mam pytanie

27.03.05, 20:03
mam pytanie do macoszek, ktore mieszkaja ze swoimi pasierbami/cami. krotko:
jak to sie stalo? to nie jest, bron boze, pytanie zlosliwe!!! sama nie jestem
macocha, juz nie jestem tez samodzielna, poniewaz zalozylam rodzine po raz
drugi. ale chcialabym wiedziec, jak to sie stalo, ze dzieci sa z ojcami?
jeszcze raz podkreslam: nie bulwersuje mnie to, wrecz przeciwnie, podziwiam
tatusiow, ktorzy autentycznie opiekuja sie swoimi dziecmi. ale mam syna z
pierwszego malzenstwa i zastanawiam sie co musialabym popelnic, zeby odebrano
mi go? rozumiem, ze niektorzy tatusiowie byli wdowcami, a inni? pytam
wylacznie przez ciekawoscsmile

pozdrawiam wszystkie macoszki i przy okazji swiat rodzinnej atmosfery zycze!
    • yvona79 Re: mam pytanie 27.03.05, 20:41
      Jak to się stało? To pytanie zadaję mojemu M. od 2 lat i on odpowiada tylko, że
      doszli do porozumienia z ex. Tak naprawdę chodzi o to, że pani mamusia nie chce
      mieć problemu na głowie, dba tylko o siebie i własne potrzeby, a dziecko by ją
      ograniczało. Woli się zatem z córką spotykać jak z koleżanką niż z nią mieszkać.
      • derena33 Re: mam pytanie 27.03.05, 20:43
        to tak jak 95% panow tatusiowsmile
        • kammik Re: mam pytanie 27.03.05, 21:24
          Derena, nie zaniżaj statystyk, 99% smile
          • mamaadama4 Re: mam pytanie 27.03.05, 21:51
            Moi pasierbowi ostaecznie na stałe zamieszkali z nami bo ich mamusia się
            zakochała i wyprowadziła się z domu zostawiając ich z przyrodnim bratem i swoim
            drugim mężem.
            • gosza26 Re: mam pytanie 28.03.05, 11:26
              M. od 40 lat mieszka w tym samym domu, Młody razem z nim od lat 15.
              Natomiast eks była kobieta interesu na poziomie bazarowym. Po tym jak zaczęli
              ją scigać wierzyciele, prokuratura i policja zwineła interes i chciała
              przeczekać ten okres (stąd przejęcie odowiedzialności za długi M.). No ale
              kochanek eks również zwinął manele i wyjechał 300 km dalej, a więc ona również.

              Tak więc od zawsze M. zajmował się Młodym i tak też zostało. Po 14 latach
              podczas sprawy eks próbowała przejąć opiekę(Młdy wówczas nie miał prawie z nią
              kontaktu), ale badania w rodku była tak fatalne dla niej,że na jednej z rozpraw
              adwokt szybko wycofał się z tego pomysłu.

              ale to i tak czubek góry lodowej tego co się działo..
        • pelaga Re: mam pytanie 28.03.05, 13:03
          Ciekawe dlaczego jesli ojciec ma dziecko w dupie to kwituje sie to zazwyczaj
          stwierdzeniem "do milosci nikogo nie zmusisz, sama tak wybralas ojca dziecku", a
          jak matka ma dziecko w dupie to potepienie jest ogolne, niezalezne od statusu
          potepiajacego.
          Jak matka sama wychowuje dziecko bez pomocy ojca, to powinna sobie poradzic i
          nie grac ofiary, jak ojcec sam wychowuje dziecko zasluguje na szacunek i pelne
          uwielbienie tlumow, jak rowniez wszelka pomoc. Dla matki samotne macierzynstwo
          powinno byc czyms naturalnym, samotnego ojca uwaza sie za bohatera niemalze.
          Ja rowniez nie jestem wolna od tych stereotypow. Ale jak sie nad tym zastanowic,
          to maja w koncu takie same obowiazki i tak samo skomplikowane zycie. A nawet
          zaryzykuje stwierdzenie, ze samotnemu ojcu duzo latwiej przyjdzie ulozenie sobie
          zycia na nowo, niz samotnej matce.
          • gosza26 Re: pelaga 28.03.05, 13:22
            A prosiłam,żeby uważać bo rzucanie wyrokami na prawo i lewo może wyrządzić
            komus przykrość..

            Konkrety ...Masz zapewne racje w tym,że ojcom nie należa jakieś wybitne
            pochwały bo wychowują dzieci. Wytłumacz jednak Niemężowi I Młodemu,że
            ojcowie ,mają takie same prawa i obowiązki. PRZEZ 10 LAT SŁYSZAŁ,, jeśli
            wystapisz o rozwód w życiu nie zobaczysz dziecka, bo żaden sąd Ci go nie
            przyzna,, nawet adwokat odradził M. wystąpienie do sądu.
            Co zmieniło sie po 10 latch?? młody był na tyle duży,ze zabrany na badania
            rodka rzeczowo wyjaśnił jak wygląda jego sytuacja i uczucia.

            Pelaga nie zrozum mnie,że tylko bronie ojców(bo znam kilku takich ,że po
            wywieszać za genitalia to mało). Ale większość Twoich opini , na moim podwórku
            jest jak trafienie kulą w płot....

            a prosiłam..
            • pelaga Re: pelaga 28.03.05, 13:43
              A czy ja swoj post odnioslam do Twojej sytuacji??????? W ktorym miejscu??????
              Pisalam o stereotypach myslenia i napisalam, ze nie jestem od nich wolna.
              I jakimi wyrokami rzucalam??? Zacytuj poprosze.
              Kobiet i mezczyzn nie traktuje sie NIGDZIE tak samo. Nie ma rownouprawnienia.
              Popatrz na zarobki, na traktowanie w sadach, na kazda dziedzine zycia. Ja pisze
              o faktach, a nie o tym jak bym chciala, zeby bylo.
              Tu nie chodzi o to, czy ktos bronic ojcow, czy matek. Chodzi o to, zeby DOSTRZEC
              lepszego rodzica. A to podworko to forum, prywatne, ale jednak forum, a nie
              Twoja prywatna oranzeria, wiec wybacz, ale nie rozumiem Twoich uwag do mnie w
              powyzszym poscie.
              • gosza26 Re: pelaga 28.03.05, 13:49
                Poraz n-ty nie będę się powtarzać...
                ale napisałaś: to podworko to forum, prywatne, ale jednak forum, a nie
                Twoja prywatna oranzeria, wiec wybacz, ale nie rozumiem Twoich uwag do mnie w
                powyzszym poscie.
                -------------------------------------------------
                Miałam na myśli moją sytuacje, dom rodzinę i środowsko. Nie możesz
                zrozumieć ,że nie mam na celu atakowania Ciebie??
                • kammik Re: pelaga 28.03.05, 17:32
                  Gosza, moze ci sie to wydac dziwne, ale naprawde nie kazdy, kto pisze na forum,
                  pisze akurat o tobie i twojej sytuacji.

                  Pelaga ma sluszne spostrzezenia - wciaz samodzielny ojciec jest traktowany jak
                  ewenement. Jak bohater, ktoremu pomniki trzeba stawiac. Jakis czas temu u
                  fryzjera przegladalam jakies pismidlo - a w nim rzewna historie ojca pieciorga
                  dzieci (nie pamietam, czy zona odeszla czy tez byl wdowcem). De facto wygladalo
                  to w ten sposob, ze dwoje ze starszych dzieci zajmowalo sie domem, bo pan tata
                  ze smiechem wyznal, ze nie opanowal umiejetnosci wlaczania pralki i gotowania
                  rosolu. Ale bohatera z siebie robil co sie zowie.

                  Wciaz matka zostawiajaca dziecko jest (tu odpowiednie epitety). Dla ojcow
                  opuszczajacych swoje dzieci znajduje sie miliony usprawiedliwien.
                  • gosza26 Re: pelaga 28.03.05, 18:54
                    Drogie panie!!!
                    po pierwsze-nie trudno domysleć się,że w tym jak i innych wątkach nie pisze
                    tylko o swojej sytuacji, ale również o wszystkich podobnych,a więc o:
                    -macochach, które dziecko M. kochają jak własne
                    -o facetach, dla których, wbrew obiegowej opinni, dzicko jest całym światem;
                    tylko dlatego prosiłam o pewien umiar w wyrażaniu powszechnych opinii;

                    ja nie wiem czy to tak trudno pojąć ,czy to złośliwość, niekoniecznie rzeczy
                    martwych

                    po drugie-.,,Dla ojcow opuszczajacych swoje dzieci znajduje sie miliony
                    usprawiedliwien.,,-a to pierwsze słyszę,że ktoś usprawiedliwia ojca, który
                    zerwał kontakty z własnymi DZIEĆMI??ja jeszcze nie słyszałam...
                    • pelaga Re: pelaga 28.03.05, 19:34
                      > -a to pierwsze słyszę,że ktoś usprawiedliwia ojca, który
                      > zerwał kontakty z własnymi DZIEĆMI??ja jeszcze nie słyszałam...

                      Gosza a ja czytalam niejednokrotnie tutaj i na samodzielnje usprawiedliwienia
                      takich ojcow. Wybacz, ale nie mam dzis sil na wyszukiwanie linkow.
                      A moj post nie mial CIEBIE atakowac. Pisalam o stereotypach myslenia. Dla mnie
                      samej informacja, ze facet sam wychowuje dziecko jest tak dziwna, ze zaczynam go
                      podziwiac na wstepie, a samotna matka czyms tak oczywistym, ze nie zastanawiam
                      sie nad tym i nie rozplywam w podziwie. Znam jednego faceta, po rozwodzie, ktory
                      zajmuje sie dzieckiem na codzien, choc dziecko mieszka, czy raczej warto napisac
                      SYPIA u matki i tez chwale go za to i podziwiam, jednoczesnie, nie wychwalajac
                      kobiet robiacych to samo, a nawet wiecej.
                      Tyle, ze dla mnie rodzic porzucajacy dziecko, nieutrzymujacy z nim kontaktu,
                      obojetnie, czy to ojciec, czy matka to smiec. Nie znajduje usprawiedliwien. Ale
                      dla wielu ludzi ojca da sie wytlumaczyc (wiesz biedaczysko mial kiepska
                      atmosfere w domu matki podczas odwiedzin, albo mu kasy brakowalo nawet na
                      telefon, albo zalozyl nowa rodzine i czasu zbraklo, albo ona go w to dziecko
                      wkopala i nie czul wiezi, albo albo albo), podczas, gdy matka zasluguje na
                      wieczne potepienie dla wszystkich. Dla mnie ojciec tez zasluguje na potepienie.
                      Oboje na nie zasluguja.
                      I nigdzie w pierwszym poscie nie pisalam, ze nie ma dobrych ojcow i zlych matek.
                      • bei a u nas... 28.03.05, 21:17
                        Rodzice Pata postanowili się nim dzielićsmile- teoretycznie pol na pol- tzn nie
                        cialkiem dziecka- a czasem przebywania u rodzica...
                        Mama P pracuje...ja siedzę w domku- więc mogę mu poswiecić więcej czasu- tzn- P
                        częsciej jest pod nasza opieką...
                        no i P lubi przebywac u nas....
                        a dla Mamy P jest ważne dobro dziecka- więc mu nie bronismilesmile
                        Wszystkim Rodzicom życzyłabym tak dobrego układu- jaki mają Rodzice P....smile
                        Bardzo kocham nowego synkasmile- i cieszę się- gdy jest u nas...i nie lubię- gdy
                        ma te dwu-dniowe urlopy u Mamy...
                        Sytuacja mnie nie zaskoczyła....chcialam takiej..ba..i bardzo bym chciala by P
                        przebywał u nas 100 % czasu...ale również chce- by mial jak najlepsze relacje
                        ze swoja Mamą....
                        Traktuję P jak swoje dziecko- - -tylko bardziej się boję o jego zdrowie ( moje
                        dzieci nie chorowały)...no i boję sie go urazić...ale jakos dogadujemy
                        się...tzn ja z Patem bardzo dobrze- niekiedy mam dluższe rozmowy z jego tatąsmile
                        to wygodna sytuacja...
                        bo jak cos "nie tak"- to bombarduję głowe mojemu Aniołowi- sama unikam
                        konfliktu z dzieckiemsmile
                  • jayin Re: pelaga 29.05.05, 21:33
                    > Pelaga ma sluszne spostrzezenia - wciaz samodzielny ojciec jest traktowany jak ewenement.

                    Nie bronię nikogoi niczegosmile Tak tylko zauważam...
                    Pelaga ma rację. Samotny ojciec jest traktowany jak ewenement (ja też tak ojców takowych traktuję) - ponieważ bardzo niewielu ojców wychowuje samotnie dzieci. w 90% znanych mi przypadków (nie wiem jak to roczniki statystyczne ujmująsuspicious) - ojciec wychowujący samotnie dziecko = wdowiec. Ojciec wychowujący samotnie dziecko, kiedy jego matka dziecka żyje to wręcz kuriozum - z kilku względów (zależnie od przypadku):

                    - matka nie wykazuje instynktu macierzyńskiego (mały odsetek, bo ZWYKLE kobieta jednak inaczej podchodzi do sprawy swojego potomstwa niż facet - pomimo równouprawnienia i innych "zdobyczy cywilizacji i nowoczesnego społeczeństwa" - nie da rady pokonać instynktu do opieki nad dzieckiem - ktory, jest wg mniej domeną kobiet)

                    - matka nie jest zdolna wychowywać dziecka (zdrowotny problem - fizyczny lub psychiczny - odsetek też niewielki, bo to przypadki wręcz "losowe")

                    Kuriozalność "samotnego ojcostwa" wynika nie tylko z tego co powyżej, ale też ze społecznego (socjalnego?) nastawienia na patriarchat w kwestii pieniędzy i utrzymania rodziny i matriarchat w kwestii dbania o dom i dzieci - może to się wydawać śmieszne i rodem z ciemnogrodusmile - ale pewne poglądy są głęboko zakorzenione w społeczeństwie, urzędach (np. sądach) - i zwykle to od matki "wymaga się" opieki nad dzieckiem (bo matka w tym stereotypie jest "jedyną słuszną i fachową siłą opiekuńczą i wychowawczą"), a od faceta zapewnienia rodzinie utrzymania (ach, te samce i mamuty) - stąd matka oddająca dziecko na wychowanie jego ojcu jest w naszym społeczeństwie na równi kiepsko traktowana i źle osądzana moralnie, jak ojciec, który np. nie płaci alimentów na dziecko (tzn. nie zapewnia mu utrzymania).

                    Dlatego DLA MNIE - zarówno facet wychowujący SAM dziecko, jak i kobieta, ktora mimo tego, ze nie wychowuje dziecka, to jednak placi na jego utrzymanie - są kuriozumsmile Bo nieczęsto się spotyka ich.

                    IMHO

                    pozdr.

                    J.



                    Jak bohater, ktoremu pomniki trzeba stawiac. Jakis czas temu u
                    > fryzjera przegladalam jakies pismidlo - a w nim rzewna historie ojca pieciorga
                    > dzieci (nie pamietam, czy zona odeszla czy tez byl wdowcem). De facto wygladalo
                    >
                    > to w ten sposob, ze dwoje ze starszych dzieci zajmowalo sie domem, bo pan tata
                    > ze smiechem wyznal, ze nie opanowal umiejetnosci wlaczania pralki i gotowania
                    > rosolu. Ale bohatera z siebie robil co sie zowie.
                    >
                    > Wciaz matka zostawiajaca dziecko jest (tu odpowiednie epitety). Dla ojcow
                    > opuszczajacych swoje dzieci znajduje sie miliony usprawiedliwien.
                    • m-m-m jayin 31.05.05, 20:22
                      Dlatego DLA MNIE - zarówno facet wychowujący SAM dziecko, jak i kobieta, ktora
                      mimo tego, ze nie wychowuje dziecka, to jednak
                      placi na jego utrzymanie - są kuriozumsmile Bo nieczęsto się spotyka ich.



                      Kuriozum pozdrawia smile)))))))
                      • jayin Re: jayin 31.05.05, 23:14
                        m-m-m napisała:

                        > Kuriozum pozdrawia smile)))))))

                        Pozdrów Kuriozum od wszystkich zwiedźmionych wielbicielek Kuriozówsmile)

                        Chyba sobie zrobię podpis: ZAMIENIĘ PRACOHOLIKA NA KURIOZUM!
                        smile
    • johana2 Re: mam pytanie 29.03.05, 09:48
      Matka mojego pasierba po prostu uciekła kilkanaście lat temu za ocean i słuch o
      niej zaginął.... najprostsze rozwiązanie - w jaki sposób pozbyć się niechcianej
      rodziny.... Teraz po latach odezwała się i śmiała zwócić dorosłemu już synowi
      uwagę przez telefon, że pali jak z nią rozmawia. Ludzie! To jest dopiero tupet!
      • gosza26 Re: mam pytanie 29.03.05, 11:01
        Ponieważ faktycznie popełniłam błąd i juz mówię,,Niestety już słyszałam o
        usprawiedliwianiu rodziców, którzy opuszczają swoje dzieci,,. No to już jest
        tragedia....

        A co do postu wyżej, Młody usłyszał, że ,,to jego wina, bo on nie chce
        zrozumieć matki, a ona nie poczuwa się do winny,, Po czym Młody rzucił
        telefonem o podłoge i długo płakał.miał 12 lat...
        ps. powiedziłą ,że nie zgodzi się na żaden tel kom. i jest konsekwenty juz
        bardzo długo
    • cleopa Re: mam pytanie 29.03.05, 11:28
      matka mlodego stwierdziła, że się wyprowadza i że "dziecko samo podejmie
      decyzje..." Młody został z tatą (9lat)..mama nawet raz nie zadzwoniła, ani na
      urodziny,ani inne uroczystości.. eeehhh a swoją drogą to takie kobiety maja
      mniej stresów, nie przejmują niczym tylko sobą są zdrowsze i nie maja depresji..
      • kammik Re: mam pytanie 29.03.05, 11:33
        Ale za to nie moga z czystym sumieniem spojrzec w lustro. I to jest ten plus,
        ktory masz ty, a nie ma ona.
        Pozdrawiam
        • pelaga Re: mam pytanie 29.03.05, 12:21
          A mnie sie wydaje, ze taka "ona" i "on" patrza z samozadowoleniem w lustro. Bo
          to ludzie bez sumienia, wiec nie maja wyrzutow, bo i czego, nie mozna miec
          wyrzutow czegos, czego sie nie ma. To ludzie pozbawieni uczuc i wiezi. Ludzie,
          ktorzy znalezli wytlumaczenia dla swoich niegodziwych i nikczemnych czynow.
          Karmia sie nim i dla siebie sa krysztalowo czysci.
          Czy jest im lepiej w zyciu??? Moze maja mniej problemow, ale ja bym sie z nimi
          nie zamienila.
          • ania_rosa Re: mam pytanie 29.03.05, 16:40
            Tak czy inaczej dziecko na tym paradoksalnie korzysta. Lepiej jest mieć
            matkę/ojca, którzy się wypną i jasno okreslą swój stosunek do kontaktów z
            dzieckiem (czyli w tym przypadku zadnych kontaktów lub "dochodne") niz użerać
            się latami z niedorobionym tatuśkiem lub mamuśką, którzy dla przyjemności
            pieniactwa będą wszystkich po sądach ciągac, a dziecko i tak będzie zaniedbane.
            Każda z nas moglaby pewnie wiele napisac o wyrodnych rodzicach, ale zasadniczo
            nie sluży to niczemu poza dowartościowaniem samego siebie. Tego typu sytuacje
            maja wiele wspólnego z adopcją i zrzeczeniem się praw: są rodzice, którzy
            calymi latami nie potrafią się określić i niszczą w ten sposób zycie dzieciom,
            które dzieciństwo spędzają w domach dziecka; są i tacy, którzy nie wciskają
            rzewnego kitu, podpisują papiery i dają przynajmniej SZANSĘ na normalny,
            adopycjny dom swoim dzieciom.

            Reasumując: nie da się w ocenach zapomnieć o dzieciach. Wyrodna matka świadoma
            swej wyrodności jest mniej niebezpieczna od tej, która pozostaje tylko sprytną
            szantażystką. Tak samo się rzecz ma z ojcami.
            Rosa
    • m-m-m Re: mam pytanie 30.03.05, 18:51
      Ex tłukła pasierba, gdy był mały...M. woził go na obdukcje.
      Po badaniu W RODK sąd pozbawił ja władzy rodzicielskiej.
    • nina73 Re: mam pytanie 25.05.05, 11:27
      U mnie jest tak, eksia dostała po rozwodzie (9 lat już będzie), duże mieszkanie
      bo mój M im wszystko zostawił. W 2001 roku straciła pracę na stanowisku
      menagerskim (a na innym i za pieniądze rzędu 4-5 tys to ona pracować nie
      będzie).
      w 2003 roku sprzedała mieszkanie i stwierdziła że wprowadzają sie z dzieckiem
      do eksia (my jeszcze wtedy razem nie mieszkaliśmy). Mój M przyjął dziecko (bo
      to jego obowiązek a nawet przyjemność) a jej nie przyjął. I zaczęły sie schody.
      Mieszkamy razem dziecko sie do mnie od roku nie odzywa, chce być z mamą,ta z
      kolei mieszkania nie kupuje (choć kasy ze sprzedaży tamtego dostała od groma).
      Dziecko widzi we mnie wroga bo mama mu obiecała że będą razem (tyle że
      zapomniała to ze swoim ex ustalic). Taka sytacja trwa juz ponad 2 lata, troche
      nie wiem co z tym robić i czy wogóle coś robić. Jakie sa wasze opinie na ten
      temat?
      • m-m-m Re: mam pytanie 25.05.05, 12:06
        A co na to ojciec dziecka?
        • nina73 Re: mam pytanie 25.05.05, 12:17
          stara się nie "stresowć dziecka" bo mama przez całą tą sytuację dość go
          zestresował i on jest dość rozbity
    • capa_negra A co powiecie na to.... 29.05.05, 10:42
      Czyli historia ( skrawek) moich rodziców

      Rozwiedli sie bo....nie mogli sie na siebie patrzeć, bardziej "aktywną " strona
      była mamuska ( wszystkich których rani to słowo przepraszam, ale per matka nie
      jestem w stanie o niej powiedzieć)
      Wiec rozwodzili sie 10 lat.
      Ani przed, ani w trakcie, ani po rozwodzie żadnie znich nie miało nikogo na
      boku i nie załozyło 2 rodziny.
      Przy rozwodzie i "podziale dzieci" ja chciałam zostac z ojcem, a po badaniach w
      RODK ( tak to się nazywa)?? stwierdzino, że ani ja ani brat nie mamy żadnej
      wiezi z matką.
      Ograniczono jej prawa rodzicielskie nad bratem, dostała eksmisje z mieszkania,
      a "w międzyczasie" 2 lata w zawieszeniu na 3 za psychiczne znęcanie sie nad
      rodzina.
      A nie piła, nie biła, nie szlajała się ....
      Zła kobieta była???? może - wiem jedno, że nigdy nie powinna miec rodziny.

      I teraz coś z repertuału jej wypowiedzi przez 10 lat w sądach .
      Moj ojciec był: kurwiarzem, pedałem i molestował seksualnie swoje dzieci do
      tego złodziej, pijak - szerokie spektrum prawda???.

      Ja byłam kurwą ( ale "wyborową" bo posadzała mnie o kochanków od doktora w
      zwyz...,w wieku 18 lat usuwałam ciąze, na studia dostałam sie za mercedesa, a
      wogole to jestem padalec, gad.

      Mój brat "nie jest synem mojego ojca" do tego idiota.

      Zastanawiam się czy medycyna zna okreslenie na jej przypadek ......
      Chora z nienawiści???

      No i temu zboczeńcowi - degeneratowi ( mój ojciec) sąd przyznał opiekę nad 2
      dzieci w wieku 18 i 10 lat, które mimo że były kurwą/ciemniarą i debilem, który
      nawet nie był jego synem pokończyły po 2 fakultety i mają się dobrze.
      Ba powiem więcej - ludzie twierdza, że nawet mamy rozum na właściwym miejscu ...
      Ojciec obydwoje nas wykształcił, mnie nauczył gotowac i piec ( !!!) , wyszywac
      nauczyłam sie sama...
      Zawsze możemy na niego liczyć, a mój mąz ma do niego stosunek jakby był jego
      ojcem.

      A mamuśka ???..a mamuska od 20 lat jest sama i tapla się w swoim bagnie.
      Mieszkamy w jednym mieście - od 20 lat nie zamieniłam z nia słowa, 3 lata temu
      widziałam w przelocie.
      Nie zaprosiłam na swój slub i na pewno nie pójde na jej pogrzeb.
      Chce zapomnieć, że taka kobieta istnieje.


      • milcha1 Re: A co powiecie na to.... 30.05.05, 18:06
        Zdarza się, że po rozwodzie ojcowie starają się o bezpośrednie sprawowanie
        opieki nad dziećmi ale nie mają dużych szans o ile matka nie jest
        alkoholiczką, prostytutką, złodziejką czy też chorą psychicznie osobą.
        pozostają innego rodzaju kontakty o ile można porozumieć się z matką dziecka.
        Ale często jest tak, że matki stawiają warunki faktycznie ograniczając kontakty
        dzieci z ojcem. Ile można szarpać się z matką w sądzie, która twierdzi, że ona
        wie co jest najlepsze dla jej dzieci i nie jest to kontakt z tatą. ile można
        przeprowadzać z nią rozmów narażając na odwet dziecko? Jeśli będzie mu zbyt
        dobrze z tatą mama wytłumaczy mu lub da do zrozumienia jak bardzo ją skrzywdził
        lub po prostu dostanie baty.
        • darcia73 Re: A co powiecie na to.... 30.05.05, 18:51
          > Ile można szarpać się z matką w sądzie, która twierdzi, że ona
          > wie co jest najlepsze dla jej dzieci i nie jest to kontakt z tatą. ile można
          > przeprowadzać z nią rozmów narażając na odwet dziecko?

          milcha, bo tak jest - kontakt z niektorymi tatuskami przyprawia dziecko o
          nerwicę. Moje dziecko jest znerwicowane - kiedy eks się wyprowdził synek
          zmienil się na tyle, ze znajomi nie poznawali jego zachowania. Dziecko
          znormalnialo. Z drugiej strony to, ze ze eks nie utrzymuje z nim kontaktu
          wpływa pozytywnie na dziecko, bo nie mąci mu w głowie. Moj synek jest kochany,
          ma poczucie bezpieczenstwa i stały kontakt z psychologiem. To, ze biologicznego
          tatusia nie ma w jego zyciu to tylko pozytyw.
          W twoim przypadku tez jest chyba tak samo - twoj synek wychowuje się bez
          biologicznego tatuska i jakoś nie narzekasz.
          • milcha1 Re: A co powiecie na to.... 30.05.05, 19:32
            U mnie jest zupełnie inaczej. Ja od samego początku ciąży zostałam porzucona,
            partner uciekł ode mnie i mojego dziecka i wiedziałam, że będę radzić sama.
            Stąd, gdy po kilku latach poznałam wartościowego mężczyznę, stał się ojcem dla
            mojego syna, którego to ojca mój syn nie posiadał.

            Gdybym jednak została porzucona ale ojciec dziecka chciałby utrzymywać z nim
            kontakt, dbać o nie, troszczyć się - cieszyłabym się z tego. i nie
            twierdziłabym, że ojciec mąci mu w głowie. Bo dziecko ma prawo do ojca a ojciec
            do dziecka.

            W poprzednim poście miałam na myśli bolesne doświadczenia mojego męża, któremu
            Ex utrudniała i utrudnia kontakty z synami doprowadzając ich do rozstroju
            nerwowego.
            Ex wyszła z założenia, że jak się rozwiodła i związała z nowym partnerem to w
            tym układzie nie ma miejsca na kontakty ojca z synami, ponieważ jej nowy
            partner jakby automatycznie staje się dla chłopców nowym tatą. Odcina chłopców
            od ojca i od całej jego rodziny.
            Mój mąż ma korzystne orzeczenia sądu w sprawach o kontakty ale nie może ich
            wyegzekwować, ponieważ słaby system dozwala aby matka lekceważyła prawomocne
            wyroki sądu. Zresztą sąd rodzinny swoją drogą ale psychika dziecka jest
            najważniejsza. Mąż widuje się z synem jedynie w szkole. Nie ma wpływu na nic.
            Dokładnie na nic. Przy czym jest człowiekiem ugodowym, dążącym do kompromisu.
            Ale mama chłopców powiedziała, że nie pozwoli i słowa dotrzymuje.
            • natasza39 Re: A co powiecie na to.... 30.05.05, 19:54
              Ta exia Twojego męża jest nienormalna, to fakt!
              Ale ja Ci milcha napisze tak, jak Ty piszesz do innych dziewczyn.

              A zastanowiłaś się dlaczego exia tak nienawidzi Twojego męza?
              A może był dla niej podły?
              A przecież Ty znasz sprawe tylko z realacji męża!
              Czy Twój mąz zrobił wszystko aby nie rozwalac domu dzieciom swoim?
              A dlaczego Ty nie zrobiłas wszystkiego aby Twój maz wrócił do exi tylko
              zaanektowałaś go dla siebie. Osierociłaś inne dzieci, aby Twoje dziecko miało
              ojca?
              Czy zrobiłaś wszystko aby ojciec Twojego dziecka brał udział w wychowaniu
              syna?


              Tak kochana, ja wiem te pytania sa durne!
              Zastanów sie jednak jak Ty je często zadajesz innym!

              • milcha1 Re: A co powiecie na to.... 31.05.05, 20:13
                1. Mój mąż zrobił wszystko aby nie rozwalać domu dzieciom, nie chciał rozwodzić
                się z żoną - ona odeszła do innego (akta sprawy w sprawie kontaktów i ona i
                konkubin stwierdzili to w sądzie)mąż zabiegał, prosił, proponował psychologa -
                nic.
                2. Kiedy sporadycznie mama zezwalała na kontakty ( grubo po rozwodzie)
                weekendowe( chciała wtedy wrócić) wyprowadzałam się z naszego domu na te
                weekendy żeby nie stresować chłopców. Najpierw oni potem ja taką przyjęłam
                strategię. Powiedział im o mnie gdy wiedzieliśmy, że będziemy małżeństwem.
                Kiedy zaprponoiwała, że wróci do niego(grubo po rozwodzie) wiedziałam,
                powiedziałam, że jestem gotowa zrezygnować ze wspólnego życia i zrobiłabym to
                tyle tylko, że mąż nie chciał już życia z Ex- nie tylko dlatego, że odeszła do
                innego ale dlatego, że już wówczas separowała go od synów. Starał się o opiekę
                na synem - nie udało się.
                3. Sprawę znam nie tylko z relacji męża ale słów starszego syna, samej Exsi,
                wypowiedzi jej konkubina w sądzie. Relacja męża nie może być obiektywna.
                Człowiek w instyktowny sposób stara się przedstawić w lepszym świetle. Ja
                zresztą często mówiłam, że ona potrzebuje czasu, na pewno się zmieni tylko
                targają nią emocje. Nieprawda. Są ciężkie przypadki i to jest jeden z nich.
                4. Ex jest rozwiedziona po raz drugi. Od poprzedniego męża również drapnęła. W
                jej rodzinie rozwody są na początku dziennym. Matka wyszła za mąż po raz
                trzeci, jej brat w ciągu trzech lat ożenił się i rozwiódł się dwa razy. jej
                matka również utrudniała im kontakty z ojcem. Sądzę, że w pewien sposób powiela
                schematy zakodowane z dzieciństwa.
                5. Bardzo martwię się losem synów mojego męża. Nie wiem co będzie dalej.
                W opinii RODK jest napisane matka nie potrafi rozpoznawać potrzeb emocjonalnych
                swoich synów, toczy walkę z byłym mężem kosztem psychiki dzieci
                ,kontakt z ojcem jest niezbędny dla ich prawidłowego rozwoju. Oczywiście jest
                również wzmianka o izolowaniu dzieci od ojca.
                ZMój mąż jak każdy normalny człowiek nie dąży do sądowych konfrontacji,
                chciałby się porozumieć ale tylko on chce - ona nie.
                Sprawa jest teraz na takim etapie, że ma szanse na przejęcie opieki nad synem
                ze względu na wychowywanie go przez matkę we wrogości do niego. Wcześniej przed
                sądem udowodnił to. Zastanawia się tylko czy na pewno to będzie dla syna
                najlepsze.
                • milcha1 Re: A co powiecie na to.... 31.05.05, 20:21
                  Ważne jest, aby uświadomić sobie własną odpowiedzialność za sytuację w której
                  się znalazło.
                  • natasza39 Re: A co powiecie na to.... 31.05.05, 20:31
                    milcha1 napisała:

                    > Ważne jest, aby uświadomić sobie własną odpowiedzialność za sytuację w której
                    > się znalazło.

                    Oczywiście i ważne jest aby uświadomić sobie, że sytuacja w której sie znalazło
                    nie jest odosobnionym przypadkiem. I może inni maja jeszcze gorzej....
                • natasza39 Re: A co powiecie na to.... 31.05.05, 20:27
                  No i widzisz milcha, masz taka a nie inna sytuacje.
                  Ja Ci wierze, że macie przesrane.
                  To może uwierzysz, że inni tez maja przesrane?
                  Może uwierz w to, że nie tylko Twojemu aktualnemu męzowi kopnieta exia sie
                  trafiła.
                  Acha i może któryś z facetów, o których sie tu pisze tez próbował wszelkich
                  możliwychmediacji zanim dał sobie spokój!
      • bei Capa_N... 01.06.05, 17:12
        ależ z Ciebie kochana ziółkosmilesmile


        no tak Mamusi na złosć zrobić- i porządnie sie prowadzić...z tego wynika, że to
        tak rodzinne u Wassmilesmile- bo brat w Twoje ślady poszedłsmile...no studia....jak Wy
        we dwoje macie po 2 fakultety- to 4 mercedesy musiały iść do ....smile


        ...........ale z pogrzebem to przesadziłaśsmile
        • kornikuno Re: Ojciec...Dziecko..Matka... 05.06.05, 01:54
          Pelagasmile
          napisala, ze nikogo nie bulwersuje fakt samotnego wychowywania dziecka przez
          Matke.
          I fakt..

          Wzbudza podziw w narodzie, to, ze Ojciec wychowuje dziecko/dzieci...
          To tez fakt...

          Mozemy sie nad tymi " faktami" zastanawiac...
          Ale po co?

          Wychowuje , ta osoba , ktora jest "pewna" w wychowaniu, tzn. ta , ktora chcac
          niechcac bierze na siebie obowiazek...

          I pisze, chcac niechcac...bo wiem ile Mam samotnych boryka sie z ojco-
          macierzynstwem wbrew wlasnej woli...
          Bo opnia spoleczna... bo ...bo..bo...bo "Ojciec" znikl z planety ....

          I doprawdy nie jestem taka pewna, czy Mamy nie "dalyby nogi", gdyby nie ta
          wlasnie opinia spoleczna...
          Bo, nie da sie ukryc , ze "obowiazek" wychowania dzieci jest od zawsze
          zakodowany Matce!

          A te , ktore sie wylamuja...Ech! spolecznosc grokim chorem"na stos"...

          PS
          Wiem, ze sa wyjatki....ktore potwierdzaja regulewink
          PS2
          Moj MMZ sam wychowal dwojke dzieci od 1 i 2 roku zycia...;
          Ich Mama w ciagu 20 lat ich zycia nie wykazala najmniejszej checi aby...

          Corka MMZ, napisala list....


          Intryga wyższa jest od talentu: z niczego robi coś.
          • wipsania Re: Ojciec...Dziecko..Matka... 05.06.05, 02:19
            Bo, nie da sie ukryc , ze "obowiazek" wychowania dzieci jest od zawsze
            > zakodowany Matce!
            >
            > A te , ktore sie wylamuja...Ech! spolecznosc grokim chorem"na stos"...

            I tak i nie. To znaczy - na pewno utarło się, że matka w genach ma zapisane, że
            musi troszczyć się o dziecko i nie ma się zlituj. Zresztą tak ci napiszą
            niektóre osoby tutaj - Darcia nieskazitelna, pierwsza przyszła mi na myśl.
            Z drugiej strony, opinia - może nie publiczna ale wyrażana m.in na tym forum -
            odsądza od czci i wiary osoby, które się rozwiodły. I co? Potencjalni
            rozwodnicy opinię mają gdzieś, natomiast jest ona głównym faktorem, jeśli
            chodzi o życie samodzielnych matek? Gdyby nie opinia, wszystko to inaczej by
            się przedstawiało? Śmiem twierdzić, że chyba nie
            pzdr
        • capa_negra Wszyscy ziółka 05.06.05, 09:49
          A raczej same ziólkasmile

          ojciec onego czasu smile wylądowł w prokuraturze bo nakradł....na sale
          gimnastyczną smile
          A było to tak:
          Brat chodził do podstawówki, która nie miała uczciwej sali gimnastycznej
          Ojciec był szefem komitetu rodzicielskiego, pracowal w budownictwie ....
          No i jak wybudowali ta cholerna salę to wyszlo na to, że on osobiście na nia
          nakradł ...
          A ja się pytam dlaczego do cholery nie nakradł na porzadna wille z basenem ??
          No dlaczego????

          A z pogrzebem zrobie tak jak mówie - tu napisałam tyle informacji co brudu za
          paznokciem, a na wyczyny mamuśki wolowej skóry by braklo...
          Uwierz mi - mam powody.
Pełna wersja