19.07.05, 15:29
cześć, znalazłam Wasze forum niedawno. poczytałam sobie trochę i postanowiłam
tu zostać. może czegoś się od Was nauczę. Bo cały czas nie do końca radzę
sobie z sytuacją bycia macochą. Jestem next już od 8 lat. MOjego partnera, bo
nie zawarliśmy związku małżeńskiego, poznałam już w trakcie Jego rozwodu.
Przy czym o rozwód wystąpiła Jego żona, bo znalazła kogoś innego, z resztą to
nie była jej pierwsza zdrada. Zyje z tym kimś z resztą do dziś i własnie
spodziewają sie dziecka. Na początku chciała kulturalnego rozwodu, ale odkąd
dowiedziała się, że jej on też kogoś ma, jakby coś w nią strzeliło i z
kultury nici. Mały miał wtedy 3,5 roku, i zaczął być buntowany przeciwko nam,
mnie... ja też zostałam przez małego uderzona kijem w głowę to jak miał 4
latka i byliśmy na wspólnych wakacjach, i potem jak był trochę starszy
usłyszałam, że mogliby mnie kosmici zabrać i żeby mnie nie było. Wynika z
tego, że w jego oczach ja jestem winna temu, że tatuś nie jest już z mamą. Od
paru lat exia i jej nowy facet mieszkają w Katowicach. My w Trójmieście.
Dzieli nas więc prawie cała Polska. Mały jest u nas miesiąc latem i tydzień
zimą. W sumie nie mamy wpływu na jego wychowanie. Nasze stosunki są ogólnie
poprawne. Nam teraz urodziła się córeczka, którą mały raczej zaakceptował.
Bardziej chyba jest zazdrosny o dziadków niż o tatę. Ale problem cały czas
tkwi we mnie. Ja go nie lubie. Jeżę się cała jak tylko jest blisko mnie.
Wkurza mnie każde jego zachowanie. Oczywiście staram się, żeby tego nie
widział i nie czuł, ale pewnie i tak coś czuje. Jest miedzy nami dystans i ja
go nie umiem przeskoczyć. Nie umiem sobie wytłumaczyć że to biedne dziecko (a
jest biedne!, zwichrowane tym rozwodem) i być dla niego dobra. Mam przez to
wyrzuty sumienia, i staram się, obiecuje sobie, że następnym razem będę inna,
lepsza... ale nie jestem, nie mogę. Zazdroszczę Wam tych dobrych układów z
psierbami. Może podpowiecie mi jak to zrobić? Może z Waszą pomocą coś się we
mnie zmieni...
Obserwuj wątek
    • m-m-m Re: witam 19.07.05, 15:38
      Nie umiem sobie wytłumaczyć że to biedne dziecko (a
      jest biedne!, zwichrowane tym rozwodem) i być dla niego dobra. Mam przez to
      wyrzuty sumienia, i staram się, obiecuje sobie, że następnym razem będę inna,
      lepsza... ale nie jestem, nie mogę. Zazdroszczę Wam tych dobrych układów z
      psierbami. Może podpowiecie mi jak to zrobić? Może z Waszą pomocą coś się we
      mnie zmieni...



      Czy próbowałaś rozmowy z psychologiem?
      Masz jakieś blokady względem niego i nie sądzę, by był to problem tego kija ,
      którym kiedyś oberwałaś. Jak wtedy zareagował ojciec dziecka? Zbagatelizował?
      To nie chodzi o to byś go kochała: gdy poznasz psychologię takiego dziecka może
      zrozumiesz swoją niechęć i przejdziesz na grunt neutrealny.

      • elf28 Re: witam 19.07.05, 16:43
        Nie do końca się zgadzam. Poznanie psychologii dziecka nic nie da oprócz
        wiedzy, jak dzieciaki się zachowują w sytuacjach zagrożenia (syt.
        lękotwórczych).

        Olu, doskonale rozumiem co czujesz. Mimo tego, że moje relacje z dziećmi M są
        bardzo dobre, a chłopaki zwyczajnie mnie lubią, to jednak jest coś takiego co
        powoduje, że ja nie bardzo mam ochotę na spotkania z nimi. I nie dlatego, że
        ich nie lubię, czy że są niemili, albo cóś.

        Wydaje mi się, że takie uczucie(które pewnie sama przyznasz jest trudne do
        zdefiniowania) może być spowodowane kilkoma czynnikami:
        - nie do końca uswiadomioną nieakceptacją przeszłości M,
        - chęcią ochrony własnego terytorium w postaci rodziny,
        - swojego rodzaju "konkurencją" z dzieckiem M,
        - zazdrością - trudno mi tutaj zdefiniować w czym rzecz, ale z pewnością coś z
        tym jest.
        Dodam, że z własnych obserwacji tego co dzieje się na forum widzę, że jednym
        kobietom przychodzi łatwiej akceptacja innym trudniej. Mnie akurat trudniej.
        Przyczyna oczywiście tkwi we mnie samej. Wiem to z pracy nad sobą. Tobie jeśli
        mogłabym coś poradzić, to konsultacje ale z terapeutą, który pomógłby Ci
        poradzić sobie z trudnymi uczuciami do dziecka M.

        Pozdrawiam ciepło,
        elf
        • ola-p Re: witam 20.07.05, 12:54
          Dużo z tego co napisała - elf28 jest chyba prawdą w naszym przypadku. Nie
          chodzi o tego kija, bo stosunki miedzy nami są ok. Nawet kiedyś słyszałam
          rozmowę małego z kolegą, w której mówił temu koledze, że jestem fajna i on mnie
          lubi. On w ogóle jest raczej grzeczny i już nie sparwia specjalnych trudności.
          Kiedy zwrócę mu uwagę, żeby coś zrobił lub czegoś nie robił to on to zrobi lub
          przestaje robić. Od kiedy jest moja córeczka na świecie to fajnie się z nią
          bawi i opiekuje się nią. Problem tkwi raczej we mnie, i własnie tak jak pisze
          elf28 jest on trudny do zdefiniowania. Może to kwestia własnie tej konkurencji
          i troszkę zazdrości. Ja chyba raczej nie mam problemów z akceptacją tego, że
          byłą inna kobieta w jego życiu, mój mąż nigdy nie daje mi powodów do zazdrości
          a sam wrecz powtarza, że tamten okres już dla niego nie istnieje i ja też tak
          czuje. A młody jak jest u nas to tylko tata się dla niego liczy. Wydaje mi się,
          że traktuje mnie jak powietrze. Ze wszystkim zwraca się do taty. Wiecznie jest
          przy nim. Jak tylko zbliżam się do mojego meza to on jest przy nim z drugiej
          strony. I ja to rozumiem. Jest stęskniony za tatą, zazdrosny o mnie... ale przy
          tym wszystkim jakoś nie czuje w nim miłości do ojca. Sama nie wiem jak to
          nawzwać. takie mam odczucie. Nie ma żadnej więzi między nimi. Moze to też wina
          mojego męza, nie wiem...Cholera, strasznie trudno mi o tym mowić, ale ta
          niechęć mnie meczy i wolałabym, żeby wszystko było fajnie i dobrze, a chyba
          nigdy nie będzie. I nie, nie przejmuje się tym zbytnio, żyje dalej i staram się
          przeżyć jakoś te dni kiedy jest u nas i tyle. nie jest to jakimś moim problemem
          wielkim. Ale skoro trafiłam do Was, to może ktoś napisze coś - nawet
          nieświadomie - co mi jakoś pomoże się zmienić.
          • m-m-m Re: witam 20.07.05, 13:23
            A młody jak jest u nas to tylko tata się dla niego liczy. Wydaje mi się,
            że traktuje mnie jak powietrze. Ze wszystkim zwraca się do taty. Wiecznie jest
            przy nim. Jak tylko zbliżam się do mojego meza to on jest przy nim z drugiej
            strony. I ja to rozumiem. Jest stęskniony za tatą, zazdrosny o mnie... ale przy
            tym wszystkim jakoś nie czuje w nim miłości do ojca. Sama nie wiem jak to
            nawzwać. takie mam odczucie. Nie ma żadnej więzi między nimi.


            Dlaczego uważasz, że nie ma miedzy nimi więzi? Z tego co piszesz jak
            najbaradziej jest.
    • johana2 Re: witam 19.07.05, 17:00
      Och, po prostu wyluzuj i nie rób sobie z tego problemu. Jest to jest. Nie
      przeskoczysz tego. Nie daj sobie tylko wleźć na głowę, póki jest mały i tyle.
      Ja też za swoim nie przepadam ,ale dużo się zmieniło gdy się wyprowadził. Ty
      nie masz tego problemu mieszkania z nim na stałe, więc nie zadręczaj się. Bądź
      miła i nie zastanawiaj się co on czuje. Wtedy nie będzie w Tobie sztuczności.
    • triss.m Re: witam 20.07.05, 13:23
      hmm mysle, ze masz podobny problem jak Ludwinia. skoro dzieciak Cie uderzyl, to
      widzi w Tobie konkurencje.. poza tym nastawianie ex w trakcie ich rozwodu.. cos
      sie zakodowalo w glowie malego. teraz jest starszy, ale wciaz walczy o ojca,
      juz w inny zawoalowany sposob, jasne, ze bedzie wypelnial polecenia, ale co
      sobie tam mysli o Tobie, nie wiesz.. sadze, ze on potrzebuje szczerych,
      cieplych kontaktow z ojcem, no i tego, na co zwraca uwage MMM -ojciec musi byc
      przewodnikiem, autorytetem, silna osobowoscia. a Ty? nic na sile, jedyne co
      musisz, to nie utrudniac kontaktow dziecka z ojcem.. stosunek neutralny. jesli
      nic nie zaiskrzylo miedzy wami, nie czujecie do siebie sympatii .. co zrobic,
      nie ma nic gorszego niz sztuczny, przylepiony usmiech.
      • m-m-m Re: witam 20.07.05, 13:25
        Zgadzam się.
    • ola-p Re: witam 20.07.05, 15:35
      Dokładnie. Ja też wiem, że nic na siłę. Ale tak sobie czasem myślę, że to ja
      jestem w tym układzie dorosła i może to ode mnie powinno się oczekiwać jakiejś
      zmiany, wyjścia z jakąś inicjatywą w kierunku małego. A w mojej głowie ciągle
      ta niechęć...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka