khaldum
24.06.06, 20:40
za 6 dni wyjeżdzamy na urlop.
Skład osobowy
NM i jego synowie w wieku 11 i 8 lat, na codzień mieszkają z ex
Ja i moja córka lat 6, która mieszka z nami.
Dylematów mam miliony.
Pierwsze wspólne wakacje były niezbyt udane. Tydzień w górach okazał się
koszmarkiem.
Madra pani psycholog, stwierdziła, że negatywne nastawienie starszego syna
wobec mnie to nic innego jak nieświadome przeniesienie niechęci żywionej do
mnie przez ex, i że tak właściwie to te wszystkie złośliwości i niegrzecznośc
to nie jego reakcje, że mam sobie uświadomić, że to są jej zachowania, a nie
jego.
I nie wiem co robić, bo chwilami, jak widzę jego zniechęconą do wszystkiego
minę, jego głupkowate komentarze i opryskliwe odpowiedzi to mam ochotę go
trzepnąć w ucho... po prostu nie wytrzymuję psychicznie tego.
Młody człowiek zachowuje się w stosunku do mnie niegrzecznie tylko wtedy gdy
nie ma ojca. Przy nim jest milcząco poprawny.
Kolejnym problemem jest to, że jest wiecznie niezadowolony, jeśli czas i
atrakcje nie są organizowane dla niego. Jeśli spełnia się oczekiwania
młodszych dzieci (które jako tako się dogadują), a on nie jest w centrum
zainteresowania, to zatruwa swoim zachowaniem najmilsze chwile. Jest
potwornie egocentrycznym dzieckiem. Ja, mój, moje i dla mnie, to jego
ukochane słowa.
Kolejna rzecz , której się obawiam, to zaborczość chłopców o tatę. Rozumiem,
że mają jego niedosyt, wcześniej byłam wstanie wytłumaczyć córeczce, że to
jest ich tata i nie powinna np siadać na kolanach partnera w ich obecnośc,
ale po roku wspólnego mieszkania między NM i córką nawiązała się silna więź
emocjonalna w relacji porównywalnej do tych jakie są między ojcem i córką.
Boję się konfliktów, nie daj bóg przemocy wobec mojej córki ze strony
chłopców na tym tle, tymbardziej że dzieci mają oddzielny pokój w pensjonacie
w którym mamy się zatrzymać.
Początkowo myślałam, że w ciągu 2 tygodni wakacji będę miała czas na to żeby
pokazać chłopakom jaka naprawdę jestem, teraz obawiam się, że nie dam rady.
Dodam, że ex (nie wnikam czy świadomie, czy też nieświadomie) nastawia ich
przeciwko mnie, najczęściej uzywając argumentów, że gdyby nie ja, to mieli by
więcej (rowery, komputery, komórki, ona samochód itd).
Jest to zupełnie bezpodstawne, bo mimo wspólnego zamieszkania z NM, koszty
utrzymania domu ponosimy wspólnie, po połowie i nie jestem utrzymanką swojego
NM.
Oskarżenia o mojej "rozrzutności" i ich "biedzie" pojawiły się 3 miesiące
temu, kiedy NM obniżył kwotę, której pierwotnie zarządała na utrzymanie
dzieci o połowę (aktualnie płaci 2 tys miesięcznie + odzież, i koszty
związane z edukacją i leczeniem)
Dziewczyny, jakieś rady na te najbliższe 2 tygodnie nad morzem, proszę, może
macie jakieś sprawdzone sposoby na to by przetwać.
Może ktoś z was wybiera się do Międzyzdroji i ma dzieci w podobnym wieku?
Ponoć w grupie łatwiej.
Za każde słówko będę wdzięczna