Dodaj do ulubionych

On z bagażem a rodzice

18.05.05, 00:29
U mnie burza. Akurat, jak się zaczęło robić niby lepiej (ja - to ta historia
z gościem, którego przydybałam na czatach), wkroczyła do akcji moja rodzina.
Ponieważ moi rodzice są sami po rozwodzie i ojciec zafundował nam (mamie
przede wszystkim, nie da się ukryć) prawdziwe piekło, teraz ona - nie dziwię
się, że przerażona - po kilku awanturach, nieodzywaniu się etc., zakazała mi
kontaktów z M. Jak się okazało, że ciężko córce, ale dorosłej jakby nie było,
zakazywać znajomości, do akcji wkroczyła cała rodzina. Telefony jakby się co
urwało, prośby, również szantaż. Cała układanka, żebyśmy nie pojechali razem
na urlop. Jeszcze lepsze hece, żeby on nie pokazał się w Warszawie...
Dziewczyny, czy u Was też tak było? Kochana córeczka, co sobie niszczy życie
i leci po równi pochyłej, a rodzice będą utrzymywać cudzego bękarta? Szlaja
się i włazi do łóżka jak dziwka ostatnia? Przepraszam za opis, i tak wybrałam
co łagodniejsze fragmenty...
Jeśli tak miałyście, to jak się skończyło, ile trwało, jakie strategie
skutkowały?

Mam dość! Nie chcę wojny z własną rodziną!

znowu zaryczana Aheera
Obserwuj wątek
    • ania_rosa Re: On z bagażem a rodzice 18.05.05, 00:54
      Cóż... Mozna by napisac długi post o wtrącalstwie rodziców i chyba rozumiem Twój
      żal i złość. Tak naprawdę to najwazniejsze jest to, co Ty o tym myslisz. Jeśli
      uważasz tę wojnę za bzdurną i bezpodstawną- rób swoje, a rodzina się z czasem
      przekona co do Twojego stanowiska. Jesli jednak irytuje Cię to, że w ich
      nastawieniu może być kwant prawdy- to problem jest powazniejszy.
      Nie zabij mnie, bo wiem, że nikt nie lubi postów pisanych z pozycji "dobra
      cioteczka radzi", ale... gdybym swego czasu słuchała swojej rodziny to mój
      tyłek nie byłby tak poobijany. Poobijałam go sobie na własne zyczenie. Kto to
      powiedział, że przed slubem trzeba mieć oczy szeroko otwarte, a po slubie mocno
      zamknięte? Chyba Mark Twain, ale to nieistotne- ten cytat jest naprawdę mądry.
      Myslę sobie też- i nie trzeba się ze mną zgadzać- ze miłość się zawsze wybroni.
      Znam dziewczynę, któej nikt nie dawał szans (16 lat i ciąża). Od 12 lat tworzy
      szczęśliwe małżeństwo, choć cała rodzina rzucała jej kłody pod nogi. Historia
      pokazała, że rodzina nie miała racji, ale gdyby moja osobista córka zaszła w
      ciążę w wieku 16 lat to tez nie byłabym optymistką. Wiecie, co mam na mysli?
      Oceniamy sprawy ze swojego punktu widzenia i wedle swojej ubogiej wiedzy.
      Intencje mamy zazwyczaj dobre. Czasem zycie pokazuje, że totalnie się myliliśmy
      i paskudny drań jest porzadnym człowiekiem, a najlepsza przyjaciółka wredną
      babą. W chwilach, kiedy czujemy, że nasze zaangazowanie, zauroczenie czy emocje
      mogą nam przesłonić rzeczywistość- w takich chwilach CZASEM warto posłuchać
      innych. Choćby po to, aby się wkurzyć i upewnić co do własnej słuszności. A
      czasem po to, aby zobaczyć, że to ziarenko naszych wątpliwości dla innych stało
      się już baobabem. I wysnuć wnioski.
      Myślę też, że jesli wysłuchamy bezpodstawnych zarzutów to nie zostaje nam to po
      jakimś czasie w głowie. Bo są one bezpodstawne własnie i nie padają na żaden
      miękki grunt w naszym umyśle. Najtrudniej jest ze słowami, o których intuicyjnie
      wiemy, że mogą być prawdziwe. I wtedy chyba nie należy ich odrzucać, a
      przeanalizować na swój uzytek. Po kilku dniach zazwyczaj odsiewa się plewy i
      zostaje wartościowa treść.
      Nie wiem, jakie są relacje między Tobą, a Twoją rodziną. Ale jest takie
      powiedzenie, że mędrzec może się uczyć nawet od głupca, zaś głupcowi i nauka
      mędrca nie pomoże. Jeślibyś nawet potraktowała te słowa jako naukę głupca, to
      może warto je przemyśleć? Zawsze możesz coś z tego wyciągnąc dla siebie.
      Jesli jednak Jesteś pewna, ze sa to tylko słowa, których intencją jest zranienie
      Cię, sprawienie Ci przykrości i odebranie Ci poczucia własnej wartości- to bez
      żalu się od nich izoluj. I od rodziny także, chyba że uszanuje Twoją prośbę o
      milczenie w tej sprawie.
      Wspomniana już koleżanka przeszła pomyślnie "rodzinne próby" i tylko wzmocniły
      one jej związek. Ale to był i jest dobry związek, mądry związek. Nie mogły mu
      zaszkodzić złe słowa. Z kolei mój osobisty związek także był ciągnięty na
      przekór opiniom bliskich mi osób ale niestety czas pokazał, ze to oni mieli
      rację. "Po owocach ich poznacie"- coś w tym jest, niewątpliwie coś w tym jest.
      W kazdym razie trzymaj się dzielnie i może już nie płacz?smile
      Będzie, co ma być. Przyjrzyj się, co naprawdę myślisz o komentarzach rodziny i
      stosownie do tego podejmuj decyzję.
      Rosa
    • lilith76 Re: On z bagażem a rodzice 18.05.05, 09:49
      rzuciłam okiem na twój marcowy post i przychylam się do ani_rosy: czasem jakaś
      opinia wzbudzająca w nas żywą reakcję negatywną, ma ukryte potężne ziarno
      prawdy, którego nie chcemy sobie na razie uświadomić.
      ile w twojej reakcji na działania rodziny jest obawy przed uświadomieniem sobie
      gdzie podąża ten związek, a ile zwyczajnej irytacji o wtrącanie się (podszyte
      dulszczyną) w twoje sprawy życiowe?
      wytłumacz rodzinie, że jesteś rozsądna, dobrze ocenisz co masz zrobić, a ich
      zmasowana akcja może doprowadzić od efektu przeciwnego (nie wiem czy w tym
      wieku możliwy jest "efekt Romea i Julii"?). to twoje życie.
      nie pamiętam co sobie z M wyjaśniliście, ale bądź czujna.

      PS: moi rodzice faceta z przeszłością przyjęli ze zrozumieniem (jak to para
      utrzymująca małżeństwo dla dobra dzieci, która nie spotkała
      odpowiedniego "katalizatorka"). ale ja z nimi nie rozmawiam na temat związku,
      krysów, kłótni - moja matka pewnie by spać nie mogła smile. jedynie moi rodzice
      wiedzą o rodzinie M, moja dlasza rodzina chyba nic nie wie.
    • elf28 Re: On z bagażem a rodzice 18.05.05, 09:58
      U mnie było ok. Cała moja rodzina "kupiła" mojego M, mimo, że ma za sobą 2
      małżeństwa i dwójkę dzieci. Bałam się jak cholera im o tym powiedzieć, bo ja
      sama na myśl o jego dwóch małżeństwaćh dostawałam gęsiej skórki smile Jednak
      stereotypy są dość mocno osadzone w naszym społeczeństwie.
      Zaczęłam od dorego PR-u. Dużo opowiadałam o nim, o tym jaki jest. No i udało
      się... Chyba mamy szczęście, bo jego rodzice też mnie od razu zaakceptowali -
      mimo, że mój M jest jeszcze przed rozwodem.

      Masz szansę odciąć się od swojej rodziny? Pokazaćim, że nie mają prawa wtrącać
      się w Twoje życie?
      • capa_negra Re: On z bagażem a rodzice 18.05.05, 12:41
        U mnie tez było ok.
        Czasami smieje sie do ojca, że powinien Jurka sobie adoptować.
        Ale mój ojciec tez rozwodnik , wiec wie czym niektóre związki trąca i że
        czasami rozwód to najlepsze co im sie może w zyciu zdarzyc smile
    • ludwinia Re: On z bagażem a rodzice 18.05.05, 14:08
      U mnie byl koszmar przez pierwsze chyba 3 lata z rodzicami, pozniej sie troche
      przekonali ale czasami nawet teraz cos ich najdzie i potrafia ciagle mi
      dokuczac. Jestem jedynaczka i oni wyobrazili sobie dla mnie „ksiecia z bajki“ a
      ja im taki nr wywinelam smile
      Moja zasada jest nie mowic i pokazywac za duzo. Nie mowilam nic zlego na M do
      rodzicow ani na rodzicow do M. Z perspektywy czasu widze ze dobrze wtedy
      zrobilam bo nikt nie ma do nikogo urazu a rodzice przekonali sie (prawie, bo
      jak wyzej pisalam jeszcze czasami mi dokuczaja – oni juz chyba tacy sa ;
      poznali sie jak byli bardzo mlodzi i do tej pory sa ze soba (chyba
      szczesliwi?!) do M i naszego zwiazku.
      W tych ich „dokuczaniu“ bylo moze tez troche racji. Martwili sie, ze bede
      pracowac cale zycie na nie swoje dziecko, nigdy nie bede mogla liczyc na M bo
      on juz ma swoje zobowiazania, itd. Ten problem rozwiazalam spisujac testament,
      w ktorym zapisalam wszystko co mam tylko na rodzicow i moje dzieci (to w drodze
      i te w planach). To ich troche uspokoilo. Nie zrobilismy rozdzielnosci
      majatkowej bo w naszym przypadku nie ma sensu obecnie (to tez im wytlumaczylam).
      Decydujac sie na zycie z M (juz mezem) kierowalam sie glownie soba: moimi
      doswiadczeniami wczesniejszymi, obserwacja znajomych, sluchalam wszystkich
      (rowniez rodzicow) ale wyciagnelam sama wnioski z tego co inni mowili i tez
      intuicja. Wydaje mi sie, ze mam tez duzo szczescia bo przeciez nie ma reguly na
      zycie a mnie (pisze na dzien dzisiejszy) sie chyba udalo wybrac wspanialego
      czlowieka (pomimo jego przeszlosci i kilkuletniej „walki“ z rodzicami.
      Glowa do gory! Musisz byc sama silna i wiedziec czego chcesz!
      Ludwinia
    • kartaga Re: On z bagażem a rodzice 18.05.05, 17:16
      U mnie nic się nie zmienilo-rodzice w dalszym ciagu są negatywnie nastawieni do
      M i nienawidza go z calych sił.Co by się nie stało-zawsze będzie winny temu
      M.Jestem osobą obiektywną i wiem,że M nie jest swięty,ma swoje wady jak każdy
      człowiek,ale różnica polega na tym,że człowieka z bagazem określa się
      zawsze "przez lupę' i te wady,ktore u "normalnego" człowieka bez bagażu sa
      niezauwazalne- w czlowieku z odzysku są po stokroć podkreslane.Taka już jest
      mentalnośc.
    • olvi Re: On z bagażem a rodzice 19.05.05, 23:40
      U mnie na poczatku tata byl bardzo na "Nie". Mama byla.. smutna troche i
      rozczarowana, ale od poczatku wspierala mnie i szukala dobrych stron. Siostra
      byla ze mna.

      Tata, kiedy juz poznal M (nigdy nie okazal mu niecheci), przekonal sie, ze to
      wartosciowy czlowiek. O ile wiem, rozmawiali kiedys ze soba "w 4 oczy".

      Dzis rodzice uwielbiaja mojego meza i bardzo lubia - mysle, ze z wzajemnoscia -
      jego dzieci.
      • aheera Reguła - brak reguły 20.05.05, 00:44
        U mnie w domu awantura przebiegła po linii:
        - inwestowaliśmy w Ciebie, a tu wstyd
        - moja siostra postawiona jako kontrprzykład, dlaczego ty nie możesz znaleźć
        kogoś normalnego
        - zostaniesz z nieślubnym bachorem i bez środków i będziemy cię utrzymywać
        - wstyd przed rodziną, wszyscy się już z ciebie śmieją, przestajemy ci pomagać
        - wchodzisz mu do łóżka jak dziwka etc.

        Ja się przeciwko temu broniłam. Nie uważam, żebym zasłużyła na te opinie. Tak
        samo, jak na komendę zerwania znajomości. Właśnie z tym było mi źle. Bałam się
        awantur, zerwania więzi etc.

        Tymczasem okazało się, że M coś się plącze. Ja nie chcę za policję robić, ale
        jak już ktoś mi się opowiada, co robi, to proszę, szczerze. Jakbym sobie sama
        chciała udowodnić, że nie jest tak źle, weszłam na stary czat, tam gdzie on
        bywał. Wbiłam w wyszukiwarkę jego nick - odpowiedź: już nie ma, szukaj, może
        przysłał opowiastkę do działu zakochani. Spoko. I wtedy wbiłam po parametrach,
        miasto i wiek. On tam ciągle jest, pod innym nickiem!!! Ten człowiek okłamywał
        mnie cały czas. Zmienił nick i dalej podrywał panienki. Ilekroć zamrugałam z
        powymyślanych profili (napisać, żem Asia lat 28 i mam blond loki, to naprawdę
        30 sekund), odzywał się!!! Planując wakacje, dom, dokładki maminego
        bigosu...Bosh!

        Tak się cieszę, że przetrzymałam burzę rodzinną. Teraz on pewnie w amorach, w
        domu, który miał się po wakacjach stac moim domem, może jedynie kot odebrać
        słuchawkę. W końcu lalek na czatach nie brakuje.

        Czy ktoś jeszcze słyszał o zaufaniu? Czy to już wywalili nawet ze słownika
        wyrazów obcych?

        Czy ten świat do końca się upodlił?
        Najchętniej bym wszystko wystrzeliła.

        Trzymajcie się szczęśliwsze!
        • magdalens Re: Reguła - brak reguły 20.05.05, 07:35
          moja mama zapowiedziałą, że nigdy go nie zaakceptuje, dwie starsze siostry
          wogóle się do mnie nie odzywają twierdząc że przyniosłam im wstyd i że nie
          chcąmieć takiej siostry, szwagier czyli mąż najstarszej siostry stwierdził, że
          moja mama i tak powinna sięcieszyć , że na 4 córki tylko jedna jest kur. no i
          wszyscy cieszyli sięz dobrego żartu ha ha. Młodsza siostra jest bardzo pod ich
          wpływem nawet mnie wymeldowywała z domu. Teraz jest na poziomie kurtuazyjnych
          kontaktów raz na pół roku ale przyjść mogę tylko ja z synem bez M.
          Zero zrozumienie, zero rozmowy. Moja mama nie starała mi się nawet tłumaczyć
          poprostu miałam zrobić tak jak ona kazała. Do domu marsz niesforny bahorze!!!
          Przez ponad 2 lata nic się nie zmieniło. Mimo tego że moja mama wiedziała dużo
          wcześniej o moim związku zanim jeszcze postanowiliśmy zamieszkać razem.
          Starałam się rozmawiać z nią jak z przyjaciółkąi słuchać rad, ale jej rady
          ograniczały się tylko do tego co zrobić żeby go zostawić. A jak już
          zamieszkalismy razem to zostałąm wyklęta. Dalsza rodzina wie o sytuacji bo mama
          wypłakuje się z tym jak z największym bólem. Jej problem polega na tym że
          zawsze nami rządziła i nigdy nie potrafiła pokazać własnych uczuć, nie dała
          siędo siebie zbliżyć. Wychowanie polegało na nagradzaniu i karaniu. I dalej
          stosuje tą taktykę wobec mnie, śmieszne. Acha zawsze działała na mnie poprzez
          moją ambicjęi to też stara się do tej pory wykorzystywać. Tyle, że kurcze ja
          nie jestem już dzieckiem tylko dorosłą moż enawet już powoli dokwitającą babą.
          • ajmj Re: Reguła - brak reguły 20.05.05, 09:19
            Ale jakby nie było takie "wyklęcie" jest cholernie przykre. Mnie to spotkało ze
            strony rodziny mojego M. Owszem jego brat przyjdzie raz na rok, ale własnie
            sam, ponieważ jego zona przecież nie bedzie przebywała w towarzystwie osoby tak
            niemoralnej jak ja. nie zna mnie, nie wie jaka jestem ale etykietke i tak mam
            przylepiona. Moja rodzina natomiast polubiła mojego M. Spotykamy sie dość
            często i jest poprostu NORMALNIE. Na początku moja babcia próbowała cos na jego
            temat mówić: ale ja Babcie poprosiłam, aby najpierw poznała go, a dopiero wtedy
            oceniała.smile
            Ale powiem Wam, ze to świadczy o tych ludzikach, którzy ferują wyroki nie
            znając bliżej szczegółów, nie znając człowieka poprostu.
            Boziu Droga, dla niektórych wystarczy tylko np: rozwódka z dzieckiem i dla
            wielu matek potencjalnych przyszłych męzów takowych już są beeee...
            Moja osobistąwink koleżankę spotkał właśnie taki los. Dziewczyna bardzo ładnasmile,
            poukładane w głowie, nie głupia, została zwyzywana przez TAKA GŁUPIĄ bo inaczej
            nie można powiedzieć o takowej babę, za to, iz dowiedziała się, ze ma dziecko.
            Ale ja zawsze powtarzała, że sa Ludzie i taborety...
            • olvi Re: Reguła - brak reguły 20.05.05, 09:22
              Mojej mamie w pracy wyplakuje sie mlodsza kolezanka - wychowywana przez samotna
              matke - uwazajaca sie za wielka katoliczke - ze odkad matka dowiedziala sie, ze
              parnter corki mial kiedys zone i ma dziecko (a z dzieckiem regularne i dobre
              kontakty), po prostu wyrzekla sie jej. I matka, i druga corka. Matka oskarza te
              kolezanke mojej mamy o swoje choroby (np. nerki). Ani matka, ani siostra nie
              byly na slubie. Ech sad
              • ajmj Re: Reguła - brak reguły 20.05.05, 09:42
                Nie potrafie zrozumiec myślenia takiej kobiety. Wiecie, ja jestem moze i
                faktycznie dla ogółu i niemoralna? ale dla mnie wazniejsze są sprawy, niż to
                czy ktos chodzi do kościoła czy nie, czy ktoś ma slub czy nie, czy ktoś spał
                przed ślubem czy nie, czy ktoś ma dzieci przedmałżeńskie czy nie, czy ktos jest
                z rozwodnikiem, rozwódką czy nie, czy ktos miał romans czy nie, ja staram się
                oporstu żyć tak, aby nie ranic innych i to uważam za istotne.
                Jest tyle zła na świecie, choroby, które od poczatku naszego istnienia zbieraja
                swoje żniwo, kataklizmy. Czy nam mało? Ale chyba tak... poniewaz sami sobie
                jeszcze ludzie dokładają i:
                zabijaja własne dzieci w łonie
                morderstwa, gwałty, dewiacje różnego typu
                wojny toczone non stop
                to jest ZŁO.
                Ale nie ludzie oprócz tych problemów musza dokładać sobie i
                innym "pierdoałami", przypomina mi się często z babcia mojego Eksa, która
                siedzi cały czas w oknie i niepomna na te ZŁO na świecie interesuje się tylko
                dupa jakiejś tam dziewczyny, liczy jej wręcz z dokładnościa matemtyka ile razy
                odwiedziła jednego pana, ile ma dzieci i wogóle co z niej za kuriszonek. Tak, a
                w niedzielę do kościólka i 100 zdrowasiek. A ten biedny kurwiszonek, dziewczyne
                niejako znam - normalna kobita zyjąca z facetem bez ślubu, poprostu mają dwa
                mieszkanie, które jedno chcą zostawic dla dzieciaków jak podrosna na tyle
                (czytaj: osiągną pełnoletność)eh... szkoda słów...
                • ajmj Re: Reguła - brak reguły 20.05.05, 09:46
                  Aha i dla ścisłości uważam, ze romans to nic dobrego, ale stawiając takich
                  delikwentów, którzy niejako czynią źle w jednym szeregu z : hm... pomyslmy, mam
                  ze Dzidzia STALINEM jest chyba cos nie, (jak to teraz sie tak fajnie mówi?)
                  Nie halosmile
                  • olvi Re: Reguła - brak reguły 20.05.05, 10:00
                    W przypadku tej dziewczyny z pracy mojej matki nie ma mowy o romansie nawet...
                    poznali sie ze 2 lata po orzeczeniu rozwodu jej meza. A co gorsza, mamusia i
                    siostrzyczka poznaly go; nie od razu dowiedzialy sie, ze "ma przeszlosc" i
                    bardzo go lubily - a teraz - szkoda gadac sad

                    Mojej matce bylo o tyle latwiej zaakceptowac, ze jej wlasna babcia byla druga
                    zona starszego o 20 lat dziadka (to byl rodzinny skandal, w latach 20 XX w.) ;
                    a ze obojgu dane bylo dlugo zyc (do 90 lat prawie), do tej pory dosc swieze
                    jest wspomnienie, ze byli zgodnym i bardzo dobrym malzenstwem.
    • leeya Re: On z bagażem a rodzice 20.05.05, 09:50
      Zla exia Leeya tez byla kiedys next faceta po rozwodzie, ale bez dziecitongue_out
      Tylko, ze u mnie w rodzinie duze znaczenie mial fakt, ze juz byly byl po
      rozwodzie, okreslenie "kawaler po recyclingu" bardzo mi sie podobasmile)) Ale i
      tak mialam dymy. Bo przeciez jestem mloda i po co laduje sie w zwiazek z
      facetem z przeszloscia, skoro moge sie zwiazac z kims "normalnym". Ale radzili
      mi obserwowac i nie przeoczac niczego. Szkoda, ze na oczach mialam klapkitongue_out

      Gorsze dymy byly jak dowiedzieli sie, ze zostane "samotna matka". Co prada w
      kwestiach finansowych nie wylatywali, bo to przerabialismy, jak sie z exem
      zwiazywalam, ale inne kwestie byly podnoszone. Na przyklad taka, ze sobie zycie
      zmarnowalam, teraz to juz zaden nie bedzie chcial "przechodzonego" towaru i
      takie tam. Szczytem erudycji popisala sie zona mojego kuzyna ubierajac w piekne
      slowa swoje watpliwosci o tym, czy aby na pewno to dziecko exa, bo skoro 5 lat
      nie moglismy sie doczekac potomstwa, a jak juz zaszlam w ciaze on mnie
      zostawia, to wniosek jest jeden: to nie jegobig_grin

      Moja rada w tej kwestii: Rodzice chca jak najlepiej dla dziecka w ich pojeciu.
      Nie zawsze jest to zgodne z naszym punktem widzenia. Stad wlasnie nerwy, lzy i
      wbijanie szpil czy nawet wyzwiska. Ale madrzy rodzice powinni pozwolic dziecku
      popelniac swoje bledy. Odcinanie sie od rodziny "zeby im pokazac" ze jestes
      dorosla nic nie da. A jeszcze skomplikuje sprawe. Rozmawiac, rozmawiac i
      jeszcze raz rozmawiac. Az dotrzesmile Dalsza rodzina i plotkami w niej proponuje
      sie nie przejmowac i robic swojesmile

      Leeya
      • ajmj Re: On z bagażem a rodzice 20.05.05, 10:03
        Mądre słowa leeya.
        Ty nie jesteś zła leeyosmile
        • aheera Re: On z bagażem a rodzice 20.05.05, 10:26
          Kurka, dziewczyny, jaki to wszystko kit!!! Z rodziny wychodzą piękne cechy,
          swoją drogą te pogorszenia stanu zdrowia znam już. Do tego nie
          każdemu "bagażowemu" da się jeszcze ufać. Jaka piękna ta wiosna....niech ktoś
          zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam...
    • madalenka25 Re: On z bagażem a rodzice 20.05.05, 10:29
      moi Rodzice troszkę się boczyli ale po bliższym poznaniu jest ok a i Domowy
      lubi do nich jeździć

      ale z drugiej strony - nie znam Rodziny Domowego i w najblizszym czasie się na
      to nie zanosi
      • carmella Re: On z bagażem a rodzice 24.05.05, 12:47
        no coz ja jestem dziwka, bo bez slubu z facetem zyje

        i co ONI (rodzina) maja ludziom mowic? Wlasnie sie znow poklocilm z matka, a
        jej swieto sie zbliza. I co mam z kwaitkami i buziakami do niej jechac. Cholera
        nie mam juz 18 lat, a sporo wiecej
    • bears05 Re: On z bagażem a rodzice 18.06.05, 11:10
      u mnie bylo nawet sledzenie mojego chlopa, a rodzina nawet ze stanów byla
      zaangazowana, aby odwieść mnie od tego czynu... smile rodzice mnie nawet
      szantazowali pieniedzmi, ze mi kariere w pracy zruinuja...etc... calkiem
      ciekawie wtedy sie dzieje...
      • szymon00 Re: On z bagażem a rodzice 18.06.05, 15:18
        no i dobrze, że Wasi rodzice tak myślą i niech robią Wam najwięcej tych
        awantur, ciekawy jestem tylko do kogo wtedy wrócicie jak zostaniecie same z
        brzuchem; czy wtedy pójdziecie spowrotem do pleksa jak ten stwierdzi, że nie
        chce być z Wami - bo ja wtedy na ich miejscu (rodziców) wysłałbym Was na drzewo

        hehe, ale jak jest kłopot jacy wtedy to fajni i kochani są wtedy rodzice; a
        dziś są psy wieszane na nich
        • wipsania Re: On z bagażem a rodzice 18.06.05, 15:32
          Szymon, czy Ciebie ktoś podmienił? Bo kiedyś (ale to dawno chyba było) wydawało
          się, że rozsządny z Ciebie facet - teraz zaś takie jakieś komunały sadzisz. I
          tyle agresji wyłazi, aż nieprzyjemnie czytać. Może o tym brzuchu i powrocie do
          rodziców to na samodzielnej raczej napisz?
          BTW - miałam to szczęście, że rodzice zawsze mnie wspierali (nawet nie chodzi o
          finanse, tylko po prostu byli po mojej stronie). Bywało, że inaczej to czy owo
          widzieli, ale starali się mnie przekonać, bez nacisków. Zawsze trzymaliśmy się
          razem i teraz moja Mama (tato, niestety, już nie żyje) jest otoczona miłością i
          opieką moją i swojego zięcia wybrakowanego z recyklingu.
          Szymonie - może postaraj się nie patrzeć na wszystko z perspektywy swoich
          urazów. Mój ex, kiedy od niego odeszłam, też miał nadzieję, że mój ojciec wyśle
          mnie na drzewo. Staruszek oniemiał, kiedy mu to powiedziałam i stwierdził
          tylko, że bardzo dobrze, iż wreszcie rozstałam się z takim kretynem.
        • lilith76 Re: On z bagażem a rodzice 19.06.05, 11:38
          szymon, początki andropauzy?
    • lideczka_27 Re: On z bagażem a rodzice 20.06.05, 00:44
      Hej. Nie mam czasu pisać, ale wklejam swojego starego posta na ten temat.
      Witamy w klubie wink


      "Ja musiałam zapłacić wysoką cenę za to, by mieć świetnego męża, wspaniałego
      synka, a teraz i córkę, no – po prostu rodzinę [dopisek na dziś: i jeszcze
      jedną córkę wink]. Rodzice nie akceptowali M.
      Poznałam go, gdy moje małżeństwo już się rozpadło, ale formalnie trwało
      jeszcze. Wiedzieli, że odchodzę od eksa, ale nie wyobrażali sobie, bym mogła
      związać się z innym mężczyzną, zwłaszcza tak szybko. Chodziło o pozory, o to,
      by poudawać jakiś czas samotną rozwódkę, a dopiero za jakiś czas od nowa
      układać sobie życie. Ja nie miałam zamiaru czekać. Wiedziałam, że M. to „ten
      facet” i postanowiłam być z nim mimo wszystko. Na jakiś czas straciłam rodzinę,
      a dokładnie rodziców, bo siostry nie odwróciły się ode mnie. Ojciec, gdy
      powiedziałam mu o M,. kazał mi wybierać „gach czy rodzina”. Dokładnie tak
      powiedział. I usłyszałam, że jeśli go wybiorę, rodziny już nie mam. Wtedy ja
      bardzo spokojnym, takim trochę zrezygnowanym głosem zapytałam tylko, czy będę
      mogła od czasu do czasu do nich zadzwonić i zapytać co słychać. To im coś
      uświadomiło – po pierwsze skalę mojego zaangażowania w tego człowieka, w imię
      którego byłam gotowa stracić rodzinę, po drugie, że taki szantaż do niczego nie
      prowadzi – może tylko do tego, że straciliby córkę. Najpierw zapowiadali, że M.
      nigdy dla nich prawdziwym zięciem nie będzie, że to pierwszemu przed Bogiem
      przysięgałam… Ojciec zapytał mnie czy spałam z M. a gdy odpowiedziałam
      twierdząco, to orzekł, że trudno, jakoś to się ukryje przed moim wtedy jeszcze
      obecnym byłym, wrócę do niego i będzie gut wink Nie, nie nazywam się z domu
      Dulska wink Teraz się ułożyło, potrzebowali na wszystko czasu. Ojciec lubi M.,
      dogadują się, jeżdżą razem na ryby. A mama? Mam z nią takie same problemy jak
      miałam od zawsze chyba. Zawsze mnie krytykowała i robi to nadal. W jej
      przypadku to powiedzenie „ojcu, matce dziecko zawsze miłe choćby na wpół
      zgniłe” czy jakoś tak – się nie sprawdza. Zawsze to w swoich dzieciach
      dopatrywała się wad, złego zachowania – gdy nas ktoś pobił w szkole, w
      pierwszej kolejności padały pytania „a może twoja wina?”, „a może sama
      zaczepiłaś?”, „na pewno nie jesteś święta” itd. Nie umiała okazać uczuć, gdy
      byłyśmy już większe, by umieć to zatrzymać w pamięci. Nie słyszałyśmy „kocham”.
      Mama wiele dobrych rzeczy mi przekazała jeśli chodzi o obowiązkowość: świetnie
      prowadzę dom, mam duże poczucie odpowiedzialności. Ale od strony emocjonalnej
      porażka. Dzięki mamie wiem jak wychowywać dzieci na dzieci szczęśliwe, ale
      przez zaprzeczenie – wiem czego NIE robić by im było dobrze.
      Do rodziny M byłam przyjęta od razu. Mam wspaniałą „teściową”. Taktowna,
      wyrozumiała, doskonale wyczuwa moje nastroje, potrafi pocieszyć jak nikt,
      wesprzeć w trudnych chwilach. Gdy mnie coś boli – lecę do niej, mam w niej
      prawdziwą przyjaciółkę i podporę.
      Myślę, że gdy jesteśmy dorośli, musimy podejmować jakieś wybory, które mogą
      godzić w wolę rodziców. Ciachnąć pępowinę i koniec. Zapytałam kiedyś rodziców
      czy dźwigną moją samotność – czy byli by w stanie wybaczyć sobie to, że
      próbowali stanąć nam na drodze do szczęścia. Najwyraźniej stchórzyli. Lub
      zaczęli liczyć się z moimi uczuciami bez oglądania się na to co powiedzą inni –
      w to chciałabym wierzyć".

      pozdrówki
      lidka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka