Mój M będzie się rozwodził. Mam zamiar stać sobie z boczku, trochę też z tego
powodu, że jakoś za długo na to czekałam żeby mnie to teraz ekscytowało
szczególnie, poza tym poczekamy zobaczymy. Nawet nie wiem czemu nagle teraz,
chyba znalazłam jakiś kluczyk do mojego chłopa bo cos się ostatnio bardzo
stara

Za co chwała Wam macoszki!
W każdym razie mam kilka pytań, głównie celem zaspokojenia własnej
ciekawości, bo mój M sprytny chłopak i sobie poradzi beze mnie. Ale jak się
mnie czasem coś zapyta czy będzie chciał pogadać to wolałabym wiedzieć z czym
to się je.
Eksia dostaje 5tys na siebie i dwoje dzieci (nie pracuje), drugie tyle M
płaci za szkoły. Stanowi to około 60% jego zarobków. Jak znam M to będzie się
starał uzyskać rozwód bez orzeczenia o winie i w ogóle jakoś polubownie się
dogadać żeby pozostawić to mniej więcej tak jak jest obecnie, bo mierzi go
przepychanka sądowa a poza tym obojgu im na dzieciach zależy więc chyba nie
bardzo byłby powód do przepychanek typu np. ustalenie wizyt itd, ale nie wiem
czy Eksia też tak do tego podejdzie. Mam w związku z tym kilka pytań:
1. Czy Eksia ma szanse na uzyskanie takich (większych?) alimentów w sądzie i
czy może w związku z tym będzie jej się bardziej opłacało jednak sądzić?
2. Czy jeśli tak się stanie fakt, że mieszkamy razem z M od kilku lat,
chociaż formalnie on wciąż pozostawał w związku małżeńskim (do tej pory
formalności nie były załatwione chociaż razem nie żyli) może być argumentem w
sądzie za orzekaniem rozwodu z orzeczeniem winy M (Eksia od ich rozstania nie
jest z nikim związana i szczerze mówiąc nie wiem na ile ona była/jest
zaangażowana emocjonalnie i czuje się skrzywdzona ich rozstaniem)?
3. Nie mam ochoty uczestniczyć w żaden sposób w tym wydarzeniu - czy mogę
zostać wezwana na świadka? Jeśli tak to w jakiej np. kwestii?
4. Ile trwa taka sprawa rozwodowa?
5. Kiedy odbywa się podział majątku? Czy można to zrobić przed założeniem
sprawy rozwodowej?
6. Tyle czytałam na forum o tzw. poziomie życia ojca. Czy zatem moje zarobki
(zarabiam całkiem nieźle) mogą być również brane w sądzie pod uwagę jako te,
które ten poziom życia naszego gospodarstwa domowego podnoszą (nie jestem
żoną ofkors ale może i konkubina jest brana pod uwagę

7. Domyślam się, że dla osoby rozwodzącej się to nie jest bułka z masłem
tylko niezbyt przyjemne przeżycie - jak ja mam się zachowywać żeby pomóc M?
Czy coś mogę zrobić z mojej strony?
Wiem, że było dużo wątków na ten temat więc sorki za repetę ale będę
wdzięczna za odpowiedź.
Dziękuję z góry i pozdrawiam.
B