Dodaj do ulubionych

stres przed wakacjami ...

24.06.06, 20:40
za 6 dni wyjeżdzamy na urlop.
Skład osobowy
NM i jego synowie w wieku 11 i 8 lat, na codzień mieszkają z ex
Ja i moja córka lat 6, która mieszka z nami.

Dylematów mam miliony.
Pierwsze wspólne wakacje były niezbyt udane. Tydzień w górach okazał się
koszmarkiem.

Madra pani psycholog, stwierdziła, że negatywne nastawienie starszego syna
wobec mnie to nic innego jak nieświadome przeniesienie niechęci żywionej do
mnie przez ex, i że tak właściwie to te wszystkie złośliwości i niegrzecznośc
to nie jego reakcje, że mam sobie uświadomić, że to są jej zachowania, a nie
jego.

I nie wiem co robić, bo chwilami, jak widzę jego zniechęconą do wszystkiego
minę, jego głupkowate komentarze i opryskliwe odpowiedzi to mam ochotę go
trzepnąć w ucho... po prostu nie wytrzymuję psychicznie tego.

Młody człowiek zachowuje się w stosunku do mnie niegrzecznie tylko wtedy gdy
nie ma ojca. Przy nim jest milcząco poprawny.

Kolejnym problemem jest to, że jest wiecznie niezadowolony, jeśli czas i
atrakcje nie są organizowane dla niego. Jeśli spełnia się oczekiwania
młodszych dzieci (które jako tako się dogadują), a on nie jest w centrum
zainteresowania, to zatruwa swoim zachowaniem najmilsze chwile. Jest
potwornie egocentrycznym dzieckiem. Ja, mój, moje i dla mnie, to jego
ukochane słowa.

Kolejna rzecz , której się obawiam, to zaborczość chłopców o tatę. Rozumiem,
że mają jego niedosyt, wcześniej byłam wstanie wytłumaczyć córeczce, że to
jest ich tata i nie powinna np siadać na kolanach partnera w ich obecnośc,
ale po roku wspólnego mieszkania między NM i córką nawiązała się silna więź
emocjonalna w relacji porównywalnej do tych jakie są między ojcem i córką.
Boję się konfliktów, nie daj bóg przemocy wobec mojej córki ze strony
chłopców na tym tle, tymbardziej że dzieci mają oddzielny pokój w pensjonacie
w którym mamy się zatrzymać.

Początkowo myślałam, że w ciągu 2 tygodni wakacji będę miała czas na to żeby
pokazać chłopakom jaka naprawdę jestem, teraz obawiam się, że nie dam rady.
Dodam, że ex (nie wnikam czy świadomie, czy też nieświadomie) nastawia ich
przeciwko mnie, najczęściej uzywając argumentów, że gdyby nie ja, to mieli by
więcej (rowery, komputery, komórki, ona samochód itd).
Jest to zupełnie bezpodstawne, bo mimo wspólnego zamieszkania z NM, koszty
utrzymania domu ponosimy wspólnie, po połowie i nie jestem utrzymanką swojego
NM.
Oskarżenia o mojej "rozrzutności" i ich "biedzie" pojawiły się 3 miesiące
temu, kiedy NM obniżył kwotę, której pierwotnie zarządała na utrzymanie
dzieci o połowę (aktualnie płaci 2 tys miesięcznie + odzież, i koszty
związane z edukacją i leczeniem)

Dziewczyny, jakieś rady na te najbliższe 2 tygodnie nad morzem, proszę, może
macie jakieś sprawdzone sposoby na to by przetwać.

Może ktoś z was wybiera się do Międzyzdroji i ma dzieci w podobnym wieku?

Ponoć w grupie łatwiej.

Za każde słówko będę wdzięczna
Obserwuj wątek
    • weronka77 Re: stres przed wakacjami ... 25.06.06, 14:05
      ;-( Też to przerabiałam...Tylko raz,rok temu.Nerwy,niechęć,wszystko razem.No i
      koszmarny tydzień(miały być dwa,ale mąż odwiózł małą do domu-nie dało się
      już,wszyscy mieliśmy dość).POzostał uraz i wakacje już nigdy nie będą
      powtórzone.Ja sie do tego po prostu nie nadaję,nie chcę się nadawać-
      trudno.Wyjeżdżam sobie teraz na 6 tygodni a jak wróce jedziemy z mężem na dwa
      kolejne szaleństwa.Tym sposobem uwalniam się od potencjalnej gehenny.Trzymam za
      Ciebie kciuki-dasz radę na pewno.Najwyżej skoncentruj się na malutkiej
      a "synkami" niech się zajmie ich tata.Nie ma powodu żebyś się denerwowała,miała
      nieudany urlop,była zestresowana i żeby ktokolwiek żle Cię traktował.Olej
      towarzystwo jak będzie nieznośne.
    • lilith76 Re: stres przed wakacjami ... 26.06.06, 10:19
      nabierz dystansu.

      jeśli starszy będzie niegrzeczny, to konsekwentnie nie daj się sprowokować,
      bądź spokojna. córce wytłumacz, że ten wyjazd to szansa, żeby chłopcy pobyli
      bliżej z tatą i ona raczej powinna się odsunąć.

      jeśli zajdzie potrzeba, to miej żadnych wyrzutów sumienia żeby walnąć wszystko
      iść na kilkugodzinny spacer sama. NIE MACIE OBOWIĄZKU CAŁEGO CZASU SPĘDZAĆ
      RAZEM! wykrój jakiś czas dla siebie i córki - to będzie na odetchnięcie.


      mimo wszystko - wypoczywaj!
    • balladynka Re: stres przed wakacjami ... 26.06.06, 12:38
      Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć wszystkim macoszkom, które jeszcze nie
      zdecydowały się na taki wspólny wyjazd, że wakacje z dziećmi mojego M okazały
      się być znacznie łatwiejsze i przyjemniejsze pod wieloma względami niż sobie to
      wyobrażałam, znajdywaliśmy wspólne zajęcia, pracy wokół dzieci wcale nie tak
      dużo, generalnie chcieć to móc, niestety również pod kilkoma względami
      dostarczyły mi bardzo przykrych wrażeń. Powiem tylko, że moja młoda absolutnie
      podbiła moje serce, rozbroiła mnie zupełnie, rewolwery mi normalnie powypadały
      z kabursmile Jest wspaniałym dzieckiem i chciałabym mieć taką córeczkę jak ona.
      Mamy naprawdę dobry kontakt, choć ja nie należę do wylewnych, ale ręka mi się
      sama wyciąga żeby jej w czymś pomóc, zaopiekować się, objąć itd. Wszystkie
      typowe macosze obawy znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki. Od powrotu
      nawet za nią tęsknię co mnie samą zadziwia bardziej niż kogokolwiek innego.
      Niestety M ma jeszcze syna. Nie chce mi się opisywać jak to wyglądało w jego
      przypadku bo nic dobrego napisać nie mogę. Generalnie mogę Ci dać dwie rady co
      do takiego dziecka, jeśli starszy syn Twojego M choć trochę przypomina mojego
      młodego a Twój M choć trochę mojego M:
      1) Nigdy, absolutnie pod żadnym pozorem nie komentuj jego zachowania do M
      choćby z sadystyczną rozkoszą dłubał komuś widelcem w oku a krew się lała
      strumieniami – M uzna, że jesteś niesprawiedliwa, przesadzasz, na pewno tego
      kogoś to tylko łaskocze a poza tym to jest slodkie i on jest dumny z tego, że
      syn jest takim małym urwisem zamiast siedzieć pod palmą jak ostatnia mimoza a
      on (M) już się wcale nie dziwi, że macochy mają taką opinię i że to prawda co o
      nich mówią. Jakbym samodzielną czytała i jakby zupełnie był ślepy na to jaki
      mamy kontakt z małą;
      2) Pij dużo winka.

      A tak a’propos 1 powyżej mam tego serdecznie dosyć. Nie wiem skąd Wy bierzecie
      swoich M ale mojego najwidoczniej znalazłam w sekcji: „Mam syna i odjęło mi
      rozum”.

      Jadąc z lotniska w taksówce porozmawialiśmy sobie z panem taksówkarzem. Pan
      taksówkarz jest samodzielnym tatą i opowiadał troszkę jak mu ciężko z
      dorastającą córą i prowadzeniem domu samodzielnie odkąd żona powiedziała adios.
      Zażartowałam, żeby sobie kobitkę jakąś znalazł, będzie mu łatwiejsmile Pan aż
      podskoczył i za głowę się złapał, że nie, dziękuję, nigdy więcej.
      I vice kurna versa!
      • lilith76 Re: stres przed wakacjami ... 26.06.06, 13:02
        mój też ma lepszy kontakt z synem niż córką, większy margines tolerancji (choć
        na szczęście jest konsekwentny i nie daje sobie wejść na głowę).
        pewnie gdyby mógł zadecydowac o płci kolejnego dziecka też miałby być to Syn.
    • tarzynka Re: stres przed wakacjami ... 26.06.06, 12:42
      Khaldum, nie wiem czy Ci to pomoże, myślę, że tak. Otóż chłopcy 11 letni (i
      okolice) są ogólnie często niezadowoleni, marudni, niegrzecznie się odzywający
      itp. Szlag człowieka trafia czasami i musi wykopywać pokłady cierpliwości.
      Spokojnie może to zatruć najmilsze chwile. I nie wypływa to wcale z bycia
      pasierbem, z rozbitej rodziny itp. A rodzice (i macochy/ojczymowie) muszą to
      niestety przeżyć. Ja tak mam czasami i z pasierbem i z synem. Pamiętam jedne
      wakacje, gdy doprowadzeni do ostateczności zachowaniem jednego (bierny opór,
      obrażanie się, cały czas mina: ja mam za złe - mimo, że reszta całkiem miło
      spędzała czas), zapytaliśmy go, czy w takim razie mamy wracać do domu. Będzie
      miał komputer i telewizor (na wyjeździe takich atrakcji nie było) i może mu się
      będzie wreszcie podobać. No i wtedy się okazało, że jednak jest fajnie i nie
      chce wracać, aczkolwiek trenowanie nas nie ustało.
      Wydaje mi się, że nic na siłę. Starać się zorganizować atrakcyjnie czas, dać
      trochę swobody dzieciom, trochę możliwości wyboru i obrażone i złe miny
      traktować "siłom i godnościom osobistom" (wiem, to niełatwe, ja ostatnio bardzo
      się staram nie czynić uwag pasierbowi - ustaliłam z jego tatą, że to tylko do
      niego należy). Trzymam kciuki, żebyś Ty też odpoczęła na tych wakacjach.
    • khaldum Za 3 dni ... 27.06.06, 19:14
      • tarzynka Re: Za 3 dni ... 28.06.06, 12:20
        Khaldum, trzymaj się. Czasami tak jest, że jak spodziewamy się, że będzie
        strasznie, to okazuje się, że jednak było nie tak źle. Trzymam kciuki, żeby
        wakacje się Wam udały.
    • mamaika Re: stres przed wakacjami ... 28.06.06, 12:59
      Khaldum po prostu trzymaj się i bądz dobrej myśli, myśmy do tej pory byli dwa
      razy raz wypad 3 dniowy w góry z obiema nieletnimi, raz na urlopie z najmłodszą
      ( średniaczek nie chciał jechać ).U mnie było jak było,wspominać mi się nie
      chce zwłaszcza ,że obecnie usiłujęsię niesamowicie pozytywnie nastawić
      przyszłościowo a delikatnie rzecz ujmując problem z tym mam , a już od września
      będziemy razem na stałe. Więc może pomyśl tak : cóż to jest urlop w porównaniu
      z latami razem smile Ot taki optymistyczny akcencik.
    • khaldum jutro wyjazd 29.06.06, 08:27
      dam rade, dam rade, muszę, choć lekarz mi tego nie zapisał, dać radę smile
      cały czas mówię sobie że będzie ok.
      wszystkie Wasze poradki i radki wzięłam sobie do serca i kupiłam persen

      NM na poczatku mi nie ułatwiał tego optymistycznego nastawienia, ale po długiej
      nocnej dyskusji zgodził się na ustalenie "zasad gry", na co pierwotnie nie
      chciał przystać, i wytłumaczył chłopakom jakie zachowania nad morzem będą
      ucinane. Pierwsza zasada to to, że mają wyciąć ze słownika słowo NUDA.

      Ja zdeklarowałam się nie zwracać im uwagi przy stole, choć ich poczynania przy
      nim są tragiczne,istni troglodyci... krzyki, skakanie, kopanie stołu,
      rozlewanie, rozsypywanie, dziubanie w talerzu i całkowita nieumiejętność
      posługiwania się sztućcami. Dla mnie to niezrozumiałe, aby dzieci w wieku 11 i
      8 lat nie umiały zachować się w miejscu publicznym przy stole, posługiwać się
      sztućcami, gdyż córka je nożem i widelcem od 4 roku życia... ale co tam, nie od
      razu Rzym zbudowano, dam radę...

      pozwolę sobie doraźnie zwracać się do Was o porady /wsparcie/ jak będzie
      ciężko. Wiem, że można na Was liczyć

      dam radę, ale stres i obawy mnie zjadają - oby NM mnie wspierał, to będzie
      dobrze
      • agnese_1 Re: jutro wyjazd 29.06.06, 08:56
        Dasz rade! Tylko sie tak strasznie wszystkim nie przejmuj.
        A jesli bedziesz miala zupelnie dosyc chlopakow to idz na dlugi wieczorny
        spacer brzegiem morza, nic tak nie dodaje energii i optymizmu jak zapach morza,
        szum fal i piasek pod bosymi stopami. Wiem co mowie, urodzilam sie nad morzem!
        Trzymam kciuki.
      • blondgirl Re: jutro wyjazd 29.06.06, 10:19
        Uf. Ja mam jeszcze cały miesiąc do wyjazdu z Młodym, ale ja będę z nim tylko 4
        dni, a pozostałe 4 dni dla mnie...smile
        My jedziemy nad morze

        Khaldum damy radę, chociaż jak czytam twoje posty, to syn mojego NM jest o
        wiele grzeczniejszy. Ale z drugiej strony to się dopiero tak naprawdę okaże...
        • khaldum Re: jutro wyjazd 29.06.06, 10:23
          postaram się zdawać relacje ze stosunków i działań jakie podejmujemy na
          bierząco, zobaczymy może na coś ci się przydadza. Też jadę nad morze, mam tam
          takie miłe miejsce w którym dotychczas fantastycznie wypoczywałam. Mimo, że to
          Międzyzdroje o świcie słychać ptaki, a wieczorem świerszcze... polecam je
          serdecznie.
          Nie wiem czy można, ale podaję adres stronki www.kwaterunek.pl
          • mamaika Re: jutro wyjazd 29.06.06, 10:38
            Miłego wypoczynku ,trzymaj się cieplutko .
          • blondgirl Re: jutro wyjazd 29.06.06, 10:44
            Co prawda mieszkam ok. 100 km dalej od Międzyzdroji, ale znam je w miarę
            dobrze. A do tego darzę dużym sentymentem.

            Oj nie zapomniane czasy studenckie....

            Po za tym będę czytać twoje posty, bo być może dzięki temu przeżyję w miarę
            spokojnie urlop z Młodym. Co prawda cały czas nastrajam się pozytywnie i nie
            dopuszczam do siebie myśli, że coś mogłoby pójść nie tak, ale... nigdy nic nie
            wiadomo. Na razie wymyśliłam, że jak NM z Młodym zaczną mi działać na nerwy, to
            ich wyślę na wycieczkę po Wybrzeżu albo sama będę chodzić na spacery
            (ewentualnie połączone z dobrą kawą i czymś jeszczesmile
      • geos Re: jutro wyjazd 19.07.06, 09:41
        krzyki, skakanie, kopanie stołu,
        > rozlewanie, rozsypywanie, dziubanie w talerzu i całkowita nieumiejętność
        > posługiwania się sztućcami. Dla mnie to niezrozumiałe, aby dzieci w wieku 11 i
        > 8 lat nie umiały zachować się w miejscu publicznym przy stole, posługiwać się
        > sztućcami, gdyż córka je nożem i widelcem od 4 roku życia... ale co tam, nie od

        znam to z autopsji, chociaz Mały az tak nie wywija. Ale do ideału daleko. Jeść
        nie umie chociaz jest duuuzo lepiej. Ubarania ma czyste jak wstaje od stołu.
        Duuzy sukces ;o))
        Mlaskanie to dalej problem. Ale przynajmniej wśród ludzi mam spokój. Załatwiłam
        to kiedys tak.
        Byliśmy na wyjeździe w czasie ferii zimowych. Jedzenie wśród obcych ludzi, w
        restauracji ośrodka. Przysadło sie mażeństwo. facet tak mlaskał, że było słychac
        dwa stoły dalej. Zwróciłam małemu na to uwage, że to tak okropnie słychać.
        Przyjżał sie i... wśród ludzi ma buzie zamkniętą :o))))
        Chociaz to:o))
    • blondgirl Re: stres przed wakacjami ... 29.06.06, 10:46
      Co prawda nie wiem skąd jesteś, ale jak już będziecie w Międzyzdrojach to
      wpadnijcie z chłopakami doSzczecina. Mimo wszystko, to całkiem ładne miasto...
    • khaldum żyję 02.07.06, 08:06
    • khaldum żyję 02.07.06, 08:17
      Kochane Macochy,
      dzień drugi za nami, i nie jest tak źle jak myślałam. Powiem dosadnie, jest
      całkiem przyjemnie. Najstarszy "pasierb" uległ metamorfozie. Żadnej
      złośliwości, żadnej uszczypliwośći po prostu nie ten sam chłopak. Nawet sobie
      żartjemy smile

      Kosmosem są zachowania mojej córki, i młodszego chłopca. Moja Idka jakby ją
      diabeł opętał, ma totalnie w nosie to co się do niej mówi, i jeszcze do tego
      dyskutuje...
      tak poza tematem, czy któraś wie

      JAK ZMYĆ FARBY ŻELOWE Z TKANINY ??? (to te farbki do robienia witraży na okna)

      Z młodszym chłopcem miałam jedną scycsję, ale dałam radę z uśmiechem na twarzy.
      Sprawdzał na ile może sobie pozwoić i uświadomłam mu, ze to, że zwaraca się do
      mnie po imieniu nie znaczy że jestem jego koleżanką. Do tego złapałam go na
      kłamstwie więc troszkę minie nie lubi.
      Mały notorycznie biega w skarpetach po dworze i jak to powiedział, mama mu tak
      pozwala, a ja nie bedę mu mówić co ma robić. Uśmiechnełam sie tylko i
      stwierdziałam, że po prostu wieczorem je wypierze. NM wręczył mu wieczorem
      proszek, był wściekły piorąc te skarpetki, ale ja wypiłam sobie drinka i
      naprawdę nie wiele mnie interesowałao to, że mamrocze pod nosem...

      Tak więc zyję, mam się dobrze, NM uśmiecha się tylko i nic nie mówi, tylko
      wczoraj zasypiając powiedział, wiesz, świetnie dajesz sobie z nimi radę.

      Przed nami 8 dni, zobaczymy co będzie dalej smile

      aaa i namiętnie gramy w karty, jak narazie w pana, ale może nauczymy ich
      remika ..
      • blondgirl Re: żyję 19.07.06, 08:06
        Hej khaldum! Wróciłaś już? Jak było?
    • khaldum Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 11:26
      Wróciłam,
      i musiałam ochłonąć

      bo jestem KRETYNKĄ, idealistką i niech mnie gęś kopnie jak jeszcze kiedyś się
      na wspólne wczasy zgodzę, no ale po koleji

      pisałam, że pierwsze 2 dni były miłe... były, bo chłopcy byli w szoku po tym
      jak zobaczyli morze, a później się zaczeło...

      no może po koleji...

      1 i chyba największy problem noce i spanie...

      mieliśmy 2 pokoje w pensjonacie, jeden dla dzieci, 2 dla nas.
      Pominę szeroko zakrojoną demokrację, i to że dzieci udawało nam się zapędzić do
      łóżka ok 22... bo wypłynie nasz brak konsekwencji, ale dopiero po powiedzeniu
      dobranoc zaczynały się chocki klocki.

      Kiedy w pierwszą noc, chłopcy budzili nas na zmianę co godzinę, tłumaczyliśmy
      to nadmiarem wrażeń i emocji
      2 noc podobnie tłumaczyliśmy a w 3 kiedy o 4 nad ranem, znowu z hukiem
      otworzyły się drzwi to myślałam że zamorduję, NM też już miał dosyć...

      pomijam kwestie intymności, ale moja córka wstawała o 7 rano, była głodna i nas
      budziła, chłopcy zasypiali dopiero jak było jasno. Na plaży oczy nam się
      zamykały i jak tu upilnować 3 nad wodą, skoro ledwie funkcjonowaliśmy po 3h snu.

      Rozmowa z NM nie wiele dawała, w końcu zgodził się na podanie melisy przed
      snem...
      efektów ŻADNYCH...
      rozmowa z dziećmi i SZOK

      stwierdziliśmy ze ex jest idiotką

      wypożycza dzieciom horrory. Chłopcy mają 11 i 8 lat, i przed snem mama puszcza
      im filmy z gatunku "fajny horror dla dzieci" pani w wypozyczalni ostatnio im
      dała film Klątwa, a poprzednio był Ring

      %%%&#$(&^$ żeby mi postu nie wycieli, ale same wiecie jakie się słowa na usta
      cisną

      Kupiliśmy neospazminę,

      żadnych efektów, oni się boją spać, bo mama śpi z nimi na jednym łóżku !!!
      Mieszkają w 4 pokojowym mieszkaniu, każdy ma swój pokój, a śpią wszyscy razem
      na rozkładanej kanapie w pokoju dziennym...

      to chyba troszkę nie zdrowe... jak na mój gust, ale ja się pewnie nie znam...

      chłopcy zażądali że tata będzie spać z nimi, ale na szczęście NM ma na tyle
      rozumu, że na to nie poszedł...

      dał chłopcom telefon, ze jak się obudzą w nocy, to niech dzwonią do mamy, bo to
      nie my te horrory im wypożyczamy, a musimy być wypoczęci, bo inaczej nici z
      miłego spędzania czasu, bo my odpadamy

      2 noce dzwonili, a rano skarga, że mama ich wyzywa, ze jej nie dają spać
      po 2 dniach ex zadzwoniła do NM z pretensjami, ze mu bachory w "bzykaniu
      panienki" przeszkadzają

      NO SZLAK MNIE TRAFIŁ....
      NM też, wieczorem wódki się napiliśmy, a dzieciom daliśmy 1,5 łyżeczki
      neospazminy... spali...


      Sprawa 2 organizacja czasu i spełnianie zachciewajek

      mam wysypkę jak słysze:
      tata gokarty, tata symulator F16, tata gokarty, tata symulator, tata bandżi (
      jak to się pisze?)

      rozumiem 1 dzień, 3 dni, ale po tygodniu spędzania czasu według zachciewajek
      chłopaków miałam dość. Moja córka ryczała na gokartach, bo nie umie tak szybko
      pedałować, po symulatorze zwymiotowała...

      Kiedy nie zgadzaliśmy się na ich plan zajęć, młodszy dawał w kość wszystkim
      rozrabianiem, a starszy się obrażał i swoją nadąsana miną obrzydzał wszystkim
      wszystko.

      Marzyłam o spacerze brzegiem morza, już nie nalegałam na spacer we dwoje, bo
      przez 14 dni, mieliśmy dla siebie tylko te 3 h na dobę od 4 do 7 nad ranem, ale
      nawet z dziećmi nie wyszło bo chłopcom PIASEK PRZESZKADZAŁ !

      ani jednego drinka z palemką, ani jednego wyjścia choćby na poł h samemu.

      Po tygodniu miałam dość.
      Poprosiłam NM o zmianę taktyki, ale bez skutku.
      Kiedy mu powiedziałam, że na wczasy przyjechaliśmy MY z dziećmi a nie ON z
      synami to się obraził.
      Zaczełam z córką spędzać czas po swojemu, poszłyśmy na lekcję tańca do Maseraka
      i było cudownie, bawiłyśmy się wspaniale, ale po powrocie do ośrodka NM był
      obrażony, no i się pokłóciliśmy... bo on mi nie zabronił iść na lekcję tanca,
      bosz......... wrrrrrrrr

      po tym on się napił o jednego drinka za dużo, zadzwoniła ex z pretensjami, że
      dzieci jej się skarżą, na coś tam i NM włączył się gen ojca co objawia się tym,
      że ON ma dzieci, nie może być ze mną, bo ma obowiązek, ja za dużo wymagam,
      (dokładnie chodziło o spacer po plaży), ja nie akceptuję jego dzieci, itd, itp

      Kolejną piętą była przemoc. Młodszy klnie jak szewc i bije się na okrągło,
      starszy robi to w utajnieniu, szczypie młodsze dzieci bo głupio gadają...
      Maluchy płaczą, a on twierdzi, że go denerwują dlatego je szczypie, bo
      szczypanie to nie bicie... ręce opadają, a tłumaczenie że to złe, bo to jest
      przemoc nic nie dawało... maluchy chodziły posiniaczone, a inni rodzice mieli
      do nas pretensje sad
      NM w dzień wyjazdu nie wyrobił, i za to szczypanie dał mu 3 porządne klapsy,
      obraził się.

      Miły aspekt dla mnie, ale dający wiele do myślenia. Posiłki. Kiedy zrobiłam
      kolację (pokrojony ser, pomidor jakaś wędlina, ułożone na tacy, + chleb
      posmarowany masłem) by każdy zrobił sobię kanapkę, usłyszałam, ale przyjęcie, w
      domu tak nigdy nie ma, sami sobie robimy kanapki w kuchni i rano przed szkoła i
      kolacje też... Połechtało to moją próźność i włączył mi się agresor na ex

      Długo bym mogła jeszcze pisać, ale podsumuję

      Wyjeżdzając nie powiedzieli mi nawet cześć, kiedy NM im kazał się pożegnać
      starszy stwierdził, i co będziesz mnie bić jak jej cześć nie powiem ?

      Po powrocie podjeliśmy kilka decyzji
      1. NIE chcę być macochą, nawet weekendową
      2. NM nie będzie mnie zmuszał do kontaktów z chłopakami, kiedy będzie je brał
      na weekend ja znikam
      3. NM musi sobie uświadomić ze to MY , JA i ON jesteśmy rodziną, i niestety
      dzieci nie mogą nam dyktować warunków i zasad życia
      4. Najszczersze moje chęci i starania nic nie dadzą kiedy ex dzieciom będzie
      wpajać że jestem beee

      i punkt 5

      musimy znależć jeszcze czas i pieniądze tego lata, chociażby tydzień, aby
      pojechać odpocząć, we dwoje.



      • m-m-m Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 11:46
        bo jestem KRETYNKĄ, idealistką i niech mnie gęś kopnie jak jeszcze kiedyś się
        na wspólne wczasy zgodzę, no ale po koleji


        Nie jestes kretynką, idealistką byłaś.
        Pomimo wykończenia i snu 3h/doba to jednak jakieś i to konkretne wnioski i
        ustalenia z sytuacji masz.
        Mam nadzieję, że M. Cie rozumie.
      • blondgirl Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 11:49
        Współczuję!!!!

        Mam nadzieję, że mój urlop będzie dużo spoookjniejszy i mniej nerwowy.


        p.s. czy neosspazmina jest na receptę? smile
        • khaldum Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 11:58
          chyba bez recepty, powiedzieliśmy pani mgr w aptece, że dzieci nie mogą w nocy
          spać, bo się boja potworów spod łóźka, a melisa nie działa...
      • jayin Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 13:24
        > NM włączył się gen ojca co objawia się tym,
        > że ON ma dzieci, nie może być ze mną, bo ma obowiązek, ja za dużo wymagam,
        > (dokładnie chodziło o spacer po plaży), ja nie akceptuję jego dzieci, itd, itp


        Chyba większości ojców interesujących się swoimi dziećmi i "ojcujących" realnie - chociaż "poza domem" - ma ten gen. Drastyczny gen smile Wyolbrzymia chyba wszystko co związane z tematem "dzieci-Next". Szczególnie te negatywne fragmenty.

        I ten sam gen chyba każe im uważać, że Next będzie traktować jego dziecko tak, jak on sam je traktuje - zajmować się nim (albo i zajmować się bardziej niż Właściciel Genu Ojca), rozpieszczać, pobłażliwie patrzeć na zachowanie i wybryki itd. Tak jakby to było jej własne dziecko.

        To sem ne da niestety - i wyłazi wtedy z Właściciela Genu wielka obraza boska, że "NO JAK TO TAK??" :=)
        • balladynka Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 14:26
          > > NM włączył się gen ojca co objawia się tym,
          > > że ON ma dzieci, nie może być ze mną, bo ma obowiązek, ja za dużo wymagam
          > ,
          > > (dokładnie chodziło o spacer po plaży), ja nie akceptuję jego dzieci, itd
          > , itp

          Jakbym swojego M słyszała. A mówiłam siedzieć cicho, winko popijać, szczypać
          pozwalać do tysiąca licząc i zęby w uśmiechu zaciskając a inne dzieciaki od
          młodego odpędzać żeby się od szczypania nie zmęczył, to nie. Z uwagami
          wystąpiłaśsmile Zaprawdę powiadam Wam, milczenie jest złotem.
          • khaldum Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 14:43
            piłam , od rana .... jak nłogowiec smile

            ze szczypaniem, to jedna mamusia przyszła, że mam dziecko bandyte, a co będę
            tłumaczyć, że ja nie matka, odesłałam do "męża"

            a uwagę i wniosek o zmianę organizacji czasu wniosłam po 8 dniach, bo już mi
            się wino skończyło...

            było mineło
            najważniejsze że gen ojca osłabł po powrocie z wakacji i NM przyznał mi rację,
            ze źle to wymyślił
        • mamaika Re: Wróciłam.... i musiałam ochłonąć 19.07.06, 14:38
          Nic dodać nic ująć
    • agnese_1 Re: stres przed wakacjami ... 19.07.06, 14:13
      Kurcze Khaldum, to jakis horror!
      Uff, na szczescie ja sie nie zgodzilam na wspolne wakacjesmile
      Tez znam dobrze ten gen, strasznie ciezko sie z nim walczy. Nie wiem, moze to
      ma cos wspolnego z byciem rodzicem ogolnie, taki rodzic mysli sobie, ze
      przeciez jego dziecko jest takie ladne i madre i wszyscy o niczym innym nie
      marza jak tylko o byciu w jego towarzystwie? Nie wiem, w kazdym razie ja
      stopniowo wybijam niemezowi z glowy, ze jak mala jest u nas to wszystko
      bedziemy robic razem a do tego, ze bedzie mi to zawsze sprawiac przyjemnosc.
      Przestal juz naciskac bo wie, ze grozi to awantura, teraz stosuje metode
      nieszczesliwego. Ostatni przyklad, bylismy z mala na basenie. Ona 'plywala',
      niemaz jej pilnowal a ja na tarasie sie opalalam. Mala szczesliwa bo poplywala,
      ja szczesliwa bo sie opalilam tylko niemaz nieszczesliwy bo nie stalam z nim w
      wodzie po kolana patrzac jak dziecko sie 'pluszcze' wink
      Czasami mi rece opadaja bo tlumacze ale on jakby nie rozumial. Czy musi dojsc
      az do tak drakonskich scen jak na wakacjach Khaldum, zeby oni cos zrozumieli...
      • m-m-m Re: stres przed wakacjami ... 19.07.06, 14:26
        Czasami mi rece opadaja bo tlumacze ale on jakby nie rozumial. Czy musi dojsc
        az do tak drakonskich scen jak na wakacjach Khaldum, zeby oni cos zrozumieli...


        Niestety tak.
        Rodzic jest najczęściej zaślepiony swoim "dziełem" i nie rozumie, że to dziecko
        dla otoczenia to jedno z tysiecy dzieci jakie się zna i samo jego istnienie to
        za mało bo ktoś z zewtnątrz rozplywał sie nad nim z zachwytu.
        Mozna zrobic prosty test: zapytac jak ocenia dziecko sasiada lub jakiejś
        kuzynki/kuzyna i pokazać, że ty wlśnie tak samo oceniasz na trzeźwo i bez
        emocji jego dziecko.
        A'propos zachwytów nad dzieckiem w wodzie: pamiętam jak mój wtedy jeszcze
        niemąż uraczył mnie 2 godzinną kasetą video na której w roli głownej występował
        mój przyszły pasierb skacząc przez te dwie godziny monotonnie nad brzegiem
        morza.
        Ojciec był cały rozpromieniony, a dla mnie to byla jakaś niewiarygodna nuda i
        nic nadzwyczajnego: ot 7-latek bawi sie na plaży i nic poza tym.
      • tarzynka Re: stres przed wakacjami ... 19.07.06, 14:31
        > Czy musi dojsc
        > az do tak drakonskich scen jak na wakacjach Khaldum, zeby oni cos zrozumieli...
        Nie musi, ale łatwo nie jest. Nam z moim M. się udało nie oczekiwać takich
        zachowań po sobie (oboje mamy dzieci z pierwszych związków). Tzn. staramy się
        spędzać czas razem, wakacje również, ale nic na siłę. I w naszej rodzinie
        obowiązują takie a nie inne zasady, dzieci się z tym godzą. Jego również, mimo,
        że zasady wymagają od nich więcej niż jak są u mamy. Buntują się, ale M. stara
        się być konsekwentny. No i jak się nie udaje, to młodzi odpuszczają bunty, a
        jednak zależy im na czasie z tatą, więc nie stosują szantażów moralnych, że nie
        będą się spotykać (próbowali, zostali spuszczeni przez M. na drzewo pod hasłem:
        masz do tego prawo, będzie mi przykro, będę za Tobą tęsknił, bo jesteś dla mnie
        ważny, bo Cię kocham, ale masz prawo nie chcieć się ze mną spotykać). Tylko
        trzeba uzbroić się w cierpliwość do dąsów. Tak naprawdę młodzi mają do nich
        prawo, tyle, że źle jest gdy nimi coś uzyskują. Też mamy czasem takie myśli, że
        eks źle wychowuje, że byłoby łatwiej itp. Coraz rzadziej, bo tak naprawdę nie
        mamy monopolu na rację, na to, że nasz sposób postępowania jest lepszy i to
        coraz lepiej rozumiemy. Ale wbrew pozorom wpływ ojca na wychowanie (jedno
        popołudnie w tygodniu, co drugi weekend, połowa wakacji) wcale nie jest mały.
        Młodzi widzą, że można różnie żyć, sami wybiorą to, co wg. nich jest lepsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka