Moje drogie...jestem pełna nieskrywanego podziwu!
Czytam czasami to macosze forum i jestem pełna zachwytu, współczucia itp.

))
Jesteście w przeważającej części piękne i młode, związałyście się z Waszymi M
dopiero po rozpadzie ich wcześniejszych związków-najczęściej małżeńskich.
Niewiele osób ma taką siłę i odwagę w sercu, żeby przygarnąć człowieka po
przejściach-a przeca M to mężczyzna okaleczony złymi wspomnieniami, często
płaczący i mający problemy z odwiedzinami swoich dzieci..no właśnie...ech...a
kiedy już dojdzie do tych spotkań raz, czy dwa w miesiącu..ech..to i świętego
by szlag trafił!!!!
Jak można spokojnie słuchać rozmemłanego dzieciaka, który nawet lekcji żadnej
sam nie odrobi! O wszystko pyta M i zawraca głowę! Sic!!! Ech...... ale
najgorzej jak się idzie w czystych białych skarpetach frotte do
kuchni..a..tam (sic!) na podłodze papierki po czekoladzie!!! Człowiek
podniesie, wyrzuci do śmieci...ale żeby to jedno z drugim chociaż
podziękowało ! bo o przeprosinach to nie ma nawet mowy!
Ja nie wiem jak można wytrzymać te kilka godzin z obcym dzieciakiem pod
jednym dachem-zwłaszcza,że jest to dzieciak źle wychowany i najczęściej źle
ubrany(jak nie przymierzając fleja jakaś).
Ma się dobre serduszko, dobre nastawienie dla dzieciaka/ków ,ale i świętego
by poniosło!!!
Jestem pełna podziwu dla Waszej dobroci i cierpliwości i modlę się wraz z
Wami aby te ex-arki jak najdłużej żyły...bo tak to trza by chyba było
dzieciaki do siebie przygarnąć..(sic!)
Z wiosennymi pozdrowieniami
Karenina