Dodaj do ulubionych

Pomoc rodzicow

10.07.05, 11:42
Jestem bardzo rozczarowana, ze zadna ze zwolenniczek radzenia sobie samemu
nawet kosztem padniecia na pysk nie zechciala skomentowac watku o
kontrowersyjnych pogladach wink)) Czyzby wszyscy zgadzali sie ze mna, ze mamy
prawo liczyc na pomoc rodziny, zwlaszcza gdy mamy male dziecko? I ze rodzina
ma moralny obowiazek w miare moznosci wspierac nie tylko dorosle dzieci, ale
takze i wnuki?
Napiszcie co o tym myslicia, jestem bardzo ciekawa waszych przemyslen i
doswiadczen.
Obserwuj wątek
    • derena33 Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 11:51
      Ja jako rodzina powiem, ze jak bedzie koniecznosc to wespre mojego syna i jego
      jeszcze nieistniejaca rodzine. Bede starala sie pomoc, pomagali mi moi rodzice,
      odbierali mi dziecko z przedszkola ze szkoly, dawali obiad, wozili na
      angielski. Spedzali z nim swoje urlopy. Pomoge i ja.

      Chociaz nie traktuje tego w kategoriach obowiazku, czy tez przymusu moralnego,
      zrobie to z potrzeby serca.

      • chalsia Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 11:56
        Zyjemy w Polsce a nie w USA i dlatego - that's the way it is.
        Chalsia
    • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 12:08
      Jesli chodzi o doswiadczenia, to mam takie: w czasie ciazy rodzice sie mna
      opiekowali (pod nieobecnosc pracujacego wtedy jeszcze nie meza smile, wiecej niz
      polowe ciazy spedzilam u nich).
      Po porodzie dwa tygodnie byłam u rodzicow - co bylo dobrym rozwiazaniem,
      bo moglam dojsc do siebie, mialam problemy z dlugim staniem i schylaniem sie,
      wiec rodzice odciazali mnie jesli chodzi o kapiel (to tata) i ubieranie po
      kapieli (to mama) Wiktorka. A po tych dwoch tygodniach wyjechalam do Gdanska,
      do meza i do uczelni (mialam dziekanke, ale realizowalam kilka przedmiotow)
      i bylam zdana sama na siebie (no i oczywiscie pomoc meza).
      Potem przenioslam sie do Warszawy i przez 5 tygodni synek byl u moich rodzicow,
      przez 3 z moim mezem, potem tylko z rodzicami - bo maz juz pracowal
      i szykowalismy miejsce dla rodziny. I wtedy moi rodzice, mimo ze pracujacy
      zawodowo i duzo, robili wszystko, zeby Wiktor mial jak najlepsza opieke.
      I wlasnie tak u mnie jest - wiem, ze w sytuacjach podbramkowych mam na kogo
      liczyc. Wiem, ze sa gotowi poswiecic kawalek urlopu, jesli mi potrzeba na jakas
      tam aktywnosc czasu (tak bylo w zeszlym roku). Nie ma pomocy na co dzien,
      bo mieszkamy daleko od siebie - wiec sila rzeczy zdani jestesmy sami na siebie.
      Ale sobie radzimy - tu plus moich studiow, bo choroba dziecka nie jest
      rownoznaczna z krzywym spojrzeniem przelozonych w pracy. A wakacje spedzamy
      u moich rodzicow i tez od czasu do czasu mam wolne, bo dziadkowie wnuka gdzies
      zabieraja.
      Jesli chodzi o pomoc finansowa, to wiem, ze nie dadza nam umrzec z glodu,
      ale nie chcemy ich w zaden sposob obciazac i radzimy sobie sami. Pomoc ogranicza
      sie do kasy na cos (np. dla Wiktora) z okazji urodzin czy swiat. I tyle.

      A moje przemyslenia?
      Mysle, ze kazdy rozsadny i odpowiedzialny czlowiek powinien wyciagac reke
      po pomoc w sytuacji, gdy wykorzysta WSZYSTKIE mozliwosc samodzielnego poradzenia
      sobie. I nie widze nic zlego w tym, ze rodzice pomagaja, ale to powinna byc ich
      wolna wola, nie sprostanie oczekiwaniom dziecka. Nie ma czegos takie, ze rodzice
      'powinni' utrzymywac dorosle dzieci, ale tez nie powinni odmowic pomocy
      w sytuacji podbramkowej. I mysle, ze zaden prawdziwie kochajacy rodzic nie ma
      problemu z pomoca, gdy rzeczywiscie dziecko
      i jego rodzina tego potrzebuja.
    • leeya Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 12:49
      Kociu,

      Znow sie poczulam wywolana bezposrednio to odpowiedzi, bo jestem z tych, co to
      padna na pysk, a beda dawac sobie samodzielnie radesmile

      Wydaje mi sie, ze powinnismy rozdzielic pomoc ze strony rodzicow na dwa
      rodzaje: finansowa i bezposrednia. No i...

      Czy rodzice sa zobowiazani pomagac finansowo dzieciom i ich rodzinom? Heh... Ja
      jestem z tych, co uwazaja, ze jak jestes na tyle dorosly/dorosla, zeby zakladac
      rodzine, to znaczy, ze potrafisz ja samodzielnie utrzymac. Nie wyobrazam sobie
      sytuacji, kiedy zakladam rodzine z zalozeniem, ze rodzice co miesiac mnie
      sponsoruja. I to miedzy innymi jest dla mnie argumentem przeciw wczesnemu
      macierzynstwusmile Chociaz nie zawsze dotyczy to wczesnego macierzynstwa. Z mojego
      podworka: Moja ciocia jest osoba raczej majetna, jest wlascicielka
      1000hektarowego gospodarstwa rolnego. Jej starszy syn jest ode mnie o rok
      starszy. Skonczyl administracje. Na 5 roku ozenil sie. Przez 2 lata nie
      podejmowal ZADNEJ pracy, poniewaz nie bylo pracy za kwote, ktora by Go
      satysfakcjonowala. Luzik, mamusia co miesiac za to dawala 3000PLN na niego i
      jego niepracujaca zone. Poszedl do pracy dopiero, kiedy zona zaszla w ciaze.
      Ale mamusia nadal daje co miesiac te sama kwote. Zyc nie umieracsmile Tylko, ze
      mnie by skrecilo, gdybym miala tak zyc. Nie umiem byc pasozytem. Ciekawostka,
      jego zona znow jest w cazy, tym razem bedzie syn. Moja babcia poprosila mnie na
      rozmowe. Okazalo sie, ze Dziadek i Babcia daaaawno temu zalozyli "fundusz
      mieszkaniowy" z ktorego mieli wspierac zakupy mieszkan dla wnukow. Wiec Babcia
      stwierdzila, ze ja juz mam mieszkanie, wiec ona moja czesc da mojemu kuzynowi i
      czy ja sie na to zgadzam. Szkoda, ze nie powiedziala mi tym, jak kupowalam
      mieszkanie i liczylam kazda zlotowke, zeby starczylo na notariusza i
      przynajmniej lozko do spania, nie wspominajac o tym, ze wie, ze do 2006 musze
      zaplacic do konca za dom... Oczywiscie, ze sie zgodzilam nie komentujac. I tak
      moj kuzyn dostal 60000PLN. Czasem nie warto byc twarda i samowystarczalnasmile

      Co do pomocy bezposredniejsmile Wydaje mi sie, ze to wieksza radosc sprawia
      dziadkom, bo moga bezkarnie porozpieszczac ukochnego wnusia czy wnusie. I to
      jest raczej przyjemnosc dla dziadkow niz obowiazek. No chyba, ze wnuki sa u
      dziadkow non stop... No to juz nie jest tak milo i w sumie moga dziadkowie sie
      zbuntowacsmile Patrzac na moich rodzicow stwierdzam, ze to sa jeszcze mlodzi
      ludzie i oni tez maja prawo do wlasnego zycia, wlasnych pasji, samorealizacji.
      Za jakie grzechy maja stac sie opiekunkami dla swoich wnukow? Poza tym te wnuki
      maja rodzicow, ktorzy powinni sie nimi zajmowacsmile A kontakt wnuki-dziadkowie
      powinien byc dla obu stron przyjemnoscia, a nie przykrym obowiazkiem. U mnie
      sytuacja jest pokopana, bo dziadkowie widza wnuczke bardzo zadko. Ostatnio
      Dziadek widzial Kulke trzy tygodnie temu, wczesniej na swieta wielkanocna,
      Babcia widziala Kulke w ogole na swieta Bozego Narodzenia... Ale to wynik tego,
      ze oni mieszkaja i pracuja we Wloszech. Z tym, ze wiem, ze jezeli by wyniknela
      sytuacja, ze musialabym gdzies wyjechac (czy trafilabym tfutfu do szpitala,
      ogolnie w sytuacji kryzysowej) i niemozliwe byloby zabranie Julii ze soba, moja
      Mama (lub Tata, zalezy, komu latwiej byloby uzyskac urlop) na pewno by
      przyjechala i sie Kulczynska zajela. W tej kwestii moge na nich liczyc z
      zamknietymi oczamismile)

      Pozdrowionka,
      Leeya
      • kicia031 Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 16:27
        Moja babcia poprosila mnie na
        rozmowe. Okazalo sie, ze Dziadek i Babcia daaaawno temu zalozyli "fundusz
        mieszkaniowy" z ktorego mieli wspierac zakupy mieszkan dla wnukow. Wiec Babcia
        stwierdzila, ze ja juz mam mieszkanie, wiec ona moja czesc da mojemu kuzynowi i
        czy ja sie na to zgadzam. Szkoda, ze nie powiedziala mi tym, jak kupowalam
        mieszkanie i liczylam kazda zlotowke, zeby starczylo na notariusza i
        przynajmniej lozko do spania, nie wspominajac o tym, ze wie, ze do 2006 musze
        zaplacic do konca za dom... Oczywiscie, ze sie zgodzilam nie komentujac. I tak
        moj kuzyn dostal 60000PLN. Czasem nie warto byc twarda i samowystarczalnasmile

        Leeya, bez obrazy, ale dla mnie nie bylo to postepowanie twarde i
        samowystarczalne, ale zwyczajnie, hmmm, jak by to powiedziec, zeby nie
        urazic, ...niemadre...
        Unoszenie sie duma jest bardzo swietne kiedy od unoszenia sie duma zaleza tylko
        nasze losy. Ale ty masz Kulcie, i chocby dla niej, jesli nie dla siebie
        nalezaloby sie zatroszczyc rowniez o sprawy materialne. Wiem, wiem, sama
        zarabiasz na siebie i Kulke, o alimenty tez sie nie staralas do niedawna. Tylko
        ze nigdy nie wiadomo, co bedzie jutro, a twoim obowiazkiem jest zabezpieczyc
        teraz nie tylko byt swoj ale i dziecka. Bo nieszczescia, czy nieprzyjemnosci w
        postaci utraty pracy, upadku wlasnej firmy itp, niestety sie zdarzaja.
        Moj Babelek, podobnie jak Kulcia, zostal wystarczajaco poszkodowany na starcie
        zostajac dzieckiem samotnej matki. Dla mnie duma polega na tym, ze bylabym
        gotowa ponizyc sie do rynsztoka zeby zapewnic mojemu dziecku dobre warunki
        zycia. Ale ja jestem niedojrzala ofiara wczesnego macierzynstwa wink)
        • leeya Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 16:56
          kicia031 napisała:

          > Leeya, bez obrazy, ale dla mnie nie bylo to postepowanie twarde i
          > samowystarczalne, ale zwyczajnie, hmmm, jak by to powiedziec, zeby nie
          > urazic, ...niemadre...
          ------------------------
          No wlasniesmile Tylko trzeba jeszcze rozumiec klimat mojej rodzinysmile Moj kuzyn
          jest JEDYNYM facetem w moim pokoleniu. W naszej rodzinie jakos rodza sie sane
          kobietysmile No i dodatkowo teraz bedzie mial syna. Babcia to juz ze szczescia
          malo nie lazi po suficiesmile No a poza tym JA MAM mieszkanie, a oni z dwojka
          dzieci na wynajetym? Wnuk z prawnukiem? Poza tym ja wciaz jestem skaza na
          honorze rodziny. Panna z dzieckiem! I w dodatku samotna matka. A toz to rodzina
          z tradycjami!! Czasem smiac mi sie z tego chce, czasem mam ochote poplakac...
          Ale takie jest zyciesmile

          Kicia, spokojnie, to tylko taka ciekawostka bylasmile Pewnie, ze fajnie byloby
          dostac te kase. 30000PLN ciezko jest zarobic, ale przezyje bez tego. Poza tym
          ja mam jeszcze rodzicow, ktorzy mnie chyba nie lubia za ta moja samodzielnosctongue_out
          Zaczelam pracowac jak mialam 20 lat (na 3 semestrze) i od tamtej pory jestem
          samowystarczalna finansowo. A oni chcieliby jakos sie "dolozyc" smile Zawsze im
          powtarzam, ze jak bede miala dolek i bede potrzebowala kasy to sie zglosze,
          adres znamsmile Co jest najglupsze, to moj Tata wyliczyl ostatnio, ile kasy sa mi
          winni (sic!), bo przeciez oni mieli obowiazek mnie utrzymywac na studiach a nie
          robili tegosmile Policzyl lacznie z odsetkami ustawowymismile Chyba sie mu nudzilosmile


          > Moj Babelek, podobnie jak Kulcia, zostal wystarczajaco poszkodowany na
          starcie
          > zostajac dzieckiem samotnej matki. Dla mnie duma polega na tym, ze bylabym
          > gotowa ponizyc sie do rynsztoka zeby zapewnic mojemu dziecku dobre warunki
          > zycia.
          ---------------------
          Witaj w klubiesmile Tez bylabym zdolna do wszystkiego, zeby tylko Julce zapewnic
          normalne zycie.


          > Ale ja jestem niedojrzala ofiara wczesnego macierzynstwa wink)
          -----------------------
          A ja przejrzaly planowacz rodziny, ktory sie pomyliltongue_out

          Pozdrawiam,

          Leeya
        • virtual_moth Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 17:34
          kicia031 napisała:

          > Dla mnie duma polega na tym, ze bylabym
          > gotowa ponizyc sie do rynsztoka zeby zapewnic mojemu dziecku dobre warunki
          > zycia.

          Całkowicie się z tym zgadzam. Dla dziecka człowiek nawet pasożytem może
          zostaćwink
          • leeya Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 17:49
            Jezeli chodzi o dziecko: Tak i jeszcze raz TAK. Bylabym pasozytem.
            Jezeli chodzi o wyksztalconego faceta z magazynierem przed nazwiskiem i tak
            samo wyedukowana jego zone, to juz mozna sie tylko dziwic pasozytnictwu.

            Leeya
    • oledzga Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 13:18
      Na rodzine zawsze mozemy liczyc kiedy pomoc od niech jest nam naprawde
      potrzebna.moi rodzice bez powodu nie bede przyjezdzac i wyreczac mnie przy
      wychowywaniu dziecka.
    • poxywka Re: Pomoc rodzicow 10.07.05, 17:34
      gdy moja mama owdowiala majac dziecie lat 8 i prace taka se srednia (jak to w
      komunizmie nauczyciel) jej tesciowa( nie matka...) co tydzien zapraszala nas na
      obiad, nastepnie pakowala jedzenie na dwa dni do sloikow, opiekowala sie mna
      gdy nie bylo komu (mama czasem wybywala do sanatorium coby sie podleczyc bo
      miala na co) - placila za moje wakacje itp; na pytanie mojej rodzicielki 'mamo,
      jak ja ci sie odwdziecze ' odparla 'oddasz to swojemu dziecku' - no i oddaje; a
      ja oddam swojemu
      pozdrawiam
      poxywka
      • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:31
        poxywka napisała:

        > na pytanie mojej rodzicielki 'mamo, jak ja ci sie odwdziecze '
        > odparla 'oddasz to swojemu dziecku' - no i oddaje;

        Ja uslyszalam to samo smile
        • megan58 Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:35
          A czy rodzice męza pomagali wam np.finsowow???
          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:36
            Nie.
          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:42
            Uzupelnie. Nam nie, bardzo pomagali mocno mojemu mezowi w czasie jego
            pierwszego malzenstwa. A teraz sytuacje finansowa maja taka, ze niebardzo
            byloby z czego pomagac. Poza tym chyba takiej potrzeby nie odczuwaja.
    • megan58 Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 09:24
      Pomaga Mi mama- ale nigdy, prze nigdy nie potrakotawłabymn tego jak jej
      Obowiazek - ale je Chęc i z czałym szacunkiem do tego podchodze jak czegos co
      dostałam w prezenci i czeg spłacic inaczej niz miłoscia nie moge..

      Ale jesli moja mam , powie nie che , nie mam siły itdd. To dla mnie ytez nie
      złamała, zadnych zasad moralnych i nawte powiem wiecej nie mam prawa miec
      pretensji ..
      A postawa - maja mi poc bo sa rodzicami - to raczej postawa roszczeniowa . Ja
      i planowanie za nich -Oni mi pomoga jest dla mnie pstawa roszczeniowa.. O dziwo
      tak czesto zarzucana głowien przez macochy dzieciom samodzielnych...
      • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 09:27
        megan58 napisała:

        > Ja i planowanie za nich -Oni mi pomoga jest dla mnie pstawa roszczeniowa.. O
        > dziwo tak czesto zarzucana głowien przez macochy dzieciom samodzielnych...

        I czesto nie bez powodu.
        • megan58 Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 09:29
          ERni ale czemu u innych ni podobaja sie te same zachowamnia ktore sami
          reprezentujemy ... no ale to poboczny tema.
          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 09:37
            To pytanie nie do mnie. Ja krytykuje tylko poglady czy postawy, ktorych sama
            sobie zarzucic nie moge.
            • megan58 Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 09:42
              ERIn.. HA HA HA.. och jak sama lubisz siebie wybielac...
              Ale zostawmy to , to nie tetmat tego watku .
    • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 11:36
      ja podobnie jak megan uważam że jak rodzice pomogą -to miłe, ale nie mają
      żadnego obowiązku.To ich wolna wola-chcą to pomagają, nie chcą to nie.
      • joanna-walencja Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 15:18
        Ja nie oczekuję pomocy od swoich rodziców, ale wiem, że mogę na nią liczyć...Z
        drugiej strony sama poczuwam się do wspierania moich rodziców (także
        finansowo) - to jest moj moralny obowiązek. Nie mam własnych dzieci, więc nie
        wypowiem się, czy bym je wspierała i w jakim stopniu.
        • megan58 Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 15:22
          Jasiu - jak najbardziej pomoc najblizszym..Ale nie jako oboaiwazek. A ze ja
          moge na nich liczyc A oni na mnie - doswiadczamy tego codziennie.
    • joanna-walencja Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:28
      Dzis w GW jest artykuł nt. samodzielności (a raczej jej braku) młodego
      pokolenia. Oto fragment:
      "Z sondażu CBOS wynika, że aż 61 proc. Polaków deklaruje, że dzieciom pomoc
      rodziców potrzebna jest zawsze - niezależnie od wieku i sytuacji życiowej.
      Zaledwie 27 proc. twierdzi, że pomagać dzieciom będzie tylko do czasu, aż
      zdobędą zawód i pracę. Jeszcze mniej - bo tylko 4 proc. - będzie pomagać swoim
      dzieciom do czasu, aż wyprowadzą się z domu, a 3 proc. - do momentu, gdy wezmą
      ślub".
      • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:30
        joanna-walencja napisała:

        > "Z sondażu CBOS wynika, że aż 61 proc. Polaków deklaruje, że dzieciom pomoc
        > rodziców potrzebna jest zawsze - niezależnie od wieku i sytuacji życiowej.
        > Zaledwie 27 proc. twierdzi, że pomagać dzieciom będzie tylko do czasu, aż
        > zdobędą zawód i pracę. Jeszcze mniej - bo tylko 4 proc. - będzie pomagać
        > swoim dzieciom do czasu, aż wyprowadzą się z domu, a 3 proc. - do momentu,
        > gdy wezmą ślub".

        No to tylko wspolczuc uncertain (tym 61%). Moim zdaniem naturalna koleja rzeczy jest
        najpierw pomoc rodzicow (wlasnie do czasu zdobycia zawodu - czyli umozliwienie
        skonczenia edukacji na takim poziomie, jaki sobie dziecko wybralo), a potem
        pomoc dzieci rodzicom (jesli jest taka potrzeba) lub tez inwestowanie we wlasne
        dzieci.
        >
        • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:10
          e_r_i_n napisała:


          > Moim zdaniem naturalna koleja rzeczy jest najpierw pomoc rodzicow (wlasnie do
          czasu zdobycia zawodu - czyli umozliwienie skonczenia edukacji na takim
          poziomie, jaki sobie dziecko wybralo), a potem pomoc dzieci rodzicom (jesli
          jest taka potrzeba) lub tez inwestowanie we wlasne dzieci.
          > >

          Nie każdemu rodzicowi wyszło to na dobre. Często dzieci wykorzystują, a później
          na nich "plują". Znam takie przypadki, że dzieci za wiele chciały, brały,
          brały... i wpędziły matkę niemalże do grobu.
          Trzeba mieć umiar z braniem. Rodzice nie mają obowiązku pomagać. To ich dobra
          wola. Teraz mogę się deklarować, że pomogę, ale nie wiadomo co będzie później.
          Tak samo z dziećmi - dzieciątka są słodkie, niewinne... a później - niejeden
          rodzic w brodę sobie pluje za takie "inwestycje w dzieci".
          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:12
            Wiadomo, ze nie kazdemu rodzicowi wychodzi to na dobre.
            Sa tez tacy rodzice, ktorzy 'trzymaja' dziecko w domu tylko do ukonczenia przez
            nie 18 lat, a potem ma sobie samo radzic, a na starosc oczekuja pomocy.

            Ja pisze o zdrowych rodzinach i zdrowych relacjach.
            • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:24
              e_r_i_n napisała:

              > Sa tez tacy rodzice, ktorzy 'trzymaja' dziecko w domu tylko do ukonczenia
              przez nie 18 lat, a potem ma sobie samo radzic, a na starosc oczekuja pomocy.
              >
              Nie jestem pewna, czy taka postawa rodziców nie jest słuszna. Dlaczego? Osoba w
              wieku 18 lat powinna brać odpowiedzialność za siebie. Powinna dostać po tyłku
              od życia, aby później nie jęczało, że w życiu się nie układa.
              Osoba, która dostaje od rodziców wszystko (albo wiele), ma postawę
              roszczeniową, gdyż tak została przyzwyczajona.

              Co do starości - nie ma reguły. Jeden rozpieszczany maminsynek wypnie się na
              mamusię i wsadzi ją do domu opieki. Inny "drań" (czarna owca) właśnie ją z tego
              miejsca zabierze... Trzeba jednak sięgnąć do fusów jak ekarenina radzi wink

              > Ja pisze o zdrowych rodzinach i zdrowych relacjach.

              Coraz mniej takich przypadków sad Przez rozpady rodzin stosunki między
              rodzicami i ich dziećmi są coraz gorsze. Czasy są coraz gorsze. Mężowie
              odchodzą do kochanek, zostawiają dzieci. Kobiety też robią to samo... Ciężko
              jest komukolwiek ufać. Trzeba liczyć tylko na siebie.
              • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:30
                kotka.na.dachu napisała:


                > Nie jestem pewna, czy taka postawa rodziców nie jest słuszna. Dlaczego? Osoba
                > w wieku 18 lat powinna brać odpowiedzialność za siebie. Powinna dostać po
                > tyłku od życia, aby później nie jęczało, że w życiu się nie układa.
                > Osoba, która dostaje od rodziców wszystko (albo wiele), ma postawę
                > roszczeniową, gdyż tak została przyzwyczajona.

                Czy ja wiem. Ja wychodzę z założenia, ze jesli w zyciu zachowuje sie umiar,
                to nie ma takiego ryzyka.

                Nie uwazam, zeby czyms zlym było umozliwienie dziecku skonczenia studiow
                (ale pomoc powinna polegac na daniu kasy tylko na podstawowe sprawy - akademik,
                jedzenie, ksiazki; atrakcje we wlasnym zakresie).
                Kupowanie mieszkania, samochodu czy sponsorowanie wycieczek - to juz przegiecie
                i niesie za soba ryzyka psucia dziecka.

                A i po dupie bez potrzeby nikt nie powinien dostawac. Jak jest ktos rozsadny,
                to i bez takiej szkoly bedzie wiedzial, ze w zyciu latwo nie jest i pieniadze z
                nieba nie leca.

                > Co do starości - nie ma reguły. Jeden rozpieszczany maminsynek wypnie się na
                > mamusię i wsadzi ją do domu opieki. Inny "drań" (czarna owca) właśnie ją z
                > tego miejsca zabierze...

                Oczywiscie. Tak jak i nie kazde dziecko, ktore bedzie mialo w dziecinstwie
                wszystko, stanie sie roszczeniowcem smile

                > Coraz mniej takich przypadków sad Przez rozpady rodzin stosunki między
                > rodzicami i ich dziećmi są coraz gorsze. Czasy są coraz gorsze.

                Ja mam to szczescie, ze raczej wokol siebie mam wiekszosc zdrowych rodzin.
                Przede wszystkim sama w takiej sie wychowalam.
                • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:43
                  e_r_i_n napisała:

                  > Czy ja wiem. Ja wychodzę z założenia, ze jesli w zyciu zachowuje sie umiar,
                  > to nie ma takiego ryzyka.



                  > Nie uwazam, zeby czyms zlym było umozliwienie dziecku skonczenia studiow
                  > (ale pomoc powinna polegac na daniu kasy tylko na podstawowe sprawy -
                  akademik, jedzenie, ksiazki; atrakcje we wlasnym zakresie).

                  Jeśli rodziców stać na utrzymywanie studenta, to nie mam nic przeciwko. Uważam,
                  ze trzeba. Jeśli rodzice mają żyły sobie wypruwać, to w tym miejscu powinni
                  przemyśleć czy nie powinien ów student podjąć pracy.

                  > Kupowanie mieszkania, samochodu czy sponsorowanie wycieczek - to juz
                  przegiecie i niesie za soba ryzyka psucia dziecka.

                  Nie zawsze. Mieszkanie jest najmniejszym psuciem. Samochód - owszem.

                  > A i po dupie bez potrzeby nikt nie powinien dostawac. Jak jest ktos rozsadny,
                  > to i bez takiej szkoly bedzie wiedzial, ze w zyciu latwo nie jest i pieniadze
                  z nieba nie leca.

                  Toteż gdyby sam doświadczył trudu jakiego trzeba włożyć w zarobek, to nabrałby
                  szacunku do rodziców i wiedziałby, że z nieba mu nie spłynęła manna.

                  > Ja mam to szczescie, ze raczej wokol siebie mam wiekszosc zdrowych rodzin.

                  Szkoda, że nie zastanowiłaś się nad tym, że przy okazji budowania swojego
                  szczęścia - sama unieszczęśliwiłaś pewną kobietę i jej dziecko.
                  • mikawi Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:55
                    masz jakąś misję?
                    • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:58
                      mikawi napisała:

                      > masz jakąś misję?

                      Nie mam. Taki mam nastrój i tyle. Piszę co czuję. Czy to złe?
                  • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:25
                    kotka.na.dachu napisała:

                    > Jeśli rodzice mają żyły sobie wypruwać, to w tym miejscu powinni
                    > przemyśleć czy nie powinien ów student podjąć pracy.

                    Tu znowu zalezy.
                    W normalnej rodzinie dziecko samo dazy do odciazenia rodzicow, jesli sa oni
                    w kiepskiej sytuacji finansowej. Gdy mamy do czynienia z roszczeniowcem,
                    to i zdanie rodzica o koniecznosci podjecia pracy moze byc malo wazne.
                    Zawsze takie dziecko moze wystapic do sadu o alimenty (KRiO przeciez taka
                    mozliwosc daje) i po ptakach.
                    (BTW rozumiem, ze poprzesz rodzica, ktory walczy o zniesienie obowiazku
                    alimentacyjnego na dorosle, dwudziestokilkuletnie dzieci - wiecznych studentow,
                    zmieniajacych co chwila kierunek lub zaczynajace jedne studia po drugich?)

                    Kolejna sprawa - decydujac sie na dziecko, obowiazkiem rodzica staje sie
                    umozliwienie mu usamodzielnienia sie. Najlepszy sposob to pomoc w skonczeniu
                    studiow (studiowanie, nie uzywanie zycia i studia jako małego dodatku do tego),
                    nawet kosztem jakichs tam wyrzeczen (nie mowie tu o jedzeniu przez rodzica
                    suchego chleba).

                    > Nie zawsze. Mieszkanie jest najmniejszym psuciem. Samochód - owszem.

                    Ja uzywam, ze zamiast dopuszczac do 'dostania po dupie' przez dziecko, nalezy
                    mu 'umozliwic' dojscie do wszystkiego samodzielnie (mowie tu o dobrach
                    materialnych). Lepsza to nauka zycia.

                    > Toteż gdyby sam doświadczył trudu jakiego trzeba włożyć w zarobek, to
                    > nabrałby szacunku do rodziców i wiedziałby, że z nieba mu nie spłynęła manna.

                    Oczywiscie. Ale zarabianie na siebie nie jest rownoznaczne z dostawaniem po
                    dupie.

                    • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:36
                      Rozumiem, że określenie "dostania po dupie" jest niestosowne. Ok. Zastąpię
                      je "dostać po nosie" smile)

                      Dzieci, któe szanują swoich rodziców jest coraz mniej sad Toteż taka "nauka
                      życia" wpłynęłaby jedynie na nich w pozytywnym sensie. Np. przepracować okres
                      wakacyjny przez 18-latka w celu zdobycia pieniędzy na uciechy dnia codziennego.
                      Nie chciałabym, aby któreś z moich dzieci pracowały w kamieniołomie smile Mam na
                      myśli łagodniejsze prace - ulotki, praca nad morzem itp.

                      Co do decyzji o posiadaniu dziecka, to niestety, ale nie każde poczęcie było
                      świadome. Czasem rodzicami stają się nastolatkowie i co wtedy? Ciężka sprawa!
                      • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:42
                        kotka.na.dachu napisała:

                        > Rozumiem, że określenie "dostania po dupie" jest niestosowne. Ok. Zastąpię
                        > je "dostać po nosie" smile)

                        Nie, nie chodzi o okreslenie.
                        Moze po prostu wyjasnij mi, co masz na mysli piszac dostanie po dupie.
                        Jesli tylko zarobienie na siebie, to moim zdaniem to zadne 'dostanie po
                        czymkolwiek' nie jest.

                        > Dzieci, któe szanują swoich rodziców jest coraz mniej sad Toteż taka "nauka
                        > życia" wpłynęłaby jedynie na nich w pozytywnym sensie. Np. przepracować okres
                        > wakacyjny przez 18-latka w celu zdobycia pieniędzy na uciechy dnia
                        > codziennego.

                        Oczywiscie - zgadzam sie. Ja w wakacje po drugiej i trzeciej klasie liceum
                        zasuwalam w pensjonacie w roznych charakterze, a potem kazda zlotowke ogladalam
                        trzy razy przed wydaniem. I to jest to Twoje 'dostanie po dupie'? Bo nadal nie
                        łapie smile

                        > Co do decyzji o posiadaniu dziecka, to niestety, ale nie każde poczęcie było
                        > świadome. Czasem rodzicami stają się nastolatkowie i co wtedy? Ciężka sprawa!

                        Ale od narodzin dziecka do jego pojscia na studia dluga droga i rodzice
                        z nastolatkow staja sie doroslymi ludzmi, mogacymi zapewnic dziecku to, co
                        potrzebne. Wiec nie widze klopotu.
                        • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:59

                          Jak "dostać po dupie"? smile
                          Niestety, nauka na błędach innych ludzi jest nieskuteczna. Toteż uczyć się na
                          swoich bęłdach.
                          (Dla wielu nastolatków praca jest czymś strasznym i dla nich jest to już
                          nauczka.)
                          Przykładów jest naprawdę wiele...
                          Myślę, że jesteś na tyle inteligentna, że wiesz o co mi chodziło.


                          Jak zauważyłaś - od narodzin dziecka do jego pójścia na studia mija sporo czasu
                          i różnie bywa. Czasem rozbita rodzina uniemożliwia dalszą edukację, czasem
                          śmierć któregoś z rodziców... czasem po prostu brak pracy (co jest dość częstym
                          zjawiskiem w dzisiejszych czasach).
                          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:04
                            kotka.na.dachu napisała:

                            > Niestety, nauka na błędach innych ludzi jest nieskuteczna. Toteż uczyć się na
                            > swoich bęłdach.

                            Słyszałam takie zdanie: "Geniusz uczy się na swoich błędach, mądry na cudzych,
                            głupek nie uczy sie w ogóle". Więc i nauka na cudzych błedach moze byc
                            skuteczna smile

                            > Myślę, że jesteś na tyle inteligentna, że wiesz o co mi chodziło.

                            Teraz juz wiem, o co chodzilo. Dla mnie po prostu sformułowanie 'dostac po
                            dupie' znaczy zupełnie co innego, niz dla Ciebie. Stad niedogadanie.

                            > Jak zauważyłaś - od narodzin dziecka do jego pójścia na studia mija sporo
                            > czasu i różnie bywa. Czasem rozbita rodzina uniemożliwia dalszą edukację,
                            > czasem śmierć któregoś z rodziców... czasem po prostu brak pracy (co jest
                            > dość częstym zjawiskiem w dzisiejszych czasach).

                            Owszem. Ale niebardzo rozumiem, co to ma do rzeczy.
                            Zreszta sama powiedzialas - jak rodzicow nie stac na oplacenie studiow dziecka,
                            to powinno ono samo sie tym zajac.
                            >
                            • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:10
                              e_r_i_n napisała:


                              > Ale od narodzin dziecka do jego pojscia na studia dluga droga i rodzice
                              > z nastolatkow staja sie doroslymi ludzmi, mogacymi zapewnic dziecku to, co
                              > potrzebne. Wiec nie widze klopotu.

                              kotka.na.dachu napisała:

                              > > Jak zauważyłaś - od narodzin dziecka do jego pójścia na studia mija sporo
                              > > czasu i różnie bywa. Czasem rozbita rodzina uniemożliwia dalszą edukację,
                              > > czasem śmierć któregoś z rodziców... czasem po prostu brak pracy (co jest
                              > > dość częstym zjawiskiem w dzisiejszych czasach).

                              > Owszem. Ale niebardzo rozumiem, co to ma do rzeczy.
                              > Zreszta sama powiedzialas - jak rodzicow nie stac na oplacenie studiow
                              dziecka, to powinno ono samo sie tym zajac.
                              • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:14
                                Chyba Ci sie post bez tresci wysłał smile
                              • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:20
                                Jeszcze jedno. Zycie jest, jakie jest i nikt przy zdrowych zmyslach nie planuje
                                sobie go na 25 lat. Wiadomo, ze dzisiaj stac nas na wsyzstko, jutro moze byc
                                wrecz odrotnie. I tez plany dotyczace dziecka musza ulegac zmianie.
                                I dziecko nastolatki moze miec wiecej, niz zaplanowane z zegarkiem dziecko
                                dojrzalych, zamoznych rodzicow.

                                Tak wiec nie wiem, szczerze mowiac, czego sie czepiasz. Szczegolnie, ze to
                                czysto teoretyczna dyskusja.
                                • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 15:15
                                  e_r_i_n napisała:

                                  > Jeszcze jedno. Zycie jest, jakie jest i nikt przy zdrowych zmyslach nie
                                  planuje sobie go na 25 lat. Wiadomo, ze dzisiaj stac nas na wsyzstko, jutro
                                  moze byc wrecz odrotnie. I tez plany dotyczace dziecka musza ulegac zmianie.
                                  > I dziecko nastolatki moze miec wiecej, niz zaplanowane z zegarkiem dziecko
                                  > dojrzalych, zamoznych rodzicow.

                                  Do tego samego zmierzałam. Los jest przewrotny. wink

                                  > Tak wiec nie wiem, szczerze mowiac, czego sie czepiasz. Szczegolnie, ze to
                                  > czysto teoretyczna dyskusja.

                                  Nie czepiam się, tylko podeszłam do tematu jak do dyskusji - jak na innych
                                  forach mam możliwość pisania, jakie są punkty widzenia różnych ludzi. Nie
                                  zawsze to co piszę dotyczy mnie. Czasem opieram moje słowa na doświadczeniach
                                  (przeżyciach) osób mi znanych i niekoniecznie lubianych.
                                  • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 15:19
                                    Oczywiscie, ze los jest przewrotny. I w zwiazku z tym wszystko sie dostosowuje
                                    do aktualnej sytuacji.
                                    • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 16:35
                                      Zapomniałam dodać - poza alimentami smile
                                      • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 18:48
                                        e_r_i_n napisała:

                                        > Zapomniałam dodać - poza alimentami smile
                                        ***
                                        no jasnesmile taka mała pomyłkawink
                                        tak to jest z tymi alimentamiwink łatwo zapomnieć
                                        • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 19.07.05, 08:30
                                          edzieckokarenina napisała:

                                          > no jasnesmile taka mała pomyłkawink
                                          > tak to jest z tymi alimentamiwink łatwo zapomnieć
                                          >

                                          Hahaha komu łatwo temu łatwo...
                                          Mój ex wnosi o obniżenie alimentów, bo twierdzi, że 400 na najstarsze dziecko
                                          to zdzierstwo (6 lat, przewlekle chore). Szkoda gadać. Czekam kiedy stwierdzi,
                                          że 200 na młodsze to również za dużo hihihi. Ja już to "olewam"...
                                          • natasza39 Re: Pomoc rodzicow 19.07.05, 15:08
                                            kotka.na.dachu napisała:

                                            > edzieckokarenina napisała:
                                            >
                                            > > no jasnesmile taka mała pomyłkawink
                                            > > tak to jest z tymi alimentamiwink łatwo zapomnieć
                                            > >
                                            >
                                            > Hahaha komu łatwo temu łatwo...
                                            > Mój ex wnosi o obniżenie alimentów, bo twierdzi, że 400 na najstarsze dziecko
                                            > to zdzierstwo (6 lat, przewlekle chore). Szkoda gadać. Czekam kiedy
                                            stwierdzi,
                                            > że 200 na młodsze to również za dużo hihihi. Ja już to "olewam"...


                                            No widzisz... a ja znam taką, która dostaje na 2-kę zupełnie zdrowych dzieci
                                            2500 i uważa, że ojciec to sęp i chytrus.
                                            Potrafi jeszcze się bez przerwy zadłużać, ale jak widzisz są ojcowie i ojcowie
                                            • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 19.07.05, 15:14
                                              natasza39 napisała:

                                              > No widzisz... a ja znam taką, która dostaje na 2-kę zupełnie zdrowych dzieci
                                              > 2500 i uważa, że ojciec to sęp i chytrus.
                                              > Potrafi jeszcze się bez przerwy zadłużać, ale jak widzisz są ojcowie i ojcowie

                                              Może trafi mi sie kiedyś praca za takie pieniądze, to ja bym już nie chciała
                                              nawet alimentów od exa hehehee...
                                              Powiem szczerze, że pieniądze człowieka potrafią zdeprawować. Czasem lepiej być
                                              biednym i szczęśliwym niż bogatym i nieszczęśliwym.
    • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 11.07.05, 14:34
      I ze rodzina
      > ma moralny obowiazek w miare moznosci wspierac nie tylko dorosle dzieci, ale
      > takze i wnuki?



      Nie ma takiego obowiązku. Jesli babcia lub dziadek zechcą czasem zająć się
      wnukiem - to ich dobra wola. Jeśli czasem zechcą zaprosić dorosłe dzieci na
      obiad do siebie - też ich dobra wola. Nic nie muszą. Oni już swoje się
      napracowali i mają prawo do czasu tylko i wyłącznie dla siebie.
      • euna Re: Pomoc rodzicow 17.07.05, 23:19
        W pełni zgadzam się z m-m-m.

        Co więcej, uważam, że to samodzielne dzieci mają obowiązek pomagać rodzicom,
        nie na odwrót.

        W końcu rodzicom, po wychowaniu nas, należy się czas beztroski !
        • nangaparbat3 Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 01:18
          A czy to nie jest po prostu tak, ze bliscy pomagaja sobie nawzajem - temu, komu
          potrzeba, i wtedy, kiedy potrzeba, w rózny sposób, zwyczajnie, bez
          odwdzieczania sie i zastanawiania, jak ja sie odwdzieczę? I bez oczekiwania, ze
          sie odwdzieczą, skoro pomogłem/pomogłam? Ale z poczuciem pewnosci, spokojnej i
          jasnej, ze kiedy bedę potrzebować pomocy, opieki - dostane ją?
          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 07:55
            Myślę, ze w kazdej normalnej, zdrowej rodzinie tak jest. Ja mam to szczescie,
            ze taka mam.
            • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 08:43
              Erin, Ty masz bardzo młodych rodziców, mój tato np. dziś miałby 75 lat, a mama
              też byłaby już emerytką, toteż tacy rodzice mieliby wyłącznie dobrą wolę wobec
              mnie, natomiast ja absolutny obowiązek wobec nich. I to dla mnie byłoby
              zupełnie normalne.
              Gdyby zaś byli młodsi też nic by nie musieli (natomiast ja miałabym tylko
              świadomość, że tak bardzo mojej pomocy nie potrzebują), bo już mieliby prawo do
              czasu tylko dla siebie i na 100% bym ich nie angażowała do opieki nad wnukami,
              a już na pewno nie miałabym poczucia, że oni maja obowiązek dawać mi
              jakiekolwiek wsparcie. Mieliby prawo żyć po swojemu, bez obciążeń, że mnie się
              coś nie uda i oni muszą ruszać z odsieczą. Po to jest się dorosłym, by umieć
              liczyć, czli liczyć tylko na siebie, a rodzicom dać odpoczywać.
              • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 08:55
                M-m-m, ale ja nie mowie tu o jakims ogromnym zaangazowaniu, tylko o pomocy.
                Dla mnie pomoc to dzialania w sytuacji, w ktorej z jakichs powodow nie jestem
                sobie w stanie sama poradzic. Nie jest to angazowanie do opieki nad wnukiem,
                bo mi sie nie chce go do zlobka/przedszkola poslac, nie jest to podrzucanie
                dziecka na cale dnie, bo ja chce odpoczac. Dom moich rodzicow jest pewne
                miejsce, gdzie w razie czego moge isc jak w dym i wiem, ze mnie nikt nie
                wyrzuci.
                I tak jak wiem, ze moi rodzice mi pomoga (bo nie wiem, wyladuje pod mostem
                z jakichs powodow), tak tez wiem, ze jesli oni teraz czy za kilka lat nie beda
                sobie sami mogli dac rady (choroba, brak kasy, cokolwiek - odpukac oczywiscie),
                to ja ich samych nie zostawie.
                I tu w ogole nie ma rozpatrywania tego w kategoriach -
                dobra wola/powinnosc/obowiazek/brak obowiazku. To sie rozumie samo przez sie
                i w ogole nie trzeba myslec, dlaczego tak jest. Wlasnie dlatego mowie
                o normalnych rodzinach - tu nikt nie mowi, ze masz mi pomoc, bo to Twoj
                obowiazek. Tu sie prosi o pomoc (albo i prosic nie trzeba) - i sie ja otrzymuje.
                I nikt potem nie analizuje - pomoglam, bo musialam, ale jakbym nie musiala
                to moze bym nie pomogla.
              • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 09:15
                Jeszcze tylko dodam, dla doprecyzowania: rodzice dla dorosłego człowieka
                powinni być ostatnia instancją pomocy - tzn. najpierw nalezy wykorzystać
                wszystkie możliwości samodzielnego poradzenia sobie.
                • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 11:51
                  Jeszcze tylko dodam, dla doprecyzowania: rodzice dla dorosłego człowieka
                  powinni być ostatnia instancją pomocy - tzn. najpierw nalezy wykorzystać
                  wszystkie możliwości samodzielnego poradzenia sobie.

                  ***
                  a tego to już nie rozumiem-i w sumie nie muszęwink
                  btw.ja mam takie relacje z rodzicami że nie czuję czegoś takiego,że są oni
                  oststnią instancjąwink pomocy czy czegoś tam jeszczewink
                  mam z nimi widać bardziej ludzkie-koleżeńskie układysmile
                  • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 11:53
                    To Ci wytłumaczę. Dorosłe dziecko powinno sobie poradzic samo, powinno
                    wykorzystac wszystkie mozliwosci samodzielnego rozwiazania klopotu, a jesli sie
                    nie uda, to wtedy pukac do rodzicow. Nie - pojawia sie problem, pedze do mamy,
                    zeby cos zrobila. Kapisz? smile

                    A rodzice to dla mnie rodzice. I uklady mam jak dziecko z rodzicem (ludzkie
                    dziecko z ludzkim rodzicem), nie jak kolezenstwo. Normalniejsze to dla mnie smile
                    • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 11:59
                      e_r_i_n napisała:

                      > To Ci wytłumaczę. Dorosłe dziecko powinno sobie poradzic samo, powinno
                      > wykorzystac wszystkie mozliwosci samodzielnego rozwiazania klopotu, a jesli
                      sie
                      >
                      > nie uda, to wtedy pukac do rodzicow. Nie - pojawia sie problem, pedze do
                      mamy,
                      > zeby cos zrobila. Kapisz? smile
                      >
                      > A rodzice to dla mnie rodzice. I uklady mam jak dziecko z rodzicem (ludzkie
                      > dziecko z ludzkim rodzicem), nie jak kolezenstwo. Normalniejsze to dla mnie smile
                      ****
                      życzę Ci miłego wypoczynku u rodzicówwink
                      btw. dla mnie relacje koleżeńsko-przyjacielskie to idealny model relacji rodzic-
                      "dziecko".Tak samo wychowuję swojego syna.Ma we mnie oparcie i o wszystkim
                      może ze mną pogadać-a mówi coraz więcejsmile

                      ps.a o kłopotach masz na razie blade pojęcie-mówię o prawdziwych kłopotach
                      • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:02
                        edzieckokarenina napisała:

                        > życzę Ci miłego wypoczynku u rodzicówwink

                        A dziekuje. Rzeczywiscie miło jest smile

                        > Ma we mnie oparcie i o wszystkim może ze mną pogadać-a mówi coraz więcejsmile

                        Nie wiem, co dokladnie masz na mysli piszac o relacjach przyjacielsko -
                        kolezenskich. Jesli tylko mozliwosc pogadania o wszystkim i oparcia, to jest
                        to zbiezne z moja definicja normalnych rodzicielsko - dziecych relacji.
                        Tak wiec tylko nazwa sie to rozni.

                        > ps.a o kłopotach masz na razie blade pojęcie-mówię o prawdziwych kłopotach

                        Jak rozumiem wiesz to z kart? smile
                        I rzeczywiscie, poki co strasznych problemow w zyciu nie mialam.
                        I wcale z tego powodu sie nie martwie.
                        • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:05
                          ps.a o kłopotach masz na razie blade pojęcie-mówię o prawdziwych kłopotach

                          Jak rozumiem wiesz to z kart? smile
                          I rzeczywiscie, poki co strasznych problemow w zyciu nie mialam.
                          I wcale z tego powodu sie nie martwie
                          ****
                          preferuję wróżenie z fusów- patrzę na tą bryję i od razu widzę-hehehe, pewne że
                          tak powiem osoby i zdarzeniawink
                          btw.masz rację w jedym-nie martw sie z powodu braku kłopotów, to byłaby niczym
                          nie uzasadniona hmmmmm..oki- idę wylać te fusy do zlewu
                          • e_r_i_n Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:09
                            Ja niestety zdolnosci paranormalnych nie posiadam, wiec albo wyjasnij wprost,
                            o co Ci chodzi, albo daruj sobie wpisy, ktore tylko Ty rozumiesz smile
                          • mikawi Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:15
                            ja mam z rodzicami układ dziecko-rodzic, nie byli nigdy szczególnie wylewni
                            (zwłaszcza ojciec) ale - wiem że mnie kochają, wiem że się interesują moim
                            życiem, wiem że mogę na nich liczyć, wiem że w razie kłopotów mi pomogą w miarę
                            swoich możliwości. Póki co strasznych kłopotów też nie miałam (i dzięki Bogu) i
                            uznaję to raczej jako pozytyw (w przeciwieństwie do kareniny jak widać). Ale w
                            razie czego wiem że będę miała oparcie w moich rodzicach. Co do pomocy - też
                            rozpatruję to bardziej w kategoriach czegoś normalnego i oczywistego a nie
                            obowiązku ale dotyczy to sytuacji gdy zdarzy się coś z czym sama sobie nie będę
                            w stanie poradzić i ta pomoc będzie potrzebna. Póki co - radzę sobie sama i na
                            razie to raczej ja pomagam im (finansowo) niż oni mnie.
                    • jayin Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:16
                      e_r_i_n napisała:

                      > To Ci wytłumaczę. Dorosłe dziecko powinno sobie poradzic samo, powinno
                      > wykorzystac wszystkie mozliwosci samodzielnego rozwiazania klopotu, a jesli sie nie uda, to wtedy pukac do rodzicow. Nie - pojawia sie problem, pedze do mamy, zeby cos zrobila. Kapisz? smile

                      Nooo.. ferszteje, ferszteje.
                      Mam dokładnie tak u siebie.
                      Sama sobie radzę. Jak nie radzę - to szukam w pierwszej kolejności wyjścia naokoło siebie. Jakieś ukryte własne możliwości (smile - albo znajomi, albo cokolwiek. Żeby nie obarczać problemem najbliższych mi osób - czyli np. rodziców.
                      Jak już całkiem dam d... i polegnę - dopiero PYTAM rodziców, czy są w stanie mi pomóc (zwykle jest i tak TAK, że sami się domyślają i proponują pomoc - którą przyjmuję, owszem, jeśli wszystkie inne środki zawiodły). Mam taki skopany "niefamilijny"smile charakterek, że zazwyczaj wolę unikać "dokładania" im troski o mnie. Lepiej jak się martwią mniej i nie muszą mi "pomagać". Spokojniej im się żyje, a i mają satysfakcję, że dziecko sobie potrafi samo poradzić i czują we mnie większe oparcie dla siebie samych wtedy.

                      > A rodzice to dla mnie rodzice. I uklady mam jak dziecko z rodzicem (ludzkie
                      > dziecko z ludzkim rodzicem), nie jak kolezenstwo. Normalniejsze to dla mnie smile

                      Właśnie.
                      Koleżeńskie układy to ja mam z kumplami i koleżankami.
                      smile

                      J.
              • nangaparbat3 Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:44
                m-m-m napisała:

                > Erin, Ty masz bardzo młodych rodziców, mój tato np. dziś miałby 75 lat, a
                mama
                > też byłaby już emerytką, toteż tacy rodzice mieliby wyłącznie dobrą wolę
                wobec
                > mnie, natomiast ja absolutny obowiązek wobec nich. I to dla mnie byłoby
                > zupełnie normalne.

                Ja mam starych rodzicow i pomagaja mi i często zgadzam sie na tę pomoc (choc
                mnie uzależnia), bo wtedy mają poczucie, ze są potrzebni. To jest dla starych
                ludzi bardzo ważne.

                > Gdyby zaś byli młodsi też nic by nie musieli (natomiast ja miałabym tylko
                > świadomość, że tak bardzo mojej pomocy nie potrzebują), bo już mieliby prawo
                do czasu tylko dla siebie i na 100% bym ich nie angażowała do opieki nad
                wnukami, a już na pewno nie miałabym poczucia, że oni maja obowiązek dawać mi
                > jakiekolwiek wsparcie. Mieliby prawo żyć po swojemu, bez obciążeń, że mnie
                się coś nie uda i oni muszą ruszać z odsieczą. Po to jest się dorosłym, by
                umieć liczyć, czli liczyć tylko na siebie, a rodzicom dać odpoczywać.
                Jak piszesz, ze "po to się jest dorosłym, by umieć liczyc tylko na siebie", mam
                wizję osoby rozpaczliwie samotnej. Bo co innego radzić sobie, liczyć na siebie,
                a co innego liczyć TYLKO na siebie. Ktoś, kto liczy TYLKO na siebie, nie
                spodziewa sie po nikim niczego dobrego. Liczyc tylko na siebie to tak jak
                polegać tylko na sobie - więc nie ufać nikomu.
                • nangaparbat3 powyżej do m-m-m 18.07.05, 12:45
                  • edzieckokarenina Re: powyżej do m-m-m 18.07.05, 13:01
                    Bo co innego radzić sobie, liczyć na siebie,
                    a co innego liczyć TYLKO na siebie. Ktoś, kto liczy TYLKO na siebie, nie
                    spodziewa sie po nikim niczego dobrego. Liczyc tylko na siebie to tak jak
                    polegać tylko na sobie - więc nie ufać nikomu.

                    **
                    no właśnie-zgadzam się.Trochę nie rozumiem tej dyskusjiwink przez to,że są tu
                    jakieś wyliczanki- ja ne mam prawa(nie powinnam) liczyć na pomoc rodziców, a
                    rodzice mają prawo wymagać mojej pomocy na starość.
                    Ja jako i dziecko i rodzic uważam że należy mieć normalne relacje z rodzicami.
                    Nie stosuję żadnych wyliczeń, ot po prostu sobie żyję i wiem,że rodzina jest od
                    wzajemnego wspierania się.W przyszłości nie będę się wstrzymywać przed pomocą
                    mojemu synowi-jak będzie mnei stać to z chęcią kupię mu mieszkanie.Dzieci się
                    na świat nie proszą, to rodzice powołują je do życia.Ja chcę aby mojemu dziecku
                    było jak najlepiej i nie uważałabym tego za rozpieszczanie.
                    btw.uważam też że jest coś takiego jak "solidarność genów"wink tzn. powinno mi
                    zależeć na osobach mi najbliższych
                    • m-m-m Re: powyżej do m-m-m 18.07.05, 13:07
                      btw.uważam też że jest coś takiego jak "solidarność genów"wink tzn. powinno mi
                      zależeć na osobach mi najbliższych
                      • kotka.na.dachu Re: powyżej do m-m-m 18.07.05, 13:26
                        m-m-m napisała:

                        > To, że zalezy Ci na szczęściu twojego syna jest oczywiste.Ja zaś mówię o
                        > sytuacji, gdy zależy Ci, ale nie MUSISZ brać udziału w budowaniu tego
                        > szczęścia jeśli sama jesteś już stara, lub w średnim wieku, a masz np. inne
                        > plany niż dbanie o dorosłego syna. Co nie oznacza, że go nie kochasz, albo
                        > nie chcesz jego szczęścia.

                        Rodzice nie powinni się wtrącać w budowanie szczęścia dziecka, czyli w wybór
                        jego partnera życiowego. Dlaczego? Później mogliby w razie niepowodzenia być
                        posądzani o zły wybór smile Oczywiście mogą powiedzeć, co sądzą o osobie wybranej
                        przez ich dziecko, ale na tym powinni poprzestać.
                        • m-m-m Re: powyżej do m-m-m 18.07.05, 13:32
                          Poprzez budowanie szczęścia rozumiałam pomoc w zakupie mieszkania dla dziecka,
                          jak to zamierza uczynić karenina dla swojego syna, a nie wtrącanie się wybór
                          partnera życiowego. Czyli pomoc materialna.

                          • kotka.na.dachu Re: powyżej do m-m-m 18.07.05, 13:41
                            Marzenia... plany... ciekawe ile z nich zrealizujemy?

                            Z tego, co przeczytałam Karenina na razie chciałaby, aby ją było na to stać smile
                            Życzę jej tego.
                • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 12:55
                  Jak piszesz, ze "po to się jest dorosłym, by umieć liczyc tylko na siebie",
                  mam
                  >
                  > wizję osoby rozpaczliwie samotnej.



                  Byłam sama 5 lat (po śmierci mamy, a przed związkiem z M.) i wiem jak to jest.
                  Dzięki temu, że taka dewizę przekazała mi mama, nie miałam roszczeń wobec
                  otoczenia, wręcz przeciwnie - to ja zapewniłam pełną opieke mojej 90-letniej
                  babci i to ja byłam dla niej podporą i opiekunem - co uważam, za zupełnie
                  oczywiste i normalne.
                  Teraz nie jestem samotna od lat 7-u i uważam, że tamta życiowa lekcja była
                  bardzo potrzebna. Nie oczekuję, że musze kogoś na siłę mieć. Gdyby M. zabrakło,
                  umiałabym sobie sama poradzić bez żadnej przeraźliwej samotności.
                  Zaakceptowałabym to co jest, bo już to kiedyś "przerobiłam" na własnej skórze.
                  • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:07
                    m-m-m napisała:

                    > Jak piszesz, ze "po to się jest dorosłym, by umieć liczyc tylko na
                    siebie",
                    > mam
                    > >
                    > > wizję osoby rozpaczliwie samotnej.
                    >
                    >
                    >
                    > Byłam sama 5 lat (po śmierci mamy, a przed związkiem z M.) i wiem jak to
                    jest.
                    > Dzięki temu, że taka dewizę przekazała mi mama, nie miałam roszczeń wobec
                    > otoczenia, wręcz przeciwnie - to ja zapewniłam pełną opieke mojej 90-letniej
                    > babci i to ja byłam dla niej podporą i opiekunem - co uważam, za zupełnie
                    > oczywiste i normalne.
                    > Teraz nie jestem samotna od lat 7-u i uważam, że tamta życiowa lekcja była
                    > bardzo potrzebna. Nie oczekuję, że musze kogoś na siłę mieć. Gdyby M.
                    zabrakło,
                    >
                    > umiałabym sobie sama poradzić bez żadnej przeraźliwej samotności.
                    > Zaakceptowałabym to co jest, bo już to kiedyś "przerobiłam" na własnej skórze.
                    *****
                    piszesz bardziej o stronie materialnej-tak mniemam- że poradziłaś sobie sama,
                    nie miałaś postawy roszczeniowej itp.Nie widzę tu emocji tylko deklarację
                    człowieka chłodnego, który radzi sobie w zmiennych sytuacjach życia.Gdyby
                    zabrakło M pewnie byś sobie poradziła-z rachunkami, mieszkaniem itp..ale nie
                    mów że uczuciowo również
                    • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:13
                      Nie, nie pisze o stronie materialnej.

                      piszesz bardziej o stronie materialnej-tak mniemam- że poradziłaś sobie sama,
                      > nie miałaś postawy roszczeniowej itp.Nie widzę tu emocji tylko deklarację
                      > człowieka chłodnego, który radzi sobie w zmiennych sytuacjach życia


                      Mylisz się...wszystko można przetrzymać i wyjśc na prostą. Wiem co mówię, bo
                      pochowałam dawno oboje rodziców i babunię, a jako małe dziecko przezyłam ich
                      rozwód. Doświadczeń mam aż nadto i wiem , że czas kiedy jest się samemu można
                      wykorzystać na zupełnie inne cele: na budowanie swego wnętrza, na przemyślenie
                      wszystkiego, na rozwój intelektualny. Uczucie przychodzi później i zazwyczaj
                      wtedy, gdy jest się już do tego gotowym, po urzątnieciu własnych spraw z
                      przeszłości. I wtedy związek jest udany, bo nie szuka się w nim
                      nowego "rodzica" w osobie partnera.
                      • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:35
                        m-m-m napisała:

                        > Nie, nie pisze o stronie materialnej.
                        >
                        > piszesz bardziej o stronie materialnej-tak mniemam- że poradziłaś sobie
                        sama,
                        > > nie miałaś postawy roszczeniowej itp.Nie widzę tu emocji tylko deklarację
                        >
                        > > człowieka chłodnego, który radzi sobie w zmiennych sytuacjach życia
                        >
                        >
                        > Mylisz się...wszystko można przetrzymać i wyjśc na prostą. Wiem co mówię, bo
                        > pochowałam dawno oboje rodziców i babunię, a jako małe dziecko przezyłam ich
                        > rozwód. Doświadczeń mam aż nadto i wiem , że czas kiedy jest się samemu można
                        > wykorzystać na zupełnie inne cele: na budowanie swego wnętrza, na
                        przemyślenie
                        > wszystkiego, na rozwój intelektualny. Uczucie przychodzi później i zazwyczaj
                        > wtedy, gdy jest się już do tego gotowym, po urzątnieciu własnych spraw z
                        > przeszłości. I wtedy związek jest udany, bo nie szuka się w nim
                        > nowego "rodzica" w osobie partnera.

                        ***
                        no wiesz..tez mam sporo przykrych doświadczeń, choroba i śmierć babci, mój
                        nieudany związek z ex.Żeby uporać się z takimi doświadczeniami potrzebny jest
                        czas-i jet tak jak mówisz, taki "żałobny" czas jest przeznaczany na wyciszenie
                        się, rozwój , pracę nad sobą...ale to nie zmienia faktu że jesteśmy tylko
                        ludźmi.Ja nie uważam że stałam się przez takie doświadczenia bardziej
                        wytrzymała na przykre doświadczenia-jestem może bardziej ostrożna.
                        Tutaj w tym wątku-po tym co teraz napisalaś zgadzam się z Tobą(to co piszesz
                        min.o tym że "nie muszę" pomagać synowi)ale jakoś nie przemawia do mnei forma
                        wypowiedzi.Jest zbyt chłodno , wszystko jest wykalkulowane itp, ja nie
                        umiałabym powiedziec jak Ty,że po kolejnym rozstaniu bym sobie poradziła, ale
                        to chyba zwyczajne różnice charakterów i temperamentów
                        pozdrawiam
                        • elf28 Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:44
                          Poradziłabyś sobie. Co nas nie zabije to nas wzmocni - chociaż nie lubię tego
                          powiedzenia, to jednak jest ono prawdziwe. To właśnie trudne doświadczenia
                          kształtują w nas człowieka. Im więcej przeżyjesz, tym mniej patrzysz na życie w
                          czarno-białych kolorach. Potrafisz dostrzegać szarości.
                          A żyć trzeba wg siebie, swojej wewnętrznej prawdy. Każda ma swoją, więc każda z
                          nas żyje trochę inaczej.
                          Ech, to generalnie szeroka dyskusja: te nasze ograniczenia, kompleksy,
                          wychowanie, niezaleczone rany, lęki. To wszystko wpływa na to jak żyjemy i
                          postrzegamy świat.
                        • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:46
                          To, że odbiersz moje opinie jako chłodne - nie moja wina, sposobu wyrażania
                          moich myśli nie zmienię. Ja nie oceniam Ciebie, jako człowieka-bluszczu, a
                          takie zdanie mieć mogę czytając Twoje posty.


                          Ja nie uważam że stałam się przez takie doświadczenia bardziej
                          > wytrzymała na przykre doświadczenia-jestem może bardziej ostrożna


                          A ja stałam się bardziej wytrzymała, wręcz umocniły one moją tożsamość i
                          samoświadomość.


                          ja nie
                          > umiałabym powiedziec jak Ty,że po kolejnym rozstaniu bym sobie poradziła, ale
                          > to chyba zwyczajne różnice charakterów i temperamentów

                          Ja umiem, wiem jaki pzreszłabym "fazy", jestem przygotowana.
                          • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:56
                            m-m-m napisała:

                            > To, że odbiersz moje opinie jako chłodne - nie moja wina, sposobu wyrażania
                            > moich myśli nie zmienię. Ja nie oceniam Ciebie, jako człowieka-bluszczu, a
                            > takie zdanie mieć mogę czytając Twoje posty.
                            ****
                            smile)ja (chyba?) nie napisałam że Ty jesteś chłodna, tylko że z Twoich
                            wypowiedzi wieje chłodem, są takie przekalkulowane-nie tyle przemyślane, co
                            jakby..no właśniewinka człowiekiem bluszczem faktycznie jestem- wlazłam na to
                            forum i choć 80% osób tu piszących irytuje mnie oplatam się wokół postów i
                            kwitnę niczym bluszcz na wiosnęwink


                            > Ja nie uważam że stałam się przez takie doświadczenia bardziej
                            > > wytrzymała na przykre doświadczenia-jestem może bardziej ostrożna
                            >
                            >
                            > A ja stałam się bardziej wytrzymała, wręcz umocniły one moją tożsamość i
                            > samoświadomość.
                            ****
                            wytrzymała-znaczy się mneij czuła? tak mam to rozumieć?
                            ja nie-ja jak mówiłam jestem bardziej ostrożna, ale na pewno nie "twardsza"
                            > ja nie
                            > > umiałabym powiedziec jak Ty,że po kolejnym rozstaniu bym sobie poradziła,
                            > ale
                            > > to chyba zwyczajne różnice charakterów i temperamentów
                            >
                            > Ja umiem, wiem jaki pzreszłabym "fazy", jestem przygotowana.
                            ***
                            z jednej strony gratuluję! a z drugiej..boże chroń mnie przed takim podejściem
                            do życia
                            • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:06
                              wytrzymała-znaczy się mneij czuła? tak mam to rozumieć?
                              ja nie-ja jak mówiłam jestem bardziej ostrożna, ale na pewno nie "twardsza"


                              Wytrzymała na zmiany kolei losu: na nagłe zdarzenia, na stratę osób bliskich...
                              czułośc zostawiam zaś dla M.


                              z Twoich
                              > wypowiedzi wieje chłodem,


                              A z Twoich ową "bluszczowatością" wobec bliskich.


                              ..boże chroń mnie przed takim podejściem
                              >
                              > do życia



                              A szkoda, bo może nie bałabyś się zostać sama i umiałabyś sobie wyobrazić
                              kolejne rozstanie i nowe życie "po".
                              • edzieckokarenina Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:52
                                m-m-m napisała:

                                > wytrzymała-znaczy się mneij czuła? tak mam to rozumieć?
                                > ja nie-ja jak mówiłam jestem bardziej ostrożna, ale na pewno nie "twardsza"
                                >
                                >
                                > Wytrzymała na zmiany kolei losu: na nagłe zdarzenia, na stratę osób
                                bliskich...
                                > czułośc zostawiam zaś dla M.
                                >
                                >
                                > z Twoich
                                > > wypowiedzi wieje chłodem,
                                >
                                >
                                > A z Twoich ową "bluszczowatością" wobec bliskich.
                                >
                                >
                                > ..boże chroń mnie przed takim podejściem
                                > >
                                > > do życia
                                >
                                >
                                >
                                > A szkoda, bo może nie bałabyś się zostać sama i umiałabyś sobie wyobrazić
                                > kolejne rozstanie i nowe życie "po".
                                ***
                                oj oj ojwink
                                ja i bluszcz-jasnewink spoko
                                ja po prostu uczę się na błedach i drugi raz nie wkładam ręki do ognia.Ty
                                natomiast masz przygotowane maści i bandaże na oparzenia i to jest różnica.
                                Ja nie potrafię spokojnie rozważać ewentualnej śmierci bliskich osób, wolę się
                                teraz napić kawywink
                                • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 15:03
                                  Ja nie potrafię spokojnie rozważać ewentualnej śmierci bliskich osób, wolę się
                                  teraz napić kawywink



                                  Każdy odsuwa od siebie taką myśl, myśli, że to może trafić się innym, a nie
                                  jemu.





                                  ja po prostu uczę się na błedach i drugi raz nie wkładam ręki do ognia



                                  Ja też nie.



                                  Ty
                                  > natomiast masz przygotowane maści i bandaże na oparzenia.


                                  Bo już to przerobiłam i liczę się z tym, że tak może się zdarzyć po raz kolejny.
                      • elf28 Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:40
                        Zgadzam się w 100%. Podobnie z wchodzeniem z jednego związku w drugi.
                      • kotka.na.dachu Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:46
                        m-m-m napisała:

                        > Uczucie przychodzi później i zazwyczaj wtedy, gdy jest się już do tego
                        > gotowym, po urzątnieciu własnych spraw z przeszłości. I wtedy związek jest
                        > udany, bo nie szuka się w nim nowego "rodzica" w osobie partnera.

                        Ty jesteś silną osobą.
                        Jest tylko małe "ale". Nie każdy wytrzymuje samotność. Wiele osób popełnia
                        samobójstwo lub zamyka się przed ludźmi w skorupę uczuć. Nie każdy ma tyle
                        siły, aby stanąć na nogi. Niestety, nei każdy pozwala sobei pomóc.
                        • m-m-m Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 13:52
                          Niestety, nei każdy pozwala sobei pomóc.
                          >


                          I to jest problem.


                          Nie każdy ma tyle
                          > siły, aby stanąć na nogi.

                          Wiem.
                          • nangaparbat3 Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 14:20
                            Mnie sie zdaje, że w tym wątku pmieszały sie dwie różne sprawy.
                            Ja pisząc o samotnosci kogoś, kto liczy tylko na siebie, nie maiałam na mysli
                            samotnosci w sensie życia w pojedynkę. Myslałam raczej o samotnosci kogos, kto
                            nie zyje w przeświadczeniu, ze w razie potrzeby moze liczyć na pomoc
                            przyjaciół, krewnych (też dalszych), nawet sąsiadów czy wspołpracowników. I nie
                            chodzi o to, zeby z niej korzystac, ale o to, by byc przekonanym, ze w razie
                            czego... Czasem nawet nie chodzi o udzielenie pomocy, ale o wyrażenie checi
                            udzielenia jej - tak jest w najtrudniejszych, najbardziej bolesnych sytuacjach,
                            kiedy nikt nam pomóc po prostu nie może, ale swiadomość, że chce, ze nie jest
                            mu obojetne, co sie z nami dzieje, jaest bardzo ważna.
                            • virtual_moth Re: Pomoc rodzicow 18.07.05, 21:03
                              nangaparbat3 napisała:

                              > Mnie sie zdaje, że w tym wątku pmieszały sie dwie różne sprawy.
                              > Ja pisząc o samotnosci kogoś, kto liczy tylko na siebie, nie maiałam na mysli
                              > samotnosci w sensie życia w pojedynkę. Myslałam raczej o samotnosci kogos,
                              kto
                              > nie zyje w przeświadczeniu, ze w razie potrzeby moze liczyć na pomoc
                              > przyjaciół, krewnych (też dalszych), nawet sąsiadów czy wspołpracowników. I
                              nie
                              >
                              > chodzi o to, zeby z niej korzystac, ale o to, by byc przekonanym, ze w razie
                              > czego... Czasem nawet nie chodzi o udzielenie pomocy, ale o wyrażenie checi
                              > udzielenia jej - tak jest w najtrudniejszych, najbardziej bolesnych
                              sytuacjach,
                              >
                              > kiedy nikt nam pomóc po prostu nie może, ale swiadomość, że chce, ze nie jest
                              > mu obojetne, co sie z nami dzieje, jaest bardzo ważna.

                              Nangaparbat, nie wiem kim jesteś, czy samodzielną, czy macochą, ale dobrze
                              godosz i po raz kolejny się z Tobą zgodzę, mimo tego, że wcześniej tego nie
                              sygnalizowałam (chyba).

                              Pzdr
                              • nangaparbat3 Re: Pomoc rodzicow 19.07.05, 11:54
                                Dzieki za dobre słow. jestem samotna niesamodzielna, pomagaja mi rodzice.
                                Przede wszystkim opłacają szkołę córki, mnie na to nie stać mimo dodatkowych
                                zarobkow. Macoche ma mopje dziecko, stad trafiłam na to forum, zresztą je
                                lubię, jakoś lepiej sie tu czuje niż na samodzielnych, własciwie warto by sie
                                zastanowic, dlaczego smile
    • monik1981 Re: Pomoc rodzicow 21.07.05, 17:17
      hmmm
      co do pomocy rodziny wnukom to u mnie jest tak, ze cala rodzina opiekuje sie
      wnukami. Moj starszy brat aktualnie remontuje sie od 3 miesiecy. Mieszka z moja
      bratowa i dziecmi u tesciowej. Oni sa caly czas poza domem, natomiast tesciowa
      zajmuje sie malymi. Na kazy weekend dzieci sa u mnie i u rodzicow. Poza tym
      jeszcze w ciagu roku ja zabieram dzieciaki na weekendy jak jade do M(bo
      rozumiem ze brat z zona chca czasem byc sami lub gdzies wyjsc)i moi rodzice
      rowniez. Tak wiec widac ze cala rodzina ma wnukismileja czasem na dluzej jak jada
      na wakacje na tydzien to ja tez zostaje z dziecmismile Ale jest ok, mam nadzieje
      ze odwdziecza sie tym samym jak ja bede miala dziecismile
      Ale wiem ze nie w kazdej rodzinie tak jest, poza tym uwazam ze zajmowanie sie
      wnukami to nie obowiazek!!!!!!!!!!!! zalezy to od checi i mozliwosci dziadkow i
      rodziny.
      I mysle ze nie bede zla jesli moi rodzice lub rodzice M odmowia czasem aby
      zajac sie wnukami. Kazdy ma swoje zycie i plany. Ja tez czasami odmawiam mojemu
      bratu.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka