aheera
18.05.05, 00:29
U mnie burza. Akurat, jak się zaczęło robić niby lepiej (ja - to ta historia
z gościem, którego przydybałam na czatach), wkroczyła do akcji moja rodzina.
Ponieważ moi rodzice są sami po rozwodzie i ojciec zafundował nam (mamie
przede wszystkim, nie da się ukryć) prawdziwe piekło, teraz ona - nie dziwię
się, że przerażona - po kilku awanturach, nieodzywaniu się etc., zakazała mi
kontaktów z M. Jak się okazało, że ciężko córce, ale dorosłej jakby nie było,
zakazywać znajomości, do akcji wkroczyła cała rodzina. Telefony jakby się co
urwało, prośby, również szantaż. Cała układanka, żebyśmy nie pojechali razem
na urlop. Jeszcze lepsze hece, żeby on nie pokazał się w Warszawie...
Dziewczyny, czy u Was też tak było? Kochana córeczka, co sobie niszczy życie
i leci po równi pochyłej, a rodzice będą utrzymywać cudzego bękarta? Szlaja
się i włazi do łóżka jak dziwka ostatnia? Przepraszam za opis, i tak wybrałam
co łagodniejsze fragmenty...
Jeśli tak miałyście, to jak się skończyło, ile trwało, jakie strategie
skutkowały?
Mam dość! Nie chcę wojny z własną rodziną!
znowu zaryczana Aheera