Nadzieja ;-)

29.06.05, 21:13
Dziewczyny, wiecie co, a mnie sytuacja jo.an.ny napawa pewna nadzieja. Otoz
ja sie ciagle martwie, ze jakby co nie daj Boze mi sie cos stalo, to moj
Babelek, trafil by do mojego exa. To byloby straszne dla mojego wrazliwego
chlopczyka. Ale teraz widze, ze jest jednak nadzieja - nexia moze sie nie
zgodzic!
    • magdalens Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:27
      to chore, wolalabys umiescic wlasne dziecko w domu dziecka zamiast z ojcem
      byleby nie dotknela go next
    • magdalens Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:29
      typowy przyklad jak mu dopiec nawet kosztem wlasnego dziecka
      • kicia031 Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:47
        No widzisz, zle mnie oceniasz. Nie utrudniam exowi kontaktow z synem, wrecz
        przeciwnie, ale ex i tak widuje sie z Babelkiem raz na kilka miesiecy. A jak
        sie juz widywal, to zajmowala sie nim nexia, bo tatusiowi sie nie chce. Za to
        jestem nexi dozgonnie wdzieczna. Niestety, odkad ex i nexia maja wlasne
        dziecko, Babelek nie jest zapraszany do taty, bo nie ma tam dla niego miejsca.
        Stad moj ironiczny komentarz.
        A Babelek z cala pewnoscia nie trafi do domu dziecka - moj partner solennie
        obiecal, ze w razie draki sie nim zaopiekuje. To byloby najlepsze dla Babelka,
        z wielu wzgledow, a najwazniejszy jest taki, ze moj partner jest dobrym
        czlowiekiem i kocha dzieci. Niestety, w swietle prawa jest dla dziecka, z
        ktorym od paru lat mieszka i ktorym sie zajmuje bardziej niz rodzony ojciec,
        nikim i nie zadnych praw do opieki nad Babelkiem. Oprocz tego w kolejce do
        opieki nad moim synkiem sa jeszcze moi rodzice i moja ciotka. Kazde z nich
        zajmie sie nim lepiej niz ex.
        A ze nie chce by moj ex byl dla dziecka wzorem mezczyzny i czlowieka - to
        smutne, ale nieuniknione. Glownie dlatego, ze ex krzywdzi nie tylko innych
        ludzi, ale takze przede wszystkim samego siebie. A tego nie chce dla mojego
        synka.

    • sokka Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:41
      a ja nawet chcialam zadac to pytanie naszym macoszkom: czy poparly by starania
      ojca by odebrac dziecko ojczymowi w razie smierci matki, gdyby bylo z ojczymem
      bardziej zwiazane niz z ojcem? i gdyby bylo zwiazane z rodzenstwem? taka mala
      sonda. wiem, ze to brzmi bardzo tendencyjnie, ale przyjmijmy zalozenie, ze
      jestem obiektywna. hmm?
      • kicia031 Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:51
        Nie poparlabym odrywania dziecka od czlowieka z ktorym wiaze je wiezi
        emocjonalne w imie wiezow krwi. Ale u mnie sytuacja jest jasna - moje dziecko
        nie lubi swojego ojce, woli ojczyma, a moja pasierbica (brrr okropne slowo)
        swojego ojczyma nienawidzi, a ojca uwielbia.
        Ale tez jestem ciekawa, co inni o tym mysla...
      • natasza39 Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:51
        Nie, dlaczego? To osobista sprawa kobiety czy wybacza zdradę, czy nie. Jest też
        to kwestią okoliczności - czy np. zdradzał z prostytutkami (teoretycznie
        łatwiejsze do wybaczenia, przynajmniej dla mnie), czy się "zakochał". Nikt od
        kobiety wybaczenia nie wymaga.


        Moim zdaniem, to zalezy od tego ile dziecko ma lat.
        Małe dziecko, np. może być związane z ojczymem, ale za jakiś czas może o nim
        zapomnieć, jesli oczywiście ojciec otoczy go opieką i miłością.
        Duży dzieciak, np nastolatek, powinien sam decyzdować o tym z kim chce być. Nie
        wyobrażam sobie sytuacji, aby w razie jakiegoś nieszczęścia dokładać
        dzieciakowi traumatyczne przeżycia związane ze zmianą domu, otoczenia i
        przenoszenie go do domu nieznanego mu (obcego emocjonalnie) ojca.
        Generalizowanie w takich przypadkach nic nie daje.

        Można odwrócić pytanie i zapytać tak:
        Czy w razie nieszczęścia (np smierci matki) dziecko ma zostać z ojczymem, który
        może za chwile związać się z inna kobieta i ma byc wychowywane przez zupełnie
        obcych ludzi, czy tez leeij aby wrócił do ojca, bo wtedy chociaż jedna z
        wychowujacych je osób jest związane z nim wiezami krwi.

        Ale są to przypadki z życia raczej teoretyczne, bo nie wyobrażam sobie
        sytuacji, w której obcy człwoiek po śmierci matki wychowuje dzieciaka, a
        biologiczny ojciec płaci temu obcemu alimenty na dziecko.
        Jak matce musiał, to konia z rzędem temu co zna taki przypadek w zyciu!
        • natasza39 Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:54
          sorry ale ten tekst o prostytutkach z postu virtual znalazl sie tu przez
          przypadek.
          Naprawde sorrysmile)
          • sokka Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 22:09
            nie szkodzi, nie poczuwam się
      • kasia-j Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 21:53
        a ja nawet chcialam zadac to pytanie naszym macoszkom: czy poparly by starania
        ojca by odebrac dziecko ojczymowi w razie smierci matki, gdyby bylo z ojczymem
        bardziej zwiazane niz z ojcem? i gdyby bylo zwiazane z rodzenstwem? taka mala
        sonda. wiem, ze to brzmi bardzo tendencyjnie, ale przyjmijmy zalozenie, ze
        jestem obiektywna. hmm?

        - sądzę, że dziecko w takiej sytuacji zostałoby z ojczymem i rodzeństwem,
        chyba, że wolałoby zostać z nami. Ale skoro piszesz o sytuacji gdy dziecko jest
        bardziej związane z ojczymem, niż z ojcem, to poparłabym starania ojczyma o
        opiekę nad dzieckiem. Hmm choć tak naprawdę, to taka sytuacja pewnie możliwa by
        była, jeśli praktycznie ojczym od malutkiego mieszka z dzieckiem, opiekuje się
        etc. I pewnie takie sytuacje się zdarzają...

        A odpowiadając na pytanie autorki postu: jest to pewnie ciężka decyzja aby
        nagle rozpocząć stała opiekę nad dzieckiem, ale w sytuacji wiązania się z
        facetem, który ma dziecko (mówię o facecie, który jest odpowiedzialny, anie
        tkaim, który nie widuje dziecka i nie chce płacić) to jednak przynajnmiej
        teoretycznie istnieje opcja kiedy będzie trzeba rozpocząć "całodobową" opiekę.
        Jakoś nie wyobrażam sobie sytuacji nie wyrażenia zgody na zamieszkanie dziecka
        z nami (chyba, że np. dziecko byłoby bardziej związane z babcią i wolałoby na
        stałe mieszkać u niej). Co prawda nie wiem, jakbym sie zachowała w sytuacji,
        kiedy M. mnie zdradził i wtedy pojawia się dziecko. Ale w takiej sytuacji
        raczej nie byłabym już z takim facetem, więc problemu by nie było.
      • sokka Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 22:07
        więc troszeczkę sprecyzuję:
        nie było żadnej zdrady, macoszka mojego dziecka poznała swojego obecnego męża
        długo po naszym rozstaniu. rozstałam się z ojcem dziecka wkrótce po jego
        narodzeniu (dziecka, nie ojca), z moim obecnym mężem związałam się jak dziecko
        miało pół roku. mamy jeszcze córeczkę, za którą synek przepada. z ojczymem się
        kochają. ojciec widuje się z synkiem raz/dwa razy w miesiącu, lubią się, myślę,
        że z czasem będą lubić jeszcze bardziej. macoszka też przyjeżdża zwykle na te
        wizyty i też się z synkiem lubią, choć bez uniesień. wizyty upływają nam w miłej
        atmosferze, zwykle jesteśmy wszyscy razem, bo synek jeszcze młody i nie bardzo
        chce wychodzić z lubianymi, ale jednak obcymi ludźmi, ups.
        • sokka Re: Nadzieja ;-) 29.06.05, 22:12
          acha, skoro była mowa o alimentach, to ojciec dziecka zobowiązał się wpłacać dla
          niego na jakiś fundusz, celem zabezpieczenia dziecku przyszłości (nie wiem czy
          wpłaca), a ja zabezpieczam terazniejszosc. czyli argument niepłacenia obcemu
          chłopu na dziecko odpada.
      • magdalens Re: Nadzieja ;-) 30.06.05, 08:36
        to by było bardzo ciężkie ( córka M ma 17 lat a syn już 11 i bardzo mnie
        nienawidzą) ale na pewno nie powiedziałabym nie. Starałabym się wspierać M a
        wiem że on napewno dążyłby do tego żeby dzieci mieszkały z nami.
    • pelaga Re: Nadzieja ;-) 30.06.05, 07:51
      > Ale teraz widze, ze jest jednak nadzieja - nexia moze sie nie
      > zgodzic!

      Ja tez nie wyobrazam sobie, ze tamta para mialaby zajmowac sie moim dzieckiem
      po mojej smierci. Moze lepiej jeszcze pozyjmy...
      No ale w moim przypadku next na pewno sie nie zgodzilabym, a Mr D na pewno nie
      walczylby. Chyba moge spac spokojnie smile
      • ajmj Re: Nadzieja ;-) 30.06.05, 08:06
        O Mojego syna się nie martwię w razie mojej śmierciwinkMój Eks zajmie sie nim
        doskonale, a moje następczynie? Jest ich tak dużo (facet szaleje), ze już nie
        wiem z kim jest. Ale musze przyznać Ojcem jest dobrym i kocha bardzo NASZE
        dziecko.Więc się nie martwię.smile
        Jeśli umrze (niech nam zyje 100 lat- bez ironii) Eksia mojego M, to NAPEWNO
        weźmiemy do siebie Pannicęsmile. Nie wyobrażam sobie inaczej. Eksia zapewne z tego
        powodu straszyłaby mniesmile bo Ona na 100000000 % jest i byłaby na NIE.
        Ale wbrew pozorom mam Kochające serduszko i znajdzie się tam miejsce na miłość
        do jeszcze jednego dziecka. Mój M bardzo kocha córę i nie dałby iść jej na
        poniewierkę.
        A Eksia, dzięki bogu już nic nie miałaby do powiedzenia po swojej śmierci.
        Ojoj, jak to zabrzmiałosmile
        • ajmj Re: Nadzieja ;-) 30.06.05, 08:07
          Bogu.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja