziałabym, że moja córka przepada za ojcem (tak
      jak Młoda za moim mężem), ma w niego w domu zapewnioną opiekę, wyprane,
      wyprasowane, ugotowane, zorganizowany czas - to z pewnością nie zabraniałabym
      im wspólnych kontaktów - tym bardziej, że oboje donich dążą.
      Kwestia babć, która przewijała się w kilku postach... nasz Młoda też ma
      zabronione kontaktowanie się ze swoją babcią, która mieszka kilka bloków dalej
      od Młodej.Nawet na dzień babci wysłała jej kartkę pocztową z zyczeniami bo
      matka zabroniła jej wizyty u babci. Czy to nie jest chore? No kto jak kto? ale
      czy znacie jakąś babcię, która nie zrobiłaby wszystkiego dla swoich wnuków?
      Poza tym takie działanie nazwałabym krótko.. "na złość mamie odmrożę sobie
      uszy". Przecież gdyby kobieta miała odrobinę zdrowego rozsądku to jej zycie
      byłoby o wiele łatwiejsze. Tatuś z pocałowaniem ręki odbierałby codziennie
      dziecko ze szkoły (więc odpadałby jej problem szybkiego powrotu do domu), w nas
      zjadłaby obiad (odpada kwestia dawania czegokolwiek do zjedzenia dziecku po
      powrocie do domu. A z relacji Młodej wiemy, że "obiady" jada nie wcześniej niż
      o 19-tej). Przecież kobita miałaby znacznie wygodniejsze zycie...trzeba tylko
      mieć w sobie mniej nienawiści do całego świata i obwiniania wszystkich za swoje
      błedy

      Pozdrawiam
      Agnieszka
      • kammik Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 11:38
        ale
        > czy znacie jakąś babcię, która nie zrobiłaby wszystkiego dla swoich wnuków?


        Ja znam.
        • ajmj Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 12:38
          Tak to czytam... U mnie jest tak, ze nawet ojciec czyli Mój Partner nie moze
          pocałowac swojej córeczki... a wiecie dlaczego? Bo jego była stwierdziła, że on
          całuje mnie, więc te "moje zarazki" przejdą na ich dziecko. Więc ma zabronione
          pocałowanie własnego dziecka. Zresztą dużo by pisać... Dziecko ma 9 lat,a do
          tej pory lata za nim z nocnikiem...
        • konkubinka Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 21:31
          ja tezsmilesmile
          • konkubinka Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 21:31
            to bylo do Kammik- ja tez znam taka- takie babcie.
        • kubowa Re: Ręce mi opadają :(( 01.03.05, 22:30
          kammik napisala:
          >>ale
          >> czy znacie jakąś babcię, która nie zrobiłaby wszystkiego dla swoich wnuków?


          >Ja znam.

          ja tez. niestety,
          • pelaga Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 08:16
            Ja tez znam taka babcie sad
            • amfenix Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 11:37
              Ja nawet babcię i dziadka tego pokroju znamsmile
        • chalsia Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 00:24
          Ja też znam taką babcię, co by nie zrobiła wszystkiego dla swojego
          pierworodnego wnuka (np. nawet na urodziny nie zadzwoni, albo będąc w okolicy
          nie da znaku życia). A stosunki były między nami OK, łacznie z tym, ze po
          odejściu eksa 4 razy ją gościłam po tydzień by miała kontakt z wnukiem. Ale
          skończyło się - z jej strony.
          Chalsia
      • ashan Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 11:48
        natonek napisała:


        > czy znacie jakąś babcię, która nie zrobiłaby wszystkiego dla swoich wnuków?

        no, niestety, znam. Oczywiście jej deklaracje są oszałamiające smile, ale
        rzeczywiste zainteresowanie wnukiem ogranicza się do jedego w roku telefonu do
        wnuka i przygotowania "koperty".

        a.
    • chalsia Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 00:44
      Osobiście nie uważam za dobry pomysł przyznawanie miesiaca wakacji z ojcem,
      jeśli tenże ojciec jest w stanie tak naprawdę "powakacjować" z dzieckiem nie
      więcej niż 2 tygodnie.
      Ten czas jest po to , by dziecko spędzało go z ojcem, a nie by przez większość
      dnia zajmowała się nim, bądż co bądż obca osoba (=osoba trzecia), bo ojciec
      pracuje.
      Chalsia
      • balladynka Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 09:41
        Ten czas jest po to , by dziecko spędzało go z ojcem, a nie by przez większość
        > dnia zajmowała się nim, bądż co bądż obca osoba (=osoba trzecia), bo ojciec
        > pracuje.

        Nie mogę się zgodzić z przedmówcą. Przez większość dnia dziecko może i nie
        spędzi tego czasu z ojcem ale przez mniejszość tak. Gdyby go nie było w domu
        ojca to nie widziałoby go w ogóle w tym czasie. Po drugie macocha mieszkająca z
        ojcem to nie jest obca osoba, tylko osoba, z którą czy dziecku i macosze się to
        podoba czy nie, przyjdzie im razem spędzać czas w życiu. Po trzecie, niech
        dziecko też zobaczy normalnego tatusia w akcji a nie tylko tatusia niedzielnego
        i niech wie, że tatuś pracuje i że pieniążki mu z nieba nie spadają.


        • chalsia Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 11:15
          > Nie mogę się zgodzić z przedmówcą. Przez większość dnia dziecko może i nie
          > spędzi tego czasu z ojcem ale przez mniejszość tak. Gdyby go nie było w domu
          > ojca to nie widziałoby go w ogóle w tym czasie.

          A ja się nie zgodzę z powyższym - owszem dziecko widziałoby ojca - tak samo jak
          zwykle, czyli w postaci wizyt ojca u siebie jak i swoich u ojca w domu - tak
          samo jak w okresie pozawakacyjnym.
          Aczkolwiek rozumiem, ze opisana przez Balladynkę sytuacja jest możliwa, jeśli
          np. z racji odległości ojciec po za tym miesiącem wakacji widuje dziecko tylko
          na np. jeden weekend w miesiącu.

          Chalsia
      • done2 Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 11:26
        chalsia napisała:

        > Ten czas jest po to , by dziecko spędzało go z ojcem, a nie by przez
        większość
        > dnia zajmowała się nim, bądż co bądż obca osoba (=osoba trzecia), bo ojciec
        > pracuje.

        A co w przypadku kiedy ojciec ma przyznany 1 miesiąc (lipiec)- i bierze miesiąc
        urlopu i zajmuje się dzieckiem, a mama ma przyznany sądownie drugi miesiąc
        (sierpień) i nie może wziąć urlopu (bo np. w jej zakladzie pracy urlop można
        brać w miesiącach zimowych)? Czy też nie powinna w tym czasie zajmować się
        dzieckiem? A już absolutnie nie powinien tego robić jej konkubent, z którym
        mieszka, a który może wziąć urlop?
      • ashan Re: Ręce mi opadają :(( 02.03.05, 12:06
        chalsia napisała:

        > Osobiście nie uważam za dobry pomysł przyznawanie miesiaca wakacji z ojcem,
        > jeśli tenże ojciec jest w stanie tak naprawdę "powakacjować" z dzieckiem nie
        > więcej niż 2 tygodnie.

        Oczywiście wszystko zależy od wieku dziecka. Mój syn sam wyjeżdża na wakacje od
        kilku lat. I sądzę, że absurdem byłoby egzekwowanie ew. wyroku sądu, ze przez m-
        c ma być z ojcem, z czego tydzień na wyjeździe, a trzy u niego w domu. Nie
        widzę sensu w tym, żeby w wakacje nastolatek siedział w domu ojca sam lub z
        żoną ojca, bo taki jest wyrok sądu, jeżeli w tym czasie może gdzieś wyjechać.

        Natomiast co do mniejszych dzieci... Nie wiem, jak zareagowałabym, gdyby w
        wakacje odwóceniu uległyby role rodziców i eks mojego męża przyjeżdżała na
        soboty do nas do domu, żeby pobyć z synem wink. A dzień powszedni wygląda u nas
        tak, że to ja zajmuję się dziećmi cały dzień, mąż wraca poźno i zazwyczaj od
        razu zasiada do pracy. Daje dzieciom całusy, zjada obiad i zamyka się w pokoju.
        Czy to byłby ten błogosławiony kontakt z ojcem i "wychowanie przez pracę" wink?
        Nasza rodzina wygląda tak, a nie inaczej, to jest nasze porozumienie, ale eks
        mojego męża może zupełnie nieodpowiadać - ona może chcieć, zeby syn przebywał z
        tatą, a nie jego żoną (i jest to dla mnie zrozumiałe).

        W związku z tym uważam, że owszem jest sens dłuższych lub krótszych wspólnych
        wakacyjnych wyjazdów rodziców nie wychowujących dzieci na codzień (oczywiście
        przy chęci dzieci smile), ale siedzenie dzieci w mieście "bo taki jest wyrok
        sądu" jest bez sensu.
        pozdrawiam

        a.
        • konkubinka Re: wakacje 03.03.05, 18:58
          ja osobiscie uwazam , ze miesiac przyznanych wakacji powinien byc dla ojca ale
          takze jego najblizszych.
          Powinno byc zorganizowane to tak aby dziecko milo dla siebie spedzilo czas i
          ajak najwiecej na swiezym powietrzu.
          Jesli chodzi o M- juz w sadzie zaznaczyl , ze dziecko bedzie w wakacje takze u
          dziadkow itp.On nie jest w stanie wziac miesiaca urlopu, zas dziadkowie maja
          duzy dom z ogrodem i stawem , wspaniale miejsce na wypoczynek.Choc z tym
          swiezym powietrzem roznie tam bywasmile
          Jednak obowiazkiem ojca jest stawac na glowie aby spedzic z dzieckiem jak
          najwiecej czasu, np odwiedzac je u dziadkow.
          • lideczka_27 Re: wakacje 03.03.05, 22:36
            Ano właśnie. Nie każda była synowa ma dobry kontakt z rodzicami eksa, nie każda
            czuje się w obowiązku czy ma chęci odwiedzać dziadków z ich wnuczkiem - robi to
            ich syn a ojciec dziecka. Jak by nie patrzył - dziadkom należy się czas z
            wnukiem/wnuki mają prawo do kontaktów z dziadkami i podzielenie wakacji tak, by
            dziadkom też się udało spędzić czas z dzieckiem/dziećmi syna jest jak
            najbardziej OK (mówię o dobrych dziadkach, wiadomo, że nie do każdych można
            puścić dziecko, ale to już inna historia...). Poza tym sytuacja rodziców eksa
            bywa trudniejsza od rodziców mamy dziecka z tego choćby powodu, że często
            dziadkowie pomagają mamie przy opiece nad wnukiem, więc tego czasu jest więcej,
            natomiast dziadki ze strony ojca są bardziej z doskoku (albo wcale ich nie ma,
            jeśli się np. nie poczuwają tak jak ich syn do ojcostwa - to już kwestia
            każdego przypadku). No i pewnie dużo też zależy od relacji jakie się ma z
            byłymi teściami. Ja np. uczciwie mogę przyznać, że ZABRONIŁABYM kontaktów
            dziecka z moją byłą teściową i chwalę Boga, że się nie zdecydowałam na dziecko
            z eksem. Myślę, że gdyby jego matka podała mnie do sądu o utrudnianie
            kontaktów, nie miałabym większych przeszkód, by udowodnić, że taki kontakt
            byłby z poważną szkodą dla zdrowia psychicznego dziecka - jednym słowem: po
            moim trupie!

            pozdrówki
            lidka
      • nooleczka Re: Ręce mi opadają :(( 04.03.05, 19:15
        chalsia napisała:

        > Osobiście nie uważam za dobry pomysł przyznawanie miesiaca wakacji z ojcem,
        > jeśli tenże ojciec jest w stanie tak naprawdę "powakacjować" z dzieckiem nie
        > więcej niż 2 tygodnie.

        Jeśli przez ten miesiąc dziecko spędziłoby 2 tygodnie z ojcem a 2 tygodnie z
        dziadkami od strony ojca to uwazam to za bardzo dobre rozwiązanie i bardzo
        dobry pomysł.
        • chalsia Re: Ręce mi opadają :(( 04.03.05, 22:28
          A co jeśli tych dziadków dziecko widzi może 2 razy w roku? Ja rozumiem, że to
          jest OK jak dziecko ma z 10 lat, ale jak ma mniej?
          Chalsia
          • nooleczka Re: Ręce mi opadają :(( 07.03.05, 14:24
            chalsia napisała:

            > A co jeśli tych dziadków dziecko widzi może 2 razy w roku? Ja rozumiem, że to
            > jest OK jak dziecko ma z 10 lat, ale jak ma mniej?

            Babcię zazwyczaj widuje się kilka razy w roku, nie widzę w tym nic dziwnego.
            Jesli dziecko potrafi sie juz samo wysłowić jeśli chodzi o swoje potrzeby (np.
            chcę pic, chcę jesć, chcę siusiu/kupkę, chcę to czy tamto) to nie widzę
            przeciwskazań dla których dziecko nie mogłoby z dziadkami pobyć (no chyba że
            oni sami by nie chcieli albo inne przyczyny obiektywne).
            • chalsia Re: Ręce mi opadają :(( 07.03.05, 14:29
              W takim razie spoko można 3 latka oddać na dwa tygodnie do de facto obcych
              ludzi w obce miejsce??? Przeżyje? Oczywiście. Tylko co z psychiką, emocjami,
              poczuciem bezpieczeństwa?
              Bzdura.
              Chalsia
              • nooleczka Re: Ręce mi opadają :(( 07.03.05, 14:41
                Tak od razu na tak długo bez wcześniejszego "przyzwyczajania" takiego malucha
                to rzeczywiście byłoby nieporozumienie.
                Na początek należałoby zacząć od "drobnych kroczków" - kilka dni z tatusiem i
                dziadkami. Kilka dni z tatusiem i dziadkami, jeden dzień bez tatusia. Kilka dni
                z tatusiem i dziadkami, dwa dni bez tatusia. Itd. Jak się chce to się da.
                Przypominam sobie, że kiedyś mój 2,5 letni bratanek przyjechał do swojej babci
                i do mnie (cioci) na tydzień. Tatuś go odwiózł i zostawił. I tylko pierwszy
                dzień to był dzień płaczu i tęsknoty. Przez te kilka następnych dni zapewniłam
                memu bratankowi tyle fajnych i ciekawych zabaw że całkiem mu się zapomniało że
                miał tęsknić. Jak tatus po niego przyjechał to się rozpłakał że on chce jeszcze
                zostać smile
                Widujemy sie kilka razy w roku.
                • konkubinka Re: Ręce mi opadają :(( 08.03.05, 13:39
                  wiecie co ja tak dodam , ze sa dziadkowie i dziadkowie jak wiemy no i zgadzam
                  sie z Chalsia akurat a czasem to sie nie ma nijak do tego otoz:

                  moja obezna "tesciowa" przez kilka lat chowala wnuczke- corke M gdyz mamusia
                  jak wiecie od zawsze nie uwazala zaniedbywac siebie i swych spraw dla , nawet
                  cizko goraczkujacej corki.
                  Potem, po rozwodzie w zlosci odseparowala dziecko od dziadkow - zeby zrobic na
                  zlosc eksowi.
                  Cala walka M o prawa do widywania corki miala na celu takze przywrocic pobyty
                  corki u dziadkow - bo mala to lubi i sluzy jej to w wiekszosci przypadkow a w
                  kazdym razie sluzy jej to bardziej niz pozostawianie przez matke samej sobie.
                  • konkubinka Re: Ręce mi opadają :(( 08.03.05, 13:41
                    ciag dalszy bo mnie wyrzucilosmilesmile

                    Inna rzecza jest stosunek tych samych dziadkow do mnie - niezbyt z szacunkiem i
                    niezbyt szczery i sprawiedliwy oraz co za tym idzie ich olewczy stosunek do
                    naszej wspolnej corki.
                    Co za tym idzie - nie oddalabym mojej corki do tychze dziadkow nawet na dwa dni
                    wakacji i walczylabym o to nieoddanie jak lew.
                    A wiec ci sami dziadkowie sa innymi dziadkami dla dwojga dzieci.
                    • chalsia Re: Ręce mi opadają :(( 08.03.05, 15:12
                      > A wiec ci sami dziadkowie sa innymi dziadkami dla dwojga dzieci.

                      Całkowicie się z powyższym zgadzam.
                      Chalsia
                      • nooleczka Re: Ręce mi opadają :(( 08.03.05, 15:29
                        W takim razie pozostaje mi tylko Bogu dziekować, że moi ex-teściowie są na tyle
                        porządnymi ludźmi, że nie wyróżniają wnuków i są (przynajmniej mam taką
                        nadzieję) równie dobrymi dziadkami i dla mojego synka i dla "nowych" wnuków z
                        nowego małzeństwa mojego exa.
                        W kazdym razie z relacji mojego synka z ostatniego (były w sumie dwa) pobytu u
                        dziadków tak własnie wynika. A pobyt był inicjowany przeze mnie, bynajmniej nie
                        przez exa.
                        • konkubinka Re: Ręce mi opadają :(( 08.03.05, 16:08
                          moi ex tesciowie nie maja drugiego wnuka ale juz wiem ze beda traktowac ich
                          rowno.Tylko ze u obecnych tesciow nie chodzi o wnuki- oni traktuja wnuki jak to
                          co im sie nalezy a wiec sama powinnam im przywozic corke i podstawiac pod nos.
                          Do tego wszystko zalezy- tzn ich babcina milosc zalezy od tego jaka jest matka
                          dziecka.Skoro ja sobie nie dalam wejsc na glowe to i dziecko olali.Powiedzieli
                          sobie "trudno" i juz.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka